alternativepop pisze: ↑29.08.2026, 10:58
...
Ta kolorowa popkultura stała się ucieczką dla nas,... filmy (Gwiezdne Wojny, Powrót do przyszłości, ET...)...
...
Jako nurt nazwano to <Kino wielkiej przygody>,ale myślę, że powstało jako obrona kina przed rynkiem video. Bo mało prawdopodobne, by tłuste koty z Hollywoodu, myślały czule o polskich, angielskich czy czechosłowackich robotnikach, by im się lepiej zasypiało.
Tyle że to był strzał w kolano (jeśli idzie o kraje demoludu) bo te filmy nadzwyczaj szybko, trafiały na piracki rynek video i delikwent obejrzawszy jakąś trzecią, drugą kopię
Rambo utrzymywał, że... widział film
W naszym kraju narrację o <polskim cierpiętnictwie> wlewano w umysły wprost (szkola) i sączono podprogowo( tv, radio, bibuła).
Dlatego też lepiej odczytywaliśmy estetyczne zamiary, chyba tylko estetyczne,
Joy Division, Bauhaus, Siouxie ... czy nawet
U2, Simple Minds a taki
Dexy's Midnight Runner, Madness czy inne
B-52's było bardziej na boku(nisza), nawet jeśli w tekstach aspekt społ-polit dał się zauważać.
Gorzej, polska scena niezależna z niemożności dokonywania czegoś więcej niż kaseta/taśma demo ( w każdym razie rzeczy niezrozumiałe i zapewne niesłuchalne), uczyniła cnotę wskazując na zespół
No Means No, który w odpowiedzi na zaproszenie
Johna Peela odpowiedzieli kartką:
pocałujcie nas w dupę! i to już było w połowie lat 80-tych. Taaaka niezależność!
Kto dzisiaj pamięta, poza
alternativepop-em

nazwy:
Xena, Karcer, Trybuna brudu, Rejestracja czy inna
Ustawa o młodzieży. A nazwy nośne(!), nie jakieś
Czerwone gitary czy
Nibiesko-czarni...
A taki
Joy Division został się za legendę ( trochę
Curtis swoją decyzją) podciągnął

temat ( na podobnej zasadzie film
Skłóceni z życiem stał się kultowy, ale o tym już pisałem w innym miejscu).
Legendę pełnoprawną, bo oprócz dwóch podstawowych albumów, archiwa pokazały ciekawą odsłonę zespołu a i
Movement a bardziej jeszcze
Power Corruption & Lies pod szyldem
New Order (bardzo słuszna, choć ryzykowna decyzja o zmianie nazwy).
Przy okazji skoro potrąciliśmy
Closer:
https://www.discogs.com/master/4734-Joy-Division-Closer
Jak widzę jestem odosobniony jako większy admirator tej płyty niż debiutu.
Ale tak, wolę
Closer, moim zdaniem to spory postęp w porównaniu z
Unknown Pleasures. Skala wokalna
Iana jest zwodniczo minimalna, a utwory, jeśli nie biją rekordów złożoności to ich brawurowa natura z tym lodowatym akcentem często niesie ze sobą więcej niż jeden schemat harmoniczny.
Nie jest tak... hmm... gotycki (?) jak debiut i przepełniony pół-przebojami, to czyni go lepszym w moich uszach. Dopiero po kilku latach dotarło do mnie, że nie ma tu głupich syntezatorów z lat 80-tych, które zalewały dekadę, a perkusja nie brzmi mechanicznie i sztywno.
Pierwszy utwór to totalny hit, post-punk z hymnicznym, potężnym brzmieniem, ale mięsem w tej kanapce są:
Heart And Soul oraz kolejny
Twenty Four Hours.
Jeszcze taka uwaga dla nie posiadających swojego egzemplarza
Closer i zdaje się, że i format vinyl i CD ma tę samą przypadłość, mianowicie edycje po 2007 roku pozbawiono, organicznej warstwy nagrania wypychając naprzód, wysoką częstotliwość. Przy takim użyciu syntezatora i elektronicznej perkusji, można nabawić się rezerwy do muzyki z plyty z 80 roku.
i jeszcze w temacie poleceń, choć to bardziej rzeczy spoza głównego pnia doniosłości by 1980:
https://www.discogs.com/master/21035-Th ... cial-Album
Muzyka od
The Residents jak zawsze, niemal, jest przewracającą wszystko do góry nogami: tradycję, pseudo-świętości, przyzwyczajenia, konwencje estetyczne itd. Tu w 40 ( czterdziestu!) jednominutowych odsłonach wykorzystujących ironię i groteskę. Ta z tych łatwiej przyswajalnych.
i (wspomniany wyżej)
https://www.discogs.com/master/68780-De ... oul-Rebels
Zaczyna się od odgłosów przeszukiwania po kanałach radiowych ale szybko łapie równowagę harmoniczną ( tutejsze dęciaki są właśnie takie jakich domagałbym się w zespole p.
Maseckiego, odsyłam do wątku: relacje z koncertów). Sporo inspiracji pozornie rozległych, bywa że podpierających się quasi arogancją, jednakże zachowujących płynność i całość skrzy się intuicyjnym mieszaniem nowego (punk) ze starym (folk).
Ogrodniczki i rozczochrane kudły jako synonim dobrej muzyki, ot co.