Też murzyński, choć to Jamajka (zapewne potomkini afrykańskich niewolników) i zapewne dlatego odległe od soundu, który zwykliśmy rozpoznawać jako brzmienia czarnego lądu.

Grace Jones - Warm Leatherette 1980
Komercyjnie to przepadło, bo wznosiło się znacznie ponad wcześniejsze trzy dyskotekowe placki, gdzie długonoga Artystka nie orientowała się czy bardziej śpiewać czy wyglądać.
Zmiana przyszła wraz z producentem Chrisem Blackwellem. Ten świadomy dziedzictwa Grace postawił na jej swobodę oprawiając tę w brytyjską śmiałość.
Dostaliśmy nonszalancką powagę (późniejszy trade mark p. Jones) ujmowaną a to w rytmiczne reggae, a to agresywną rockową gitarę, a to nastrojowe klawisze. Całość oprawiono w grację prawdziwej Damy.
Tym razem Grace Jones angażowała się proces produkcyjny i dbała o porozumienie z syszynmenami ( a tam min. Sly and Robbie).
Wtedy zaczęły też powstawać zręby Nightclubbing kolejnej z tym samym producentem, która jednak wg. mnie została wyskalowana w świat tanecznych sal nowojorskich i europejskich. Dlatego wybrałem tę jako bliższą sztuce nieużytkowej



