A jeszcze bodaj ciekawsze były trzy koncerty w studio OKOLITZA, te nie były transmitowane na żywo, ale nagrywane od strzału - i jest to, o ile zdążyłem się zorientować, super rzecz. Kiedy Lux zaczął działalność, rzucało się w oczy i uszy, jak ogromną radość grania mają, jak bardzo lubią grać RAZEM, a na koncertach - ile energii w nich drzemie, nie tak młodych przecież. Po latach, już ok.dziesięciu, zadziwiające jest, że w ogóle z nich powietrze nie zeszło!
Pozostają też w wyśmienitej formie instrumentalnej (Krzyżyk na perkusji! - ja mogę na niego patrzęc i patrzeć, jak on po prostu DO ŚRODKA tych swoich bębnów wchodzi i gra całym sobą, z niebywałą zresztą skutecznością). Coraz lepiej też, wydaje mi się, wykorzystują dwie gitary. Pokazuje to wszystko, chyba najlepiej, pierwszy z tych koncertów w Okolitzy, który polecam bardzo bardzo gorąco. I to pomimo, że wcale mi się nie podoba setlista (koncert zaczyna się od Mambałaga, która jest moją chyba najmniej ulubioną piosenką Luxów - ale brzmi tu świetnie
Koncert w Okolitzy


