ALBUM ROKU 1970 (edycja 2019)

Najciekawsze - najsilniejszych.

Moderatorzy: Bartosz, Dobromir, gharvelt, Moderatorzy

Awatar użytkownika
stranger
maxi-singel kompaktowy
Posty: 780
Rejestracja: 01.04.2014, 10:05
Lokalizacja: Rzeszów/Glasgow

Post autor: stranger »

MirekK pisze:(...)To może jednak 1971? Jeśli nie ma innych ochotników, to ja chętnie poprowadzę.
Jestem ZA :) na 2018 też się nie...obrażę ;)
Awatar użytkownika
B.J.
box z pełną dyskografią i gadżetami
Posty: 15566
Rejestracja: 11.04.2007, 21:33

Post autor: B.J. »

Długi bardzo ten off top.
Awatar użytkownika
mahavishnuu
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4510
Rejestracja: 09.09.2011, 12:43
Lokalizacja: Opole
Kontakt:

Post autor: mahavishnuu »

Dla mnie ciekawsza byłaby szersza formuła: NKR i NKJ. Dlaczego mamy zamykać się tylko w rockowym getcie? Oczywiście można je również zrobić oddzielnie, tyle że wątpię, aby do NKJ-u udało się zebrać ekipę.

Jeśli chodzi o inne rankingi:
- 1968, 1971 - tak
- 1956, 2018 - nie jestem zainteresowany
Awatar użytkownika
MirekK
zremasterowany digipack z bonusami
Posty: 6320
Rejestracja: 02.03.2008, 22:10
Lokalizacja: Nowy Jork

Post autor: MirekK »

B.J. ma rację. Przenosimy tą dyskusję do "PRZETRWAJĄ NAJSILNIEJSI - propozycje".
"Życie bez muzyki jest błędem." - F. Nietzsche
Awatar użytkownika
Białystok
box
Posty: 9312
Rejestracja: 03.01.2013, 08:21
Lokalizacja: Białystok

Post autor: Białystok »

Wśród swoich NKRów widziałbym sporo płyt z Canterbury Scene od Picccio Dal Pozzo przez Supersister po National Health. Pytanie czy to NKR.
esforty
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4932
Rejestracja: 26.01.2010, 11:45
Lokalizacja: Łódź

Post autor: esforty »

Trzydzieści siedem osób głosujących, osób deklarujących się jako muzyczne waryjatki i waryjaci :wink: .
Jakaś 1/3 żywota przed głośnikami, sceną czy w słuchawkach. Takoż literatura tematu zgłębiona gruntownie. Zresztą, jak poczyta się wątek Wielka Gra to gołym okiem widać, kto Zacz... Niektórzy swoje lata mają(dzień dobry!), więc jakby zsumować czas poświęcony to emerytura... pięciocyfrowa.
Wobec czego miarodajność tego zestawienia (jak wspomniał wcześniej gharvelt), niepodważalna. I to jest najcenniejsza wartość.
Jest materiał do przemyśleń, do ponownych przesłuchań czy, przede wszystkim, nowych fascynacji...
To, że moi faworyci zamykają trzecią dziesiątkę, a następny dopiero w piątej nie ma większego znaczenia ( dla mnie).
Ważne, że teraz potasuję sobie 1969 z 1970 (a jak napięcie grona się utrzyma to i następne roczniki... ech!) i wtenczas...
Nie ma takiego naleśnika, który nie wyszedłby na dobre. H. Murakami
esforty
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4932
Rejestracja: 26.01.2010, 11:45
Lokalizacja: Łódź

Re: ALBUM ROKU 1970 (edycja 2019)

Post autor: esforty »

szbe pisze: 31.01.2019, 20:56 A co powiecie na wpuszczenie karaibskich duchów z szafy? :twisted:
https://www.youtube.com/watch?v=d_z3KkZWE5k

Exuma - Exuma to gorąca propozycja!


Do tego dla wszystkich miłośników dobrej piosenki pierwsza płyta Billa Faya. Zdaje sobie sprawę, że to kolejna Time of the Last Persecution zazwyczaj trafia na pierwszy plan. Ale przy okazji odkurzania roku 70 nie sposób nie docenić takich utworów jak Goodnight Stan czy Methane River.

https://www.youtube.com/watch?v=XxymYxYRe0U

https://www.youtube.com/watch?v=M8WdxalZVgM
gharvelt pisze: 10.03.2019, 22:15 Pełna klasyfikacja końcowa
...
135. Exuma - Exuma 46 pkt (szbe 18/Duch 1532 28)
...
Obrazek
Exuma - Exuma

Jak koledzy wskazywali, niezaprzeczalną wartość materiału, to się wzruszało ramionami :oops: :oops: :oops: i dalej słuchać Creedence Clearwater Revival, jako najbardziej ludyczny, ale do przyswojenia 8)
Ale jak francuskie radio, zasugerowało, że ta muzyka uzdrawia... usuwa zło i ogólnie oczyszcza, ilustrując to utworem Dambala( który gdzieś zapamiętałem z koncertu Niny Simone), to już <zastrzygłem uszami>.
Jak napisał szbe, to są <duchy z karaibskiej szafy> lepione wyobraźnią muzyczną, na poziomie Carlo Rambaldiego (ten od E.T. i monstrum z Opętania, choćby...).
...że to jest nie definiowalne, to wspominam już tak dla porządku. Ale kto polubił się z Gris Gris, Dr. Johna, temu tu, będzie się łatwiej, rozsiąść.
Ja sprawdzałem, wczoraj i dzisiaj, kolejne dwie The Obeah Man ( bo i takie ma imiona), ale już za gardło nie chwyta, trzymając się owych atrybutów ozdrowieńczo- oczyszczających, powiedziałbym, że problemem kolejnych jest owa: nieoryginalność charyzmatu założycielskiego (watykański żargon).
Kto przed pierwszym odsłuchem, temu zazdraszczam :wink: , ostrzegając jednocześnie, że domownicy entuzjazmu nie podzielą (u mnie, na stole leżał pozew rozwodowy i przypominanie, że to, iż śpię od ściany, znaczenia wobec docierających dźwięków, już nie miało :cry: :wink: ).
Nie ma takiego naleśnika, który nie wyszedłby na dobre. H. Murakami
ODPOWIEDZ