Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina

Forum podstawowe.

Moderatorzy: Bartosz, Dobromir, gharvelt, Moderatorzy

Awatar użytkownika
Monstrualny Talerz
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4573
Rejestracja: 24.05.2017, 10:29

Post autor: Monstrualny Talerz »

A zauważyliście, że Pan Dyrygent A. Boreyko przed każdym wejściem na scenę, jak prawdziwy skoczek narciarski, się przeżegnał?
Awatar użytkownika
docent_chleb
maxi-singel kompaktowy
Posty: 774
Rejestracja: 12.09.2020, 20:40
Lokalizacja: Stąd

Post autor: docent_chleb »

Kuczok będzie musiał o tym napisać, tak jak pisał o skoczkach .
Awatar użytkownika
Freefall
zremasterowany digipack z bonusami
Posty: 7363
Rejestracja: 18.02.2012, 15:52

Post autor: Freefall »

Mamy wyniki :)

I nagroda Bruce Liu (Kanada)
II nagroda ex-aequo Aleksander Gadjiev (Włochy/Słowenia) i Kyohei Sorita (Japonia)
III nagroda Martin Garcia Garcia (Hiszpania)
IV nagroda ex-aequo Aimi Kobayashi (Japonia) i Jakub Kuszlik (Polska)
V nagroda Leonora Armellini (Włochy)
VI nagroda JJ Jun Li Bui (Kanada)

Prawie każdy coś dostał :).
Awatar użytkownika
Monstrualny Talerz
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4573
Rejestracja: 24.05.2017, 10:29

Post autor: Monstrualny Talerz »

A więc wszystko już jasne. Wyjątkowo w tym roku mnie to wszystko wzruszyło, przejęło i wciągnęło.

Ale już koniec, nowych wymówek nie ma, więc zaczynamy rok 77. Panie Crazy, wystąp!
Awatar użytkownika
WOJTEKK
box z pełną dyskografią i gadżetami
Posty: 27060
Rejestracja: 12.04.2007, 17:31
Lokalizacja: Lesko

Post autor: WOJTEKK »

Kuszlik przed Dżej-Dżejem to jakaś pomyłka. Hao Rao poza laureatami też. Siwy na drugim miejscu... hm... finał jego nie był. Musiał wcześniej wypaść co najmniej bardzo dobrze. Garcia odwrotnie - mocno finałem zapunktował - dobry finisz starczył na 3 miejsce. Na pewno duży wygrany samego finału, nie wiem, czy nie wypadł lepiej niż Liu.
Nie ma ludzi niezastąpionych. Oprócz The Rolling Stones.

http://artrock.pl/
Awatar użytkownika
Freefall
zremasterowany digipack z bonusami
Posty: 7363
Rejestracja: 18.02.2012, 15:52

Post autor: Freefall »

WOJTEKK pisze:Kuszlik przed Dżej-Dżejem to jakaś pomyłka. Hao Rao poza laureatami też.
Też byłem trochę zaskoczony kolejnością na dalszych miejscach. Hao Rao nie dostał żadnej nagrody? Hmm mnie się podobała jego gra.
A dla zwycięzcy:

Obrazek

:wink:
Awatar użytkownika
Leptir
box z pełną dyskografią i gadżetami
Posty: 10295
Rejestracja: 04.09.2010, 21:27

Post autor: Leptir »

No śliczne... :) A poważnie - uważam, że pierwsze trzy miejsca są OK. Dalej ten Kuszlik trochę razi i brak Hao Rao (ciekawe co go tak przed tym jury zaorało? :wink: ). A zwycięzca może sobie swoje nazwisko rozgrywać marketingowo... :)
„You can be in paradise only when you do not know what it is like to be in paradise. As soon as you know, paradise is gone.” (John Gray)
Crazy
zremasterowany digipack z bonusami
Posty: 6222
Rejestracja: 19.08.2019, 16:15

Post autor: Crazy »

Trochę odespałem Konkurs... Nie wchodząc w szczegóły, komentowanie wyników, bo to zawsze można się czepiać wielu rzeczy - był to dla mnie wyjątkowy konkurs pod wieloma względami. Po pierwsze chyba nigdy aż tak dokładnie nie śledziłem. Pewnie dlatego, że - po drugie - tu zgodzę się z większością komentatorów, że poziom tego konkursu był niezwykle wysoki. Tym samym, kiedy już zacząłem, to od pierwszego etapu nie mogłem się oderwać... Przecież już w pierwszym etapie odpadli tacy pianiści, którzy mnie zachwycili (zwłaszcza Chao Wang!). To był taki konkurs, że ja bym sobie z chęcią kupił przynajmniej kilka płyt z nagraniami występów; zresztą być może będę mógł to zrobić, jak znam politykę wydawniczą NIFC.
Po trzecie dlatego, że jednak udało się dwa razy pójść do Filharmonii, co więcej miałem okazję na żywo usłyszeć tych, którzy doszli potem bardzo daleko. A że mi się akurat wcale tak bardzo nie podobali, to już inna historia ;-)

Zwycięzca, myślę, świetny. Co prawda ja bym jednoznacznie postawił na Kyohei Soritę, na którego każdy koncert pójdę w ciemno i który jak dla mnie mógłby wygrać pierwszą nagrodę razem z nagrodą za najlepszy koncert, sonatę i poloneza, no ale narzekać nie będę - Bruce Liu to świetny laureat, ogromny talent, ogromna błyskotliwość, murowany faworyt krytyków i publiczności na długie lata.

Faktem pozostaje, że po raz trzecie z rzędu mój główny faworyt zajmuje drugie miejsce (Wunder, Hamelin, Sorita) :-)
jeżeli nam zabraknie sił
zostaną jeszcze morze i wiatr
Crazy
zremasterowany digipack z bonusami
Posty: 6222
Rejestracja: 19.08.2019, 16:15

Post autor: Crazy »

Wczoraj posłuchałem sobie Ingolfa Wundera w repertuarze z I etapu w 2010. To był magiczny występ, od pierwszych dźwięków - bardzo kunsztownie, z namysłem wykonana ballada f-moll, potem dla przełamania powagi dwie skrzące się polotem (dowcipem?) etiudki i na koniec - nokturn H-dur. Tak, nokturn na koniec to nieczęsty sposób pożegnanie, wszak grozi uśpieniem słuchacza i kto będzie bił brawo? ;-) Ale nie tutaj, bo z tego jego nokturnu biła prawdziwa magia i może nie wywołał on burzy oklasków, gdy jeszcze wybrzmiewały ostatnie dźwięki, jednak nie z uśpienia, lecz z zasłuchania trzeba było publiczność wyrwać.
Przepiękny pierwszy etap, a drugi miałem okazję słyszeć na żywo i wtedy to się dopiero zachwyciłem... pewnie dzisiaj i tę część płyty odpalę.

Dziś zaś na dobre rano - Kyohei Sorita z koncertu laureatów, Rondo a la Mazur. Co prawda ten utwór zapamiętałem najbardziej z wykonania laureata pierwszej nagrody, ale raz że dobór utworów w tegorocznym koncercie laureatów był dla mnie pewnym kuriozum, a dwa, że akurat w tym przypadku nie mam na co narzekać, bo wykonanie przepiękne, eksponujące lekkość utworu, ale pan Sorita dodał mu coś takiego, jakby prawie grał na pianinie elektrycznym ;-) Bardzo, bardzo interesujący dźwięk i artykulacja!
jeżeli nam zabraknie sił
zostaną jeszcze morze i wiatr
Crazy
zremasterowany digipack z bonusami
Posty: 6222
Rejestracja: 19.08.2019, 16:15

Post autor: Crazy »

Może powinienem już zostawić ten wątek, ale jakoś tutaj mi najbardziej pasuje...

Z góry przepraszam za chaotyczność wywodów, ale o muzyce klasycznej pisać nie bardzo potrafię, chyba, że z lekka poezją, ale na to mi brakuje zwięzłości ;-) W każdym razie nasłuchałem się tych Sonat b-moll, więc poniżej trochę uwag i trochę linków (nie wiem czemu czasem prowadzą do środka utworu - żeby wysłuchać w całości, należy sobie przejechać do 0:00.)

Zacząłem od różnych wykonań konkursowych.

Seong-Jin Cho z 2015 - zaczyna się niezwykle miękko, łagodnie i bardzo, bardzo romantycznie, ale jeszcze nie w klimacie burz i naporów; z czasem coraz więcej pasji w tym graniu, która przechodzi płynnie do II części, gdzie wszystko pędzi w niesamowitym tempie, a dźwięki skaczą jak małe diabełki! Strasznie szybko grane, może niepotrzebnie, bo ta delikatność wydaje mi się najsilniejszą stroną tego pianisty; i czasami może jakieś wahnięcia w tempie wytrącały mnie z równowagi. Ogółem jednak bardzo na TAK.
A Marsz? Początkowo coś mi tam nie grało, ale część elegijna absolutnie zaczarowana, łzy mi w oczach stanęły - i potem powrót marsza ciężarem w pełni odpowiadającym temu, co było. Chociaż co i raz coś mi tam z tempem nie pasuje.

Potem tegoroczny zwycięzca, Bruce Liu, ale ta jego Sonata przeszła w większości bez wrażeń. Słuchałem jej na żywo (tzn. w tv, ale w czasie bieżącym ;-)), wtedy nie skupiłem się na pierwszych dwóch częściach, bo coś gadaliśmy, ale i teraz - miałem wrażenie, że za bardzo brimstone & faja, a za mało subtelności.
Marsz w części marszowej wyśmienity, ale elegia jak dla mnie grana za twardo, za głośno, i potem powrót nie robi takiego wrażenia.
Natomiast zupełnie jak ryba w wodzie znalazł się Bruce w części IV, która w ogóle brzmiała, jakby dźwięki zyskały postać płynną, nurkującą gdzieś wśród rafy koralowej, idealna płynność, milion kolorów!

Na zakończenie marszu po zwycięzcach Julianna Awdiejewa, której Sonata jest dla mnie ideałem i tak, pamiętam, że pierwszy chciałem rzucać buzdygan po wyroku jury, ale wtedy jeszcze nie słyszałem tej sonaty... Ona gra to o wiele wolniej, niż panowie wspomniani powyżej, bardzo po swojemu i nie ma takiego pędu - ale jest nowa jakość. Natomiast Marsz, a już zwłaszcza elegia, to jest jakiś total, coś nie z tego świata. Awdiejewa osiąga tam tak ciche pianissimo, że aż trudno uwierzyć, że w ogóle dotyka klawiszy, a jednak wszystko wybrzmiewa idealnie.

Aleksander Gadzijew dostał nagrodę w tym roku, a ponieważ ogólnie mi się nie podobał, to akurat na 3 etap przypadł mój bojkot ;-) No i trochę zły sobie wybrałem moment, bo chociaż podoba mi się jego wykonanie nie aż tak, jak Awdiejewej czy nawet Cho, to muszę oddać honory (tu, polonez nadal był okropny, a koncert nudny ;-)).
Pierwsza część rozkręca się powoli, ale w drugiej połowie, kiedy zaczynają walczyć ze sobą te motywy, robi się naprawdę ekscytująco. Z kolei Scherzo pianista gra bardzo interesująco, bo motyw główny pędzi, za to środkowy jakby aż za wolno? - ostatecznie jednak jest to skuteczne, bo wciąga i przenosi nas w mroki następnej części...
A tu Gadzijew osiągnął maestrię, stworzył interpretację Marsza niesamowicie osobistą, introwertyczną, pobrzmiewającą echem jakichś niewypowiedzianych spraw... no i crescendo!!! Powracający motyw marsza rozkręca się i rozkręca, i wybucha, i to może jest najlepszy moment tej całości.

Kyohei Soritę też słuchałem na bieżąco i odebrałem ten występ jako pewną walkę - z materią muzyczną, która nie do końca chciała mu się dać oswoić tak łatwo, jak wszystkie inne utwory, które grał na Konkursie, z tempem, które czasem uciekało - aż w końcu w Marszu osiągnął niezwykły efekt, aż bolało, aż pamiętam, że nie mogłem przerwać słuchania, choć wiedziałem, że przez to się spóźnię do pracy, bo to był przejmujący triumf wielkiego artysty, który stwarza coś pięknego i w końcu jednak mu się udaje... Obiektywnie muszę przyznać, że Gadzijew na tę nagrodę zasłużył bardziej, ale to wspólne przeżywanie Sonaty z Soritą zapamiętam na długo.

A potem sięgnąłem po płytę i posłuchałem dwóch wykonań Rubinsteina. To chyba jedyny utwór, który zamieszczono w tym moim zbiorze dwukrotnie, i nic dziwnego, bo 15 lat różnicy kazało mistrzowi całkiem inaczej podejść do rzeczy. Linków tym razem nie dam, bo znalazłem tylko do niektórych części. Spróbuję opisać.

Wersja z 1946 jest pełna gniewu. Może nadinterpretowuję, ale ostatecznie Rubinstein swoje przeżył w związku z wojną i ja nie słyszę w jego Marszu ani trochę tkliwości, żadnego takiego, że ktoś siada i się zamyśla. Nie, on jest twardy jak skała i nawet w elegii zagryza zęby i kości policzkowe mu drgają. A całość w ogóle jest ultraszybka - zresztą liczby mówią same za siebie, Scherzo trwa tam o prawie minutę krócej (!), niż w wykonaniu późniejszym, a i to nie należy do bardzo wolnych. Rubinstein tam pędzi i nie bierze jeńców, a gdyby nawet wziął, to nie chciałbym być tym jeńcem. Przez całe to wykonanie uderza w klawisze z impetem, jakby chciał krzesać z nich ogień (co też robi!).

Całkiem inaczej prezentuje się wersja z 1961 - jest majestatyczna, wręcz Państwowa! Marsz tym razem jest w pełni sformalizowanym marszem, który można by sobie wyobrazić, że idzie podczas pogrzebu jakiegoś dostojnika albo króla, albo może (jak chcieli niektórzy), narodu...

W obu wersjach, jeżeli porównać je z tymi współczesnymi, uderza od samego początku, wyraźniejsze brzmienie prawej ręki. U Awdiejewej/ Cho/ tych tegorocznych, motyw melodyczny I części wydaje się stopniowo wyłaniać z dudniących basów i dopiero stopniowo nabiera wyrazistości. Rubinstein od początku uderza te dźwięki bardzo jasno i pewnie, a basy pozostają tylko akompaniamentem. Tak jest poniekąd bardziej logicznie: grasz główny motyw tak, żeby było go dokładnie słychać. Ale te nowsze interpretacje urzekają mnie jakąś tajemniczością, podoba mi się to.

Na koniec - Ivo Pogorelić, nie z Konkursu, ale z nagrania w Villa Contarini. Warto posłuchać (i obejrzeć - wnętrze niezwykle stylowe, podobnie jak fryzura Ivo ;-)) w całości, ale zajmijmy się tu sonatą. To, co najbardziej przykuwa uwagę, to dźwięk: nie wiem, czy którekolwiek z wyżej wspomnianych pianistów gra dźwiękiem tak odróżniającym się od wszystkiego, co słyszeliśmy wcześniej. Przy czym Ivo nie jest z tych, co się lubują w pianissimo - on generalnie łupie, a że łupać potrafi jak mało kto, jasnym, otwartym i bardzo silnym dźwiękiem (a także wygląda na takiego, co lubi sam siebie słuchać ;-)), to łupie śmiało, ku satysfakcji zapewne swojej i na pewno słuchacza, bo brzmi to imponująco.
Skoro wspominałem o sposobie wprowadzania pierwszego tematu w Grave - Rubinstein robi to klasycznie i logicznie, ci współcześni według innego klucza, ale w jakimś sensie podobnie, natomiast tutaj jest to całkowicie inna bajka, krótkie urwane metaliczne dźwięki... jak na elektrycznym pianinie grane... trzeba posłuchać, bo wyjaśnić tego nie umiem.

O ile w subtelnościach dynamicznych Pogorelić się nie lubuje, o tyle w silnym kontrastowaniu tempa - jak najbardziej. Scherzo grane najwolniej ze wszystkich, a Marsz chyba najszybciej (żałobnikom nie zostawia się tu pola do wleczenia nogi za nogą, muszą się spiąć, żeby zdążyć za konduktem!). Nie jestem do końca przekonany, czemu te kontrasty służą, ale indywidualny rys jest silny. Ivo chyba szukał własnej drogi, bo słuchałem też jego Sonaty z Konkursu w 1980 i wtedy zajęła mu 20 minut, a w Villa Contarini - 27 :-) (no dobra, grał tam repetycję w Grave - ale dlaczego Scherzo tak bardzo różni się czasem, to nie mogę się połapać, tam też są jakieś dodatkowe takty?).

Cóż, na półce czeka jeszcze Pollini, a na youtubie łatwo można znaleźć choćby Marthę Argerich czy Kissina. Ale może na razie wystarczy ;-)
jeżeli nam zabraknie sił
zostaną jeszcze morze i wiatr
Crazy
zremasterowany digipack z bonusami
Posty: 6222
Rejestracja: 19.08.2019, 16:15

Re: Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina

Post autor: Crazy »

Nadchodzi film, który może być bardzo interesujący:

Pianoforte

(super kontr-muzyka do trailera, swoją drogą)
jeżeli nam zabraknie sił
zostaną jeszcze morze i wiatr
Crazy
zremasterowany digipack z bonusami
Posty: 6222
Rejestracja: 19.08.2019, 16:15

Re: Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina

Post autor: Crazy »

Nigdy nie napisałem tu o filmie Pianoforte. Wiosną byliśmy na tym w kinie, niedawno odświeżyłem spore fragmenty na HBO i jeszcze oglądałem półgodzinny wywiad z reżyserem, gdzie też sporo rzeczy się przypomniało. Ogólnie uważam to za wyjątkowo udany film! Wydaje mi się, że nad twórcami od początku czuwała opatrzność, bo jak to powiedział reżyser, Jakub Piątek, mogło się zdarzyć, że po pierwszym etapie Konkursu nie mają już o czym kręcić.

A było to tak, że na długo przed Konkursem twórcy wybrali kilkoro uczestników i zaczęli im towarzyszyć z kamerą, w niektórych przypadkach jeszcze w krajach, z których pochodzili (obrazki z Chin mamy również). Mówi, że reżyser, że statystycznie wyliczyli, że powinni mieć "półtorej osoby w finale"... Tymczasem oglądamy Hao Rao, Ewę Georgian, Leonorę Armellini, Aleksandra Gadżijewa i Hyuka Lee, czyli piątkę finalistów (!), do tego Włoszkę Michelle Candotti, która też dotarła do przedostatniego etapu oraz Polaka Marcina Wieczorka, który ostatecznie nie wystąpił w drugim etapie z powodów zdrowotnych czy też złego samopoczucia (dobrze to film pokazuje). Naprawdę, trudno uwierzyć, że twórcy filmu nie mieli wcześniej przecieków co do wyników ostatecznych :-) Wyszło to jednak doskonale.

Najważniejsze jednak jest to, jak ciekawie oni są pokazani. Jest tu tyleż konkursowych emocji (struktura filmu odpowiada kolejnym etapom rywalizacji i jest do pokazane naprawdę emocjonująco), co i zupełnie pozakonkursowego zaplecza. Widzimy ich, gdy ćwiczą w dresie, ale też gdy siedzą sobie w hotelu, łażą po mieście a nawet grają w piłkę. Widzimy ich jako gwiazdy na scenie i jako bardzo młodych ludzi, z trudem radzących sobie z emocjami, których cała kariera dopiero czeka. Hao Rao to taki uroczy chłopaczek z chińskiej prowincji, którego nauczycielka jest jak dobra mama. Z kolei profesorka Ewy to taka jędza w stylu XIX-wiecznym, typowo ruska pruska, sam nie wiem, aż strach patrzeć. Marcin Wieczorek sprawia wrażenie bardzo sympatycznego młodzieńca, ale trochę jest taki very cool, a trochę też się gubi w tych wszystkich emocjach i zupełnie nie ma się co dziwić. Michelle Candotti gada trzy po trzy a apokalipsie zombie. Tylko Leonora Armellini i Aleksander Gadżijew - zdecydowanie starsi i dojrzalsi - gadają sobie na luzie i coraz bardziej kumplują; obserwujemy chyba ich tworzącą się przyjaźń.

Wiadomo, że najbardziej film ten skierowany będzie do tych, którzy Konkurs oglądali i przeżywali, ale uważam, że cała filmowa robota jest tu zrobiona świetnie i może go z przyjemnością i zainteresowaniem obejrzeć każdy, nawet jak go Chopin całkiem mało obchodzi.

Dla mnie - jeden z filmów roku, na pewno.

Ku zachęcie: filmik o kulisach tego filmu o kulisach.
jeżeli nam zabraknie sił
zostaną jeszcze morze i wiatr
Crazy
zremasterowany digipack z bonusami
Posty: 6222
Rejestracja: 19.08.2019, 16:15

Re: Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina

Post autor: Crazy »

Panowie tam zaczęli coś w ogólnym temacie o muzyce poważnej, ale przypomnę ten temat sprzed 4 lat, bo ile tam było ciekawych spostrzeżeń o:
B.J. pisze: 04.10.2025, 12:13 dla mnie solą konkursu są przesłuchania. Niby ta sama, genialna muzyka, ale ta różnorodność wykonawców daje niesamowite, czasem hipnotyzujące doznania.
Bardzo dobrze mi się czyta te opisy z poprzedniego Konkursu.

Ja wczoraj wieczorem wróciłem z wyjazdu i od razu zacząłem od przesłuchań prosto z sofy :-) Ale wczoraj wieczorem się nie wciągnąłem, za to dziś rano o wiele lepiej mi się słuchało. Do szczegółów w następnym poście, teraz właśnie (dla odmiany po powrocie z zakupów) dosłuchuję Niemca, bo skoro skończyły się litery Y i Z, to okazuje się, że nie wszyscy są Chińczykami ;-)
jeżeli nam zabraknie sił
zostaną jeszcze morze i wiatr
Awatar użytkownika
B.J.
box z pełną dyskografią i gadżetami
Posty: 15566
Rejestracja: 11.04.2007, 21:33

Re: Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina

Post autor: B.J. »

Dzięki, Crazy, za odkopanie wątku. :)

Święto muzyki rozkręca się na dobre. Polak i Niemiec przed chwilą umilili wczesne popołudnie, które i tak brzmiało dobrze już od 10.00 rano. O 17.00 ciąg dalszy.
Crazy
zremasterowany digipack z bonusami
Posty: 6222
Rejestracja: 19.08.2019, 16:15

Re: Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina

Post autor: Crazy »

WOJTEKK pisze: 10.10.2021, 21:35 Jutro rano gra trzeci z "moich" brzydkich Chińczyków - Kai-Min Chang - mam nadzieję, że mnie nie zawiedzie :D
Crazy pisze: 05.10.2021, 20:53 ów Chińczyk, z Tajpej zresztą, w nieco oldskulowych okularach, Kai-Min Chang. Wspaniały był znowu ten jego nokturn. A potem - dwie etiudy, które się skrzyły, a on się śmiał do fortepianu, a ja bym się śmiał do niego, ale mnie nie widział ;-) I na koniec również bardzo wyraziście zagrał balladę. I wtedy po raz pierwszy sobie pomyślałem: tego pana to może zobaczymy na koncercie laureatów!
Nie zobaczyliśmy go wówczas - odpadł niestety po nienajlepszym II etapie (ale po I etapie był moim wielkim faworytem) - zato gra znowu dzisiaj o 18!

A tuż przed nim polski pianista - Basista :D
jeżeli nam zabraknie sił
zostaną jeszcze morze i wiatr
ODPOWIEDZ