New Order — Technique niedawno znowu sprawdziłem. Too much disco. Równie zbyt rozrywkowo-popowy na moje ucho jest Tears for Fears.
DINOZAURZY ALBUM ROKU 1989
Moderatorzy: Bartosz, Dobromir, gharvelt, Moderatorzy
Re: DINOZAURZY ALBUM ROKU 1989
Ale ja mam NoMeansNo 
New Order — Technique niedawno znowu sprawdziłem. Too much disco. Równie zbyt rozrywkowo-popowy na moje ucho jest Tears for Fears.
New Order — Technique niedawno znowu sprawdziłem. Too much disco. Równie zbyt rozrywkowo-popowy na moje ucho jest Tears for Fears.
Re: DINOZAURZY ALBUM ROKU 1989
No właśnie wiem, bo sprawdziłem. Napisałeś, że na tej liście/listach brakuje jednego tytułu, który masz na półce — wskazałem którego.
"Neworderowe disco" przemawia do mnie. Jest w tej muzyce jakiś mrok, a w głosie Bernarda Sumnera jakaś zaduma...
Planuję przesłuchać wszystkie płyty, jakie kiedykolwiek nagrano. Niemożliwe? Cóż, przynajmniej będę próbował.
Re: DINOZAURZY ALBUM ROKU 1989
A ja ostatnio odświeżyłem
Wzorcowy dream pop. Słuchając jej, miałem wrażenie, że wszystkie utwory mają pięć gwiazdek
A nawet gdyby wszystkie miały po 4,44, to nie zmienia niczego w doskonałości tej pozycji dyskograficznej. Sześć z dziesięciu piosenek niesie ze sobą wspomnienia: "Falling", wiadomo, czołówka, "Rockin Back..." i "World Spins", to ogrom przeżyć odcinka "it is happening again", "Mysteries of Love", ach ten świat Blue Velvet!, "Into the Night" to wycieczka do chaty Pieńkowej Damy, "The Nightingale" to jedyne w swoim rodzaju surrealistyczne mordobicie w rytm idealnego dream popu 
Ale pozostałe cztery numery, których nie było na żadnym filmie, są równie przekonywujące: otwierające, swingujące gdzieś we śnie "Floating"; najbardziej rozbujane i senne "I Remember"; pogrążone głęboko w gęstych zmrokach nocy i gęstej atmosferze nocnych posiadówek "I Float Alone"; i "The Swan", bajeczny, chyba najlepszy utwór na płycie.
i rozpłynąłem się w tych dźwiękach. Ja rozumiem, Disintegration, Thunder i Consolation, Passion, Nine Inch Nailsion i Sensualne światy. Ale dla mnie chyba ulubioną płytą z tych wszystkich byłaby właśnie Julee Cruise. Napisałem na forum Armii, to przeklejam:
Wzorcowy dream pop. Słuchając jej, miałem wrażenie, że wszystkie utwory mają pięć gwiazdek
Ale pozostałe cztery numery, których nie było na żadnym filmie, są równie przekonywujące: otwierające, swingujące gdzieś we śnie "Floating"; najbardziej rozbujane i senne "I Remember"; pogrążone głęboko w gęstych zmrokach nocy i gęstej atmosferze nocnych posiadówek "I Float Alone"; i "The Swan", bajeczny, chyba najlepszy utwór na płycie.
jeżeli nam zabraknie sił
zostaną jeszcze morze i wiatr
zostaną jeszcze morze i wiatr
-
esforty
- limitowana edycja z bonusową płytą
- Posty: 4932
- Rejestracja: 26.01.2010, 11:45
- Lokalizacja: Łódź
Re: DINOZAURZY ALBUM ROKU 1989
A to grzech?
Jedna z droższych płyt jeśli o produkcję pytać, coś ok 250 tyś funtów ( a może dolarów?) Tak czy inaczej, u nas służba zdrowia wstałaby z kolan
To dobrze zainwestowane pieniądze, nawet jeśli Roland O. bywał upierdliwy w trakcie sesji.
Nie ma takiego naleśnika, który nie wyszedłby na dobre. H. Murakami
Re: DINOZAURZY ALBUM ROKU 1989
Grzech to nie, wolę trochę bardziej rockowe brzmienia mieć na półce chociaż tam jest i Sade.
Tears for Fears to dla mnie wyłącznie radiowa propozycja.
Tears for Fears to dla mnie wyłącznie radiowa propozycja.
Re: DINOZAURZY ALBUM ROKU 1989
Produkcyjnie ten TfF to majstersztyk - ale niestety w słuchaniu nieco nuży, choć są momenty... Mogłoby być bardziej rozrywkowo-popowe - jak to w przeszłości u nich bywało...
„You can be in paradise only when you do not know what it is like to be in paradise. As soon as you know, paradise is gone.” (John Gray)
-
esforty
- limitowana edycja z bonusową płytą
- Posty: 4932
- Rejestracja: 26.01.2010, 11:45
- Lokalizacja: Łódź
Re: DINOZAURZY ALBUM ROKU 1989
To trochę nieporozumienie poznawać The Seeds of Love via radio.
Będzie się jutro powyższy pogląd udowadniać
.
Będzie się jutro powyższy pogląd udowadniać
Nie ma takiego naleśnika, który nie wyszedłby na dobre. H. Murakami
Re: DINOZAURZY ALBUM ROKU 1989
Dzięki gharvelt za przeniesienie.
Dla mnie 1989 to taki rok, który już dość dobrze pamiętam "na żywo", z którego znam sporo i lubię sporo, ale to jest w znacznej mierze na wypełnianie drugich i trzecich dziesiątek. Nie ma tu ani jednej płyty, która autentycznie budziłaby mój entuzjazm, najbliżej tego jest wspomniana wyżej Julee Cruise. Na forum Armii głosowanie przed laty wygrali New Model Army i The Cure , obie płyty owszem mam i nieraz do nich wracam, ale entuzjazmu to we mnie nie budzą. Sprawdziłem plebiscyt dekadowy i w swojej pięćdziesiątce miałem tylko jedną pozycję: Depeche Mode - 101 (o Julee Cruise niestety zapomniałem, bo też by była).
Taki trochę rocznik przejściowy: jedni odpoczywają, drudzy się czają, a dwa najważniejsze zespoły następnej dekady wydają swoje debiuty, ale to dopiero rozgrzewka...
Dla mnie 1989 to taki rok, który już dość dobrze pamiętam "na żywo", z którego znam sporo i lubię sporo, ale to jest w znacznej mierze na wypełnianie drugich i trzecich dziesiątek. Nie ma tu ani jednej płyty, która autentycznie budziłaby mój entuzjazm, najbliżej tego jest wspomniana wyżej Julee Cruise. Na forum Armii głosowanie przed laty wygrali New Model Army i The Cure , obie płyty owszem mam i nieraz do nich wracam, ale entuzjazmu to we mnie nie budzą. Sprawdziłem plebiscyt dekadowy i w swojej pięćdziesiątce miałem tylko jedną pozycję: Depeche Mode - 101 (o Julee Cruise niestety zapomniałem, bo też by była).
Taki trochę rocznik przejściowy: jedni odpoczywają, drudzy się czają, a dwa najważniejsze zespoły następnej dekady wydają swoje debiuty, ale to dopiero rozgrzewka...
jeżeli nam zabraknie sił
zostaną jeszcze morze i wiatr
zostaną jeszcze morze i wiatr