SBB

Biografie, dyskografie, opinie.

Moderatorzy: Bartosz, Dobromir, gharvelt, Moderatorzy

Wally1967
pirat mono
Posty: 1
Rejestracja: 05.11.2025, 13:49

Re: SBB

Post autor: Wally1967 »

Zapraszam do przeczytania wpisu na temat twórczości SBB na moim blogu
audioimpresje.blogspot.com
Awatar użytkownika
sequencer
singel kompaktowy
Posty: 443
Rejestracja: 09.11.2016, 18:57
Lokalizacja: Jaworzno
Kontakt:

Re: SBB

Post autor: sequencer »

Wygląda na to, że przyjadę 21 listopada na wystawę. Dziękuję za cynk :)

Edit:
Byłem na wystawie, obejrzałem wszystkie filmiki które na niej były prezentowane i kupiłem książkę "SBB - Ze słowem biegnę do ciebie" (o której nawet nie wiedziałem że wyszła...)
Poza tym sama wystawa była bardzo mała, oparta na wystawie prezentowanej bodajże w 2021 w Chorzowie (z tego co pamiętam).
Ogólnie warto było się wybrać bo nie byłem na imprezach zorganizowanych z okazji 50-lecia powstania zespołu w 2021 r. i 50-lecia wydania pierwszej płyty w 2024 r. W budynku MNK spędziłem ok. 5 godzin, bo jeszcze obejrzałem pozostałe dwie wystawy i zrobiłem przerwę na lunch 8)
lanie betonu
Awatar użytkownika
sequencer
singel kompaktowy
Posty: 443
Rejestracja: 09.11.2016, 18:57
Lokalizacja: Jaworzno
Kontakt:

Re: SBB

Post autor: sequencer »

Wally1967 pisze: 06.11.2025, 07:23 Zapraszam do przeczytania wpisu na temat twórczości SBB na moim blogu
audioimpresje.blogspot.com
Cześć,
przeczytałem twoje wpisy o SBB i Santanie - przyznaję, że ciekawe. Może napiszesz coś o sobie w wątku Powitanie?
lanie betonu
Awatar użytkownika
Inkwizytor
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4522
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: SBB

Post autor: Inkwizytor »

https://kultowenagrania.pl/product/sbb- ... -1979-2cd/


https://kultowenagrania.pl/product/sbb- ... -2008-2cd/


Kolejne dwa ciekawe tytuły zapowiadają się z serii "Live Cuts". Rzecz jasna już zamówione - nie mogło być inaczej :D . Lepiej się śpieszyć z tym bo może być za późno...a może już jest i ich nie ma ? - jak w milionerach u Huberta "... Marku, miałeś 20 tyś, ale już ich nie masz..." :D . Albo pewien suchar z brodą - kawał ze stajni Masztalskich, gdy teściowa prosiła zięcia by jej załatwił miejsce na Powązkach - wrócił dumny z Warszawy i poinformował: "... teściowo, załatwiłem, ale uwijajcie się szybko bo to miejsce jest ino 3 dni ważne..." :lol: . A skoro mowa o "zamówieniach", podobno w systemie powiadamiania i zapowiedzi szykują się jakieś zmiany :roll: . Zainteresowanych odsyłam na dyskusję na facebooku - zapowiada się ciekawie, czy to dopiero "początek" wyrażania pewnego (może i niezasadnego) niezadowolenia, czy zgodnie z krajową "tradycją" : "... ludziska pomarudzą, pogadają ale potem jakoś się przyzwyczają..." ? :wink: . Teraz może poważniej. Cieszy szczególnie zapowiedź pierwszego - znów z Piwowarem z końcówki 1979 - sporo jamowego grania pod koniec każdego dysku - Husbyries... nawet nie miałem pojęcia, iż taka miejscowość istnieje, chyba zresztą nie tylko ja. Teraz jeszcze poważniej. By nie być znów posądzonym o "hejterstwo" czy traktowanie pewnych tematów jako "sprawę osobistą". Mam przy tej okazji swoiste poczucie.... nie "teżewe", tylko "deja-vu"... to dziwne... naprawdę dziwne uczucie... :D . Pamiętam nieprzyjemną wymianę zdań jeszcze na stronie śp. forum SBB. Padły jakieś nie do końca uzasadnione "pretensje" w stronę fanów, że "nie są w stanie wyjść poza wąski idiom SBB i nie dają szansy innym tytułom, które słabo się sprzedawały". Teraz padają argumenty, że pewne pozycje "giną". Niekiedy pewne problemy lepiej widać z daleka, a niekiedy inaczej się patrzy gdy się w czymś mocno i bezpośrednio siedzi. Może po prostu spokojnie usiąść i spojrzeć bardziej krytycznym okiem - może tego trochę za dużo ?, może coś sobie odpuścić ? (lub pewne tytuły okazały totalnie nie trafione i trzeba to po męsku przyznać i przełknąć). Chyba nie trzeba przypominać jak wysokie są obecnie koszty życia, jak wszystko zdrożało ?, nie tylko rachunki, żywność itd. Nie każdy zarabia po 20 tyś i stać go na 20 płyt w miesiącu. Poza tym nie tylko wydawnictwo od SBB jest w kręgu zainteresowań tych, którzy jeszcze w dalszym ciągu kupują płyty. Znam, nie tylko jeszcze z czasów w/w forum SBB gości, którzy patrzą na sprawę mocno "egzystencjalnie" (i to coraz bardziej i bardziej), lat przybywa, do grobu się wszystkiego nie zabierze, miejsca na półkach totalnie brak i narasta w nich pewien "przesyt". Ile razy człowiek patrząc na pewne pozycje uznaje, że Ok... to by było na tyle i absolutnie wystarczy. Pewne gatunki zwyczajnie nie leżą - stąd te argumenty, że "coś GINIE" to trochę traktowanie miłośników muzyki jaki dzieci, które trzeba prowadzić za rączkę. Niekiedy chce się od czegoś odpocząć, człowiekowi wystarczy, że gdzieś dorwie kopię lub poczeka na jakąś promocję, wyprzedaż lub trafi używany egzemplarz za znośne pieniądze....ale później (a jeśli nawet nie, to na Boga, bez tego też można żyć). Tyle razy pojawiały się pełne dumy deklaracje - że ktoś tam jest na innym etapie, rozwinął się, jest w trakcie poszukiwań - to ja chętnie powtórzę - inni fani muzyki tez już nie są w tym samym punkcie co 15 czy 20 lat temu - poszli do przodu i patrzą przez zupełnie inny pryzmat. Znów powtórzę - fajnie, że jest wybór, ale i tak żyjemy w nieznośnej epoce "nadprodukcji" i "nad-podaży" dosłownie wszystkiego.
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Monstrualny Talerz
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4578
Rejestracja: 24.05.2017, 10:29

Re: SBB

Post autor: Monstrualny Talerz »

Inkwizytor pisze: 15.01.2026, 08:00 ...ale i tak żyjemy w nieznośnej epoce "nadprodukcji" i "nad-podaży" dosłownie wszystkiego.
Z roku na rok coraz większym moim marzeniem jest zamieszkania z dala od wszystkiego, a przede wszystkim bez komórki i bez internetu. Byle pozostała mi kolekcja płyt którą mam i rower. Może bezsensowne marzenie, ale powrót do jakiejś dużej prostoty byłby bardzo potrzebny, porąbać drzewo na opał, nakarmić kota, pozbierać jabłka w sadzie, ot wszystko.
Inkwizytor pisze: 15.01.2026, 08:00 kawał ze stajni Masztalskich, gdy teściowa prosiła zięcia by jej załatwił miejsce na Powązkach - wrócił dumny z Warszawy i poinformował: "... teściowo, załatwiłem, ale uwijajcie się szybko bo to miejsce jest ino 3 dni ważne..."


Ha, dobrze że przypomniałeś, zawsze bardzo mnie bawił :)
Awatar użytkownika
Okechukwu
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4718
Rejestracja: 07.06.2007, 10:49

Re: SBB

Post autor: Okechukwu »

Monstrualny Talerz pisze: 15.01.2026, 08:35
Inkwizytor pisze: 15.01.2026, 08:00 ...ale i tak żyjemy w nieznośnej epoce "nadprodukcji" i "nad-podaży" dosłownie wszystkiego.
Z roku na rok coraz większym moim marzeniem jest zamieszkania z dala od wszystkiego, a przede wszystkim bez komórki i bez internetu. Byle pozostała mi kolekcja płyt którą mam i rower. Może bezsensowne marzenie, ale powrót do jakiejś dużej prostoty byłby bardzo potrzebny, porąbać drzewo na opał, nakarmić kota, pozbierać jabłka w sadzie, ot wszystko.


Oj, mam to samo już od paru lat - narastające pragnienie oderwania się od wszystkiego - takie marzenie o azylu i życiu w bardzo spokojnym, kontemplacyjnym rytmie... Do kolekcji płyt, dorzuciłbym książki - zero netu, choć komórkę chyba bym zostawił, żeby mieć kontakt z rodziną i przyjaciółmi. Kot nieodzowny! No i jeszcze morze by się przydało (niekoniecznie ciepłe, żadna rajska wyspa, po prostu morze). Snujemy taki plan z żoną na emeryturze (a to już wcale nie tak daleko). Żeby dało się przeżyć za polską (niewysoką! emeryturę ) trzeba wybrać odpowiednio budżetowy kraj. Najlepszy byłby Kirgistan albo Tażdzykistan, ale tam niestety nie ma morza...
Awatar użytkownika
Inkwizytor
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4522
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: SBB

Post autor: Inkwizytor »

.... ale teraz dopiero zrobiło się "egzystencjalnie" :D
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Monstrualny Talerz
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4578
Rejestracja: 24.05.2017, 10:29

Re: SBB

Post autor: Monstrualny Talerz »

Wpis ten zrobiłem jeszcze dlatego, że akurat w środę byłem na spotkaniu z kilkoma kolegami, mieliśmy omówić jakiś tam wyjazd w góry, a skończyło się na tym, że oni siedzieli wszyscy wlampieni w głupie smartfony i nawzajem pokazywali sobie jakieś zidiociałe filmiki, co tam AI "mądrego" wymyśliło (na poziomie urągającym chyba wszystkiemu), który z ich znajomych co akurat zjada na kolację (bo nie sposób zjeść kolacji, by nie dodać relacji na ten arcyważki temat) i każdy co 5 sekund do kogoś tam pisał i odpisywał. Bardzo mnie to zdołowało i właściwie odechciało mi się wszelkich wyjazdów i wszelkiej aktywności prospołecznej. A tak, szafy z książkami też bym zabrał,w reszcie byłby czas to wszystko w spokoju przeczytać.
Awatar użytkownika
Inkwizytor
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4522
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: SBB

Post autor: Inkwizytor »

https://kultowenagrania.pl/product/sbb- ... -1979-2cd/



W jednym z moich ulubionych filmów "Wytańczyć Marzenia", z jak zawsze "boskim" Antonio Banderasem, zaintrygowany "ewolucjami" jednego ze swoich "niesfornych" podopiecznych Ramosa (który przechwalał się, że "z każdą sobą poradzi" i "każda przy nim świetnie wypadnie" 😁), podchodzi i pyta "... nieźle, jak nazywa się ten układ...?" - a ten szybko odparł ze śmiechem - "...wcale się nie nazywa, przed momentem go wymyśliłem..." 😂. Podobne odczucia mogli mieć (być może nawet i trochę przypadkowi) słuchacze małego klubu w niemieckim Husbyries (do niedawna nie miałem nawet pojęcia, iż taka mieścina oddalona ok 20 minut jazdy od granicy z Danią w ogóle istnieje, chyba nawet wielu Niemców o niej nie słyszało 😁) w grudniu 1979 - "... co to za goście ?, co oni grają ?, jak to nazwać ?..." itd itd. Odpowiedź mogła być tylko jedna - "gramy swoje - muzykę SBB !". Fani i kolekcjonerzy formacji Józefa Skrzeka zostali na początku nowego roku po raz kolejny uradowani nowym podwójnym wydawnictwem w ramach serii "Live Cuts" (ukazał równolegle ze znacznie późniejszych show z Tych, ale o nim innym razem). Znów nadarza się dobra okazja by solidnie przyjrzeć się okresowi niejednokrotnie i w sposób absolutnie niezrozumiały krytykowanemu przez istotną część fanów - czyli gdy jako czwarty dołączył obdarzony niezwykłą techniką oraz wyobraźnią śp. Sławomir Piwowar.


A skoro padło kluczowe słowo "przyjrzeć się". Na okładce widzimy grafikę nieszablonowej postaci (choć w Polsce słabo znanej) - Margaret Watts Hughes. "Sound May Be Seen" - "Dźwięk Może Być Widzialny", to wybór z oryginalnej publikacji Hughes - "Voice Figures" z 1891 r. i rzadkiego zestawu szklanych slajdów stanowiących dowód na jej urzekającą enigmatyczną pracę. Te eteryczne, intrygujące dzieła zachowały rezonans głosu artystki pod postacią falujących organicznych kompozycji - niektórym mogą się kojarzyć z kwiatami, owocami, egzotyczną roślinnością oglądanymi pod mikroskopem...ale równie dobrze innym mogą nasunąć mocne powiększenia np. roztoczy 😂. Uznana walijska piosenkarka i filantropka Margaret (1842–1907) była jedną pionierek nieszablonowego podejścia do łączenia głosu i sztuk plastycznych. Jako wynalazca była głęboko zafascynowana "wizualną" dokumentacją dźwięku. Owo urządzenie: "eidofon" składał się z rurki przymocowanej do komory pokrytej gumą, lub "przeponą". Hughes pokryła szklaną zjeżdżalnię ziarnami piasku lub gruboziarnistego pigmentu, a następnie nasycił ją wodą lub mlekiem. Śpiewając w urządzeniu, wibracje jej głosu tworzyły wzory na płycie: artystyczne odwzorowanie naukowej zasady rezonansu na fali stojącej. Jej tzw. "Figury głosowe", jak je nazywała, wahały się od prymitywnych wzorów po projekty przypominające kwiaty, muszle, korę drzew i inne zjawiska naturalne. Podczas gdy Hughes ceniła swoje odkrycie zarówno za jego naukowe, jak i duchowe implikacje, przywódcy ruchu teozoficznego postrzegali jej pracę jako środek do uwidocznienia niewidzialnego świata. Śp. Greg Lake pięknie tłumaczył ideę muzyki i tekstu - że są "niczym elektryczność", niewidzialne...ale to dopiero słuchacze "włączają światło".


To naprawdę długo koncert - prawie 2,5 godziny. Nie będzie przesadą gdy napiszę, że miłośnicy SBB otrzymali koncert, który z pewnością solidnie "namiesza" w hierarchii ich ulubionych płyt koncertowych. Słucham go od paru dni i doprawdy trudno się oderwać. Miłą niespodzianką jest fakt, że wbrew zapowiedziom zamawiający otrzymali koncert o kilka dni wcześniej, pierwotnie miały być rozsyłane dopiero po 30.... więc tym bardziej warto to docenić.....prawie jak "Siara"-Siarzewski-znaczy-się :D

https://www.youtube.com/watch?v=wV2mfoBRWJk

Technicznie może nie jest idealnie - na początku "Moja Ziemio Wyśniona" nie słychać zupełnie Clavinetu - w książeczce czytamy, że pojawiła się drobna awaria...ale szybko została usunięta, bo przez resztę występu w/w keyboard działa bez zarzutu, mało tego. Można śmiało stwierdzić, że jest fundamentem dużej części materiału muzycznego. Lider wyciska z niego siódme poty - jakby powiedział śp. George Duke gdy pierwszy raz grał na pożyczonym od Corei - elektrycznym pianie Fender-Rhodes - "...I beat the stew out of it...." 😁. Nie powiela na nim powszechnie znanych funkowych patentów - niekiedy traktuje wręcz jako trzecią gitarę. Mogłoby się wydawać, że w 1980 Clavinet to już relikt minionej epoki. Podobnie niebanalnie ten instrument traktował w tamtym czasie Nick Magnus w zespole Hacketta czy klawiszowcy z The Enid. W komentarzu możemy również się dowiedzieć, że rejestrujący w trakcie długich improwizacji zmieniali taśmy...a zanim znów magnetofon ruszył - to muzycznie SBB było już w innym miejscu - stąd "przyszyto" w miejsce "dziur" fragmenty z innych show z tej samej trasy. Trzeba uchylić czoło przed tym "krawcem", gdyż słuchając nawet niezwykle uważnie - trudno zauważyć te "szwy" 😎. Niezmiennie fani są gotowi wyłożyć pieniądze na kolejny koncert SBB - głównie z powodu zamieszczonych długich improwizacji czy raczej "jamów". Tym razem dedykowane rozmaitym rozpędzonym pociągom czy szeroko rozumianej kolei. W istocie np. w trakcie pierwszego "Steam Train" gitarzyści w swoich zagrywkach jakby na ułamek sekundy imitują odgłos gwizdu lokomotywy. W Husbyries kwartet był w wyśmienitej formie i rzeczywiście - byli rozpędzeni niczym ekspres. Można się jedynie dziś zastanawiać jak odbierali okazję zagrania w takiej małej mieścinie w niewielkim klubie. Z pewnością klimat i atmosfera była...ale mimo wszystko to żaden prestiż grać w takiej lokalizacji. Może stąd potem te frustracje gdy trochę narzekali na swoich niemieckich promotorów, że to "zwykła harówka, a nie podbijanie zachodu". Powinno się grać duże koncerty z "pompą", a nie dla paru osób w jakiejś za przeproszeniem "pipidówie".


Słuchając jamowego grania zwracamy uwagę na pewien paradoks, muzycy nie raz odwołują się do pewnych oczywistych, retorycznych zwrotów akcji, znanych rozwiązań (w końcu to "granie klubowe" - fani rocka chcieli by zespół trochę "pobujał", a nie truł jakąś "awangardę") - ale te niby "ograne" ramy - potrafią wypełnić wysmakowaną i daleką od banału treścią. Kilka takich "smaczków" i "ozdobników" warto wyróżnić - np. prawie karnawałowe, kaskaderskie perkusyjne wejście na początku jamu "Electric Train" czy pełna wdzięku, piękna i uwodzicielskiej siły partia gitary gdzieś mniej więcej w połowie tego ponad 20 minutowego dzieła. Jako żart muzyczny mamy wrzucony riff z "Day Tripper" The Beatles na początku "Grand Train", czy świetne nerwowe i poszarpane riffy gitary i syntezatorów w jego dalszej części. Ostatnia improwizacja "By the Way" nawiązuję do radiowego "Przy okazji" - na koncertach SBB w tamtym czasie dość często się to przewijało. Widocznie muzykom spodobał się ten motyw na tyle, że widzieli w nim spory potencjał do dalszego rozwijania. Wbrew opisom i zapowiedziom - nie ma na tym koncercie aż tak znowu wiele "duetów" czy dialogów dwóch gitar. Częściej gdy jeden z nich dojdzie do głosu - drugi raczej ogranicza wyłącznie do akompaniamentu czy jakiś dyskretnych zdobników. Jeśli już do nich w końcu dochodzi np. w "Rainy Train" czy "Grand Train" to mogą się kojarzyć z dialogami Kerry Livgrena i Richa Williamsa z Kansas lub z Lynyrd Skynyrd.


Nie mogło w set liście zabraknąć "żelaznych" punktów - czyli otwierającego w/w "Moja Ziemio Wyśniona" (Wish - z angielskim tekstem) i suit "Ze Słowem Biegnę do Ciebie" i "Going Away". W tym drugim słychać, że niekiedy Piwowar szukając dla siebie miejsca - nie zawsze ma coś wyrazistego do zagrania. Raczej dodaje jakiś nienachalnych zdobników i skupia na ornamentach. Należy również wspomnieć o chwili wytchnienia jakim jest zaimprowizowana spontanicznie "Slow". Jak mawiał David Cross z Crimson : "... okropne hałasy to coś co samo wychodzi spod palców, wyimprowizować coś pięknego - to jest dopiero sztuka...". W tym kawałku - może również opartym na pewnych wielokrotnie stosowanych rozwiązaniach w muzyce popularnej - jest jakby zapowiedź tych słynnych rockowych czy metalowych/stadionowych ballad z lat 80 np. co zaprezentowali TSA w '51" czy "Trzy Zapałki" (Scorpions też się kłaniają) . Szkoda, że panowie nie postanowili jakoś "utrwalić", zatrzymać czy "podchwycić" tego zapadającego w pamięć pomysłu i rozwijać go dalej na koncertach. Po dodaniu wokalu może i mieli by swój "hit" ?.
...Nobody expects the Spanish inquisition !
ODPOWIEDZ