Przy muzyce o filmie
Moderatorzy: Bartosz, Dobromir, gharvelt, Moderatorzy
Re: Przy muzyce o filmie
Wczoraj zmarł Béla Tarr. Pod koniec roku miałem okazję zobaczyć w kinie jego Szatańskie Tango. Szczerze mówiąc, bardzo się obawiałem, że nie dam rady wysiedzieć w kinie 8,5 godziny (film 7,5 godziny + 2 przerwy po 30 minut), a tymczasem siedziałem na seansie jak zahipnotyzowany. Reszta widzów (~70 osób) również, na sali dało się wyczuć duże ożywienie (nie tylko podczas niełatwej sceny z kotem). Było to dla mnie niesamowite przeżycie i doświadczenie, to odwrócenie tempa i rytmu filmu dało bardzo ciekawy efekt. Kiedy pierwszy raz spojrzałem na zegarek, byłem przekonany, że minęło dopiero jakieś 30 minut, tymczasem okazało się, że film trwa już około 2 godzin. To prawda, że ten film narzuca widzowi swój własny rytm, dzieje się to w bardzo naturalny sposób. Sceny z doktorem czy też z potańcówką w barze - coś pięknego. Bardzo podobała mi się też muzyka. Mocno wykoślawiona, kojarząca mi się bardzo z muzyką Gintrowskiego ze Zmienników, choć wywołująca nieco inne emocje (ale czy zawsze?). Był to seans, który na pewno będzie we mnie długo siedział.
Adoptuj, adaptuj i ulepszaj.
Re: Przy muzyce o filmie
Zgadza się, chociaż są wyjątki.
„You can be in paradise only when you do not know what it is like to be in paradise. As soon as you know, paradise is gone.” (John Gray)
- sequencer
- singel kompaktowy
- Posty: 443
- Rejestracja: 09.11.2016, 18:57
- Lokalizacja: Jaworzno
- Kontakt:
Re: Przy muzyce o filmie
Kiedyś za darmo w serwisie bodajże vod.tvp.pl był do obejrzenia film "Koń turyński". Czarno-biały, minimalistyczny obraz z niewieloma dialogami i atmosferą końca świata. Fascynujący. To był mój pierwszy kontakt z Bélą Tarrem. Obejrzałem później kilka jego filmów (w tym "Szatańskie Tango"). Z tego ostatniego niewiele pamiętam :/Maciek pisze: ↑07.01.2026, 11:36 Wczoraj zmarł Béla Tarr. Pod koniec roku miałem okazję zobaczyć w kinie jego Szatańskie Tango. Szczerze mówiąc, bardzo się obawiałem, że nie dam rady wysiedzieć w kinie 8,5 godziny (film 7,5 godziny + 2 przerwy po 30 minut), a tymczasem siedziałem na seansie jak zahipnotyzowany. Reszta widzów (~70 osób) również, na sali dało się wyczuć duże ożywienie (nie tylko podczas niełatwej sceny z kotem). Było to dla mnie niesamowite przeżycie i doświadczenie, to odwrócenie tempa i rytmu filmu dało bardzo ciekawy efekt. Kiedy pierwszy raz spojrzałem na zegarek, byłem przekonany, że minęło dopiero jakieś 30 minut, tymczasem okazało się, że film trwa już około 2 godzin. To prawda, że ten film narzuca widzowi swój własny rytm, dzieje się to w bardzo naturalny sposób. Sceny z doktorem czy też z potańcówką w barze - coś pięknego. Bardzo podobała mi się też muzyka. Mocno wykoślawiona, kojarząca mi się bardzo z muzyką Gintrowskiego ze Zmienników, choć wywołująca nieco inne emocje (ale czy zawsze?). Był to seans, który na pewno będzie we mnie długo siedział.
Nie wiedziałem, że zmarł. [']
lanie betonu
- Monstrualny Talerz
- limitowana edycja z bonusową płytą
- Posty: 4578
- Rejestracja: 24.05.2017, 10:29
Re: Przy muzyce o filmie
Bela Tarr - widziałem tylko Konia turyńskiego i też napisałbym, że fascynujący. Bardzo trudny seans (byłem w kinie, jednym z tych, w których pracuję
), trochę nie wiadomo, co ze sobą zrobić, ale doświadczenie zdecydowanie niezapomniane.
A w lutym w Muranowie można będzie:
a) 1 lutego zobaczyć Szatańskie tango, innymi słowy spędzić cały ostatni dzień ferii w kinie; czy się na to zdecyduję?
b) 15 lutego zobaczyć Harmonie Werckmeistera, na co już się zdecydowałem
Ale czy będą bilety?
p.s.
Tymczasem dopisałem zapomnianą pozycję do spisu rocznego (do kategorii D, choć ponownie, nie było to jakieś wielkie rozczarowanie i mógłbym upchnąć wyżej)::
Rodzaje życzliwości, reż. Yorgos Lanthimos – powrót do nieprzyjemnej dziwności wcześniejszych filmów, poza tym dla mnie (poza pierwszą nowelą) o niczym
A tak trochę więcej: zdecydowanie miałem tu niefajne przypomnienie tych Kłów i Alpów, które były dla mnie raczej okropne. Tutaj nieco bardziej komunikatywnie (może choćby ze względu na język i większą zachodniość w realizacji), również estetycznie mniej było tych złych kadrów itp. Pierwsza opowieść, czyli ta z Willemem Dafoe jako szefem, niosła dla mnie interesującą historię, opowiedzianą dziwacznie, ale coś w tym było. Zrealizowanie kolejnych nowel z udziałem tych samych aktorów grających inne osoby, ale jednak jakoś tam łączy się to postacią tego RMF-a czy jak się zwał, to bardzo ciekawy pomysł i doceniam. Jednak z dalszych opowieści w tej chwili nic nie pamiętam poza migawkami, wprawdzie sugestywnymi, ale nie niosącymi dla mnie żadnych ważnych treści (była jakaś kobita skacząca do pustego basenu, ale po co? - zapomniałem). Ogólnie zmęczył mnie ten film i raczej mi się nie podobał.
A w lutym w Muranowie można będzie:
a) 1 lutego zobaczyć Szatańskie tango, innymi słowy spędzić cały ostatni dzień ferii w kinie; czy się na to zdecyduję?
b) 15 lutego zobaczyć Harmonie Werckmeistera, na co już się zdecydowałem
Ale czy będą bilety?
p.s.
Tymczasem dopisałem zapomnianą pozycję do spisu rocznego (do kategorii D, choć ponownie, nie było to jakieś wielkie rozczarowanie i mógłbym upchnąć wyżej)::
Rodzaje życzliwości, reż. Yorgos Lanthimos – powrót do nieprzyjemnej dziwności wcześniejszych filmów, poza tym dla mnie (poza pierwszą nowelą) o niczym
A tak trochę więcej: zdecydowanie miałem tu niefajne przypomnienie tych Kłów i Alpów, które były dla mnie raczej okropne. Tutaj nieco bardziej komunikatywnie (może choćby ze względu na język i większą zachodniość w realizacji), również estetycznie mniej było tych złych kadrów itp. Pierwsza opowieść, czyli ta z Willemem Dafoe jako szefem, niosła dla mnie interesującą historię, opowiedzianą dziwacznie, ale coś w tym było. Zrealizowanie kolejnych nowel z udziałem tych samych aktorów grających inne osoby, ale jednak jakoś tam łączy się to postacią tego RMF-a czy jak się zwał, to bardzo ciekawy pomysł i doceniam. Jednak z dalszych opowieści w tej chwili nic nie pamiętam poza migawkami, wprawdzie sugestywnymi, ale nie niosącymi dla mnie żadnych ważnych treści (była jakaś kobita skacząca do pustego basenu, ale po co? - zapomniałem). Ogólnie zmęczył mnie ten film i raczej mi się nie podobał.
jeżeli nam zabraknie sił
zostaną jeszcze morze i wiatr
zostaną jeszcze morze i wiatr
- Gacek
- limitowana edycja z bonusową płytą
- Posty: 4654
- Rejestracja: 20.03.2010, 10:27
- Lokalizacja: Wieliczka
Re: Przy muzyce o filmie
Sny o pociągach
Smutny film. Pełen emocji ale jakichś takich przytłumionych. Pozostawiający widza w milczeniu, pogodzonym z tym że życie może i jest piękne ale nie pozwala się tym długo nacieszyć bo w sumie jest pasmem nieszczęść. Film zupełnie w starym stylu, jakby ktoś naprawdę nakręcił ludzi żyjących w tamtym świecie. Zupełne przeciwieństwo współczesnego rozedrganego, przerysowanego kina pełnego skrajnych emocji, brutalności, sztucznego dramatyzmu.
Obraz świata którego już nie ma, prości ludzie ciężko pracują, wieczorami siedzą przy ognisku i rozmawiają, cieszą się prostymi rzeczami.
Smutny ale potrzebny film pozbawiony tego co trawi większość tego typu obrazów (np Into the Wild (Wszystko za życie)) czyli naiwności czy nawet infantylności. Prosty ale nie banalny.
Sny o pociągach to film który płynie nieśpiesznie i tylko w kilku miejscach rusza mocniej widzem ale... no smutny to film, nic więcej nie będę pisał żeby nie popsuć. Warto obejrzeć chociażby po to żeby odciąć się od współczesnego świata chociaż na chwilę. Zdecydowanie warto.
Smutny film. Pełen emocji ale jakichś takich przytłumionych. Pozostawiający widza w milczeniu, pogodzonym z tym że życie może i jest piękne ale nie pozwala się tym długo nacieszyć bo w sumie jest pasmem nieszczęść. Film zupełnie w starym stylu, jakby ktoś naprawdę nakręcił ludzi żyjących w tamtym świecie. Zupełne przeciwieństwo współczesnego rozedrganego, przerysowanego kina pełnego skrajnych emocji, brutalności, sztucznego dramatyzmu.
Obraz świata którego już nie ma, prości ludzie ciężko pracują, wieczorami siedzą przy ognisku i rozmawiają, cieszą się prostymi rzeczami.
Smutny ale potrzebny film pozbawiony tego co trawi większość tego typu obrazów (np Into the Wild (Wszystko za życie)) czyli naiwności czy nawet infantylności. Prosty ale nie banalny.
Sny o pociągach to film który płynie nieśpiesznie i tylko w kilku miejscach rusza mocniej widzem ale... no smutny to film, nic więcej nie będę pisał żeby nie popsuć. Warto obejrzeć chociażby po to żeby odciąć się od współczesnego świata chociaż na chwilę. Zdecydowanie warto.
Re: Przy muzyce o filmie

Zaklinacz deszczu
The Rainmaker (1997)
Romantyczny komediodramat sądowy, który łagodnie wskazuje widzowi miejsce w szeregu.
Dobrze się ogląda.
Re: Przy muzyce o filmie
Ebirah - potwór z głębin
Gojira, Ebirâ, Mosura: Nankai no daiketto (1966)
Nowy reżyser opowiada historię King Konga, obsadzając w tej roli Godzillę. Uniósł, ale wielkiej kreacji nie było - bardziej śmieszy i tumani, niż przestrasza. Natomiast tytułowy bohater całkiem, całkiem... Ogólnie jednak średnio na jeża, a i to dzięki Motrze, która jak zwykle ratuje sytuację.

Re: Przy muzyce o filmie
Syn Godzilli
Kaijûtô no kessen: Gojira no musuko (1967)
Pomysł z potomstwem wychodził naprzeciw wzrostowi udziału młodych par na widowniach japońskich kin. Wymyślono, że szczególnie dziewczętom - sympatiom, narzeczonym i młodym żonom - spodoba się ta koncepcja. Wyszło bardzo dziwne, chwilami psychodeliczne, ale zazwyczaj po prostu infantylne, kino familijne. Ósma odsłona przygód Godzilli była dla mnie sporym wyzwaniem, ale jakoś dotrwałem do końca. Niewiele dobrego mogę jednak o niej powiedzieć i nie polecam. Tylko dla hardkorów

- Monstrualny Talerz
- limitowana edycja z bonusową płytą
- Posty: 4578
- Rejestracja: 24.05.2017, 10:29
Re: Przy muzyce o filmie
Stranger Things - zakończyliśmy z całą rodziną oglądanie wszystkich sezonów, łącznie z 5. Mam spore zastrzeżenia co do tego serialu, ale nie da się odmówić mu wielu, wielu walorów. Moje dzieciaki stały się wielkimi fanami, ja tak jak mówię mam dość ambiwalentne spojrzenie. Ale jedna wartość jest ogromna: muzyka i użyte kawałki w nieraz dość ważnych scenach. O Kate Bush wszyscy wiedzą, ale też: Vangelis, Police, Metallica, Prince i wiele (np. kolo podjeżdża autem i leci w tle Chic!!!), wiele innych. Mam nadzieję, że nikomu nie zaspojleruję znacząco, ale w ostatnim odcinku, w napisach końcowych pojawia się fantastycznie użyte Heroes Davida Bowiego w podkładzie scen z filmu narysowanych jako komiks: świetnie to wyszło. Inna rzecz, że Heroes w wersji Gabriela pojawiło się też w którejś z poprzednich serii, może mniej zauważalne. A ponieważ w aucie do podwożenia dzieci do szkoły i w inne miejsca leci zgrany Top Wszechczasów (przeze mnie odpowiednio zmodyfikowany) w celu podświadomej ich indoktrynacji doskonale się to zgrało, więc cała rodzina nuci teraz Purple Rain, Every Breath You Take czy Master of Puppets. "Tata włącz Mastera" a ja jestem wniebowzięty i tak sobie jedziemy do szkoły!
Prócz Heroes jedna z najlepszych scen, to gdy Eddie, lokalny metalowiec gra właśnie Mastera w takt walki z hordą nietoperzy - mokry sen każdego metalowca z lat 80!
Heroes z końcówki komiksowej
https://www.youtube.com/watch?v=VXMZ9Pl ... rt_radio=1
Master of Puppets z Eddim walczącym z nietoperzami
https://www.youtube.com/watch?v=yXnk3n-qNrI
Prócz Heroes jedna z najlepszych scen, to gdy Eddie, lokalny metalowiec gra właśnie Mastera w takt walki z hordą nietoperzy - mokry sen każdego metalowca z lat 80!
Heroes z końcówki komiksowej
https://www.youtube.com/watch?v=VXMZ9Pl ... rt_radio=1
Master of Puppets z Eddim walczącym z nietoperzami
https://www.youtube.com/watch?v=yXnk3n-qNrI
- Heartbreaker
- album CD
- Posty: 1956
- Rejestracja: 28.03.2009, 08:16
Re: Przy muzyce o filmie
Ostatni sezon jeszcze przede mną. Pierwsze cztery wciągnęliśmy z małżowiną jak dzieci.
- To co, jeszcze jeden?
- Spójrz, która już godzina. Dobra, jeden i spać.

- To co, jeszcze jeden?
- Spójrz, która już godzina. Dobra, jeden i spać.
Re: Przy muzyce o filmie
Lubię ten serial, oglądałem wszystkie sezony - łącznie z ostatnim - i muszę się zgodzić co do podkreślonych walorów. I choć ten ostatni sezon uważam pod wieloma względami za najgorszy, i - niestety - dłużył mi się okrutnie, a chwilami miałem ciarki żenady - to nie zmienia faktu, że cała jego koncepcja zasługuje na pochwałę. Oprócz świetnej muzyki, ujęło mnie w nim to, co stanowiło też np. o uroku filmów Spielberga kierowanych do młodych widzów - czyli podkreślanie wartości przyjaźni, wzajemnej współpracy młodych ludzi, bycia razem, a też i ich aktywności, tego, że można czerpać radość z bycia w grupie, z pomagania sobie wzajemnie. Do tego pokazywanie, że nie tylko atrakcyjność fizyczna, sukcesy w sporcie, czy ogólnie - bycie popularnym - jest wartością, ale też np. zainteresowania naukowe, czy inne "mniej cenione przez nastolatków" walory. Serial zachęca też do rozmaitych form spędzania czasu, o których dzisiejsze dzieci wychowane na komórkach i social mediach nie mają pojęcia.Monstrualny Talerz pisze: ↑21.01.2026, 09:01 Stranger Things - zakończyliśmy z całą rodziną oglądanie wszystkich sezonów, łącznie z 5. Mam spore zastrzeżenia co do tego serialu, ale nie da się odmówić mu wielu, wielu walorów. Moje dzieciaki stały się wielkimi fanami, ja tak jak mówię mam dość ambiwalentne spojrzenie. Ale jedna wartość jest ogromna: muzyka i użyte kawałki w nieraz dość ważnych scenach. O Kate Bush wszyscy wiedzą, ale też: Vangelis, Police, Metallica, Prince i wiele (np. kolo podjeżdża autem i leci w tle Chic!!!), wiele innych.
„You can be in paradise only when you do not know what it is like to be in paradise. As soon as you know, paradise is gone.” (John Gray)
- Monstrualny Talerz
- limitowana edycja z bonusową płytą
- Posty: 4578
- Rejestracja: 24.05.2017, 10:29
Re: Przy muzyce o filmie
U nas było tak samo: zrobiliśmy wszystkie sezony chyba od 28 grudnia do zeszłego tygodnia. Strasznie robotę przez to pozawalałemHeartbreaker pisze: ↑21.01.2026, 11:29 Ostatni sezon jeszcze przede mną. Pierwsze cztery wciągnęliśmy z małżowiną jak dzieci.
- To co, jeszcze jeden?
- Spójrz, która już godzina. Dobra, jeden i spać.
![]()
- Monstrualny Talerz
- limitowana edycja z bonusową płytą
- Posty: 4578
- Rejestracja: 24.05.2017, 10:29
Re: Przy muzyce o filmie
No właściwie to mam dwa zarzuty trochę ze sobą zbieżne:Leptir pisze: ↑21.01.2026, 12:44
Lubię ten serial, oglądałem wszystkie sezony - łącznie z ostatnim - i muszę się zgodzić co do podkreślonych walorów. I choć ten ostatni sezon uważam pod wieloma względami za najgorszy, i - niestety - dłużył mi się okrutnie, a chwilami miałem ciarki żenady - to nie zmienia faktu, że cała jego koncepcja zasługuje na pochwałę. ...
a) Niby jest to film dla młodzieży, dzieci nawet, a niektóre momenty są bardzo straszne, drastyczne, może nawet w jakimś horrorze dla dorosłych byłyby wystarczająco przerażające
b) a jednocześnie jest ta fabuła właśnie ogromnie naciągana, infantylna jak to w filmach dla dzieci, dziur logicznych od groma.
Podoba mi się generalna idea, pomysł, ale serial ten wpada co i rusz w zwyczajne "łubu - dubu" oraz "zabili go i uciekł". W zdecydowanej większości któryś z głównych bohaterów ma zginąć, ale absolutnie niemożliwy przypadek czy synchronizacja kogoś tam ratuje. Mógłby to być znakomity serial dla dzieci w rodzaju The Goonies albo coś dla dorosłych, ale nie chciałbym głupawego horroru, tylko ciekawe rozwinięcie tych spraw paranormalnych, badań naukowych, jakieś takie X-files, ale na poważnie. Pierwszy z brzegu absurd: Rosjanie w połowie lat 80 budują sobie bazę wojskową gdzieś w środku USA, tak na pewno...A długo by można.
Re: Przy muzyce o filmie
Tak, owszem. Do tego muszę dodać obniżkę jakości już w ramach samego serialu. Dzieci powyrastały i w piątym sezonie nie wyglądają już jak dzieci, a niby nadal nimi są. Przy tym okazuje się, że jak już nie mają dziecięcego uroku to ich brak aktorskiego talentu staje się nieznośny - przykładem może być choćby Jedenastka. Do tego w tym ostatnim sezonie to, co było plusem poprzednich - czyli zbudowany na nostalgii i przy tym atrakcyjny wizualnie świat wykreowany przez scenografów i kamerzystów - przestał mieć znaczenie. Zdecydowana większość akcji odbywa się bowiem w burym i odrażającym świecie "tamtej strony".
A tak przy okazji – dla mnie absolutnym klasykiem takich filmów coming of age - i właśnie o dzieciach, ale niekoniecznie dla dzieci, a przynajmniej w niewielkim stopniu dla dzieci jest „Stań przy mnie" Roba Reinera z 1986. Jeśli ktoś nie widział to gorąco polecam.
A tak przy okazji – dla mnie absolutnym klasykiem takich filmów coming of age - i właśnie o dzieciach, ale niekoniecznie dla dzieci, a przynajmniej w niewielkim stopniu dla dzieci jest „Stań przy mnie" Roba Reinera z 1986. Jeśli ktoś nie widział to gorąco polecam.
„You can be in paradise only when you do not know what it is like to be in paradise. As soon as you know, paradise is gone.” (John Gray)