Skaldowie

Biografie, dyskografie, opinie.

Moderatorzy: Bartosz, Dobromir, gharvelt, Moderatorzy

Awatar użytkownika
Inkwizytor
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4522
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: Skaldowie

Post autor: Inkwizytor »

https://www.kameleonrecords.pl/sklep/sk ... esc-druga/


Kontynuując remanenty Skaldów można się cieszyć remasterem nieocenionej Kameleon Records z masą bonusów - prawie drugie 40 minut muzyki. Tytułowa suita (w tym roku minie 50 lat od rejestracji lp.) to obok "Krywania" najambitniejsze i najdoskonalsze dzieło zespołu. Niezwykle ciepło wypowiadają się o niej w obszernym komentarzu do płyty obaj bracia Zielińscy jak również "cichy bohater" projektu - basista Konrad Ratyński, który w pewien sposób przełamał monopol kompozytorski Andrzeja i zamieścił na krążku swoją autorską - "Miłość Przez Wieki się Nie Zmienia". To bardzo piękny, przesycony odczuwalnym smutkiem (jakaś barokowa zaduma i dekadencja) utwór do słów krakowskiej znanej poetki Ewy Lipskiej. Jasny, wysoki i czysty głos basisty idealnie do niej pasuje (nie wszyscy pamiętają ale po jego dołączeniu utwory były wykonywane na 3 mocne i prawie doskonałe głosy - jego niekiedy trochę był z tyłu ale wkład, wsparcie trudne do przecenienia). Mamy feeling wczesnych Moody Blues, Barclay James Harvest czy przede wszystkim Procol Harum. Konrad z dumą wspomina, że kawałek miał wyjątkowe szczęście, bo zarejestrowany w niemieckim studio ponieważ mieli jeszcze trochę czasu do wykorzystania, a spodobał się na tyle, że pojawiał na różnych polskich i niemieckich składankach. Jego dołączenie do Skaldów było trochę tym czym pojawienie w ELO Kelly Groucutta - "był TYM brakującym, idealnie wkomponowanym elementem" - swoją drogą głos Konrada może się odrobinę z Groucuttem kojarzyć czy z Nickem Beggsem z Kajagoogoo - ale to już była inna dekada i inne pokolenie :D .

Nasi recenzenci mieli z albumem poważny problem. Krytykowano dosłownie wszystko (chociażby "anachroniczne brzmienie", hołdowanie niemodnej już stylistyce i spóźnienie się o co najmniej kilka lat o czym jeszcze będzie nieco niżej) - szczególnie brak gitary w przekroju całego albumu. Owszem - Tarsiński jest jakby "nieobecny" - np w w/w "Miłości Przez Wieki się Nie Zmienia" pozwala sobie na wrzucenie kilku tęsknych dźwięków. Jak zwykle w grubej książeczce do kompaktu mamy dokładnie omówienie okoliczności powstania wszystkich utworów i jaki był pierwotny zamysł twórców. Tytuł płyty dla fanów okazał nad wyraz mylący bo w tamtym czasie wielu z nich było pewnych, że coś przegapili i w Empikach, salonach muzycznych pytali zbitych z tropu sprzedawców - "... czy mają część pierwszą..." 😂. Suita "Stworzenie" to bardzo mi bliski utwór, zgodnie ze słowami Andrzeja bliski "muzyki programowej", formie sonatowej czy poematowi symfonicznemu - gdzie przeplatają się pierwiastki folkloru góralskiego, chorału gregoriańskiego, szybkie riffy i szesnastki w duchu Mahavishnu, wpływy arabskie, tureckie, żydowskie... a to wszystko brzmi w sposób absolutnie niewymuszony i tak sobie płynie. Główny motyw lider miał skomponować w studiu Radia Katowice gdzie był bardzo dobry fortepian Steinwaya, szybko zapisał na papierze nutowym bo temat był za dobry by przepadł. Pojawia się ponownie na sam koniec w formie jeszcze bardziej podniosłej. Ograniczony czas płyty winylowej powodował, że nie zmieścił się otwierający motyw jako repryza na sam koniec suity - natomiast grali go w trakcie niezliczonych koncertów. Ciekawostką jest fakt, gdy koncertowali w 1980 np. w dawnym Związku Radzieckim z Piotrowskim na perkusji - to Andrzej dawał mu okazję się "wyszaleć" i "Stworzenie" było wzbogacone o jeszcze pełną rozmachu solówkę na perkusji. Dzięki uprzejmości jednego z miłośników Skaldów miałem okazję posłuchać utworu w tej odsłonie z jednego bootlega. Ciekawe czy istnieją normalne taśmy z tych występów w archiwum zespołu ?. Przyznam, że bardzo chętnie zakupiłbym taki np. podwójny album "Skaldowie live ZSRR 1980" :D .

Nigdy nie zapomnę jak spontanicznie zasiadłem do swoich syntezatorów i zagrałem to w jednym podejściu nie myśląc o akordach czy melodii - a to nie jest takie proste granie bo tonacja non stop się zmienia. Tak mocno mi to weszło w głowę i jednocześnie było tak melodyjne, iż muzyka sama prowadziła, a palce wiedziały co mają grać (nie myślało się jaka zaraz będzie inna tonacja czy jakie akordy do lewej ręki) , ot dowód na siłę magii muzyki Skaldów 😉. Stworzenie Świata II niekiedy słuchałem w górach - szczególnie gdy dotarłem do upragnionego celu i odpoczywając mogłem podziwiać widoki. Wtedy chyba bardziej rozumiałem przesłanie całości - że świat wywrócony do góry nogami przez działalność człowieka powoli wróci do równowagi i harmonii (potęga przyrody i niewzruszonych gór - luzie przychodzą i odchodzą ze swoimi troskami a one trwają wiecznie, potężne, niewzruszone). Przez jakiś czas byłem związany z pewną dziewczyną, która generalnie gustowała w zgoła (czyżby ?) odmiennej stylistyce - np. "Stare Dobre Małżeństwo", ale przesłuchała "Stworzenie Świata" i była zachwycona - że "... to takie piękne, szczególnie ta melodia na finał..." (jest w niej coś pocieszającego).

Wbrew krytyce "mądrali" skupionych wokół dawnego "Tylko Rocka" ( ich utyskiwanie zamykające się w "mądrościach" jak: brak "solidnego rockowego uderzenia" - a Skaldowie odrobinę jak jazzman Bill Evans, atakowany za podobne podejście - woleli by puls rodził się swobodnie z wnętrza muzyki, by wydobywał się sam, zamiast go topornie zaznaczać) - to niezwykle równy i urozmaicony album. Nie ma słabych utworów czy wypełniaczy. Podobać się może "Nasza miłość jak wiatr halny" (znów tak jak Andrzej Zieliński lubi najbardziej - trochę na zasadzie kontrastu - główna balladowa, zwiewna zwrotka - przeciwstawiona mocno zakorzenionemu w folklorze góralskim intro zaśpiewanemu na 3 głosy - ja w tym wręcz słyszę zapowiedź czy forpocztę Golec uOrkiestra - z ich "Crazy is my life", ciekawe ile Skaldowie i ich dorobek znaczył dla braci, na milion procent musieli się z nim zetknąć - może ukształtował ich bardziej niż im się wydaje ?) czy lekko trącący bossa novą nieziemsko pogodny i poprawiający mi ZAWSZE humor "Przechodząc obok siebie". To wypadkowa ówczesnych fascynacji Jacka Zielińskiego - nie ukrywał, że dużo słuchał wtedy takiej muzyki i przy niej mógł się naprawdę odprężyć. Podobno grupa regularnie grała go na koncertach - kawałek dobrze wypadał i dawał na chwilę wytchnienia samym muzykom jak i publiczności.

Autor komentarza do CD - Paweł Nawara sugeruje, iż krążek byłby lepszy gdyby dodać więcej cięższych utworów jak "Aż do gwiazd" (świetny riff, prawie jak wczesne Deep Purple) czy "Street 2000". Ma trochę racji ale ja osobiście nie potrafiłbym wskazać co w zamian usunąć ?. Na forach poświęconym Skaldom ten wątek i "zarzut" również się regularnie przewijają - że bonusy do CD to taka "zaginiona rockowa strona B winylu". Ciekawy punkt widzenia, ale czy krążek naprawdę byłby "lepszy" - gdyby np. usunąć lżejsze i dla niektórych "rozmywające rockowo-progresywny cios strony A" - urocze kawałki jak w/w "Miłość przez lata się nie zmienia" oraz optymistyczny do przesady "Przechodząc obok siebie" ?. Sądzę, że ich odmienny charakter i klimat w pewnym sensie i tak wzmacniają tą "progresywną", "art-rockową" i eklektyczną wymowę i przesłanie albumu. Czy byłoby lepiej ?, na pewno inaczej. Z czasem doceniłem bardziej złożone utwory, nafaszerowane nieprawdopodobną ilością niuansów i smaczków początkowo umykających słuchaczowi. Doskonały jest "Jak znikający Punkt" (zainspirowany głośnym filmem robiącym wtedy furorę w kinach - ale dla odmiany u Skaldów tym "znikającym punktem" jest tajemnicza kobieta) - intrygujący wstęp, partie organów, niepokojący riff godny najlepszych Uriah Heep (np. "WHY"), davisowska partia trąbki, można tak długo wymieniać. On jak i radiowy "Street 2000" w środku przemieniają się wręcz w jazz-rockowe impresje, z mnóstwem improwizacji, cieniowania, niuansów (nie jest to aż tak odległe od tego co wtedy na żywo kreowali SBB - o których Andrzej wypowiadał z uznaniem podkreślając ich bajeczny warsztat, ciekawe co by było gdyby doszło do współpracy Skaldowie i SBB ? :roll: ). Stworzenie śmiało mogło być podwójnym albumem. Zielińscy wspominają ten okres jako chyba najlepszy w karierze - ich oferta spotykała z gorącym przyjęciem w klubach w Niemczech, Belgii, Austrii, Holandii - gdy grali głównie dłuższe i złożone kompozycje, pełne improwizacji. W kraju publiczność reagowała pozytywnie (zespół się rozwija, zostawił dawno za sobą big-bitowe początki), ale prasa chyba w tym wcieleniu ich kompletnie nie rozumiała. Była presja by wrócili do dawnych skocznych pioseneczek. Sugerowano, że płyta ukazała się w "złym" czasie - czyli 1978, gdzie scena muzyczna wyglądała zupełnie inaczej. Wytykano - zapewne spowodowany napiętym grafikiem koncertowym - zbyt długi okres dzielący "Krywań", a "Stworzenie" - pod wieloma względami "kluczowy" okres - czyli 1972 / 1976, choć grupa wcale (nie licząc tysięcy koncertów) nie próżnowała - rejestrowała nowe premierowe kompozycje zarówno w naszych jak i niemieckich rozgłośniach radiowych. Grupa była wtedy trochę jak "gąbka", chłonęła niezliczone zachodnie wpływy i inspiracje. Koncertując ostro na zachodzie z pewnością z tych wojaży oprócz prezentów i produktów trudno u nas dostępnych a niezbędnych dla rodziny - przywoziła również sporo płyt i oddawała się namiętnie tej lekturze. Jednocześnie zgodnie z credo Andrzeja - za wszelką cenę unikała zbyt bezpośrednich zapożyczeń i powielania gotowych rozwiązań.
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Inkwizytor
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4522
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: Skaldowie

Post autor: Inkwizytor »

https://www.discogs.com/release/3591650 ... 2o%C5%84ca


W minionym roku album "Od Wschodu do Zachodu Słońca" obchodził swoje 55 urodziny. We wszelkich przewodnikach płytowych, poważnych opracowaniach, recenzjach i książkach zgodnie podkreśla się, że prawie pod każdym względem to był absolutnie przełomowy album. Uznawany również za najlepszy i najciekawszy. Pojawiały się opinie, że dla Skaldów był tym czym np. "In Rock" dla Deep Purple, "Nursery Cryme" dla Genesis i "Valentyne Suite" dla Colosseum. Wskazuje się, że to pierwszy ich "progresywny" album, który śmiało można postawić obok najwybitniejszych płyt krajowego ambitniejszego rocka - jak debiut SBB, "Niemen Enigmatic", "Karate" Breakoutu i "Cień Wielkiej Góry" Budki Suflera (tak, to ten sam poziom lub może i wyższy). Co prawda zarówno ówcześni jak i ci z lat 90 "dziennikarze muzyczni" próbowali nijako "zrzucić" Skaldów z tego panteonu czy w ogóle kwestionowali ich "progresywno/art-rockowe" ambicje nadal uznając za podlanych góralskim folklorem post-big-bitowców....ale ich fani wiedzieli swoje. Dziś już nikt kto ma w miarę po kolei w głowie nie ośmieli wzgardzić ich dorobkiem z tego okresu lub go bagatelizować.


Korzenie tego projektu lub raczej "owoce" to tournée w 1969 na przełomie sierpnia i września po Stanach i Kanadzie. Zawsze przy tej okazji przypomina mi się postać Władka Pagacza z licznych "Spotkań z Balladą" - jak opisywał go Komendant OSP w Kopydłowie (nadal tak trudno uwierzyć że Leszek Benke nie żyje) : "... gospodarz pełną gębą... w Ameryce był to się napatrzył..." 😂. Nie inaczej było w przypadku formacji Zielińskich. O ile pamięć mnie nie myli - z wojaży po USA nie wrócił drugi gitarzysta Krzysiek Paliwoda. Zespół pogodził się ze stratą zdolnego muzyka, ale za to do kraju przywiózł znacznie więcej: trudne do przetrawienia tak od razu inspiracje, obserwacje, wpływy, a przede wszystkim wymarzone topowe instrumenty - każdy z muzyków otrzymał coś upragnionego. Konrad bas Fender Precision, który miał mu służyć przez kolejne dekady, Jerzy - Fendera Telecastera i Stratocastera plus odpowiedni do nich wzmacniacz, a Andrzej Hammonda L-100 (na tym samym grały największe ówczesne asy jak np. Emerson, Stewart, Auger i Van Leer). Mieli się wtedy czuć naprawdę uskrzydleni nowymi możliwościami - to była i "nagroda" za lata ciężkiej pracy ale i zachęta by się rozwijać. W komentarzu do rewelacyjnego remastera niezłomnych Kameleon Records - Paweł Nawara oddaje głos samemu zainteresowanemu. Choć twardo stojący na nogach lider - jak przystało na prawdziwego górala - to cała operacja zamówienia, dostosowania zasilania w fabryce do standardów europejskich plus dostarczenie do portu w Montrealu z lotniska okazały istnym horrorem i emocjonalnym rollercoasterem (nie tracił jednak zimnej krwi i z uporem wykonywał kolejne telefony). Szczęście jednak naszemu Andrzejowi sprzyjało - fabryka dostarczyła w ekspresowym tempie przerobiony instrument, przesyłka uniknęła pożaru w magazynie na lotnisku, a jakiś pracownik techniczny po zainkasowaniu dodatkowych 50 dolarów dosłownie w ostatniej chwili jadąc kaskadersko na syrenie w parę minut pokonał 30 km. dzielących lotnisko i port 😁. Nie przeszkodził nawet strajk kanadyjskich dokerów - gdyż dźwigi obsługiwali nasi krajowi marynarze.... Trudno się dziwić, że po tych elektryzujących przygodach - będący chyba wtedy najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi, gdy zasiadł do Hammonda to nie mógł się od niego oderwać przez dobre kilka lat. Nie trudno się domyśleć jak się czuł wyczerpany i spełniony gdy wszystko dobrnęło do szczęśliwego finału (tylko pasjonat zrozumie innego pasjonata - lider swojego Hammonda dorobił się w wieku 25 lat, ja swój skromniejszy cyfrowy XK-1 kupiłem na moje 30 urodziny i też to było niezapomniane przeżycie) - z tego można by zrobić całkiem niezły film 😂.


Brzmienie Hammonda zdominowało nowy album, a Skaldowie zbliżyli się do zachodnich kapel - z Procol Harum, Colosseum, Brian Auger, Chicago, Blood Sweat and Tears, Traffic, i licznymi grupami soulowymi i rhytm`n`bluesowymi na czele. Big-bit stał się jedynie bardzo dalekim wspomnieniem. "Od Wschodu" jako cały album poznałem znów dość późno - wcześniej "wyławiałem" z różnych składanek i antologii pojedyncze utwory - będąc, podobnie jak wielu innych, pod wrażeniem i zadając te jakże pełne ignorancji pytanie: "...to Skaldowie grali taką muzykę ?...". Wśród fanów i miłośników grupy chyba większość "cofając" się i poznając ich dorobek gdy dotarli do tego krążka musieli uznać, że to kawał wybornej iście progresywnej muzyki. Grupa niezwykle dojrzała (sam Ratyński oceniał całość jako "poważną", "cięższą" czasem wręcz "mroczną") - nagrała krążek w PWSM w Warszawie i Studio 12 PN w ciągu paru dni stycznia 1970, a ukazał się.... raptem 2 miesiące później co na "standardy" w naszych ówczesnych realiach było tempem iście obłędnym (czyli jednak się dało, co prawda w późniejszych latach w "Polskich Nagraniach" pojawił się marazm i czas wydania lp. znacznie się wydłużył). Całość niczym klamra spina rozmarzona "Sarabanda" Arcangelo Corelliego w ślicznej aranżacji Andrzeja z anielskimi wokalami obu braci. Co stało się regułą - grupę wspomagała grupa wokalna - tym razem Partita (Alibabki pojawiają w bonusowych radiowych nagraniach), chór męski i orkiestra. Warto podkreślić, że to co stawało się nijako "standardem" czy "normą" u Skaldów - dla pozostałych grup nadal było nowością czy czymś absolutnie poza zasięgiem (np. SBB marzyło o nagraniu "Ze Słowem Biegnę do Ciebie" właśnie z orkiestrą, ale zabrakło funduszy).


Fundament płyty stanowią oparte na wyrazistych riffach, pełne jazzowych niuansów, swobody i soulowego żaru (np. wejścia sekcji dętej) utwory - jak tytułowy, "Czasem Kochać Chcesz", "Katastrofa" i wielowątkowe prawie mini art-rockowe suity: "Prawo Izaaka Newtona" czy dedykowany Niemenowi (w pewnym sensie jakby odpowiedź na jego "Bema Pamięci Żałobny Rapsod") - niezwykły "Mateusz IV". Kiedyś rozmawiałem z paroma osobami, które wspominały jakie wrażenie robił na nich ten utwór wykonywany na koncertach - dosłownie ich zatkało i znów zadawano sobie z niedowierzaniem to pytanie: ".... to Skaldowie grają TAKIE rzeczy ?...." 😁. Dla osób kojarzących ich głównie z radiowymi "króliczkami", "kuligami", "wiolonczelistkami" i "listonoszami" to była wielka różnica i szok kulturowy. Nieco lżejsze, niefrasobliwe, filuterne, staroświeckie (ale w dobrym tego słowa znaczeniu) oraz może i trącące dawnym big-bitem wcielenie zespołu prezentują urocze miniatury np. z lekko barokowym akompaniamentem fortepianu: "Zawieja", czy nostalgiczny będący ulubionym utworem Ratyńskiego "Nadejdziesz od Strony Mórz" (liczył, że i ten kawałek stanie się przebojem, ale niestety przepadł i mało kto go kojarzy). Jak zwykle u Skaldów - aranżacyjnie każdy numer to istny majstersztyk. Zdumiewać może jak błyskawicznie "zanurkował" i oswoił się z Hammondami Andrzej Zieliński. Możemy domniemywać, że chyba nawet "spał" z tym instrumentem (lub na nim, podobnie jak wielu innych organistów)) - sam potwierdza, że gdy ten model L-100 znalazł się w ich mieszkaniu to od razu muzyka zaczęła się zmieniać i rodziło się coś ekscytującego. Będąc gruntownie i klasycznie wykształconym muzykiem zafascynowany Bachem unikał - w odróżnieniu od wielu zachodnich organistów pokus by kopiować w dużej mierze Jimmy Smitha, wypracował własny styl. Nawet dawne utwory nabrały innego kształtu i zabrzmiały wreszcie "rasowo" - możemy się o tym przekonać gdy porównamy (nagrany jeszcze w innym składzie w 1967 z Naglickim, Jamrozym i Gogoszem) oryginalny "Czasem Kochać Chcesz". Mnie ta wersja naprawdę rozbroiła - widać jaką długą drogę przeszedł zespół - od piosenki "zaangażowanej" (egzaltowany i przeszarżowany wokal Jacka kojarzył się z festiwalem piosenki żołnierskiej lub studencko-poetyckiej 😁) do czegoś znacznie głębszego.


Paweł Nawara postarał się i wyszukał wiele pereł by stanowiły ozdobę remastera - bezcennych dla fanów - najbardziej wśród bonusów lśnią 2 pochodzące z rzadkiego czeskiego singla dla Supraphonu - "Straszne Sny Naczelnika Poczty w Tomaszowie"( pierwotnie ten również miał trafić na album, ale w ostatniej chwili do tego nie doszło, wtedy ukazały się w wersji mono - ale w archiwach odnaleziono wersje stereo) i "Nie Ma Szatana" - wzbogacone pod koniec o nieszablonowe zagrania i ozdobniki poszczególnych instrumentalistów - np. solo Tarsińskiego na tle bezbłędnego jazzującego pulsu perkusji (jakże w kwestii jazzującej gdy trzeba perkusji rozwijał się Jan Budziaszek - niekiedy niedocenione ogniwo zespołu) - szkoda że i tak wyciszone (ciekawe czy na koncertach grali to znacznie dłużej). Zgodnie z twardym postanowieniem lidera - unikali zbyt czytelnych i "nachalnych" zapożyczeń czy cytowania zachodnich grup - w riffach coś przekradło się np z Hendrixa, a chyba najbardziej oczywiste to być może pojawiające się przez przypadek - np. "Knock on Wood" Eddiego Floyda w "Cisza Krzyczy" oraz silny feeling Zombies "She`s Not There" we wspomnianych "Strasznych Snach Naczelnika Poczty w Tomaszowie" (ach ten tekst Młynarskiego - te wszystkie "...dziadzia Caligari ..." - o czym on wtedy myślał ? 🤣). Andrzej wspominał, że wtedy bardzo owocna okazała się współpraca z tekściarzem Moczulskim - panowie wzajemnie się inspirowali. Lider chciał by muzyka idealnie zgrała się z tekstem - oddawała jego powagę i moc.... a natchnione teksty perfekcyjnie podkreślały te wysmakowane melodie i harmonie. Wiele lat później z perspektywy czasu bardzo nieuczciwie stawiano zarzut Skaldom, że zapożyczali i przerabiali co się tylko dało od zachodnich topowych grup progresywnych, lecz zapomina się, że muzyka powstawała jeszcze pod koniec lat 60, gdy tamte grupy również się dopiero kształtowały (jeszcze nie "TEN" skład) , były na etapie poszukiwań, nie zawsze nagrywały te najsłynniejsze utwory i albumy, niejednokrotnie jeszcze tkwiąc w erze "beatu". Pod koniec lat 60 u nas również to nie było tak, że włącza się radio, idzie do sklepu płytowego lub odpala internet 😎 i od razu można przebierać w zachodniej muzyce. Jak na początek 1970 (gdzie wtedy były czołowe zespoły rocka-progresywnego ? np. Genesis, Yes, ELP, Pink Floyd czy o Purple i Uriah Heep, do których Skaldów czasem porównywano nie wspomnę ?) "Od Wschodu do Zachodu Słońca" przedstawia się naprawdę imponująco i nie jest to żadna kalka z zachodu. Co mnie ogromnie cieszy to fakt, że w ciągu ostatnich ok 20 lat fani i miłośnicy "DOBREJ" muzyki słuchając ich wyrobili sobie własne zdanie i doprawdy nikogo nie obchodzi co powiedział czy napisał jakiś "dziennikarz" w "branżowym" muzycznym piśmie czy w trakcie nocnej audycji.
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Okechukwu
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4718
Rejestracja: 07.06.2007, 10:49

Re: Skaldowie

Post autor: Okechukwu »

Inkwizytorze, fantastycznie się czyta Twoje wpisy o Skaldach!
Awatar użytkownika
Inkwizytor
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4522
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: Skaldowie

Post autor: Inkwizytor »

Szalenie mi miło - to taka moja próba "przelania" tego co odczuwałem w trakcie lektury ich płyt w ciągu ostatniego czasu ( np. gdy wracałem popołudniu po pracy, szykowałem jakiś obiadek i tak mi się ich przyjemnie słuchało). Luźne refleksje, żadne tam "recenzje". By zacytować klasyka Zenka Laskowika: "... miło, że inteligencji się podoba i inteligencja chwali..." ;-) (np. legendarny Wireq) . Przy okazji przyznam, że kolega Okechukwu otworzył mi oczy na The Enid i dzięki niemu zrozumiałem o co w tym wszystkim chodzi... cholera... trzeba dziś koniecznie czegoś od nich posłuchać.
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Okechukwu
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4718
Rejestracja: 07.06.2007, 10:49

Re: Skaldowie

Post autor: Okechukwu »

Eee tam, Enid byś sam odkrył, przecież to znany zespół (dla kogoś, kto "siedzi w progu"). Co do Skaldów, liczę na to, na co liczyłem, czytając w latach 80 ostatnią stronę "Świata Młodych", że "C.D.N. :) Od razu po przeczytaniu Twojego wpisu na temat "Od wschodu...", zapuściłem płytę (mam wydanie Digiton) i jej ocena bardzo wzrosła. Zawsze mi się ta płyta podobała, ale bez tzw. "wow!", a teraz rozdziawiłem paszczękę i myślę: kurcze, jak mi mogło umknąć tyle detali. Przecież to jest prawie polski Gentle Giant (przed debiutem Olbrzyma!). Oczywiście, podejście u Skaldów inne - skrojone pod szersze gusta, mniej progresywne, z założenia bardziej komunikatywne -ale klasa muzyków, aranżacji, wszelkich "mostków" łączących tematy, wiarygodnego poruszania się w przeróżnych stylach, zastosowania kontrapunktu, harmonizacji wokalu - to wszystko nie odbiega od Giant...
Awatar użytkownika
mahavishnuu
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4510
Rejestracja: 09.09.2011, 12:43
Lokalizacja: Opole
Kontakt:

Re: Skaldowie

Post autor: mahavishnuu »

Przyłączam się do opinii kolegi okechukwu. Świetnie czyta się teksty Inkwizytora. Nie tylko o Skaldach . W ostatnim czasie ich lektura nieraz zachęciła mnie, aby przypomnieć sobie różne nagrania. Za każdym razem był to nader przyjemny odsłuch. Podobnie było w przypadku Manfred Mann’s Earth Band. Do płyt z lat 1973-1978 wracam regularnie. Najczęściej do „Roaring Silence”, „Nightingales and bombers” i „Watch”. Swoją drogą, znowu przypomniały mi się intrygujące wpisy Inkwizytora sprzed kilkunastu lat na temat płyt koncertowych Soft Machine. Zachęciły mnie wtedy do sięgnięcia po pozycje, których nie znałem.

Z The Enid mam problem tej natury, że niezbyt podchodzą mi „unowocześnione” wersje z lat 80. „In the Region of the Summer Stars” słucham tylko oryginał zarejestrowany w 1975 roku. Podobnie jest w przypadku „Aerie Faerie Nonsense”. Subtelna i barwna muzyka The Enid w bardziej analogowym wydaniu prezentuje się znacznie lepiej. A może to tylko moje skrzywienie.
Awatar użytkownika
Okechukwu
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4718
Rejestracja: 07.06.2007, 10:49

Re: Skaldowie

Post autor: Okechukwu »

Znów nie ma między nami zgody. :) "In the Region" w wersji z 84 brzmi wspaniale - potężniej niż klasyczna wersja, zyskała zwłaszcza warstwa rytmiczna, przepięknie brzmi fortepian, znakomitym pomysłem było wprowadzenie też partii tuby i trąbki - nadało to kompozycjom jeszcze większego dostojeństwa a przy tym ociepliło brzmienie (bo oryginalnie te partie były grane przez gitary i syntezatory). Być może gorzej brzmi jedynie "Last Judgment"/The Last Day (tam w wersji rerecorded uproszczono partię klawiszy. Co do "Aerie" to sprawa jest bardziej skomplikowana - oryginał jest doskonale nagrany, no i zmiany na wersji 84 niekoniecznie są na lepsze (stracił zwłaszcza "Fand" oparty imitującym orkiestrę brzmieniu syntezatorów, w oryginalnej wersji brzmi to lepiej, naturalnej, w rerecorded bardziej "mechanicznie"). No w każdym razie "Aerie" słucham niemal wyłącznie w wersji oryginalnej, "In the Region" częściej sięgam po re-recorded (aczkolwiek słucham też podstawowej wersji).
Awatar użytkownika
Okechukwu
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4718
Rejestracja: 07.06.2007, 10:49

Re: Skaldowie

Post autor: Okechukwu »

mahavishnuu pisze: 17.01.2026, 23:54 Przyłączam się do opinii kolegi okechukwu. Świetnie czyta się teksty Inkwizytora. Nie tylko o Skaldach .
Jak najbardziej. Niemal wszystkie teksty Inkwizytora są klasowe - łączą wysokie walory informacyjne z nadzwyczaj oryginalnym stylem (i nie chodzi tylko o warstwę czysto stylistyczną, ale o zupełnie indywidualny sposób patrzenia na artystów i ich dzieła, niemal każdy tekst zawiera przynajmniej klika rasowych bon motów, oryginalnych porównań, świeżych spostrzeżeń itd.). A niemal :) , bo wyjątkiem są teksty "lajstajlowe" - np. o Teresie Werner. Rozumiem potrzebę prowokacji (czy może pół-prowokacji? Czy ćwierć-prowokacji? :)), ale może trochę szkoda na nie pióra Autora? Niemniej to jest promil wpisów i szkody nikomu nie czyni.
Awatar użytkownika
Inkwizytor
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4522
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: Skaldowie

Post autor: Inkwizytor »

Jeszcze raz wielkie dzięki za tyle miłych słów, aż mi się zaraz głupio zrobi ... lub cała sprawa zacznie mi się wydawać podejrzana :wink: . Może wcześniej nie wyraziłem się precyzyjnie - znałem The Enid już wcześniej, ale nie do końca to czułem, coś mi nie pasowało lub brakowało "kontekstu". Dzięki świetnym opisom i pasji Ekechukwu wszytko nabrało sensu, a ja wreszcie ZASKOCZYŁEM :D (jeśli dzięki mojej pisaninie ktoś sięgnie po kolejne krążki Skaldów to również będzie powód do radochy). Zaraz nas ktoś ochrzani, że odbijamy od głównego wątku - czyli Skaldów. Ja lubię chyba prawie po równo oryginalne pierwsze "In The Redion" i "Aarie" jak i nagrane w latach 80 wersje.
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
mahavishnuu
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4510
Rejestracja: 09.09.2011, 12:43
Lokalizacja: Opole
Kontakt:

Re: Skaldowie

Post autor: mahavishnuu »

Okechukwu pisze: 18.01.2026, 10:12 Znów nie ma między nami zgody. :)
Całe szczęście, bo nie byłoby o czym dyskutować. :)

Nie napisałem tego w poprzednim poście, a może to być istotne. Moim punktem odniesienia są brytyjskie wersje winylowe, wydane w 1976 i 1977 roku, zgrane na CD. Po latach powróciłem również do wydań kompaktowych. Utwory z „In the Region of the Summer Stars” zarejestrowane w 1984 roku faktycznie bronią się dobrze. Słychać szacunek dla pierwowzoru. Niedawno na moim blogu muzycznym dyskutowaliśmy na temat uwspółcześnionej wersji „Darwina” Banco del Mutuo Soccorso z 1991 roku. Tam wspomnianego szacunku było już mniej. Tego typu wydania mają jednak również swoje zalety. Mogą trafić do młodszego pokolenia słuchaczy. Z ich perspektywy, brzmienia z lat 70. mogą mocno zalatywać naftaliną. Nowy „Darwin” na dzień dobry wkurzył mnie z tego względu, że kupiłem nie ten album, który chciałem. Miał być oryginał, tymczasem otrzymałem materiał mocno poddany liftingowi. W połowie lat 90. dostęp do wiedzy był ograniczony, była to „epoka przedinternetowa”, dlatego tego typu wtopy mogły sie zdarzyć. Wracając do The Enid. Wspomniałem o swoim „skrzywieniu”. Brzmienie analogowe bardziej do mnie przemawia. Im jest go więcej, tym lepiej. Dlatego w przyszłości, gdy ponownie sięgnę po wczesne nagrania The Enid, prawdopodobnie wybiorę wariant bardziej analogowy. Nie inaczej jest w przypadku zestawu stereo. Nie jestem zwolennikiem sprzętu grającego neutralnie. Zawsze szukam wariantu mocno ciążącego w stronę analogowych klimatów.
Awatar użytkownika
Inkwizytor
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4522
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: Skaldowie

Post autor: Inkwizytor »

Z tym porównanie do Gentle Giant...no no w istocie, świetne - że też ja na to nie wpadłem ;-). Jest trąbka i skrzypce Jacka, czasem i wiolonczela. Dlatego warto dzielić się swoimi spostrzeżeniami. Ciekawe czy Zielińscy kiedykolwiek zetknęli się z dokonaniami w/w zespołu.
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Okechukwu
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4718
Rejestracja: 07.06.2007, 10:49

Re: Skaldowie

Post autor: Okechukwu »

Porównanie do GG z lekkim przymrużeniem oka, ale ... coś w tym jest! :)
Awatar użytkownika
Okechukwu
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4718
Rejestracja: 07.06.2007, 10:49

Re: Skaldowie

Post autor: Okechukwu »

Przepraszam, że nie w odpowiednim temacie, ale to tylko po to, żeby Inkwizytor przeczytał posta :) - potem przeniesie się do do odpowiedniego działu. Od paru dni dyskutujemy z kolegą Mahavishnuu na temat Banco (jednej z moich ulubionych grup). Inkwizytorze, Ty masz potężną wiedzę na temat wszelkich starych keyboardów (również jako praktyk). Potrafisz powiedzieć co do za model elektrycznego pianina Yamahy? Nagranie pochodzi z 1979 r.

https://www.youtube.com/watch?v=WrmMp_5 ... rt_radio=1
Awatar użytkownika
Inkwizytor
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4522
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: Skaldowie

Post autor: Inkwizytor »

Jakże miło - że ktoś pamięta, iż mam słabość do keyboardów i coś-nie-coś o nich wiem :wink: . Jak na moje ucho - to raczej słynna Yamaha CP-70:


https://en.wikipedia.org/wiki/Yamaha_CP-70


Ma taki charakterystyczny feeling i szlachetny sound. Pewnie wszyscy pamiętają, że instrument rozsławili m.in Tony Banks, Peter Gabriel, Billy Joel, Benny Anderson, David Paich, Tommy Mars, Allan Zavod, Peter Wolf czy Bobby Martin od Zappy czy moi faworyci z Camel - Kit Watkins i Ton Scherpenzeel. Chyba rozwiałem ewentualne wątpliwości. Jestem więcej niż pewien panowie, że doskonale znacie ten model i sami się tego domyślaliście. Wcześniejszy CP-30 brzmiał bardziej "keyboardzikowo" i na pół-amatorsko. O ile mi wiadomo Andrzej Zieliński ze Skaldów z niego nie korzystał. No może w jakimś studio w USA :D
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Okechukwu
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4718
Rejestracja: 07.06.2007, 10:49

Re: Skaldowie

Post autor: Okechukwu »

Super- dzięki! Ja nie mam dobrego ucha do modeli keyboardów. Nawet w swoim pianinie cyfrowym Rolanda korzystam praktycznie tylko z podstawowych barw akustycznego fortepianu.
ODPOWIEDZ