King Crimson
Moderatorzy: Bartosz, Dobromir, gharvelt, Moderatorzy
Re: King Crimson
Jest już w sprzedaży Lizard (2025 David Singleton Elemental Mixes).
Ktoś coś wie więcej o tym wydaniu?
Ktoś coś wie więcej o tym wydaniu?
-
esforty
- zremasterowany digipack z bonusami
- Posty: 5170
- Rejestracja: 26.01.2010, 11:45
- Lokalizacja: Łódź
Re: King Crimson

Lizard (2025 David Singleton mixes)
To mój pierwszy kontakt z pomysłami Singletona.
Ktoś (wiadomo kto!) zezwolił na tak istotną ingerencję w materiał wypełniający album z 70 roku
Ja przywarłem tak do oryginalnego wydania, że nie wymienię mojego egz. na ten tegoroczny. Tym bardziej, że jest częścią cyklu remiksów by Wilson.
Ale to podejście tegoroczne jest, jeśli nie oszałamiające, to już blisko.
Basowa struktura albumu została cofnięta i to nie tylko kosmetycznie na rzecz detalu, który nawet via tidal potrafi zachwycić. Dokonano także ingerencji w plany sytuowania instrumentów, jedne wstecz, inne naprzód z efektem wywołującym poważne zdumienie.
Im lepiej ktoś zna materiał wyjściowy, tym bardziej będzie zaskoczony.
Jeśli na oryginalnym wydaniu jakoś nie dopatruję się cichych bohaterów ( ale może tacy są) to na edycji 2025, bezwzględnie wskazuję na Keitha Tippeta i na Mela Collinsa szczególnie w partiach fletu, choć jest to swoisty relatywizm.
Zatem, jeśli Ktoś nie jest uzależniony od edycji 70' to niech nabędzie edycję Singletona, nic nie tracąc.
Mam remix Wilsona i dostęp do tidalowej edycji z tego roku, mnie wystarczy.
Potwierdza się stary truizm, że jeśli coś za pierwszym zostało dobrze zrealizowane, a tak było w tym przypadku, to potem można to jeszcze, hmm...
przekształcać ( bo termin "poprawiać" jednak ryzykowny) w inną soniczną przygodę i przeżywać tę kolejny raz.
W sieci piszą, iż praca nad Lizard miała tę dogodność, że pierwotnie nagrano sporo towarzyszących dźwięków, które nie dostały się na wersję kanoniczną.
Nie ma takiego naleśnika, który nie wyszedłby na dobre. H. Murakami
- Inkwizytor
- limitowana edycja z bonusową płytą
- Posty: 4664
- Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
- Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus
Re: King Crimson
https://www.youtube.com/watch?v=dZQrnFr9Epc
Nie tak dawno wypłynął mini dokument zarejestrowany przez fana na amatorskiej kamerze z koncertu z Atlanty 1974. Możemy podziwiać w kluczowych momentach szalejącego za perkusją Bruforda (jak bardzo się rozwinął od początku gdy zameldował się w tym zespole i jak wiele uszczknął od śp. Muira) i jak zawsze zabójczo przystojnego śp. Wettona
Nie tak dawno wypłynął mini dokument zarejestrowany przez fana na amatorskiej kamerze z koncertu z Atlanty 1974. Możemy podziwiać w kluczowych momentach szalejącego za perkusją Bruforda (jak bardzo się rozwinął od początku gdy zameldował się w tym zespole i jak wiele uszczknął od śp. Muira) i jak zawsze zabójczo przystojnego śp. Wettona
...Nobody expects the Spanish inquisition !
- Inkwizytor
- limitowana edycja z bonusową płytą
- Posty: 4664
- Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
- Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus
Re: King Crimson
https://www.guitars101.com/threads/king ... st-3906852
Jak co roku - zawsze o tej porze, gdy dzień jest przeraźliwie krótki wracam z niekłamaną przyjemnością do koncertów King Crimson z 1973 (na przeżywanie karmazynowego misterium i spektaklu potrzeba odpowiedniego nastroju i aury za oknem). To był absolutnie rekordowy rok pod względem ich występów - zespół grał prawie bez przerwy. Największym błędem jaki popełnili był fakt, iż nie rejestrowali KAŻDEGO występu, gdyż każdy show był inny. Nigdy wtedy nie zagrali dwa razy takiego samego koncertu. Na szczęście fanatycznym fanom z "odsieczą" przyszli niezawodni bootlegerzy, ku ogromnemu niezadowoleniu lidera Frippa. On stał na stanowisku, że nielegalne nagrywanie, często bez wiedzy samych muzyków jest zjawiskiem nad wyraz szkodliwym, a taki koncert "zdradziecko" nagrany jest "wydarzeniem okaleczonym". Pozostali z sarkastycznym Brufordem nie specjalnie się tym przejmowali, gdyż i tak na ten proceder, podobnie jak na wiele innych spraw dziejących wokół nich, nie mieli żadnego wpływu. Po latach chyba Robertowi ta niechęć przeszła - gdy sam zaczął wydawać i udostępniać do odpłatnego ściągania te "bootlegowe" występy - niekiedy je odrobinę "podrasowując" czy kompletując w miarę pełny show z paru źródeł.
Nie tak dawno wypłynął ten koncert - znany fanom doskonale z wcześniejszego bootlega. Tu mamy trochę inny podział utworów i chyba odrobinę poprawiono jakość dźwięku. Jak na bootleg możemy ją określić z czystym sumieniem jako "całkiem znośna" (np. w trakcie balladowych "Exiles" czy "Book of Saturday"). Nie brzmi tak jak niesławny Rainbow 1972 czy Strasbourg 1973, dobry wpływ mogła mieć akustyka sali - Kinetic Playground, niektóre hale sportowe wybrane przez promotorów i management kompletnie się nie sprawdzały - co doprowadzało lidera do rozpaczy i w przyszłości sam chciał mieć decydujący wpływ na wybór odpowiedniej sali. Nie ustrzeżono się błędów w opisie i na okładce - panowie w Kinetic Playground w Chicago grali 20go kwietnia 1973, 4go nie grali nigdzie, gdyż byli w drodze na koncerty we Włoszech
. Ten bootleg jest istotny z paru powodów. Przede wszystkim nagrywającemu udało się uchwycić początkową wściekłość, agresję sporej części audytorium. Bardzo dobrze słychać jak różni fani obrzucają się inwektywami wzajemnie karząc by zamknąć mordę i zająć swoje miejsce
. Tych "shut the f....up and take your seat" jest całkiem sporo (np. w środku "Doctor Diamond" czy "Lark`s I"). Dopiero gdzieś od połowy koncertu, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszystko się uspokaja i już prawie nikt nie wrzeszczy. Fripp wspominał, że wiele koncertów przebiegało w takiej właśnie atmosferze, a grupa musiała się mierzyć z agresją (wszyscy muzycy zgodnie przyznają, że "w Ameryce wszystko było agresją") wielotysięcznego tłumu i ciężko było nad tym zapanować i sprowadzić tych nabuzowanych ludzi do poziomu "słuchaczy". Z czasem nabrał biegłej umiejętności radzenia sobie z tym, ale odbywało się to zawsze pewnym kosztem. Robert zrozumiał, że te koncerty to nie jest styl życia dla kogoś jego pokroju i mentalności. Skrzypek David Cross doświadczał największego osamotnienia właśnie wtedy gdy stał przed parunastoma tysiącami ludzi...a po koncertach topił smutki w alkoholu. Bill wtedy też lubił trochę drinkować i chętnie mu towarzyszył. Wetton nie unikał narkotyków, po nich stawał odrobinę zbyt "bezpośredni i agresywny".
Crimson musiał pogodzić się z utratą drugiego perkusisty i wirtuoza wszelkiej maści osobliwych instrumentów perkusyjnych Jamie Muira i powoli przeobrażał się w coraz bardziej "rockowy", a w Stanach traktowany jako "metalowy" zespół. Imponującą ścieżkę i to w zaskakująco krótkim czasie przebył Bill Bruford, który pod wpływem nieobliczalnego Muira sam zaczął bębnić w iście furiacki sposób udanie napędzając zespół. Koncert w Chicago był ich trzecim gdy po trasie po Europie przeprawili się za Atlantyk. Co elektryzuje kolekcjonerów bootlegów w przypadku Crimson - jest obecność 3 improwizacji (do tej edycji dodano również jako bonus czwartą - prawdopodobnie pochodzącą z występów w USA jesienią 73 - opartą na brzmieniu rhythm boxu - czyli opisywana jako "Tight Scrummy"). Pierwsza najdłuższa swój finał znajduje w motywach, które parę miesięcy później znajdą swoje rozwinięcie w chyba najtrudniejszym do zagrania na żywo - legendarnym "Fracture". Zbierający i namiętnie słuchający, analizujący boolegi - pamiętają, że te pomysły przewijały się na koncertach począwszy od tych w marcu na wyspach, potem np. w Rzymie na początku kwietnia. Robert musiał mieć kilka riffów w głowie już wcześniej i żarliwie liczył, że w trakcie zespołowych improwizacji być może doczekają się ciekawego rozwinięcia, niestety nie zawsze tak było. Trochę rozgoryczony w wywiadach narzekał na pozostałą trójkę, że nie zawsze oni tak reagują na jego grę jak On stara się reagować na ich. Początkowo główny głos należy do skrzypiec Crossa z efektem wah-wah, które starają się nie zostać "zmiażdżone" przez prący nieustannie do przodu niczym buldożer bas Wettona ("najeżony drutem kolczastym" jak pisze na stronie zespołu). Później za sprawą kontrapunktów Bruforda cały zespół rusza do przodu, by przejść w ścianę dźwięku wspartą na duetowi Mellotronów - Cross/Fripp, potem ustąpić szaleńczej partii gitary - na koniec zasygnalizować w/w motyw z przyszłego "Fracture".
Być może ten moment dla całego koncertu jest przełomowy - wtedy zszokowała widownia potraktowana tą apokaliptyczną i przerażającą muzyką wreszcie się uspokaja, zamyka i zaczyna słuchać. Druga improwizacja składa się z 2 części - pierwsza z opadającymi akordami gitary to jakby zapowiedź intra do późniejszej ballady "The Night Watch", w drugiej pojawia funkowy riff basu znany bywalcom tamtych koncertów - by dać kopa dla zespołowego ekstatycznego szybkiego grania trochę w duchu fusion. Trzecia ostatnia to klasyczne "cmentarno-wampiryczne" intro pełne wijących się i rozjeżdżających dźwiękowych widm - w prostej linii prowadzących do finału w postaci "The Talking Drum"/ "Lark`s Tongues in Aspic II" i bisu - jak zawsze "21st Century Schizoid Man". Ten ostatni jak nietrudno się domyśleć - wywołuje największy zachwyt audytorium - być może to był jedyny utwór jaki znali - reszta była dla nich premierowa - wielu przychodziło na koncerty Crimson jeszcze dobrze albumu "Lark`s" nie znając.
Grupa grała z powodzeniem w Stanach aż do lipca. Początek o dziwo nie należał do "Lark`s I" tylko do premierowego naładowanego wściekłością "Doctor Diamond" (który ostateczną formę z innym środkiem przybrał dopiero na wiosnę kolejnego roku) - gdzie podminowany głos Wettona zdaje się być odpowiedzią na agresywny tłum. Niejednokrotnie zachodzono w głowę jak dał radę wyrzucić z siebie tyle trudnego tekstu w tempie karabina maszynowego
, jednocześnie grając te imponujące kaskaderskie partie na basie jakich sam Jack Bruce mógł mu pozazdrościć. Dlaczego ten świetny numer nigdy nie trafił na żaden album studyjny Crimson ? - na zawsze pozostanie tajemnicą. Podobno według samych muzyków "był za słaby". Mimo to grany prawie na każdym koncercie na wiosnę 73 i 74 (z małą przerwą jesienią 73). Szkoda, że i ten show nie został "normalnie' nagrany przez zespół. Wśród amerykańskich - ten obok Cleveland, Bostonu czy Waterbury był jednym z lepszych. Polecam - naprawdę wciąga.
Jak co roku - zawsze o tej porze, gdy dzień jest przeraźliwie krótki wracam z niekłamaną przyjemnością do koncertów King Crimson z 1973 (na przeżywanie karmazynowego misterium i spektaklu potrzeba odpowiedniego nastroju i aury za oknem). To był absolutnie rekordowy rok pod względem ich występów - zespół grał prawie bez przerwy. Największym błędem jaki popełnili był fakt, iż nie rejestrowali KAŻDEGO występu, gdyż każdy show był inny. Nigdy wtedy nie zagrali dwa razy takiego samego koncertu. Na szczęście fanatycznym fanom z "odsieczą" przyszli niezawodni bootlegerzy, ku ogromnemu niezadowoleniu lidera Frippa. On stał na stanowisku, że nielegalne nagrywanie, często bez wiedzy samych muzyków jest zjawiskiem nad wyraz szkodliwym, a taki koncert "zdradziecko" nagrany jest "wydarzeniem okaleczonym". Pozostali z sarkastycznym Brufordem nie specjalnie się tym przejmowali, gdyż i tak na ten proceder, podobnie jak na wiele innych spraw dziejących wokół nich, nie mieli żadnego wpływu. Po latach chyba Robertowi ta niechęć przeszła - gdy sam zaczął wydawać i udostępniać do odpłatnego ściągania te "bootlegowe" występy - niekiedy je odrobinę "podrasowując" czy kompletując w miarę pełny show z paru źródeł.
Nie tak dawno wypłynął ten koncert - znany fanom doskonale z wcześniejszego bootlega. Tu mamy trochę inny podział utworów i chyba odrobinę poprawiono jakość dźwięku. Jak na bootleg możemy ją określić z czystym sumieniem jako "całkiem znośna" (np. w trakcie balladowych "Exiles" czy "Book of Saturday"). Nie brzmi tak jak niesławny Rainbow 1972 czy Strasbourg 1973, dobry wpływ mogła mieć akustyka sali - Kinetic Playground, niektóre hale sportowe wybrane przez promotorów i management kompletnie się nie sprawdzały - co doprowadzało lidera do rozpaczy i w przyszłości sam chciał mieć decydujący wpływ na wybór odpowiedniej sali. Nie ustrzeżono się błędów w opisie i na okładce - panowie w Kinetic Playground w Chicago grali 20go kwietnia 1973, 4go nie grali nigdzie, gdyż byli w drodze na koncerty we Włoszech
Crimson musiał pogodzić się z utratą drugiego perkusisty i wirtuoza wszelkiej maści osobliwych instrumentów perkusyjnych Jamie Muira i powoli przeobrażał się w coraz bardziej "rockowy", a w Stanach traktowany jako "metalowy" zespół. Imponującą ścieżkę i to w zaskakująco krótkim czasie przebył Bill Bruford, który pod wpływem nieobliczalnego Muira sam zaczął bębnić w iście furiacki sposób udanie napędzając zespół. Koncert w Chicago był ich trzecim gdy po trasie po Europie przeprawili się za Atlantyk. Co elektryzuje kolekcjonerów bootlegów w przypadku Crimson - jest obecność 3 improwizacji (do tej edycji dodano również jako bonus czwartą - prawdopodobnie pochodzącą z występów w USA jesienią 73 - opartą na brzmieniu rhythm boxu - czyli opisywana jako "Tight Scrummy"). Pierwsza najdłuższa swój finał znajduje w motywach, które parę miesięcy później znajdą swoje rozwinięcie w chyba najtrudniejszym do zagrania na żywo - legendarnym "Fracture". Zbierający i namiętnie słuchający, analizujący boolegi - pamiętają, że te pomysły przewijały się na koncertach począwszy od tych w marcu na wyspach, potem np. w Rzymie na początku kwietnia. Robert musiał mieć kilka riffów w głowie już wcześniej i żarliwie liczył, że w trakcie zespołowych improwizacji być może doczekają się ciekawego rozwinięcia, niestety nie zawsze tak było. Trochę rozgoryczony w wywiadach narzekał na pozostałą trójkę, że nie zawsze oni tak reagują na jego grę jak On stara się reagować na ich. Początkowo główny głos należy do skrzypiec Crossa z efektem wah-wah, które starają się nie zostać "zmiażdżone" przez prący nieustannie do przodu niczym buldożer bas Wettona ("najeżony drutem kolczastym" jak pisze na stronie zespołu). Później za sprawą kontrapunktów Bruforda cały zespół rusza do przodu, by przejść w ścianę dźwięku wspartą na duetowi Mellotronów - Cross/Fripp, potem ustąpić szaleńczej partii gitary - na koniec zasygnalizować w/w motyw z przyszłego "Fracture".
Być może ten moment dla całego koncertu jest przełomowy - wtedy zszokowała widownia potraktowana tą apokaliptyczną i przerażającą muzyką wreszcie się uspokaja, zamyka i zaczyna słuchać. Druga improwizacja składa się z 2 części - pierwsza z opadającymi akordami gitary to jakby zapowiedź intra do późniejszej ballady "The Night Watch", w drugiej pojawia funkowy riff basu znany bywalcom tamtych koncertów - by dać kopa dla zespołowego ekstatycznego szybkiego grania trochę w duchu fusion. Trzecia ostatnia to klasyczne "cmentarno-wampiryczne" intro pełne wijących się i rozjeżdżających dźwiękowych widm - w prostej linii prowadzących do finału w postaci "The Talking Drum"/ "Lark`s Tongues in Aspic II" i bisu - jak zawsze "21st Century Schizoid Man". Ten ostatni jak nietrudno się domyśleć - wywołuje największy zachwyt audytorium - być może to był jedyny utwór jaki znali - reszta była dla nich premierowa - wielu przychodziło na koncerty Crimson jeszcze dobrze albumu "Lark`s" nie znając.
Grupa grała z powodzeniem w Stanach aż do lipca. Początek o dziwo nie należał do "Lark`s I" tylko do premierowego naładowanego wściekłością "Doctor Diamond" (który ostateczną formę z innym środkiem przybrał dopiero na wiosnę kolejnego roku) - gdzie podminowany głos Wettona zdaje się być odpowiedzią na agresywny tłum. Niejednokrotnie zachodzono w głowę jak dał radę wyrzucić z siebie tyle trudnego tekstu w tempie karabina maszynowego
...Nobody expects the Spanish inquisition !
-
esforty
- zremasterowany digipack z bonusami
- Posty: 5170
- Rejestracja: 26.01.2010, 11:45
- Lokalizacja: Łódź
Re: King Crimson
Osłuchany/oćwiczony płytami: Battles - Mirrored i Angine de poitrine - Vol. II, zamyśliłem sobie powrót do The Construction Of Light.
<Jej surowe piękno>(
) lub bardziej dosadnie: wyjałowiony z emocji intelektualizm, ograniczany nie wpadającymi w ucho melodiami, to cechy albumu, który nadal, także wg mnie, pozostaje najsłabszym studyjnym w talii od KC. To, co da się odkryć jako cenniejsza zawartość wnętrza The Construction Of Light, wymaga uważności ponad przeciętnej, gdyż owe atrybuty zostały ukryte w mało elastycznej realizacji z mikro-dynamiką niskich wartości .
We mnie reputacja TCOL jako zimnego mroku, cyfrowego ograniczenia trwa do dzisiaj i wczorajszy odsłuch prawie niczego nie zmienił. Jednak przypomnienie sobie fragmentów płyt z pierwszego zdania, jak również odrzucenie resentymentów z czasów premiery, sprawiło że optyka nieco się zmieniła. A szukając w sieci czegoś nie nacechowanego uwielbieniem dla zespołu, dotarłem do informacji, że Robert Fripp dokonał remasteringu materiału w 2019 roku.
Informacja jak ta odejściu p. Michała Probierza (pomimo deklaracji p. Cezarego Kuleszy) z funkcji wyrażona słowami:
...w obecnej sytuacji najlepszą decyzją dla dobra drużyny narodowej... będzie jego rezygnacja
Na marginesie, przyznaję iż trener stoczył heroiczny bój z językiem polskim próbując losy reprezentacji spleść ze swoimi
.
Porównanie wyzbyte chronologii, może mieć tę zaletę, że tak jak kolejni selekcjonerzy (dla patrzącego z daleka, nawet bardzo daleka
) nie wnieśli istotnych poprawek w <myśli szkoleniowej> tak i ów remaster może nie zwrócić powszechnej uwagi na materiał zremasterowany.
Piszę tak, bo nikt nie napisał był o wydawnictwie, ja sam by się o tym przekonać musiałbym płytę nabyć a istnieje ryzyko że zmieniam tylko okładkę, czyli garnitury Probierza (media dostrzegały takowe) zamieniam na nijakie wdzianka Urbana
Okładka wygląda tak:
,
King Crimson - Reconstruction Of Light, 2019
Ktoś wie czy zabiegi poprawiające dźwięk coś zmieniają?
<Jej surowe piękno>(
We mnie reputacja TCOL jako zimnego mroku, cyfrowego ograniczenia trwa do dzisiaj i wczorajszy odsłuch prawie niczego nie zmienił. Jednak przypomnienie sobie fragmentów płyt z pierwszego zdania, jak również odrzucenie resentymentów z czasów premiery, sprawiło że optyka nieco się zmieniła. A szukając w sieci czegoś nie nacechowanego uwielbieniem dla zespołu, dotarłem do informacji, że Robert Fripp dokonał remasteringu materiału w 2019 roku.
Informacja jak ta odejściu p. Michała Probierza (pomimo deklaracji p. Cezarego Kuleszy) z funkcji wyrażona słowami:
...w obecnej sytuacji najlepszą decyzją dla dobra drużyny narodowej... będzie jego rezygnacja
Na marginesie, przyznaję iż trener stoczył heroiczny bój z językiem polskim próbując losy reprezentacji spleść ze swoimi
Porównanie wyzbyte chronologii, może mieć tę zaletę, że tak jak kolejni selekcjonerzy (dla patrzącego z daleka, nawet bardzo daleka
Piszę tak, bo nikt nie napisał był o wydawnictwie, ja sam by się o tym przekonać musiałbym płytę nabyć a istnieje ryzyko że zmieniam tylko okładkę, czyli garnitury Probierza (media dostrzegały takowe) zamieniam na nijakie wdzianka Urbana
Okładka wygląda tak:
King Crimson - Reconstruction Of Light, 2019
Ktoś wie czy zabiegi poprawiające dźwięk coś zmieniają?
Nie ma takiego naleśnika, który nie wyszedłby na dobre. H. Murakami
- Monstrualny Talerz
- limitowana edycja z bonusową płytą
- Posty: 4754
- Rejestracja: 24.05.2017, 10:29
Re: King Crimson
Tam była dodana zamiast tej lodowej elektronicznej perkusji normalna, akustyczna. Brzmiało to lepiej, całość była też jakby cieplejsza i produkcja została lepiej wyważona, zbalansowana, nie tak toporna jak na oryginale. Wydaje mi się, że warto sprawdzić, ale faktycznie to jest poprawa w stosunku do tamtej mocno popsutej wersji. Ciekawe jaki byłyby odbiór, gdyby ktoś od tej zaczął, a nie znał oryginału.
Re: King Crimson
Akurat zakupiłem niedawno to wydanie jako pojedyncze CD. Nowe partie perkusyjne coś zmieniły. Czy na lepsze to kwestia gustu. Mi utwory z tej płyty najlepiej podchodzą w wersji live. uważam, że warto mieć obie wersje.
Jak by komuś było mało koncerertówek KC to zbliżają się dwie następne:
https://dgmlive.com/news/new-live-serie ... 021-lineup
https://dgmlive.com/news/penn-state-cd-release-in-june - ta była na winylu z okazji RSD
Re: King Crimson
Posiadam obydwie wersje. Tą rekonstrukcję kupiłem wylącznie dla formatu DVD-Audio oraz miksu wielokanałowego. Ta podmianka ścieżki perkusyjnej w ogóle mi nie leży. Wersja pierwotna nie jest ani toporna, ani popsuta. Odzwierciedla specyfikę brzmienia tworu zwanego King Crimson po 1980 roku. Jeżeli ktoś "kupił" dokonania projektu Discipline, jego nowatorstwo, nowofalowość, to nie będzie kwękał na orginalną wersję The ConstruKction Of Light. Jeśli zaś do tego późnego King Crimson podchodzi się na zasadzie sentymentalnego wyszukiwania smaczków i wariacji na temat numerów z lat 72-74, to oczywiście ta akustyczna perkusja z rekonstrukcji będzie lepiej słyszana.
Ja zdecydowanie wolę The ConstruKction Of Light od tej, nie wiem po kiego wała, rekonstrukcji.
Aha, no jest jeszcze zmieniona grafika, czyli mówiąc wprost - okladka. Ta nowa z sową, przyznam że całkiem niezła. Jednak do CHARAKTERU i brzmienia, zwłaczcza tego oryginalnego, zdecydowanie lepiej pasuje ta pierwotna, minimalistyczna.
Przy okazji napomnknę w temacie tej nieszczęsnej serii pt. Elemental Mixes. Doprawdy nie pojmuję, jak można tak świadomie zezwolić na profanację swojej twórczości w postaci jej wykastrowania, spłaszczenia, pozbawienia smaku (najbardziej zdruzgotał mnie Lizard). Ktoś powie, że to kwestia przyzwyczajenia. No niestety, nie zamierzam temu przyzwyczajaniu dać szansy. Domyślam się, że te fanaberie to pomysł głównie biznesowy.
Ja zdecydowanie wolę The ConstruKction Of Light od tej, nie wiem po kiego wała, rekonstrukcji.
Aha, no jest jeszcze zmieniona grafika, czyli mówiąc wprost - okladka. Ta nowa z sową, przyznam że całkiem niezła. Jednak do CHARAKTERU i brzmienia, zwłaczcza tego oryginalnego, zdecydowanie lepiej pasuje ta pierwotna, minimalistyczna.
Przy okazji napomnknę w temacie tej nieszczęsnej serii pt. Elemental Mixes. Doprawdy nie pojmuję, jak można tak świadomie zezwolić na profanację swojej twórczości w postaci jej wykastrowania, spłaszczenia, pozbawienia smaku (najbardziej zdruzgotał mnie Lizard). Ktoś powie, że to kwestia przyzwyczajenia. No niestety, nie zamierzam temu przyzwyczajaniu dać szansy. Domyślam się, że te fanaberie to pomysł głównie biznesowy.
- Clive Codringher
- epka analogowa
- Posty: 927
- Rejestracja: 20.04.2010, 11:17
- Lokalizacja: Kraków
- Kontakt:
Re: King Crimson
Całkowicie popieram - nowsza wersja w ogóle mnie nie rusza, szczególnie, że oprócz nowych partii perkusji zostały też zmienione niektóre utwory (intro i outro w Into the Frying Pan).crescent pisze: ↑16.05.2026, 11:21 Posiadam obydwie wersje. Tą rekonstrukcję kupiłem wylącznie dla formatu DVD-Audio oraz miksu wielokanałowego. Ta podmianka ścieżki perkusyjnej w ogóle mi nie leży. Wersja pierwotna nie jest ani toporna, ani popsuta. Odzwierciedla specyfikę brzmienia tworu zwanego King Crimson po 1980 roku. Jeżeli ktoś "kupił" dokonania projektu Discipline, jego nowatorstwo, nowofalowość, to nie będzie kwękał na orginalną wersję The ConstruKction Of Light. Jeśli zaś do tego późnego King Crimson podchodzi się na zasadzie sentymentalnego wyszukiwania smaczków i wariacji na temat numerów z lat 72-74, to oczywiście ta akustyczna perkusja z rekonstrukcji będzie lepiej słyszana.
Ja zdecydowanie wolę The ConstruKction Of Light od tej, nie wiem po kiego wała, rekonstrukcji.
A rekonstrukcja była konieczna, ponieważ zaginęły oryginalne taśmy z elektroniczną perkusją z pierwotnej sesji i trzeba było po prostu nagrać je na nowo.
Co posiada Codringher: http://codringher.blogspot.com
Re: King Crimson
Czyli niebawem ukaże się kolejny Elemental Mix, tym razem po prostu bez perkusji. Już widzę te pisane w pąsach recenzje najwierniejszych fanów.
- Inkwizytor
- limitowana edycja z bonusową płytą
- Posty: 4664
- Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
- Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus
Re: King Crimson
https://rockserwis.pl/products/262527?src=man.3
Dziesiątego lipca ukaże się nowy archiwalny koncert Crimson z NYC z 2014. Set lista dość podobna do tej ze znanego, oficjalnego live z Toronto 2015 ale chyba i tak warto będzie się skusić
Dziesiątego lipca ukaże się nowy archiwalny koncert Crimson z NYC z 2014. Set lista dość podobna do tej ze znanego, oficjalnego live z Toronto 2015 ale chyba i tak warto będzie się skusić
...Nobody expects the Spanish inquisition !