Bardzo pomógł w tym pogodny, radosny i pełny energii instrumentalny "Beach Trails", zresztą otwierający album. To ostatecznie zdefiniowało styl, charakter i aurę muzyki Davida Benoit. Zabawne, bo ten dynamiczny utwór stanowi jakby feeling przyszłego serialu "Słoneczny Patrol", który lada moment miał podbić serca wielu widzów (choć nie brakowało i tych szczerze go nienawidzących). Fani pokochali tę urokliwą i pomysłową muzyczkę pianisty, choć drugie tyle było głosów krytycznych, że to nie jazz, a tylko taka tania muzyczna konfekcja, lekka, łatwa, przyjemna i odrobinę głupiutka, a jazzu w tym jak na lekarstwo. Wspomniany "Beach Trails" słuchany nawet dziś robi pozytywne wrażenie i ma w sobie taki pozytywny "cios". David udowodnił, że w muzyce nie ma to jak dobra melodia i patent na kompozycję. Nie trzeba żadnego free, eksperymentów, czy niekończących się popisów na instrumencie. Jest w jego muzyce pierwiastek czegoś znajomego, od razu nam wchodzi do głowy i w niej zostaje na dobre.
Na albumie mamy znakomitych muzyków sesyjnych jak gitarzyści Grant Geissman i Paul Jackson Jr. , dobrze znany basista Nathan East, saksofoniści - Ernie Watts i Sam Riney. W paru utworach pojawia się The L. A. Modern String Orchestra, jak chociażby w tytułowym - a aranżacji lidera. Artysta nieco odciął się krytykom udowadniając, że jazzowa tradycja jest mu również doskonale znana - pod koniec przypomniał słynny utwór Billa Evansa - "Waltz For Debby" z na początku iście "hollywoodzko-disneyowsko" brzmiącymi smyczkami orkiestry. Do muzyki evansowskiej miał w szerszym zakresie wrócić później na albumach "Waiting for Spring" i "Letter to Evan". Jako bonus do wersji CD dodano luźną, niezobowiązującą impresję na fortepian solo "Landscapes". Trzeba przyznać, że w wielu utworach tak zbliża się do ówczesnej stylistyki ww. Grusina i Lee Ritenoura, że te kompozycje spokojnie mogłyby się znaleźć na ich albumach i doprawdy nikt nie dostrzegłby specjalnej różnicy (tu objawił się talent Davida do pisania rzeczy w tym duchu) - mam na myśli wciągający (saksofon Rineya) "Santa Barbara", "Hymn for Aquino" (tu z kolei słodki ton saxu Wattsa - jego specjalność) i "Stingray". Jak na album dla GRP przystało mamy urozmaicenie klimatów i klasyczne "dla-każego-coś-miłego", jest wokalny utwór z udziałem młodej Diane Reeves (widziano w niej nową Sarę Vaughan i Dinah Washington) oraz nastrojową balladę kojarzącą się z podróżami do egzotycznych zakątków - napisany wspólnie z Eastem "Sunset Island" - tu wkrada coś z ówczesnych Yellowjackets i Spyro Gyra. Na mojej wersji CD z tyłu David uśmiecha się do nas szeroko w hawajskiej koszuli. Miał wtedy powody do optymizmu: album okazał strzałem w dziesiątkę, w kolejnych latach miały się pojawić kolejne jeszcze bardziej udane, nieco wcześniej związał się z Kei, a lada moment miała się urodzić jego córka June Koko