Werdykty jury powinny stanowić kompromis muzycznych zapatrywań, preferencji, horyzontów i doświadczeń jego członków - kompromis i mądrość zarazem...a nie, jak się okazuje, być wynikiem niejasnych decyzji wyssanych z palca, pozbawionych klarowności lobby-przesłanek, zabarwionych dowolnością.
W konsekwencji nierzetelnych, pochopnych rozstrzygnięć, lekceważy się uczestników konkursu, obserwatorów, publiczność, słuchaczy (jako i ja, według opinii osobistości forum, lekceważę miłośników Pink Crimson).
Szacowne ży-grono powinno przyznawać nagrody z perspektywy widzenia kameleona - nie tylko zważać na technikę, profesorski pijar, akademicki prestiż muzyków (wzmocnione interpretatorską poprawnością / uległością wobec jedynie słusznych, belferskich schematów), lecz przede wszystkim odnaleźć (wyłowić) pianistów z wizją oraz charyzmą muzyczną (szeroko pojmowanym spojrzeniem na muzykę), pianistów, którzy wyszlachetnieją i zabłysną w przyszłości (nie tylko w Chopinowskiej estetyce).
Książkowa poprawność, jak się okazuje czysto teoretyczna, oddającą (podobno) ducha kompozycji Chopina, to za mało ("moda", na przestrzeni dziesięcioleci i tak ewoluuje) - najważniejsza jest osobowość - osobowość zostaje na zawsze.
Nic nie poradzę na to, że wspomniane rozbieżności w głosowaniach jury, są dla mnie niezrozumiałe / budzą niesmak (zapewne dlatego, że nie mam wzorcowo "...rozrośniętej tkanki mózgowej...").
Na ludziach, którzy zawodowo zajmują się muzyką i podejmują rękawicę publicznej oceny, ciąży odpowiedzialność decyzji, która daje (ma dawać) prestiż i która idzie w świat.
A tutaj kolejny raz...dziwaczne werdykty (pierwszy raz w historii konkursu, odkryte do wglądu zainteresowanych).
Czyż nie wystarczyła kompromitacja orkiestry towarzyszącej pianistom w etapie finałowym...na czele ze skacowaną, fałszującą niemiłosiernie sekcją dętą, złożoną z trzęsących się dziadków o przekrwionych twarzach?
Wspomniany przez Ciebie Louis Lortie jest na drugim biegunie mojego pojmowania muzyki Chopina (podobnie jak przywołani Martha Argerich, Krystian Zimerman i Rafał Blechacz), ale doceniam bezsprzeczne zalety jego pianistyki i nigdy nie odważyłbym się ocenić negatywnie jego gry, stopniując ją (w porównaniu z moimi ulubieńcami), w skali zero do dziesięciu (tym bardziej, że w pokrętny sposób, cenię Louisa Lortiego, chociażby w interpretacji Trzeciego Koncertu Fortepianowego Camille Saint-Saensa, wraz z BBC Philharmonic Orchestra oraz Edwardem Gardnerem).
Jeśli więc założyć znawstwo jury...względem interpretatorskiej biegłości wtopionej w historię muzyki, jak i meandrów pianistyki jako takiej, skąd absurdalne dysproporcje ocen?
Jan Sebastian Bach "Inventions And Sinfonias" (Wolfgang Rübsam)
Jedna z płyt, które bezgranicznie zawładnęły moimi zmysłami (dosłownie).
Pewnie dlatego, że wszystko jest w tym Bachu Wolfganga Rübsama...na opak.
Tempa są wolne i bardzo wolne, poszczególne takty obwarowały się tendencją dezorientującego metrum, kontrapunktowe akcenty przeniesione zostały w zaskakujące obszary czasoprzestrzeni kompozycji (twórczo gryzą się z naszymi przyzwyczajeniami i momentami "trudno rozpoznać" znane melodie), dynamika zdarzeń wychyla się co najwyżej ku mezzo piano...do tego dodajmy kolorową aurę zwiewnej, psychodeliczno-rozleniwiającej formy.
Ale to nie wszystko.
Dźwięk fortepianu Wolfganga Rübsamsa jest pełny, barwny, po prostu piękny (!) - to wzorzec brzmienia instrumentu.
Jednocześnie, wyraźnie słychać, że od strony - nazwijmy ją brzydko - techniki gry, mamy do czynienia (co zrozumiałe) z interpretacyjnymi nawykami organowej szlachetności i klawesynowej surowości (może nie jest to "klawesynowa maniera" na miarę gry Waltera Giesekinga, ale w jakimś sensie, klawesynowa właśnie).
Posłuchajcie koniecznie - to muzyka o działaniu psychofizycznym / sensorycznym (dla otaczającej nas przestrzeni i czasu) - smaczna, pachnąca, o lepkiej konsystencji.
Jutrzejszy KiSSiel.
https://www.discogs.com/J-S-Bach-Wolfga ... se/4093228
