Przy muzyce o końcu muzyki
Moderatorzy: Bartosz, Dobromir, gharvelt, Moderatorzy
Jeśli chodzi o muzykę rockową to chyba w sensie formalnym faktycznie trudno coś tu nowego wymyślić. Dla mnie akurat grunge już był rodzajem zjadania ogona - owszem można powiedzieć, że wprowadził pewne nowe niuanse brzmieniowe, ale zdecydowana większość zespołów grunge'owych miała swoje odpowiedniki stylistyczne w przeszłości. Dla mnie już bardziej nowatorski był post-rock, który używając rockowego instrumentarium wykorzystywał go w nowy sposób.
Nadal ciekawe rzeczy powstają na styku muzyki improwizowanej i elektronicznej. Np duet Spring Heel Jack (John Coxon i Ashley Wales) robi intrygujące rzeczy z improwizatorami w rodzaju Evana Parkera, Matthew Shippa, Williama Parkera czy Hana Benninka. W podobnym kierunku podąża np. DJ Spooky.
Nadal ciekawe rzeczy powstają na styku muzyki improwizowanej i elektronicznej. Np duet Spring Heel Jack (John Coxon i Ashley Wales) robi intrygujące rzeczy z improwizatorami w rodzaju Evana Parkera, Matthew Shippa, Williama Parkera czy Hana Benninka. W podobnym kierunku podąża np. DJ Spooky.
„You can be in paradise only when you do not know what it is like to be in paradise. As soon as you know, paradise is gone.” (John Gray)
- docent_chleb
- maxi-singel kompaktowy
- Posty: 774
- Rejestracja: 12.09.2020, 20:40
- Lokalizacja: Stąd
Projekty Shabaki ciekawe, ale to żadna rewolucja, takie tam plumkanie dla lepiej wyrobionego słuchacza klasy średniej 
Wracając do rocka - to prosta formalnie muzyka (ale nie prymitywna), w swoim założeniu adresowana do małolatów, a tu człowiek ma pół wieku, więc może powinien iść dalej (duża forma orkiestrowa?), a nie czekać, że go ktoś muzycznie zaskoczy i wyrwie z butów (mówię o rocku).
Wracając do rocka - to prosta formalnie muzyka (ale nie prymitywna), w swoim założeniu adresowana do małolatów, a tu człowiek ma pół wieku, więc może powinien iść dalej (duża forma orkiestrowa?), a nie czekać, że go ktoś muzycznie zaskoczy i wyrwie z butów (mówię o rocku).
Może trudno coś nowego w muzyce rockowej wymyślić, ale teza że ta muzyka już umarła jest mocno przesadzona. W ostatnich latach wyprodukowano wiele świetnych albumów z szeroko rozumianej rockowej. W tym roku chociażby już Black Country, New Road. Nie dość, że to naprawdę godny uwagi album, to premiera naprawdę odbiła się szerokim echem.alternativepop pisze:Umarła muzyka rockowa.
Przecież muzyka Maty ma więcej wspólnego z nową płytą Dody, Maryli Rodowicz, Alibabek (zależnie od dekady) niż z wartościową muzyką hip-hopową. Spójrzcie chociażby na oceny na RYM. Średnia ostatniej płyty promowanej przez media? 2.14 / 5.0. Ja wiem, że dla wielu to żaden wyznacznik, ale to tak, jakby nazwać Feel czy Pectus zespołem rockowym który swego czasu porywał polskie tłumy!docent_chleb pisze:Liczę na to, ze młodzi czekają na nową płytę Maty, Sokoła... z taką samą gorliwością i podnieceniem z jakim ja czekałem na nową płytę Pixies, czy innego Bad Brains
Hip-hop wydaje się materią najbardziej otwartą na innowacje na ten moment. Tam się dzieje najwięcej i naprawdę w wielu przypadkach dzieje się dobrze. Tylko błagam, nie mieszajmy w to mainstreamowych fenomenów dla nastolatek pokroju Maty, bo tym samym spłycamy dyskusje o tej muzyce. Zainteresowanych takim brzmieniem tutaj na forum jest jak na lekarstwo, więc nie ma co przytaczać żadnych nazwisk twórców, ale fakty są takie, że na przestrzeni ostatnich lat wyszło wiele zaangażowanych, eklektycznych i czerpiących inspiracje z najlepszych źródeł albumów. Szczerze rozumiem, że może się komuś taka stylistyka nie podobać, ale nie bagatelizujmy zjawiska. Muzyka żyje i ma się dobrze.
- alternativepop
- digipack
- Posty: 2757
- Rejestracja: 29.11.2021, 19:00
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
Muzyka rockowa umarła w sensie nowinek formalnych. W sensie dobrych płyt nadal żyje.
A co do Maty zgadzam się, że to słabe jest. Jednak nie da się ukryć, że Mata wzbudził emocje i pokoleniowe zainteresowanie. Dla dzisiejszych 18-20-latków za 20 lat będzie to wspomnienie integracyjne. I w tym sensie okazuje się, że nie jest prawdą, że nowa muzyka nie spełnia już takich ról jak kiedyś. Czyli, że umarła. Oczywiście to już nie jest takie znaczenia jak np. w latach 80. gdy to, jakiej muzyki słuchałeś identyfikowało cię wśród rówieśników. Ale i wówczas jak sobie ostatnio o tym myślałem, to jednak osób, które naprawdę interesowały się muzyką i miały jakiś gust też nie było aż tak wielu.
Wiadomo, że dzisiaj inaczej wygląda też rynek muzyczny. Wydawania nowych płyt straciło na znaczeniu. To przestał być zarobek dla wytwórni i artystów. Wytwórnie mają dzisiaj inny schemat zarabiania na muzyce (np. skupują prawa autorskie i zarabiają na streamingu). Artyści z kolei bardziej zarabiają na koncertach. I to wszystko też się przekłada na inność dzisiejszej sytuacji.
A co do Maty zgadzam się, że to słabe jest. Jednak nie da się ukryć, że Mata wzbudził emocje i pokoleniowe zainteresowanie. Dla dzisiejszych 18-20-latków za 20 lat będzie to wspomnienie integracyjne. I w tym sensie okazuje się, że nie jest prawdą, że nowa muzyka nie spełnia już takich ról jak kiedyś. Czyli, że umarła. Oczywiście to już nie jest takie znaczenia jak np. w latach 80. gdy to, jakiej muzyki słuchałeś identyfikowało cię wśród rówieśników. Ale i wówczas jak sobie ostatnio o tym myślałem, to jednak osób, które naprawdę interesowały się muzyką i miały jakiś gust też nie było aż tak wielu.
Wiadomo, że dzisiaj inaczej wygląda też rynek muzyczny. Wydawania nowych płyt straciło na znaczeniu. To przestał być zarobek dla wytwórni i artystów. Wytwórnie mają dzisiaj inny schemat zarabiania na muzyce (np. skupują prawa autorskie i zarabiają na streamingu). Artyści z kolei bardziej zarabiają na koncertach. I to wszystko też się przekłada na inność dzisiejszej sytuacji.
Tutaj mogę się jak najbardziej z Tobą zgodzić. Przepraszam za nieporozumienie!alternativepop pisze:Muzyka rockowa umarła w sensie nowinek formalnych. W sensie dobrych płyt nadal żyje.
Natomiast co do kwestii tego wspomnienia integracyjnego. Zobaczcie jaki wpływ na społeczeństwo miał nagrany singiel Taco Hemingway'a pt. Polskie Tango. A zasadniczo teledysk do niego z tym kultowymi już ośmioma gwiazdkami. Pomijając już wszystkie kwestie, które ów utwór porusza i co ten ciąg znaków wyraża, to stał się to pewien symbol, pewnie całego pokolenia. Więc słusznie zauważyłeś - muzyka nadal oddziałuje.
- docent_chleb
- maxi-singel kompaktowy
- Posty: 774
- Rejestracja: 12.09.2020, 20:40
- Lokalizacja: Stąd
Oleeks uczepiłeś się tego Maty, a to nie jest o tym (o jakości), tylko o emocjach, które albo ktoś wywołuje, albo nie. Pod to nazwisko można podstawić każde inne, czy to będzie Peja, Bedoes, czy inny Vienio.
Muzyka gra, owszem, ale ten "nowy" rock w Polsce jest dla mnie przejrzysty, Organek, Zalewski... to wszystko jest takie średnie, słowo "średnie" w tym przypadku jest eufemizmem. W ich muzyce jest tyle emocji co na przysłowiowych grzybach. Przynajmniej dla mnie.
Muzyka gra, owszem, ale ten "nowy" rock w Polsce jest dla mnie przejrzysty, Organek, Zalewski... to wszystko jest takie średnie, słowo "średnie" w tym przypadku jest eufemizmem. W ich muzyce jest tyle emocji co na przysłowiowych grzybach. Przynajmniej dla mnie.
Nie to, że się uczepiłem, ale ciągle mówimy o artystach mainstreamowych. A mainstream nie sprzyja wyrobieniu rzetelnej opinii o kondycji muzyki. Spójrz, wspomniałeś o rocku w Polsce, wymieniając Zalewskiego, Organka itp. I zgoda, też to do mnie za grosz nie przemawia. Ale z kolejnej strony masz Lonker See, Niechęć, Alamedę.docent_chleb pisze:Oleeks uczepiłeś się tego Maty, a to nie jest o tym (o jakości), tylko o emocjach, które albo ktoś wywołuje, albo nie. Pod to nazwisko można podstawić każde inne, czy to będzie Peja, Bedoes, czy inny Vienio.
Muzyka gra, owszem, ale ten "nowy" rock w Polsce jest dla mnie przejrzysty, Organek, Zalewski... to wszystko jest takie średnie, słowo "średnie" w tym przypadku jest eufemizmem. W ich muzyce jest tyle emocji co na przysłowiowych grzybach. Przynajmniej dla mnie.
- docent_chleb
- maxi-singel kompaktowy
- Posty: 774
- Rejestracja: 12.09.2020, 20:40
- Lokalizacja: Stąd
Ale to mainstream wyznacza główną drogę (taki mały pleonazm), o odbiorze polskiego big bitu decydowały "kolorowe" zespoły a nie Zdrój JanaOleeks pisze:
Nie to, że się uczepiłem, ale ciągle mówimy o artystach mainstreamowych. A mainstream nie sprzyja wyrobieniu rzetelnej opinii o kondycji muzyki. Spójrz, wspomniałeś o rocku w Polsce, wymieniając Zalewskiego, Organka itp. I zgoda, też to do mnie za grosz nie przemawia. Ale z kolejnej strony masz Lonker See, Niechęć, Alamedę.
- greg66
- limitowana edycja z bonusową płytą
- Posty: 4185
- Rejestracja: 31.08.2008, 22:00
- Lokalizacja: Opole
- Kontakt:
Tak to prawda trudno słuchać tego Zdroju a kolorowe zespoły przynajmniej czasami fajnie melodie miały.
Summer Of Love'67
http://musicpsychedelic.blogspot.com
http://musicpsychedelic.blogspot.com
Nieważne czy był cienki czy nie. Chodzi o to, czy niszowe zespoły mają siłę oddziaływania na, że tak powiem, wygląd ogólny - podzielam tu zdanie docenta, że nie.
Myślę, że tezy o końcu muzyki biorą się właśnie z tego braku wyglądu ogólnego: nie bardzo są zjawiska muzyczne, które w istotny sposób porywają tłumy, wydaje się, że nie ma nowych trendów, które byłyby wyraźnie rozpoznawalne, no i przy tym wprowadzające naprawdę nową jakość (jak hiphop czy grunge czy postrock - tylko że one już mało nowe).
Natomiast ja się w żaden sposób nie mogę zgodzić z tymi tezami, bo nie uważam, że brak nowych trendów = brak oryginalnej muzyki, że niby wszyscy grają to, co już było. Każden jeden artysta może się okazać prawdziwie oryginalny, nawet jeżeli nie stworzy żadnego nowego stylu. On będzie grał po swojemu, a inni będą grać po innemu swojemu.
Wydaje mi się, że to już padało tu: współczesna kultura/sztuka, przynajmniej tzw. popularna cechuje się tym, że każdy idzie swoją drogą. A to z kolei jest bezpośrednio powiązane z tym, co konstytuuje współczesnego odbiorcę: że każdy odbiorca odbiera (czyt.: znajduje w internetach) to, co mu się w danej chwili podoba i na co ma ochotę, nie oglądając się na to, co jest w ramówce ani nawet za bardzo na to, co jet modne wśród znajomych.
Daleko idąca atomizacja odbiorców <=> daleko idąca atomizacja artystów.
Myślę, że tezy o końcu muzyki biorą się właśnie z tego braku wyglądu ogólnego: nie bardzo są zjawiska muzyczne, które w istotny sposób porywają tłumy, wydaje się, że nie ma nowych trendów, które byłyby wyraźnie rozpoznawalne, no i przy tym wprowadzające naprawdę nową jakość (jak hiphop czy grunge czy postrock - tylko że one już mało nowe).
Natomiast ja się w żaden sposób nie mogę zgodzić z tymi tezami, bo nie uważam, że brak nowych trendów = brak oryginalnej muzyki, że niby wszyscy grają to, co już było. Każden jeden artysta może się okazać prawdziwie oryginalny, nawet jeżeli nie stworzy żadnego nowego stylu. On będzie grał po swojemu, a inni będą grać po innemu swojemu.
Wydaje mi się, że to już padało tu: współczesna kultura/sztuka, przynajmniej tzw. popularna cechuje się tym, że każdy idzie swoją drogą. A to z kolei jest bezpośrednio powiązane z tym, co konstytuuje współczesnego odbiorcę: że każdy odbiorca odbiera (czyt.: znajduje w internetach) to, co mu się w danej chwili podoba i na co ma ochotę, nie oglądając się na to, co jest w ramówce ani nawet za bardzo na to, co jet modne wśród znajomych.
Daleko idąca atomizacja odbiorców <=> daleko idąca atomizacja artystów.
jeżeli nam zabraknie sił
zostaną jeszcze morze i wiatr
zostaną jeszcze morze i wiatr
-
esforty
- limitowana edycja z bonusową płytą
- Posty: 4983
- Rejestracja: 26.01.2010, 11:45
- Lokalizacja: Łódź
docencie_chlebie, zapewne dawno zapomniałeś, jak w poprzednim forumowym wcieleniu, podrzuciłeś mi to:docent_chleb pisze:...
Wracając do rocka - to prosta formalnie muzyka (ale nie prymitywna), w swoim założeniu adresowana do małolatów, a tu człowiek ma pół wieku, więc może powinien iść dalej (duża forma orkiestrowa?), a nie czekać, że go ktoś muzycznie zaskoczy i wyrwie z butów (mówię o rocku).
https://www.discogs.com/master/189078-T ... -Embryonic
To, myślę, osłabia, intelektualny wkład w kompozycyjną strukturę Animals wyniesioną, właśnie, na ołtarz 77. Lirycznego aspektu nie jestem w stanie porównać.
To, powstało z myślą nie tylko o młodych słuchaczach (tych, co jeszcze słuchają) i hipsterach, ale także o tych, którzy przez, tamten, rock progresywny (czyli przez Animals, też), przeszli i jak przeszli przez trądzik młodzieńczy, mają za sobą... czyli są przygotowani do dalszych muzycznych penetracji... czyli, ta płyta powstała z myślą o Tobie i o mnie, też.
Dygresja, będzie taka, że zwycięzca tegorocznej edycji 77, spełnił swoje zadanie dobrze i czas mu podziękować.
Muzycy The Flaming Lips, tak się wydaje, liczyli na nas, na odbiorcę wyposażonego w kompetencje słuchacza, a my... trochę jak ojciec Frantza Kafki*, wolimy tkwić, w fałszywym z gruntu, poglądzie... że to nic, nie warte.
Podpieranie tego poglądu nazwami: Mata, Sokół czy Organek, Zalewski, pewnie po to, bo pasuje do konstrukcji wypowiedzi. Trzeba szukać wnikliwiej, choćby propozycje Oleeksa. Jakoś tak.
I jak ktoś, nie czeka na przewrót kopernikański, to tym co dzieje się w obecnej muzyce rozrywkowej, może być usatysfakcjonowany.
Jeszcze jedno:
To był pomysł Michała OwczarkaWOJTEKK pisze:Zdrój Jana był cienki... Antek Piekut to puszczał w kąciku "Ze szpulowca bigbitowca" - słabo to działało - ani grać nie umieli, ani nie mieli czego
Antka w "trójce" nie było, już kilka lat.
*- Frantz K., wysyłał ojcu większość tego co napisał, prosto z drukarni, gdy ten, nie rozcinając nawet stron, odkładał na półkę... w ten sposób odmawiając mu znaczenia. Gdzie dzisiaj Frantz... <jednym słowem> tego nie nazwiemy.
Nie ma takiego naleśnika, który nie wyszedłby na dobre. H. Murakami
- Monstrualny Talerz
- limitowana edycja z bonusową płytą
- Posty: 4583
- Rejestracja: 24.05.2017, 10:29
O, wspaniale, jeden z moich ulubionych tematów! I jeszcze tu się coś dopiszę, ale na razie tylko dodam, że kolejnym argumentem na absolutny koniec muzyki jest to, że na tak znamienitym forum nikomu nie chce się zrobić plebiscytów podsumowujących rok 2020 i 2021 - niektórzy piszą, że jest wręcz wybitnie jeśli chodzi o nową muzę, więc nie wiem w czym problem, rok 2021 mija, tydzień na zebranie list i gotowe - przecież powstają tysiące rewelacyjnych albumów, nad czym tu dumać....
A z innej beczki: spytajcie kogokolwiek o zeszłoroczny przebój lata. Już nawet takie coś przestaje istnieć.
A z innej beczki: spytajcie kogokolwiek o zeszłoroczny przebój lata. Już nawet takie coś przestaje istnieć.
-
esforty
- limitowana edycja z bonusową płytą
- Posty: 4983
- Rejestracja: 26.01.2010, 11:45
- Lokalizacja: Łódź
Przebój lata to sobie wytropMonstrualny Talerz pisze:...
A z innej beczki: spytajcie kogokolwiek o zeszłoroczny przebój lata. Już nawet takie coś przestaje istnieć.
My się tu modlimy o bardzo poważne tytuły
*- Żyd głośno się modli.
– Panie Boże, daj mi dwieście dolarów! Panie Boże, daj mi dwieście dolarów!
Modlący się obok niego ziomek wciska mu zwitek banknotów.– Masz dwieście dolarów i spieprzaj. My się tu modlimy o prawdziwe pieniądze.
P.S. A 2020 i 2021 (ten to na pewno), mogą jeszcze poczekać. To im dobrze zrobi. To nie beaujolais (!), co to musi być wypite do końca karnawału.
Nie ma takiego naleśnika, który nie wyszedłby na dobre. H. Murakami
- docent_chleb
- maxi-singel kompaktowy
- Posty: 774
- Rejestracja: 12.09.2020, 20:40
- Lokalizacja: Stąd