Paweł, płyta jest wyśmienita. Długo mi się zeszło z dobraniem się do niej, bo ostatnio mało afrykańsko słucham, ale niedawno wróciłem do paru płyt
Tinariwen i w niedzielny poranek okazało się, że przyszedł czas. W przeciwieństwie do
Maćka od razu włączyłem drugi raz, bo takiej muzyki mam wrażenie, że mógłbym słuchać cały czas
Do konkretów: w wielu miejscach, między innymi w wyróżnionym tu dwukrotnie Temecie, nie tyle pobrzmiewa Tinariwen, co wręcz mógłbym z tego zrobić zarzut, że brzmi tak samo jak oni. Zarzut jak zarzut, brzmi świetnie, więc nie ma co się rzucać

Skojarzenia Moctarowe o wiele odleglejsze, bo to jest granie całkowicie afrykańskie i pustynne, gdzie ewentualne instrumenty rockowe wykorzystane są - podobnie jak u Tinariwen - w sposób nie rockowy, tylko do tworzenia dźwiękowych pejzaży pasujących czasem do nieziemskich pustynnych pejzaży, a czasem do rytmu kłusowania... wielbłąda? nie wiem, tak to sobie wyobrażam

Te tinariwenowe fragmenty są znakomite, podobnie jak bogato wykorzystywany patent call-and-response (rewelacyjny jest króciutki
Asof 
).
Ale pojawiają się też bardzo ładne niespodzianki, przede wszystkim momenty, w których zaczyna śpiewać ta pani (rozumiem z opisu, że to gość z dalekiego Sudanu?) oraz miejsca nadspodziewanie melodyjne, które wspaniale urozmaicają, rozświetlają pustynny trans, któremu chrzęści między trybami. Trzeba tu też wyróżnić ostatni utwór, inny, wydaje mi się najmniej afrykański w wyrazie, a wręcz, czy ja wiem? - popowy? Ale bardzo udany.
Bardzo udana rekomendacja
