Przegapiłem ten wpis - dzięki za niego, posłucham może podczas długiego weekendu.
Teraz wszak:
szbe pisze: ↑23.05.2024, 12:24
Tamikrest gra w Bardzo Bardzo. Myślę, że będzie świetnie!!
Byliśmy wczoraj - na małej scenie niewielkiego klubu wystąpił zespół
Tamikrest, czyli kolejni tuarescy post-tinariweńczycy. Z tym, że ten zespół jest stosunkowo mniej afrykański, rzekłbym, w każdym razie ostatnimi czasy. Na pierwszy rzut oka wyglądało to jak czarny lider w gronie białasów

Czarny lider i jego wokal i gitara brzmią rzeczywiście bardzo pustynnie, natomiast obok niego gitarzysta, perkusista i basista z Francji (chyba), dopiero potem zobaczyłem gościa na perkusjonaliach, który wprawdzie też wyglądał białawo, ale z rysami jakby bardziej orientalnymi, a na samym końcu okazało się, że jest jeszcze szósty gość, bardzo niski (nie mam pojęcia, na czym grał, bo podczas koncertu widziałem głównie głowy muzyków), najbardziej wyglądający jak z północnej Afryki. Próbowałem się połapać w składzie tego zespołu, ale trudno znaleźć aktualne informacje i chyba ten skład ulega częstym zmianom.
Dość o składzie - muzyka! Napisałem, że brzmiało nie aż tak afrykańsko, bo dla mnie to był jednak po prostu rasowy BLUES, trochę hardrockowy blues (wtedy brzmiało bardziej westowo), trochę mantrowy blues (wtedy bardziej afrykańsko).
Gharvelt - bardzo bym był ciekaw Twojego odbioru, bo wiem, że nie lubisz bluesa, ale z drugiej strony świetnie wchodzisz w klimaty afrykańskie. Co okazałoby się dla Ciebie komponentem dominującym?
Warto posłuchać
tego koncertu z KEXP, bo to zespół w stosunkowo najświeższym wydaniu (nagranie niemal co do dnia sprzed roku) i też już w raczej białej odsłonie - białej, choć jednak celem zespołu jest oddanie tego tuareskiego ducha, choć przy pomocy nowoczesnych brzmień.
Wczoraj też niewątpliwie dokładali starań, żeby dziedzictwa Tuaregów nie zgubić. Czasem lider coś tam opowiadał, choć mówi tylko po francusku, więc jeden z Francuzów potem tłumaczył na angielski, he he. Przede wszystkim jednak GRALI: wspaniałą robotę robił basista, który jednocześnie najbardziej ze wszystkich spinał zespół w całość, i sam grał niezwykle ciekawe rzeczy, urozmaicone, bardzo muzykalne, ale zawsze służące całości, a nie popisom. Większość koncertu spędziłem z zamkniętymi oczyma, słuchając właśnie linii basu. Perkusista w trakcie grania zespołowego podobał mi się mniej (tak jakby za bardzo się pchał na przód), za to partię solową miał rewelacyjną. Piosenki, jak piosenki - wszystkie w zasadzie takie same

Ale trochę zdawały się służyć za pretekst, żeby potem zespół mógł się rozkręcić i rozwinąć skrzydła. A potrafili się rozkręcić naprawdę koncertowo! Czyli znów: klasyczne podejście bluesowe.
No ale te gitary grały bardzo często te transowe, pustynne dźwięki i one dominowały, więc: Afryka.
Bardzo fajny koncert.