The Best of SYNTHPOP
Moderatorzy: Bartosz, Dobromir, gharvelt, Moderatorzy
Absolutnie nie mogę zgodzić się na uznanie przebojowości, za jakąś szczególną cechę gatunkową, właśnie ze względu na to, co zauważył Leptir - na bezsprzecznie synthpopowych, klasycznych płytach synthpopowych wykonawców pełno kryje się nagrań, które absolutnie na przebojowość nie są nastawione.
To jedna rzecz, a druga - ograniczając synthpop do "brzmienia lat 80.", automatycznie uznajemy, że nic po 1989 roku się nie kwalifikuje (Violator Depeche Mode, Behavior Pet Shop Boys i East of the Sun, West of the Moon a-ha, wszystkie trzy wydane w 1990 roku, brzmieniowo praktycznie otwierają lata 90.), a to jest przesadnie purystyczne - to normalna rzecz, że gatunki zmieniają swoje brzmienie z upływem czasu, pod wpływem nowych technologii czy mód. Przykładowo, nagrana dzisiaj płyta hard rockowa zazwyczaj będzie brzmieć dużo inaczej, niż klasycy z lat 70., ze względu zarówno na technologię i brzmienie, jak i przeniknięcie do tego gatunku subtelniejszych wpływów z innych nurtów (zazwyczaj alt-rock i grunge).
To jedna rzecz, a druga - ograniczając synthpop do "brzmienia lat 80.", automatycznie uznajemy, że nic po 1989 roku się nie kwalifikuje (Violator Depeche Mode, Behavior Pet Shop Boys i East of the Sun, West of the Moon a-ha, wszystkie trzy wydane w 1990 roku, brzmieniowo praktycznie otwierają lata 90.), a to jest przesadnie purystyczne - to normalna rzecz, że gatunki zmieniają swoje brzmienie z upływem czasu, pod wpływem nowych technologii czy mód. Przykładowo, nagrana dzisiaj płyta hard rockowa zazwyczaj będzie brzmieć dużo inaczej, niż klasycy z lat 70., ze względu zarówno na technologię i brzmienie, jak i przeniknięcie do tego gatunku subtelniejszych wpływów z innych nurtów (zazwyczaj alt-rock i grunge).
A ja tak zapytam - co właściwie ma wyniknąć z Waszej dyskusji? Jakieś ograniczenie / rozszerzenie listy kandydatur? Albo bardziej precyzyjne zdefiniowanie kryteriów kwalifikacji?
Bo jak na razie, kierunku dojścia do "białego dymu" nie widzę... No chyba, że to czysta sztuka dla sztuki (erystyczna).
.
Bo jak na razie, kierunku dojścia do "białego dymu" nie widzę... No chyba, że to czysta sztuka dla sztuki (erystyczna).
.
- WOJTEKK
- box z pełną dyskografią i gadżetami
- Posty: 27085
- Rejestracja: 12.04.2007, 17:31
- Lokalizacja: Lesko
Oczywiście - ale to nie cezura. Brzmienie lat 80-tych jest już czymś takim w muzyce jak ściana dźwięku Spectora - pewnym drogowskazem muzycznym - czego mamy się spodziewać i obecnie dotyczy to płyt wydanych w różnym czasie. Na przykład "A Foot on The Mountain" a-ha jest bardziej eighties niż ich "Scoundrel Days". Przy czy "Eighties" rozumiemy jako muzyke synth pop/new romantic, bo "muzyki opartej o elektronikę" w latach osiemdziesiątych była cała masa, właściwie 90 procent muzyki lat 80tych było było mocno podlane plastikiem, nawet biorąc pod uwagę metal
- WOJTEKK
- box z pełną dyskografią i gadżetami
- Posty: 27085
- Rejestracja: 12.04.2007, 17:31
- Lokalizacja: Lesko
Myślę, że w tej dyskusji bardziej chodzi o to żeby sobie pogadać. Kwestia "to jest a to nie jest" to sprawa mocno płynna i osobista.akond pisze:A ja tak zapytam - co właściwie ma wyniknąć z Waszej dyskusji? Jakieś ograniczenie / rozszerzenie listy kandydatur? Albo bardziej precyzyjne zdefiniowanie kryteriów kwalifikacji?
Bo jak na razie, kierunku dojścia do "białego dymu" nie widzę... No chyba, że to czysta sztuka dla sztuki (erystyczna).
.
Widać zalezy, co komu potrzebne. Mi się wydawało, że forum dyskusyjne własnie po to jest, żeby "sobie pogadać" 
Ja właściwie nadal jestem o tym przekonanyLeptir pisze:A co do Shout - świetny numer, który usłyszałem najpierw w radiu i nie wiedziałem kto to gra. Początkowo byłem przeświadczony, że to jakiś nowy singiel Depeche Mode.
Na maksa! Kliknąłem link, który okazał się prowadzić do Sin i od razu poczułem się, ja wiem... zaniepokojony, zagrożony czającym się czymś chorym... no i oczywiście porwanym przez tę wyśmienitą muzykę; ale te skojarzenia są dla mnie bardzo NIE synthpopowe.Paweł pisze:Dla mnie w tej muzyce jest pewna agresja, intensywność, może nawet chropowatość, które nie pasują mi do synthpopu.
jeżeli nam zabraknie sił
zostaną jeszcze morze i wiatr
zostaną jeszcze morze i wiatr
Myślę, że merytoryczna dyskusja nigdy nie jest zupełnie jałowa.
W kontekście zabawy może ona mieć lub nie mieć swoje konsekwencje. Być może kogoś skłoni do przesłuchania płyt, o których dyskutujemy, do wyrobienia sobie własnego zdania? Nie chciałbym, żeby jej wynikiem było ograniczanie możliwości wyboru takich czy innych płyt do podsumowania. Jeśli natomiast ta dyskusja komuś ułatwi podjęcie decyzji czy głosować/nie głosować na - dajmy na to - SOFAD Depeche Mode - to zawsze będzie jakaś wartość.
„You can be in paradise only when you do not know what it is like to be in paradise. As soon as you know, paradise is gone.” (John Gray)
- Monstrualny Talerz
- limitowana edycja z bonusową płytą
- Posty: 4583
- Rejestracja: 24.05.2017, 10:29
Yellow Magic Orchestra - Technodelic [1981]

Płyta jest b. dobra. Elektro z innej strony świata, wiadomo że pod wpływem niemieckim (ogólnie), ale na tej płycie to nie jest pewna sprawa.
Podoba mi się wyjście z ciasnoty elektro i poszukiwanie.
Słychać Bowiego, Heaven'17 (w tym samym czasie nagrywali mniej więcej), Felka Kutiego, no i synth-popa.
Próba
Warto sprawdzić. A może należy nawet.

Płyta jest b. dobra. Elektro z innej strony świata, wiadomo że pod wpływem niemieckim (ogólnie), ale na tej płycie to nie jest pewna sprawa.
Podoba mi się wyjście z ciasnoty elektro i poszukiwanie.
Słychać Bowiego, Heaven'17 (w tym samym czasie nagrywali mniej więcej), Felka Kutiego, no i synth-popa.
Próba
Warto sprawdzić. A może należy nawet.
- gharvelt
- zremasterowany digipack z bonusami
- Posty: 5941
- Rejestracja: 14.04.2014, 20:52
- Lokalizacja: Kraków
Dokładnie tak samo pomyślałem - na pewno nie ustalimy żadnych jednoznacznych kryteriów rozumienia synthpopu, ani tym bardziej precyzyjnego zakresu kwalifikujących się do tej etykietki płyt, jednak w toku dyskusji można się zorientować jak wyglądają indywidualne interpretacje uczestników i co warto uwzględnić w głosowaniu, a co lepiej sobie darować. Sam na przykład dopiero teraz uznałem, że jednak wesprę Oppenheimer Analysis, co być może przekona też innych zwolenników ich albumu.Leptir pisze:Jeśli natomiast ta dyskusja komuś ułatwi podjęcie decyzji czy głosować/nie głosować na - dajmy na to - SOFAD Depeche Mode - to zawsze będzie jakaś wartość.
Nawet nie przyszło mi do głowy, żeby wymyślać jakąś definicję. Plebiscyt stworzyłem, ponieważ w wątku organizacyjnym pojawiło się takie zapotrzebowanie. Definicja wskazana przez Freefalla wydaje mi się całkiem rozsądna, mogę się pod nią podpisaćMonstrualny Talerz pisze:Może należałoby zapytać prowadzącego co miał na myśli tworząc plebiscyt "Synthpopowy"? Gharvelcie, a co to ten synthpop?
Afryka po raz kolejny mnie zaskakuje!akond pisze:A tak w ogóle, to przecież synth-pop wynaleziono w Afryce:
Mamman Sani - La Musique Electronique du Niger (1978)
I to wcale nie żart, gdyby ktokolwiek kojarzący Onyeabora tylko z afrobeat/funku sobie tak pomyślał. Wystarczy sięgnąć po ostatni album studyjny z lat 80., mianowicie:Paweł pisze:A przecież synthpop trzaskał też w tamtych czasach William Onyeabor.
Onyeabor, William - Anything You Sow (1985)
Syntezatory są? Są. Kicz? Jest. Wpada w ucho? Jak najbardziej. Zatem dopisujemy. Całość do przesłuchania.
Dorzucę kolejne, tym razem nieoczywiste, rekomendacje:
Mecano - Mecano (1982)
Debiutancki album hiszpańskiej formacji, z przewagą żeńskiego wokalu. Zespół nie ukrywał swojej inspiracji twórczością Spandau Ballet. Jak na rasowy synthpop przystało, muzyka melodyjna i przebojowa - zresztą wyniki sprzedaży wydawnictw potwierdzają komercyjny sukces. Spora odległość od ówczesnego centrum muzyki synthpopowej i śpiewanie w ojczystym języku (moim zdaniem pasuje znakomicie) zapewne przesądziły, że nie są aż tak rozpoznawalni co wielu brytyjskich wykonawców. Próbki: Me colé en una fiesta oraz Hoy no me puedo levantar.
Battiato, Franco - La voce del padrone (1981)
To na pewno będzie kontrowersyjna propozycja, zwłaszcza dla gatunkowych purystów. Battiato, po różnych eksperymentach elektronicznych czy rockowo-elektronicznych z lat 70., poszedł z duchem czasu i nagrał znakomity album popowy, pasujący do ówczesnych trendów. Wprawdzie nie było to jego pierwsze podejście do tworzenia w stylu nowofalowym, jednak według mnie zdecydowanie najbardziej udane. Jest tu wszystko co najlepsze: chwytliwe melodie w znakomicie zaśpiewanych piosenkach, nienachalne syntezatory, chórki, celne zapożyczenia (z Boba Dylana oraz Tomása Méndeza), i jeszcze ta zabawa słowami! Nie potrafię się nie zachwycać tym krążkiem. Na początek: Summer on a Solitary Beach oraz Cuccurucucù.
Tik and Tok - Intolerance (1984)
Trafiłem na ten zespół przed laty przypadkiem, poprzez ich cover utworu Summer in the City. Niestety, kawałek ten wyszedł tylko na singlu, ale pełnowymiarowy album, wydany dwa lata później, także bez niego jest wart uwagi. Najwyżej cenię eksperymentalny i nietypowy "Intolerance 1", stonowany Vile Bodies oraz interesujący przerywnik w postaci gospelowej miniatury "Holding On". Duet bogatej kariery nie zrobił, choć byli blisko tych wielkich, supportując m.in. Ultravox, Duran Duran czy Gary'ego Numana.
- WOJTEKK
- box z pełną dyskografią i gadżetami
- Posty: 27085
- Rejestracja: 12.04.2007, 17:31
- Lokalizacja: Lesko
Mecano jest cienkie. Jeden utwór - słynny - Hijo de la Luna
Dwie wczesne płyty Battiato mam, no nie powiem - intrygujące. A ten krążek sprawdzę, chociaż ten pierwszy numer taki se.
W temacie takich niejednoznacznych wykonawców i ich płyt, to:
Steve Hillage For to Next i And or Not rzeczy zdecydowanie modo 80-ties z pogranicza nowej fali i new romantic. Właściewie jest to jedna płyta, potem to wyszlo na jednym kompakcie.
Dwie wczesne płyty Battiato mam, no nie powiem - intrygujące. A ten krążek sprawdzę, chociaż ten pierwszy numer taki se.
W temacie takich niejednoznacznych wykonawców i ich płyt, to:
Steve Hillage For to Next i And or Not rzeczy zdecydowanie modo 80-ties z pogranicza nowej fali i new romantic. Właściewie jest to jedna płyta, potem to wyszlo na jednym kompakcie.
- Bednaar
- zremasterowany digipack z bonusami
- Posty: 6910
- Rejestracja: 11.04.2007, 08:36
- Lokalizacja: Łódź
Oczywiście głosować nie będę, ale na liście brakuje dwóch ważnych albumów:
Yellow Magic Orchestra - Technodelic (Japonia, 1981)
Kraftwerk - Radio-Aktivität (Niemcy, 1975)
Ta płyta YMO zawiera wiele hiciorów (Seoul Music, Taiso) - z modelowym wręcz dla synth-pop Key na czele:
https://www.youtube.com/watch?v=vCVk408VBho
Natomiast Radio-Aktivitat to, o ile mi wiadomo, pierwsza płyta w historii, o której można mówić, że to jest synth-pop:
https://www.youtube.com/watch?v=NyXeJZJUFHE
Yellow Magic Orchestra - Technodelic (Japonia, 1981)
Kraftwerk - Radio-Aktivität (Niemcy, 1975)
Ta płyta YMO zawiera wiele hiciorów (Seoul Music, Taiso) - z modelowym wręcz dla synth-pop Key na czele:
https://www.youtube.com/watch?v=vCVk408VBho
Natomiast Radio-Aktivitat to, o ile mi wiadomo, pierwsza płyta w historii, o której można mówić, że to jest synth-pop:
https://www.youtube.com/watch?v=NyXeJZJUFHE
vertical_invader