Skaldowie

Biografie, dyskografie, opinie.

Moderatorzy: Bartosz, Dobromir, gharvelt, Moderatorzy

Awatar użytkownika
Inkwizytor
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4562
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: Skaldowie

Post autor: Inkwizytor »

Ta Yamaha CP70 stała się również jednym z fundamentów brzmienia "dojrzalszego" Kansas - Walsh i Livgren również z niego korzystali. Nie kojarzę czy u nas jakiś znany muzyk był właścicielem tego modelu. Kiedyś, przez moment Skrzek chciał podobno swego Fender Rhodesa zastąpić właśnie nim...ale SBB się rozpadło w 1980, kasa była potrzebna na coś ważniejszego, a sam Maestro wolał skoncentrować się na syntezatorach, ewentualnie korzystać z normalnego fortepianu koncertowego plus organów kościelnych. Świetny instrument - na nim też grał Phil Collins na żywo wykonując "Against All Odds". Wielu innych instrumentalistów pielęgnowało swoje egzemplarze przez dekady np. Latimer z Camel czy Mickey Simmonds. Znając spory kawałek repertuaru Skaldów niemalże na pamięć niekiedy też się zastanawiałem - jakby brzmiały ich piosenki gdyby właśnie Andrzej w późniejszym okresie akompaniował na CP-70 :roll: Ta ballada Banco jest również urokliwa. Ciekawe czy Godfrey z The Enid go miał ?. Miliony keyboardów w następnych latach "obowiązkowo" miało je "wsamplowane".... lub coś bardzo zbliżonego np. seria Motif, Montage, że o Rolandach RD, Korg SV1 i Nord Stage`ach nie wspomnę.
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Okechukwu
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4737
Rejestracja: 07.06.2007, 10:49

Re: Skaldowie

Post autor: Okechukwu »

Ciekawe czy Godfrey z The Enid go miał ?
Na tych klasycznych albumach (do Six Pieces włącznie) to raczej go nie używał. Godfrey jednak preferował wtedy tradycyjne brzmienie fortepianu (to był chyba Steinway?), no bo on uwydatniał jego piękne, szlachetne uderzenie - pianisty koncertowego (które zachował do późnych lat - jest taki filmik na Youtubie, gdzie demonstruje brzmienie pianina Rolanda- zresztą cyfrowego - i gra tak od niechcenia fragment etiudy cis-moll Chopina - jednej z trudniejszych "levelowo" etiud Fryderyka, no i gra pięknie :) ). Ale płyty z lat 80 znam o wiele słabiej - może pojawiła się na nich ta Yamaha?
Awatar użytkownika
Goran
epka kompaktowa
Posty: 1075
Rejestracja: 06.04.2012, 08:03
Lokalizacja: Podkarpacie

Re: Skaldowie

Post autor: Goran »

Skaldy - Wokalno Instrumentalnyj Ansambl (Polsza)
Wiem powinno być cyrylicą. Powoli robię przegląd winyli,mój music room nie jest niestety z gumy. Płyty CD, winyle i książki , wszystko to w nie wielkim pomieszczeniu sprawia że zaczynam się czuć troche jak w jakimś magazynie. Na szczęście ostatnio dość mocno przystopowałem z zakupami i każdy kolejny nabytek jest dobrze przemyślany ( tak mi się przynajmniej wydaje). Winyli mam juz nie wiele i stopniowo wymieniam je na CD, pewnie zostawie sobie tylko te pozycje które dotąd nie wyszły w formacie cyfrowym. Ale jak się to ma do Skaldów? Chętnie oddam ich radziecką płytę z 74 roku. Słuchanie Prześlicznej Wiolonczelistki po rosyjsku nie jest przeżyciem traumatycznym i ma swój urok . Powinienem miec dwa egzemplarze tej płyty na razie znalazłem jeden. Z wyglądu płyta jak nowa , jednak momentami dość trzeszczy. Wiem ze jest to pozycja poszukiwana przez miłośników Skaldów, ja ich lubie ale na pewno nie tak jak niektórzy forumowicze no i nie można zbierać wszystkiego. Co chcę za to? Ewentualnie zwrot kosztów nadania lub jakiś CD.
Mnie się podobają melodie które już raz słyszałem.No jakże może podobać mi się piosenka którą pierwszy raz słyszę?
Inżynier Mamoń
Awatar użytkownika
Inkwizytor
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4562
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: Skaldowie

Post autor: Inkwizytor »

https://www.discogs.com/release/2547060 ... tNQnQH2iCm



Niezmiennie trwają u mnie swoiste "remanenty Skaldów" 😁. W ubiegłym roku ten dwupłytowy i dość skromnie wydany zestaw "Z Biegiem Lat" świętował 15 urodziny. Wydany dzięki uprzejmości Polskiego Radia w 2010 sprawił największym fanom kolosalną niespodziankę. Niestety od lat już niedostępny, nakład wyczerpany, próżno czekać na wznowienie. Mnie udało się trafić używany egzemplarz na stronie zajmującej się sprzedażą gier wideo i filmów na DVD i to za "podejrzanie" niską kwotę. Pamiętam doskonale lata tamu jakie wzbudził emocje wśród najbardziej wytrawnych i mających rozeznanie miłośników twórczości formacji Zielińskich. Jeden starszy fan, z którym wtedy byłem w regularnym kontakcie bardzo mi to zachwalał. Mówiło się, że ten odkurzony zestaw niekiedy nieznanych i niepublikowanych utworów można porównać do "Night Cap" Jethro Tull z 1993 - również dwupłytowy, na pierwszym dysku zbierający kompozycje, które z różnych powodów nie zmieściły się na oficjalnych albumach studyjnych, niekoniecznie "gorsze", a mające często "pecha", ale za dobre by trzymać je pod kluczem w szufladzie. Na drugim CD z "niesławnej" i jeszcze bardziej pechowej sesji "Chateau D’Herouville" 1972. W wyniku nagromadzenia się niesprzyjających okoliczności przerwana...a muzyka odłożona na półkę. Po latach fani Tull zgodnie przyznali, że to jedno z największych dokonań ekipy Andersona. Kto wie jak mogłaby się potoczyć ich historia, gdyby mimo przeciwności wydać planowany podwójny album w 1973 ( i grać to na koncertach) ?. Może część najwierniejszych i najbardziej zakręconych fanów Skaldów zadaje sobie to samo pytanie - "jak potoczyłaby się Ich historia, gdyby ten gotowy materiał ukazał się" - nawet na przekór poważnym trudnościom i zawirowaniom historii - słowem - wprowadzeniu Stanu wojennego w 1981 ?.



Wcześniej o tym nie miałem pojęcia - lecz trochę "niefortunna" płyta "Droga Ludzi" wcale nie miała pierwotnie być ostatnia. W 1980 grupa kompletowała materiał, który miał się ukazać jak podwójny lp o wielce wymownym tytułem: "Zostaw to Młodszym". Na jednym dysku kompozycje Andrzeja, a na drugim Jacka, który pisał coraz więcej i więcej (i to autentycznie udanych rzeczy). W kwietniu wyjechali na 2 miesięczne tournée po USA (już bez dobrego ducha zespołu - Budziaszka, który miał awersję do klubów polonijnych - jak na ironię - nie chciał grać na starych "polonusów" - wielokrotnie potomków górali), które się przedłużyło, aż dotarła do nich informacja o wydarzeniach w Polsce. Andrzej postanowił zostać, a reszta - już jako niezależne jednostki - muzycy wrócili do kraju. Nikt nie ma wglądu w umysły i ówczesne myśli członków zespołu, ale czy rozważali kontynuowanie działalności bez swojego lidera i głównego kompozytora ?. Po latach czyli ok 1987 udowodnili, że to jest możliwe i stery na jakiś czas przejął, co było oczywiste - Jacek. Wszyscy, z braćmi Zielińskimi na czele mieli oczy i uszy otwarte i musieli sobie zdawać sprawę jak z nową dekadą zmieniała się scena muzyczna, nie tylko na świecie ale i przede wszystkim w naszym kraju. Nie trzeba przypominać o na niespotykaną skalę "rockowym boomie" na początku lat 80 i wysypie takich grup jak Maanam, Perfect, TSA, Lombard, Republika, trochę później Lady Pank, Dżem, Turbo.... można długo wymieniać. Tytuł "Zostaw to Młodszym" nabiera dodatkowego znaczenia i gorzkiej wymowy. Już w drugiej połowie lat 70 kariera jakże zasłużonych Skaldów zaczęła się powoli "chwiać". Ich popularność powoli "spadała" - dla młodszych stanowili "weteranów" i "starą gwardię". Prawie ta sama kategoria jak Połomski, Fogg, Młynarski, Santor, Grechuta, Koterbska itd (artyści wielcy...ale już niestety "relikt dawnej epoki"). Wiadomo, że to młodzież i dzieciaki słuchają radia, kupują płyty i chodzą na koncerty. Zielińscy choć pewni swojej wartości i bez kompleksów - nie mieli złudzeń - mieli stawać na tej samej "estradzie" i "konkurować" z nagim torsem Markowskiego, gniewem Borysewicza, Ciechowskiego, pazura Kwietniewskiej i Ostrowskiej, charyzmie Kory czy jakże osobistym przesłaniem Ryśka Riedla (bo dla młodzieży to on był niemalże "Bogiem", głosem ich pokolenia). Co ciekawe - na początku 1980 Skaldowie nie należeli do "wiekowo-aż-tak-zaawansowanych". Najmłodszy Ratyński dopiero ledwo przekroczył 30, Andrzej miał 36 a Jacek 34. Co prawda jako muzycy i ludzie szybko musieli dojrzeć, zawsze wyglądali "poważniej" niż w rzeczywistości. Niestety wtedy 36 (Tarsiński miał 37) - a dziś... to trochę inna rozmowa 😁 . Na ile sobie zdawali sprawę, że powoli ich czas przeminął ?. Po latach reaktywacji grali z powodzeniem, nie narzekali na brak ofert...ale już właśnie jako w/w "stara gwardia" i w ramach "wspominek" i "zagraj to jeszcze raz Sam" (choć zawsze trzymali swój wysoki poziom). Chyba nie widzieli sobie jako ekipę grającą ciut jak Kombi - "new romantic" lub przeboje jak Genesis z Collinsem lub "Owner of a Lonely Heart" Yes (lub zrobić ze sobą to co równie folkowy Jethro Tull na "wyklętym" - "Under Wraps").


"Z Biegiem Lat" to potężna dawka muzyki - ponad 2 godziny - 34 utwory i każdy stanowi osobny temat do omówienia. Przez lata miałem kopię od znajomego, chyba nigdy nie dobrnąłem do końca, aczkolwiek prawie każdy utwór mi się podobał. Innym, niczym troskliwy lekarz - zalecam (bardzo) "stopniowe dawkowanie" 😁 . Ogarnąć to na raz - to rzecz absolutnie niemożliwa. Dysk pierwszy niejednokrotnie dość krzywdząco jest określany jako "zbiór odrzutów". Kilka kawałków pochodzi z pierwszej połowy lat 70...ale zdecydowana większość z sesji począwszy od 1977, 1978 i bardzo owocnego 1979 tuż przed tą z 1980, która miała zaowocować bodajże dwunastym podwójnym studyjnym "Zostaw to Młodszym". Całość otwiera poruszająca ballada - tytułowy "Z Biegiem Lat" z nieco dramatycznym akompaniamentem fortepianu i lekko zrezygnowanym głosem Andrzeja - a w tle eteryczna wokaliza dziś prawie zapomnianej Agaty Dowhań. Trochę to przypomina "Fires" Proco Harum ze słynną wokalizą Christiane Legrand. Dziś trudno zrozumieć dlaczego ta perła nie znalazła się na żadnej oficjalnej płycie zespołu. Nieco mocniejszy z wyrazistym riffem "Aż do Gwiazd" bywał grywany wielokrotnie na koncertach. "Bez Granic, Bez Końca", „W Oknach Otwartych”, „Nie Słuchał Mnie Nikt” - to nawiązanie do znanych klimatów z albumów "TY" i "Cała jesteś w Skowronkach".


Nowocześniej się robi począwszy od "Wszystkie Uśmiechy” z sesji 1977. Zespół starał się odnaleźć w nowych czasach, grać ciut nowocześniej - słychać rozwiązania brzmieniowe, aranżacyjne i feeling z m.in. wczesnego Alan Parsons Project, ELO, Gerry Rafferty`ego i jego Baker Street, ambitniejszych (ktoś zapyta - a byli tacy ?) Bee Gees, a w pochodach Konrada echa Wings McCartneya (np. z "Silly Loves Songs") - czyli w piosenkach "Zróbmy Coś z Tym Dniem”, „Popołudnie z Tobą” , „Mam Dla Ciebie to co Chcesz”. Nadal bliskie naszej "piosence estradowej" - w partiach obecnych dęciaków daje się wyłapać coś z Chicago, Tower of Power, Earth, Wind and Fire czy Kool and the Gang. Wśród nich z tych sesji wyróżnia się bez dwóch zdań progresywny i mocny "Błękitnie mi z Tobą" - godna zapamiętania melodia i znów kolejny przykład na mocną wokalną stronę grupy. Można sie zastanowić jakby to brzmiało gdyby w refrenie Andrzej mógł skorzystać z mellotronu. Zawsze, jak dla mnie, odstawał od reszty w tym zestawie "szantowy" (rzadkość w ich repertuarze) "Marynarze z Morza Łez" - oparty na stereotypowym basowym riffie. Dawne swojskie klimaty, rozmarzenie i tęsknotę za dawnym światem przywołuje "Pachnie Chlebem" - godna najlepszych ich ballad z jazzującą trąbką i ślicznym tekstem. "Nocni Jeźdźcy" to wczesny Exodus, plus Al Stewart, klawiszowych riff zainspirowany The Who, a chórki Alibabek przenoszą nas na moment do ery big bitu. Muzyka estradowa, a konkretnie ówczesna Eurowizja pojawia w "Pewne Chwyty są Ograne" - kłania wręcz Brotherhood of Man. Tak zawsze bliska sercu Jacka bosa nova powraca w nastrojowym "Nie Dotykaj Dzikich Róż". Na koniec tego jakże urozmaiconego stylistycznie dysku mamy kolejny obok "Błękitnie mi z Tobą" mocny punkt - "Ostry Zakręt" - nawiązujący w tekście do dramatycznego wypadku ich autokaru w 1968. Tu obok mocnych wokali wybija się syntezator jak u ówczesnej Omegi i znów Exodusu. Po nim disco-funkowy "Nie Oślepiaj" nie robi specjalnego wrażenia i szybko o nim zapominamy.


Materiał z II dysku z planowanego "Zostaw to Młodszym" potrafi zaskoczyć chyba jeszcze większą paletą stylów, inspiracji, nowych brzmień czy nastrojów. Gdyby przyszło się ekipie Zielińskich pożegnać tym albumem - przyznaję, byłoby to godne pożegnanie, a może otwarcie nowego rozdziału ?. Tego nigdy się nie dowiemy. Autorem aż 8 utworów (absolutny rekord) jest Jacek. Gościnnie wsparły ich niezawodne Alibabki oraz dwóch asów saksofonu - Henryk Miśkiewicz i sam Namysłowski. Młodszy z braci kolejny raz nawiązał do bosa novy w "Zobaczysz", "Dzisiaj Włożyłem Śmieszne Ubranko" i "Cierpliwie Będziemy Czekać". Potrafi nawiązać do nagrań Flory Purim, czegoś z nieistniejącej wtedy Bemibek, a w ekspresyjnych solach skrzypiec do tego co robił w Stanach Urbaniak. Jego autorstwa jest kolejna zapadająca w pamięć ballada "Włóż Panie Swe Skrzypce" - szkoda, że pod koniec solo skrzypiec jest brutalnie wyciszone. Propozycje Andrzeja to niekiedy mocno skontrastowane style - jest coś z pogodnych ballad Eltona Johna, Cata Stevensa, Billie Joela i Ala Stewarta : "Pamiętam Wszystko", "Zapadam w Sen", "Wieczorem". Ale potrafi nas również zaskoczyć dość mrocznym jak na niego nastrojem (czyżby świadomość kroczącej nowej fali ?) - w "Piosenka Wiosenna", "To Będzie Piękne" i autoironiczny "Dam się Wygwizdać na Stadionach" (inspiracje Kansas i Supertramp). Skaldowie prezentują tu nawet rzeczy jak na nich nietypowe - np. parafraza czy parodia typowego rock`n`rolla w "Hej Jest Tam Kto". Czasem nie do końca mamy pewność co panowie chcieli nam przekazać i co osiągnąć np. "Bez Sensu i Nonsensu" Jacka - kanciasta rytmika, więcej gitary, czyżby odpowiedź lub zapowiedź Republiki, i Budki z Trojanowską ?. Z pewnością kompozycje zyskują i to w najmniej oczekiwanych momentach dzięki ślicznym solówką obdarzonych słodkim tonem saksofonistów w/w Miśkiewicz / Namysłowski. W ostatnim "Twą Jasną Widzę Twarz" disco-funky puls basu Konrada kojarzy mi się z hitem Stewarta - "Do Ya Think I`m Sexy" 😂.


Po lekturze II dysku można mieć wątpliwości - dotyczącego tego czy Skaldowie wiedzieli dokąd chcą zmierzać. Czy przypadkiem powoli nie czuli się ograniczeni swoim stylem i by "trzymać się wysokich skaldowych standardów". Ważna była dla nich wiarygodność i żadne stylistyczne, dramatyczne wolty nie wchodziły w rachubę. Mieli świadomość naturalnego ryzyka, że w przypadku utraty więzi mogą utracić starych fanów zrażonych odejściem od utartych formuł, a nowych mających swoich nowych bohaterów i tak by nie przyciągnęli. Podobnie jak w przypadku dość krytykowanego "Droga Ludzi" tu również można wychwycić pewną "aurę schyłkowości". Muzyka nie jest wcale "wymęczona", zachowała pewną świeżość, lecz chyba powoli wyczerpywały się pewne rozwiązania, ścieżki, patenty po które mogli sięgać pozostając sobą ... by uniknąć zwyczajnego powielania się - np. ballada, disco-funk czy bosa nova. Warto (gdy ma się mnóstwo wolnego czasu) zapoznać się z tymi piosenkami. Pozwalają spojrzeć na tę kapelę znacznie szerzej, uświadomić sobie jak w tych trudnych czasach nadal byli kreatywni - choć ich czas zdawał się przemijać.
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Inkwizytor
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4562
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: Skaldowie

Post autor: Inkwizytor »

https://www.discogs.com/release/3463723 ... 1DANJVjjjN



Nie wszyscy może pamiętają, ale Skaldowie na początku lat 70 nie tylko mieli ugruntowaną pozycję w naszym kraju, lecz również sporo popularność np. w dawnym Związku Radzieckim, NRD oraz Czechosłowacji. Austriacka wytwórnia "Enigmatic" (wyjątkowo "trafiona" nazwa) z Salzburga w 2010 postanowiła (zupełnie nieoczekiwanie i w zagadkowych okolicznościach) zrobić prezent fanom nie tylko z Polski i wznowić album z 1973, który nagrali dla rosyjskiej wytwórni "Melodia" plus dorzucić materiał zarejestrowany w podobnym czasie we wschodnich Niemczech na składankach "Halo, No...itd itd." i z bardzo rzadkiego singla dla czeskiego "Supraphonu" z 1970. Otrzymaliśmy prawie 80 muzyki i bezcenny dokument wyjątkowych czasów dla formacji Zielińskich. Nawet powtórzono okładkę z pierwotnego winylowego krążka "Skaldy" - bo tak się nazwała rosyjska płyta (z młodymi, szczupłymi i kolorowo ubranymi muzykami wysiadającymi z biało/czerwonego busa - dobór barw nie mógł być przypadkiem). Bracia zawsze z pewnym rozbawieniem (wtedy było jeszcze wesoło) wspominali, że grając, czasem kilkumiesięczne tournée po ZSRR byli przyjmowani jak "gwiazdy z zachodu" (nie brakowało na widowni czy w kuluarach ludzi, których zdecydowanie ponosiło) - co geograficznie miało pewne uzasadnienie 😁. Byli tam bardzo popularni, a ich muzyka przyjmowana entuzjastycznie, niemalże jakby przyjechali Purple czy Stonesi. Z kolei dla Niemców byli odrobinę ciekawostką "ze wschodu", lecz potrafili docenić ich nieszablonowe i z wielkim smakiem pomieszane wpływy beatu, jazzu, bluesa, folk-rocka, pierwiastków góralskich, soft-rocka, popu czy klasyki.


Niestety "Progressive Years" od dawna nie jest dostępny. Nakład był niewielki i szybko się sprzedał. Trzeba polować na wystawiane na aukcjach używane egzemplarze - czasem trafi się okazja (jak mnie i to za grosze) - a niejednokrotnie ceny bywają kosmiczne. Zestaw jest zbliżony do tego co oferował wydany w Polsce zbiór "Krywań Out of Poland", który jest jeszcze większym rarytasem wydawniczym i o ile jakimś cudem pojawi na aukcji - to lepiej dla własnego zdrowia psychicznego nie spoglądać nawet na cenę 😁 (lub by nie odczuć palącej potrzeby i "wygarnąć" sprzedającemu). Zbiór opiera na 2 odmiennych wersjach ich ówczesnego magnum opus - suity Krywań. Słuchałem ich wielokrotnie i za każdym razem mam poważny dylemat ze wskazaniem różnic, które da się przełożyć na mniej abstrakcyjny język. Obecnie odnoszę wrażenie, że (paradoksalnie) ta "rosyjska" jest bardziej "impresjonistyczna", ciut "psychodeliczna", z rozmytymi barwami, może i swobodniejsza, panowie gorliwiej bawią się dźwiękiem, nie unikają niedopowiedzeń, jakiś "zawieszeń" w swoich partiach. Jest o parę minut dłuższa. Z kolei "niemiecka" - nie mniej fascynująca, odrobinę krótsza, jest bardziej "zwarta", "bezpośrednia", z większą ilością cytatów z klasyki np. "Obrazki z Wystawy" czy "Wilhelma Tella" (pojawiają się chyba pod koniec wokalizy, których w oryginale próżno szukać). Co również może zakrawać na ironię - to w wersji z Niemiec mamy więcej przemyconego folkloru rosyjskiego. To może się wydawać z lekka absurdalne gdy się o tym pisze, lecz słuchający namiętnie tych jakże innych od krajowego oryginału wersji Krywania - zgodnie potwierdzają w jak fascynującą podróż zabierał nas zespół, niekiedy sami do końca nie wiedząc gdzie to wszystko ich zaprowadzi. Jednak jak na klasycznie wyszkolonych muzyków przystało, nie tracą nad niczym kontroli, nic nie pozostawiają przypadkowi i potrafią "trzymać dyscyplinę" (stąd krytyka w późniejszych latach i stawianie oskarżeń, że "jak na prog to za mało szaleństwa i mięcha"). Po latach potwierdzali, że na koncertach ten utwór ich samych potrafił tak wciągnąć, by się w nim zatracić, że reakcje kolegów na partie były owiane mgiełką tajemnicy. W dalszym ciągu można żałować, iż nie zachowało się więcej koncertowych wersji tego dzieła (czy potrafili to rozciągnąć do 30 min ?).


Album "Skaldy", z którego pochodzi pierwsze 7 kawałków jest dość "reprezentacyjnie" dobrany repertuarowo. W sumie tamtejszy słuchacz otrzymał to co najlepsze. Z jednej strony portretujący formację "tu-i-teraz" - czyli "Krywań", "Juhas Zmarł" i "Jeszcze Kocham" - z drugiej bardziej piosenkowy, beatowy i popowy - z przełomu lat 60 i 70 - "Cała Jesteś w Skowronkach", "Medytacje Wiejskiego Listonosza", "Prześliczna Wiolonczelistka" i "Wszystko Mi Mówi, że Mnie Ktoś Pokochał". Warto podkreślić, że choć płytę wydano na rynek ZSRR (nikt do końca nie wie ile wytłoczono i sprzedano egzemplarzy - pojawiały legendy o wręcz niebotycznych nakładach - z tej samej przyczyny dziś dorwanie egzemplarza w dobrej kondycji też graniczy z cudem - większość była okrutnie zryta na prymitywnych radzieckich adapterach) - to teksty w większości były po polsku. Jedynie (chyba w ramach kurtuazji) ostatnie wersy w "Listonoszu" i "Wiolonczelistce" są zaśpiewane w ich ojczystym języku - brzmi to niekiedy zabawnie. Zielińscy mieli talent do języków. Podobnie rzecz wygląda w przypadku kawałków wrzuconych na składanki niemieckiej Amigi - tu Zielińscy również trzymają się swojego języka. Warto wyróżnić zadziorną wersję koncertową "Gdzie Mam Ciebie Szukać" - szczególnie pod koniec dzięki (jak na niego) rozbudowanej i wciągającej solówce Tarsińskiego - gdy do tego dodamy organy, wokale i solówkę trąbki to nasuwają nam się skojarzenia z ówczesnymi Blood Sweat and Tears, Chicago, Uriah Heep czy wręcz Gentle Giant 😂. Tu panowie udowadniają, że potrafili więcej niż pozornie mogłoby się wydawać. Ich warstwa instrumentalna i dziś wzbudza respekt. Warto wspomnieć, że z 2 kawałków z czeskiego singla - spore wrażenie robią wzbogacone o jazzujące solówki w finale "Straszne Sny Naczelnika Poczty w Tomaszowie" (ach ten długaśny tytuł 😁). Udowadniają, że już w 1970 zespół konsekwentnie zrywał z big-bitem i rajcownym popem i był żywo zainteresowany by w swoją muzykę wsączyć najlepsze progresywne zachodnie wzorce, nie bojąc eksperymentów. Sama wytwórnia "Enigmatic" (wiedzieli jak się nazwać 😂) w komentarzu do w sumie baaaaardzo skromnie wydanego CD jak i miłośnicy tej płyty - podkreślali wręcz "audiofilski" poziom dźwięku. Trzeba to przyznać - na 90% materiału jest bez zarzutu. Może ciut słabiej brzmią ostatnie 2 z czeskiego singla. Niektórzy "mądrale" i "guru" ogłaszali, że wręcz "rozjechał" dźwiękowo nasz "Krywań Out of Poland". Jak powiedział kiedyś śp. Witold Pyrkosz jako SS`man w jednym z odcinków "Stawki Większej Niż Życie" - ".... i bez przesady Kloss... bez przesady...." 😎.
...Nobody expects the Spanish inquisition !
ODPOWIEDZ