Wreszcie na spokojnie zapoznałem się z efektami dzisiejszego finału i mogę co nieco dodać od siebie. Jak teraz patrzę na skład TOP10 to właściwie mnie nie dziwi, natomiast kilka godzin temu za nic w świecie bym go nie odgadł

Choć i tak udało mi się trafić całkiem sporo typów, bo z 5 albumów, które wskazałem do czołówki, aż 4 znalazły się w TOP6. W tym jakże kontrowersyjne Budgie. I tutaj kilka słów wyjaśnienia, skąd tak postawiłem: otóż wielu tutejszych bywalców ceni absurdalne poczucie humoru, a z klasycznorockowych zespołów wysoka pozycja tego albumu wydawała mi się najbardziej absurdalna

Jak widać, niewiele się pomyliłem.
A, i trafiłem jazz oraz Polskę z "Pig Inside the Gentleman", przy czym to było dziecinnie łatwe
Najpierw kilka komentarzy do komentarzy. Gdybym miał możliwość, napisałbym je w trakcie prezentacji, ale mogę dopiero teraz.
Crazy pisze: ↑12.07.2025, 20:17
22. Carbon Based Lifeforms - World of Sleepers 95 pkt (SafeMan 28/gharvelt 29/Layla 38)
Muszę przyznać, że te Carbony to w ogóle nie wiem, czym są.
Czymś, czego najprawdopodobniej nie polubisz, niestety. Natomiast jak ktoś jest otwarty elektronikę i nie odrzuca jej lżejszych odmian, w sam raz do chilloutu (może dla tych co lubią z bardziej znanych np. Boards of Canada), to polecam. Akurat "World of Sleepers" jest ich najpopularniejszym, a być może też najlepszym albumem.
Crazy pisze: ↑12.07.2025, 19:30
Pojawia się trudne pytanie: jakim cudem w 2004 roku
Suspended Night zajęło drugie miejsce (!), podczas gdy w 2006
Lontano zaledwie 61? Te płyty są przecież podobne w charakterze, ten sam kwartet, ten sam ECM. Może Suspended Night jest lepsza, Lontano nudnawa, ale nie ma mowy o przepaści. Moja odpowiedź jest taka, że w tym plebiscycie nikt tej płyty nie zgłosił. Owszem, pojawiła się przelotnie w spisie przytoczonym przez
Piotra oraz w wycinkach z serwera
Retromaniaka, ale to było w towarzystwie dziesiątków innych płyt. Ja na przykład zapomniałem na śmierć o tym Lontanie, a szkoda, bo parę punktów bym przemyślał. A piszę to w jednym tylko celu:
rekomendowanie ma sens! Czasem nam się wydaje (zwłaszcza w obliczu losów
Current 93 
), że nikt nie czyta, obojętność, ale różnica w tym Stańce mówi chyba sama za siebie.
Ciekawe spostrzeżenie. Nie potrafię tego wyjaśnić, bo te późne płyty Stańki mnie nie przekonują i uważam, że bardzo daleko im do czasów świetności autora, tj. "Purple Sun", "Jazzmessage From Poland" czy "TWET". Właściwie bardziej niż słaby (na pewno słaby?!) wynik "Suspended Night" dziwi mnie zupełnie niezrozumiałe przecenienie "Suspended Night" w 2004.
Crazy pisze: ↑12.07.2025, 19:41
Zaczyna się robić gęsto od mocnych nazwisk. Jednak tym razem
Bonamassa, Waits a nawet
Cash poza strefą obrazkową. Bonamassa fajny, u mnie gdzieś w orbicie zapunktowania. Do Waitsa niestety nie dotarłem.
Wstyd się przyznać, ale również nie dotarłem do Waitsa, a problem trafnie zdiagnozował
esforty, czyli rozmiar. To jedyny album Waitsa od "Swordfishtrombones" w górę, którego nie znam, a za którego planuję się zabrać od lat, i pewnie jeszcze trochę w tej poczekalni spędzi... Z pozycji 43-46 znam tylko Hammers of Misfortune oraz Becka, choć akurat Beck z tego rocznika wg mnie nieszczególny.
Crazy pisze: ↑12.07.2025, 20:42
19. Sparks - Hello Young Lovers 99 pkt (gharvelt 40/alternativepop 19/Layla 40)
Dwa złote medale dla niejakich
Sparks. Ja znam
Melvin Sparks, choć mi się nie zmieścił, a także
Melvins, jednych i drugich mamy w zestawieniu, a tu jeszcze Sparks. Wypadałoby posłuchać wobec takiej deklaracji z Krakowa. Póki co słuchałem tylko otwierającego, całkiem ekscentrycznego numeru z linka od
gharvelta, więc ode mnie drugi utwór,
o perfumach (chyba). Całkiem to interesujące!
Fajnie, że trafił się jeszcze jeden głos oprócz mnie i Layli, aczkolwiek polecam ponownie także innym, bo wydaje mi się, że niektórym może się spodobać. Tym bardziej, że Sparks to bądź co bądź rozpoznawalna marka i ich płyty z 70s były tutaj doceniane. Melvina Sparksa ani Melvins za to jeszcze nie słuchałem.
Wracając do rezultatów:
- niemal cała pierwsza dziesiątka to niestety
nie moja muzyka. Killing Joke lubię wyłącznie najwcześniejsze płyty, "On an Island" mnie nie uwiera, ale też nie dostrzegam powodów żeby dać tej płycie więcej niż max kilka punktów, Muse szczerze nie cierpię (mój ścisły antytop, obok zespołu na R.). Bat for Lashes poznałem kilka dni temu, pomimo zniechęcającej rekomendacji, czyli porównania do Björk, nawet OK, choć nie na listę. Natomiast Amy Winehouse to w ogóle ciekawy przypadek, bo do dziś oprócz kojarzenia personaliów nie znałem twórczości tej artystki w ogóle, nawet żadnego krótkiego kawałka. Posłuchałem i doszedłem do wniosku, iż całkiem niezły głos, a płyta spójna, ciekawe brzmienie. Nie wykluczam umieszczenia na liście, gdyby sięgnął kilka dni wcześniej.
- z drugiej dziesiątki nic mi nie mówi wyłącznie nazwa Colour Haze. Gov't Mule przesłuchałem dziś, ale cóż, nie te klimaty, choć niby południową muzykę bardzo lubię (za to okładka super, i osioł, i ta limuzyna!).
- z trzeciej dziesiątki trochę się zebrało do posłuchania: Autumn Suite (40 punktów od Talerza bardzo mnie zaskoczyło!), Bennie Maupin, a może też wreszcie sprawdzę ten cały zespół, którego nazwy nie potrafię wymówić, tj. 2Tm2,3

- im dalej w las, tym więcej drzew, czyli rzeczy których dopiero będę chciał posłuchać. M.in. Rodrigo Y Gabriela, Otis Taylor, Neuma, John Foxx & Louis Gordon, Tinariwen (o, tego na RYMie nie wyłapałem, bo tam pokazuje 2007 niestety), Frank Wright i wiele innych, w tym też takich co otrzymały niewysokie, pojedyncze głosy.
Ogólnie, jak to we wszystkich współczesnych rocznikach, rozjazd ogromny, a punktów wspólnych niezbyt wiele. Wbrew opiniom niektórych malkontentów, to wcale nie dowodzi słabości nowszej muzyki. W tym nieprzebranym gąszczu można szukać i trafiać na kolejne wartościowe niespodzianki latami, oczywiście o ile ktoś chce się otworzyć na poszukiwania nowego, a nie tylko słuchanie ponownie tego samego. W takim 1969 czy 1970 zasoby są zdecydowanie bardziej ograniczone, coraz trudniej o odkrycia, zwłaszcza mając już pewne osłuchanie z tamtej epoki. Stąd nic dziwnego, że tam możemy wskazywać pewne kanony, natomiast współcześnie to zadanie niewykonalne.
Gratulacje dla najbardziej i najmniej mainstreamowego uczestnika we wskaźniku głównonurtowca. Do tego drugiego procentowo sporo mi zabrakło, ale jednak i tak mniej niż
B.J.-owi, a to już pewien sukces, he he.
Na koniec ogromne podziękowania dla Ojców Prowadzących
Crazy i
Monstrualny Talerz jak zwykle wykonali doskonałą robotę. Było warto dołączyć, liczę też na 2007 w nieodległej przyszłości

BTW od razu zaznaczam, żeby nikt zainteresowany nie przegapił, że w 2007 też pojawi się LCD Soundsystem, również znakomite!