ALBUM ROKU 2007
Moderatorzy: Bartosz, Dobromir, gharvelt, Moderatorzy
-
esforty
- limitowana edycja z bonusową płytą
- Posty: 4932
- Rejestracja: 26.01.2010, 11:45
- Lokalizacja: Łódź
Re: ALBUM ROKU 2007
!!! - Myth Takes, płyta jest na tidalu.
Mieszanie Gilmoura z Zappą, to trochę nieporozumienie. Tu są inne horyzonty oczekiwań i aspiracji, eufemistycznie.
Tych proponowanych archiwalnych od Zappy nie znam, tymczasem.
Ale pamięć podpowiada, że Jego koncertowe wyczyny to zwykle nowe doświadczenie. Coś tam sobie obiecuję przy poznawaniu, szczególniej przy Wazoo.
Archiwalny materiał ( nie wydany wcześniej) to z jednej strony pomysł ryzykowny by umieszczać ten w bieżącym/omawianym czasie a z drugiej pokazuje, że niedaleko jabłko od jabłoni.
Ot taki Dälek zestawiany choćby z wyżej wspomnianą Wazoo pokazuje gdzie przesuwa się środek ciężkości estetycznych zmian.
Mieszanie Gilmoura z Zappą, to trochę nieporozumienie. Tu są inne horyzonty oczekiwań i aspiracji, eufemistycznie.
Tych proponowanych archiwalnych od Zappy nie znam, tymczasem.
Ale pamięć podpowiada, że Jego koncertowe wyczyny to zwykle nowe doświadczenie. Coś tam sobie obiecuję przy poznawaniu, szczególniej przy Wazoo.
Archiwalny materiał ( nie wydany wcześniej) to z jednej strony pomysł ryzykowny by umieszczać ten w bieżącym/omawianym czasie a z drugiej pokazuje, że niedaleko jabłko od jabłoni.
Ot taki Dälek zestawiany choćby z wyżej wspomnianą Wazoo pokazuje gdzie przesuwa się środek ciężkości estetycznych zmian.
Nie ma takiego naleśnika, który nie wyszedłby na dobre. H. Murakami
Re: ALBUM ROKU 2007

SBB - The Rock
Weterani nie dostaną punktów za zasługi, czy za to że im się dalej chce. Płyta jako całość jest solidna, w środku może nieco się rozwadnia, ale kiedy przybywa Pielgrzym wszystko wraca na właściwe tory. Wiersz Norwida zyskał godną oprawę i wzbudza też niemenowskie skojarzenia.
A ponadto bratanki wnoszą nieco kolorytu, w tym to zamknięcie jak z Omegi (choć bardziej na miejscu jest wspomnieć o Locomotiv GT).
Proszę o dopisanie.
Re: ALBUM ROKU 2007
Przesłuchałem wszystkich linkowanych utworów, oprócz tych z soundclouda, bo mi się coś kazało logować (potem jakoś to wykombinuję, ale gdzie indziej znajdę). Właściwie wszystko odebrałem jako interesujące, tylko nie wiem trochę, czego się uchwycić. Nie mogę powiedzieć, żeby coś mi wyraźnie zapadło w pamięć i że w związku z tym chcę pociągnąć wątek i poznać całość. Z drugiej strony wszystkie całości mógłbym chcieć poznać, ale liczyłem, że w naturalny sposób stworzy się jakaś lista preferencjiMaciek pisze: ↑11.11.2025, 16:19 Ciąg dalszy z półki:
Nemezis - Inbetween
Ważna dla mnie płyta. Zasadniczo ambient, ale nie wpadający w banał (Kucz, Bocinski, Pawlak, Staniecki). Jeśli są jakieś właściwe momenty, w których użycie nadużywanego określenia oniryczny może być uzasadnione, to jest to właśnie jeden z nich. Płycie (i koncertom) towarzyszyły bardzo dobre wideoklipy (Malwina De Brade), podbijające warstwę muzyczną o jeden szczebel.
https://www.youtube.com/watch?v=_8oJalWJNZw
https://www.youtube.com/watch?v=sr_Oi07Sycg
https://www.youtube.com/watch?v=p11EQVsm5kI
Matplaneta - Same
Szalone trio z Wrocławia (Marcel Arp, Darek Ju-Ghan, Tomasz Matusiak) dryfujące gdzieś na postyassowych wodach, niestety tylko z jedną płytą na koncie. Dla stęsknionych za Robotobibokiem.
https://www.youtube.com/watch?v=Khiyqdfo4Us
https://www.youtube.com/watch?v=xYokD8vnFCM
Graal - Live in Bohema
Gralak, Richter, Skolik, Duży, Korecki, Kiniorski, Pospieszalski (Mateusz), Wojtasik. Płyta to wypadkowa tych nazwisk, przesunięta w kierunku odważnej improwizacji. Bywa niełatwo
https://www.youtube.com/watch?v=gSDnO_j_nag
Styczyński, Marek - Cyber Totem
Solowa płyta połowy Karpat Magicznych (chociaż Anna Nacher też się tu udziela). Słowiańskie, a precyzując - karpackie Dead Can Dance, w odsłonie bardziej ascetycznej
https://soundcloud.com/requiem-records- ... quiem-2007
Tomasz Gvincinski & Klub Samotnych Serc Pułkownika Tesko
Czyli co by było, gdyby to Gwinciński dowodził i pociągnął dalej Kury. We wszystkich recenzjach pojawia się zgodnie opinia, że wokal nie jest najmocniejszą stroną lidera, zatem uwagę należy skierować w stronę tekstów i muzyki (Mieduwalszczycy!)
https://soundcloud.com/tomasz-gwincinsk ... walszczycy
Konikiewicz - My Room 101
Trio (lider + sekcja), któremu pomysłów nie brakowało, ale w ich ferworze ogólna koncepcja chyba gdzieś ulatuje. Elektronika, groove, fusion
https://www.youtube.com/watch?v=sSnkxlwcc20
W ogóle tak sobie mi idzie przesłuchiwanie różnych propozycji z rocznika - właśnie dlatego, że choć sporo rzeczy mi się podoba, to jakoś niczego nie zapamiętuję. Tak samo z tymi bardziej znanymi i stojącymi na bezpieczniejszych pozycjach wykonawcami, o których pisałem ostatnio: McCartney, Fish, Anekdoten - wszystko mi się podobało, ale co tam właściwie było?
p.s. Maciek, a propos "co tam było": w teledysku do Nemezis - La rotunde są te zapętlone kadry filmowe i ogólnie wydają się dobrze znane, ale jakoś rozgryzłem tylko Casablankę i Personę. Kim np. jest ta tańcząca pani z telefonem?
jeżeli nam zabraknie sił
zostaną jeszcze morze i wiatr
zostaną jeszcze morze i wiatr
- Retromaniak
- limitowana edycja z bonusową płytą
- Posty: 4198
- Rejestracja: 13.03.2021, 15:39
- Lokalizacja: Niemcy / Bydgoszcz
Re: ALBUM ROKU 2007
Moore, Gary - Close as You Get
10 / 51:45
Tracklista:
---------------
01. If the Devil Made Whisky - 2:47 https://youtu.be/WXefAUkwo8s?si=qY-e1n2-dXlSvyE1
02. Trouble at Home - 5:00 https://youtu.be/yP3EJS1jNbM?si=dXL_FvEo-ppSf5hc
03. Thirty Days (Chuck Berry) - 3:16 https://youtu.be/1mNyzWUGvXc?si=cgkmUcN03xmUdIOq
04. Hard Times - 3:04 https://youtu.be/VlJ3tmwfxSI?si=ThlxIUi4lRkqCLFW
05. Have You Heard (John Mayall) - 5:49 https://youtu.be/65_8lAMrhGw?si=squMpKzowddQp1Eo
06. Eyesight to the Blind (Sonny Boy Williamson) - 2:34 https://youtu.be/1WVePD0Invo?si=EpJIyQ93ToPFRXuy
07. Evenin' - 5:48 https://youtu.be/n4c8yzlhwLQ?si=BGc7CnzvF2r0hWGr
08. Nowhere Fast - 3:39 https://youtu.be/2F3pbtEUTZ8?si=ztk2JxPcjvABbruE
09. Checkin' Up on My Baby (Sonny Boy Williamson) - 5:24 https://youtu.be/Y5kf7hLuU9g?si=EVeMoUC5X5aTu6xA
10. I Had a Dream - 7:17 https://youtu.be/rInsO2m_pXk?si=LwIG8UBBDsc4Pzsd
11. Sundown (Son House) - 7:07 https://youtu.be/J7jxE0EHfFE?si=vUBVnU6KzrwAoZn1
Skład:
-----------
Gary Moore - vocals, guitar
Vic Martin - keyboards
Pete Rees – bass
Brian Downey - drums
Gościnnie:
----------------
Mark Feltham – harmonica (4,9)
Ian Taylor, Gary Moore - producer
Ian Taylor, Francesco Cameli - recording engineer
Jonathan Tayler-Webb, Joshua Blair - assistant engineer
Ian Taylor - mixing
Jonathan Tayler-Webb - mixing assistant
Sean Magee - mastering engineer
Stuart Green - artwork
Sam Scott-Hunter - photography
„Jeśli diabeł stworzył whisky, to musiał stworzyć też moją kobietę” – fajnie jest takim wersem zacząć płytę. Do tego słyszymy przesterowaną gitarę i ten niepowtarzalny głos. To może być tylko Gary Moore.
Ten wybitny gitarzysta zmarł niestety, w lutym 2011 roku, w wieku 59 lat.
„Close as You Get” to jego przedostatni studyjny album nagrany za życia.
Muszę przyznać, że słyszałem go jedyny raz, w 2007 roku, gdy nagrałem tę płytę na mój serwer.
Dzisiaj leci ona u mnie już trzeci raz. Tyle kapitalnych ballad, no i te covery...
Gdzieś przeczytałem o tym albumie takie fajne zdanie, że muszę je wam zacytować:
„Biorąc pod uwagę, jak w dzisiejszej muzyce styl jest przedkładany nad treść, miło jest móc przegryźć coś, gdzie mięso jest ważniejsze od sera”
I jeszcze fragment rozmowy z Moorem na portalu „Gitarzysta”:
„To najbardziej bluesowa płyta w mojej karierze! Na tym krążku gram takie rzeczy, jakich nie grałem jeszcze nigdy wcześniej. Nigdy nie myślałem, że kiedyś wykonam piosenkę Sona House’a, "Sundown". Nie podejmowałem się pewnych tematów, bo myślałem, że one mnie zwyczajnie przerastają. Zaczęło się od tego, że przygotowałem dla rozgłośni Planet Rock serię audycji bluesowych, na których prezentowałem muzykę z czasów mojego dzieciństwa. Projekt zakładał trzydzieści piosenek, a w sumie miało być wyemitowanych sześć audycji. Grzebiąc się w starociach, trafiłem na wiele wspaniałych utworów. Zaprezentowałem między innymi piosenkę "Thirty Days" Chucka Berry’ego - chociaż zagrałem ją bardziej w stylu up-tempo, coś na wzór Johnny’ego Wintera.”
„Jest tu bardzo dużo gitary, ale jestem naprawdę dumny z tej produkcji, a przede wszystkim z wolnych solówek. W starym utworze "Have You Heard" zespołu Bluesbreakers kusiło mnie, żeby skopiować solówkę Claptona, ale wiem, że to by nie miało żadnego sensu, ponieważ nikt nie zagrałby tego tak jak on. Przez wzgląd na szacunek dla Claptona w pewnym momencie zawahaliśmy się, czy w ogóle powinniśmy zabierać się za ten kawałek, ale ostatecznie bardzo się cieszę z uzyskanego rezultatu. Jestem też dumny z utworu "Trouble At Home", który utrzymany jest w tonacji D-moll. Udało mi się uzyskać wspaniałe brzmienie - grałem na Les Paulu podpiętym do wzmacniacza Fender Vibroverb, a do tego na obu przetwornikach. Nagrywając tę płytę, odnalazłem kilka nowych brzmień, takich jak na przykład slide w pierwszym utworze, który bardzo mi się podoba. Przypomina to trochę slide Jeremy’ego Spencera na płytach Fleetwood Mac, ale jest nieco mocniejszy i bardziej brudny. Z kolei w utworze "I Had A Dream" gram na Telecasterze. Jest to ballada zawierająca arpeggia, zagrana w skali durowej. Zresztą jest to jedyna kompozycja na tej płycie o tak wyraźnie durowym charakterze. Krążek nagrywaliśmy w starym składzie: Brian na bębnach, Vic Martin na klawiszach, Pete Rees na basie i ja. Zaprosiliśmy tylko jednego muzyka z zewnątrz - był to Mark Feltham z Nine Below Zero, który zagrał na harmonijce. To była najbardziej relaksująca sesja nagraniowa, w jakiej kiedykolwiek uczestniczyłem. Wokal nagrywaliśmy na bieżąco - kończyliśmy kawałki w całości. Nie było takiego dnia, gdy budziłem się z myślą, że akurat dziś mamy nagrywać wokal.”
Ten album będzie u mnie wysoko punktowany.
Proszę dopisać do listy.
10 / 51:45
Tracklista:
---------------
01. If the Devil Made Whisky - 2:47 https://youtu.be/WXefAUkwo8s?si=qY-e1n2-dXlSvyE1
02. Trouble at Home - 5:00 https://youtu.be/yP3EJS1jNbM?si=dXL_FvEo-ppSf5hc
03. Thirty Days (Chuck Berry) - 3:16 https://youtu.be/1mNyzWUGvXc?si=cgkmUcN03xmUdIOq
04. Hard Times - 3:04 https://youtu.be/VlJ3tmwfxSI?si=ThlxIUi4lRkqCLFW
05. Have You Heard (John Mayall) - 5:49 https://youtu.be/65_8lAMrhGw?si=squMpKzowddQp1Eo
06. Eyesight to the Blind (Sonny Boy Williamson) - 2:34 https://youtu.be/1WVePD0Invo?si=EpJIyQ93ToPFRXuy
07. Evenin' - 5:48 https://youtu.be/n4c8yzlhwLQ?si=BGc7CnzvF2r0hWGr
08. Nowhere Fast - 3:39 https://youtu.be/2F3pbtEUTZ8?si=ztk2JxPcjvABbruE
09. Checkin' Up on My Baby (Sonny Boy Williamson) - 5:24 https://youtu.be/Y5kf7hLuU9g?si=EVeMoUC5X5aTu6xA
10. I Had a Dream - 7:17 https://youtu.be/rInsO2m_pXk?si=LwIG8UBBDsc4Pzsd
11. Sundown (Son House) - 7:07 https://youtu.be/J7jxE0EHfFE?si=vUBVnU6KzrwAoZn1
Skład:
-----------
Gary Moore - vocals, guitar
Vic Martin - keyboards
Pete Rees – bass
Brian Downey - drums
Gościnnie:
----------------
Mark Feltham – harmonica (4,9)
Ian Taylor, Gary Moore - producer
Ian Taylor, Francesco Cameli - recording engineer
Jonathan Tayler-Webb, Joshua Blair - assistant engineer
Ian Taylor - mixing
Jonathan Tayler-Webb - mixing assistant
Sean Magee - mastering engineer
Stuart Green - artwork
Sam Scott-Hunter - photography
„Jeśli diabeł stworzył whisky, to musiał stworzyć też moją kobietę” – fajnie jest takim wersem zacząć płytę. Do tego słyszymy przesterowaną gitarę i ten niepowtarzalny głos. To może być tylko Gary Moore.
Ten wybitny gitarzysta zmarł niestety, w lutym 2011 roku, w wieku 59 lat.
„Close as You Get” to jego przedostatni studyjny album nagrany za życia.
Muszę przyznać, że słyszałem go jedyny raz, w 2007 roku, gdy nagrałem tę płytę na mój serwer.
Dzisiaj leci ona u mnie już trzeci raz. Tyle kapitalnych ballad, no i te covery...
Gdzieś przeczytałem o tym albumie takie fajne zdanie, że muszę je wam zacytować:
„Biorąc pod uwagę, jak w dzisiejszej muzyce styl jest przedkładany nad treść, miło jest móc przegryźć coś, gdzie mięso jest ważniejsze od sera”
I jeszcze fragment rozmowy z Moorem na portalu „Gitarzysta”:
„To najbardziej bluesowa płyta w mojej karierze! Na tym krążku gram takie rzeczy, jakich nie grałem jeszcze nigdy wcześniej. Nigdy nie myślałem, że kiedyś wykonam piosenkę Sona House’a, "Sundown". Nie podejmowałem się pewnych tematów, bo myślałem, że one mnie zwyczajnie przerastają. Zaczęło się od tego, że przygotowałem dla rozgłośni Planet Rock serię audycji bluesowych, na których prezentowałem muzykę z czasów mojego dzieciństwa. Projekt zakładał trzydzieści piosenek, a w sumie miało być wyemitowanych sześć audycji. Grzebiąc się w starociach, trafiłem na wiele wspaniałych utworów. Zaprezentowałem między innymi piosenkę "Thirty Days" Chucka Berry’ego - chociaż zagrałem ją bardziej w stylu up-tempo, coś na wzór Johnny’ego Wintera.”
„Jest tu bardzo dużo gitary, ale jestem naprawdę dumny z tej produkcji, a przede wszystkim z wolnych solówek. W starym utworze "Have You Heard" zespołu Bluesbreakers kusiło mnie, żeby skopiować solówkę Claptona, ale wiem, że to by nie miało żadnego sensu, ponieważ nikt nie zagrałby tego tak jak on. Przez wzgląd na szacunek dla Claptona w pewnym momencie zawahaliśmy się, czy w ogóle powinniśmy zabierać się za ten kawałek, ale ostatecznie bardzo się cieszę z uzyskanego rezultatu. Jestem też dumny z utworu "Trouble At Home", który utrzymany jest w tonacji D-moll. Udało mi się uzyskać wspaniałe brzmienie - grałem na Les Paulu podpiętym do wzmacniacza Fender Vibroverb, a do tego na obu przetwornikach. Nagrywając tę płytę, odnalazłem kilka nowych brzmień, takich jak na przykład slide w pierwszym utworze, który bardzo mi się podoba. Przypomina to trochę slide Jeremy’ego Spencera na płytach Fleetwood Mac, ale jest nieco mocniejszy i bardziej brudny. Z kolei w utworze "I Had A Dream" gram na Telecasterze. Jest to ballada zawierająca arpeggia, zagrana w skali durowej. Zresztą jest to jedyna kompozycja na tej płycie o tak wyraźnie durowym charakterze. Krążek nagrywaliśmy w starym składzie: Brian na bębnach, Vic Martin na klawiszach, Pete Rees na basie i ja. Zaprosiliśmy tylko jednego muzyka z zewnątrz - był to Mark Feltham z Nine Below Zero, który zagrał na harmonijce. To była najbardziej relaksująca sesja nagraniowa, w jakiej kiedykolwiek uczestniczyłem. Wokal nagrywaliśmy na bieżąco - kończyliśmy kawałki w całości. Nie było takiego dnia, gdy budziłem się z myślą, że akurat dziś mamy nagrywać wokal.”
Ten album będzie u mnie wysoko punktowany.
Proszę dopisać do listy.
Największe muzyczne archiwum na Spotify
-
esforty
- limitowana edycja z bonusową płytą
- Posty: 4932
- Rejestracja: 26.01.2010, 11:45
- Lokalizacja: Łódź
Re: ALBUM ROKU 2007
Zacznę od młodszej płyty Buffalo, nawet jeśli trwa to 140 minut, nawet jeśli jest za dużo słowa, nawet jeśli jest za dużo gitary (dla mnie
Frank, wypierdol 2/3, i będzie genialnie...
to i tak całość jest do zapamiętania na tle 2007 roku i na tle koncertowych albumów Zappy, bo w końcu pamiętamy, iż Artysta to nie był mistrz lakoniczności.
Zaś Wazoo to już klejnot by Zappa, bo ledwie (
Nie ma takiego naleśnika, który nie wyszedłby na dobre. H. Murakami
Re: ALBUM ROKU 2007

No to jeszcze jeden koncert, aczkolwiek inny gatunkowo, choć podobnie wysokiej jakości. Wydarzenie jednorazowe, które odbyło się w PR3 6 czerwca 2002 r., jako wyraz hołdu ku pamięci wyjątkowego Twórcy, który odszedł kilka lat wcześniej. Koncert poprowadził refleksyjny, jedyny i niepowtarzalny Andrzej Poniedzielski, a wśród wykonawców nie zabrakło czołowych postaci polskiej piosenki, którym akompaniowali znakomici jazzmeni (Jagodziński, Miśkiewicz, Bartkowski, Cegielski, Nahorny, Strobel). Płytę przepełnia liryzm, paleta emocji i nuty żywe jak liście drzew na wiosnę, budzące chęć życia, jak pąki młodych kwiatów. Pamiętajmy o ogrodach
Proszę o dopisanie:
Trójka Live! Piosenki Jonasza Kofty
-
esforty
- limitowana edycja z bonusową płytą
- Posty: 4932
- Rejestracja: 26.01.2010, 11:45
- Lokalizacja: Łódź
Re: ALBUM ROKU 2007

David Torn - Prezens
Mało kto kupuje dziś płyty bez wcześniejszego, choćby, <kartkowania>... gdyby jednak, to włożony do odtwarzacza dysk (nie ma wersji winylowej, o ile wiem) Prazens , gdzieś na wysokości piątej minuty, skłania nabywcę do gruntowniejszego oglądu okładki- kupiłem ECM, a tu jakiś Chess Records pobrzmiewa
Ta eklektyczność, myślę, służy całości na tyle, że odsłuchując Cloud About Mercury, którą pozwoliłem sobie zapomnieć, gotów jestem wyrazić pewną wątpliwość co do istotności płyty z 87. Wiem, wiem, ta deklaracja wywoła uśmiech politowania w Gliwicach i W-wie, przynajmniej w sensie geograficznym. Trudno, narażam się, ale obecność tych zwrotów akcji kręci bardziej niż jednorodny sound tej sławniejszej, a jeszcze te plastikowe bębny powiększają dystans.
Z drugiej strony Prezens to nie jakiś <taniec derwisza> p. Torn, ale jak już wspominałem, nadal nie dosłuchałem się płyty na podium... chociaż polecona Wazoo, spełnia kryteria na złoty medal, mimo archiwalnego rodowodu i byłaby osobnym zdaniem wobec powszechnej niechęci, o której wspominał szanowny B.J.
Nie ma takiego naleśnika, który nie wyszedłby na dobre. H. Murakami
Re: ALBUM ROKU 2007
W tym roczniku nie brakuje dużych nazwisk jazzowych, mamy Metheny'ego, Mehldaua, Motiana z Frisellem i Lovano, Jarretta z Peacockiem i DeJohnettem, Breckera...o tej gromadce być może innym razem. W niniejszym wpisie o petardzie (IMO, oczywiście) w postaci
Esbjoern Svensson Trio - Live in Hamburg.
To album ułożony i zagrany zgodnie z hitchcockowską receptą na sukces: zaczyna się od trzęsienia ziemi (impro i solówki w Tuesday Wonderland i The Rube Thing) po czym napięcie rośnie (z kulminacją w Dolores in Shoestand i mocarnym Behind the Yashmak na ostatni bis).
Płytę wypełniają w większości perfekcyjnie improwizowane kompozycje z poprzedniorocznikowej Tuesday Wonderland, której dałem 35 pkt. Tej zatem powinienem dać więcej...i nie będę się wahał, bowiem to wielki album jest.
Esbjoern Svensson Trio - Live in Hamburg.
To album ułożony i zagrany zgodnie z hitchcockowską receptą na sukces: zaczyna się od trzęsienia ziemi (impro i solówki w Tuesday Wonderland i The Rube Thing) po czym napięcie rośnie (z kulminacją w Dolores in Shoestand i mocarnym Behind the Yashmak na ostatni bis).
Płytę wypełniają w większości perfekcyjnie improwizowane kompozycje z poprzedniorocznikowej Tuesday Wonderland, której dałem 35 pkt. Tej zatem powinienem dać więcej...i nie będę się wahał, bowiem to wielki album jest.
Re: ALBUM ROKU 2007
Słucham i fajne.
Równocześnie - z innej beczki - natknąłem się szukając czegoś na wzmiankę o zespole Grinderman i jego pierwszej płycie, co tylko sygnalizuję, gdyż nie mam kompetencji się wypowiadać, ale jest tu wielu miłośników Artysty, to może coś ktoś zarekomenduje. A może nie warto?
Co mi się jeszcze z Waszych poleceń podoba?
Bardzo porządny, solidny album. Jest kilka płyt Morse`a, które bardziej mi podchodzą, ale i tej (wielokrotnie) wysłuchałem z satysfakcją.gharvelt pisze: ↑06.11.2025, 02:12 Morse, Neal - Sola Scriptura
Dyskografia Neal Morse'a jest dość obfita, aczkolwiek jeśli napiszę, że to właśnie concept album "Sola Scriptura" jest jego opus magnum, nie powinno to wzbudzić kontrowersji. Połączenie współczesnego rock progresywnego, cięższych brzmień oraz chrześcijańskiej tematyki. Nie brak wirtuozerii czy wybijających się riffów, udanych przejść i ujmujących harmonii. Oczywiście smaczków jest znacznie więcej, tu gospelowe chórki, tam trochę brzmień latynoskich (jak na wczesnym Spock's Beard), gdzie indziej chwile akustycznego wyciszenia pośród galopady partii symfonicznych. Bardzo dobre kompozycje, świetna produkcja.
The Door
3 kawałki, ale rzeczywiście Cherry Red można pominąć.Clive Codringher pisze: ↑06.11.2025, 12:47 Earthless - Rhythms from a Cosmic Sky
Drugi album zespołu specjalizującego się w długaśnych, instrumentalnych kawałkach spacerockowych. Tylko 2 kawałki, ale sporo solidnego łojenia.
Cdn.
Re: ALBUM ROKU 2007
3,57 to mocne 7/10, co pominąwszy referencyjność RYM, nie jest taki zły wynik. Płyta dobra i ciekawa, a jak ktoś ceni Pana Roberta, to na powinien być kontent. Ja nie jestem fanem, ale mam na półce. Magazyn The Wire uznał, że to najlepszy album roku.esforty pisze: ↑08.11.2025, 10:56Robert Wyatt - Comicopera
To nie najlepsze wydawnictwo p. Roberta, ale na 2007 może być. Emocjonalna gmatwanina, pełna brzmieniowych zwrotów jak to u Niego.
Powszechnie chwalona, ale od bywalców RYM-u to ledwie 3,57 i istnieje podejrzenie, iż ta estetyczna kontynuacja, zwyczajnie, przejadła się słuchaczom.
Gdyby jednak znać tylko tę, to nie ma się do czego przyczepić. Mniej tu Canterbury Scene, a więcej jazzu i melancholii.
To trzecia część tryptyku: Shleep (arcydzieło) - Cuckooland - Comicopera ( w zawartości kilka błahostek nie licujących ze skalą talentu).
No ładnie grają i śpiewają ci Indianie! I Indianki. Macki kanterburyjskie sięgają daleko.MediaBanda – Dinero Y Terminación Nerviosa
Dużo więcej Canterbury Scene w wydaniu , UWAGA, chilijskim (!), proponuje MediaBanda.
W estetykę, tym razem, pobryzganą latynoskim talentem do melodii, wpisują się też kobiece wokale i głosy: Arlette Jequier i Regina Crisosto. Raz jest melodyjniej (ale z umiarem) a innym razem rozglądamy się czy ktoś nie zamienił płyty na jakąś z katalogu Ivy Bittovej'
To jest jednak ponad 90 minut muzyki i jakaś edycja byłaby niezbędna, pewne skupienie pomysłów wyniosłoby album wyżej.
Dobre. Kojarzy mi się ze Skalpelem. Fajne smugi dźwięków i repetycje bębnów.Maciek pisze: ↑09.11.2025, 13:04Janusz Zdunek + Marienburg - Pop Dom
Kolejny po 4Syfon i 5Syfon muzyczny projekt Janusza Zdunka, już w innym składzie i w nieco bardziej ułożonej, melodyjnej i albumowej formie. Lubiłem słuchać tej i innych płyt formacji kiedyś, chętnie wracam też do nich dziś. Dużo trąbki, elektronika, efekty, trans, melodie.
https://www.youtube.com/watch?v=K_kPiszRFjY
Świetna rzecz. Nie jestem miłośnikiem ani znawcą sztuki Klausa, ale ta muzyka mnie ujęła. Bardzo pozytywne zaskoczenie.Schulze, Klaus - Kontinuum
Jedna z najlepszych płyt Klausa z XXI wieku, jedna z moich ulubionych jego płyt w ogóle. Pamiętam z jakim podekscytowaniem czekałem na jej premierę, byłem ciekaw czy dorówna bardzo dobremu Moonlake i pamiętam, jak bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. W okresie 2007-2008 był to na pewno jeden z najczęściej słuchanych przeze mnie albumów.
https://www.youtube.com/watch?v=UkXeOMSwdZQ
Dla porządku dodam, że chodzi o album Encore. Bardzo miłe granie, żeniące współczesne, lekko może haczące o smooth jazz brzmienia z bogactwem MPB lat 70. Dołączam do polecenia.gharvelt pisze: ↑09.11.2025, 19:51Nie wiem, jak do tego doszło, że wcześniej nie trafiłem na ten album. Jakimś dziwnym trafem zdawało mi się, że Arthur Verocai to artysta jednej płyty, tej rewelacyjnej z 1972 roku. Dzięki za rekomendację, trafiona. "Bis", jeden z utworów nagranych we współpracy z brazylijską grupą Azymuth, świetny, choć to nie jedyny mocny punkt albumu - mnie tak naprawdę przekonał już otwierający kawałek "Tupã tupi". Będzie sporo punktów, zachęcam frakcję MPB do mobilizacjiMonstrualny Talerz pisze: ↑04.11.2025, 00:19 Arthur Verocai - coś jeszcze więcej napiszemy o tej płycie i tym artyście, ale na początek Plebiscytu 2007 niech zabrzmi ta świetna piosenka - jak to możliwe że tak fantastyczny przebój ma tylko 60 tyś wyświetleń???
Bis
https://www.youtube.com/watch?v=3kkKEP4 ... rt_radio=1
Jedna z moich ulubionych płyt MPB - gdyby była nagrana na początku lat 70 byłaby absolutną klasyką, a tak pozostaje jej być...dwutysięcznym NKeRem eMPeBu!![]()
- Monstrualny Talerz
- limitowana edycja z bonusową płytą
- Posty: 4573
- Rejestracja: 24.05.2017, 10:29
Re: ALBUM ROKU 2007
Dziękuję za wszystkie propozycje i polecenia. Dodajmy, że Esborn Svenson ma na rymie 3,98!!!
Przy okazji Grubych Ryb i z opisu B.J.a włączyła mi się piosenka "Story of Polish Jazz" - bardzo fajna sprawa, choć to chyba zupełnie nie ten rocznik.
https://www.youtube.com/watch?v=IZzJmtM ... rt_radio=1
Przy okazji Grubych Ryb i z opisu B.J.a włączyła mi się piosenka "Story of Polish Jazz" - bardzo fajna sprawa, choć to chyba zupełnie nie ten rocznik.
https://www.youtube.com/watch?v=IZzJmtM ... rt_radio=1
Re: ALBUM ROKU 2007
Jasne! Zupełnie zapomniałem. To rzecz o zupełnie innym charakterze od większości Cave'a z XXI wieku, bo mało balladowo i mało introwertycznie, za to dużo rzężżenia, trochę dysonansów i różnych wycieczek może nie awangardowych, ale może jednak trochę tak. Inna rzecz, że spośród płyt sygnowanych Bad Seeds ta najbliższa czasem wydania, czyli Dig, Lazarus, Dig jest też stosunkowo najbardziej podobna. Ale Lazarus bardziej po prostu rokendrolowy, a tutaj jednak mniej prostolinijnie. A może prostolinijnie, ale surowo i z trzewiami na wierzchu? Zdecydowanie polecam!
W ogóle to mam jeszcze sporo płyt na półce, o których jeszcze słowa tu nie było, takich raczej mainstreamowych i zdecydowanie dobrych (choć kandydatów na podium poszukiwanych przez esfortego nie podrzucę, ci już tu są
Grinderman - Grinderman, proszę dopisać, i nie wahać się uznać za czołówkę rocznika!
jeżeli nam zabraknie sił
zostaną jeszcze morze i wiatr
zostaną jeszcze morze i wiatr
-
esforty
- limitowana edycja z bonusową płytą
- Posty: 4932
- Rejestracja: 26.01.2010, 11:45
- Lokalizacja: Łódź
Re: ALBUM ROKU 2007
Zatem nie kończmy plebiscytu w tym roku, niech trwa rozpoznanie i rozglądanie się po półce...
Nie ma takiego naleśnika, który nie wyszedłby na dobre. H. Murakami
Re: ALBUM ROKU 2007
Jasne! Rozglądajmy i poznawajmy!
W kontekście plebiscytu w ogóle nie wiadomo, co z taką płytą zrobić
Jestem admiratorem koncertówek i często zajmowały one u mnie najwyższe pozycje. Jednak kiedy głosowałem na Lotusa Santany albo Live Killers Queenów, albo Soul Side Story Armii, to mieliśmy do czynienia z zespołami w szczycie formy, które grały swój mniej lub bardziej, ale bieżący, świeży repertuar. Tutaj mamy natomiast, w znacznej większości, zbiór 'best of' sprzed 30-40 lat i nie mam pojęcia, jak potraktować taki materiał w plebiscycie. Na szczęście to chyba drugorzędny problem 
Bardzo dziękuję za to polecenie - nie znałem posłuchalem i... w sumie nie wiem, co powiedzieć. Wspaniałe utwory, a wykonanie jak najbardziej dobre, bez popisów, ale z klasą; jednak i to, co napisałeś: ogień był przygasł. Słuchając, zatęskniłem za posłuchaniem The Real McCoy, Enlightenment czy Atlantis, mając wrażenie, że tamto to był bardziej "real McCoy". A przecież i ten prawdziwy. Podziw ogarnia, że nadal tak to potrafią.esforty pisze: ↑21.11.2025, 18:22
McCoy Tyner - Quartet
Zacznijmy od tego, że album klasyfikowany jest jako live, ale zrobiono bardzo wiele ( Phil Edwards) by brzmiał jak realizowany w studio.
Jakość tej rejestracji jest rzetelna i może nawet wybitna. Muzyka składa się z kompozycji z najlepszego okresu pianisty (proszę sobie wygooglać repertuar).
Właściwie każdy skład pracujący z Tynerem i fonograficznie utrwalany to muzycy co najmniej interesujący, żeby nie szastać określeniem wybitni. Tak jest i tu, nikt się z nikim nie ściga, porozumienie jest pełne, solówki nie przeciągane (czy to kultura muzyków, czy już wpływ mody z XXI wieku?) publiczność osłuchana nagradza brawami nie przy każdym pyknięciu w: klawisz, werbel, przycisk, strunę...
Lovano szybszy i odważniejszy niż na płytach firmowanych własnym nazwiskiem. McBride/Watts niczym sekcja marzeń, ale wspomniałem: w tym formacie pętaków nie uświadczymy. Zatem płyta roku![]()
No nie, McCoy Tyner w chwili nagrania miał już 68 lat, Jego lewa to już nie ta burząca <czwarte ściany> na koncertach w latach 70-tych, owszem precyzja w panowaniu nad instrumentem, wątpliwości nie budzi, chwalebna powściągliwość prosi się o szacunek... ale ogień już był przygasł.
Ci co stanęli z nim na scenie dopasowali się do dyspozycji Mistrza.
To jest ostatnia z wielkich płyt tego Muzyka, chyba. Jak nie ma czasu to chociaż Sama Layuca, ustawi Wam wgląd w jakość materiału.
W kontekście plebiscytu w ogóle nie wiadomo, co z taką płytą zrobić
jeżeli nam zabraknie sił
zostaną jeszcze morze i wiatr
zostaną jeszcze morze i wiatr
- Monstrualny Talerz
- limitowana edycja z bonusową płytą
- Posty: 4573
- Rejestracja: 24.05.2017, 10:29
Re: ALBUM ROKU 2007
Na spokojnie, na spokojnie. U mnie już listopad, grudzień miało być nieco mniej gęsto w pracy, dlatego założyłem temat, ale zrobiło się po staremu, więc nawet czasu bym nie miał żeby jakoś to poogarniać. Myślę, że zbieranie list rozpoczniemy od 2 stycznia, a może nawet i później, na razie pojawiło się wiele ciekawych propozycji, więc jest czas na zapoznanie się.