Jazz i okolice

Forum podstawowe.

Moderatorzy: Bartosz, Dobromir, gharvelt, Moderatorzy

Awatar użytkownika
Białystok
box
Posty: 9322
Rejestracja: 03.01.2013, 08:21
Lokalizacja: Białystok

Re: Jazz i okolice

Post autor: Białystok »

esforty pisze: 22.05.2025, 09:45
Białystok pisze: 21.05.2025, 19:33 ...
Joe Henderson and Woody Shaw - Jazz Patterns (1970)
...
Wskazuję tę, zakładając iż, Blackstone Legacy , tegoż trębacza, już dociąża białostockie półki z fonograficznymi skarbami 8) .
Zgłębiałem temat i odłożyłem ad acta, gdyż zakup dwupłytowca z reguły oznacza, że i tak go nie przesłucham.
esforty pisze: 22.05.2025, 09:45
Białystok pisze: 21.05.2025, 19:33 ...
Joe Henderson and Woody Shaw - Jazz Patterns (1970)
...
Rozumiem, że decyzja podjęta i tytuł zostaje w sklepie.
W samej rzeczy.
Awatar użytkownika
Białystok
box
Posty: 9322
Rejestracja: 03.01.2013, 08:21
Lokalizacja: Białystok

Re: Jazz i okolice

Post autor: Białystok »

SafeMan pisze: 22.05.2025, 11:21 Miles Smiles

Muszę sobie sprawić na winylu koniecznie!

Ja nie mam ale sobię przypomnę, czy słusznie. To jednak Miles przed In a Silent Way.
esforty
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4942
Rejestracja: 26.01.2010, 11:45
Lokalizacja: Łódź

Re: Jazz i okolice

Post autor: esforty »

akond pisze: 12.06.2025, 20:57 Mam późniejszą o parę lat płytę jego Orchestry: Ashcan Rantings. Też polecam.
https://cleanfeed-records.com/product/ashcan-rantings/
...
Pod linkiem podesłanym przez akonda, jest też okładka, zatem nie wklejam dodatkowo.
Duża porcja muzycznej formy otwartej. Owszem, ciągle mieszczącej się w definicji free-jazz, ale to już nie forma gromadząca się pod sztandarem rewolucji/buntu. W każdym razie nie tylko. Otwartość Adam Lane's Full Throttle Orchestra. trzeba też mierzyć gotowością do eksperymentów z innymi gatunkami i unikami nostalgii za latami 60-tymi, kiedy free karmiło się furią sprzeciwu przeciw mainstreamowi.
Z drugiej strony, stosem pacierzowym jest tu groove od sekcji rytmicznej świetnie dosycany partiami blachy.
I pewnie (jestem po jednym odsłuchu całości) jest to lepiej pomyślane, niż moja inicjacja z Lane'em przy okazji New Magical Kingdom.
Aha, i płyta z 2010, to myślę, pomysł na dotarcie do szerszej publiczności.
Nie ma takiego naleśnika, który nie wyszedłby na dobre. H. Murakami
Awatar użytkownika
mahavishnuu
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4510
Rejestracja: 09.09.2011, 12:43
Lokalizacja: Opole
Kontakt:

Re: Jazz i okolice

Post autor: mahavishnuu »

Wayne Shorter Featuring Milton Nascimento – Native Dancer (1975)

Niniejszy tekst doskonale pasuje zarówno do wątku brazylijskiego, jak i jazzowego. Koniecznie trzeba wspomnieć o roli Miltona Nascimento. Gdyby nie on „Native Dancer” nie miałby tyle uroku. Istotny jest również jego wkład kompozytorski. Co ciekawe, większy niż lidera tego projektu. Shorter skomponował trzy utwory, natomiast Nascimento jest autorem lub współautorem pięciu. Dla osób, które dobrze znały Shortera „brazylijski album” nie był zaskoczeniem. Już wcześniej na jego płytach pojawiały się różne „kanarkowe” wątki: „El Gaucho” na „Adam’s Apple” (1966), jobimowski „Dindi” na „Super Nova” (1969), „Motto Grosso Feio” (wydany w 1974). Koncept „Native Dancer” jest ciekawy. Nagrały go dwie frakcje: „amerykańska” i brazylijska”. Do pierwszej należeli: Wayne Shorter, Herbie Hancock, David Amaro, Jay Graydon, Dave McDaniel. Południowoamerykańską zasilili: Milton Nascimento, Wagner Tiso, Airto Moreira, Robertinho Silva.

Na płycie znajdziemy dziewięć kompozycji. W mniej więcej równych proporcjach pojawiają się instrumentalne i wokalno-instrumentalne. W tych drugich rej wodzi Milton Nascimento, znany z szerokiej skali głosu. Wprawdzie od „Odyssey Of Iska” i „Motto Grosso Feio” minęły zaledwie cztery lata, to jednak muzyka zmieniła się drastycznie. Dysonansowe faktury, złożone rytmy, zakręcone improwizacje schodzą zdecydowane na dalszy plan. Muzyka wypełniająca „Native Dancer” jest melodyjna, uproszczona w sferze rytmicznej, dzięki temu jest bardziej komunikatywna. W dużej mierze dzięki obecności Miltona Nascimento, który w latach 70. wykazywał się dużą inwencją melodyczną. Inna sprawa, że partie wokalne zazwyczaj znacznie poszerzają „bazę społeczną”. Najbardziej znany jest otwierający album „Ponta De Areia”, który jest wzorcowym przykładem syntezy „miękkiego” fusion z brazylianą.

Słuchaczom, które darzą sympatią „Native Dancer”, polecam płytę Nascimento „Milton” (1976). To wręcz siostrzane wydawnictwo. Personalia również robią swoje. Tym razem u znamienitego Brazylijczyka gościnnie pojawiają się: Shorter, Hancock, poza tym jego słynny rodak Airto Moreira. Krótko rzecz ujmując: Musica Popular Brasileira na najwyższym poziomie. Jeśli zaprzyjaźnicie się z tym albumem, warto zrobić kolejny krok. Na przepysznym „Minas” (1975) znajdziemy inną wersję „Ponta De Areia”, czyli utworu otwierającego „Native Dancer”. Która jest lepsza? Obydwie są znakomite!
Awatar użytkownika
Maciek
box
Posty: 9070
Rejestracja: 15.04.2007, 02:31

Re: Jazz i okolice

Post autor: Maciek »

Oba tytuły na półce :)
Często do nich wracam i tak jak trafnie zauważyłeś - to niemal bliźniacze płyty, dlatego na ogół słucham jednej po drugiej. Ten album Shortera sprawdza się też znakomicie, jeśli chce się wprowadzić kogoś delikatniejszego w świat jazzu lub MPB, ale nie chce się go przy tej okazji wystraszyć i zniechęcić do gatunku. Tu wszystko wchodzi i przenika wewnątrz wręcz samo i niepostrzeżenie. ;)
Adoptuj, adaptuj i ulepszaj.
Awatar użytkownika
mahavishnuu
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4510
Rejestracja: 09.09.2011, 12:43
Lokalizacja: Opole
Kontakt:

Re: Jazz i okolice

Post autor: mahavishnuu »

Jak najbardziej. „Native Dancer” może być dobrą furtką do jazzowego świata. Gdyby początkująca osoba najpierw przypadkowo sięgnęła po trzy wcześniejsze albumy Shortera („Super Nova”, „Odyssey Of Iska”, „Moto Grosso Feio”), mogłaby na długo zniechęcić się do dalszych eksploracji. Elementy fusion dla części osób może i byłyby atrakcyjne, ale niemała dawka free zapewne osłabiłaby entuzjazm. Rzecz jasna, nie jest to wszechobowiązująca reguła, bo niektórzy lubią uskuteczniać skoki do głębokiej wody. Z drugiej strony, istnieje możliwość, że „Native Dancer” niekoniecznie zachwyci jazzowych ortodoksów. Lżejsze klimaty, partie wokalne, melodyjność, brazyliana. Mogą pojawić się nieprzyjemne skojarzenia.
esforty
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4942
Rejestracja: 26.01.2010, 11:45
Lokalizacja: Łódź

Re: Jazz i okolice

Post autor: esforty »

Trochę się zżymam na to Twoje 《przypadkowo sięgnął》. Wymienione tytuły Shortera, to już, myślę, efekt perygrynowania w zaułki estetyki.
Choć rozumiem, że to w ramach, użycia pewnej tezy.
Przy okazji: dopóki Supernova nie stanęła na półce(CD), była istotnym brakiem, obecnie, skoro już jest, spowszedniała :? .
Nie ma takiego naleśnika, który nie wyszedłby na dobre. H. Murakami
Crazy
zremasterowany digipack z bonusami
Posty: 6235
Rejestracja: 19.08.2019, 16:15

Re: Jazz i okolice

Post autor: Crazy »

Nieprzyjemnych skojarzeń nie mam, ale może to:
Maciek pisze: 21.06.2025, 09:30 jeśli chce się wprowadzić kogoś delikatniejszego w świat jazzu lub MPB
dobrze definiować, dlaczego ja się z Native Dancerem mijam; jestem raczej za mało delikatny :oops:
jeżeli nam zabraknie sił
zostaną jeszcze morze i wiatr
Awatar użytkownika
Białystok
box
Posty: 9322
Rejestracja: 03.01.2013, 08:21
Lokalizacja: Białystok

Re: Jazz i okolice

Post autor: Białystok »

Nie udało mi się postawić ani jednej płyty Shortera na półkę. Najbliżej były dwie: Supernova i Odyssey of Iska ale zbytni eklektyzm ich zawartości wprowadzał zamęt i psuł ostateczny osąd.
Awatar użytkownika
Monstrualny Talerz
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4583
Rejestracja: 24.05.2017, 10:29

Re: Jazz i okolice

Post autor: Monstrualny Talerz »

Oczywiście Native Dancer jest super, i pokrewne Miltony oczywiście również. Oddysey of Iska oraz Moto Grosso może rzeczywiście trochę mało czytelne. Ale ja bym z Shortera polecał najbardziej "klasyczne postbopy" z lat 60:

Introducing Wayne Shorter
Night Dreamer
Juju
Speak No Evil
The All Seeing Eye
Adam's Apple
Schizophrenia
The Soothsayer
Etcetera


które uważam, że są jedynymi z najlepszych rzeczy w ogóle z jazzów z lat 60, a niesłusznie są pomijane/zapomniane.
Awatar użytkownika
Leptir
box z pełną dyskografią i gadżetami
Posty: 10305
Rejestracja: 04.09.2010, 21:27

Re: Jazz i okolice

Post autor: Leptir »

Zgadzam się tu z Talerzem - te klasyczne, blue-note'owskie albumy Shortera również i ja uważam za znakomite. Tu tylko mała uwaga - taki np. „The All Seeing Eye" może być dość wymagający w słuchaniu, blisko mu do ówczesnej awangardy.
Z mojego punktu widzenia polecić mogę również płyty kwartetu z Patituccim, Perezem i Blade'em - już z obecnego stulecia:
Footprints Live!
Beyond the Sound Barrier
Without a Net
„You can be in paradise only when you do not know what it is like to be in paradise. As soon as you know, paradise is gone.” (John Gray)
esforty
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4942
Rejestracja: 26.01.2010, 11:45
Lokalizacja: Łódź

Re: Jazz i okolice

Post autor: esforty »

Był tu pomysł by zestawić twórczość Shortera z lat 60-tych z kilkoma innymi muzykami pracującymi wtedy dla Blue Note.
Nie wypadł w tym zestawieniu jako szczególnie skory do zmian, relatywnie.
Słychać w tych płytach (przytoczone tytuły przez Talerza) jakąś powściągliwość w dawkowaniu nowej filozofii gry. To zwolennik ewolucji a nie rewolucji (powtarzam się :oops: ) z ponadprzeciętnym talentem do melodii zapamiętywalnych ( mój typ to Nefertiti z płyty Davisa).
Na dzisiaj mnie lepiej słucha się tytułów wskazanych przez Leptira z tego stulecia (pomijam tu Emanon, do którego nie mam serca).
Oczywiście, bezwzględnie, mamy możliwość kontaktu z dorobkiem ważnego muzyka dla jazzu. Meandrujemy tu sobie o subiektywnych ocenach.
Przedstawił mahavishnuu swoje widzenie albumu Native Dancer, a dostał destylat rozbieżności z twórczości p. Shortera.
Ale jak mówią: w życiu najciekawsze są podobno niezamierzone efekty, zamierzonych działań.
Ostatnio zmieniony 27.07.2025, 14:04 przez esforty, łącznie zmieniany 1 raz.
Nie ma takiego naleśnika, który nie wyszedłby na dobre. H. Murakami
esforty
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4942
Rejestracja: 26.01.2010, 11:45
Lokalizacja: Łódź

Re: Jazz i okolice

Post autor: esforty »

Obrazek
Pete La Roca - Basra 1965

Moim zdaniem nie wszystko na tej płycie dociera do legendarnej sławy, jaką ten album jest owiany.
I Candu i Eiderdown to fragmenty, które ani na moment nie opuszczają struktur hard-bopu. Ten drugi ma jeszcze, przynajmniej, ciekawy dialog talerzy z partią basu ( La Roca bywał upominany o nadużywanie tej formy ekspresji - talerze).
Co tam (?!)
Stosem pacierzowym pozostają tytułowy oraz otwieracz Malagueña ( nawet nie oczytanych w estetyce mogłyby przechodzić ciarki) pokazujące dużą wyobraźnię muzyczną seszynmenów, oraz szczególną umiejętność ogrywania ciszy przez grającego na perkusji.
Zaś Lazy Afternoon z leniwego evergreena przeobraża się ( Henderson i Kuhn) w elegijną jakość, pokazującą zdolność do wywoływania emocji.

Aha! Jeszcze to silne skojarzenie z kinem Antonioniego.
Nie ma takiego naleśnika, który nie wyszedłby na dobre. H. Murakami
esforty
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4942
Rejestracja: 26.01.2010, 11:45
Lokalizacja: Łódź

Re: Jazz i okolice

Post autor: esforty »

Obrazek
Pete LaRoca - Turkish Women At The Bath 1967

O szwindlu jaki wykręciła oficyna Muse Pete'owi powszechnie wiadomo I nie ma co powtarzać. Można się zastanowić, jak to Wielki artysta p.Corea (w 73 był postrzegany jako "Wielki") zgodził się ów przekręt firmować :roll: :roll:
Pomiędzy Basrą a Turkish Women... jest dwa lata różnicy... w kategoriach przemian kulturowych to wcale nie tak wiele... ale lata 60-te w jazzie to, jednak, był wyścig:
po artystyczne bycie w awangardzie muzycznej, po sławę i uznanie, trochę mniej po pieniądze (ale też).
Zatem jeśli Basra w w 65 wskazywała na poszukiwania estetyczne, bezsprzecznie, to w 67 Pete La Roca był, ledwie, w peletonie tych, którzy mieli odwagę poszukiwać i meandrować w nurcie/tych.
Tym niemniej odnoszę wrażenie, graniczące z pewnością, iż Turkish Women... jest materiałem ciekawszym i lepiej zagranym(bez Hendersona :shock: :shock: ). Nade wszystko zaś jest albumem(nadużywam określenia bo winyl był lżejszy a okładka cieńsza wobec ówczesnych standardów) jakościowo równiejszym, choć akurat tam gdzie realizuje się pomysły pianisty, lśni to bardziej.
Zatem jeśli Basra na 3,5/5 to Turkish... na 4/5.
Nie ma takiego naleśnika, który nie wyszedłby na dobre. H. Murakami
Crazy
zremasterowany digipack z bonusami
Posty: 6235
Rejestracja: 19.08.2019, 16:15

Re: Jazz i okolice

Post autor: Crazy »

Turkish Women świetne.

A u mnie:

Arthur Blythe - Illusions (1980)

Obrazek

Rok po wyśmienitym Lennox Avenue Breakdown saksofonista nie spuszcza z tonu (nie licząc okładki). Ciekawy jest pomysł na tę płytę, sześć utworów, w tym nieparzyste zagrane w składzie bardziej eksperymentalnym, z tubą i wiolonczelą, a przede wszystkim z Blood Ulmerem na gitarze, a parzyste w niby klasycznym kwartecie (saks, piano, bas, perkusja) - ale bardzo dobrze ta przeplatanka się skleja, bo ani te nieparzyste nie przesadzają w hałaśliwości, ani te tradycyjne ani przez chwilę nie próbują nudzić, cały czas jest to spójny materiał, dający solidnie do pieca. Dziwnie tylko się kończy: ostatni utwór nagle zostaje wyciszony właściwie nie wiadomo dlaczego. Z drugiej strony, płyta trwa tylko 36 minut i pozostawia wręcz niedosyt, więc chce się jej posłuchać jeszcze raz. Ja niestety dzisiaj wieczorem zwracam ją już właścicielowi ;-)
jeżeli nam zabraknie sił
zostaną jeszcze morze i wiatr
ODPOWIEDZ