Dlaczego ciekawego? Jak słusznie napisał WotekK trudno znaleźć dwa zespoły, czy wykonawców, którzy mieliby podobne do siebie cechy (z tych zaliczanych do NR). Ja dodałbym też do tego, że był to styl, którego większość przedstawicieli odżegnywała się od bycia nimi (właściwie trudno mi znaleźć kogoś, kto określał siebie: "tak, jestem nowym romantykiem i dobrze mi z tym!
Czyli etykietka nadana przez szołbiznesowych macherów?
Niby tak, ale przesłuchując ponownie niektóre dzieła z początku lat 80. jednak znajduję pewne elementy wspólne. Jeśli postawić obok siebie kilka utworów z "Vienny" Ultravoxu (z tytułowym na czele), "The Garden" Johna Foxxa, "Architecture and Morality" OMD, "Visage" Visage, czy nawet "New Gold Dream" Simple Minds to wyłania się dość spójny obraz. W najlepszych fragmentach pojawia się jakaś tajemniczość, rozmarzenie, uczuciowość, swoiście rozumiany (i przekazywany) werteryzm.
Tu też kłania się problem pochodzenia tego całego nurtu. Mówi się, że odleglejszymi prekursorami byli Bowie, Roxy Music, Kraftwerk, Brian Eno, tymi bardziej bezpośrednimi - Ultravox z Foxxem, Gary Numan, ja bym też do tego dołączył nowofalowców z Magazine, The Stranglers i Joy Division na czele. Czy jednak wsłuchując się w tytułowe utwory z "Vienny" czy "The Garden" nie słychać solidnego prog-rockowego osłuchania? Przecież to minisuity z całkiem nieźle poprowadzoną dramaturgią, a to że zagrane na syntezatorach, to kwestia drugorzędna.
A co wy o tym myślicie? Czy uważcie NR za fakt medialny i/lub potworka szołbiznesu? Czy może coś jednak na rzeczy było? Jeśli tak to co? I co z tamtej muzyki przetrwało? Czy NR w jakikolwiek sposób wpłynął na kształt muzyki? Czy może w ogóle nie ma o czym gadać?
