Muzyczne Dinozaury Forum Index Muzyczne Dinozaury
i ich następcy
 
 FAQFAQ   SearchSearch   MemberlistMemberlist   UsergroupsUsergroups   RegisterRegister 
 ProfileProfile   Log in to check your private messagesLog in to check your private messages   Log inLog in 

Tom Waits

 
Post new topic   Reply to topic    Muzyczne Dinozaury Forum Index -> Wykonawcy
View previous topic :: View next topic  
Author Message
esforty
maxi-singel analogowy


Joined: 26 Jan 2010
Posts: 614
Location: Łódź

PostPosted: 25.05.2017, 08:48    Post subject: Tom Waits Quote selected Reply with quote


Tom dwa dni po <mikołajkach>.

Przede wszystkim wyjaśnijmy, bo to spędza sen z powiek, Wink wielu użytkownikom tego forum, czy Tom Waits zarabia na reklamach?

Otóż zarabia! Za to, w pewien przewrotny sposób bo wytacza procesy firmom, które uznały, że ten niszowy wykonawca (jego głos, jego kompozycje, fragmenty tekstów) będzie świetnym piewcą i akwizytorem ich produktów.
Co najmniej dwukrotnie Waits pozywał firmy, które wykorzystały bez jego zgody Jego wizerunek. Ten najsłynniejszy przeciwko Frito-Lay (2. 475 tyś $ odszkodowania, musiał dość długo czekać aż firma rozpoczęła wypłatę zasądzonej kwoty)i drugi przeciwko firmie Levis za użycie piosenki Heartattack and Vine, którą notabene wykonał Screamin’Jay Hawkins, w reklamie jeansów.
Waits zawsze odmawiał udziału, jakiegokolwiek, w reklamach. Producent wykonawczy Tracy-Locke David Brenner ,po propozycji reklamy dietetycznej coli, powiedział: Nigdy nie słyszałem, żeby ktoś tak błyskawicznie powiedział <<Nie!>>. Istnieje jednak precedens, czego sam artysta się nie wypiera. Myślę o udziale Waitsa w reklamie psiej karmy dla Purina’s Butcher’s Blend Dog Food. Przeczytał tam pewien tekst reklamowy. Było to w czasie rozstania, niekoniecznie przyjaznego, ze swoim producentem Herbem Cohenem i pewnym nieładem ekonomicznym nie korespondującym z znaczeniem Waitsa jako twórcy w muzyce amerykańskiej.
W Polsce wydano dwie biografie artysty, obie, myślę, dobre. W 1995 krakowski Rock-Serwis wydał „Tom Waits - ten fortepian jest pijany, nie ja…” pióra Patricka Humphries’a z fantastycznym backgroundem obyczajowym i społecznym oraz masą smakowitych dygresji min. w postaci cytatów samego Waitsa i osób z jego otoczenia.
Drugą biografię „Dzikie lata. Muzyka i mit Toma Waitsa” podpisał Jay S. Jacobs. Wydało to Wydawnictwo Dolnośląskie w 2006 roku. Wartość tej wyznacza szczególnie solidne omówienie dokonań artystycznych. Tam lub choćby do Wiki odsyłam chcących dowiedzieć kiedy i gdzie, sam Tom ma na ten temat niezłą dykteryjkę, urodził się nasz bohater. Tam też można poznać nieco szczegółów Jego życia rodzinnego, nieco bo Waits chroni swą prywatność i to też nieźle mu wychodzi. Albowiem łże jak potrafi i kawałki o tym jakoby jego siostra powiesiła się na strunie od pianina, a on porzucił w tej sytuacji kształcenie muzyczne są dość częstym wybiegiem.
Tom Waits będąc zawodowym muzykiem a nie będąc zawodowym aktorem zagrał w, relatywnie wielu jak na muzyka, filmach. Nie wszystkie widziałem, ale wśród tych zapoznanych, należy wyróżnić „Chwasty” Hectora Babenco z 1987, „Na skróty” Roberta Altmana 1993,”Kawa i papierosy III” Jima Jarmusha z 1995, może jeszcze „7 psychopatów” Martina McDonagha z 2012.
Natomiast tym , którzy chcą się Waitsowi <przyjrzeć/ przysłuchać> bliżej, a nie zrobili tego dotychczas, bezwzględnie nakazuję żeby zaczęli tę przygodę od… filmu „Dracula” Francisa Forda Coppoli z 1992!
Ok. wielu, o ile nie wszyscy, ten film zna, ale… czy obejrzeliście go skupiając się na postaci Renfielda, w którą wcielił się bohater tego wątku?
Oddajmy głos samemu Waitsowi ( z wywiadu dla Morning Becomes Eclectic.):
„… pomimo, że naprawdę nie jadłem owadów, to musiałem je sobie wkładać do ust – jakbym zabierał je na przejażdżkę na diabelskim młynie… jak w beczce śmiechu w wesołym miasteczku. Wkładałem je do beczki śmiechu i pozwalałem, żeby sobie łaziły, po czym je wyciągałem. Nie mordowałem ich zębami. Ale bawiłem się nieźle. Były przerażające chwile, których odczuwałem zarówno strach, jak i uniesienie – kiedy polewali mnie ze szlaucha wodą w wariatkowie… przebranego za ćmę. Musiałem również nosić okowy, co było bardzo bolesne. Były skonstruowane na podstawie prawdziwych włoskich urządzeń dla pianistów – by trzymali prosto ręce. Były to metalowe pęta, które uniemożliwiały wykonywanie wszelkich ruchów niezwiązanych z grą na pianinie… <Urządzenie> było całe z metalu, miało nasadki na palce i naprawdę noszenie ich bolało, a poza tym wyglądało to koszmarnie. Takie było założenie.”

Wierzę, iż powtórne, a może pierwsze, obejrzenie „Draculi” z 1992 roku stanie się teraz dla Was palącą potrzebą. Dodam jeszcze, że udział w tym filmie zbiegł się w czasie z przygotowaniami do nagrania „Bone machine”, jednej z najmniej przystępnych w dorobku Toma.
Zasugeruję przegląd kilku płyt Toma, w zamyślonej przeze mnie kolejności o których myślę, jako szczególnie przydatnych by zawrzeć z nim bliższą znajomość. Stąd płyty powszechnie uważane za najistotniejsze w Jego karierze znajdą się nie na czołowych miejscach tegoż przeglądu:

Rain dogs 1985


Waits w wywiadach często używa psich metafor, nie wiedzieć czemu. W końcu nie doświadczył indoktrynacji czeskich dobranocek kynologicznych co było udziałem mojego pokolenia.
Zapewne Rain dogs w kategoriach bezwzględnych ustępuje poprzedniczce. Tym niemniej pozostaje zbiorem motywów muzycznych, literackich Waitsa z epoki Elektry (Time, Hang down your head, Dowtown train) i epoki Island (Rain dogs, Singapore, Cementery Polka) splecionych ze sobą w idealnej równowadze. A pomiędzy, czarne jak smoła Clap hands wycharczane ze osobliwą dezynwolturą czy diabelski rock’n’roll Union square.
Że, to płyta przesiąknięta atmosferą Nowego Jorku to wspominam już tylko dla porządku. Wybrany na singiel Dowtown train, mający być lokomotywą (nomen, omen)dla sprzedaży albumu w okresie premiery nie do końca spełnił swe zadanie, jakkolwiek pozostaje wyjątkowo czułym wyznaniem, w kategoriach Toma tzn. bez jednej kropli miodu, o tęsknocie.
A jednak… W 1990 roku Rod Stewart uczynił z Downtown train prawdziwy killer. Trzeba przyznać, że w teledysku Stewart ubrany w kolejny ze swych garniturów odszytych na Savile Row wiarygodnie i z pasją śpiewa o pragnieniu zobaczenia jej jeszcze raz w kolejce podmiejskiej, tym samym zarabiając dla Waitsa, no, nie wywrotkę dolarów ale taczkę na pewno. 10/10 nawet jeśli pod numerem 15 pomieścił piosenkę country Blind love ale jak wspomniałem to konglomerat Waitsa starego i nowego a po drugie pierwsze Jego płyta i miał prawo!

Heartattack and Vine 1980


Ten album zamyka okres współpracy z Elektrą i jest to druga płyta z tak szerokim użyciem gitary, a w tytułowym, gitary sfuzzowanej(sic!). Na tej płycie głos Toma osiągnął taki tembr, który recenzent z New Musical Express rezolutnie określił jako własność kilkunastu portorykańskich rodzin gnębionych gruźlicą. Wśród pomieszczonych utworów można się już dosłuchać pewnych śladów stylistyki z następnych dekad jak 'Til the money runs out Aczkolwiek większymi atutami na płycie są Jersey girl , gdzie w refrenie pobrzmiewa sza-la-la, a Tom w jednym z wywiadów stwierdza: „że nigdy nie podejrzewał siebie o to , iż zaśpiewa coś co ma tekście <sza-la-la>”. Ta piosenka dedykowana była nowo poślubionej Kathleen co jakoś tłumaczy owe pewne liryczne uproszczenie. Numer do koncertowego repertuaru włączył Boss tworząc sobie nim jeden z kulminacyjnych momentów. Drugi atut to piosenka On the nickel, uważam że to jedna z najsugestywniej lśniących melodii autorstwa Toma, zaś tekst dyskretnie omija emocjonalne przejaskrawienia. Tom Waits w lata osiemdziesiąte zabrał się na betoniarce. Będzie mu potrzebna!10/10.

Swordfishtrombones 1983


To czego nie mogli przełknąć szefowie Elektry, słyszeli jakieś szkice tego co miało ujrzeć światło dzienne w 1983, a odrzucili też szefowie Warner Bros. zorientowani na ciężką harówę przy milionowych nakładach, jak przysłowiowy bocian połykający żabę połknął szef ISLAND Chris Blackwell. W przypadku tej płyty łatwo zostać uznanym za grafomana używając nad miarę przymiotników, tych wzniosłych szczególnie, w jednym zdaniu. Czego tu nie ma?! Nie ma ciszy i … saksofonu, co dla Waitsa zanurzonego w jazzowej ornamentyce swoich pieśni o włóczęgach, głównie, wyzbycie się tego instrumentu było trudnym wyzwaniem. Dźwiękami poszarpał znacząco swój poprzedni wizerunek, wydobył intrygujące dźwięki z przedmiotów, których użycie dla większości twórców było nadużyciem ale wszystko było świadome i bezsprzecznie oryginalne. Nawet jeśli sam twórca sugerował różne wpływy min. Captaina Beefhearta, z czym akurat mnie trudno się zgodzić, dostrzegam różnice w filozofii muzycznych dokonań. Ale, do cholery , Waits wie co mówi. Muzyka trudniej przyswajalna ale też nie tak by nie mogła zachwycić od pierwszego kontaktu. Pojawia się tu waitsowski bohater dekady, choć zaczerpnięty z Ch. Bukowskiego, Frank Leroux, tymczasem w półtorej minutowym fragmencie, a który doczeka się … opery. Frank wieszający swoje dzikie życie na gwoździu, wbitym w czoło swojej żony, więc smokingi i fraki na ten spektakl, niekoniecznie. Arcydzieło Toma Waitsa, zapewne płyta dekady.10/10

Small change 1976


To tutaj osiąga artysta swój trademark w postaci głosu wydobywanego z gardła płukanego żwirem przed wypiciem porannego klina jak określił to jeden z Jego biografów. Do stałych tematów i bohaterów swoich piosenek Waits dołącza gangsterów, striptizerki. W piosenkach The piano has been drinking i Bad liver and a broken heartstaje się autoironiczny ale pozostaje ciągle po tej stronie granicy za którą zaczyna się minoderia. Przy piosence na zdarty głos Toma i perkusję Pasties and G- stringstring na perkusji towarzyszy mu Shelly Manne, facet mający na koncie pracę w Big Bandach min. Woody’ego Hermana, Stana Kentona, Colemana Hawkinsa. Kiedy kończy się Step right up wiemy, iż wkracza na nowy ląd, który kiedyś nazwie Swordfishtrombones. Wreszcie, to na Small changeznajduje się najsłynniejszy utwór Toma, mianowicie Tom traubert's blues. Niby tradycyjna piosenka, ale takiej precyzji w dawkowaniu słuchaczowi wzruszenia niezbyt często można doświadczyć. Jest zrośnięty z tą piosenką jak Dylan z Times they are a chan gin, jak Rolling Stones z Satisfaction, jak The Beatles z Come togather. Dla mnie w tej symbiozie jest najlepszy. Po ukazaniu się albumu dostał okładkę w Vogue co lapidarnie opisuje, iż tenże stał się sukcesem. I jeszcze jedno zdanie z biografa cytowanego na początku wpisu dotyczącego Small change,Waits przesiał wszystkie drobne z kieszeni zaczął płacić banknotami. 10/10.

Mule variations 1999


Sześć lat czekali wielbiciele na nowy album, artysta kolejny raz zmienił wytwórnię na Epitaph, skuszony obietnicą niezależności, której zaczynało, zdaje się, brakować w Island Records. Zaproszeni do współpracy muzycy ocierali się już o pomysły Waitsa a na tym forum nie są anonimowi min.: Greg Cohen(prywatnie szwagier), Marc Ribot, Larry Taylor, Les Clayopol…
Nie brakuje brzmień niecodziennych/egzotycznych, tym razem jednak wydobywanych z klasycznego instrumentarium, wyjąwszy użycie szuflad szafki nocnej z meksykańskiego hotelu, która nie przetrwała tego eksperymentu, notabene. Rzecz nagrano w Praire Sun Studios, studiu przerobionym z kurzej fermy i miejsce to miało, jak twierdzi Tom, niekwestionowane znaczenie dla powstającej muzyki (Chocolate Jesus o zdumiewającym przesłaniu).). Są tu numery, które po pewnych aranżacyjnych uproszczeniach można by sytuować w czasach Elektry. Z kolei takieBig in Japan, Eyeball kid, Filipino box spring hox, lepiej odnalazły by się na Bone machine . Waits jest tu z jednej strony jak zaklinacz węży, czaruje słuchacza a z drugiej jakby zajmował się konsumpcją przywilejów muzycznej legendy, przy czym nie ma tu mowy o żadnej estetycznej dezorientacji (What's He building?)Tą płytą nasz bohater zalicza artystyczny i komercyjny wzlot co w tym świecie jest rzadkością, w przypadku Toma rzadkością szczególną a użytkownicy tego forum o tym dobrze wiedzą. Tak czy inaczej 10/10.

Po raz pierwszy z twórczością Toma Waitsa zetknąłem się latem 1980 będąc na Jarmarku Dominikańskim (impreza kulturalno- handlowa, lub odwrotnie w Gdańsku). Kolega miał zamówienie na jakiekolwiek płyty Waitsa. Kupił mu wtedy, jedyny dostrzeżony, egz. Blue Valentine”, bodaj tłoczenie włoskie. W kwaterze gdzie nocowaliśmy był gramofon. Tam po raz pierwszy, świadomie, słuchałem Jego muzyki, ale nie chwyciło. Potem dzięki Kaczkowskiemu, przełom 83/84 będąc w wojsku zasłyszałem fragmenty Swordfish… i facet już mnie miał. Czego i Wam życzę!!!
_________________
Nie ma takiego naleśnika, który nie wyszedłby na dobre. H. Murakami
Back to top
View user's profile Send private message
Maciek
zremasterowany digipack z bonusami


Joined: 15 Apr 2007
Posts: 5232

PostPosted: 25.05.2017, 08:52    Post subject: Quote selected Reply with quote

esforty - żeby móc Ci się pokłonić wystarczająco nisko za tak wartościowy wpis, będę zmuszony poddać się wielomiesięcznej gimnastyce.
Wielkie dzięki! Mamy co czytać i czego słuchać (przynajmniej ja). Fanów Waitsa u nas nie brakuje, więc zanosi się na gorący temat Wink
_________________
Adoptuj, adaptuj i ulepszaj.
Back to top
View user's profile Send private message
Leptir
limitowana edycja z bonusową płytą


Joined: 04 Sep 2010
Posts: 4975

PostPosted: 25.05.2017, 10:04    Post subject: Quote selected Reply with quote

Bardzo interesujący wpis esforty! I dobrze, że założyłeś wątek poświęcony tak ważnej postaci, jak Waits. Ciekawe, że również i ja zacząłem znajomość z tym muzykiem od "Blue Valentine". Z tą różnicą, że mi się od razu spodobała. Uważałem go zresztą na początku za jazzmana-balladzistę, z pewnymi rockowymi ciągotami - do momentu, gdy usłyszałem 'Swordfishtrombones".

Od siebie mogę szczerze polecić trzypłytową kolekcję "Orphans, Brawlers, Bawlers, Bastards". To monumentalny zbiór 56 utworów z różnych etapów kariery Toma, z których tylko 14 można odnaleźć na innych płytach. Pokazuje ona wiele wątków muzycznych, które czasem trudno dostrzec na regularnych albumach - od rockabilly, przez covery The Ramones, gospel, Delta Blues, po teatr Weilla/Brechta.


_________________
„Gdy słońce kultury chyli się ku zachodowi, to nawet karły rzucają długie cienie”.
Karl Kraus
Back to top
View user's profile Send private message
esforty
maxi-singel analogowy


Joined: 26 Jan 2010
Posts: 614
Location: Łódź

PostPosted: 16.11.2017, 14:48    Post subject: Quote selected Reply with quote

I OKRES ASYLUM RECORDS

Closing time 1973


Anegdota o Clising time” jest taka: oto Harry Dean Stanton, kręcąc jeden z filmów, zdaje się, że był to „Cockfighter” w reż. Monte Hellmana, znalazł był egzemplarz debiutu Toma nad torowiskiem kolejowym gdzieś w śrdk. Georgii gdzie, co w Słońcu nieuchronne, zmieniał stan skupienia. Tak poznał pierwsze nagrania Waitsa. Ten zaś rezolutnie kończy tę dykteryjkę stwierdzeniem: iż lepszy taki koniec żywota dla płyty niż kosz z przecenami. Harry Dean Stanton zmarł we wrześniu tego roku, nie dowiemy się zatem ile tu waitsowskiej blagi a ile rzetelnej prawdy …
Powszechnie wiadomo, iż ten debiut nie dał szansy dłużnikom Toma zobaczyć swoich pieniędzy, kilku musiało zaczekać, nawet jeśli niektóre z piosenek doczekały się kolejnych wersji wypreparowanych przez min. Tima Buckleya (Martha) czy The Eagels (Ol'55).
Za to nie wszyscy wiedzą, że wspomnienia tych najistotniej zamieszanych w Closing time o powstawaniu materiału są nie zborne, by nie napisać krańcowo różne. Jerry Yester, który sznyt producencki wyrabiał sobie przy folkowych, głównie, wykonawcach, twierdzi - ,,Wiedziałem z całą pewnością, że stworzyliśmy wspaniały album. Tom to wielki artysta, wystarczy usunąć się z drogi i muzyka popłynie” I jeszcze, że jest bardzo szczęśliwy, że mógł to zrobić bla, bla, bla…
Na jego korzyść przemawia fakt, że Closing time jednoznacznie kojarzy się z tanimi barami, takąż whisky i kłębami dymu papierosowego i późnym wieczorem, gdy tymczasem nagrywano w biały dzień, właściwie kilka, bo studio można było wynająć tylko w tym czasie pomiędzy 10 a 17, co zapewne jest niezłą sztuką, która wszak, mogła się udać mając do dyspozycji piosenki Toma.
Tymczasem sam Waits jest dużo bardziej zdystansowany. Opowiadał w wywiadach (1976) o pewnym osaczaniu przez Yestera i parciu ku stricte folkowemu brzmieniu, podczas gdy Tom czuł się lepiej w towarzystwie trąbki z tłumikiem i kontrabasu i wykorzystywaniu braku jego doświadczenia przy studyjnej robocie. Efektem jest, jak myślę, kompromis, pięć numerów osadzonych w stylistyce jazzu wokalnego i siedem dryfujących w folk, zapewne osiągany po wielu awanturach w studiu. Tym niemniej zawartość Closing time wstydu, żadnego Artyście nie przynosi. Są ładne melodie, nawet jeśli smutne, to przecież nie ponure, są teksty wzruszające raczej niż refleksyjne, ale przecież dalekie od taniego sentymentalizmu.
Zaś, całość trzyma fason jakiego się oczekuje od debiutu
Toma Waitsa, 7/10.


The heart of saturday night 1974


Minęło półtora roku, jest październik 1974,od premiery debiutu Tom znosił ze dwie pary sadle shoes, ale też w Jego garderobie pojawiła się jedna para butów od Aldena ze skóry Cordovan. Wspominam o tym, ze względu na słabość Toma do porządnych butów komponującą się z namiętnością do tanich, choć dużych, samochodów.
Ma za sobą, wyrafinowany do granic, pomysł menadżera Herba Cohena a mianowicie trasę z Frankiem Zappą i Mothers of Invention, której wspomnienie puentuje lakonicznie innym wspomnieniem, tym razem z dzieciństwa:” …kiedy ojciec namawiał Toma – Może pójdziesz na strzelnicę ze swoim bratem Earlem? A on odpowiadał- Nie chcę. Może mi się coś stać…”

The heart of saturday night jest inna niż debiut, nie rewolucyjnie, ale inna. Waits podążył w kierunku zamierzonym wcześniej. Zaopatrzył płytę w sound z czasów kiedy nagłówki gazet straszyły Zimną Wojną i gloryfikowały politykę pewnego prezbiterianina o nazwisku Eisenhower. Czyli knajpiany jazz i knajpiane boogie z domieszką bluesa spowite w warstwie lirycznej wypadkową obserwacji czynionych: już to z tylnego siedzenia taksówki, już to z historii usłyszanych w niewielkich lombardach a na ten krajobraz <spogląda> przekrwiony księżyc.
Jest mniej melodyjnie, w ogóle poprzedni Closing time ” kodyfikatorzy dorobku Waitsa uznają za najbardziej rozróżnialny, jeżeli chodzi o melodyjność. Za to pojawiają się trade marki w postaci melodeklamowanych numerów: „Diamond on my windshield” ” i „The ghosts of Saturday Night”.
Tomowi łatwiej było osiągnąć taki właśnie rezultat również dlatego, ze zmienił się producent, którym został Dayton Howe ksywka <Bones>, który lepiej zrozumiał zamysł autora materiału, wiedział jak się nagrywa szczoteczki zmiatające nie istniejący kurz na perkusji i miękko brzmiący kontrabas, w końcu był silnie powiązany z formacją, właściwie bardziej, zjawiskiem muzycznym o nazwie The Wrecking Crew. Ważną rolę przy realizacji płyty odegrał też Michael Melvoin, mogący również pochwalić się rodowodem The Wrecking Crew, a który zajął się aranżacjami piosenek wypełniających „The Heart…”.
W czasach premiery, w zasadzie, album komercyjnie podzielił los debiutu i dopiero po wielu latach doczekał się, przynajmniej u niektórych, statusu płyty wybitnej. Ja oceniam podobnie jak Closing time z lekkim wskazaniem na debiut,7/10.


The Nighthawks at the dinner 1975


Nagranie płyty koncertowej nie było pierwotnie pomysłem samego Waitsa a jego menadżera Cohena. Jakkolwiek Tom jest już weteranem występów klubowych i knajpianych, ma za sobą trasę z Mothers Of Invention gdzie wypracował sobie, ostry jak samurajski miecz, mechanizm gaszenia złośliwości pochodzących z widowni. Lepiej, doświadczył również… ale oddajmy głos samemu Tomowi:
Z jakiegoś tam Bóg jeden wie powodu zostałem wpisany na listę wykonawców w benefisie Ruchu Wyzwolenia Homoseksualistów, a oglądała to naprawdę rozdrażniona widownia… Musiałem wyjść na scenę zaraz po Richardzie Pryorze, który zakończył swój występ okrzykiem: <Pocałujcie mnie w moją bogatą, czarną dupę, pedały>. Po czym zmył się ze sceny, w-i-ę-ę-c znalazłem się wtedy w dosyć kłopotliwej sytuacji, ale w końcu, nie wiem naprawdę dlaczego, zaintonowałem starą melodię „Standing on the corner watching all the girls go by”(„Stoję na rogu obserwując przechodzące obok dziewczyny”), coś mi powiedziało, że tak będzie dobrze!
Zatem profesjonalnie i emocjonalnie był gotów. Ciągle jesteśmy w czasach kiedy nie mógł wozić ze sobą na koncerty własnego fortepianu. Zresztą na taką fanaberię by Elton John i dzisiaj nie może sobie pozwolić. Kluby dostępne dla takiej rejestracji nie były dobrym akustycznie terenem, zatem „Bones” Howe zaaranżował klub w studiu, sprzedał bilety na cztery występy (po dwa 30 i 31 lipca) i rozpoczął rejestrację. Waitsowi towarzyszy w nagraniach jazzowy kwartet pod wodzą, znanego już nam, Mike’a Melvoina.
Zasadniczo tym razem Tom ofiarował słuchaczom album jazzowy, przenosząc nas dźwiękowo w lata 50-te.Barwa Jego głosu, choć to nie kres owej zmiany, świadczy już tysiącach wypalonych Cameli oraz o nadużywaniu napojów o mocy circa 40 %. Prezentuje same nowe piosenki swego autorstwa tzn. jedna z nich to wspólne dokonanie kompozytorskie także Jego kumpla Chucka E. Weissa, mowa o „Spare parts I”. Jest też jeden cover Reda Sovine’a „Big Joe and Phantom309”, nie wiedzieć czemu.
Aha! Żeby to jeszcze wszystko uwiarygodnić (przed publicznością? przed sobą?) Tom zaangażował striptizerkę, o znaczącym stażu zawodowym, aby otwierała każdy z występów co niemal na pewno redukowało świadomość pozostawania w studio.
Tom Waits wielokrotnie przyznawał się do słabości wobec komików estradowych pokroju; Lenny’ego Bruce'a, nawet wskazując jako jedne z istotniejszych dokonań fonograficznych płyty z zapisem występów tychże. Na Nighthawks at the dinner daje upust tej słabości wplatając w zapowiedzi piosenek wiele zabawnych, bezsprzecznie, monologów. Tym samym udowadnia, na przekór tekstom piosenek, że ideologia beatników i jej przedstawiciele pokroju Kerouaca, Bukowskiego to nie horyzont jedyny i ostateczny dla Jego inspiracji.
Co ja mam do powiedzenia o tej płycie?
W 1978 roku Sylvester Stallone(wkrótce John Rambo) powierzył Waitsowi, w swoim filmie „Paradise Alley” rolę, niewielką, pianisty o ksywce <Mamrot>. Dla mnie trzecia płyta Toma to taki mamrot, nawet jeśli dostaliśmy pewien ersatz atmosfery koncertowej z Tomem w roli głównej, 5/10.
_________________
Nie ma takiego naleśnika, który nie wyszedłby na dobre. H. Murakami
Back to top
View user's profile Send private message
Display posts from previous:   
Post new topic   Reply to topic    Muzyczne Dinozaury Forum Index -> Wykonawcy All times are GMT + 1 Hour
Page 1 of 1

 
Jump to:  
You cannot post new topics in this forum
You cannot reply to topics in this forum
You cannot edit your posts in this forum
You cannot delete your posts in this forum
You cannot vote in polls in this forum


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group