Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna Muzyczne Dinozaury
i ich następcy
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Bob Dylan
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Wykonawcy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
greg66
japońska edycja z bonusami


Dołączył: 31 Sie 2008
Posty: 3629
Skąd: Opole

PostWysłany: 08.12.2019, 12:07    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

"Oh Mercy" uznawana jest za duże osiągnięcie w karierze Dylana ale tylko jak porównamy ją do tego co nagrał w latach 80-tych. Chociaż faktycznie odnalazł sie tu a raczej D.Lanois (producent) bardzo mu w tym pomógł. Ta niekonsekwencja Dylanowska potrafi jednak irytować. Weźmy choćby "Brownsville Girl" (znana pod roboczym tytulem "New Danville Girl") ona była nagrana tuz po sesji do "Infidels" a czemu ją Dylan pozmieniał i zamieścił dopiero na "Knocked Out Loaded", gdzie jej zalety wydaje mi się nie zostały do końca zauważone wokół tej muzycznej waty?


RoryGallagher napisał:
Teraz słucham chwalonego wyżej "Infidels" i kompletnie do mnie nie trafiają te direstraitsowe aranżacje i brzmienie. Muzyka Dylana straciła co najlepsze, nic nie zyskała, stała się podróbką innego wykonawcy.

Masz tu rację, choć chyba tu zdawano sobie z tego sprawę, może dlatego mamy tu też Micka Taylora, który gdyby zagrał bardziej bluesowo to zrównoważyłby to. A może trzeba było wziąć innego gitarzystę. Podobnie jest w "Slow Train Coming".

A i Pawle znowu przyznaję Ci rację Smile te akustyczne płyty Dylana to perełki i muzyczne i tekstowe i jeśli chodzi o moc to jest tak jak ten napis na gitarze Woody Guthriego:"Ta gitara zabija faszystów".
_________________
joe's garage
http://musicpsychedelic.blogspot.com
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
esforty
album CD


Dołączył: 26 Sty 2010
Posty: 1804
Skąd: Łódź

PostWysłany: 04.01.2020, 13:11    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Miałem zapytać wcześniej, ale zapominałem. Kiedy w 1979 Dylan ochrzcił się, wydał cztery płyty związane z tym aktem:
Slow train coming 1979;
Saved 1980;
Shot of love1981;
Te znamy, ale przez kilka tygodni była jeszcze, wyprzedzająca powyższe, jedna:
Shinin' light 1979; Miała zawierać materiał w estetyce gospel.Wiem, że ją wycofano, ale może ktoś zdążył dotrzeć?
_________________
Nie ma takiego naleśnika, który nie wyszedłby na dobre. H. Murakami
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
greg66
japońska edycja z bonusami


Dołączył: 31 Sie 2008
Posty: 3629
Skąd: Opole

PostWysłany: 05.01.2020, 13:19    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

esforty nigdzie nie znalazłem info o takim wydarzeniu, jeszcze poszukam u Heylina.

A dzis na blogu:
EMPIRE BURLESQUE /1985/

W 1985 roku Bob Dylan nagrał płytę „Empire Burlesque”, której brzmienie zostało bardzo poważnie osadzone w latach osiemdziesiątych. Wiele soczystych i bujnie kręcących się rytmów wprowadziło go do współczesnego świata, ukrywając pod niestandardowo posiekaną i nakierowaną produkcją podmuch prawdziwego rock and rolla. Dylan zaangażował czarodzieja producenta brzmienia lat 80-tych Arthura Bakera, który nadał utworom pewnej jednolitości oraz sprowadził ich brzmienie niczym nie ustępujące innym produkcjom tamtego roku. Dylan chciał, aby nowy album był sukcesem kasowym i miał współczesne brzmienie. I to zostało osiągnięte. Jedynym gniotem tej płyty jest utwór „Seeing the Real You at Last” a błędem jaki popełnił Baker jest wyeksponowanie do przodu nijakiej perkusji i wokalu Dylana, gdy w tle dzieją się same fajne rzeczy. Przegapiamy wejście saksofonu i gitary, a dostajemy łomoczącą w stołek perkusję.
A reszta nagrań to mogą być prawdziwe hity. O to przecież chodzi.
Płyta dotarła do 11 miejsca w Anglii i 33 w Stanach, co nie jest złym wynikiem spoglądając na ówczesne produkcje. Według mnie, Dylan pokazał tu swoją przewrotność. Kontynuując styl zapoczątkowany na poprzednim albumie, tutaj jeszcze bardziej wszedł w klimat. Jeśli ktoś czekał na coś w rodzaju „Vision Of Johanna” to nie dla niego ta płyta ale jeśli pamiętasz „Jokerman” to posłuchaj. Czy mogło być inaczej? Dlaczego recenzje tego krążka były raczej nieprzychylne? Zarzucano mu brak doprowadzenia nagrań do końca, brak czuwania nad nimi, aby były wspaniałe. Ale dla kogo?
Dylan od wielu lat nagrywał swoje utwory a potem tracił zainteresowanie nimi. Zostawiał wolną rękę producentom czy realizatorom a sam szedł już dalej. Tutaj zrobił dokładnie to samo.
Ron Wood:”Kiedy w Delcie nagrywaliśmy playback, Bob zawsze zachowywał się tak samo. Ujawniła się jego słabość. Mówili mu: „ Słuchaj no, Bob, nie potrzeba nam tego”, a on odpowiadał: „No, cóż. Dobra”. Robili więc miks na swoje ucho, a on stał za szybą i pozwalał im to robić. Mówiłem mu: „Słuchaj, nie możesz pozwolić tym facetom... Patrz!!! Nie włączyli chórków!” lub „A gdzie jest perkusja?!”. Zawsze coś zaprzątało mu głowę, dlatego nie chciał się wtrącać. Ale gdyby wszedł do pokoju kontrolnego z tą sama pewnością siebie, jaką miał, gdy nagrywaliśmy te kawałki, rezultat byłby oszałamiający”.
Mimo wszystko, mi ta płyta się podoba.
„I’ll Remember You” to piękna miłosna piosenka, która celuje prosto w kość serca, i dzieli je na dwie części. Miłość i oddanie jest głęboko gorzkie, muzyka jest grana z powściągliwością a Dylan wraz z Madelyn Quebec odkrywa melodię. Frazowanie Boba jest genialne, a jego desperackie wokale naprawdę chwytają. „I’ll Remember You” nie robi nic szczególnego, ale robi wszystko dobrze i przekazuje w ten sposób sporo emocjonalnych treści.
„Clean Cut Kid” ujawnia nam szaloną jazdę naznaczoną brudnymi gitarowymi riffami Rona Wooda i niesamowitym rytmem perkusji Antona Figa a owinięta została ostrym komentarzem politycznym. Tytułowy „czysty dzieciak” to przeciętny Amerykanin, który radykalnie zmienił się dzięki swojemu doświadczeniu w trakcie wojny w Wietnamie. Niestety wrażliwi ludzie ślepo pojmują fałszywe ideały. Jedną z charakterystycznych cech późnego okresu Dylana jest jego skłonność do włączania ballad, które stają się zabójczo popowymi piosenkami. „Emotionally Yours” jest właśnie tego przykładem. To jedna z najlepszych ballad fortepianowych w muzyce popularnej.
„Empire Burlesque” zwraca uwagę jeszcze na coś jeszcze. Posłuchajcie wokalu Boba. Ta czystość i intonacje oraz opowiadanie głosem swoistych historii na pewno wzbogaca ten lp. „Never Gonna Be The Same Again” pokazuje nam serdeczny śpiew Boba a w „When The Night Comes Falling From The Sky” pojawia się w jego głosie prawdziwa moc. Ten najdłuższy numer na płycie sunie się leniwie, niezdarnie a przy tym brzmi bardzo dobrze. Uwielbiam te chrupiące, dudniące bębny i to załamanie się wstępu, prowadzące do kluczowego uderzenia gitary dobrze współgrającej z syntezatorami. Dziwaczna kombinacja syntezatorów i rytmu wojennego sprawnie działa również w „Something’s Burning, Baby” przedostatnim utworze na płycie, którą zamyka „Dark Eyes”.
„Dark Eyes” brzmi jak zagubiony, stary przyjaciel w tłumie nowych twarzy. Kombinacja harmonijki i gitary jest zwykle zawsze świetna dla Dylana. I tutaj Dylan był sobą a złowroga, upiorna atmosfera tego nagrania jest świetnym wyborem do zamknięcia „Empire Burlesque”.
_________________
joe's garage
http://musicpsychedelic.blogspot.com
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
greg66
japońska edycja z bonusami


Dołączył: 31 Sie 2008
Posty: 3629
Skąd: Opole

PostWysłany: 05.02.2020, 17:20    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

BOB DYLAN - Knocked Out Loaded /1986/

Kolejną płytą nagraną przez Dylana po „Empire Burlesque” jest wydany 14 lipca 1986 roku album „Knocked Out Loaded”. I od razu wspomnę, że płyta ta została przyjęta bardzo negatywnie tak przez słuchaczy jak i środowisko dziennikarskie. Niepochlebne recenzje zdominowały jej wydanie a i Columbia Records nie popisała się w jej promocji. Nigdy nie zostało zrobione żadne video do promocji tej płyty a przecież w tamtych latach cały przemysł muzyczny oparty był na bardzo silnych związkach z teledyskami promującymi dane wydawnictwo. Te i podobne sprawy doprowadziły do tego, że „Knocked Out Loaded” oceniany jest to dziś bardzo miernie z czym ja się zupełnie nie zgadzam.

więcej na blogu

https://www.youtube.com/watch?v=V4LftqJUz2M
_________________
joe's garage
http://musicpsychedelic.blogspot.com
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
greg66
japońska edycja z bonusami


Dołączył: 31 Sie 2008
Posty: 3629
Skąd: Opole

PostWysłany: 01.03.2020, 18:41    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

BOB DYLAN - Down in the Groove /1988/

Tak sobie myślałem jak opisać kolejną płytę Boba Dylana w dyskografii „Down in the Groove”. Hmm, trzydzieści dwie minuty, z których nic nie pamiętam? Hallo, czy tam są jakieś nagrania?
Pamiętam, że gdy kupiłem tę płytę w okresie jej wydania, to jakoś przeszła obok mnie i nawet potem sprzedałem ją. Nie tak dawno bo parę lat temu znowu ją kupiłem i sobie leżała na półce. No ale teraz pisząc o niej trzeba najpierw parę razy wysłuchać jej, aby coś napisać.

więcej na blogu
_________________
joe's garage
http://musicpsychedelic.blogspot.com
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
greg66
japońska edycja z bonusami


Dołączył: 31 Sie 2008
Posty: 3629
Skąd: Opole

PostWysłany: 12.04.2020, 19:26    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

BOB DYLAN - Oh Mercy /1989/

Bob Dylan: „W Większości utwory na „Oh Mercy” to pieśni strumienia świadomości, które mogą nawiedzać cię w środku nocy, kiedy marzysz tylko o ponownym zaśnięciu”.
„Oh Mercy” powstała w 1989 roku i wygląda na to, że Bob wyciągnął królika z kapelusza. Oprócz ogromnego napływu nowych inspiracji, które wypełniały utwory na płycie, najnowszym wpływem i największym dodatkiem do albumu okazał się producent Daniel Lanois, odpowiadający za najnowsze nagrania U2 a także solowe albumy Petera Gabriela i Robbie Robertsona. Dylan po raz pierwszy spotkał Lanoisa w Nowym Orleanie, kiedy przysłuchiwał się sesjom do nowego albumu The Neville Brothers. Lanois był ich producentem a zespół postanowił włączyć do repertuaru dwie piosenki Dylana: „Hollis Brown” i „With God on Our Side”. Dylan był zachwycony produkcją tych utworów. Lanois: „ Siedział tu sobie, myśląc, że „With God on Our Side” to jedno z najlepszych nagrań, jakie kiedykolwiek słyszał. W kółko powtarzał: „Wspaniałe nagranie”. To olbrzymi komplement ze strony Boba”.
Dylan pracował nad tymi numerami na długo przed tym, jak Lanois je opanował, ale akurat na tej płycie produkcja robi różnicę. Album stworzony został „do słuchania w nocy, ponieważ został zaprojektowany w nocy”. Pomimo sześciu tygodni nagrań i wstępnego zgrywania materiału, Dylan zamierzał nagrać utwory dokładnie tak, jak to zawsze robił – najtańszym kosztem. Ale tu wtrącił swoje trzy grosze Lanois. Większość czasu strawiono na opracowywaniu i zgrywaniu alternatywnych wersji poszczególnych numerów. Szczególną uwagą obdarzono ścieżki wokalne, co jest od pierwszych taktów płyty zauważalne. Choć przez długie tygodnie pracy w studio Dylan wykazywał ogromną dyscyplinę, z biegiem czasu na Lanoisa spał obowiązek pilnowania, aby w Dylanie nie wygasły chęci i zainteresowanie albumem, który powinien być wielkim wydarzeniem a nie połową wielkiego wydarzenia. Lanois musiał rozwinąć w sobie umiejętności dyplomaty i nadzorcy. Lanois: „Przy nagrywaniu każdej płyty nadchodzi czas, kiedy ludzie rozleniwiają się trochę, bo praca staje się męcząca i trudna. W owym momencie ważne jest wziąć ster we własne dłonie. Dylan w pewnym momencie zaczął oddawać się swoim starym przyzwyczajeniom - „Niech kto inny na tym zagra” mówił wtedy, gdy sam powinien zagrać. Wyjaśniłem mu, ze ani nikogo nie będziemy ściągać, ani nie będziemy prosić muzyków sesyjnych. Te partie zagrają ludzie znajdujący się w tym pokoju – on sam, ja, inżynier dźwięku Malcolm Burn, miejscowi faceci, których wybraliśmy do płyty”. I tak się stało. To czego zabrakło na poprzednich albumach Dylana w latach osiemdziesiątych, tej samodyscypliny, tutaj dzięki Lanoisowi uaktywniła się ona.
„Żyjemy w politycznym świecie/dla miłości nie ma miejsca/Żyjemy w czasach, kiedy ludzie popełniają przestępstwa/A zbrodnia nie ma twarzy/Żyjemy w politycznym świecie/Sople wiszą w dół/Dzwony weselne biją i anioły śpiewają/Chmury okrywają ziemię”, tak rozpoczyna się dwudziesty szósty album Boba Dylana. „Political World” podobnie jak „Everything is Broken” to kołyszące się bardzo przekonująco rytmiczne numery utrzymane, zresztą podobnie jak cała płyta w późnych latach siedemdziesiątych. Ale większość materiału to powolne i ciche piosenki z dramatycznymi pauzami wypełnionymi klawiszami, stalową gitarą lub po prostu bardzo głośną ciszą. „Man in the Long Black Coat” szczególnie ukazuje dobrą pracę Dylana jako wokalisty. Znowu pojawia się facet w ciemnym kapeluszu stojący za zaułkiem a jedyną jego obecnością jest wypełzający powoli dym papierosowy. Nagrania zbliżają się do wielkich nut zapisanych przez Artystę w latach sześćdziesiątych ale jednak jeszcze daleko im do nich. Chociaż naprawdę fajnie jest się zanurzyć w ciepłych wodach „Where Teardrops Fall” lub zobaczyć w krótkim błysku „Shooting Star” to musimy dostrzec pewną sztuczność tych nagrań. Może ta dyscyplina jednak ukradła spontaniczność i tą swobodę bezkompromisowego spaceru Dylana po swojej ścieżce. Wyzbyte z syntezatorowych piszczałek klimaty czynią te nagrania wielkimi ale zatracona atmosfera znanych wcześniejszych prac Dylana uciekła gdzieś znad mikserskiego stołu.
Ale pomimo wszystko „Oh Mercy” jest płytą bliską mojemu sercu. Głos Dylana jest wzruszający i wystarczy posłuchać mojego faworyta jakim jest pieśń „Most of the Time” by zapomnieć o gorszej stronie. Alleluja, co za melodia! Nastrojowa, ponura i piękna sprawia, że autor z tęsknotą spogląda na poprzedni związek z ukochaną kobietą: „Przez większość czasu nie ma jej w mych snach/Nie wiem nawet, czy na pewno ją widziałem/Jest tak daleko/I przez większość czasu jestem też pewien/Że była ze mną/Ja z nią”. Ale dopiero na końcu dostrzegamy jego prawdziwe uczucia: „Nie oszukuję samego siebie, nie uciekam, nie ukrywam się przed uczuciami płonącymi wewnątrz/Nie idę na kompromis i niczego nie żałuję/I nawet mnie to nie obchodzi, czy jeszcze ja kiedyś zobaczę/Nie dbam o to/Przez większość czasu”. Przewrotności tekstu niczym nie zdradza wokal Dylana, będący pełnej pasji. Ukazanie się albumu „Oh Mercy” zamknęło rok, w którym kilku artystów ocalałych z poprzedniego dziesięciolecia powróciło na rynek z najbardziej udanymi propozycjami lat osiemdziesiątych. Poza Dylanem byli to: Neil Young z „Freedom”, Lou Reed z „New York” czy The Rolling Stones z „Steel Wheels”. Ale płyta ta świadczyła o tym, że Dylan – weteran lat sześćdziesiątych, ma w sobie więcej życia niż trio odszczepieńców, współtowarzyszy z tej samej dekady, The Rolling Stones, The Who i Paul McCartney. Cała trójka odbyła trasy po Ameryce, grając na stadionach dla olbrzymich rzesz fanów. W miesiąc po ukazaniu się „Oh Mercy” Dylan grał w Nowym Jorku w sali na dwa tysiące osób, zaś tego samego wieczoru The Rolling Stones dali koncert dla siedemdziesięciu tysięcy zaślepionych fanów. Różnica między tymi koncertami była taka, że Dylan okazał się Artystą, gotowym stawić czoło swej świetlanej przeszłości, a nie tylko zwymiotować ją, jak zrobili to Stonesi.

https://www.youtube.com/watch?v=8JuLKtz_EH8
_________________
joe's garage
http://musicpsychedelic.blogspot.com
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
esforty
album CD


Dołączył: 26 Sty 2010
Posty: 1804
Skąd: Łódź

PostWysłany: 13.04.2020, 10:09    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Fajnie, że napisałeś o tej płycie, nawet jeśli, gdzieś tam zachowujesz dystans...
Bałem się, trochę się Wink bałem, że potratujesz ją wzruszeniem ramion.

greg66 napisał:
BOB DYLAN - Oh Mercy /1989/

... Ale tu wtrącił swoje trzy grosze Lanois. Większość czasu strawiono na opracowywaniu i zgrywaniu alternatywnych wersji poszczególnych numerów. Szczególną uwagą obdarzono ścieżki wokalne, co jest od pierwszych taktów płyty zauważalne. Choć przez długie tygodnie pracy w studio Dylan wykazywał ogromną dyscyplinę, z biegiem czasu na Lanoisa spał obowiązek pilnowania, aby w Dylanie nie wygasły chęci i zainteresowanie albumem, który powinien być wielkim wydarzeniem a nie połową wielkiego wydarzenia. Lanois musiał rozwinąć w sobie umiejętności dyplomaty i nadzorcy. Lanois: „Przy nagrywaniu każdej płyty nadchodzi czas, kiedy ludzie rozleniwiają się trochę, bo praca staje się męcząca i trudna. W owym momencie ważne jest wziąć ster we własne dłonie. Dylan w pewnym momencie zaczął oddawać się swoim starym przyzwyczajeniom - „Niech kto inny na tym zagra” mówił wtedy, gdy sam powinien zagrać. Wyjaśniłem mu, ze ani nikogo nie będziemy ściągać, ani nie będziemy prosić muzyków sesyjnych. Te partie zagrają ludzie znajdujący się w tym pokoju – on sam, ja, inżynier dźwięku Malcolm Burn, miejscowi faceci, których wybraliśmy do płyty”. I tak się stało. To czego zabrakło na poprzednich albumach Dylana w latach osiemdziesiątych, tej samodyscypliny, tutaj dzięki Lanoisowi uaktywniła się ona...

...Może ta dyscyplina jednak ukradła spontaniczność i tą swobodę bezkompromisowego spaceru Dylana po swojej ścieżce. Wyzbyte z syntezatorowych piszczałek klimaty czynią te nagrania wielkimi ale zatracona atmosfera znanych wcześniejszych prac Dylana uciekła gdzieś znad mikserskiego stołu.


Sztuka spełnia się w rygorze, a wielkość Dylana, w kooperacji z Lanois, nie traci nic.
Moja ulubiona płyta. Nic co wcześniej (no, może Highway...)i nic co później, nie zagraża Oh Mercy, mojemu widzeniu Jego twórczości.
Kiedy potencjometr wzmacniacza ustawiony w okolicy <godz 11> i zaczyna się Man in the Long Black Coat , to jeśli słuchacz, nie zastyga w zachwycie, powinien, poważnie, rozważyć wymianę systemu reprodukującego dźwięk.
Wbrew powszechnej opinii, że koniec lat 80-tych, to nie era Dylana, to wydawnictwo jest tejże (opinii) zaprzeczeniem.
_________________
Nie ma takiego naleśnika, który nie wyszedłby na dobre. H. Murakami
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
greg66
japońska edycja z bonusami


Dołączył: 31 Sie 2008
Posty: 3629
Skąd: Opole

PostWysłany: 13.04.2020, 17:06    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Moja nie ulubiona ale doceniona.
Patrząc na lata 80-te najlepsza Dylana, na Infidels może za dużo ducha Knopflera a tu to Dylan.
Lanois ubrał tą muzykę w dobrze skrojony garnitur i trzeba przyznać, że Dylanowi do twarzy w nim.
Druga strona (ta spokojniejsza) bardziej do mnie przemawia, a końcowy "Shooting Star" jest rewelacyjny.
_________________
joe's garage
http://musicpsychedelic.blogspot.com
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
greg66
japońska edycja z bonusami


Dołączył: 31 Sie 2008
Posty: 3629
Skąd: Opole

PostWysłany: 11.05.2020, 19:39    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Kontynuując opisywanie dyskografii Dylana doszedłem do płyty "Under The Red Sky" /1990/.

„Under The Red Sky” ukazał się 11 września 1990 roku.
I muszę Wam powiedzieć, ze jest to jedyna płyta Dylana, której nie mam na półce. Myślę, że nic się nie wydarzy jak też tej płyty nie będziecie mieli.

więcej na blogu nie ma.
_________________
joe's garage
http://musicpsychedelic.blogspot.com
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Wykonawcy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6
Strona 6 z 6

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group