Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna Muzyczne Dinozaury
i ich następcy
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Jethro Tull
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... , 33, 34, 35  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Wykonawcy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
MirekK
zremasterowany digipack z bonusami


Dołączył: 02 Mar 2008
Posty: 5919
Skąd: Nowy Jork

PostWysłany: 15.05.2020, 15:18    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

WOJTEKK napisał:
zgadza się, jest to choroba nieuleczalna, postepująca, ale o stosunkowo łagodnym przebiegu i jeśli się pacjent dobrze prowadzi, to funkcjonuje nawet nieźle.

Akurat tak się złożyło, że oglądałem wczoraj tą rozmowę Dan Rathera z Andersona. Anderson jest dobrej myśli. Przez ostatnich 18 miesięcy zażywa lekarstwa, które pomagają radzić sobie z tą chorobą i od tego czasu nie było pogorszenia. Bardzo elokwentny facet, z przyjemnością posłuchałem tej rozmowy. Jest w trakcie przygotowania nowej płyty, która planuje wydać pod koniec 2020 roku. Pewnie będzie opóźnienie, ze względu na koronavirus. Nie lubi psów, uwielbia koty. Very Happy

EDIT: Za tą sytuację zdrowotną jaką ma wini wdychanie prze 50 lat sztucznego dymu, wytwarzanego aby oświetlenie sceny lepiej wyglądało. Sad
_________________
"Życie bez muzyki jest błędem." - F. Nietzsche
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Crazy
remaster


Dołączył: 19 Sie 2019
Posty: 2218

PostWysłany: 30.08.2020, 22:15    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Maciej Geming, autor bardzo ciekawej książki O muzyce się nie gada, uruchomił się znowu pisarsko i na nowym portalu pod nazwą "Ze słuchu" machnął bardzo fajną recenzję Jethro z Live at the Isle of Wight 1970.

Pisze tam m.in.:
Cytat:
Sytuacja Jethro Tull anno domini 1970 budzi skojarzenie, pod jednym przynajmniej względem, z koncertami Czesława Niemena i SBB. W obydwu przypadkach mamy do czynienia z wyrazistym liderem, któremu towarzyszą muzycy niedający się – żadną miarą – sprowadzić do roli akompaniatorów, dzięki czemu na scenie górę bierze duch konfrontacji. Wszyscy trzymają się nawzajem w klinczu, a uzyskana suma ekstremów skutkuje, paradoksalnie, równowagą.


W ciekawy sposób rozwija wątek tych nie-akompaniatorów w osobach perkusisty i basisty, dokonuje też porównań z klasyczną koncertówką, czyli Bursting Out.

Całość tu:
https://www.zesluchu.pl/jethro-tull-nothing-is-easy-live-at-the-isle-of-wight-1970/
_________________
jeżeli nam zabraknie sił
zostaną jeszcze morze i wiatr
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Inkwizytor
digipack


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2595
Skąd: Monty Python`s Flying Circus

PostWysłany: 31.08.2020, 10:47    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Przyznam, że przeczytałem recenzję .... i trudno oprzeć wrażeniu, że to taka "sztuka dla sztuki" , zachwyt nad samym sobą, prowadzenie jakiejś intelektualnej rozrywki dla zabicia czasu, gra z samym sobą - może rozliczanie demonów przeszłości czy egzorcyzmów błędów i wypaczeń młodzieńczych fascynacji. Każdy ma prawo pewne artystyczne sprawy odbierać tak jak uważa i niekiedy dokonywać poważnych przewartościowań, kpić z własnych szczenięcych zachwytów i kolejnych etapów muzycznej inicjacji .... Jak wielu z nas chciałoby wskoczyć w wehikuł czasu i zbesztać tego samego siebie sprzed ok 20 / 30 lat i go odpowiednio ustawić by się niepotrzebnie "nie nakręcał" i by "popuścił lejce.....prrr.....". Błyskotliwy styl ... ale sam z bagażem swoich lat uważam dzielenie włosa na czworo za męczące i sto razy wolę przeczytać wyświechtane frazesy, oklepane słowne frazy , oczywiste oczywistości niż odkrywców którzy chcą za wszelką cenę być "oryginalni" - że przed nimi nikt na pewne skojarzenia i konstatacje nie wpadł - a tu niestety mamy z tym do czynienia. Sporo wątpliwych porównań - wczesne Jethro jako paralela dla relacji i napięć na linii Niemen i SBB - które to ostatnie wskoczyło w "europejski" projekt jako już prawie prawie gotowy zespół ze swoim niekwestionowanym liderem, może niekiedy jeszcze potrzebujące wyszlifowania kantów ale gotowe by żyć własnym życiem i podążać własną ścieżką - marszować do rytmu własnego dobosza - w tym przypadku Piotrowskiego.....a gdzie w przypadku Tull - przytulenie zespołu akompaniującego przez poszukującego i nieco w swych koncepcjach enigmatycznego i apodyktycznego lidera ?..... Tu nie było sytuacji jak w Sensational Alex Harvey Band - gdy lider "przygarnął" młodziaków z Tear Gas..... Nie ukrywam, że obok okresu "włóczęgostwa po teatralnej puszczy bandy minstrelów" to wczesny Jethro też należy do mojego ulubionego okresu - np gdy dzięki koncertowemu archiwum mistrza Kosińskiego zgrałem z audycji radiowej genialny dodany do Boxu 25th Anniversary - show z Carnegie Hall 70. Z tej przyczyny pojadę - oklepanymi frazesami - że ten skład to był czad, wyrosły z bluesowych korzeni, z jazzowymi inklinacjami, z dołączoną na świeżo "muzyczną dziewicą" Johnem Evansem na hammondzie. To do dziś robi wrażenie. Koncert z Isle to na dobrą sprawę nadal poruszanie się po tej wczesnej formule. Znów wątpliwa i trudna do udowodnienia teza - że po odejściu sekcji Bunker / Cormick - nie było już Jethro Tull tylko Anderson Band - mnóstwo niestety uproszczeń. A czy w/w biedni panowie byli tylko wtłoczeni w sztywną formułę akompaniatorami, których wprost roznosiła inwencja ?.....a następcy tylko "podgrywali" ?. Sam Ian powiadał - że np Martin zwykł napisać coś raz na kilka lat - a Barre - że jeśli masz coś do powiedzenia - do Ian naprawdę cię słucha. Czy muzyka na Brick to Ian Anderson Band ?. Podobnie czy nie słychać kolektywnego wysiłku na kultowych wśród fanów Cheateau D`isaster Tapes ?. Czy lider tylko szukał karnych żołnierzy i "muzycznych urzędasów" ?. Lata 80 pokazały że Ian plus różni dochodzący to nie zawsze równa się Jethro Tull i fani nie wychwycą różnicy - liczył się duch i osobowość - z tej przyczyny w bandzie nie utrzymali się wirtuozi, wymiatacze i technicy pokroju Jobsona, Craneya, Vetesse czy Aireya - tego ostatniego wolał szybko wymienić na gościa który nota bene nigdy wczesniej nie miał nic do czynienia z klawiszami - basistę i gitarzystę Martina Alcocka. A wracając do składu z Isle - tak się wtedy grało - heavy, jamowało, z bluesowym zacięciem, miał być czad, rock, heavy i z zębem. Grało się gęsto - a publisia szalała. Czy dochodziło do wymiany ciosów i konfrontacji w Jethro anno domini 1970 ?..... jakiegoś klinczu ?.... każdy chciał zabić pozostałych czy zdominować ?....a lider z trudem to znosił ?.... bzdury kochasie. Very Happy
_________________
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Crazy
remaster


Dołączył: 19 Sie 2019
Posty: 2218

PostWysłany: 31.08.2020, 11:23    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Inkwizytor napisał:
Czy dochodziło do wymiany ciosów i konfrontacji w Jethro anno domini 1970 ?..... jakiegoś klinczu ?.... każdy chciał zabić pozostałych czy zdominować ?

E, ale przecież tam nie chodzi o kwestie osobowościowe ani żadne konflikty, tylko o czystą muzyką. Tzn. autorowi ewidentnie o to chodzi: o napięcia, jakie pojawiają się w muzyce, na styku grających wspólnie charakternych muzyków, i on te napięcia odbiera według mnie jednoznacznie pozytywnie, że oni wtedy grają naprawdę RAZEM, a nie że każdy odgrywa sobie.
_________________
jeżeli nam zabraknie sił
zostaną jeszcze morze i wiatr
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Inkwizytor
digipack


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2595
Skąd: Monty Python`s Flying Circus

PostWysłany: 31.08.2020, 16:57    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Ja raczej zawsze słyszałem w Jethro - czyste działanie zespołowe i kolektywne a nie ścieranie się silnych, przeciwstawnych muzycznych osobowości - niekiedy wyrosłych z odmiennych tradycji - kontrasty , które można było swobodnie wychwycić w zespołach Zappy, Crimson czy u Davisa. Nikt mi na siłę nie wmówi, że w Tull zamysł był ten sam - że ciekawe, nieszablonowe, intrygujące zestawienie instrumentalistów zaowocuje mimo spięć i konfliktów wartościową działalnością. Proszę posłuchać wspomnianego przeze mnie show z Carnegie 70, Thick, Cheateau, Songs, Horses - lub genialnego Beltane - tu mamy jeden organizm i każdemu przyświeca jeden cel - to słychać - że poszczególne osobowości, instrumenty rozpuszczają w jednym kociołku, substancji , by stworzyć esencję Tull - nawet Ian tu szczególnie nie dominuje i też staje "zwykłym członkiem bandu" - gdzie każdy ma i zna swoje miejsce i co do niego należy:

https://www.youtube.com/watch?v=XzJVZ5Uda84
_________________
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Okechukwu
japońska edycja z bonusami


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 3892

PostWysłany: 06.11.2020, 12:32    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Tylko że np. taki Aqualung - już o tym chyba pisałem - w epoce brzmiał bardzo źle, a po remasteringu Wilsona, słucham zupełnie innej płyty.


Przesłuchałem wczoraj ponownie "Aqualunga" z winyla. Winyl portugalski (!) - wydanie z lat 70 (chyba późne lata 70, choć na winylu daty brak). Faktycznie - szału nie ma - zwłaszcza piano jest bardzo wytłumione. Najgorzej brzmi utwór tytułowy - muliście, mało selektywnie, rachitycznie. Ale utwory akustyczne np. Mother Goose i My God brzmią całkiem fajnie. Mam też Songs i Horses na analogach (pierwsze wydania Chrysalis) i obydwa brzmią bardzo ładnie - choć Songs lepiej.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Leptir
box


Dołączył: 04 Wrz 2010
Posty: 7746

PostWysłany: 06.11.2020, 13:58    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Z tym "Aqualungiem" to trochę dziwna sprawa. Mam RFN-owski winyl z lat 80. i pamiętam, że brzmiał całkiem nieźle. W ogóle to jest dość dobrze wyprodukowana płyta w porównaniu do paru wcześniejszych. Inna sprawa, że dawno nie słuchałem, a jeśli już to robiłem to raczej z CD. Musze sobie odświeżyć wrażenia.
_________________
„You can be in paradise only when you do not know what it is like to be in paradise. As soon as you know, paradise is gone.” (John Gray)
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Crazy
remaster


Dołączył: 19 Sie 2019
Posty: 2218

PostWysłany: 06.11.2020, 20:21    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Jak dla mnie Aqualung brzmi idealnie, wszystko mi jedno z czego Smile
_________________
jeżeli nam zabraknie sił
zostaną jeszcze morze i wiatr
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Okechukwu
japońska edycja z bonusami


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 3892

PostWysłany: 07.11.2020, 02:35    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Muzycznie petarda, ale produkcyjnie mogłoby być lepiej. Tekstowo pierwsze dojrzałe dzieło Andersona. Choć ten ateistyczny manifest w My God troszkę za mało wycieniowany i zniuansowany. Locomotive Breath lepiej pod tym względem wypada- nie jest tak dosłowny.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Inkwizytor
digipack


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2595
Skąd: Monty Python`s Flying Circus

PostWysłany: 07.11.2020, 06:45    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

https://www.megadisc.pl/pl/o/JETHRO_TULL_Live_In_Essen_January_1972_FRA_On_The_Air

Skoro mowa o Aqualung - za rekomendacją "Guru Leśniewskiego" postanowiłem ostatnio się skusić i posłuchać tego koncertu - przyznaję, że bardzo dobra jak na bootleg jakość dźwięku za zespół gra jak w transie - na pewno powinien znaleźć na półce fana obok takich rzeczy jak m.in Sztokholm 69, Carnegie Hall 70 czy Isle of Wight 70. Polecam , a tu do posłuchania Very Happy

https://www.guitars101.com/forums/f90/jethro-tull-essen-germany%3B-january-21-1972-a-643885.html
_________________
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Inkwizytor
digipack


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2595
Skąd: Monty Python`s Flying Circus

PostWysłany: 28.01.2021, 11:04    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

http://theultimatebootlegexperience7.blogspot.com/2016/09/jethro-tull-1980-11-12-los-angeles-ca.html

Polecam jako środek "nostalgiobójczy" ten bootleg - czyli dla tych tęskniących za prawdziwym rasowym Jethro. Mimo, że pochodzi z szalenie kontrowersyjnego okresu i jeszcze bardziej kontrowersyjnie odbieranego i w sumie skandalicznie niesprawiedliwie ocenianego krążka "A". Dla mnie - choć unikam tych kategoryzacji i nadętego arbitralnego przyznawania gwiazdek ( no chyba, że są to obecne 8 gwiazdek Very Happy ) - przez ludzi uważających się i sami sobie przyznających status "ostatecznych nieomylnych autorytetów i wyroczni" - jak np sakramencko skompromitowali się redaktorzy starego Tylko Rocka zaliczając krążek do "antykanonu" i przyznając 1 gwiazdkę czyli "prezent dla wroga".

Koncert jest od początku do końca fantastyczny - nieprawdopodobna dynamika i umiejętność nieustannego utrzymywania niesłabnącego napięcia i zainteresowania słuchacza - do ostatniej sekundy - co rusz czymś zaskakując. Krążą opinie - że to "ostatni Tull" - potem było wyraźnie gorzej - nie podzielam tej opinii - ja bym raczej jako "ostatni Tull" wskazał wczesną odnogę trasy Crest z Donem Airey na klawiszach oraz akustyczną trasę , której wynikiem był wyborny Little Light Music. Fani podzielili się na wiernych starej "gwardii" - szczególnie wiernej świcie, która została skandalicznie i nikczemnie potraktowana przez lidera - mówię o "wylanych" w wyniku nieporozumienia Evansa, Palmera i Barlowa ( sam boss również nie popisał się nie próbując złagodzić, wyjaśnić całego zamieszania, nie miał nawyku cofać raz podjętych decyzji czy po męsku przyznać, że popełnił błąd i dał ciała - a można było zaprosić na kilka drinków - wszystko sobie wyjaśnić i odkręcić i UTRZYMAĆ tamten skład ). Podobno część fanów na koncertach wyrażała rozgoryczenie brakiem szczególnie ich ulubieńca - nowego wcielania Harpo Marxa - Evansa i z nieufnością podchodziła do "hermafrodyty" czyli Eddiego Jobsona - na marginesie chyba najdoskonalszego technicznie muzyka jaki kiedykolwiek przewinął przez ten band. Wskazywano, że pozostał "obcym ciałem" - zarówno jako klawiszowiec ( bliżej mu było do futurystycznego UK ) , jako skrzypek ( tu wierutna bzdura - proszę posłuchać jego kaskaderskiej partii w Protect, w Pine, w Heavy Horses czy czułej kantyleny gdy lider śpiewa ".... Aqualung my friend...." ) oraz instrumentalista i aranżer. Niektórych raziło nadużywanie koronnego wówczas instrumentu - Yamahy CS80 - dla mnie to było pchnięcie zespołu na nowe nieznane wody, brzmieniowe terytoria i jakiś pierwiastek ryzyka - które w sumie się opłaciło. Nowe czasy, nowe wyzwania, nowe technologie - wyszło kapitalnie. Wystarczy posłuchać otwierającego całość Black Sunday - jak budują napięcie i jak zespół się odradza, klasyki jak wspomniany Heavy Horses, Songs ( zagrany trochę "na opak" - od środka ) , Hunting Girl, Skating, przearanżowiony i zmieniony niemalże nie do poznania - Locomotive Breath - z innym wstępem ( może by uniknąć porównań ze słynnym intro Johna ) - a od 3 minuty przeradza w pyszne nieco electro-symphonic-jazz-rockowe zespołowe pandemonium - wyborny jam z Eddiem na elektrycznych skrzypcach - Andersonem na klawiszach i tym podniosłym finałem - przez fanów określany jako "white balls" lub "balloons" - gdzie Ian bawił się z publicznością rzucając w ich stronę monstrualne balony. Nowy materiał wypada jeszcze lepiej - zakręcony Pine Martens - na którym większość zespołów połamałaby sobie nogi i palce ( słowa uznania dla Peggiego - jego bas niekiedy cudownie funkujący stanowi pewny i nieomylny fundament wcale nie prostego grania ), nieco przebojowe ale z mocnym uderzeniem Crossfire, Working Joe, wychwalać można pod niebiosa Protect - za nie tylko pędzącą na złamanie karku sekcję, główny motyw ale od 3 minuty znów przeradza w zapierające dech w piersiach zespołowe granie - mamy takie jak w jazzie "call and response" - partia każdego muzyka ( okienko dla Martina ) jest jakby w kontrze dla poprzednika - jest i szaleńcza kadencja fletu i sekudnująca jej wściekła partia przesterowanych skrzypiec - aż człowiek kręci z niedowierzaniem głową ( jakie to dobre / jakie to prawdziwe ). Jest zdrowe współzawodnictwo i szaleńczy taniec fletu i skrzypiec w Uniform ( żadne tam "battle" jak zwykli mawiać ignorancji ). Podobać może się pełny hard rockowej mocy jam - Trio - w zasadzie na tle niezmordowanej sekcji Pegg / Craney - solowy popis Martina - czy znów nawiedzone , nieokiełznane solo Andersona - w środkowej części przechodzi w inspirowane dziełami Bacha nieco jazzujące granie ( wcześniej Peggy sekunduje mu na zelektyfikowanej mandolinie - ale proszę posłuchać co się wyrabia od 2 minuty solówki Iana - tego nie da się sprowadzić do grafomańskiej pisaniny - Jethro Tull w najlepszym wydaniu w wybornym sosie przygotowanym przez wybornych i wytrawnych "saucierów" Very Happy ( a że nieco nawiedzonych i spuszczonych z łańcucha - co w tym złego ? ). Szkoda, że to taka właśnie "hybryda / efemeryda" - doszło do wyjątkowego , unikatowego muzycznego aliansu, muzycznego romansu - może i namiętnego, płomienistego, pełnego fajerwerków - ale szybko zakończonego - może za szybko ?. Jobson podobno nigdy specjalnie nie czuł się komfortowo w Tull podobnie jak Craney - wyborny technicznie muzyk ( jego partia w koncertowym Brother to Brother - Gino Vannelliego jest wysoko oceniana i stawiana za niedościgniony wzór przez innych perkusistów ) - potrafiący zagrać dosłownie wszystko ale chyba nie czuł do końca muzyki Andersona. Tak czy inaczej - jeśli ktoś jest fanem Tull - a jest uprzedzony ( zadziałał chyba taki syndrom "papugi" - czyli co jedna powiedziała - inne automatycznie i bezrefleksyjnie powtarzają - czy jak w bajkach - gdy jakiś wilk zacznie wyć - inne nie mogą oprzeć zewowi instynktu i natury - i dołączają do całego chóry wyjców ) - do tego składu i repertuaru - niech posłucha - bo to granie na najwyższym poziomie i stanowi wielką frajdę dla nie tylko fanów Jethro ale generalnie ambitniejszego solidnego grania, urozmaiconego, arcy barwnego, ale nie tracącego piorunującego uderzenia.
_________________
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Inkwizytor
digipack


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2595
Skąd: Monty Python`s Flying Circus

PostWysłany: 28.01.2021, 11:27    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Mała errata do powyższego - jeśli ktoś ma mieszane uczucia co do wydanego niegdyś na video a potem na DVD - Slipstream - który obok wybornych głównie koncertowych fragmentów - które zapierają dech w piersi - vel otwierający Black Sunday, Songs, Horses, Skating i finału z popisami Eddiego na skrzypcach - Locomitive - są wstawki "niby" teledysków ze studia - które tylko wprowadzają niepotrzebne zamieszanie ( choć upodobanie do przebieranek w Too Old - mamy na przemian staruszków z Mopsu, oficerów marynarki i glam rockerów na finał Very Happy - może się podobać ). Te wstawki niszczą dramaturgię występu - baa.... spektaklu i jego dynamiki a ta była porażająca i chwytająca za gardło. Może kiedyś doczekamy się PEŁNEGO zapisu występu z tamtej estrady - a wstawki zostaną potraktowane jako bunusik - kto chce niech sobie obejrzy na deser. Podobnie jak w przypadku koncertu Genesis z 76 z Brufordem.
_________________
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
WOJTEKK
box z pełną dyskografią i gadżetami


Dołączył: 12 Kwi 2007
Posty: 22288
Skąd: Lesko

PostWysłany: 28.01.2021, 11:55    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Kiedyś ten dysk był dodawany do remastera "A" - czyli był jednym z niewielu powodów, żeby ten zestaw kupić
_________________
Nie ma ludzi niezastąpionych. Oprócz The Rolling Stones.

http://artrock.pl/
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
mahavishnuu
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 09 Wrz 2011
Posty: 4252
Skąd: Opole

PostWysłany: 28.01.2021, 12:28    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Inkwizytor napisał:

Polecam jako środek "nostalgiobójczy" ten bootleg - czyli dla tych tęskniących za prawdziwym rasowym Jethro. Mimo, że pochodzi z szalenie kontrowersyjnego okresu i jeszcze bardziej kontrowersyjnie odbieranego i w sumie skandalicznie niesprawiedliwie ocenianego krążka "A".

Glanowanie „A” od dawna jest w dobrym tonie. Mój stosunek do tej płyty jest niejednoznaczny. Z jednej strony, są na niej nagrania, do których nie mam ochoty powracać, z drugiej, co najmniej kilka darzę sympatią na tyle, że raz na jakiś czas lubię sobie odświeżyć („Crossfire”, „Fylingdale Flyer”, „Black Sunday”, „And Further On”). Cichym bohaterem tego albumu jest dla mnie Eddie Jobson. Jethro Tull potrzebował wtedy odświeżenia formuły, nieodzowny był choćby lifting w sferze brzmieniowej, dlatego dołączenie Jobsona to strzał w „10”. Ciekawy zwrot w stronę brzmień elektronicznych. Flirty z elektroniką na następnych płytach, jak dla mnie, nie były już tak udane (muszę przyznać, że wprost nie cierpię „Under Wraps”). W niemałym stopniu dlatego, że kolejny klawiszowiec Peter-John Vetesse sporo ustępował Jobsonowi.

Materiał koncertowy, który zapodał Inkwizytor, nabyłem pod koniec lat 90 we Wrocławiu. Na dworcu PKP był tam dobry sklep muzyczny (niestety, od dawna już nie istnieje). Pan E.G., który go prowadził, był dobrym specem od muzyki. Kupiłem u niego trochę rzadkich perełek. Bootleg Jethro Tull nosi tytuł „The Pine Ian's Jig”. To w sumie ten sam koncert z Los Angeles z trasy promującej „A”. Moje wydanie ma inną kolejność utworów, poza tym jest o kilka minut krótsze. Tak czy inaczej - bardzo dobry album!
_________________
RateYourMusic/mahavishnuu
AstralnaOdysejaMuzyczna
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
WOJTEKK
box z pełną dyskografią i gadżetami


Dołączył: 12 Kwi 2007
Posty: 22288
Skąd: Lesko

PostWysłany: 28.01.2021, 13:11    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Glanowanie A nie jest do konca uzasadnione, zgadzam się, bo z jednej stony - tej pierwszej - jest kilka dobrych numerów, ale z tej drugiej - tej drugiej ro już dno i metr mułu. Ogólnie słabo. Moim zdaniem najsłabsza płyta Jethros.
_________________
Nie ma ludzi niezastąpionych. Oprócz The Rolling Stones.

http://artrock.pl/
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Wykonawcy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... , 33, 34, 35  Następny
Strona 34 z 35

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group