Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna Muzyczne Dinozaury
i ich następcy
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Creme de la Śmietana
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Wykonawcy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
B.J.
box z pełną dyskografią i gadżetami


Dołączył: 11 Kwi 2007
Posty: 10744

PostWysłany: 23.11.2020, 12:36    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Oprócz Gershwina, Brad z Jarosławem grali też Ellingtona - na "bliźniaczej" płycie.
_________________
In pfecutione. extrema S.R.E. fedebit.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Inkwizytor
remaster


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2454
Skąd: Monty Python`s Flying Circus

PostWysłany: 24.11.2020, 11:15    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

https://www.discogs.com/Jarek-%C5%9Amietana-Ballads-And-Other-Songs/release/5195829

https://www.discogs.com/Jaros%C5%82aw-%C5%9Amietana-Songs-And-Other-Ballads/release/5298033

O płycie poświęconej Ellingtonowi chciałem napisać w następnej kolejności, jeszcze na to przyjdzie czas. Jarkowi już wcześniej zdarzało się kreować takie "bliźniacze" projekty - chyba najlepszym na to dowodem są Ballads and other Songs i Songs and other Ballads. Nie wiem czy jest fan Śmietany, który potrafi wskazać która była pierwsza i dokładnie wyrecytować zestaw utworów. Choć oba krążki dzieli kilka lat ( ok 4 ) to dla wielu są nierozerwalnie ze sobą związane i każdy omawiać osobno - to jak tom I i tom II danego dzieła. Lustrzane odbicia i spokojnie mogły być wydane jako podwójny krążek i nikt nie dostrzegłby różnicy. Zwykło się uznawać za recenzentami i znawcami jego dyskografii - że to jedne z "popularniejszych" jego dzieł - otrzymał sporo nagród i swego czasu sprzedawały się jak na nasz krajowy biedniutki rynek całkiem przyzwoicie. Śmietanie udała sztuka - która potem na o niebo większą skale przypadła Night in Calisia - Włodka Pawlika. Chyba nie będę uzurpatorem gdy zasugeruję, iż Włodek "odrobił lekcję z lektur" w/w krążków Śmietany. Pewne pokrewieństwo stylistyczne, bogate filmowe z rozmachem zaserwowane aranże orkiestry - jest wręcz uderzające. Chyba nie ma sensu z Ballads / Songs wyróżniać jakiejkolwiek kompozycji - te ze smakiem zaaranżowane i przygotowane przez muzyków najwyższej próby - układają chyba w nie do końca zamierzony sposób w rodzaj suity - taki strumień świadomości. Poszczególne interludia smyczków, czy partie zamykające szykują grunt pod snucie nowych opowieści. Można czasami nieco się ironicznie uśmiechnąć i zapytać - czy aby przypadkiem "nie za dużo tej słodyczy" i tego "staroświeckiego sentymentalnego czułostkowego nastroju". Oba albumy i wykrojone z nich fragmenty mogły śmiało zostać wykorzystane w filmach Claude`a Leloucha czy Woody Allena ( nota bene wielkiego miłośnika właśnie takiego lekko staroświeckiego jazzu - jak z kawiarni paryskiej czy knajpki w Nowym Orleanie - może kiedyś zrealizuje jakiś film u nas np "Drugie Śniadanie w Sosnowcu" czy "Podjadanie między posiłkami w Lublinie" Very Happy ). Obok znanych współpracowników ( znów nie będę oryginalny gdy podkreślę ile zasłużonych podziękowań, zachwytów i uznania wzbudziły aranże autorstwa Wojtka Karolaka ) - nad wszystkim dominuje wcale nie nachalna ale obecna, pewna, nie znosząca sprzeciwu szlachetna barwa gitary Śmietany. Sola niezwykle subtelne, nie przegadane, ale sprawiające wrażenie - że każdy dźwięk ma swoje uzasadnienie i jest dokładnie tyle ile to konieczne. Dla mnie Songs / Ballads idealnie przygotowało grunt pod kolejną orkiestrową wspomnianą perłę Autumn Suite - można nawet śmiało mówić o pewnej "trylogii" - choć w tym ostatnim lider skupia głównie na autorskim materiale. Podejście i stopień wrażliwości jest ten sam. Nie dziwię się, że w/w krążki trafiły w gusta i znalazły uznanie nawet zgoła nie jazzowej publiczności. Jeśli kogoś przeraża słowo "jazz" - to dobra okazja by się przekonać, że to nie gryzie i nie takie straszne - a w dalszym ciągu to jest autentyczny jazz, bez zgrzytów, odjazdów, free czy "rapu i hip-chłopa" Very Happy . Jednej z dawnych belferek, które coś chciały dla mężusia na walentynki podsunąłem to plus jej wówczas nie znaną Dianę Krall - była zachwycona. Niektórzy mogą złośliwie powiedzieć, że to taki polski pierwszy bodajże "smooth jazz" - taki jako tło do gorącej kąpieli i świeczuszek zapachowych i musującego Prosecco w kieliszku - "już kąpiesz się nie dla mnie w pieszczocie pian" itd itd Wink . Świadczy o głębokiej wiedzy, świadomości jazzowej tradycji i najwyższej chyba z możliwych kultury muzycznej. Warto je mieć obie. Banalnie to zabrzmi ale w trakcie czy tuż po słuchaniu człowiek uśmiecha się szeroko i myśli - kurcze.... ale to fajne granie i chce się do nich wracać.
_________________
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Inkwizytor
remaster


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2454
Skąd: Monty Python`s Flying Circus

PostWysłany: 25.11.2020, 08:08    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

https://www.discogs.com/Jarosław-Śmietana-From-One-To-Four/release/2166416

Płyta często pomijana przez fanów i w ich świadomości traktowana nieco "marginalnie" - nie jako "nie godna uwagi" lecz taka jakby - "na bocznicy". Przyznam, że sam przez lata miałem do niech ostrożny stosunek i po pobieżnym przesłuchaniu na długo wylądowała na półkę. Trudno tu mówić o albumie jako całości - to raczej zbiór kompozycji, niekiedy sprawia wrażenie chaotycznie porozrzucanych czy takiego stylistycznego grochu z kapustą. Nie powinno to dziwić bo w naszym krajowym jazzie w tamtych latach zdarzały krążki nie tylko portretujące muzyka tu-i-teraz ale bardziej jako zbiór nagrań w różnych konstelacjach, składach, sesjach, oddalonych w czasie - jakby wizytówka i materiał promocyjny by pokazać wszechstronność artysty. Tu mamy info że całość pochodzi z sesji dla Radia Opole z grudnia 86. Śmietanie towarzyszy ówczesny skład z Sounds - chyba jeden z najlepszych i najdobitniej realizujący idee gitarzysty - Pelc, Baron i Dębski. Mamy też dwóch znakomitych gości - Ścierańskiego i Muniaka. O obu w wywiadach zawsze wypowiadał się w samych superlatywach - grywał przy różnych okazjach i jak już wspomniałem - niekiedy stawiał sprawę jasno - nie miał dla nich żadnych awaryjnych zastępców - gdy nie byli osiągalni - "nie miał z kim zagrać koncertu". Nie wiem jaki był artystyczny zamysł tego albumu - może czasem dziwić zestawienie czy zderzenie nagrań zespołowych - bliższych fusion z miniaturami / standardami Parkera zagranymi w duecie z Muniakiem czy solo na gitarze - Body & Soul i zamykający My One & Only Love. Czy zadziałała przekora Jarka, chęć udowodnienia krytyce, że owszem - podąża za nowymi trendami, nie są mu obce ale nadal mocno tkwi w korzeniach najprawdziwszego jazzu i potrafi i chce zagrać stare standardy i bebop. Może też jak wielu innych zrozumiał - że w tamtym czasie jazz już nie miał głównego nurtu, liderów za którymi podążaliby wszyscy inni tylko nastąpiło "rozbicie" na setki kierunków, stylistyk i każdy mógł zagrać na co tylko miał ochotę - było miejsce i na fusion, i na funkjazz i na straight ahead - i nikt na dobrą sprawę nie miał racji czy monopolu na "prawdę" czy "słuszny styl". Niedawno w moje ręce wpadło kilka jazz forum z tamtych lat i w wywiadach Śmietana podkreślał "miałkość i lenistwo intelektualne" krytyki z jaką musiał walczyć oraz m.in chęć wyjścia krajowego jazzu z zaścianka. Rozpływał w zachwytach nad doskonałością muzyki Pata Metheny - tu znalazło to wyraz w otwierającym stanowiącym hołd - Crazy Folk Song - niekiedy niemalże kopia Two Folk Songs z otwierającego wyborną całość 80/81 - w melodii możemy odnaleźć wątki z Sounds czy Touch of Touch - a na koniec tego rozbujanego z genialnie pokotłowaną a la Jack DeJohnette perkusją Pelca - jest mały niewinny cytacik z innego szlagieru Pata - mego ukochanego It`s For You. Skoro mowa o kompozycjach zespołowych Sounds - jest urokliwa i nastrojowa impresja Two Coloured Girl gdzie Śmietanie na syntezatorach akompaniując tworząc fascynujący klimat - Baron i Dębski - rzadka okazja by usłyszeć ich w tej roli - ciekawe czy powtarzali ten patent na żywo. Jest najpiękniejszy na płycie Scandynavian Song - autorstwa o dziwo - Pelca - utwór, którego nigdy nie ma się dość - można słuchać i słuchać - chyba jedna z czarowniejszych w tym stylu w latach 80 - kłania nie tylko ECM`owski Pat ale też późniejsze Laboratorium z NO.8, może też odrobinę bardziej przebojowy Garbarek. Jest też wizytówka Ścierańskiego - Conno - tu jeszcze w surowej wersji, mającej znamiona luźnego jam session - nie jest aż tak uduchowiony jak późniejsza z elektronicznymi smaczkami i tą wokalizą Marka Bałaty nasuwająca i malująca obraz tuż przed Świąteczny.

Podsumowując - album jako całość - absolutnie nie - raczej zachęta by każdej kompozycji przyjrzeć się z lupą i poświecić więcej uwagi. Łatwo ten krążek potraktować na zasadzie - "jednym uchem wpadnie a drugim wypadnie" - lecz gitarzysta i jego kompani pokazali naprawdę wiele. W wywiadach chwalił kolegów - że muzyka Krzyśka to nie jest może jazz sensu stricte ale ma fantastyczne pomysły melodyczne i wyczucie basu - narzekał, że kontrabasiści z jakimi stykał mieli wrodzoną awersję do basówki - traktowali jako coś gorszego. Pelca wychwalał za kompleksowe podejście do bębnów - mierzili go drummerzy nadużywający talerzy - marzyła mu się współpraca z Alexem Acuną. Można mieć jedynie zastrzeżenia do masteringu płyty CD - momentami jakby "zamazana" i niezbyt klarowna - jakby zgrana prosto z winylu, dziwne. Tutaj Anex się niestety nie popisał - nie brzmi to tragicznie ale powinno o wiele lepiej.
_________________
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Inkwizytor
remaster


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2454
Skąd: Monty Python`s Flying Circus

PostWysłany: 30.11.2020, 12:00    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

https://www.discogs.com/Brad-Terry-featuring-Jarek-Śmietana-Brad-Terry-Plays-Ellington/release/7218557

Krążek nieco na wyrost określany mianem "bliźniaczego" dla współpracy na linii Terry / Śmietana , trwający bodajże od 1991 od Festiwalu Standardów Jazzowych - dopełniający o rok młodszy "Plays Gerswhin". Jest to spore uproszczenie - ponieważ zarówno obiekt hołdu jest inny jakże w tym przypadku o wiele bogatszy aparat wykonawczy. W stosunku do dość "letargicznej" i przesyconej kameralną i intymną, niemalże "nagą" aurą poprzedniczki - panowie postawili na nieco inne rozwiązania, co ważniejsze - bogatsze brzmienie, by przynajmniej próbować oddać wielopłaszczyznowe brzmienie orkiestry Duke`a - choć jak wszyscy doskonale wiemy - jest to niemożliwe - już Paul Whiteman zwykł mawiać - że "temu facetowi nie można nic podkraść, niczego skopiować, lepiej dać sobie spokój". Złożyć hołd - o to już prędzej Very Happy . Można śmiało odwrócić sytuację - przecież standardy Gershwina były z powodzeniem przez lata brane na warsztat uznanych i wybornych big bandów - oraz odwrotnie - kompozycje Ellingtona z powodzeniem grały stosunkowo skromne zespoły. Lecz skupmy się na wspólnym projekcie Brada i Jarka. Operujący tu jeszcze bardziej zwiewnym tonem Terry nie szczędzi słów uznania dla tytanicznej pracy gitarzysty - ciepło wypowiadał się o muzykach , których znał wcześniej oraz dla świeżych twarzy zaangażowanych bez reszty przy tym projekcie - np dla Antoni Dębskiego oraz całej ekipy Radia Kraków dla tej trudnej do uchwycenia zrelaksowanej atmosferze. Mamy plejadę znakomitych muzyków - Dębski, Groborz, Niedziela, Czerwiński , Baron , Wysocki, Rosiak. Aranżami równo podzielili się Śmietana, Groborz, Baron i Ptaszyn. W wywiadach Jarek pokreślał, że jest "sentymentalny" - i wcale nie uważa tego jako powód do wstydu - on niekiedy wprawiał w zdumienie innych - niby taki wielki chłop a tu uroni łezkę na filmie razem z córką i nadal pozostaje sobą, bardzo przywiązuje się do ludzi - podobnie jak to pewnej stylistyki, tradycji, dobrego starego jazzu. Ten album to chyba najlepszy tego przykład. Nie jestem w stanie wyróżnić jakąkolwiek interpretację - może nieco mroczny i tajemniczy w odsłonie Caravan - z wybornymi solówkami Śmietany i Groborza. Gitarzysta wskazywał na unikatowy charakter i ton Brada - że klarnet ma to do siebie, że szybko drażni słuchaczy - jeśli jest go za dużo - ale Terry`ego można słuchać i słuchać. Czy uchwycono ten "gungle" style ?..... niech każdy słuchacz indywidualnie sobie odpowie na to pytanie. Na ostatku można wnikliwym wyłapywaczom smaczków i niuansików - że podobnie jak w przypadku "młodszej siostry" - Gershwin - klarnecista obok swoich koronkowych i dziewiczych solówek - raczy nas równie wdzięcznymi solówkami - gwizdanymi - świadczące , że w jazzie zawsze musiał zaistnieć pierwiastek dobrej zabawy, luzu, relaksu, powietrza i nie traktowania wszystkiego ze śmiertelną powagą - a i nawet gwizdana melodia może niewinnie i z powodzeniem swingować. W dawnym jazzie zdarzało się to częściej w późniejszym już jakby zamarło. Śmietana trochę jak wino - im starszy tym lepszy - i to nie z racji jego wieku - tylko w przewrotny sposób - im dalszy horyzont jego albumów w stosunku do obecnych realiów oraz że gdy słuchacz się również starzeje - chyba zaczyna doceniać jego muzyke i dociera do niego o co w tym "jazzie śmietany" naprawdę chodzi. I nie uruchamia się sarkazm - że to muzyka dla podtatusiałych sflaczałych nudziarzy - którym już wszystko jedno - ziarno musi zostać zasiane wcześniej. Sam tego doświadczam - jak w miłości - niektórzy w jazzie szukają baaaaaardzo daleko tego co niekiedy jest dosłownie na wyciągnięcie ręki. Co uderza w krążku o Ellingtonie Brada i Jarka - głęboka świadomość - nie raz ganili młodych - którzy grają jakieś "dybidybidy" że niby improwizują i jazzują..... ale to czyste bęcwalstwo.
_________________
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Inkwizytor
remaster


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2454
Skąd: Monty Python`s Flying Circus

PostWysłany: 02.12.2020, 12:03    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

https://www.discogs.com/Extra-Ball-Aquarium-Live-No-3/release/4972710

Rzekomy konflikt, który miał rozsadzić tą unikalną w swoim rodzaju konstelację na linii lider - Śmietana i co-lider Adzik Sendecki - zawsze wydawał się być mocno naciągany i przesadnie rozdęty przez szukającą sensacji i wietrzącą rozłamów prasę. Znamienne, że w późniejszych wywiadach Jarek nie szczędził pianiście słów uznania - podkreślał pewną rytmiczną, harmoniczną, akordową i melodyczną więź - w następnych projektach wolał wielokrotnie grać bez pianisty niż z kimś ustępującym mu niemalże we "wszystkim". Sendecki zapewniał liderowi spokój na wielu odcinkach - nie tylko w trakcie zespołowych improwizacji - w innych mieszanych składach pojawiała "nerwówka" i "stresik" - jeden zwalniał, inny przyśpieszał, każdy muzyk odznacza się zgoła indywidualnym pojmowaniem rytmu - a z Adzikiem tego nie było. Krążek na wyrost i przesadnie ma przypiętą etykietkę - "pożegnalnego" i "napełnionego smutkiem". Niegdyś szalejąc z radości, że się ukazał na srebrnym krążku po przemijającej fali euforii - odłożyłem na dłuższy czas na półkę - jeden mianownik pozostał bez zmian - zarówno wtedy po świeżych odczuciach jak i obecnie - nie odczuwam, że mamy do czynienia z podsumowaniem pewnego etapu grupy - która nieuchronnie zmierzała do końca, dobiła strukturalnie i stylistycznie w swoich poszukiwaniach do ściany. Obok żywcem wyjętych z Narodzin - utworów - Dobry Rok ( z końcówką rodem z propozycji Corei ) i Słoneczny Poranek - pojawiają dwie wielkie niespodzianki - covery "standardów" - Atlantis - Tynera - może w nie aż takim ładunku mistyki i metafizyki - bliżej do swobodnego i funkującego Hacocka - tu żadne, ale to żadne słowa uznania nie będą na miejscu dla nienagannego - zdolnego wysłać na śmietnik wszystkie szwajcarskie zegarki timingu basowego Jana Cichego - niestety nigdy ten wybitny basista nie doczekał się uznania dla swojego talentu. Tutaj on jest architektem całości - Extra Ball obok Jatka, Adzika, Olejniczaka miał innego "Cichego" solistę Very Happy . Co godne odnotowania - gitary Śmietany jest na koncertowym krążku mniej. Jego akompaniament schodzi na dalszy , trzeci, czwarty plan - nie wiem czy to świadomy zabieg. Cały album wykazuje surowym brzmieniem - nie wiem w jakim stopniu jest to wypadkowa notorycznych problemów technicznych z kulisami Akwarium, taśmą matką, miksem, produkcją ( lub jego braku - proszę wsłuchać się uważnie i ocenić jak warczy / pobrzękuje / bulgocze piano elektryczne Sendeckiego - jakże odległe o perlistego, niewinnego, wibrafonowego, krystalicznego tonu choćby Gogolewskiego czy Grzywacza - nie wiem czy to wypadkowa używania tandetnego efektu czy wzmacniaczy ? ).
_________________
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Inkwizytor
remaster


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2454
Skąd: Monty Python`s Flying Circus

PostWysłany: 03.12.2020, 12:47    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

https://www.discogs.com/Extra-Ball-Extra-Ball/release/2628054

Pierwsza płyta Extra Ballu przeze mnie zakupiona i słuchana na okrągło. Łapczywie wyłapywałem każdy niuans, każdy smaczek, każde przejście, każdą zmienną barwę i mogę uczciwie przyznać - poznałem ten album naprawdę dobrze, co więcej - ma w sobie coś takiego - że uzależnia, zachęca by po nią sięgać, by domagać się więcej i więcej i za każdym razem oferuje doprawdy wiele wnikliwemu i zachłannemu słuchaczowi. Analitycy twórczości Śmietany niemalże jednogłośnie i zgodnie wskazują na dominujący - entuzjastyczny, pogodny, pozytywny, żarliwie życiodajny, pełny zapału klimat płyty - uosobienie sił witalnych, apoteozy samej istoty jazzu - ma być odzwierciedleniem istoty życia i sprężystości zamierzeń. Nie wiem na ile to zachłyśnięcie się lidera nowym składem i ekscytacja potencjalnymi nowymi możliwościami na polu języka jazzu, artykulacji, wizji i narracji. Jarek dobrał sobie znakomitych partnerów - których śmiało znał wcześniej choćby z prężnie działającego Katowickiego Big Bandu - Wegehaupt na basie, Główczyński z Baszty i Bronikowski - który w odróżnieniu do pozostałych muzyków został odrobinę dłużej. Nasuwa się naturalne pytanie - czy ten skład nosił silne piętno poszukiwań i jak to w jazzie - instrumentaliści postanowili spontanicznie wejść w ten nurt i zobaczyć co z tego wyjdzie, zagrać trochę wybornej muzyki, kilka inspirujących prób i koncertów a potem każdy podąży w swoją stronę - to nie rock gdzie zawiązuje się i podpisuje prawie krwią cyrograf i wierność na długie, długie lata. W opracowaniach nie znalazłem informacji dlaczego ten skład się rozstał - różnice muzyczne ?, kwestie personalne ?, sam lider uznał "że to jednak nie to" ?. Nie umniejsza to wartościom czysto muzycznym na tym albumie - obiegowo zwany - Malboro Country. Każdy kawałek uderza ogromną melodyjnością i chwytliwością - co w jazzie nie jest aż tak oczywiste. Jarek w komentarzu do płyty potwierdza że chciał odejść od jazzrocka do szeroko pojętego rozwoju jazzu głównego nurtu - nie wiem czy w 1978 rzeczywiście istniało coś takiego. Poszczególne kawałki mają swój klimat, swój patent i swoją formułkę - w przypadku Wesołej Pieśni dla Keesa mamy na tle latynoskiego sosu pierwiastki dobrej zabawy by nie rzec wygłupu - choćby dzięki partii wokalnej dublującej linię gitary. Szwung i chwytliwość dopada nas w zamykającym Krakowskim Festiwalu Jazzowym - chyba żadna nóżka nie jest w stanie się powstrzymać by nie ruszać gdy kompozycja się rozpędza. Nocne Impresje osłaniają nieco inne mniej imprezowe a bardziej impresyjne obliczne bandu - całość dzięki właściwie stosowanym barwnym efektom gitarowym - przywołuje nastrój jakby spod wody, muzyka wydobywa jakby z mokradeł, z torfowisk i bagien. Śmietana odważnie wyszedł jako lider, instrumentalista i aranżer do przodu - każdy utwór ma po kilka dogranych ścieżek - rytmicznej, akustycznej, funkującej czy malującej stosowne pejzaże. Wedle słuchaczy Jarka - płyta odrobinę "przejściowa" i mająca wymiar "poszukiwań" - brzmienia, repertuaru, składu - żałuję ogromnie, że nie było mi dane posłuchać TEGO wydania Extra Ballu na żywo czy dokopać do jakiegokolwiek bootlegu koncertowego.

Albym skutecznie wymykający się sztywnym zaszufladkowaniom i klasyfikacjom - czy to modern jazz ?, czy to mainstream ?, jazzrock ?, fusion ?, a może akustyczne fusion ?. Nie jestem w stanie wejść w ówczesny stan umysłu Śmietany - jak oceniał ten okres i dorobek ?, można było to kontynuować z tym składem ?. Poczuł niedosyt i rozczarowanie ?. Malboro wciąga drodzy panowie - to nie propozycja by się na ulotną chwilkę podniecić a później na długie lata odłożyć na półkę i nigdy nie upajać ponownie.

Nie jest tajemnicą że zarówno Śmietana jak później choćby Namysłowski zderzyli z masą nieuzasadnionej, niesprawiedliwej, podszytej prymitywizmem, masie uprzedzeń i skrótów myślowych krytyce - bodajże począwszy od festiwali Jamboree i Jazz Nad Odrą 76 / 77 / 78 - pojawiła istna "histeria" i ileż kubłów pomyj ( pomijam małostkową falę krytyki jaką wylał po festiwalach w przełomowym 70 pewien pan - nazwisko miłosiernie pominę - na "K") - wylano na młodych próbujących grać w nowym stylu - który odzwierciedlał co się działo w Europie Zachodniej czy Stanach. Doszły nie mniej histeryczne i pełne teatralnych gestów dymisje i rezygnacje redaktorów naczelnych np Balcerka - ludzie ci uważali że nowa generacja ich zdradziła i współczesny "jazz" brzmiał w ich uszach coraz bardziej obco. A Jazz nigdy nie miał się zatrzymać na Armstrongu, Davisie, Parkerze, Youngu, Coltranie czy Silverze - nie miał być w założeniu sztuką kostyczną, stateczną czy ugrzęzła w stagnacji - by wrzucić pod szklany klosz i się nią napawać w samotności. Dla mnie i nie tylko jazzrockowcy czy "fusioniści" pragnęli zawrócić jazz na dawne tory - żadne free, czy trzeci nurt, żadne eksperymenty czy warszawska jesień - tylko znów muzyka do tańca, to ma być zabawa, jak w tamtym czasie gra brazylii w piłkę nożną. Smutne że nieliczni to rozumieli. Rytm, oddech, luz, relaks, czas - wychodzi zabawa w którą można wciągnąć publiczność. Część muzyków dała się tą histerią moralnie i muzycznie zaszantażować. Traktowali fusion / jazzrock jako część wstydliwej młodości - błędów młodości, błądzenia , czegoś z czego się poten wyrasta, czegoś gorszego sortu. Śmietana w wywiadach gorzko wskazywał na ignorantów krytyków oraz innych muzyków - którzy stosowali taki szantaż moralny i opluwali jego - próby otwarcia się - np Air Condition Namysłowskiego, sam lider został skutecznie ukąszony tym jadem - w późniejszych latach sam stał sceptykiem tego typy poczynań i kultowe stało się jego "elektryczne frajerstwo".
_________________
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Inkwizytor
remaster


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2454
Skąd: Monty Python`s Flying Circus

PostWysłany: 04.12.2020, 12:56    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

https://www.discogs.com/Extra-Ball-Akumula-Torres/release/1344255

Płyta dokumentująca podsumowanie dekady funkcjonowania Extra Ballu - w udzielonym dla Jazz Forum wywiadzie dał upust swojemu rozgoryczeniu w jaki sposób potraktowali go przy okazji z recenzji z chociażby koncertu w Rotundzie - że "... zespół przygotował przekrojowy repertuar, nie zabrakło wybitnych zaproszonych gości, wszyscy zgrali znakomicie, pełne profesjonalizmu aranżacje, bardzo przyjacielska atmosfera - tylko PO CO ?....". Liderowi ręce opadły - cytował dosłownie słowa redaktora z bożej łaski. Wskazał na wirus, chorobę i robactwo toczące naszych dziennikarzy muzycznych - zero szacunku dla kogoś kto jest od lat na runku, kto z powodzeniem działa, kto próbuje, wykazuje DETERMINACJĄ I KONSEKWENCJĄ - czego późniejszym młodszym generacjom zabrakło. A pismak próbuje całość zbyć i załatwić, zrobić pośmiewisko jednym żałosnym zdaniem - i czemu niby to miało służyć ?.


Płyta koncertowa - przynajmniej zamieszczone na niej kompozycje w mniejszym stopniu mają charakter "retrospekcji" a bardziej ówczesnych zainteresowań lidera i towarzyszących mu muzyków. Przejawiają silnie akcentowane nie tylko w warstwie rytmicznej ale również melodycznej - wątki ( wtedy jeszcze nie zdefiniowanej ) world music, czy pierwiastków afrykańskich, choć rozumianych i przekładanych na bardziej dla nas rozumiany język europejskiej romantycznej tradycji - vel tytułowy, bajecznie, na początku całkiem niewinnie i pogodnie rozwijający się - w dalszej części przybierający formę Davisowskiego pandemonium rodem z We Want Miles - partii trąbki i szaleńczych instrumentów perkusyjnych jak u Mino Cinelu czy Mtume - Dobre Mzimu i Rozmyślania nad Jeziorem Czad - który dopiero pełnym blaskiem cieszył fanów Śmietany na African Lake z Gary Bartzem - tu rzadka okazja by usłyszeć lidera w roli akompaniatora na fortepianie - choć w wywiadach dawał wyraz swojej dezaprobaty dla własnych stosunkowo skromnych umiejętności i miał zamiar solidnie w tej materii się dokształcić.

Wymowny jest długi okres przerwy między Mosquito a Akumulatorres. Lider w obszernym wywiadzie dla Jazz Forum podkreślał - że musiał mierzyć z przesadnie i nadmiernie rozbuchanymi oczekiwaniami fanów i krytyki po powrocie ze Stanów - którego zwieńczeniem była wizyta i spotkanie z Milesem. Jarek boleśnie szczerze wyznaje - że był stłamszony z jednej o naładowany z drugiej - że ok 70 % muzyki i tego co znał, uznawał za właściwe było zasadniczo do wymiany i wyrzucenia. Drażniło go podejście innych - "...aaaa..... Śmietana wraca z USA to teraz nam pokaże....". Okres między Mosquito a koncertem na 10 lecie - uważał za muzycznie bardzo, bardzo słaby. Za dużo do przemyśleń, za dużo przewartościowań. W dalszym ciągu podobnie jak na początku lat 70 - w wykonaniu Kondrackiego, Pocieja, Byrczka, Balcerka, Czyża - to samo było w połowie lat 80. Wyprzedane bilety na koncerty , entuzjazm publiczności nic nie znaczył na pismaków. Już wtedy ich osądy wywoływały zgorszenie i były przysłowiowym kretem wsadzonym w mrowisko - a dziś jeszcze bardziej wywołują uśmiechy politowania i skrzywienie w niesmaku.
_________________
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Inkwizytor
remaster


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2454
Skąd: Monty Python`s Flying Circus

PostWysłany: 05.12.2020, 14:01    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

https://www.discogs.com/Extra-Ball-Mosquito/release/1422069

Istnieją pewne korelacje zarówno w filmie jak i w muzyce. Sigourney Weaver w czwartej części Obcego - bez ogródek pytała - kogo ma przelecieć by się wydostać z tego przeklętego statku ?. A szatniarz w Misiu rozkłada bezradnie ręce i stwierdza kultowe - jak mam dać skoro nie mam ?, cham się uprze i mu daj. Chyba wiele z tych w/w refleksji można odnieść do Mosquito - jedyny album , który w dalszym ciągu nie doczekał się wznowienia na CD. Można poprosić o ripostę uroczą Ellen Ripley - "kogo trzeba przelecieć by to się ukazało" ?.... podobnie jak szatniarza z lokalu bijącego o złotą patelnię i z obowiązującym zestawem obowiązkowym - kawa i wuzetka Very Happy , "cham się uprze na Mosquito i trzeba mu dać, a skąd dam jak nie mam ? " Wink . Niekiedy miałem wrażenie, iż istnieje jakaś pełna zawiłości gęsta siatka konspiracyjna - której członkowie dosłownie robią wszystko by uwalić tej projekt i skutecznie odstawiają dywersję. Nie wiem doprawdy jaki mają w tym interes - jakby celowe z perwersyjna premedytacją realizowany plan zepchnięcie tego krążka w otchłań zapomnienia. Lata temu dzwoniłem choćby do wytwórni Anex - która z powodzeniem wznowiła choćby Malboro Country czy koncert z Aquarium..... miły głos potwierdził - " ależ to również wydaliśmy...." - a ja zgłupiałem. Można zwątpić we własny rozsądek. Nie wiem gdzie tkwi przyczyna - czy może niechęć samego Śmietany, zaginięcie taśmy matki, jakieś inne prawne zawirowania wokół tego materiału ?.

Płyta jest ze wszech miar godna rekomendacji i posłuchania. Jeszcze gdy weźmie się pod uwagę swoistą "mizerię" na ówczesnym rynku wydawniczym polskiego jazzu i nie tylko. A Ballowi udała wcale nie łatwa sztuka - wreszcie wykrystalizowała się wyborna sekcja - Pelc / Dębski - która miała z dziecinną łatwością realizować wszelkie zamierzenia lidera. Po obfitującym w niedające się w żaden sposób wyrazić słowami inspiracje - pobycie w USA - lider w muzyce połączył zarówno szacunek dla tradycji jak i to dokąd chciał być może dążyć w przyszłości. Myślę - że oceniał siebie zdecydowanie zbyt surowo. Może sam liczył że trasa w Stanach zadziała jak detonator - z popłynie z niego istny potok rewelacyjnych kompozycji i nowatorskich koncepcji - niespotykanych w kraju i gotowych rzucić na kolana wszystkich.

Dla mnie to ważny krążek - mam kilka wersji - najpierw trafiła do mnie z miejskiej biblioteki w formie nie do końca centrycznego winylu - zrobiłem kopię, następnie kilka z netu. Muzycznie i kompozytorsko w stosunku do skądinąd dobrego ale jakby wycofanego Going Ahead - tu mamy dalszy rozwój - wcześniejsze szarpane frazy stopniowo zastępują z lekka saksofonowe legato pasaże gitarowe np Bąbelki - z cudnym "bąbelkowym i płynącym akompaniamentem Piana Fendera Obcowskiego i Czasem w Zimie. Jest retrospekcja amerykańskich wojaży - np bass a la Jaco - Dębskiego w Miles i Krąg Wspomnień. Bardziej ostro lider raczy nas w przebojowej w duchu Mangione i Corei - Dużej Żabie - utwór, który w późniejszych latach ma przewijać w licznych odmiennych projektach np w duecie z Ryśkiem Styłą. Godne odnotowania są rewelacyjne wejścia specjalnego gościa - Ptaszyna - w El Cerritto, Zimie i Żabie. Mnie przypadł do gustu i zdobył uznanie Robert Obcowski - czy swoim pełnym wyczucia akompaniamentem czy solówkami - równo na Fender Rhodsie czy akustycznym fortepianie. Już solówka w tytułowym otwierającym całość Mosquito - dowodzi, że mamy do czynienia z rasowym muzykiem, wspomniana już fluktuacja między partia gitary w rhodsa w urokliwych i przepełnionych zimową aurą Bąbelkach, wybornie słucha się Czasem w Zimie ( przepełnione Milesem ale i Eddie Hendersonem solo Kawończyka ), a Dużej Żabie mamy roztańczony festiwal gdzie każdy z muzyków pokazuje się z jak najlepszej strony. Dziwne, że współpraca Śmietany i Obcowskiego trwała tak krótko - w późniejszych latach jego grę można było "podziwiać" u Ireny Santor, Michała Bajora , Danuty Stankiewicz, Grażyny Świtały czy Dona Vasyla.
_________________
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Wykonawcy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3
Strona 3 z 3

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group