Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna Muzyczne Dinozaury
i ich następcy
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Psychodelia
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 9, 10, 11
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Muzyka
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
greg66
japońska edycja z bonusami


Dołączył: 31 Sie 2008
Posty: 3887
Skąd: Opole

PostWysłany: 13.09.2020, 11:26    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

TANGERINE ZOO - Tangerine Zoo /1968/



Tony Taveira: „Na początku nazywaliśmy się The Flower Pot. Dowiedzieliśmy się, że istnieje już zespół o tej nazwie, więc zdecydowaliśmy, że najlepiej będzie ją zmienić. Więc w drodze na koncert zaczęliśmy rzucać najróżniejsze propozycje… wtedy nasz perkusista krzyknął „Tangerine Zoo!”. Wszyscy zaczęliśmy się śmiać, ale po paru chwilach zgodziliśmy się używać tej nazwy. Byliśmy w Newport na Rhode Island i występowaliśmy przed Vanilla Fudge. Podziwialiśmy ich. Dlatego nasze brzmienie zbliżało się do tego zespołu. Aranżacja na „One More Heartache” była właściwie ich aranżacją. Byliśmy zarozumiali a jedynymi facetami z którymi chcieliśmy gadać, to byli goście z Vanilla Fudge. Naszą debiutancką płytę nagrywaliśmy w Nowym Jorku. Producentem był Bob Shad, który pracował z Janis Joplin i Tedem Nugentem.
W 13 godzin nagraliśmy 9 piosenek. Płyta napędzana była przez całe hipisowskie towarzystwo. Nagrywaliśmy w nocy, od północy do piątej nad ranem. Wtedy studio jest najtańsze. Pomimo wielu substancji wyzwalających energię my byliśmy trzeźwi. Owszem wypiliśmy dość dużo alkoholu ale narkotyki płynęły wśród osób towarzyszących w studio. Nasza muzyka była zbyt trudna do zagrania aby w trakcie jej grania jeszcze lewitować”.

więcej na blogu
_________________
Summer Of Love'67
http://musicpsychedelic.blogspot.com
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
greg66
japońska edycja z bonusami


Dołączył: 31 Sie 2008
Posty: 3887
Skąd: Opole

PostWysłany: 21.09.2020, 14:30    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

THE KINKS - The Kinks Are The Village Green Preservation Society /1968/

Tematem płyty „The Kinks Are the Village Green Preservation Society” jest nostalgia. Wiele utworów skupia się po prostu na wspominaniu przeszłości ale Ray Davies, główny dostarczyciel tekstów jest niepewny co do tego jak żyć – z jednej strony pragnie, aby przeszłość została zostawiona sama sobie a z drugiej strony jest rozczarowany i cyniczny co do niepewnego i obojętnego świata, który chce eksplorować. To że nie może wrócić do pełnego melancholii, niewinnego, prostego życia, które prowadził już w otwierającym płytę „Village Green” jest głównym tematem. Ukazuje on tu obie strony wewnętrznego konfliktu. Piosenkarz czuje się dobrze w Village Green, ale chce żyć własnym życiem, więc odchodzi, ale kiedy wraca, gdy zewnętrzny świat go męczy, widzi, że do wioski przybyli również inni, pragnący znaleźć ukojenie w idyllicznym, prostym miejscu. Ale dzięki ich obecności to niegdyś nostalgiczne miejsce nie jest już wyjątkowe, a wszystko co było kiedyś naturalne, przypomina wypolerowany antyk.



więcej na blogu
_________________
Summer Of Love'67
http://musicpsychedelic.blogspot.com
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
greg66
japońska edycja z bonusami


Dołączył: 31 Sie 2008
Posty: 3887
Skąd: Opole

PostWysłany: 08.11.2020, 11:42    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

JULIE DRISCOLL, BRIAN AUGER & THE TRINITY - Streetnoise /1969/

„Streetnoise” wydany w 1969 roku jako podwójny lp, zawierający 16 utworów jest bohaterem dzisiejszej wzmianki. I od razu pierwszą rzeczą wpadającą w ucho jest niesamowity pełen mocy ale także w pełni kobiecy wokal. Nie daleko pada jabłko od jabłoni. Julie Driscoll podobnie jak jej oczywista idolka Nina Simone, wypada tu jak najbardziej okazale. Zarówno Simone jak i Driscoll mają nabyte gusta co tu słychać. Obie są świetne.
Szesnaście utworów, kurcze chyba mam niedosyt po ich wysłuchaniu.
Cztery numery napisane są przez Augera. Otwierający płytę „Tropic of Capricorn” to oryginał, pulsujący rytmem zainfekowanym jazzem z klasycznym motywem rozpoczynając wyścig na wysokich obrotach. Zawiły kawałek, mający kluczowe elementy zmian, kręci się i kręci wokół postaci, która eksploduje solidną, funkową tęsknotą otwartej furtki.

więcej na blogu



https://www.youtube.com/watch?v=31CyXNF4dmw
_________________
Summer Of Love'67
http://musicpsychedelic.blogspot.com
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
greg66
japońska edycja z bonusami


Dołączył: 31 Sie 2008
Posty: 3887
Skąd: Opole

PostWysłany: 22.11.2020, 12:43    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

BILLY NICHOLLS - Would You Believe /1968/

Album zaczyna się tytułowym „Would You Believe”, fantastycznym popowym utworem orkiestrowym
o niezapomnianej melodii. Steve Marriott dostarcza chórki, które nie umniejszają blasku piosenki a wręcz przeciwnie dodają subtelnej mocy. Potem następuje zmiana tempa wraz z drugą piosenką „Come Again”, uroczą akustyczną balladą z brzęczącymi gitarami i łagodnym dźwiękiem. „Life Is Short” to chwytliwa, szybka popowa piosenka, której macki sięgają twórczości Zombies, podczas gdy
„Feeling Easy” jest ładnym numerem ze strzelistą orkiestrową aranżacją i marzycielskim wokalem.
Kurczę ale muszę to jeszcze raz napisać, tu jest mnóstwo bardzo chwytliwego materiału, czego na pewno wyrazem jest klasyk popowej wycieczki psychodelicznego słońca w „Daytime Girl”. To kolejny bardzo mocny punkt programu z zapadającą w pamięć melodią.
Płyta nie jest nudna a jej różnorodność brzmieniowa wybija się od zwartej struktury i telegraficznej gitary w „London Social Degree” po bujny, kwasowy „Being Happy”. Zresztą ta druga piosenka powoduje moje chęć ponownego zanurzenia się w świat Billy Nichollsa.


więcej na blogu



Myślę, Grahvelt, że to coś dla ciebie.
_________________
Summer Of Love'67
http://musicpsychedelic.blogspot.com
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Białystok
zremasterowany digipack z bonusami


Dołączył: 03 Sty 2013
Posty: 6029
Skąd: Białystok

PostWysłany: 22.11.2020, 14:38    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

greg66 napisał:
BILLY NICHOLLS - Would You Believe /1968/



Pierwsze tłoczenie na winylu przekroczyło kwotę 10.000 USD.
_________________
https://rateyourmusic.com/~Blodwynpig1971
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
greg66
japońska edycja z bonusami


Dołączył: 31 Sie 2008
Posty: 3887
Skąd: Opole

PostWysłany: 06.12.2020, 12:10    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

THE MISUNDERSTOOD - Before The Dream Faded /65-66/

Album wybucha numerem „Children Of The Sun”, uregulowanym, powolnym marszem zaczerpniętym z „Shades Of Things” zespołu The Yardbirds. Wokalnie przeplatany jest bystrym akcentem stalowej gitary Campbella przechodzącym w sprzężenia zwrotne gdy nuty wychylają się ze strojenia a potężna gra perkusji doskonale umiejscowiona dzięki doświadczeniu Ricka Moe, podwaja refren aby popchać skurwiela do przodu. A kiedy niski wokal Ricka Browna intonuje: ”Rozluźnij się i dryfuj/W rejony swojego umysłu”, wtedy zdajesz sobie sprawę, że to nie jest typowy „beat” z 1966 roku, ale wizjonerskie uderzenie w drzwi przyszłości. Podobnie jak „My Mind”, w którym następuje krótki, ostry rytm perkusji, napięta linia basu i kłujące riffy, rozbijające ciszę, gdy wokalista głośno zastanawia się nad walką: ”Bo cały czas się zatrzymuje…!/Spraw, aby całe światło zgasło…!/Nie ma sensu…!/W tym wymiarze…!”.

więcej na blogu


_________________
Summer Of Love'67
http://musicpsychedelic.blogspot.com
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
greg66
japońska edycja z bonusami


Dołączył: 31 Sie 2008
Posty: 3887
Skąd: Opole

PostWysłany: 07.12.2020, 16:52    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Jest wiele płyt, o których warto wspomnieć z tych najlepszych lat dla muzyki.
Ocalić od zapomnienia (1)

THE STANDELLS - Try It /67/

Stawianie ich w jednym rzędzie z The 13th Floor Elevators i The Monks jest nie do końca sprawiedliwe. "Try It" jest solidnym rockowym albumem podpierającym się energią psychodelicznych drogowskazów. Czasami pojawiające się trąbkowe akcenty na tle garażowych wyuzdań przykuwają słuchacza do kolumn. Tytułowy powinien być przebojem.

https://www.youtube.com/watch?v=soLKvD_vbxM


JACK GRUNSKY - My Ship /68/

Urodzony w Austrii, na tym krążku zaprezentował popową odmianę Dylanesque. Fajne, lekkie utwory czasami z dodatkiem wodewilowych nut, czasem psychodelicznych akcentów miłe do słuchania. Niby nic nowego ale jakże przyjemnego.

https://www.youtube.com/watch?v=LRALzJyt7lU


THE SIDEKICKS - The Sidekicks Sessions /64-65/

Mega rarytas, znaleziony przeze mnie przypadkiem w czeluściach internetu, zadziwił i oczarował zarazem. The Sidekicks to nie kto inny tylko chłopaki z wyśmienitej brytyjskiej kapeli Kaleidoscope. Tu stawiają swoje pierwsze kroki na scenie muzycznej. Zaginione dema i nieznane obróbki. Najkrócej: brzmią młodo i dobrze, łączą rhythm and bluesa z psychodelicznymi zajawkami (wszak to dopiero 1964 r) oraz z folkową maestrią P.F. Sloana. Moje ulubione momenty to: "You're not Mine", Holiday Maker" i "San Francisco". Te numery pokazują jak ewoluowała ich muzyka, docierają do tego co zrobili na późniejszych płytach jako Kaleidoscope.

https://www.youtube.com/watch?v=3Wl3CgsEvx0
_________________
Summer Of Love'67
http://musicpsychedelic.blogspot.com
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
greg66
japońska edycja z bonusami


Dołączył: 31 Sie 2008
Posty: 3887
Skąd: Opole

PostWysłany: 21.12.2020, 18:41    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Ocalić od zapomnienia (2)

GONN - The Loudest Band in Town

Niestety w epoce nie ukazała się żadna płyta grupy tylko parę singli. Po latach mamy ten składak i to jest to. Garażowa trucizna wypływająca z zardzewiałych rur wydechowych. Mocna sprawa, pełna wigoru i zapalczywości. Fuzzy, przestery i pełna jazda z góry.

KENNELMUS - Beyond Folkstone Prism /70-72/

Debiutu nie znam, tu nagrania z przeznaczeniem na drugą płyte, które zostały wydane po latach. Muzyka to wymieszany folk, psychodelia, hard rock. Kompozycje ciekawe i całość dobrze wróżyła na przyszłość, niestety...

https://www.youtube.com/watch?v=JCskqSn1vMw

SPIDER JOHN KOERNER - Running Jumping Standing /69/

Ten album przywodzi na myśl dawne czasy. Piwniczne ostępy, bezludne brzegi rzeki, złamane serca, stukające obcasy i jedwabne rajstopy. Magiczna woń folkowych dźwięków i nie szkodzi, że czasami zalatuje Dylanem.

https://www.youtube.com/watch?v=Neh3pON8HrU
_________________
Summer Of Love'67
http://musicpsychedelic.blogspot.com
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
greg66
japońska edycja z bonusami


Dołączył: 31 Sie 2008
Posty: 3887
Skąd: Opole

PostWysłany: 17.01.2021, 20:20    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Ocalić od zapomnienia (3)

MIJ - Yodeling Astrologer /1969/

Jedną z anomalii 1969 roku było wydawnictwo nagrane przez dziwacznego artystę folkowego MIJ. To pseudonim Jima Holmberga a w rzeczywistości MIJ to po prostu Jim zapisany od tyłu. Ten album jest w pewnym sensie okolicznością wielu, wielu nieoczekiwanych wydarzeń.
Wyjątkowe piętno Holmberga na dziwacznych ludziach wywodzi się z wypadku samochodowego, który złamał mu czaszkę i pozwolił mu postrzegać wszystko inaczej, ponieważ jego zmysły zostały na zawsze zmienione. Pewnego dnia gdy grał na gitarze swoje chaotyczne kosmiczne liturgie, właściciele małej wytwórni ESP złapali wiatr i nagrali go aby wydać płytę.
MIJ został zaproszony do studia i nagrał cały album w trzy godziny, dając improwizowany wykonanie, które dodało autentycznej czystości tych kilkudziesięciu minut.
Album "Yodeling Astrologer" przypomina kosmiczne przedsięwzięcie folkowe zanurzone w ówczesną hipisowską filozofię, któremu towarzyszy psychodelia, pogłosy, delikatne echa i subtelne ozdoby produkcyjne.
Jak na 1969 rok ten album musiał być rajem dla palaczy, ponieważ delikatnie brzdąkająca gitara akustyczna przywodzi na myśl to, co najlepsze w tamtej epoce, z łagodnymi melodiami rozwijającymi mgliste koncepcje antywojenne i kosmiczne cuda nasycone metafizyczną treścią.
Dzięki takim numerom jak "Door Key" czy "Planet Of A Flower" widać, że utopijne wizje Summer of Love jeszcze się nie skończyły ponieważ lata kwitnącej mocy szybko przekształciły się w bardziej nihilistyczne koszmary, które po nich nastąpiły. Jedyny wkład MIJ w świat dziwacznego folku z lat 60. nie przejdzie do historii jako jeden z najbardziej utalentowanych, najbardziej zapadających w pamięć, a nawet najbardziej satysfakcjonujących. Chociaż nie jest to najlepszy z najlepszych, nadal istnieje niewinność i naiwność, której można doświadczyć wiele dziesięcioleci w przyszłość. To jeden z tych albumów, które są fajne do przeżycia i zapamiętania.

https://www.youtube.com/watch?v=XK71Sacpexw
_________________
Summer Of Love'67
http://musicpsychedelic.blogspot.com
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
greg66
japońska edycja z bonusami


Dołączył: 31 Sie 2008
Posty: 3887
Skąd: Opole

PostWysłany: 23.01.2021, 15:58    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem



COUNTRY JOE & THE FISH - Live! Fillmore West /1969/

12 stycznia była niedziela i ostatnim numerem podstawowego oryginalnego składu Country Joe & The Fish była 38 minutowa wersja piosenki Donovana „Donovan’s Reef”, w której dołączyli do grupy ich przyjaciele Steve Miller, Jorma Kaukonen, Mickey Hart i Jerry Garcia. Jednak poprzeczka postawiona była bardzo wysoko. Gdy chłopaki sobie oblewali zakończenie pewnego etapu, siedząc z tyłu sceny, na scenie produkował się nowy zespół z Anglii z facetem, który grał kiedyś w The Yardbirds, a którego album jeszcze się nie ukazał. Led Zeppelin bo o nim mowa dał świetny bardzo wybuchowy koncert i naprawdę były wątpliwości czy publika chwyci jeszcze dźwięki Country Joe McDonalda i jego kompanów.
Ale tu zadziałała magia i wyjątkowość.
Impreza, która trwała za kulisami tak długo w końcu doszła do końca, i zespół i ich przyjaciele wyszli, by zagrać w ogniu podniecenia i dużej ilości kontrolowanych substancji. To, że możemy usłyszeć te dźwięki zawdzięczamy inżynierowi nagraniowemu Edowi Friednerowi, który zapewnia bardzo dobry dźwięk na żywo po tym, jak miał przygodę, gdy musiał bronić ciężarówki zespołu przed jakimś ulicznym gangiem. Na szczęście skończyło się na krzyku i pomachaniem butelkami.
Friedner: „Gdy wszystko już było dobrze i upewniłem się, że wszyscy grają a dźwięk dochodzi do furgonetki, wyszedłem i spojrzałem na scenę. Oto jeden z najwspanialszych składów muzyków San Francisco, jakie kiedykolwiek widziałem – a każdy z nich pasował do swojej osobowości scenicznej. Jorma pochylał się nad swoją gitarą, Steve kołysał się w górę i w dół, Jerry studiował struny, Joe na wpół się uśmiechał a Barry kroczył po swoim kawałku sceny. To było tyle show-buissnessu, co muzyki. W tym momencie zdałem sobie sprawę, jak daleko zaszliśmy wszyscy, odkąd po raz pierwszy zobaczyłem wszystkich grających w parkach Berkeley i małych klubach zaledwie kilka lat wcześniej”.


więcej na blogu
_________________
Summer Of Love'67
http://musicpsychedelic.blogspot.com
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Muzyka Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 9, 10, 11
Strona 11 z 11

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group