Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna Muzyczne Dinozaury
i ich następcy
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Psychodelia
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Muzyka
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
greg66
japońska edycja z bonusami


Dołączył: 31 Sie 2008
Posty: 3660
Skąd: Opole

PostWysłany: 16.02.2020, 14:56    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Trzeba to zareklamować aby nie znikło, Pawle powinni Ci się spodobać, jest to lekko w klimacie Kaleidoscope ale aranż orkiestry jest niesamowity.

NICK GARRIE - The Nightmare of J.B. Stanislas /1969/

Jedna z rzeczy, które sprawiają, że zainteresowanie muzyką jest wspaniałe, jest to, że w każdej chwili możesz odkryć jakiś ukryty, nieznany, kultowy album, który wywiera niesamowity wpływ na twoje życie, czyni je szczęśliwszym, sprawia, że jesteś szczęśliwy. To właśnie stało się z nieznanym mi do tej pory a odkrytym zaledwie parę tygodni temu albumem Nicka Garriego „The Nightmare of J.B.Stanislas”.
Jest to płyta mająca piosenki pełne życia, wyprodukowana przez Eddie Vartana /brata Sylvie/, który odpowiedzialny jest za zaproszenie 56 osobowej orkiestry, której dźwięki dodały wykwintnego smaku poszczególnym kompozycjom napisanym przez Garriego.
Witamy w koszmarach Nicka Garrie.
Brzoskwiniowe pola wypełniające początek płyty doprowadzają do młodych dziewcząt pełnych uśmiechów, które kuszą, zalotnie kręcąc się wokoło szafirowych sukienek plącząc złotą nitką wieczorne majaki. Ten tytułowy numer pojawia się przy błogim uczuciu szczęścia, jak te dźwięki pięknie idą. Oto psychodelia najlepszych zakresów i echo muzyki Donovana, ale nie tylko. Love, The Zombies również maczają tu palce i chociaż Garrie przeciwny był orkiestracji utworów, to chwała dla Vartana. Od początku płyty aranże orkiestry wspaniale wzbogacają tą muzykę czyniąc z niej folkowo-barokowy kanon epoki.
Słuchając „Can I Stay With You” natychmiast przychodzi na myśl magia eleganckich brytyjskich orkiestratorów. Dryfujące storczyki głaskane słońcem fantazji wypełniają trzecią piosenkę na płycie „Bungles Tours”. I spójrz jakie to dziwne. Minęły zaledwie trzy utwory, a ty wiesz, że jesteś przed nagraniem, które stanie się jednym z twoich ulubionych. Kolejny utwór „David’s Prayer” jest jednym z najpiękniejszych numerów na płycie. Znowu wzbogacony smyczkami wpada w wir halucynacji diabelskiego koła oferując jarmarczną przejażdżkę koła fortuny. W kolejnych utworach otwierających drugą stronę albumu „Little Bird” czy fantastycznym „Stephanie City” pobrzmiewają echa twórczości The Beatles, co w 1969 roku było prawie nieuniknione. Celnym aktem okazuje się wykorzystanie klawesynu w „Deeper Tones of Blue” co czyni ten utwór melancholijnym skarbcem do którego dobijają się ciemne upiory. Nie sposób przejść obojętnie obok „Wheel of Fortune”, jednej z tych nieodpartych piosenek, które określają czym jest pop. Spróbuj uciec przed refrenem, a jeśli ci się to uda, zapraszam na drinka.
Płytę kończy „Evening” jedyny utwór pozbawiony dźwiękowych ozdób, cichy i niepokojący, wszak koszmary Garriego w końcu go dopadły pozostawiając za sobą będący w powijakach chłód nocy.
Po ukończeniu nagrań, niestety z powodu słabych zysków szef wytwórni płytowej DiscAZ, Lucien Morrisse popełnił samobójstwo. W rezultacie przez ponad trzydzieści lat płyty „The Nightmare of J.B.Stanislas” nie można było znaleźć w żadnym sklepie a i bez odpowiedniej promocji została ona po prostu zapomniana. Sprzedano jedynie 17 kopii. Ale, jak każda dobra muzyka została ona ponownie odkryta, a jej reputacja wciąż rośnie i jak niegdyś żeglarze odkrywali nowe lądy tak koszmary Nicka Garrie powoli wychylają się nad linią horyzontu i tylko czekają abyś do nich dopłynął.
_________________
joe's garage
http://musicpsychedelic.blogspot.com
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Leptir
zremasterowany digipack z bonusami


Dołączył: 04 Wrz 2010
Posty: 6808

PostWysłany: 17.02.2020, 13:41    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Blue Cheer - "New! Improved"




Solidna porcja psychodelii - płyty dobrze się słucha od początku do końca. Dla mnie jednak najciekawsza jest druga strona krążka (czyli utwory od 7 do 11). Pojawia się tam gitarzysta Randy Holden - co dało asumpt do twierdzeń, jakoby ten album był prekursorski względem Heavy Metalu (a nawet Doom Metalu!). Tego metalu tam specjalnie nie słyszę, ale faktem jest, że oryginalne brzmienie i sposób gry Holdena dodaje specyficznego kolorytu. Ów metal zaczyna (dla mnie) być słyszalny dopiero na późniejszej płycie solowej gitarzysty "Population II" nagranej w duecie z Chrisem Lockheedem na bębnach.
_________________
„Gdy słońce kultury chyli się ku zachodowi, to nawet karły rzucają długie cienie”.
Karl Kraus
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
greg66
japońska edycja z bonusami


Dołączył: 31 Sie 2008
Posty: 3660
Skąd: Opole

PostWysłany: 17.02.2020, 18:45    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Chris Lockheed był byłym perkusistą świetnej grupy gitarowej psychodelii KAK, ciekawie wyglądały i brzmiały koncerty duetu. Holden wymiatał na gitarze otoczony pokaźną liczbą wzmacniaczy a Lockheed grał jednocześnie na perkusji i na instrumencie spełniającym rolę basu - i to stopami.

Gdzieś czytałem o "Population II", że brzmienie tych kompozycji porównać można do stada mamutów urządzających sobie gonitwę w waszym salonie, niszcząc wszystko, co staje na drodze.

https://www.youtube.com/watch?v=wGjLVq4rk3o
_________________
joe's garage
http://musicpsychedelic.blogspot.com
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Leptir
zremasterowany digipack z bonusami


Dołączył: 04 Wrz 2010
Posty: 6808

PostWysłany: 17.02.2020, 19:51    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Dzięki Gregu - poszukam i posłucham tego KAK-a, bo gra Lockheeda mnie zaintrygowała. A kawałki na "Population II" trochę przypominają mi niektóre współczesne propozycje stonerowe.
_________________
„Gdy słońce kultury chyli się ku zachodowi, to nawet karły rzucają długie cienie”.
Karl Kraus
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
gharvelt
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 14 Kwi 2014
Posty: 4440
Skąd: Kraków

PostWysłany: 19.02.2020, 02:01    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

greg66 napisał:
Trzeba to zareklamować aby nie znikło, Pawle powinni Ci się spodobać, jest to lekko w klimacie Kaleidoscope ale aranż orkiestry jest niesamowity.

NICK GARRIE - The Nightmare of J.B. Stanislas /1969/


Słuszne przewidywanie, całkowicie się sprawdziło Smile Posłuchałem tej płyty jeszcze pod sam koniec stycznia, a wczoraj dokładnie ją sobie przypomniałem. Od kilku dni zbierałem się, żeby podsumować wrażenia z poznawania rekomendowanych mi na poprzedniej stronie albumów, a ponieważ znam już niemal wszystkie z nich, czas coś napisać.

Nick Garrie okazał się jednym z najlepszych poleceń, właśnie czegoś takiego szukałem. Moim ulubionym kawałkiem od razu stał się wspomniany Can I Stay With You - świetna orkiestracja, ale i sam wokal wypada tutaj znakomicie. Na drugim miejscu bym wskazał - no proszę, znów celne trafienie - Wheel of Fortune. Rzeczywiście doskonale zapada w pamięć, nie lubię nucić, ale "odtwarzam" sobie w głowie Wink Właściwie ciężko mi coś dodać, z Twoją recenzją zgadzam się w 100 procentach. Przykra ta historia o samobójstwie szefa wytwórni i zapomnieniu tak ciekawej płyty, która zdecydowanie zasługuje na większą rozpoznawalność.

Poza tym, dosłuchałem drugiej Nirvany oraz przypomniałem sobie ich debiut. Dwójka spodobała mi się jeszcze bardziej, świetnym i bardzo zbliżonym do klimatów fairfield-parlourowskich kawałkiem jest instrumentalny: The Show Must Go On. Zaczyna się bardzo spokojnie, flet wprowadza motyw przewodni, a później melodii towarzyszy bogatsza aranżacja, aż do punktu zwrotnego pod koniec drugiej minuty. Na płycie nie brak zróżnicowania, czego dowodzi choćby Oh! What a Performance!, tutaj na pierwszym planie gitary oraz idealnie wpasowane wokale. Śpiew z tego kawałka kojarzy mi się trochę ze... Sparksami (wiem, nie psychodelia, ale w sumie też pop). W porównaniu "All of Us" pierwszy krążek zespołu sprawia wrażenie nieco archaicznego w brzmieniu, choć wciąż pozostaje godny uwagi, bliższy beatlesowskiej stylistyce.

Jedyne i eponimiczne Philwit & Pegasus to też dość ciekawa pozycja. Warto zwrócić szczególną uwagę na piękny kawałek Pauper's Son: delikatna gitara, wokal oczarowuje, interesujące przejścia w partiach instrumentalnych. Na reszcie płyty dominuje pop psychodeliczny w wersji dość mocno symfonicznej. Niekiedy dominacja wielogłosów i orkiestracji lekko przeszkadza. Zdarzają się też inne wpływy, choćby trochę country w "Jim Come Here" czy bardziej rockowe "And She Came". Warto było poznać, a podsumowując wspomniane tytuły - nie da się ukryć, że gregg doskonale odgadł, o co mi chodzi.

Sięgnąłem również po wskazanych wykonawców amerykańskich, o których pisał Białystok, choć tutaj - zgodnie z tym, co zostało wcześniej napisane - jest to zupełnie inna muzyka, zupełnie inna psychodelia. Z tych sugestii zza oceanu najmocniej przypadło mi do gustu The Smoke. Album zaczyna się od mocnego uderzenia, z dynamicznym i gitarowo zorientowanym Cowboys and Indians. Później jednak słyszymy wiele innych popowych brzmień: trochę sunshine popu, trochę nostalgii, nieco popu barokowego - całkiem interesująca mieszanka. Zespół nie ogranicza się do gitar i klawiszy, pojawiają się również smyczki czy rogi. Kilka kawałków kojarzy się bardziej europejsko, a mój nr 1 z całej płyty to Fogbound, z beatlesowskim cytatem na końcu Smile

Swoją drogą, pomimo wyraźnej odmienności, nie sądzę ażeby amerykańskość i wpływ tamtejszej muzyki tradycyjnej oznaczał stratę dla dobrej, popowej muzyki. Na przykład grupa Sapphire Thinkers ujęła mnie zdecydowanie osadzoną w lokalności miniaturą Get Along Boy. Niesamowicie chwytliwy kawałek, uwielbiam go słuchać w kółko Smile

Ruszyłem także z płytami wskazanymi przez MirkaK, przy czym tutaj szybko zorientowałem się, że są to pozycje zdecydowanie bardziej folkowe, z pewnymi elementami psychodelicznego popu. W tej kategorii zwycięzcą okazał się amerykański zespół Providence, który umiejętnie wzbogacił swoje kompozycje o instrumenty smyczkowe, a do tego czaruje wspólnymi wokalami. Wystarczy posłuchać utworu Smile, przekonał mnie od pierwszego usłyszenia. Bez zapoznania się z informacją, skąd grupa pochodzi, prawdopodobnie nie zgadłbym tego prawidłowo, muzyka kojarzy się z bliższym nam geograficznie rejonem.

Zaintrygowała mnie ta Ithaca: ich płyta brzmi zarazem całkiem nowocześnie, jak i słychać na niej odwołania do psychodelii sprzed kilku lat, zanim została wydana. Można na to zwrócić uwagę choćby słuchając utworu Questions - dość niezwykła cecha.

I wydawać by się mogło, że to tyle wrażeń, ale nie, bo najlepsze zostawiłem na koniec. Wcześniej napisałem, że dobrze znam pozycje Kaleidoscope, co jest prawdą, ale uwzględniłem wyłącznie te albumy, które ukazały się w epoce. Nierzadko zdarza mi się pomijać archiwalia i tak było również tym razem, co - jak dopiero teraz się przekonałem - czasem może się okazać nieocenioną stratą. Szczęśliwe wpis MirkaK z zalinkowanie do wywiadu i wspomnieniem o krążku wydanym w latach 90-tych zmienił ten stan. Wziąłem się za "White Faced Lady" i błyskawicznie przekonałem się, że to jest właśnie rzecz, której szukałem, można by rzec wręcz, że to kolejna odsłona "From Home to Home". Niby nie powinno dziwić, bo w końcu to ten skład, ten wokalista, nagranie z podobnego okresu, tyle że ujrzało światło dzienne po latach. Dziś należy stwierdzić: jak dobrze, że w ogóle ta płyta się ukazała!

Czy ustępuje ona poziomem wydawnictwu spod szyldu Fairfield Parlour? Owszem, choć moim zdaniem raptem minimalnie. Gdyby dokonać nieco ostrzejszej selekcji, byłby to drugi przykład doskonałego dzieła w zbliżonej stylistyce. Jak ktoś nie zna, to polecam zapoznać się z utworami Broken Mirrors, Burning Bright, All Hail to the Hero i zapewne moim numerem jeden z tego albumu, czyli Freefall. Wyborne melodie, niepowtarzalne kompozycje, dopracowane aranżacje, wokal na najwyższym poziomie. Takich płyt chciałbym odkrywać jak najwięcej.


Na koniec jeszcze raz pragnę podziękować szanownym kolegom za wartościowe wskazówki, dzięki którym poznałem niemało dobrej muzyki Smile
_________________
Tego słucham | Moje TOP 300
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
greg66
japońska edycja z bonusami


Dołączył: 31 Sie 2008
Posty: 3660
Skąd: Opole

PostWysłany: 23.02.2020, 18:35    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Kolejnym wpisem na blogu jest znowu zapomniana grupa (choć nie tak do końca)

SIMON DUPREE AND THE BIG SOUND - Without Reservations /1967/

Fortepianowy riff przechodzi w orientalny klimat, wiatrowa maszyna zamiata muzyczny pejzaż a melotron i ksylofon swobodnie wędrują po ścieżce. Derek Shulman zaczyna wokal jak w transie, trzymając odpowiedni klucz:
„Będę latał na twoim niebie, żółte papierowe słońce/Gdy wiatr jest silny, gdy wiatr jest silny/Unoszę jedwabisty srebrny księżyc w pobliżu twojego okna/Jeśli twoja noc jest ciemna, jeśli twoja noc jest ciemna”.
Piosenka rzuca skuteczne zaklęcie i dochodzi do świetności dzięki towarzyszącemu gongowi wejściu Jacqui Chan, przyjaciółki aktorki zespołu. Chan recytuje krótki fragment marzycielskich, pełnych namiętności szeptów miłosnych po chińsku a jej seksowny głos wyprzedził o dwa lata francuską gorączkę pary Jane Birkin i Serge Gainsbourg w „Je T’aime Moi Non Plus”.
W rzeczywistości aktorka pochodziła z Trynidadu i nie mówiła językiem pochodzenia swojej rodziny. Właściciel miejscowego baru został zatrudniony do napisania paru chińskich słów o miłości, a babcia Chan nauczyła ją recytować fonetycznie.
Wyszło fantastycznie. I choć muzycy nie byli zadowoleni, woleli aby pamiętano ich z bardziej ostrzejszych numerów to „Kites” doszło do dziewiątego miejsca listy przebojów i stało się niezapomnianym dodatkiem do muzycznego krajobrazu 1967 roku. Również współcześnie jak weźmiesz każdą kompilację brytyjskiej muzyki psychodelicznej, to prawdopodobnie znajdziesz tę piosenkę, która wciąż unosi się mimo upływu już pół wieku.
Simon Dupree and The Big Sound powstał na początku lat sześćdziesiątych jako the Roadrunners, a założyli go bracia Derek i Ray Shulman wraz z kumplem ze szkoły, Ericem Hine’em. Po jakimś czasie okazało się, że nazwa The Roadrunners jest modnie brzmiąca i praktycznie w każdym mieście Wielkiej Brytanii istniał zespół o takiej nazwie. W ten sposób postanowiono zmienić nazwę grupy i odtąd znamy ich jako Simon Dupree and The Big Sound.
Zespół stał się popularny na południowym wybrzeżu Wyspy, co doprowadziło do przesłuchań w studio EMI. Nagrania były udane i zaoferowano im kontrakt płytowy.
Na jedynej płycie grupy, nagranej w 1967 roku i zatytułowanej „”Without Reservations” nie ma singlowego przeboju „Kites”, który po trosze nie pasował do wizerunku zespołu.
Rhythm and blues, garaż, soul, dęciaki i psychodelia to w skrócie zawartość krążka, który doszedł do 39 miejsca na listach.
Brzmienie grupy jest bardzo świeże i już od pierwszych taktów słyszymy dźwięki, które układają się w przepasne melodie, prowadzące ku tańcu i zabawie. Właśnie, melodie. Pomimo czasami garażowego brzmienia i ostrzejszych rytmów całość pulsuje dynamicznymi, tanecznymi rytmami co od razu przenosi cię na parkiet jakiejś tańcbudy. Pulsujący w rytmie kręcących się bioder bas w otwierającym płytę „Medley: 60 Minutes Of Your Love/A Lot Of Love” wkracza na obszar rhythm and bluesowych dźwięków wtapiając się w garażowy klimat nagrania. Ewidentne przeboje (dlaczego takimi się nie stały?) choćby „Love” czy „Day Time, Night Time”, ukazują barwne melodie, zachęcające wokalnie teksty i niczym nieskrępowane ruchy melodyjnej harmonii. Ostrzejsze dźwięki znajdziemy w pełnych emocji utworach „I See the Light” i „Reservations” gdzie napędzające się wzajemnie dęciaki i organy, wibrują wokół aksamitnych postaci w mnogości kalejdoskopowych dźwięków. A będący w bliskości z gospelowo-dyskotekowym torem „Amen” oferuje trafną zabawę w grupie jakże radosnych uczestników. Różnorodność nagrań dodaje wielkiego animuszu muzyce, to jakby z szafy grającej płynęły nieustanne dźwięki wiwatujące na cześć pełnych ruchu uliczek swingującego Londynu. Bo to jest muzyka otoczona bliskością Carnaby Street, piętrowych czerwonych autobusów i Piccadilly Circus. Radość i beztroska tamtych lat wcisnęła się nieodwracalnie w duszę „Without Reservations” co czyni tę płytę jaskrawym klejnotem. Muszę tu jeszcze wspomnieć, że na szczęście wszystkie nagrania zespołu i te singlowe i nagrane z myślą o drugiej niewydanej płycie udostępnione zostały na płycie „Part of my Past” wydanej w 2004 roku. Niestety muzycy sfrustrowani faktem, że wytwórnia płytowa domaga się od nich przeboju za przebojem, nie licząc się, że chcieliby pójść swoją ścieżką soulową, w 1969 roku rozpadli się. Bracia Shulman wkrótce założyli progresywną kapelę Gentle Giant.

https://www.youtube.com/watch?v=p_FIFQvEwRc
_________________
joe's garage
http://musicpsychedelic.blogspot.com
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
greg66
japońska edycja z bonusami


Dołączył: 31 Sie 2008
Posty: 3660
Skąd: Opole

PostWysłany: 13.03.2020, 19:10    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

TRIPSICHORD MUSIC BOX - Tripsichord Music Box /1971/



Grupa powstała w 1965 roku w Santa Barbara i po paru miesiącach garażowego grania w tamtejszych klubach zdecydowała się na przeprowadzkę do San Francisco. Po dotarciu na miejsce skontaktowali się z kierownikiem i producentem Matthew Katzem, odkrywcą i promotorem takich zespołów, jak Jefferson Airplane, It’s A Beautiful Day i Moby Grape, i podpisali kontrakt płytowy.
Tripsichord Music Box w rzeczywistości był świetnym zespołem, prawdziwą grupą, która wydała bardzo dobry album w 1970 roku i nijak nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, dlaczego im się nie udało?

wiecej na blogu
_________________
joe's garage
http://musicpsychedelic.blogspot.com
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Białystok
zremasterowany digipack z bonusami


Dołączył: 03 Sty 2013
Posty: 5336
Skąd: Białystok

PostWysłany: 13.03.2020, 22:43    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Miałem to z prywatnej kolekcji Leśniewskiego, gdy przechodził (prawie tak jak ja teraz Razz ) na LP. Faktycznie dla fanów gatunku mus.
_________________
https://rateyourmusic.com/~Blodwynpig1971
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Freefall
zremasterowany digipack z bonusami


Dołączył: 18 Lut 2012
Posty: 5282

PostWysłany: 13.03.2020, 22:47    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

greg66 napisał:
Na jedynej płycie grupy, nagranej w 1967 roku i zatytułowanej „”Without Reservations” nie ma singlowego przeboju „Kites”, który po trosze nie pasował do wizerunku zespołu.


Ale trzeba przyznać, że to bardzo ładny utwór Cool

https://www.youtube.com/watch?v=p_FIFQvEwRc
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Białystok
zremasterowany digipack z bonusami


Dołączył: 03 Sty 2013
Posty: 5336
Skąd: Białystok

PostWysłany: 13.03.2020, 23:28    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Tomasz Beksiński go uwielbiał.
_________________
https://rateyourmusic.com/~Blodwynpig1971
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Tarkus
box z pełną dyskografią i gadżetami


Dołączył: 11 Kwi 2007
Posty: 11338
Skąd: Wa-wa

PostWysłany: 17.03.2020, 19:11    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Ściśle biorąc, była to ulubiona piosenka jego Mamy. Puszczał ją w Trójce w pierwszej audycji po Jej śmierci.
_________________
If you don’t love RoboCop, then you are a Nazi and support terrorism.
THIS IS NOT A LOVE SONG
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
WOJTEKK
box z pełną dyskografią i gadżetami


Dołączył: 12 Kwi 2007
Posty: 20292
Skąd: Lesko

PostWysłany: 17.03.2020, 22:51    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Też ją bardzo lubił
_________________
Nie ma ludzi niezastąpionych. Oprócz The Rolling Stones.

http://artrock.pl/
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Białystok
zremasterowany digipack z bonusami


Dołączył: 03 Sty 2013
Posty: 5336
Skąd: Białystok

PostWysłany: 17.03.2020, 23:01    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Może puszczał mamie codziennie aż ją polubiła.
_________________
https://rateyourmusic.com/~Blodwynpig1971
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
greg66
japońska edycja z bonusami


Dołączył: 31 Sie 2008
Posty: 3660
Skąd: Opole

PostWysłany: 25.03.2020, 21:42    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

COUNT FIVE - Psychotic Reaction /1966/

Jednym z pionierów amerykańskiego garażowego rocka jest założony w 1964 roku w San Jose zespół Count Five, znany większości fanów takiej muzyki z singla zatytułowanego „Psychotic Reaction”. Te trzy minuty i osiem sekund zawiera całą destylację tego wszystkiego co jest świetne w tym gatunku, od natychmiast rozpoznawalnego zfuzzowanego riffu po zgrzytliwą, szaleńczą solówkę i typową wokalną melodyjną drapieżność.

więcej na blogu
_________________
joe's garage
http://musicpsychedelic.blogspot.com
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
greg66
japońska edycja z bonusami


Dołączył: 31 Sie 2008
Posty: 3660
Skąd: Opole

PostWysłany: 05.04.2020, 17:35    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

THE OUTSIDERS - C.Q /1968/

Richie Unterberger w swojej książce „Unknown Legends of Rock n ‘Roll” holenderską grupę The Outsiders określił jako „nie tylko najlepsza holenderska grupa lat 60., ale także najlepsza grupa z kraju nieanglojęzycznego”. Trudno nie zgodzić się z tą trafną opinią. The Outsiders tworzyli: wokalista Wally Tax, gitarzysta Ronny Splinter, basista Frank Beek i perkusista Lennart „Buzz” Busch. Zespół czerpiąc wpływy z epoki Pretty Things, The Yardbirds stworzył jeden z bardziej przyjemnych albumów swojej ery. No cóż, może trochę brakuje mu do „Odyssey and Oracle” czy „The Kinks Are the Village Green Preservation Society” ale mimo to jest to klasyk.
Jest to płyta absolutnie niezbędna dla każdego, kto interesuje się rockiem lat sześćdziesiątych.
Muzyka zawarta na tym krążku wyczarowuje psychodeliczne dźwięki muzyki beatowej i kwasowego garażu, który wypełnia się twardą, mroczną atmosferą podróżującej paranoi.
Posłuchaj „Prison Song” piosenki, która pokazuje umiejętności wokalne Taxa, zaczynającej się od poprawnej nuty flower power by powoli wypełniać grozą krew pulsująca w żyłach. Muzyczne napięcie zaczyna rosnąć a wokalista wypowiada cicho słowa: „Kiedy idziemy, uczucie w moim żołądku wspina się na moją klatkę piersiową/ i nie wiem, co to jest, ale na pewno czuję się dziwnie”. I następujące teraz minuty muzycznego szaleństwa ogarniają nas tak jakbyśmy siłą zostali wrzuceni na wzburzone morze. Narasta hałas i chaos, a Tax wypowiada niepokojące teksty, które sprawiają, że źle się zaczynasz czuć. Piosenka kończy się potężną dawką chaosowego szaleństwa, ...proszę skończcie już..., nagle ten garażowy schizofrenik zostaje zamknięty w pokoju z którego nie ma wyjścia a ten ponad pięciominutowy utwór uosabia wszystko, co jest geniuszem The Outsiders.

więcej na blogu



https://www.youtube.com/watch?v=Od6Igihojgw
_________________
joe's garage
http://musicpsychedelic.blogspot.com
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Muzyka Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Następny
Strona 8 z 10

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group