Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna Muzyczne Dinozaury
i ich następcy
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Led Zeppelin
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4 ... 44, 45, 46  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Wykonawcy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
KubusPuchatek
kaseta "chromówka"


Dołączył: 11 Kwi 2007
Posty: 160

PostWysłany: 25.06.2007, 19:21    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

W sumie, to sam nie wiem co mam o tym myśleć. Owszem, koncerty Page'a i Planta z lat 1994-1998 są na naprawdę przyzwoitym poziomie, podobnie występy Jimmy'ego z The Black Crowes, jak również utwory Sterowca grane przez Plant & The Strange Sensations. Ale żeby od razu cała trasa koncertowa? Wolałbym, żeby Panowie dali już sobie spokój. Chociaż przyznam, że gdyby reaktywowane Led Zeppelin zagrało w Polsce, to na pewno bym się wybrał.

Pzdr.
_________________
"Gdyby wszyscy ludzie byli mądrzy, to na świecie byłoby tyle rozumu, że co drugi człowiek zgłupiałby z tego"
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
buubi
singel analogowy


Dołączył: 12 Kwi 2007
Posty: 363
Skąd: Rzeszów

PostWysłany: 25.06.2007, 19:46    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

No to ba - obecność obowiązkowa. Nie zapeszajmy, zobaczymy co bedzie dalej jeśli idzie o koncerty. Jeśli o ewentualną plytę to chyba nie powinni... Chociaż przykład Vanderów dowodzi że można nie kalając legendy...
_________________
Gust to wróg twórczości...
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
usandthem
szpula


Dołączył: 13 Kwi 2007
Posty: 80
Skąd: Częstochowa/Sosnowiec

PostWysłany: 25.06.2007, 19:52    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Ja mam mieszane odczucia.
Po pierwsze płyta - bo wiadomo, że przy okazji zejścia się ten wątek wypłynie. Z jednej strony nie wierzę w "kalanie legendy" i wychodzę z założenia, że jak nagrając coś dobrego to tylko się cieszyć, a jak nie wyjdzie i zabraknie zeppelinowej magii... trudno, nic się nie stało. No ale z drugiej strony jest parę zespołów, którym nie umiem wybaczyć nieudanych płyt po latach, poza tym głos Planta już nie ten, czasy nie te, stylistyka się zestrzała... nie wiem.
A trasa? - nie oszukujmy się, do Polski nie zawitają...
Chociaż w lato 2008 będę najpewniej w USA, a sądzę, że Zeppelini spróbują znowu zdobyć zachód, więc obok Crossroads Guitar Festival muszę sobie zaplanować drugi event Very Happy
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Qnrad
kaseta "chromówka"


Dołączył: 21 Cze 2007
Posty: 170
Skąd: Warszawa

PostWysłany: 25.06.2007, 20:04    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Zobaczyć Zeppelinów na żywo, to coś co wydawało się być nieosiągalne mojemu pokoleniu. Pójście na koncert byłoby dla mnie... no czymś kosmicznym. Liczę na to.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
buubi
singel analogowy


Dołączył: 12 Kwi 2007
Posty: 363
Skąd: Rzeszów

PostWysłany: 25.06.2007, 20:09    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Qnrad napisał:
Zobaczyć Zeppelinów na żywo, to coś co wydawało się być nieosiągalne mojemu pokoleniu. Pójście na koncert byłoby dla mnie... no czymś kosmicznym. Liczę na to.


To samo myslałem o Vanderach... i stało się Smile To samo wciąż myślę o Genesis z Gabrielem i Hackettem, ale powolutku zaczynam mieć lekka nadzieję Wink
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Kasia S.
maxi-singel kompaktowy


Dołączył: 11 Kwi 2007
Posty: 724
Skąd: Katowice/Kluczbork

PostWysłany: 25.06.2007, 21:06    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Qnrad napisał:
Zobaczyć Zeppelinów na żywo, to coś co wydawało się być nieosiągalne mojemu pokoleniu. Pójście na koncert byłoby dla mnie... no czymś kosmicznym. Liczę na to.

Kiedyś miałam podobnie, tyle, że nie z tym zespołem Wink. Niegdyś moim marzeniem było zobaczyć Pink Floyd w składnie z Rogeram na żywo, teraz uważam, że lepiej jest tak jak jest, dobrze, że Panowie pracują na własny rachunek.
Co do Led Zeppelin jest podobnie, niech pracują we własnym zakresie Smile. Ale nie mogę odżałować, że nie Plant w tym roku do naszego kraju nie zawita, wielka szkoda, może kiedyś Wink.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
KubusPuchatek
kaseta "chromówka"


Dołączył: 11 Kwi 2007
Posty: 160

PostWysłany: 25.06.2007, 21:55    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Okej, dopiero przed chwilą sobie uświadomiłem, że 21 czerwca przypadła rocznica pierwszego koncertu w Inglewood w Kalifornii. Dokładnie 30 lat temu, (i cztery dni Razz) Led Zeppelin rozpoczął serię sześciu koncertów w The Forum. Z tej okazji, warto byłoby coś napisać o każdym z tych występów, codziennie (postaram się) będzie o innym. Dzisiaj zaczynamy od:

The Forum, Inglewood, California 1977-06-21



1. The Song Remains The Same
2. Sick Again
3. Nobody's Fault But Mine
4. Over The Hills And Far Away
5. Since I've Been Loving You
6. No Quarter
7. Ten Years Gone
8. The Battle Of Evermore
9. Going To California
10. Black Country Woman
11. Bron-Yr-Aur Stomp
12. White Summer/Black Mountain Side
13. Kashmir
14. Over the Top
15. Heartbreaker
16. Guitar Solo
17. Achilles Last Stand
18. Stairway To Heaven
19. Whole Lotta Love
20. Rock And Roll

Na początku warto zaznaczyć, iż są to nagrania pochodzące z publiczności, ale niech nie odrzuca Was ta wiadomość! Mamy do czynienia z pełnym profesjonalizmem, bo autorem tych nagrań jest, nie kto inny, jak Mike Millard. Fani Led Zeppelin będą mu już chyba na zawsze wdzięczni, m.in. właśnie za serię tych sześciu koncertów z Inglewood oraz wielu innych. (które brzmią naprawdę dobrz).

Jak widać, koncertowy set bardzo bogaty. Około 3 godzin potężnego hard rocka, bluesa, momentami folku (piękny zestaw utworów akustycznych), po prostu niesamowitego Sterowca! Wielu może powiedzieć, że "to już nie to", że Led Zeppelin ma już swoje najlepsze lata za sobą i na pewno ten występ niczym nie zachwyca. Nic bardziej mylnego! Kiedy miałem pierwszy raz odsłuchać ten koncert, to podchodziłem do tego bardzo sceptycznie - wówczas nie wierzyłem, iż Zeppelini mogli jeszcze w 1977 roku grać na podobnym (lub wyższym) poziomie niż w latach 1969-1972. A jednak. Stało się. O ile dwa pierwsze utwory nie zachwycają, z powodu chrypki Roberta (wydaje mi się, że był po prostu nierozśpiewany), to już od "Nobody's Fault But Mine" zespół zaczyna się rozkręcać. Później jest już coraz lepiej, jazda bez trzymanki. Przy solówce Jimmy'ego z "Since I've Been Loving You" dostaję dreszczy, a klimat tego utworu mnie zniewala - wyjątkowe jest to, że grając tyle razy tę samą kompozycję, można jeszcze zagrać ją świeżo, z pomysłem, przekazując słuchaczom niezwykłą dawkę emocji, nie tylko "odegrać", jeżeli rozumiecie co mam na myśli. Następnie leci "No Quarter", czyli mroczny utwór, w którym miejsce do popisu ma John Paul Jones. Ponad 30 minutowe wykonanie po prostu powala, tego nie da się jakoś sensownie ubrać w słowa - koniecznie trzeba posłuchać. Poza tym, solo Jimmy'ego w środkowej części utworu jest piękne, gwiazdor pokazuje, że nie na darmo nazywany był (już za czasów The Yardbirds) "Magic Fingers". Utwór zaczyna się zgodnie z wersją albumową, potem Jonesey popisuje się na klawiszach, grając tajemnicze motywy, a następnie wszystko przeradza się w rozimprowizowany blues, by znów powrócić do wersji "właściwej". Magia. Następnie muzyka się nieco uspokaja, i Jimmy zaczyna na swej gitarze grać wstęp do "Ten Years Gone" (jedna z moich ulubionych kompozycji z drugiej płyty "Physical Graffiti").

Kolejnym punktem koncertu, jest fantastyczny set akustyczny. Nic nie jest w stanie oddać piękna, które płynie w tym momencie z głośników. Pewnym zaskoczeniem może być wykonanie "The Battle of Evermore". Wydaje mi się, że ten utwór nie był wykonany na żywo od czasów wydania go w 1971 roku na IV (ale ta informacja wymaga weryfikacji u jakiegoś większego specjalisty). I w tym utworze mamy pewną niespodziankę - funkcję Sandy Danny przejął John Paul Jones - niektórych może jego basowy wokal śmieszyć, ale mnie się podoba Smile Nie wiem czy dobrze słyszę, ale momentami chyba Jimmy również dokładał jeden głos. W każdym razie - bardzo oryginalne i ciekawe wykonanie. Potem już jest z górki - piękne "Going To California", "Black Country Woman" i "Bron-Yr Aur Stomp". Dalej jak zawsze niezwykła, zabarwiona orientalizmami popisówka Page'a - "White Summer/Black Mountain Side". Następnie (pozostając przy nieco orientalnym klimacie) słyszymy potężny "Kashmir". I to jest kolejne, bardzo dobre wykonanie tego utworu. Śliczne są te klawiszowe tła Johna Paula.

Na koniec otrzymujemy porządny zastrzyk energii - "Heartbreaker", z ostrą, blues'ującą solówką Jimmy'ego, "Achilles Last Stand" (które przez pewien czas było moim ulubiony utworem Sterowca, potem zdecydowałem, że jednak nie potrafię wybrać tego jedynego) w którym kolejny raz popisuje się Page i Bonham, który zupełnie nie ma litości dla swych bębnów. "Stairway To Heaven" - wystarczy napisać: "wiadomo". Na koniec kolejny zeppelin'owy szlagier "Whole Lotta Love" i "Rock And Roll".

Po wysłuchaniu koncertu, ja oniemiałem. Byłem pod ogromny wrażeniem, nie potrafiłem (i nadal nie potrafię) sobie wyobrazić innego zespołu, który potrafiłby tak zagrać. To jest prawdziwa Muzyka. To Led Zeppelin.

Pzdr.

Edit: Oczywiście zapomniałem wspomnieć o minusach - nie krzyczcie Embarassed Więc tak: nie jest to występ idealny, zdarzają się wpadki, czasami dość rażące - najczęściej wini Jimmy Page, który myli się w swoich solówkach. Plant również momentami nie daje rady, ale na szczęście to tylko momenty, więc da się to przeżyć. To chyba tyle (tak myślę).
_________________
"Gdyby wszyscy ludzie byli mądrzy, to na świecie byłoby tyle rozumu, że co drugi człowiek zgłupiałby z tego"


Ostatnio zmieniony przez KubusPuchatek dnia 27.06.2007, 20:55, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Qnrad
kaseta "chromówka"


Dołączył: 21 Cze 2007
Posty: 170
Skąd: Warszawa

PostWysłany: 26.06.2007, 20:53    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Recenzja świetna, czekam na więcej. A sam koncert... rzuciłbyś linkiem? Wink
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
KubusPuchatek
kaseta "chromówka"


Dołączył: 11 Kwi 2007
Posty: 160

PostWysłany: 26.06.2007, 21:03    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

^ Dziękuję, a co do linków, to... prywatna wiadomość już wysłana Smile

Pzdr.
_________________
"Gdyby wszyscy ludzie byli mądrzy, to na świecie byłoby tyle rozumu, że co drugi człowiek zgłupiałby z tego"
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
usandthem
szpula


Dołączył: 13 Kwi 2007
Posty: 80
Skąd: Częstochowa/Sosnowiec

PostWysłany: 29.06.2007, 16:43    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Nie trzeba było długo czekać, na reakcję wokalisty legendy hard rocka, na sensacyjne doniesienia o koncertowym powrocie Led Zeppelin. Plant zaprzecza, aby w ogóle rozmawiał na ten temat z kolegami. Gdybyśmy mieli wystąpić, nie starczyłoby lekarzy, żeby wspierać nas na scenie - dodaje żartem.
Od dwóch dni światowe media donosiły, że trzej żyjący członkowi grupy zgodzili się wystąpić wspólnie podczas koncertu na cześć zmarłego w zeszłym roku Ahmeta Erteguna, założyciela Atlantic Records.


Tyle w temacie reaktywacji Wink
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Qnrad
kaseta "chromówka"


Dołączył: 21 Cze 2007
Posty: 170
Skąd: Warszawa

PostWysłany: 29.06.2007, 16:59    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Crying or Very sad Crying or Very sad Crying or Very sad

No ale skoro sami uważają, że ich czas już minął, to...
_________________
WIELKA AKCJA WOLNY... BLOG
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
KubusPuchatek
kaseta "chromówka"


Dołączył: 11 Kwi 2007
Posty: 160

PostWysłany: 30.06.2007, 15:18    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Ok, ostatnio w tym temacie panował zastój, więc czas zabrać się do pisania. Warto byłoby tutaj przybliżyć nieco dokonania duetu Jimmy Page & Robert Plant. Frontmani Led Zeppelin połączyli swoje siły w 1994 roku, by nagrać dla MTV koncert z serii Unplugged (Panowie współpracowali ze sobą już wcześniej po rozpadzie Sterowca; Page zagrał kilka solówek na płytach Roberta, natomiast Plant zaśpiewał na krążku "Outrider" Jimmy'ego, grali na "Live Aid" itp. jednak chodzi mi tutaj o wspólne zrealizowanie całego projektu)



Jak już wcześniej wspominałem, muzycy ponownie się zeszli, aby zagrać wyjątkowy koncert. Na "No Quarter", Page i Plant właściwie spełniają swoje marzenia o połączeniu muzyki wschodniej z zachodnią. Jeszcze za czasów gry w Led Zeppelin, Panowie wybrali się do Bombaju w Indiach (jeżeli dobrze kojarzę, to chyba po trasie w Australii i Nowej Zelandii w 1972 roku) i wspólnie z tamtejszymi muzykami, nagrali orientalną wersję "Four Sticks" z IV oraz "Friends" z III. Te wersje jednak nigdy oficjalnie nie ujrzały światła dziennego. Zostały natomiast wydane na 11 płytowym boxie "Studio Sessions" [Antrabata Records]. Jeżeli ktoś chciałby posłuchać tej muzyki, to zapraszam na PW. Smile

Robert i Jimmy odeszli jednak trochę od standardowej konwencji "Unplugged" (z angielskiego - "bez prądu"). Nie jest to koncert w całości zagrany przy pomocy instrumentów akustycznych - Page często sięga po gitarę elektryczną, natomiast Charlie Jones gra na elektrycznym basie. Instrumentarium jest bardzo bogate - od zwykłych gitar akustycznych/elektrycznych, perkusji, przez banjo, mandolinę, hurdy-gurdy, organy Hammonda, aż po przeróżne orientalne instrumenty perkusyjne (i nie tylko) oraz całą London Metropolitan Orchestra. To wszystko robi tło pod wokal Roberta Planta oraz solistki Najmy Akhtar (która wcieliła się w postać "Królowej Światła" w "The Battle of Evermore"). Warto wspomnieć, że słynny wokalista jest w wyśmienitej formie. Bardzo dobrze radzi sobie z wyższymi rejestrami, śpiewa bez kompleksów. Podobnie jest z Page'm, którego partie gitarowe nabierają nowego wyrazu przy akompaniamencie tak bogatego instrumentarium. Jego solówki z "Thank You" czy "Since I've Been Loving You" nadal przyprawiają mnie o dreszcze.

Może teraz trochę o samej muzyce. W tym poście omawiam wersję CD (koncert dostępny jest również na DVD; tam materiał jest poszerzony o dwa utwory). Zaczynamy klasykiem z "Presence", czyli "Nobody's Fault But Mine". Jednak nie myślcie sobie, że będzie to zwykły, jak to się mówi, odgrzany kotlet. Utwór został zupełnie inaczej zaaranżowany. Rozpoczyna się ciągłym brzmieniem instrumentu o nazwie hurdy-gurdy, by po chwili do akcji weszła perkusja oraz akustyczna gitara Jimmy'ego. Nie usłyszymy tutaj tego charakterystycznego motywu, który Plant śpiewa razem z gitarą (tego "aaaa", na pewno kojarzycie). Melodia została trochę zmieniona, ale Robert śpiewa naprawdę przejmująco. Utwór płynnie przechodzi w liryczną kompozycję z II, mianowicie "Thank You". Tutaj pole do popisu ma Jimmy, który gra niesamowitą solówkę. Robert pięknie wyśpiewuje swoje pełne pasji słowa (które kiedyś napisał dla swojej żony, Maureen). Wspaniały nastrój tworzą klawisze Hammonda. Kolejnym utworem na płycie jest "No Quarter". Ale jak ten utwór się zmienił! Poza mrocznym klimatem i melodią wokalu, które towarzyszą pierwowzorowi z "Houses of The Holy", praktycznie wszystko zostało zmienione. Teraz jest to utwór tylko na gitarę Jimmy'ego oraz wokalizy Roberta. Brzmienie gitary, podobnie jak głos Planta zostały przetworzone, co sprawia, że kompozycja nabiera nastrojowości i tego oryginalnego, tajemniczego klimatu.

Następną kompozycją jest "Friends". Jest to pierwszy utwór, w którym w całości zostały wykorzystane możliwości tego ciekawego, wschodniego instrumentarium. Utwór ma teraz zupełnie inne intro, na które składa się skrzypcowy wstęp i krótka solówka na flecie (brzmi to jak shakuhachi, tradycyjny flet japoński, ale to na pewno nie jest to). Dopiero wtedy wchodzi charakterystyczny motyw gitarowy, znany wszystkim słuchaczom z III. Fantastycznie brzmią tutaj orkiestracje oraz indyjskie instrumenty perkusyjne, takie jak: "duf, bendir, merwas, reque". Czymkolwiek są, brzmią naprawdę bardzo dobrze. Do tego dochodzi mocny i stanowczy wokal Planta. Nie wiem, czy to nie jest wykonanie lepsze od tego z trzeciego albumu Sterowca. Kolejną kompozycją z "No Quarter", jest mocny numer pt. "Yallah". Pierwszy z nowego zestawu utworów. Charakteryzuje się przede wszystkim jednostajnym rytmem perkusyjnym i powtarzanym motywem gitarowy Jimmy'ego. Dodając do tego ciekawą linię wokalną Planta, otrzymujemy naprawdę całkiem dobry kawałek. W środkowej części, Page zaczyna bawić się jakimś dziwnym sprzętem - ciężko to określić, może po prostu wytwarza sprzężenia i jakoś manewruje przy głośniku gitarą? W każdym razie, daje to dość intrygujący efekt. Brzmi to trochę jak jakiś psychodeliczny odjazd. Następny fragment płyty, to pierwszy (z dwóch) utworów zagranych przez Page'a i Planta na ulicach Marakeszu wraz z tamtejszymi muzykami. W "City Don't Cry" na pewno wyjątkowe jest tutaj połączenie brzmień niezidentyfikowanych przeze mnie instrumentów strunowych szarpanych Smile z wokalem Roberta. Ciekawy eksperyment, który wypadł całkiem nieźle.

Kolejny punkt programu, to "Since I've Been Loving You". I cóż mogę tutaj napisać? Ten ładunek emocjonalny, który przekazuje nam ten utwór jest po prostu nie do opisania. A wyobraźcie sobie jeszcze tę kompozycję z orkiestrą w tle... Wrażenia nie z tej ziemi. Solo Page'a mówi samo za siebie. Dalej jest "The Battle of Evermore", czyli właściwie jeden z moich ulubionych utworów z tej płyty. A to głównie za sprawą tego, że możemy usłyszeć tutaj piękny głos Pani Najmy Akhtar. Utwór zaczyna się niepokojącym motywem granym na hurdy gurdy, któremu towarzyszy odgłos bębnów. Następnie do akcji wchodzi Jimmy z przepięknym motywem na mandolinie. Całości dopełnia gitara akustyczna. Utwór cały czas narasta, pojawiają się instrumenty perkusyjne, by spokojnie zmierzać do punktu kulminacyjnego utworu, czyli wyśpiewania frazy: "...his eyes". Końcówka "The Battle of Evermore" to po prostu zabawa głosem Roberta i Pani Ankhtar. To jest wykonanie na pewno lepsze niż to zawarte na IV (chociaż wokal Sandy Denny jest naprawdę wyjątkowy).

"Wonderful One" to ckliwa ballada duetu Page & Plant. Nie jest to nic zaskakującego, ale melodia wokalu jest naprawdę ujmująca. "Wah Wah" to drugi utwór, który został nagrany z tubylcami na ulicach Marakeszu. Tym razem otrzymujemy interesujący efekt brzmieniowy przez połączenie akustycznej gitary Jimmy'ego z tymi niezidentyfikowanymi instrumentami strunowymi szarpanymi. Ot, całkiem przyjemna piosenka o fajnym, orientalnym klimacie. Ciekawe są te "chórki", za które odpowiadają Marokańczycy. Powoli zbliżamy się do finału. "That's The Way", "Gallows Pole" i "Four Sticks" brzmią naprawdę świeżo, chociaż w tym pierwszym właściwie nic nie zmieniono w stosunku do pierwowzoru. Natomiast "Gallows Pole" zostało wykonane wykonane bardzo żywiołowo. Utwór zaczyna się spokojnie i stonowanie, ale dalej wszystko przyspiesza, nabiera tempa. Właśnie tę żywiołowość w tym utworze uwielbiam. Całość narasta, dochodzą brzmienia hurdy gurdy, perkusji, basu. Po chwili wszystko przeradza się w szaleńczą jazdę, która kończy się zupełnie niespodziewanie, można powiedzieć, że wręcz brutalnie. "Four Sticks" to chyba utwór, który Led Zeppelin napisał specjalnie do takiego projektu. Z dodatkiem orientalnych instrumentów perkusyjnych, utwór nabiera nowego smaku. Do tego dochodzą partie smyczkowe, które tworzą odpowiedni nastrój. Jednym słowem - nowa aranżacja sprawdza się doskonale. Na finał otrzymujemy hymn, którego nie mogło zabraknąć. Oczywiście chodzi mi o "Kashmir", którego właściwie nie trzeba byłoby na nowo aranżować, by zabrzmiał niezwykle orientalnie. Utwór rozpoczyna się wstępem smyczków, którym towarzyszy Page, grający jakieś tajemnicze akordy na gitarze o przetworzonym brzmieniu. Wtedy te legendarne wersy zaczyna śpiewać Robert: "Oh, let the sun beat down upon my face, stars to fill my dream..." i po chwili zaczyna się właściwy "Kashmir" z tym riffem. Gitarę Jimmy'ego wspomaga cała orkiestra wraz z klawiszami. Zestaw bębnów Michaela Lee dopełniają liczne, indyjskie instrumenty perkusyjne. W połowie utworu, następuje dziwna przerwa, wybrzmiewają tylko smyczki, a na skrzypcach porywające solo gra Wael Abu Bakr. Po chwili wszystko jednak wraca do normy. Ponownie słyszymy motyw przewodni "Kashmiru". I tak utwór zmierza do potężnego końca. Zespół pozwala sobie jeszcze na krótkie improwizacje, w których zawarł się m.in. fragment "Black Doga".

Jeżeli mam jednym słowem określić ten projekt, to mogę powiedzieć tylko tyle - wyjątkowy. Naprawdę wyjątkowy. Według mnie, sztuka połączenia muzyki zachodniej ze wschodnią udała się frontmanom Led Zeppelin wyśmienicie. Warto byłoby jeszcze pogratulować młodemu perkusiście, Michael'owi Lee, który miał trudne zadanie - zastąpić Johna Bonhama. Ale udało się Nie pozostaje mi nic innego, jak polecić Wam przesłuchanie tego projektu - na pewno się nie zawiedziecie! (chociaż wątpię, żeby ktoś jeszcze go tutaj nie słyszał Smile)

Pzdr.
Kubuś
_________________
"Gdyby wszyscy ludzie byli mądrzy, to na świecie byłoby tyle rozumu, że co drugi człowiek zgłupiałby z tego"
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
usandthem
szpula


Dołączył: 13 Kwi 2007
Posty: 80
Skąd: Częstochowa/Sosnowiec

PostWysłany: 20.08.2007, 10:32    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Mnie nie dalej jak trzy dni temu wpadł w łapy rarytas (jak sądziłem naiwnie), to jest: Led Zeppelin - Physical Rarities, szumnie reklamowane jako "Stairway to Collector's Heaven". Nie zastanawiając się wiele ściągnałem i na fali podniecenia, że oto znalazłem coś premierowego Zeppelinów, wrzuciłem w łinampa.

Na początku było wspaniale: pierwszy Jenning's Farm Blues to Bron-Y-Aur Stomp w świetnej jakości w wersji ostrej, kojarzącej się bardzo z Travelling Riverside Blues, niestety bez wokalu Plancika - wszystkiego mieć nie można jak widać... Potem Poor Tom i Walter's Walk (to samo zresztą odnosi się do Ozone Baby, Wearing & Tearing i Something Else) - znane z Cody (po co to wypuszczać jeszcze raz tylko w słabszej jakości i nazywać rarytasem?). Dalej - Trampled i Custard Pie - jakoby inne wersje - poza inną (żanującą) jakością to ja tam zmian nie słyszę (czyzby głuchota w tak młodym wieku?).
Black Dog <tu słychać bolesne zgrzytanie audiofilskiego uzębienia> Głosu Planta nie słychać w ogóle, nawet jesli śpiewa gdy reszta zespołu nie gra, róznice w głośności są wręcz bolesne - nie wytrzymałem dłużej niż 25 sekund, więc się nie wypowiadam Wink
Since I've Been Loving You. Moim zdaniem to już jest bezczelność. Reklamują to jako wersję z 1969, nagraną gdzieśtam live. Ale. Jest to wersja z trójki z dodanym pogłosem i dwoma "jej" Planta w czasie solówki - więcej zmian nie ma Rolling Eyes Wszystko idzie nuta_w_nutę tak samo jak w wersji znanej z płyty...
No Quarter - perła w zasadzie Very Happy Wczesna wersja, brzmiąca zupełnie inaczej niż oryginał, jeszcze bez słów (Plant wesoło dośpiewuje jakies "papapa" na znaną melodię, a całość brzmi.. jazzowo! Very Happy). Uratował moje dobre mniemanie o tej płycie na chwilę Wink
Inna wersja Babe, I'm Gonna Leave You fajna, ale męczy szybko, inne, instrumentalne Stairway przyjemne, ale daleko mu do odkrywczości, Swansong taki se, też zresztą akustyczny i króciutki na dodatek, Baby Come On Home żadnym rarytasem nie jest (było bodajże na BBC o ile dobrze pamiętam), a Willow Tree... pod tym enigmatycznym tytułem nie kryje się nic innego jak dobrze nam znane The Girl I Love She Got... w doskonale znanej nam wersji Confused
Immigrant Song i Out On The Tiles cierpią na syndrom Black Doga - żałosna jakosć Confused
Fajny jest jeszcze tylko Moby Dick - wersja bez solówki Bonhama - wreszcie - czegoś takiego mi brakowało, nawet miałem sobie na własną rękę pociąć i pokleić, bo tę cześc z riffem uwielbiam, a nie zawsze mam ochotę słuchać tego samego, lekko już nudzącego sola Wink

W zasadzie mam nieodparte wrażenie, że to podpucha - wersje instrumentalne mógł nagrać każdy, to nieszczęsne Since śmierdzi na odległość czymś bardzo nieładnym, a kilka hiciorów w tragicznej jakości to ja mogę z bootlega sobie wziąć... Słowem - nieporozumienie jak dla mnie. Ktoś może zna/wie coś bliżej o tym wydawnictwie/ma inną opinię?
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Krzysiek
Gość





PostWysłany: 20.08.2007, 12:46    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Ale o czym Ty właściwie piszesz, Kolego?

O tym nieudacznym wydawnictwie, czy też o odrzutach studyjnych, znanych "od zawsze", w o niebo lepszej jakości i o wiele dłuższych od zaprezentowanych na tych pseudorarytasach? Toż możesz sobie gdzieś ściągnąć "Sessions" Antrabaty albo "Brutal Artistry" Midas Touch i słuchać do woli. Z Twojego postu można jedynie wysnuć wniosek, że gdzieś dzwonią. Ale gdzie i po co, to już cholera wie.

Notabene - Baby C`mon Home nie ma na BBC Sessions.
Powrót do góry
Qnrad
kaseta "chromówka"


Dołączył: 21 Cze 2007
Posty: 170
Skąd: Warszawa

PostWysłany: 24.08.2007, 10:35    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

http://muzyka.interia.pl/rock/news/nowe-plyty-led-zeppelin,951206,46

Czyli nadchodzi reedycja The Song Remains The Same i jakieś nowe The Best Of...

Ja tam czekam dalej na zapowiadany album Jimmy'ego...
_________________
WIELKA AKCJA WOLNY... BLOG
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Wykonawcy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4 ... 44, 45, 46  Następny
Strona 3 z 46

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group