Muzyczne Dinozaury Forum Index Muzyczne Dinozaury
i ich następcy
 
 FAQFAQ   SearchSearch   MemberlistMemberlist   UsergroupsUsergroups   RegisterRegister 
 ProfileProfile   Log in to check your private messagesLog in to check your private messages   Log inLog in 

Eric Dolphy

 
Post new topic   Reply to topic    Muzyczne Dinozaury Forum Index -> Wykonawcy
View previous topic :: View next topic  
Author Message
jay.dee
kaseta "metalówka"


Joined: 15 Aug 2016
Posts: 293
Location: Barcelona

PostPosted: 30.08.2016, 22:26    Post subject: Eric Dolphy Quote selected Reply with quote

To może porozmawiamy o artyście, którego wpływ na progresywną muzykę rockową nie powinien przejść niezauważony. Frank Zappa otwarcie przyznawał się do inspiracji jego twórczością, partie fletu wczesnego King Crimson nosiły wyraźne melodyczne piętno jego partii solowych, zaś jego nietypowe frazowanie na klarnecie basowym z pewnością musiało inspirować muzyków z awangardowego skrzydła sceny Canterbury.



Pozwolę sobie w tym wątku na przegląd najciekawszym momentów kariery tego nietuzinkowego, przedwcześnie zmarłego multiinstrumentalisty, zaczynając od występów u boku innych jazzowych muzyków.

Z pewnością jedną z najsłynniejszych grup, w których występował był kwintet Johna Coltrane'a z początku lat 60. Muzyka, którą tworzył była w swoim czasie dość chłodno przyjmowana przez jazzowych ortodoksów, padały oskarżenia o zdradę i promocję anty-muzyki, mimo że dziś ich wspólne albumy takie jak Live at Village Vanguard czy Africa/Brass, oba z 1961 roku, łatwo znaleźć w czołówkach zestawień najlepszych płyt jazzowych owej dekady.

http://downbeat.com/microsites/prestige/dolphy-interview.html

Jesienna trasa kwintetu po Europie w roku 1961 wzbudzała niemałe kontrowersje wśród fanów oczekujących na koncerty Coltrane'a. Dolphy był wówczas postacią mało znaną na kontynencie i miłośnicy wcześniejszego, bardziej tradycyjnego oblicza saksofonisty nie zawsze byli zadowoleni z nowego muzycznego kierunku. Byli też inni, jak cytowany niżej młodzieniec o nazwisku Robert Wyatt, których nowe dźwięki oczarowały:
Quote:
I saw Coltrane live with Dolphy. They were getting some kind of trance going, an Americanized Indian classical music. I did like a sense of harmonic movement, of a kind of shifting. I like a certain amount of vagueness and ambiguity in the sound. That’s where I’m least connected with the rock group tradition, which is clear, declamatory power chords and so on. I get claustrophobia with the rock format on the whole, and I like something a bit more smoky, a bit more aerated, a bit less solid, a bit more gaseous.

http://observer.com/1998/02/deep-shleep-robert-wyattputs-new-soul-in-old-machine/

Wspomniane wyżej nagrania to oczywiście absolutne klasyki progresywnego jazzu z lat 60., ale ja chciałbym zwrócić na nieco mniej znane rejestracje ze wspomnianej europejskiej trasy, zebrane w niedawno wydanym czteropłytowym zestawie John Coltrane Quintet feat. Eric Dolphy - "So Many Things: The European Tour 1961":

http://jazztimes.com/articles/158687-so-many-things-the-european-tour-1961-the-john-coltrane-quintet-featuring-eric-dolphy

A wśród nich perła, czyli dwudziestominutowa wersja "My Favourite Things" z listopadowego występu ze Sztokholmu, z niezapomnianą partią solową Dolphy'ego na flecie. Jego instrumentalne partie z pewnością błąkały się po głowach różnym rockowym muzykom, którzy próbowali wprowadzać jazzowe elementy do rockowego repertuaru w drugiej połowie tamtego dziesięciolecia.

https://www.youtube.com/watch?v=115HvpEgLow


Last edited by jay.dee on 31.08.2016, 00:05; edited 3 times in total
Back to top
View user's profile Send private message
jarex
digipack


Joined: 08 Nov 2013
Posts: 2569
Location: wlkp

PostPosted: 30.08.2016, 23:31    Post subject: Quote selected Reply with quote

Posiadam klasyka "Out To Lunch" i dwie płytki w jakiś sposób do niego nawiązujące, więc Dolphy jak najbardziej Smile



Back to top
View user's profile Send private message
Bednaar
japońska edycja z bonusami


Joined: 11 Apr 2007
Posts: 3662
Location: Łódź

PostPosted: 30.08.2016, 23:50    Post subject: Quote selected Reply with quote

Out to Lunch to oczywiście klasyk jazzu nie tylko awangardowego. Dolphy to moim zdaniem taka awangarda jazzowa z ludzką twarzą - w tym sensie, że bardziej przystępna. Współpracował też z Mingusem i zmarłym niedawno Hutchersonem, pojawiał się w paru nagraniach Andrew Hilla, grali z nim też nieco młodsi muzycy: Hubbard, Hancock czy Tony Williams. Na najbardziej znanej płycie Dolphy'ego zagrali zresztą: Hubbard, Hutcherson, Williams i Richard Davis.
Back to top
View user's profile Send private message
Leptir
limitowana edycja z bonusową płytą


Joined: 04 Sep 2010
Posts: 4553

PostPosted: 31.08.2016, 09:17    Post subject: Quote selected Reply with quote

Dolphy'ego uwielbiam - zarówno w jego autorskich propozycjach, jak i wtedy, gdy grał u innych. "Ludzka twarz" jego awangardy polegała głównie na tym, że jakkolwiek by nie szalał na swoich instrumentach, to sekcję rytmiczną miał zazwyczaj "po bożemu" poukładaną. Dzięki temu, pomimo swobodnej gry na alcie, flecie i klarnecie basowym jego muzyka sprawiała wrażenie dość konwencjonalnej - przynajmniej na tle tego co grali Ornette Coleman, Albert Ayler, czy "późny" Coltrane. Przyznać też trzeba, że harmonicznie Dolphy rzadko wychodził poza tonalność, trzymał się raczej (zakorzenionej w bluesie) bebopowej harmonii. Sam przyznawał się do inspiracji dziełami Bartoka czy Strawińskiego.
_________________
„Gdy słońce kultury chyli się ku zachodowi, to nawet karły rzucają długie cienie”.
Karl Kraus
Back to top
View user's profile Send private message
jay.dee
kaseta "metalówka"


Joined: 15 Aug 2016
Posts: 293
Location: Barcelona

PostPosted: 31.08.2016, 19:04    Post subject: Quote selected Reply with quote

Mam mieszane uczucia w stosunku do "Out to Lunch", od którego dla mnie wieje wystudiowanym chłodem. Jest to jedna z tych płyt, z której ciekawe tematy chętniej słyszę w innych wykonaniach, jak choćby wspomnianej wyżej reinterpretacji całego albumu przez Otomo Yoshihide (który równie chętnie sięgał po numery Dolphy'ego na występach ze swoim jazzowych kwintetem ONJQ). Z pewnością, gdyby Dolphy żył dłużej, doczekalibyśmy się jego własnych odczytań na żywo.

Pierwsza dekada lat 60. był okresem kiedy powstawało wiele płyt, które popychały modalny przewrót w jazzie w kierunku coraz większej abstrakcji, nieregularności rytmu i prób politonalności, wciąż jednak z zachowaniem nadrzędnych struktur rytmiki i harmonii. Jak inni forumowicze zasygnalizowali powyżej, mimo że Dolphy oraz jego koledzy (jak choćby Booker Little, czy Jaki Byard) w tamtym okresie chętnie sięgali po słowo "out" w tytułach albumów, ich muzyka pozostawała jednak wciąż "in". Ich modalne improwizacje (rozumiane jako sekwencje harmonicznych progresji bez dominującej tonacji, czyli tradycyjnie rozumianej melodii) wciąż bazowały na tradycyjnych bopowych skalach.

Dwie inne płyty z Blue Note'a, które mocno przywodzą mi na myśl "Out to Lunch", to dwa miesiące wcześniejsze "Evolution" Grahana Moncura III oraz miesiąc późniejszy "Point of Departure" Andrew Hilla, ten drugi z udziałem Erica. Obie udane, wręcz kanoniczne, ale na sposób, który po prostu nie leży mi. I w sumie sam nie wiem czemu, gdyż uwielbiam drugi kwintet Milesa Davisa, który w tej stylistyce postawił kropkę nad i. Przypuszczam, że gdyby Dolphy nie zmarł przedwcześnie miałby szansę rozwinąć twórczo koncepcje zasygnalizowane na swojej ostatniej płycie.


Last edited by jay.dee on 01.09.2016, 00:29; edited 2 times in total
Back to top
View user's profile Send private message
jay.dee
kaseta "metalówka"


Joined: 15 Aug 2016
Posts: 293
Location: Barcelona

PostPosted: 31.08.2016, 19:14    Post subject: Quote selected Reply with quote

jarex wrote:

Nie znam, ale mając na uwadze jakość polskiej sceny yassowej z chęcią poszukam i posłucham. Dzięki za rekomendację.
Back to top
View user's profile Send private message
Włodek
epka kompaktowa


Joined: 12 Apr 2007
Posts: 1090

PostPosted: 02.09.2016, 20:11    Post subject: Quote selected Reply with quote

Na Rutrackerze można znaleźć takie DVD:
John Coltrane Quintet with Eric Dolphy - Live In Europe + Lenny Tristano - Solo Concert
https://images-na.ssl-images-amazon.com/images/I/41sZsj9gnCL.jpg

Za Amazon:
Legendary jazz saxophonist John Coltrane performing live in Baden-Baden in 1963. Performing with his quintet featuring Eric Dolphy, McCoy Tyner, Reginald Workmann and Elvin Jones, set 1 comprises: 'My Favourite Things', 'Every Time We Say Goodbye' and 'Excerpts'. Set 2 features Lennie Tristano live at Tivoli Gardens, Copenhagen in 1965. Tracks include: 'Lullaby Of The Leaves' and 'Expressions'.

Z opisu kogoś kto oglądał wynika, że 3 utwory to kwintet Coltrane'a, a 8 to solowy popis Lennie'ego Tristano na fortepianie. W sumie chyba nie warto.

Rzuciłem okiem i mocno czarniawy obraz w proporcji 4:3 mnie nieco zniechęcił - ciekawe czego się spodziewałem po tym roczniku? Rolling Eyes - ale jako historyczny zapis może to dla niektórych być ciekawe. Oczywiście muzyka broni się sama.
Back to top
View user's profile Send private message Send e-mail
Bartosz
remaster


Joined: 02 May 2010
Posts: 2409
Location: Kraków

PostPosted: 03.09.2016, 10:06    Post subject: Quote selected Reply with quote

Jaki fajny temat! Smile

Out to Lunch uwielbiam, podobnie jak większość przedmówców. To była jedna z tych kilku płyt poprzez które zainteresowałem się dawno temu nieelektrycznym jazem i która do dziś jest jednym z moich ulubionych tytułów w ogóle. Oprócz niej ogromne wrażenie (choć już nie aż takie) robi na mnie także Out There plus kilka albumów koncertowych, zwłaszcza At the Five Spot (1 i 2).

Odnoszę jednak wrażenie, że jeżeli weźmie się twórczość Dolphyego wydaną pod własnym jego nazwiskiem to Out to Lunch tak bardzo przyćmiewa resztę, że gość wychodzi trochę na artystę jednej wybitnej płyty, który poza nią grał różne spoko rzeczy, ale tak naprawdę to tylko Out to Lunch, a reszta to w zasadzie przypisy. W sumie zabawna rzecz, że Eryk zagrał na niejednej z, no wiecie - TYCH płyt jazzowych, a tylko jedna z nich podpisana jest jego nazwiskiem.
_________________
I'm Bad Like Jesse James

Back to top
View user's profile Send private message
jay.dee
kaseta "metalówka"


Joined: 15 Aug 2016
Posts: 293
Location: Barcelona

PostPosted: 03.09.2016, 10:57    Post subject: Quote selected Reply with quote

Włodek wrote:
Za Amazon:
Legendary jazz saxophonist John Coltrane performing live in Baden-Baden in 1963. Performing with his quintet featuring Eric Dolphy, McCoy Tyner, Reginald Workmann and Elvin Jones, set 1 comprises: 'My Favourite Things', 'Every Time We Say Goodbye' and 'Excerpts'.

Data podana przez Amazon jest z pewnością nieprawidłowa, gdyż koncert w Baden-Baden należał do opisanej przeze mnie powyżej europejskiej trasy z 1961 roku:

http://www.jazzdisco.org/eric-dolphy/discography/#611124
Back to top
View user's profile Send private message
jay.dee
kaseta "metalówka"


Joined: 15 Aug 2016
Posts: 293
Location: Barcelona

PostPosted: 03.09.2016, 13:02    Post subject: Quote selected Reply with quote

Kontynuując temat współpracy Dolphy'ego z innymi muzykami jazzowymi przejdźmy do jego udziału w formacjach kierowanych przez Charlesa Mingusa, których najsłynniejszą i najlepiej udokumentowaną był koncertowy sekstet z 1964 roku. Basista był wówczas na rosnącej fali, świeżo po nagraniu kanonicznego programowego arcydzieła progresywnego jazzu "Black Saint & Sinner Lady" oraz zbioru reinterpretacji swoich wcześniejszych kompozycji (pod zmienionymi tytułami) w podobnym duchu "Mingus Mingus Mingus Mingus Mingus", ta druga płyta już z udziałem Dolphy'ego.

Trasę, która przeszła do historii, zainaugurowały wiosenne występy w Stanach, w tym koncert na uniwersytecie w Cornell oraz w nowojorskim Town Hall, po czym grupa przeniosła się do Europy, przemierzając w trzy kwietniowe tygodnie połowę kontynentu.

http://mingus.onttonen.info/1964.html

Zespół był witany jak prawdziwa gwiazda, cementując popularność Dolphy'ego, który był bezsprzecznie gwiazdą wielu wieczorów. Tym bardziej, że w połowie trasy, podczas pierwszego z paryskich występów, trębacz Johnny Coles zasłabł i został hospitalizowany, zaś grupa zredukowana do kwintetu musiała dokończyć występ i resztę trasy, na gorąco przearanżowując wykonywany repertuar.

Mingus przygotowując koncertowy materiał postawił na długie wielowątkowe formy, gdzie skomplikowane harmonicznie i rytmicznie segmenty, czerpiące z różnych jazzowych stylów i epok, były przeplatane swobodnymi dżemami, w których soliści mieli szansę wykazać się swoimi improwizatorskimi umiejętnościami. Dolphy błyszczał w obu odsłonach, często zmieniając saksofon altowy na basowy klarnet lub flet. Mingus z pewnością doceniał talent i kunszt swojego współpracownika tytułując jeden z prezentowanych na scenie tematów "So Long Eric", nie będąc świadomy, że decyzja Dolphy'ego o pozostaniu w Europie rozłączy ich na zawsze.

Dokumentacja nagraniowa z trasy jest obszerna, choć nie wszystko zachowało się w dobrej jakości. Z pewnością warto poznać zarówno amerykański przedbieg, tu wskazałbym na "Cornell 1964" z nieco odmiennym od reszty programem:

http://www.popmatters.com/review/charles-mingus-sextet-cornell-1964/

jak i najlepiej brzmiące występy z Europy: inauguracyjny europejską podróż koncert w Concertgebouw w Amsterdamie oraz drugą noc w Paryżu w Theatre Des Champs-Elysees. Ten drugi był pierwszym pełnym występem w składzie okrojonym do kwintetu, co daje dobre pojęcie o zwinności i talencie muzyków zmuszonych do szybkiej zmiany aranży.

http://jipiblog.jipiz.fr/2014/03/12/cralele-retour-concert-revisite-mingus-1964/

Dla osób, które cenią zwartość i całkowity brak muzycznego gadulstwa, proponuję bardzo udanie wyselekcjonowany materiał opublikowany na oryginalnym jednopłytowym "Town Hall Concert", który zawiera wykonawczą i stylistyczną esencję muzyki prezentowanej na scenie przez sekstet.



Niestety nieodległa w czasie śmierć Dolphy'ego nie była jedynym ciosem, jaki miał spaść na lidera zespołu. Intensywna i zakrojona na ambitną skalę, zarówno muzyczną jak i organizacyjną, działalność koncertowa w latach 1964 i 1965 zrujnowała Mingusa finansowo. Niestety jego szczyt artystyczny zbiegł się w czasie z nadejściem nowej muzycznej fali - rocka. Wytwórnie płytowe odwróciły się od niego, nie będąc w stanie zmusić go do przystosowania się do nowych trendów, doprowadzając muzyka do psychicznego załamania, z którego już nigdy tak naprawdę nie podniósł się.

http://www.thewire.co.uk/in-writing/essays/charles-mingus_hit-in-the-soul

Ironią losu jest, że dekadę później równie ambitnie (na rockową skalę) zaaranżowane trasy zrujnują muzyków z kręgu tradycyjnego rocka progresywnego, którzy zajęli miejsce ich jazzowych poprzedników. Ale to już temat na inny wątek. Smile
Back to top
View user's profile Send private message
Freefall
japońska edycja z bonusami


Joined: 18 Feb 2012
Posts: 3729

PostPosted: 03.09.2016, 15:09    Post subject: Quote selected Reply with quote

Bartosz wrote:
Out to Lunch tak bardzo przyćmiewa resztę, że gość wychodzi trochę na artystę jednej wybitnej płyty,... a reszta to w zasadzie przypisy.


Faktycznie, ale trochę jednak nagrał. Trzeba też zauważyć, że młodo zmarł. Ja poleciłbym jeszcze np. płytę "Iron Man".
Back to top
View user's profile Send private message
Display posts from previous:   
Post new topic   Reply to topic    Muzyczne Dinozaury Forum Index -> Wykonawcy All times are GMT + 2 Hours
Page 1 of 1

 
Jump to:  
You cannot post new topics in this forum
You cannot reply to topics in this forum
You cannot edit your posts in this forum
You cannot delete your posts in this forum
You cannot vote in polls in this forum


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group