Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna Muzyczne Dinozaury
i ich następcy
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Southern Rock - czyli Rock Rolniczy
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Muzyka
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Włodek
epka kompaktowa


Dołączył: 12 Kwi 2007
Posty: 1196

PostWysłany: 10.12.2017, 14:33    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Pisząc powyższe miałem raczej na myśli płyty Live at the Record Plant (1975-1976) i Bring It Back Alive (1978). Ta z 2016 nie jest zła, ale mimo wszystko radzę posłuchać przed zakupem.
Żeby nie było: płyta ma absolutnie magiczne momenty, Grey Ghost, Prisoner, It's About Pride i oczywiście Green Grass And High Tides - to co tam panowie wyprawiają na gitarach zahacza o absolut, oczywiście w southernrockowej konwencji, gdyby cała płyta była utrzymana w tym klimacie to byłoby koncertowe arcydzieło, jednak te mocno countrowe utwory psują nieco (dla mnie) odbiór całości. Mimo wszystko warto znać.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Cure
digipack


Dołączył: 12 Lip 2008
Posty: 2942

PostWysłany: 10.12.2017, 15:47    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Dziękuję, chyba rzeczywiście najpierw posłucham z kopii zapasowych Wink
Jeśli są momenty dryfujące mocno w country, to rzeczywiście mogą zniechęcać do słuchania całości.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Włodek
epka kompaktowa


Dołączył: 12 Kwi 2007
Posty: 1196

PostWysłany: 13.12.2017, 12:25    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Dobra jest też płyta Outlaws - Los Angeles (1976) - country w homeopatycznych ilościach, dużo fajnych gitar.

Polecam jeszcze bardzo mało chyba znaną płytę: Macks Creek Band - The Macks Creek Band (1980). Nie ma się co sugerować rokiem wydania bo to rasowe southernrockowe granie. Oczywiście klimat country (i parę nut) jest nieodzowny, ale gitary i klawisze fajnie pracują, a melodyjne kompozycje wpadają w ucho. Udana pozycja choć niekoniecznie na półkę bo takich kapel na Południu jest pewno bez liku.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Cure
digipack


Dołączył: 12 Lip 2008
Posty: 2942

PostWysłany: 13.12.2017, 12:34    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Włodek napisał:
Macks Creek Band - The Macks Creek Band (1980).


No właśnie w Southern to było chyba wszystko odrobinę przesunięte w czasie (trochę tak jak u Rush - ale to inna bajka). Przecież takie Molly Hatchet - dawali jeszcze czadu przez parę ładnych lat po roku 1980. Co tam się działo u nich później (po świetnej koncertówce) - przyznam, nie wiem.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Cure
digipack


Dołączył: 12 Lip 2008
Posty: 2942

PostWysłany: 14.12.2017, 21:25    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Dziś przesłuchałem koncertówkę Blackfoot - Highway Song Live z 1982 roku.

Co ciekawe swoją niemoc twórczą w odniesieniu do tytułu płyty, chłopacy odwrotnie proporcjonalnie przekuli na muzykę, energię, jakieś ciekawe nieokrzesanie i czasami wręcz metalowy sznyt.

Słuchając, miałem wrażenie, że czuję piasek w zębach, hamulec wozu pożera ruda, thumbleweedy co chwilę przelatują mi przed oczami, a myszowata jest ciepła jak należy Wink

Cudowny album, potwierdzający, że lata 80 SR dopadły sporo później Cool
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Cure
digipack


Dołączył: 12 Lip 2008
Posty: 2942

PostWysłany: 17.12.2017, 20:44    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

3 przesłuchania The Outlaws - Legacy Live za mną.

Myślę, że najlepiej oddadzą kwintesencję muzyki tego zespołu słowa mojej żony, która porównując do Lynyrd Skynyrd (jej ulubiony band z kręgu Southern) powiedziała: trochę bardziej country, ale też trochę więcej piłowania gitar.

I ja się zgadzam z tym stwierdzeniem. Na amplitudzie między gitarowymi solówkami, a county byli odrobinę bardziej rozhuśtani w każdą ze stron niż LS.

Co mnie zaskoczyło najbardziej? Mistrzowskie, a nawet arcymistrzowskie harmonie wokalne. Tak idealnie brzmiące, że prowokujące pytanie - czy aby nie było dogrywek studyjnych? Nawet jeśli były, nie przeszkadza to w tym aby cieszyć się muzyką zawartą na obu płytach.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
B.J.
box z pełną dyskografią i gadżetami


Dołączył: 11 Kwi 2007
Posty: 10566

PostWysłany: 20.01.2018, 12:34    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Goran napisał:
Little Feat, nagrali kilka znakomitych płyt

Właśnie sobie słucham ich koncertu z `75 z Bostonu - super granie. Był to okres ich sporego powodzenia i nawet Page wspomniał wtedy, że to jego ulubiony zespół.
_________________
In pfecutione. extrema S.R.E. fedebit.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Maciek
zremasterowany digipack z bonusami


Dołączył: 15 Kwi 2007
Posty: 7080

PostWysłany: 20.01.2018, 19:44    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Kupiłem kiedyś za parę zł i własnie słucham po krótkiej przerwie. Wchodzi duzo lepiej niż za pierwszym razem.
The Marshall Tucker Band - The Marshall Tucker Band (1973)


Pachnie sianem i jakimś kukurydzianym samogonem z glinanego dzbanka.
Dobre klawisze (w tym moog Shocked). Elegancko się tego słucha.
https://www.youtube.com/watch?v=BpQX3L4S-g4
https://www.youtube.com/watch?v=PMk92ijt9jM
_________________
Adoptuj, adaptuj i ulepszaj.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
bananamoon
singel analogowy


Dołączył: 20 Wrz 2017
Posty: 361

PostWysłany: 22.05.2019, 14:55    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Nie znalazłem na forum (może słabo szukałem?) odpowiedniego wątku, w którym mógłbym "zarekomendować" muzykę Jonathana Wilsona, stąd wywindowanie tematu Southern Rocka - nie jest to książkowe, amerykańskie smęcenie, ale niech będzie...

Swego czasu, po wysłuchaniu jednego z nieoficjalnych koncertów zespołu Chrisa Robinsona, zaczęło nurtować mnie pytanie, kim jest muzyk grający z nim na gitarze? - odpowiedź była oczywista i na wyciągniecie ręki (okazał się nim być Paul Stacey) - podczas poszukiwań owego grajka, natknąłem się na nazwisko Jonathana Wilsona.
Wtedy, na szybko, jedynym źródłem, które pozwoliło mi zbadać grunt, był YouTube, (na co dzień z niego nie korzystam) - to co usłyszałem było po prostu świetne!

Kupiłem płyty.

Muzyka Jonathana Wilsona, biorąc pod uwagę jej "rozrywkową współczesność", okazała się być dla mnie swego rodzaju odkryciem - oto nieco tajemniczy muzyk, obracający się gdzieś w rzeczywistości Laurel Canyon, rzadko wydający płyty...niektóre z nich, jak "Sawmill, vol. 1" (sto cedeerowych egzemplarzy plus empetrójkowa sprzedaż) jest mi wciąż nieznana...multiinstrumentalista, wirtuoz gitary, miłośnik brzmień i harmonii muzyki popularnej sześćdziesiątych i siedemdziesiątych lat, koneser starych instrumentów i aparatury muzycznej vintage...

Albumy sygnowane przez Jonathana Wilsona są wyjątkowo dopracowane - świadomie ukształtowane brzmieniowo, niezwykle pojemne aranżacyjnie, z bogactwem instrumentalnych szczegółów i smaczków.
Co ciekawe, Jonathan Wilson nie "wywarza drzwi" - świadomie odwołuje się do folkowej, popowej i rockowej tradycji - jego muzyka, to wypadkowa beatlesowkich harmonii, aury i zawiesiny Pink Floyd (gdyby ci mieli odrobinę więcej wyobraźni i zdolności improwizatorskich - he, he) oraz amerykańskiego pitu-pitu spod znaku Crosby, Stills, Nash & Young.
Co ciekawe, na koncertach (tych, które słuchałem na YouTube), płytowe, dopracowane kompozycje Wilsona nabierają nowego wymiaru - "szczególarstwo i produkcja" idą w kąt; nagle słyszymy kapitalny koncertowy zespół "żywcem wyjęty" z lat siedemdziesiątych, bezpardonowo wdający się w kontrolowane improwizacje (mam szczególne uznanie dla wstrzemięźliwości wirtuozerskiej Jonathana Wilsona i dla wykonawczego czuja perkusisty Richarda Gowena), konstruujący obłędny przekaz.

www.discogs.com/artist/614092-Jonathan-Wilson 

Swoją drogą, ciekawi mnie, czy ktoś z Was był na koncercie zespołu Jonathana Wilsona - podobno dał występ w Polsce w 2014 roku?
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Maciek
zremasterowany digipack z bonusami


Dołączył: 15 Kwi 2007
Posty: 7080

PostWysłany: 22.05.2019, 19:10    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Cytat:
natknąłem się na nazwisko Jonathana Wilsona.


Stokrotne dzięki za przypomnienie o Johnatanie. W okolicy 2012, kiedy jedna z moich ulubionych audycji radiowych (GH+) była jeszcze grana o cywilizowanej porze, poznałem i zachwyciłem się tym niesamowitym numerem:
https://youtu.be/-hYiY1vOOVw
Bardzo żałowałem, że cała płyta była trochę nierówna, ale muszę sobie odświeżyć temat i sprawdzić co nowego słychać u Wilsona.
_________________
Adoptuj, adaptuj i ulepszaj.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
bananamoon
singel analogowy


Dołączył: 20 Wrz 2017
Posty: 361

PostWysłany: 21.07.2019, 17:59    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Chris Robinson Brotherhood "Servants Of The Sun"

Po bardzo udanym, charakterystycznym dla zespołu albumie "Barefoot In The Head" (głównie za sprawą świetnych kompozycji), Chris Robinson oraz Brotherhood, nowym wydawnictwem "Servants Of The Sun" próbują otrzeć się o "blichtr przebojowości".
Przy czym nie jest to przebojowość, która jak twierdzi esforty w recenzji "Let's Rock", pozwoli poderwać dziewczynę (he, he), a raczej zestaw szlagierów dla podstarzałych, dobrych znajomych, którzy spotykają się przy winku.
To niewielki krok w bok, w stronę rozświetlonej żywiołowości - styl wciąż jest rozpoznawalny, ale utwory bardziej żwawe (bez przydługich "białych misiów" w tempie "largo"), zwarte (z krótkimi solówkami instrumentalnymi), a przy tym subtelnie odessane z mikstury brzmień a la Grateful Dead i niegroźnej psychodelii (głównie za sprawą klawiszy Adama MacDougalla).
Świetnie słucha się tej muzyki...a dodatkowym atutem płyty jest jej brzmienie - ciepłe, słoneczne, koherentne, które wprost odwołuje się do muzyki rozrywkowej z lat siedemdziesiątych.

Seventies - ehhhhh.

https://chrisrobinsonbrotherhood.com/albums/servants-of-the-sun/

https://www.discogs.com/The-Chris-Robinson-Brotherhood-Servants-Of-The-Sun/release/13760818
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Maciek
zremasterowany digipack z bonusami


Dołączył: 15 Kwi 2007
Posty: 7080

PostWysłany: 11.11.2019, 19:54    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Blitzen Trapper - kupili moją uwagę świetnym numerem, który wykorzystano w przyzwoitym serialu. Liczyłem, że odnajdę w ich twórczości nieco więcej perełek na takim poziomie, ale moje działania oparte ma metodzie na chybił trafił nie przyniosło jakichś spektakularnych efektów. Zostawiam tu jednak ślad, bowiem grupa chwalona jest wśród np. nieco mniej konserwatywnych fanów Eagles czy w ogóle grania w stylu country, southern, american. Mi brakuje tu trochę bardziej wyrazistego wokalu, choć z drugiej strony taki przecież urok tej stylistyki, że trzeba trochę piać wysokimi nutami.

Blitzen Trapper - I Am A Man of Constant Sorrow

Przyzwoicie wypada również chociażby Might Find it Cheap: https://www.youtube.com/watch?v=90vNJijgsFU czy Black River Killer (kłaniają się Dylan, Petty czy JJ Cale): https://www.youtube.com/watch?v=n7zyfArxibk
_________________
Adoptuj, adaptuj i ulepszaj.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
bananamoon
singel analogowy


Dołączył: 20 Wrz 2017
Posty: 361

PostWysłany: 16.11.2019, 18:24    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Pod koniec sierpnia tego roku, w tragicznych okolicznościach odszedł z tego padołu Neal Casal - wspaniały gitarzysta, kompozytor, który swoim talentem zasilał Chris Robinson Brotherhood, a także niezmiernie ciekawą, psychodeliczno-funkową grupę Circles Around The Sun.
Pytanie, co dalej z zespołem Chrisa Robinsona wracało ze zdwojoną siłą, tym bardziej, że niedawno grupa wysmażyła świetny album "Servants Of The Sun", koncertowała z nowym materiałem w Stanach, w Europie...

W piątek wieczorem bezwiednie, odruchowo (?) wszedłem na oficjalną stronę internetową The Black Crowes, martwą od 2013 roku, czyli od kiedy zespół rozpadł się na dobre...a tam zapowiedzi koncertowe na lato przyszłego roku (niestety, póki co jedynie w USA).
Poszperałem w internecie i natrafiłem na sporo informacji potwierdzających reaktywację zespołu - trasa koncertowa upamiętniająca trzydziestolecie fonograficznego debiutu "Shake Your Money Maker".
Mało tego, grupa zaliczyła już koncert rozruchowy w el-ej-owskim Troubadour, a także wykonała trzy utwory (Hard To Handle, Jealous Again, She Talks To Angels) u Howarda Sterna (można ich posłuchać na jutjubie).

https://www.youtube.com/watch?v=dzEwjwMZjOs

https://www.youtube.com/watch?v=vvSMAi6e0_s

https://www.youtube.com/watch?v=CSvElfxDnsQ

Kwestią otwartą pozostaje oczywiście skład zespołu - widzę (czytam i oglądam w internecie), że Steve Gorman jest rozchwytywany przez dziennikarzy i rozmówców; niestety, póki co zaprzecza, aby miał wrócić do zespołu (obecnie prowadzi interesującą grupę Trigger Hippy).
Idąc tym tropem / torem myślenia, można zapytać co z pozostałymi, niegdysiejszymi filarami grupy (Marc Ford, Jackie Greene, Luther Dickinson, Sven Pipien, Adam MacDougall)? - czy The Black Crowes wróci na dobre, na scenę w doborowym (właściwym) składzie muzyków?
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
bananamoon
singel analogowy


Dołączył: 20 Wrz 2017
Posty: 361

PostWysłany: 20.11.2020, 15:17    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Green Leaf Rustlers "From Within Marin"

...ponieważ to czy muzyka żyje / "łopocze na wietrze niczym liść", nie zależy od gatunkowych szuflad, klasyfikacyjnych dziwadeł, sztucznych konotacji...tylko od intencji, krzepkości, bezkompromisowości...muzyków ją tworzących - całkiem świeży jeszcze album "From Within Marin", jest tego żywym dowodem (w ostatnich dniach, krążki nie chcą rozstać się z talerzem mojego gramofonu).

Oto nie pierwszej już młodości, niezmordowani bywalcy scen i składów wszelakich - Chris Robinson (wokal, gitara), Greg Loiacono (gitara, wokal), Barry Sless (stalowa gitara pedałowa, gitara), Pete Sears (gitara basowa, wokal) oraz John Molo (perkusja, wokal) - skrzyknęli się by pograć razem w okolicach Marin, tak zwyczajnie pomuzykować w lokalnych klubach, wskrzesić muzyczne ideały młodości (stąd nazwa grupy).
"From Within Marin", to wariacje na temat kompozycji Johnnyego Casha, Grama Parsonsa, Townesa Van Zandta, JJ Calea, Boba Dylana, Dougha Saha...przefiltrowane przez wrażliwość i doświadczenie muzyków, które przyniosły wyborną muzykę - muzykę nad którą krąży hippisowska aura oraz improwizatorska energia (szczególnie spod znaku Grateful Dead), muzykę która drąży to co najlepsze w rhythm and bluesie, country, bluesie, rocku...w koncertowej improwizacji.

Album został pięknie wydany, ze stylowo przyozdobionymi kopertami na winyle (jedyne czego "brakuje", to nalepki, które kiedyś do płyt dołączał Silver Arrow - he, he) ...a jego dodatkową zaletą jest przekonujące brzmienie koncertowych wydarzeń - z początku wydaje się być odarte z basowej podstawy, ciche, bez podbitej dynamiki, nieatrakcyjne...ale zaraz łapiemy się na tym, że tak kiedyś nagrywano płyty (koncertowe), że nic nie dodawano, nie upiększano, że broniła się naturalność i swoboda wypowiedzi.

Szelest Młodości.

https://www.discogs.com/Green-Leaf-Rustlers-From-Within-Marin/release/14892668

Próbka koncertowa zespołu, jeszcze z Adamem MacDougallem na klawiszach i Tonym Leone na perkusji:

https://www.youtube.com/watch?v=MI-sLgOO_0k



P.S.
Z tego co pamiętam Oleeks w ostatnich swoich wpisach zainteresował się amerykańskim pitu-pitu - wielka szkoda, że (nie tylko w tym temacie)...milczy.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
greg66
japońska edycja z bonusami


Dołączył: 31 Sie 2008
Posty: 3849
Skąd: Opole

PostWysłany: 20.11.2020, 19:30    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Na Robinsona od jakiegoś czasu mam oko, tym bardziej, że nie obce są mu numery Grateful Dead. O widzę, ze i Pete Sears się znalazł a to postać nietuzinkowa (szkoda, ze chyba nie nagrał żadnych płyt solo) ale mozna go posłuchać gdzie niegdzie.
To co podlinkowałeś to z pewnością sprawdza się na żywo no i duch GD też jest.
_________________
Summer Of Love'67
http://musicpsychedelic.blogspot.com
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Muzyka Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4
Strona 4 z 4

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group