Muzyczne Dinozaury Forum Index Muzyczne Dinozaury
i ich następcy
 
 FAQFAQ   SearchSearch   MemberlistMemberlist   UsergroupsUsergroups   RegisterRegister 
 ProfileProfile   Log in to check your private messagesLog in to check your private messages   Log inLog in 

JAZZOWA PŁYTA DEKADY - LATA 1970-79
Goto page Previous  1, 2, 3 ... 31, 32, 33, 34  Next
 
Post new topic   Reply to topic    Muzyczne Dinozaury Forum Index -> Płyty
View previous topic :: View next topic  
Author Message
Leptir
limitowana edycja z bonusową płytą


Joined: 04 Sep 2010
Posts: 4869

PostPosted: 31.10.2017, 13:35    Post subject: Quote selected Reply with quote

W ogóle nasi jazzmani w latach 70. (a i 80.) spokojnie mogliby osiągnąć więcej na scenie europejskiej i światowej, gdyby nie Żelazna Kurtyna. M.in. z tego powodu Stańko w latach 70. nagrał tylko jedną płytę dla ECM, a kolejną już w latach 90.! Żaden poważny wydawca nie chciał inwestować w muzyków, którzy mogą np. nie dostać paszportu na zagraniczną trasę koncertową. Mocno to utrudniało kariery.
_________________
„Gdy słońce kultury chyli się ku zachodowi, to nawet karły rzucają długie cienie”.
Karl Kraus
Back to top
View user's profile Send private message
Okechukwu
digipack


Joined: 07 Jun 2007
Posts: 2697

PostPosted: 31.10.2017, 13:43    Post subject: Quote selected Reply with quote

To prawda, choć z drugiej strony trzeba pamiętać, że w latach 70. jazz w przeciwieństwie do rocka miał wsparcie ze strony władz PRL i na pewno nie była to muzyka w żaden sposób dyskryminowana. Żelazna kurtyna była po prostu pewną obiektywną trudnością.
Back to top
View user's profile Send private message Send e-mail
Okechukwu
digipack


Joined: 07 Jun 2007
Posts: 2697

PostPosted: 31.10.2017, 13:55    Post subject: Quote selected Reply with quote

Monstrualny Talerz wrote:
Okechukwu wrote:
No bo my nie mamy powodów do jazzowych kompleksów i myślę, że jeśli chodzi o lata 70. to bijemy się z Niemcami Smile o pierwsze miejsce w Europie.


Tyle, że Niemcy mają swoją Wunderwaffe - ECM!


No, ale ECM to niemiecki projekt zjednoczonej jazzowej Europy ( i świata). A kawaleria spod znaku Polish Jazz jakoś czystsza rasowo Laughing
Back to top
View user's profile Send private message Send e-mail
gharvelt
digipack


Joined: 14 Apr 2014
Posts: 2631
Location: Kraków

PostPosted: 31.10.2017, 14:23    Post subject: Quote selected Reply with quote

Czas na nieco moich wrażeń po plebiscycie. Niektóre płyty oraz wykonawców z dużą satysfakcją odkryłem bądź odkryłem na nowo, zwłaszcza mam tu na myśli albumy "Pure Dynamite", "Invitation to Openness", "The Elements", "In Concert" Hubbarda, Turrentine oraz spółki czy "A Handful of Beauty". Sporo waznych płyt wypadło z mojego zestawienia, choć na wcześniejszym etapie tworzenia listy było w obszarze punktowanym, z polskich choćby "Atma" czy "Kujaviak Goes Funky", z zagranicznych np. "Electric Byrd", "Heavy Weather" czy "Return to Forever". W ogóle to z brakiem RtF oraz z Faraonem (nie doceniłem odpowiednio "Deaf Dumb Blind", a i "Black Unity" mogłoby też otrzymać punkty...) zaliczyłem największe wpadki, których mi teraz żal. Rozszerzenie limitu długości listy do "50" pozycji okazało się bardzo dobrym pomysłem, choć i tak nie wystarczającym, żeby pozbyć się licznych wątpliwości, kogo uwzględnić a kogo odrzucić podczas selekcji.

mahavishnuu wrote:
Uderzająca jest zdecydowana dominacja fusion. W pierwszej dziesiątce tylko ten nurt. Na kolejnych miejscach również zatrzęsienie pozycji z tego obszaru stylistycznego.


Odniosłem wrażenie, że ta dominacja, prezentowana i wzmacniana w trakcie całego trwania plebiscytu, wręcz zniechęcała czy onieśmielała niektórych uczestników, nie zaliczających się do miłośników elektrycznego Davisa, Hancocka czy innych kluczowych reprezentantów tego nurtu. Musiałem wręcz uspokajać, że różnorodność i nieuleganie najpopularniejszemu trendowi jest jak najbardziej właściwe i również wiele wnosi do naszej zabawy.

mahavishnuu wrote:
Poległ nie tylko ECM (myślałem, że Witchi-Tai-To Garbarka będzie w pierwszej dziesiątce), ale generalnie jazz akustyczny. W sumie szkoda, bo jak czyta się wyniki tego rankingu to wygląda to niemal jak wybór najlepszej płyty „elektrycznej” z tej dekady.


Tu też doszło do znacznego rozdrobnienia, zapewne wynikającego z indywidualnych preferencji (co swoją drogą potwierdza, że ECM nie jest aż tak jednorodny, jak to niektórzy próbują sugerować). Ja nie miałem żadnych wątpliwości, aby przyznać punkty Surmanowi czy "Arbour Zena" Jarretta, natomiast "Witchi-Tai-To" okazało się płytą, która jednym uchem wpadła, a drugim wypadła, nie pozostawiając na mnie żadnych wrażeń.

Monstrualny Talerz wrote:
Nie chcę znowu wyciągać tej nieszczęsnej awangardy, ale granie w latach 70 elektrycznego jazzu to właśnie była awangarda, gdyż nikt nigdy wcześniej w ten sposób nie grał.


O ile o płytach z przełomu lat 60-tych i 70-tych, jak choćby "Bitches Brew", można jeszcze mówić, że to awangarda, nowy sposób grania, to jednak o tych, jakże licznych, naśladowcach z późniejszych lat nie sposób tak powiedzieć. Przecież w w latach 1972-1977 fusion i fusion łączone z funkiem były u szczytu popularności.

Monstrualny Talerz wrote:
A może mielibyście ochotę na zrobienie kolejnych plebiscytów jazzowych? Nie wiem jakie plany miał Gharvelt, czy np. Top Jazz Lata 80, ale moim zdaniem ciekawe byłyby następujące:
Best Acoustic Jazz
Best ECM
Best Polish Jazz


Kolejny jazzowy plebiscyt zacznę nie wcześniej, jak w przyszłym roku, więc będziemy mieli trochę czasu do wspólnego zastanowienia się, jaki kształt ma przyjąć. Wkrótce przedstawię pewne wstępne propozycje. Na razie pozostanę przy serii z granicami wyznaczanymi chronologicznie. ECM to mógłby być ciekawy pomysł, choć obawiam się, że trudniejszy w realizacji.
Back to top
View user's profile Send private message
Leptir
limitowana edycja z bonusową płytą


Joined: 04 Sep 2010
Posts: 4869

PostPosted: 31.10.2017, 14:27    Post subject: Quote selected Reply with quote

Okechukwu wrote:
w latach 70. jazz w przeciwieństwie do rocka miał wsparcie ze strony władz PRL i na pewno nie była to muzyka w żaden sposób dyskryminowana. Żelazna kurtyna była po prostu pewną obiektywną trudnością.


Owszem, ale łaska sekretarza na pstrym koniu jeździła. Przekonał się o tym np. Adzik Sendecki, któremu odebrano paszport i w Pagarcie oświadczono, że już nie będzie mógł wyjeżdżać za granicę. A przecież był wtedy członkiem Sun Shipu i zespołu Namysłowskiego. Jego szczęście, że impresariat Polskiego Radia pomógł mu w wyjeździe na koncert Namysłowskiego w Szwajcarii i tam już Sendecki został - druga okazja by mu się raczej nie trafiła. Takich historii było sporo - czasem przez to np. kwintety stawały się kwartetami itp. Smile
_________________
„Gdy słońce kultury chyli się ku zachodowi, to nawet karły rzucają długie cienie”.
Karl Kraus
Back to top
View user's profile Send private message
Okechukwu
digipack


Joined: 07 Jun 2007
Posts: 2697

PostPosted: 31.10.2017, 15:20    Post subject: Quote selected Reply with quote

No ale to możemy sobie też pogdybać, czy Sendecki (super - klawiszowiec i bardzo lubię jego partie i na Sun Ship i na pierwszym Extra Ball) i jemu podobni pokoleniowo (tzn. generacyjnie przynależni już do epoki rocka a nie jazzu) najzdolniejsi muzycy w normalnych , "zachodnich" warunkach wybraliby w pierwszej połowie lat 70. jazz a nie rocka (choćby progresywnego). Bo jednak jazz w Polsce miał wtedy ten wabik, że był finansowo wspierany przez państwo, a jak ktoś się decydował na granie rocka, to stawał przed wielką niewiadomą.
Back to top
View user's profile Send private message Send e-mail
Leptir
limitowana edycja z bonusową płytą


Joined: 04 Sep 2010
Posts: 4869

PostPosted: 31.10.2017, 15:29    Post subject: Quote selected Reply with quote

To prawda, jazz (jako muzyka raczej niewerbalna Smile) cieszył się specjalnymi względami PRL-owskich władz. Pełnił rolę wentyla bezpieczeństwa, podobną jak później, w latach 80., rock. Zresztą wykorzystały tę sytuację amerykańskie służby wysyłając na preferencyjnych warunkach jazzmanów do naszego kraju, jako swoiste oddziały dywersanckie. Wink Po upadku Żelaznej Kurtyny okazało się dlaczego w naszym zapyziałym socjalistycznym kraju, bez wymienialnej waluty, mogły grać gwiazdy pokroju Milesa Davisa, Charlesa Lloyda (z m.in. Jarrettem!), czy Pata Metheny'ego.
_________________
„Gdy słońce kultury chyli się ku zachodowi, to nawet karły rzucają długie cienie”.
Karl Kraus
Back to top
View user's profile Send private message
mahavishnuu
japońska edycja z bonusami


Joined: 09 Sep 2011
Posts: 3774
Location: Opole

PostPosted: 31.10.2017, 15:41    Post subject: Quote selected Reply with quote

Bednaar wrote:
Będę też bronił płyt w rodzaju "Heavy Weather" - czy chwytliwe melodie muszą być tutaj na forum traktowane jako samo zło? Czy trzeba być zawsze takim skrajnym awangardowcem? Późne Pogodynki, a także np. Pat Metheny Group to muzyka przyjemna dla ucha - co nie znaczy, że to musi być od razu jakaś popelina.

Dlaczego nie przepadam szczególnie za „Heavy Weather”? Powodów jest co najmniej kilka.

W grę wchodzą przede wszystkim kwestie natury estetycznej, choć w pewnym stopniu także „etycznej”. Pogodynki zaczynały jako ambitna formacja, która chciała poszerzać granice estetyczne jazzu o nowe wartości. Współtworzyć nowy styl, poszukiwać nowych brzmień, przewartościować i wzbogacić ideę kolektywnego grania, eksperymentować z nowymi elektrycznymi instrumentami. Najlepszym odzwierciedleniem tych tendencji były przede wszystkim pierwsze dwa albumy, choć świetnie wpisywały się w ten trend również „Sweetnighter” i „Mysterious Traveller”. Muzyka na nich zawarta była twórczą próbą kontynuacji eksperymentów Milesa Davisa z okresu „In A Silent Way” i „Bitches Brew”. Na kolejnych albumach zachowana zostaje generalna linia rozwojowa. Weather Report grawituje z wolna w stronę coraz bardziej konwencjonalnego fusion. Czerpie z modnych wówczas trendów (vide funk). Stara się coraz bardziej wkraść w łaski masowego słuchacza. Grupa odchodzi od odważnych poszukiwań brzmieniowych na rzecz coraz bardziej wygładzonego i konwencjonalnego soundu. „Heavy Weather” jest niejako zwieńczeniem tej linii rozwojowej. Swoją drogą, spektakularne sukcesy „Birdland” na listach przebojów dają tu dużo do myślenia. „Heavy Weather” nie ma już praktycznie nic wspólnego z ambitnym fusion. To bardziej rozrywkowa odmiana tego gatunku. Mnie takie granie zupełnie nie kręci. Fusion był często atakowany przez krytyków jazzowych. Najczęściej twórcom z tego nurtu zarzucano komercjalizm, wytykano granie pod publiczkę, schlebianie masowemu odbiorcy, nadmierne uproszczenia w sferze rytmicznej i harmonicznej. W tej mierze „Heavy Weather” mógł dostarczyć znakomitej argumentacji. Biorąc pod uwagę grę liderów Pogodynek, trudno nie zauważyć regresu. Brzmienie keyboardów Zawinula stawało się stopniowo coraz bardziej syntetyczne. Z kolei brzmienie saksofonu Shortera stało się bardzo „ugrzecznione”, czasami wręcz cukierkowe, niejednokrotnie ocierało się o stylistykę smooth jazzu. Dobry przykład to „Remark You Made”. Shorter to jeden z moich ulubionych saksofonistów, ale zdecydowanie nie w takim wcieleniu. W pierwszym okresie swojej działalności grupa była synonimem nowoczesności, tymczasem taki „Birdland” razi mnie nie tyle swoimi „melodyjkami”, ale przede wszystkim staroświeckością. Oszałamiający sukces „Heavy Weather” miał oczywiście swoje konsekwencje. Pokazał bowiem wyraziście, że odejście od idiomu jazzowego oraz wyrzeczenie się większych ambicji artystycznych może przynieść wymierne korzyści. Kontynuatorów takiego podejścia do sprawy nie zabrakło. W tym sensie „Heavy Weather” jest takim „muzycznym szkodnikiem”, bo niektóre okropności fusion z następnych lat w prostej linii wywodzą się właśnie z tego albumu. Oczywiście później w spotęgowanej postaci. Przypadek „Heavy Weather” nie był oczywiście odosobniony. Takie były wówczas tendencje w całym jazzie oraz ogólnie na całym rynku muzycznym. Jazz-rock czy też szerzej fusion już w pierwszej połowie lat 70-tych zaczął szybko wykazywać tendencje do komercjalizacji. Świetnie egzemplifikują to kariery wielu artystów tego nurtu (vide Herbie Hancock, Jan Hammer, George Duke, Stanley Clarke).
_________________
RateYourMusic/mahavishnuu
AstralnaOdysejaMuzyczna
Back to top
View user's profile Send private message
Okechukwu
digipack


Joined: 07 Jun 2007
Posts: 2697

PostPosted: 31.10.2017, 15:44    Post subject: Quote selected Reply with quote

Otóż to! Te wentyle były OK - bo przecież dzięki nim w ogóle dużo rzeczy się wtedy fajnych działo w PRL (i choćby takie kluby studenckie z lat 70. są fenomenem na skalę światową). Ale też, patrząc na rzecz od strony historii alternatywnej - teza że np. gdyby Jarosław Śmietana dorastał w zachodnich warunkach, byłby gitarzystą bluesrockowym w typie - powiedzmy - Trowera czy Gallaghera- a nie stricte jazzowym - nie wydaje się wcale absurdalna (zważywszy na to co grał w swojej pierwszej grupie Hall).
Back to top
View user's profile Send private message Send e-mail
Białystok
japońska edycja z bonusami


Joined: 03 Jan 2013
Posts: 3098
Location: Białystok

PostPosted: 31.10.2017, 18:00    Post subject: Quote selected Reply with quote

Z tekstu mahavishnuu wyłania się smutny obraz drugiej połowy lat 70-tych. Ani w jazz fusion (ani w jego rockowym odpowiedniku w postaci prog rocka) nie pozostawiła po sobie nic dobrego. Dobrze rozumiem?
_________________
https://rateyourmusic.com/~Blodwynpig1971
Back to top
View user's profile Send private message Send e-mail
abraxas
epka kompaktowa


Joined: 16 Dec 2009
Posts: 1049
Location: Szczecin

PostPosted: 31.10.2017, 21:26    Post subject: Quote selected Reply with quote

Gratulacje i podziękowania dla gharvelta, za prowadzenie, za cierpliwość, a także za zachęcenie do wzięcia udziału pomimo mojej wstępnej niechęci.

Gratulacje dla B.J.-a za pierwszego dolnonurtowca, prawdę mówiąc spodziewałem się zobaczyć siebie na tym miejscu Smile

Układanie listy było dla mnie ciekawym doświadczeniem, wiadomo, dla niektórych rock skończył się w 1976, a jazz w 1969r Smile

Jestem początkującym słuchaczem jazzu, ale z fusion zawsze miałem problem.

Właściwie mahavishnu świetnie i rzeczowo ujął to już przed chwilą w poście o WR. Osobiście dorzucę, że komercha jest grzechem pierworodnym fusion. Po to się przecież nagłaśniali, by grać dla większej ilości słuchaczy/kasy, a żeby ściągnąć większą ilość ludzi na koncert, trzeba dostosować poziom w dół. Komercha boli, a w jazzie szczególnie mocno.

Hancocka uwielbiam za lata 60-te, ale za Headhunters podałbym go do Trybunału Haskiego. Przecież wtedy nie było automatów perkusyjnych. Zmuszono żywego człowieka do grania tak ubogich rytmów, a to przecież tortury. Słuchanie tego też jest torturą. Słuchanie VSOP jest masochizmem, podróż z Raju do piekła i wizualizacja regresu, jakim jest fusion.

Shortera uwielbiam, za Juju, za lata 60-te. Niestety, kiedyś usłyszałem Black Market i przeżyłem wstrząs emocjonalny. Próbowałem od czasu do czasu przełamać te złe wspomnienie i niestety...znów te słodkie, grzeczne dźwięki jak Kenny G. Szkoda, że nie trafiłem na "I Sing the Body Electric" albo "Sweetnighter".

Fusion to często minimalistyczna praca perkusisty, słodkie, smoothowe melodie rodem z Kenny G, wtręty z world music, zbyt ugłaskane brzmienia, próby dotarcia do masowego słuchacza.

I bardzo dobrze, że powstała ta lista, skoro bowiem udało mi się skompletować mimo wszystko listę 50 dobrych płyt z tak omijanego przeze mnie okresu, to bardziej obyci w temacie znawcy na pewno zamieścili na podsumowaniu dobre, ambitne fusion, a także i dobry jazz klasyczny, akustyczny. Będzie w czym szukać wartościowych tytułów. Już są pierwsze efekty, słucham z przyjemnością "I Sing the Body Electric", a przecież miałem WR omijać z daleka.

Aha, łatwo mi było zebrać 50-tkę, gdyż polski jazz kocham, wolny był bowiem od komerchy, narzuciłem sobie parytet 50%.
Cieszy mnie w miarę wysokie miejsce Mieczysława Kosza oraz "Sprzedawców glonów", myślałem, że całkowicie przepadną.



P.S. przy okazji mała prywata, pytanie do znawców, czy w ogóle istnieją studyjne wersje utworów "Truth" i "Unfinished woman" z koncertówki Brubecka, Mulligana, Desmonda ?
Back to top
View user's profile Send private message
zlatan
maxi-singel kompaktowy


Joined: 06 May 2016
Posts: 663
Location: Łódź/Warszawa

PostPosted: 31.10.2017, 21:31    Post subject: Quote selected Reply with quote

abraxas wrote:
Fusion to często minimalistyczna praca perkusisty, słodkie, smoothowe melodie rodem z Kenny G, wtręty z world music, zbyt ugłaskane brzmienia, próby dotarcia do masowego słuchacza.

Dobra, ja się kompletnie na tym nie znam, ale to co słyszałem (płyty Milesa Davisa, Bitches Brew i kilka kolejnych) w stu procentach zaprzecza temu twierdzeniu, może oprócz tej world music. Pytam bez ironii, raczej ze szczerej ciekawości laika, Davis jest niereprezentatywny dla tego gatunku?
Back to top
View user's profile Send private message
Białystok
japońska edycja z bonusami


Joined: 03 Jan 2013
Posts: 3098
Location: Białystok

PostPosted: 31.10.2017, 22:10    Post subject: Quote selected Reply with quote

Na LP, który niestety minimalnie przegrał złoty medal, perkusista, niejaki William Cobham, gra tak, jakby miał cztery ręce i cztery nogi. Lepszej (czytaj: mocniejszej, energetyczniejszej, pomysłowej i w ogóle) perkusji nigdy nigdzie nie słyszałem.
_________________
https://rateyourmusic.com/~Blodwynpig1971
Back to top
View user's profile Send private message Send e-mail
mahavishnuu
japońska edycja z bonusami


Joined: 09 Sep 2011
Posts: 3774
Location: Opole

PostPosted: 31.10.2017, 22:21    Post subject: Quote selected Reply with quote

Białystok wrote:
Z tekstu mahavishnuu wyłania się smutny obraz drugiej połowy lat 70-tych. Ani w jazz fusion (ani w jego rockowym odpowiedniku w postaci prog rocka) nie pozostawiła po sobie nic dobrego. Dobrze rozumiem?

Nie jest tak źle. Zarówno w jazzie elektrycznym, jak i w rocku progresywnym w drugiej połowie lat 70. powstało niemało wartościowych pozycji. A to, że wtedy te gatunki najlepsze lata miały już są sobą to inna sprawa.


Białystok wrote:
Na LP, który niestety minimalnie przegrał złoty medal, perkusista, niejaki William Cobham, gra tak, jakby miał cztery ręce i cztery nogi. Lepszej (czytaj: mocniejszej, energetyczniejszej, pomysłowej i w ogóle) perkusji nigdy nigdzie nie słyszałem.

To jest akurat znakomity przykład na to, jak twórczo można było połączyć finezję i wyrafinowanie jazzu z witalizmem i dynamiką rocka.
_________________
RateYourMusic/mahavishnuu
AstralnaOdysejaMuzyczna


Last edited by mahavishnuu on 31.10.2017, 22:27; edited 1 time in total
Back to top
View user's profile Send private message
B.J.
box


Joined: 11 Apr 2007
Posts: 7755

PostPosted: 31.10.2017, 22:27    Post subject: Quote selected Reply with quote

zlatan wrote:
Pytam bez ironii, raczej ze szczerej ciekawości laika, Davis jest niereprezentatywny dla tego gatunku?

Davis jest reprezentatywny dla każdego nurtu w jazzie i nie tylko, gdyż twórczo się podpinał pod niemal każdy nowy trend (albo sam go tworzył). Natomiast takie historie, o jakie (chyba) chodzi abraxasowi, to Davisowi raczej się nie przytrafiały - przynajmniej w latach`70.
_________________
Teraz poznaję po części,
wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.
Back to top
View user's profile Send private message
Display posts from previous:   
Post new topic   Reply to topic    Muzyczne Dinozaury Forum Index -> Płyty All times are GMT + 1 Hour
Goto page Previous  1, 2, 3 ... 31, 32, 33, 34  Next
Page 32 of 34

 
Jump to:  
You cannot post new topics in this forum
You cannot reply to topics in this forum
You cannot edit your posts in this forum
You cannot delete your posts in this forum
You cannot vote in polls in this forum


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group