Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna Muzyczne Dinozaury
i ich następcy
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Album Roku 1972 (Edycja 2019 r.)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4 ... 43, 44, 45  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Płyty
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Leptir
zremasterowany digipack z bonusami


Dołączył: 04 Wrz 2010
Posty: 6346

PostWysłany: 24.08.2019, 15:06    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

gharvelt napisał:
Ależ ten Oregon od początku znajduje się na liście Wink


Nie wiem jak to się stało, że nie zauważyłem. Embarassed
_________________
„Gdy słońce kultury chyli się ku zachodowi, to nawet karły rzucają długie cienie”.
Karl Kraus
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
esforty
longplay


Dołączył: 26 Sty 2010
Posty: 1487
Skąd: Łódź

PostWysłany: 24.08.2019, 15:21    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Blood Sweat and Tears - New blood
Ferguson, Maynard - M.F. Horn two


_________________
Nie ma takiego naleśnika, który nie wyszedłby na dobre. H. Murakami
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Goran
maxi-singel kompaktowy


Dołączył: 06 Kwi 2012
Posty: 763
Skąd: Podkarpacie

PostWysłany: 24.08.2019, 19:56    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Znalazłem u siebie na półce:
Flash - In The Can
Four Tops - Keeper Of The Castle
Chapin, Charry - Sniper And Others Love Songs
Presley, Elvis - Elvis Now
Presley, Elvis - He Touched Me
Prsley, Elvis - Recorded At Medison Square Garden
Presley, Elvis - Let'sBe Friends

_________________
Czy może być coś piękniejszego od muzyki?
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
WOJTEKK
box z pełną dyskografią i gadżetami


Dołączył: 12 Kwi 2007
Posty: 19408
Skąd: Lesko

PostWysłany: 24.08.2019, 20:16    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

ale to nie był zbyt miodny rocznik jak na przełom 60-70
_________________
Nie ma ludzi niezastąpionych. Oprócz The Rolling Stones.

http://artrock.pl/
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Bartosz
digipack


Dołączył: 02 Maj 2010
Posty: 2634
Skąd: Kraków

PostWysłany: 25.08.2019, 08:46    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Z jednej strony naprawdę głupio mi polecać na tym forum cokolwiek z rocznika 1972, bo przecież większość z was zna wszystko, co na liście wstępnej choć odrobinę wyrasta ponad przeciętność (przeciętność pewnie też znacie Wink ). Ale pomyślałem sobie, że Forum Dinozaurów czyta więcej osób, niż na nim pisuje i że młodzi melomani traktują je trochę jak encyklopedię. Wiem, bo sam tak kiedyś robiłem.

Dlatego postanowiłem napisać kilka zdań o albumach z rocznika, które bardzo lubię. I myślę, że, jeżeli inni użytkownicy znajdą trochę czasu, to byłoby super, gdyby postąpili podobnie. Zapewniam was, że niemały tłumek studenciaków i licealistów z chęcią skorzysta z tych waszych rekomendacji!

Pharoah Sanders - Black Unity



spiritual jazz / free jazz

Jedna z największych pereł jazzu lat 70'. Etniczne, afrykańsko-amerykańskie zupełnie nieradykalne free, przywodzące na myśl ówczesny funk, fusion (choć jest nieelektryczne) i w ogóle amerykańską muzykę z epoki. Najsławniejszym albumem Faraona jest Karma [1969] i raczej nie ma w tym przypadku, ale Black Unity jest tylko trochę mniej uniwersalne. Naprawdę wielka muzyka!

Tomasz Stańko Quintet - Jazzmessage From Poland



avant jazz / free jazz (ale nie lękajcie się!)

Polskie płyty Tomka Stańki, w sensie te, które nagrał jeszcze zanim rozpoczął współpracę z ECM to, jak na moje ucho, jedne z najpiękniejszych płyt, jakie pojawiły się w muzyce jazzowej. Są tak stylowe, jak to u Stańki bywa, a przy tym pełne dynamiki, może nie młodzieńczej, ale średniego wieku na pewno. W dodatku ten akurat album słyszalnie absorbuje elementy popularnego wówczas fusion, przerabiając je na własną swą modłę. Całkiem możliwe, że dla fanów jazz-rocka Jazzmessage From Poland okazać się może furtką do free świata.

I w ogóle, nie bójcie się terminu free, bo on wcale nie musi oznaczać ekstremizmu Taylora i Brotzmanna. Często jest to naprawdę miła muzyka.

Weather Report - Live in Tokyo



jazz fusion / avant jazz

Totalnie moje ulubione Pogodynki. Totalnie! Gdybyście do stylu pierwszych dwóch (czterech?) ich płyt studyjnych dołożyć flow Bitches Brew i elektroakustyczne zgrzytania z Third Soft Maszyny wypadłby właśnie Koncert Tokijski.

Can - Ege Bamyasi



krautrock / XXI wiek w 1972 roku

Mówienie o nowoczesności / archaiczności w muzyce straciło sens co najmniej dwie dekady temu, ale jest termin, który sensu ma cały czas bardzo wiele: współczesność. Nie wiem czemu, ale jest po prostu tak, że część krautów jest absolutnie współczesna i Zielona Puszka zalicza się do nich na sto procent. Radiohead mogliby nagrać ten album. Albo, nie wiem Liars (choć z pewnością zrobiliby to dużo gorzej), Xiu Xiu (to samo), albo nawet Swans (choć ich wersja byłaby bardzo toporna...).

Mówiąc inaczej: jest to wielki album rockowy, który, być może własną zasługą, a być może zbiegiem okoliczności, okazał się absolutnie ponadczasowy. Zdecydowanie bardziej niż te wszystkie Yesy i Genesisy, więc jeśli ktoś woli okopać się w estetyce lat 70' Can może do niego nie trafić, ale i tak warto spróbować się do niego przekonać. Najwyżej się nie uda Wink

Ornette Coleman - Science Fiction



free jazz

Z jednej strony u Orneta raczej nie ma lekko w tym sensie, że to jest bardzo jazowy jazz, a przy tym naprawdę free, więc jeśli ktoś nie trawi, to płytka mu się chyba nie spodoba. Z drugiej, to jedna z najładniejszych rzeczy od Colemana i każdemu, kto ma serduszko po jazzowej stronie będzie się mega podobało.

Miles Davis - On the Corner



jazz funk / jazz fusion / cały wszechświat w 50 minut!

I co ja mam napisać o tej płycie?! Wiem, że wielu osobom niezbyt się ona podoba i że jest stawiana za kilkoma wcześniejszymi, elektrycznymi płytami Davisa. Mnie samemu załapanie jej zajęło wiele lat, ale kiedy już ją załapałem stała się kamieniem milowym mojej przygody z muzyką. Nie byłbym dzisiaj ani fanem Karlheinza Stockhausena, ani fanem techno gdyby nie On the Corner. Zdziwiliście się na to zdanie, prawda? Bo co ma wspólnego Miles Davis z techno? Ano ma i to bardzo wiele! Jednostajny, transowy rytm wokół którego płyną dźwięki to opis i tej płyty i muzyki techno.

Jest to naprawdę niezwykły album, taki na dziesiątki i setki przesłuchań, najlepiej rozłożonych na wiele lat. Bardzo warto posłuchać. I po raz pierwszy i po raz setny! Wink

Fela Kuti - Shakara



afrobeat (czyli, ten: jazz fusion + funk + muzyczne tradycje Nigerii)

Muzyka Feli Kutiego (to się w ogóle odmienia?) jest sama w sobie bardzo komunikatywna i powinna przypaść do gustu w zasadzie każdemu, kto lubi nierockowe rzeczy z epoki. Jedyny kłopot z nią taki, że Fela Kuti nagrał mnóstwo bardzo podobnych do siebie płyt, z których jedne biorą, a inne nie i nie bardzo wiadomo, jak się w jego muzykę wkręcić. No więc, proponuję wkręcić się przez ten album. Jak dla mnie najlepszy z całej jego dyskografii!

Herbie Hancock - Crossings



jazz fusion / elektroakustyka jazzowa

To, co grał Herbie Hancock z zespołem Mwandishi było zdecydowanie zbyt ambitne, żeby dotrzeć do masowego słuchacza, w związku z czym do niego nie dotarło. Mam też wrażenie, że ze słynnej trylogii owego zespołu to własnie Crossings jest albumem najmniej komunikatywnym. Ale za to ślicznym! Wypełnionym ogromem fascynujących dźwięków, rytmów i kształtów! Rozumiem, że termin muzyka elektroakustyczna kojarzy się z jakąś straszną kobyłą, ale u Herbiego pojawia się tyle lekkości, intuicyjności i naturalności, że przy odrobinie dobrych chęci da się w to wejść. A warto, bo to jedna z najlepszych jego płyt.

NEU! - NEU!



krautrock

O NEU! powinienem w zasadzie napisać to samo, co napisałem o Can, więc zamiast tego podzielę się anegdotką. Lubię od czasu do czasu odpalić ten album w pracy i bywa, że kiedy to robię, ktoś podchodzi do mnie i pyta: "hej, Bartek, co to za nowa kapelka leci?", a ja wtedy mówię: "nie! Ten album nagrano w 1971 roku!". Taka anegdotka. Niechaj starczy za rekomendację!

Nick Drake - Pink Moon



piosenki

Nie wiem, czy ta rekomendacja jednak nie jest bardziej dla Dinozaurów niż dla czytających nas licealistów, bo generalnie młode pokolenie zna Nicka Drake'a, bo Nick Drake od dawna jest na świecie ogromną gwiazdą, a u Dinozaurów to sam nie wiem Razz

W każdym razie jest to absolutnie przepiękny album, który wychował kilka pokoleń smutnych chłopaków z akustycznymi gitarami i na którym od kilku dekad stoi świat cały, a który u nas w Polsce chyba nadal tkwi jeszcze kawałkiem buta w niszy, co jest bardzo dziwne i bardzo niesprawiedliwe, bo, tak całkiem serio mówiąc, muzyka popularna niczego więcej niż Pink Moon nie ma do zaoferowania. Klasyk nad klasyki.

Faust - So Far



krautrock / dzisiaj chyba nazwano by to noise rockiem Wink

Fauści bywali bardzo ambitni (Debiut Crying or Very sad ), ale, bogu dzięki, bywali też bardzo rockowi, w dodatku w bardzo welwetandergraundowy sposób! Na So Far jedziemy prosto, brudno i do przodu, niby bardzo podziemnie ale jednak nie, bo jest to wszystko całkiem melodyjne i ze sporym przytupem (żeby nie powiedzieć inaczej, też na pe). I znowu: bardzo współczesne granie. Powiedzmy: Swans łamane przez Oxbow i The Drones, łamane przez Nicka Cave'a w Grindermanie. Miejscami oczywiście słychać bardzo, który panowie mieli wtedy rok, ale generalnie jest to Potężna rzecz.

The London Jazz Composers Orchestra - Ode



free jazz / big band eksperymentalny

Okej, to już jest free dla fanów free, więc wszystkim niefanom raczej dziękujemy (chyba że chcecie, to proszę bardzo!). Mamy tutaj niebywale urokliwy freejazzowy hałas, w sumie taki jak u Gustafssona we Fire! Orkiestrze tylko, że bardziej, bo bez rytmicznego basu, a więc wszystko w głębszej płynie abstrakcji. Jednocześnie nie jest to żadne freejazzowe Mayhem, jak od rożnej maści niemieckich psychopatów (których bardzo lubię, mówię tylko, że to nie do końca to), ale ten, poetyka. Trochę jak Koltran w Ascension, trochę jak mniej radykalne rzeczy Braxtona. Cudo!

Various Artists - Gamelan Semar Pegulingan: Gamelan of the Love God



gamelan

Niezachodnia muzyka poważna to szereg fascynujących i zachwycających światów, do których odwiedzenia całym sercem zachęcam. Tradycje indochińskie uważam osobiście za wyjątkowo intrygujące, bo tam jest kilka kultur, z których każda ma do zaproponowania słuchaczowi całkiem co innego, a przy tym zawsze są to dźwięki naprawdę superowe.

Gamelan to, w dużym skrócie, muzyka rytualna z Indonezji, pełna stukań pukań, dzwonień, rytmów skocznych a nobliwych, intrygujących harmonii i zachwycającego klimatu duchowości dalekiej a bliskiej (jak w filmach Herzoga, albo Paradżanowa!).

Jeżeli ktoś lubi jazz, jest to płyta dla niego. Jeżeli lubi Popol Vuh tak samo. Jeżeli lubi kydryńską "muzykę świata" ( Crying or Very sad ) to absolutnie nie, ale z drugiej strony jeżeli ktoś zasypia na "muzycznych sjestach" ( Crying or Very sad ) prawdziwy gamelan na pewno go obudzi!

PS: Nie wiem czy to jest płyta do głosowania i wszystko mi jedno w tej sprawie. Z pewnością jest to płyta do poznania, więc o niej piszę. Sprawdźcie sobie.
_________________
I'm Bad Like Jesse James

Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Białystok
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 03 Sty 2013
Posty: 4594
Skąd: Białystok

PostWysłany: 25.08.2019, 10:05    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

5-6 płyt studyjnych płyt z w/w jest super ekstra dla mnie bomba. Neu tylko nie pasuje mi do tego grona bo IMO bliżej mu do techno z NRD. Wink
_________________
https://rateyourmusic.com/~Blodwynpig1971
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
esforty
longplay


Dołączył: 26 Sty 2010
Posty: 1487
Skąd: Łódź

PostWysłany: 25.08.2019, 18:04    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

W filmie „Zawodowcy” R.Brooksa z 1966 o postaci granej przez Claudię Cardinale (Maria Grant)pada taka opinia,

…To kobieta, która z chłopców czyni mężczyzn, a z mężczyzn chłopców… (cytuję z pamięci)

Jako dwunastolatek, siedzący w kinie, nie byłem w stanie pojąć istotności owej myśli. Za to patrząc na ekran i na CC, wiedziałem na 100%, choć symptomy preferencji docierały też wcześniej - jestem heteroseksualny!
Dlaczego o tym wspominam, ano dlatego, iż kilka lat później, jako siedemnastolatek, odkryłem ( a obydwa odkrycia doniosłe, zaiste!), za sprawą McCoy Tynera, że w sprawie preferencji estetycznych jestem/będę jazzfanem.
Żadna tam, auto-nobilitacja, znaczy tyle, ile znaczy: jestem osobą lubiącą słuchać tego gatunku muzycznego. Gromadzącą, w zasięgu ręki, nośniki fizyczne z jazzem i wiedzę o tymże, na ile to możliwe…
To „Sahara” (jako jedna z dwu płyt, które zdecydowały)stała się, moim, krokiem milowym w kierunku jazzu. Niby wcześniej, już były na półce Big Bandy i Orkiestry Jazzowe, ale zbierane dla osiągnięcia nieco innego horyzontu zadowolenia.
Jeśli zestawienie preferencji seksualnych z estetycznymi wydaje się, niemal, karkołomne, tym bardziej, że te pierwsze implikują szersze możliwości ale i ograniczenia (sic!)... to już na poziomie osiągania satysfakcji, produkcji endorfin, takowe trafia w punkt.
Pierwszy kontakt z Tynerem, jako autorem płyt nastąpił przy „Focal point”, ale, tradycyjnie, n i e z a j a r z y ł e m.
Za to „Sahara” będąca drugim spotkaniem, bezwzględnie, przestawiła moje tory w inny kierunek poszukiwań estetycznej satysfakcji. Nie ma wątpliwości kto rozdaje karty w tej sesji. Gęste struktury fortepianowych ataków znakomicie zapowiadają, że temat wiodący jest raczej pretekstem, a nie wyznacznikiem limitów. Jakby miało nie być granic, ale te są. Nader istotna obecność różnorakich perkusjonaliów szczelnie wypełnia przestrzeń muzyczną, co jak myślę jest swoistym trademarkiem wydawnictwa. Błyskotliwa, efektowna technika uświadamia słuchaczom z jakim temperamentem mamy przyjemność.

Porównanie z kimś z zupełnie innego świata muzycznego będzie kuriozalne, ale, co tam, odważę się!
McCoy Tyner to Liberace post-bopu! A przy tym te zapamiętywalne melodie!
……
Taki obraz Artysty będzie obowiązywał do końca lat 70-tych. Według mnie Jego świetlana dekada.
Nieco szkodliwie dla siebie, uczyniłem z płyt Tynera punkt odniesienia, na bardzo wiele lat, dla doceniania innych pianistów jazzowych i nie tylko: wszyscy byli gorsi! Dzisiaj wiem: byli inni, nie gorsi!
I teraz, zaryzykuję pogląd, mocno kontrowersyjny i odosobniony, bo zastanawiam się jaką płytą byłaby „A Love Supreme”, jedna z trzech najważniejszych w jazzie, powszechnie uznawanych za niewymagające poprawek, gdyby wzbogacić ją o tak ekspresyjne twórczo, technicznie kunsztowne partie fortepianu jakie lśnią na płycie „Sahara”???
Może, Tynerowi brakowało, t e j pewności siebie, może, technicznie jeszcze to była droga daleka…
Może, wizja Coltrane’a, wszak duchowe źródło tej płyty to pewnik, była właśnie taka: tonalne partie saksofonu, bezwzględnie, jako stos pacierzowy przedsięwzięcia, reszta, równie bezwzględnie, ma służebną rolę odgrywać…
A może... porozumienie między muzykami straciło monolityczną strukturę i powstałe rysy zaciążyły na arcydzielności wydawnictwa…
Wszak, przywołując wspomnienia M. Delorme z 1965 roku, te sugerują pewien przebieg wydarzeń:

… Nigdy nie zapomnę Elvina Jonesa kompletnie zbitego z pantałyku, jak na początku drugiego koncertu stoi za zestawem i nie umie zadecydować co robić. Staje się więc, aż nadto jasne, że Coltrane znalazł się jako człowiek i jako muzyk w punkcie zwrotnym swej kariery, ale sam kwartet pędzi w stronę niebezpiecznego zakrętu. A mimo to każdy członek, nie tylko lider, daje z siebie wszystko…
Pół roku później w zespole nie będzie już ani McCoy Tynera ani Elvina Jonesa!


Jest i czwarta opcja, może najbardziej wiarygodna. Płyty dzieli dziewięć lat. Dekada w muzyce to szmat czasu, szmat muzyki i cała masa pomysłów.
Na koniec dodam, iż pamiętając o Jego chudszych latach, to Tyner nie zdezawuował się w moim muzycznym uniwersum nawet jeśli mogłem poznać kilkaset innych płyt jazzowych. Rocznikowy faworyt, ale wobec powyższego inaczej nie mogło być.

_________________
Nie ma takiego naleśnika, który nie wyszedłby na dobre. H. Murakami
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
esforty
longplay


Dołączył: 26 Sty 2010
Posty: 1487
Skąd: Łódź

PostWysłany: 25.08.2019, 18:11    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Bartosz napisał:



Miles Davis - On the Corner


Fela Kuti - Shakara


Herbie Hancock - Crossings


Pierwsza i trzecia ważne także dla mnie!
Za wskazaną Shakarę, dziękuję serdecznie!
_________________
Nie ma takiego naleśnika, który nie wyszedłby na dobre. H. Murakami
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
I&I
album CD


Dołączył: 15 Paź 2010
Posty: 1825
Skąd: KRK

PostWysłany: 25.08.2019, 19:43    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

The Staple Singers - Be Altitude, Respect Yourselef




Soulowa płyta w klasycznej postaci. Jeszcze nie ma hip-hopów, rapów, ale się zapowiada rewolucja w czarnej muzyce.
Tutaj więcej rytmu i bluesa, i gospelu ze świetną sekcją dętą (co jest prawie normą u czarnych).
Odnoszę wrażenie, że polska muzyka pop z lat 70. czerpała z tej płyty tyle samo ile z nagrań Earth Wind & Fire i Isaaca Hayesa.

Klasyka panie, klasyka.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Duch 1532
remaster


Dołączył: 18 Maj 2008
Posty: 2487
Skąd: Breslau, Schmiedefeld

PostWysłany: 25.08.2019, 19:53    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Bartosz napisał:
Nick Drake - Pink Moon



piosenki

Nie wiem, czy ta rekomendacja jednak nie jest bardziej dla Dinozaurów niż dla czytających nas licealistów, bo generalnie młode pokolenie zna Nicka Drake'a, bo Nick Drake od dawna jest na świecie ogromną gwiazdą, a u Dinozaurów to sam nie wiem Razz

W każdym razie jest to absolutnie przepiękny album, który wychował kilka pokoleń smutnych chłopaków z akustycznymi gitarami i na którym od kilku dekad stoi świat cały, a który u nas w Polsce chyba nadal tkwi jeszcze kawałkiem buta w niszy, co jest bardzo dziwne i bardzo niesprawiedliwe, bo, tak całkiem serio mówiąc, muzyka popularna niczego więcej niż Pink Moon nie ma do zaoferowania. Klasyk nad klasyki.
Jeszcze nie wiem, ale biorę pod uwagę pierwsze u mnie miejsce.
_________________
Albatros to ptak z rodziny diomedeidæ, z rzędu rurkonosych. Występuje 14 gatunków albatrosa. Największy z nich, albatros wędrowny, osiąga rozpiętość skrzydeł do trzech i pół metra. Strzeżcie się albatrosów, Dinozaury!
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Monstrualny Talerz
album CD


Dołączył: 24 Maj 2017
Posty: 1549

PostWysłany: 25.08.2019, 20:13    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Duch 1532 napisał:
Bartosz napisał:
Nick Drake - Pink Moon

Jeszcze nie wiem, ale biorę pod uwagę pierwsze u mnie miejsce.


Na mitycznym RYMie nr 2 po Ziggim Starduście, a przed Yesem z oceną 4.19 - tego nie możemy lekceważyć!
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
I&I
album CD


Dołączył: 15 Paź 2010
Posty: 1825
Skąd: KRK

PostWysłany: 25.08.2019, 20:17    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Muzyka dla starych dziadów.



Co tu dużo pierniczyć. Trzeba spróbować.
Crosby na pokładzie, Nash też. Ameryka pełną gębą i na poziomie powyżej zera.. Nie dla punków.
Wink

Jackson Browne - s/t

Znakomita płyta.


Ostatnio zmieniony przez I&I dnia 25.08.2019, 20:19, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Monstrualny Talerz
album CD


Dołączył: 24 Maj 2017
Posty: 1549

PostWysłany: 25.08.2019, 20:17    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

esforty napisał:

To „Sahara” ...


Esforty, to był tak wspaniały osobisty wpis, że nieomal się popłakałem ze wzruszenia. Tylko za to Sahara dostanie ode mnie nieco więcej punktów!

esforty napisał:


I teraz, zaryzykuję pogląd, mocno kontrowersyjny i odosobniony, bo zastanawiam się jaką płytą byłaby „A Love Supreme”, jedna z trzech najważniejszych w jazzie, powszechnie uznawanych za niewymagające poprawek,



No, a które te pozostałe? Kind Of Blue? Co jeszcze? W sumie wiele można by takich wymienić niepoprawialnych, idealnych...
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
esforty
longplay


Dołączył: 26 Sty 2010
Posty: 1487
Skąd: Łódź

PostWysłany: 25.08.2019, 20:23    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Moją trzecią, a właściwie to drugą jest
The black saint and the sinner lady, to Coltrane byłby trzeci, a bardziej n-ty bo mam kilku innych w sercu. Tu posłużyłem się powszechnym osądem.
_________________
Nie ma takiego naleśnika, który nie wyszedłby na dobre. H. Murakami


Ostatnio zmieniony przez esforty dnia 26.08.2019, 09:01, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Monstrualny Talerz
album CD


Dołączył: 24 Maj 2017
Posty: 1549

PostWysłany: 25.08.2019, 20:24    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

gharvelt napisał:
Choć z drugiej strony, taki stan rzeczy tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że 1973 jest najmocniejszym rocznikiem w historii muzyki popularnej.


Coś w tym jest, tam batalia będzie naprawdę ostra (Larks vs Dark Side), ale i 1974 ma wiele w zanadrzu (choćby wewnętrzna walka na Karmazynowym Dworze: Czerwieńcy vs Biblijna Czerń albo i Davisowskie Wielka Zabawa contra Wstań Sobie z Tym).
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Płyty Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4 ... 43, 44, 45  Następny
Strona 3 z 45

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group