Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna Muzyczne Dinozaury
i ich następcy
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Rozwój modernizmu - twórcy, dzieła, innowacje (1900-1930)
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Muzyka
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
mahavishnuu
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 09 Wrz 2011
Posty: 4092
Skąd: Opole

PostWysłany: 17.05.2020, 12:15    Temat postu: Rozwój modernizmu - twórcy, dzieła, innowacje (1900-1930) Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

ROZWÓJ MODERNIZMU – TWÓRCY, DZIEŁA, INNOWACJE (1900-1930) – CZĘŚĆ 1

KONIEC MUZYKI?

Franciszek Schubert – XXI Sonata fortepianowa (1828)

Jakiś czas temu poruszyliście ciekawy temat. Generalnie chodziło o to, czy obecnie rzeczywiście można mówić o tym, że mamy do czynienia z kresem rozwoju muzyki? Na naszym forum w centrum uwagi jest muzyka rockowa, która co najmniej od lat 90. zatraciła dynamikę rozwoju. Rock coraz bardziej jest wypierany przez inne nurty muzyki popularnej. Dzisiaj młode pokolenie często fascynuje się już innymi dźwiękami. Czy w naszym przypadku było inaczej? Kto w latach 80. jarał się rock'n'rollem lub bigbitem? Zmiany są nieuchronne. Być może z czasem rock zupełnie rozpłynie się w nowych nurtach muzyki rozrywkowej.

Coraz rzadziej sięgam po płyty rockowe i jazzowe, dlatego postanowiłem się zaktywizować w nieco innej formie. Na naszym forum wątek związany z tzw. muzyką poważną jest nader ubogi. Może warto go trochę poszerzyć? Dyskusja na temat „Końca muzyki” zainspirowała mnie do napisania kilkudziesięciu szkiców poświęconych temu, jak w warunkach wygasania starej formacji estetycznej z wolna kształtuje się nowa. W rezultacie nowe idee muzyczne gruntownie zmieniają oblicze muzyki. W dużym stopniu skupię się na kwestii związanej z odświeżeniem języka muzycznego. Będą to portrety kompozytorów, którzy wzbogacili swoją twórczością ówczesny świat dźwięków. Pod koniec XIX wieku, podobnie jak niektórym teraz, na usta cisnęły się słowa: „Wszystko już było!”. Tymczasem czas pokazał, że, owszem, był to koniec, tyle że pewnego etapu w rozwoju muzyki. Możliwości systemu tonalnego zdawały się być na wyczerpaniu. W ramach tej konwencji trudno było powiedzieć coś nowego. Wagner już w „Tristanie i Izoldzie” (1857-1859) niemal odbijał się od ściany. Richard Strauss w swoich poematach symfonicznych i szczególnie operach („Salome”, „Elektra”) zrobił kolejny krok do przodu, jednak w dalszym ciągu były to eksperymenty w obrębie rozszerzonej tonalności. Rewolucyjne zmiany przyniosła dopiero twórczość kompozytorów działających aktywnie w pierwszych dekadach XX wieku. Sztuka dźwięku Bartóka, Ivesa, Strawińskiego, Debussy'ego, Skriabina, Schönberga i innych nowatorów pokazuje, że dzięki niepospolitej kreatywności można mieć różne pomysły na muzyczny rozwój. Historia muzycznego modernizmu może być instruktywna dla współczesnego pokolenia muzyków i słuchaczy. Pokazuje bowiem, że nie ma czegoś takiego, jak „Koniec muzyki”. Mało tego, możliwe są różne drogi rozwoju. Innowacje wspomnianych odnowicieli języka muzycznego są nader wymowną egzemplifikacją tego zjawiska.

Drzewiej różnie to bywało. Były czasy bujnego rozwoju, były czasy stagnacji. To złożony proces, który zależy od wielu czynników. Zawsze jednak muzyka nieustannie zmieniała swoje oblicze. Tak jest i teraz. Nie sądzę, aby w przyszłości było inaczej. Żyjemy w czasach cywilizacji informatycznej, wiele rzeczy szybko się zmienia. Takie zjawiska mają wpływ na życie kulturalne. Ewentualne wojny i rewolucje z pewnością wpłyną na dynamikę przeobrażeń, tak podpowiada nam empiria. Nowe czasy to także nowe podejście do procesu twórczego. XX wiek jest w tym względzie nader instruktywny. Może pojawić się nowy sposób organizacji materiału dźwiękowego. W obrębie kultury europejskiej na modalności, systemie funkcyjnym dur-moll, dodekafonii czy też serializmie świat się nie kończy. Wystarczy spojrzeć na systemy dźwiękowe w wielu egzotycznych krajach. Pokazuje to, że naprawdę można jeszcze wiele wymyślić. Eksploracje na polu rytmiki wciąż wydają się mieć przyszłość. W dobie baroku, klasycyzmu i romantyzmu ten obszar został ewidentnie zaniedbany. W XX wieku nastąpił wielki przełom – kłaniają się choćby innowacje Bartóka, Strawińskiego i Messiaena. Nowe instrumenty to nowe możliwości w zakresie szeroko pojętej faktury. Ostatnie dziesięciolecia pokazują, że ciągle jest jeszcze wiele do odkrycia.

Nowe czasy to także nowa muzyka, dlatego też musi zmieniać się jej forma i treść. Nie wierzę w coś takiego, jak „Koniec muzyki”. Swego czasu młody Franz Schubert skonstatował: „Czy można wnieść coś nowego po Beethovenie?” Okazało się, że można, co udowodnił sam Schubert. Najlepszym przykładem niech będzie jego ostatnia XXI Sonata fortepianowa B-dur (1928), napisana tuż przed śmiercią. Pojawiają się w niej zupełnie nowe idee muzyczne, które w pełni rozwiną się dopiero wiele lat później. Czteroczęściowa klasyczna forma pozornie może sprawiać wrażenie, że mamy do czynienia z dziełem dość konwencjonalnym, jednak im głębiej wnikniemy w jej materię, tym więcej dostrzeżemy różnic, niejednokrotnie wręcz fundamentalnych. Co wydaje się szczególnie rewolucyjne? Inny sposób budowania formy, odmienna narracja, podejście do brzmienia. Najwięcej nowych rozwiązań przynosi część pierwsza Molto moderato. Zamiast allegra sonatowego pojawia się bardzo swobodna fantazja fortepianowa. To właśnie w tej części narracja jest bardzo niestandardowa. Nowatorski jest język harmoniczny. Uwagę zwraca rozszerzona tonalność, niektóre fragmenty zupełnie pozbawione są związków tonalnych. W embrionalnej postaci pojawiają się pomysły, które w odległej przyszłości zostaną rozwinięte przez przedstawicieli impresjonizmu, sonoryzmu i ekspresjonizmu.

Na koniec jeszcze wyjaśnienie, dlaczego chodzi o lata 1900-1930? Nie ma to nic wspólnego z ramami epoki. W takiej sytuacji, z różnych względów, należy wystrzegać się cezury. Po prostu, w takich latach powstały kompozycje, które będą wizytówkami poszczególnych tematów. W drugiej części pozostaniemy jeszcze w XIX wieku. Tym razem poszukamy pierwszych przesłanek zmiany systemu dźwiękowego. Wymownymi przykładami będą wybrane utwory Chopina, Wagnera i Liszta.

Franciszek Schubert – XXI Sonata fortepianowa (1828)

Mitsuko Uchida – fortepian

https://www.youtube.com/watch?v=l7cc2FD06FM

Mam nadzieję, że wątek związany z „poważką” trochę odżyje na naszym forum. Nie brakuje tu przecież ludzi, którzy lubują się w takich dźwiękach. Niniejszy wątek być może skłoni kogoś do napisania o swoich muzycznych fascynacjach. Mniej więcej co tydzień będę wrzucał kolejną część cyklu. Zakres tematyczny mam już doprecyzowany. Mam nadzieję, że również będziecie polecać jakieś ciekawe utwory i ich najlepsze interpretacje. Może pojawią się jakieś nowe wątki.
_________________
RateYourMusic/mahavishnuu
AstralnaOdysejaMuzyczna
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Monstrualny Talerz
album CD


Dołączył: 24 Maj 2017
Posty: 1972

PostWysłany: 18.05.2020, 08:02    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Wspaniale, zapisuję się na ten "kurs" i będę rzetelnie odsłuchiwał rzeczy poleconych. Z poważnej muzyki mam bardzo poważne braki i poza sprawami podstawowymi, często odsłuchanymi z płyt w rodzaju "the best of" jest u mnie słabo.

Muzyka poważna to straszny gąszcz i jeszcze dochodzi kwestia wykonania - tu prosiłbym jeśli to możliwe o podawanie którego wydania szukać.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Leptir
zremasterowany digipack z bonusami


Dołączył: 04 Wrz 2010
Posty: 6808

PostWysłany: 18.05.2020, 09:41    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Świetny temat Mahavishnuu - w rzeczy samej pod koniec XIX w. kryzys w rozwoju języka muzycznego był bardzo widoczny. Jedni radzili sobie z nim rozszerzając tonalność (wszelkiej maści neoromantycy z Ryszardem Straussem i Gustawem Mahlerem na czele). Inni uciekali w skale modalne (np. impresjoniści w rodzaju Debussy'ego czy Ravela). Jeszcze inni wychodząc z rozszerzonej, neoromantycznej tonalności dochodzili do dodekafonii - np. Schoenberg, którego pierwsze dzieła były jeszcze neoromantyczne. Osobną i bardzo oryginalną drogę wybrali Bartok czy Kodaly - wychodząc z muzyki ludowej stworzyli własny język muzyczny, który antycypował wiele z tego co wydarzyło się później w XX w. by wspomnieć choćby wczesny okres Strawińskiego czy Lutosławskiego.
_________________
„Gdy słońce kultury chyli się ku zachodowi, to nawet karły rzucają długie cienie”.
Karl Kraus
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
mahavishnuu
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 09 Wrz 2011
Posty: 4092
Skąd: Opole

PostWysłany: 18.05.2020, 10:13    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Leptir bardzo dobrze w telegraficznym skrócie ujął kluczowe wątki dla rozwoju Nowej Muzyki. Dokładnie o tym będę właśnie pisał. Modernizm to wielobarwna kraina. Pomimo tego, że postanowiłem skupić się tylko na 30 latach, po rozpisaniu podstawowych wątków wyszło mi, że będzie tego prawdopodobnie 50 części. Zabraknie miejsca dla różnych twórców. Może inni wzbogacą galerię ważnych postaci tego okresu.


Monstrualny Talerz napisał:
Muzyka poważna to straszny gąszcz i jeszcze dochodzi kwestia wykonania - tu prosiłbym jeśli to możliwe o podawanie którego wydania szukać.

Interpretacja dzieła to rzecz absolutnie fundamentalna. Podszedłem do tego z pieczołowitością. Będę podawał tylko ikoniczne, ewentualnie moje ulubione, zazwyczaj jedno jest związane z drugim.
_________________
RateYourMusic/mahavishnuu
AstralnaOdysejaMuzyczna
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Paweł
maxi-singel analogowy


Dołączył: 02 Wrz 2019
Posty: 501

PostWysłany: 18.05.2020, 10:39    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

mahavishnuu, dzięki za ten wpis, będę czekał na kolejne!

Z poważnej muzyki mam bardzo poważne braki - jak to ładnie ujął Talerz. Nie wiem dlaczego, ale właśnie muzyka poważna z XX wieku zawsze szczególnie mnie korciła. Mnogość interpretacji i niewiedza, które z nich wybrać, stanowią dla mnie pewien problem, więc fajnie, że będziesz też odsyłał do konkretnych wykonań.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
mahavishnuu
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 09 Wrz 2011
Posty: 4092
Skąd: Opole

PostWysłany: 24.05.2020, 11:06    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

ROZWÓJ MODERNIZMU – TWÓRCY, DZIEŁA, INNOWACJE (1900-1930)

CZĘŚĆ 2

ZAPOWIEDZI NOWEJ MUZYKI (CHOPIN, WAGNER, LISZT)


Ponieważ wszystkie teksty przedstawiają problematykę w szkicowej formie, postanowiłem wybrać do tego wątku trzy konkretne przykłady. Każdy z nich można potraktować jako prefigurację zmian, które dokonały się na przełomie XIX i XX wieku. Skupiłem się na kwestii związanej ze zmianami w sferze harmonicznej, bowiem to właśnie w tej dziedzinie w dobie modernizmu dokonała się prawdziwa rewolucja.


FRYDERYK CHOPIN – Preludium a-moll (1831-1839), Sonata b-moll (1936-1939)

W pierwszym przypadku postanowiłem zrobić wyjątek – będą dwa utwory. Zacznijmy od mniej rewolucyjnego. Prawdopodobnie w latach 1831-1839 powstawało preludium a-moll, które jest częścią słynnego opusu 28 (24 preludia). Chopin był nowatorem swoich czasów. Znacznie rozwinął fakturę fortepianową, szczególnie godne uwagi są jego eksploracje harmoniczne, bowiem niejednokrotnie wybiegały daleko w przyszłość. Wybrałem dwa takie niezwykle spektakularne przykłady. Preludium a-moll wymykało się ówczesnym standardom przynajmniej na kilku polach muzycznego przekazu - bardzo nietypowa melodyka, rytm, struktura interwałowa. Szokować musiała gęsta chromatyka. Preludium jest oznaczone jako a-moll, jednak tak naprawdę nie ma jasnej ekspozycji tonalnej. Tonacja a-moll pojawia się dopiero pod koniec utworu! Krótko rzecz ujmując, jak na ówczesne standardy, była to awangarda pełną gębą. Jeszcze dalej posunął się Chopin w finale Sonaty b-moll (1936-1939), bo oto po słynnym „Marszu żałobnym” pojawia się prawdziwe dźwiękowe kuriozum Finale: Presto. Dla ówczesnych słuchaczy musiało to być nie mniej szokujące niż utwory Xenakisa, Stockhausena i Bouleza dla melomanów w latach 50. XX wieku. Może nawet bardziej, skoro Robert Schumann, a więc jeden z najbardziej postępowych kompozytorów tamtych czasów, po zapoznaniu się z finałem sonaty skonstatował: „muzyką to nie jest...”. Cóż takiego strasznego wysmażył nasz maestro? 75 taktów muzyki - wyraźna większość pozbawiona odniesień tonalnych, bardzo gęsta chromatyka, na dobrą sprawę brak czynnika melodycznego. W pierwszej połowie XIX wieku brzmiało to jak kakofonia. Trudno jest porównywać Finale: Presto nawet z progresywnymi kompozycjami z drugiej połowy XIX wieku. Chopin uruchomił wehikuł czasu i wylądował w pierwszej połowie XX wieku. Taką muzykę mógłby napisać Schönberg w okresie, gdy eksperymentował z tzw. swobodną atonalnością lub Skriabin w trzeciej fazie swojej twórczości, gdy daleko odszedł już od konwencjonalnych rozwiązań systemu funkcyjnego dur-moll.



RICHARD WAGNER – TRISTAN UND ISOLDE – PRELUDIUM (1857-1859)

Oto jeden z przełomowych momentów rozwoju sztuki dźwięku w XIX wieku. Chodzi rzecz jasna o ewolucję języka harmonicznego. Jeśli myślimy o początkach procesu rozkładu systemu funkcyjnego dur moll, to niemal od razu na myśl przychodzi właśnie „Tristan i Izolda”. Niemiecki kompozytor niechętnie mówił o wpływach, jednak bez wcześniejszych eksperymentów Chopina, Schumanna jego punkt startu byłby inny. Koniecznie musi tu paść jeszcze jedno nazwisko – Liszt, bowiem to właśnie jego poszukiwania wywarły niemały wpływ na Wagnera (rozbudowana chromatyka!). Jeśli chodzi o „Tristana i Izoldę” to szczególnie warto zwrócić uwagę na słynny wstęp, bowiem to w nim eksperymenty były najbardziej radykalne i dalekosiężne. Szczególnie ciekawy jest efekt dążącej, a nierozwiązującej się dominanty. Szeregi przechodzących jedna w drugą dominant różnych tonacji, nietypowe struktury harmoniczne - wszystko to sprawia, że system funkcyjny dur- moll drży w swoich posadach. W niektórych fragmentach zabarwienie tonalne rozpływa się niemal zupełnie. W kontekście muzyki przyszłości nader istotny jest jeszcze jeden fakt - Wagner notorycznie unika konsonansów. Gdy słuchamy tej muzyki dzisiaj, nie jesteśmy już w stanie wyłapać tych wszystkich subtelności, które wtedy, dla słuchacza XIX-wiecznego, były prawdziwą rewolucją. Ważna wydaje się szczególnie dynamika zmian, która została uruchomiona, nieuchronnie prowadząc w stronę atonalności. Beethoven – Schubert - Schumann - Chopin – Liszt – Wagner – Liszt (późne utwory fortepianowe) - Strauss – Schönberg – tak można, oczywiście w dużym uproszczeniu, przedstawić drogę rozwojową języka harmonicznego w XIX wieku. Wagner i jego wstęp do „Tristana i Izoldy” to ważny fragment tej podróży, prowadzącej do zupełnie innego świata dźwięków. Abstrahując od powyższych innowacji warto podkreślić jedno – to po prostu bardzo piękna muzyka, która broni się dobrze także w XXI wieku. A propos linii rozwojowej Beethoven - Schönberg, brakuje tu oczywiście istotnych „łączników”, choćby Skriabina, bez którego obraz byłby niepełny. Jeśli chodzi o kompozytorów z drugiej połowy XIX wieku skupiłem się tylko na tych, którzy eksperymentowali z chromatyką, tak aby nakreślona ewolucja była spójna i logiczna. Trochę inaczej wyglądało to w przypadku twórców, którzy zmian szukali gdzie indziej. Dobrym przykładem niech będzie Claude Debussy (eksperymenty ze skalą całotonową). Destrukcja systemu funkcyjnego przybierała zatem różne formy.



FRANCISZEK LISZT - BAGATELA BEZ TONACJI (1885)

Późne utwory fortepianowe Franciszka Liszta były długo nieznane lub lekceważone. Nic w tym dziwnego. Wiele z nich długo czekało na opublikowanie. Do wielu osób niezbyt przemawiała ich aforystyczna forma, jednak chyba jeszcze bardziej odstręczał nowatorski język harmoniczny. Węgierski kompozytor w swoich miniaturach antycypował wiele rozwiązań, które kojarzymy już z muzyką XX wieku. Były one istotnym punktem odniesienia dla innych wybitnych twórców. Warto wymienić choćby takich, jak: Richard Strauss, Bela Bartók, Aleksander Skriabin, Igor Strawiński i Claude Debussy. Liszt sięgał po skale całotonowe, ograniczył obecność czynnika melodycznego, często nasączał utwory ostrymi dysonansami (np. trytonami), tworzył skomplikowane i nietypowe akordy. Jednym z najbardziej radykalnych przykładów jest „Bagatela bez tonacji”, w której autor „Etiud transcendentalnych” zrywa z tonalnością. Nie tylko dokonuje destrukcji systemu funkcyjnego (pod tym względem poszedł jeszcze dalej niż Ryszard Wagner w „Tristanie i Izoldzie”), ale także tworzy wielce specyficzne struktury rytmiczne. Warto zwrócić uwagę na oryginalną i nowoczesną szatę brzmieniową. To już prawdziwy świt muzyki XX wieku.

Fryderyk Chopin – Preludium a-moll - Evgeny Kissin:

https://www.youtube.com/watch?v=l8C7hYSQd_c

Fryderyk Chopin – Sonata b-moll (1836-1839) – Krystian Zimerman:

https://www.youtube.com/watch?v=yWN9WC0NW3g

Richard Wagner – Tristan i Izolda – Prelude – Bayreuther Festspiele - Karl Böhm

https://www.youtube.com/watch?v=afZau557ZuM

Franciszek Liszt – Bagatela bez tonacji – Alfred Brendel:

https://www.youtube.com/watch?v=ZB6N3e6wyNg
_________________
RateYourMusic/mahavishnuu
AstralnaOdysejaMuzyczna
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Crazy
epka analogowa


Dołączył: 19 Sie 2019
Posty: 910

PostWysłany: 24.05.2020, 12:17    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Oczywiście wątek jest świetny i będę czekał na kolejne części, i pilnie słuchał polecanych rzeczy (co nawet właśnie w tej chwili czynię)!

Pozwolę sobie też wrzucić kijek w mrowisko: zainspirował mnie do tego wpis samego twórcy tematu, otóż:

mahavishnuu napisał:
Abstrahując od powyższych innowacji warto podkreślić jedno – to po prostu bardzo piękna muzyka

O właśnie. Niejednokrotnie brałem udział w dyskusjach muzycznych, w których interlokutor zwracał szczególną uwagę na nowatorstwo i oryginalność. I zawsze budziło to we mnie (oprócz, zazwyczaj, podziwu dla jego erudycji muzycznej) wątpliwość, czy innowacyjność może być wartością sama w sobie. Właściwie w niedawnych forumowych dyskusjach ad. 2019 też ten wątek się przewinął: przecież przeciwnicy współczesnej muzyki popularnej nie twierdzą raczej, że nic nowego w muzyce się nie dzieje i dlatego jest "koniec muzyki" - raczej, że te nowe rzeczy są do bani Wink I że jeżeli płyta Andy'ego Stotta z zebrą lub przysłowiowy Kendrick Lamar mają im teraz zastąpić Led Zeppelin i King Crimson, to oni podziękują (niech mnie Talerz poprawi, jeżeli źle mówię Wink).

Z muzyką tzw. poważną też jest pytanie, co wynikło z tego, że
mahavishnuu napisał:
Pod koniec XIX wieku, podobnie jak niektórym teraz, na usta cisnęły się słowa: „Wszystko już było!”.

i jedni radzili sobie z tym tak, a drudzy siak, co bardzo ładnie w skrócie wyłuszczył Leptir. Co z tego wynikło? Odpowiedzi będą się mieścić w continuum między wyzwoleniem z dyktatu dur-mollowego i otwarciem na nowe formy a tym, że owszem współczesna muzyka poważna jest, ale nie da się jej słuchać. To oczywiście rzecz indywidualnego poczucia estetyki. Ale pozostaje fundamentalne według mnie pytanie: co jest najważniejsze? Innowacyjność i fakt stworzenia czegoś nowego? Czy to, że abstrahując, jest to po prostu bardzo piękna muzyka?

Dla mnie np. Bagatela Liszta jest po prostu bardzo piękną muzyką.
Zaś finał Sonaty b-moll jest interesującym eksperymentem, który bardzo lubię i uważam, że się sprawdza, ale być może tylko dlatego, że jest tak zwarty i krótki, i skontrastowany z całością Sonaty, która niewątpliwie ani od tonalności, ani melodyki nie ucieka. Kiedy kompozytor tworzy coś tak pięknego, jak sonata b-moll i na koniec postanowi wstawić, coś tak Shocked , jak Finale: Presto, to jest to dla mnie głos artystycznej wolności, która nie boi się pójść tam, gdzie nikt się jej nie spodziewa, i wygrywa. Gdybym jednak miał wysłuchać całej płyty czy koncertu złożonego z takich Prest, to obawiam się, że wyłączyłbym po pięciu minutach, nie bacząc na to, jak bardzo jest to nowatorskie.

Nie piszę tego po to, by wzbudzać tu dyskusję komu się co podoba i czy przysłowiowa Warszawska Jesień to wielka sztuka, czy rzępoły. Jak mówiłem: to kwestia indywidualnego poczucia estetyki i możemy się tu pięknie różnić Smile
Chodzi mi o to, czy - jeżeli coś nam się zwyczajnie nie podoba - to czy innowacyjność ma być wartością samą w sobie, czy nie?
_________________
jeżeli nam zabraknie sił
zostaną jeszcze morze i wiatr
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Leptir
zremasterowany digipack z bonusami


Dołączył: 04 Wrz 2010
Posty: 6808

PostWysłany: 24.05.2020, 12:22    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Świetny pomysł Mahavishnuu! Te teksty pomagają sobie usystematyzować rozwój nowoczesnego języka muzycznego i uzmysłowić, że muzyka współczesna nie jest jakimś tworem wykoncypowanym przez niepoprawnych awangardzistów. To po prostu naturalna kontynuacja wielowiekowego rozwoju muzyki.
_________________
„Gdy słońce kultury chyli się ku zachodowi, to nawet karły rzucają długie cienie”.
Karl Kraus
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
mahavishnuu
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 09 Wrz 2011
Posty: 4092
Skąd: Opole

PostWysłany: 24.05.2020, 14:18    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Crazy napisał:
Niejednokrotnie brałem udział w dyskusjach muzycznych, w których interlokutor zwracał szczególną uwagę na nowatorstwo i oryginalność. I zawsze budziło to we mnie (oprócz, zazwyczaj, podziwu dla jego erudycji muzycznej) wątpliwość, czy innowacyjność może być wartością samą w sobie. (...) Chodzi mi o to, czy - jeżeli coś nam się zwyczajnie nie podoba - to czy innowacyjność ma być wartością samą w sobie, czy nie?

Innowacyjność to szalenie istotny element. Bez niego nie byłoby postępu w muzyce. Nie oznacza to jednak, że innowatorskie dzieło ex definitione musi być dla słuchacza frapujące. Różnie z tym bywa. Inna sprawa, że w tym względzie znowu wkraczamy na śliski grunt osobniczych preferencji. Jak to powiedział kiedyś Frank Zappa: To, co dla jednego jest wdechowe, dla innych jest zwykłym gównem. Myślę, że w tej kwestii należy wystrzegać się dogmatyzmu. Zapewne każdy z nas mógłby podać szereg przykładów dzieł, które są prekursorskie, wpływowe, a jednak nie robią na nas żadnego wrażenia. Mało tego, są także takie, które po latach nie ruszają już prawie nikogo. Znamy wszak niemało kreatywnych kompozytorów, którzy generowali nowe idee muzyczne, jednak ich utwory pod względem artystycznym są przeciętne. Znawcy tematu tak właśnie postrzegają dzieła Jefima Gołyszewa, jednego z prekursorów dodekafonii. Inne jego pomysły związane z „parametryzacją” wybranych elementów muzycznych w prostej linii prowadziły do serializmu. W tym względzie wyprzedził nawet Schönberga. Swoją drogą, podobnie było w przypadku jego kompozycji dwunastotonowych. Nie zmienia to faktu, że dzisiaj jego kompozycje są już tylko przykładem ciekawych eksperymentów. Podobnie jest w przypadku innego prekursora dodekafonii, Josefa Matthiasa Hauera. Któż dzisiaj zachwyca się jego muzyką? Muzyka mikrotonowa Aloisa Háby była ciekawym eksperymentem w zakresie eksploracji struktury interwałowej, jednak nie zapewniła mu miejsca w elicie dwudziestowiecznej sztuki dźwięku. Niełatwo byłoby dzisiaj znaleźć osobników, którzy z ekscytacją zasłuchiwaliby się w kompozycjach włoskiego futurysty Luigiego Russola, który, dzięki swoim intonarumori, chciał dokonać rewolucji w muzyce. Z drugiej strony, można wskazać przykłady artystów-innowatorów, których dzieła świetnie zniosły próbę czasu. Ich muzyka jest fascynująca nie tylko ze względu na swoją zjawiskową oryginalność. Dla współczesnych ważne jest to, że, po prostu, w taki czy inny sposób, do nich przemawia. Znawcy tematu dodaliby, że prezentuje bardzo wysoki poziom artystyczny.
W sztuce dobrym weryfikatorem jest czas. Zapewne dlatego, pomimo upływu wielu lat, twórczość tych Największych nadal nas fascynuje. Tak jest w przypadku dzieł Strawińskiego z „okresu rosyjskiego”, witalistyczno-folklorystycznych poszukiwań Bartóka czy też wariantu impresjonistycznego Debussy'ego. Rzecz jasna, w przypadku wspomnianych gigantów zawsze może znaleźć się jakiś malkontent lub konserwatysta, który będzie podważał wartość ich dokonań, dowodząc, że Wielka Muzyka skończyła się na Wagnerze i Czajkowskim. Znowu wracamy zatem do indywidualnych upodobań. Nie można jednak zapominać o jednym – na przestrzeni wieków „uczeni w piśmie” wypracowali różne metody analizy dzieła muzycznego, dzięki którym możemy w bardziej zobiektywizowany sposób podejść do tematu. Całkiem nieźle sprawdza się to nie tylko na polu sztuki dźwięku, ale także w przypadku innych form aktywności artystycznej.
_________________
RateYourMusic/mahavishnuu
AstralnaOdysejaMuzyczna
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
mahavishnuu
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 09 Wrz 2011
Posty: 4092
Skąd: Opole

PostWysłany: 31.05.2020, 19:26    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

ROZWÓJ MODERNIZMU – TWÓRCY, DZIEŁA, INNOWACJE (1900-1930)

CZĘŚĆ 3

MODERNIZM – WIELOBARWNA KRAINA DŹWIĘKÓW

IGOR STRAWIŃSKI – OGNISTY PTAK (1910)


Gdyby Eduard Hanslick dożył czasów eksperymentów Varèse'a i schönbergowskiej dodekafonii, zważywszy na jego konserwatywne zapatrywania, zapewne byłby zszokowany i zgorszony ewolucją muzyki. Do tej pory europejska kultura i sztuka były oparte na pitagorejsko-platońskiej i biblijnej wizji świata i człowieka. Tymczasem w dobie modernizmu przewartościowaniu podlegają najbardziej fundamentalne zagadnienia, zmienia się nawet znaczenie terminu „muzyka”. W nowej epoce muzykę zaczęto wiązać z emocjonalnym i umysłowym nieuporządkowaniem, eksponowano takie jej cechy, jak: nieokreśloność, niezrozumiałość, mglistość. Wassily Kandinsky, wywodząc swoje poglądy z filozofii Nietzschego, proponował „przewartościowanie wartości”. Wedle tego konceptu sztuka miała powstawać „poza pięknem i brzydotą”. Do tej pory pozytywnym punktem odniesienia było to, co piękne, uporządkowane i harmonijne. Kandinsky uważał, że należy dowartościować to, co wydaje się chaotyczne, nieuporządkowane i kojarzy się z „brzydotą”. W sferze muzycznej postulował zgłębianie zjawisk audytywnych, które do tej pory nie były podejmowane. Wielce wpływowy Theodor W. Adorno, snując rozważania na temat przeobrażeń w obrębie sztuki dźwięku, sugestywnie zwerbalizował ducha swojej epoki. Wedle niego nowa sztuka o „metafizycznej sile ekspresji” powinna wnosić chaos w porządek i być wyzwolona z tradycyjnych idei piękna, prawdy i dobra. Rzecz jasna nie wszyscy twórcy kontestowali świat starych wartości. Igor Strawiński bynajmniej nie miał zamiaru odrzucać klasycznych ideałów piękna, które kojarzyły mu się choćby z eufonicznym brzmieniem i wypracowanymi wzorcami w zakresie kontrapunktu. Jego strategia artystyczna wypracowana w okresie neoklasycznym w istocie sprowadzała się do twórczej syntezy „starego” z „nowym”. Dzisiaj nie mamy już żadnych wątpliwości - muzyczny modernizm był jedną z największych rewolucji w dziejach sztuki dźwięku. Podejrzewam, że niejeden „uczony w piśmie” skłaniałby się nawet do tego, że największą. Swoich zwolenników miałyby również inne wielkie przełomy. Przypomnijmy dwa, które zapewne byłyby największą konkurencją dla interesującego nas tematu: rewolucję barokową na przełomie XVI i XVII wieku oraz nurt awangardowy po II wojnie światowej. W kontekście modernizmu trzeba wspomnieć jeszcze o jednej, nader istotnej kwestii. Rzecz w tym, aby uchwycić zjawisko w odpowiednich proporcjach. Z dzisiejszej perspektywy, zmiany z odległej przeszłości mogą dla współczesnego słuchacza nie być już tak spektakularne i oczywiste. Niektóre wątki mogą się zacierać lub zupełnie uciekać. W XXI wieku różnice między późnym neoromantyzmem a impresjonizmem nie są już tak wyraziste, jak w pierwszych dekadach XX wieku. Podobnie byłoby w przypadku innych epok. Weźmy na tapetę choćby wieki średnie. Ze średniowiecznych traktatów muzykologicznych można się dowiedzieć, jak ludzie z okresu ars nova (circa 1315-1380) postrzegali muzykę ars antiqua (circa 1170-1315). Wedle ich ujęcia zmiany, które się dokonywały, były wręcz fundamentalne. Muzyka sprzed 50 lat była im zupełnie obca. Pisali wręcz, że nie da się jej już słuchać. O tej perspektywie warto pamiętać, choćby dlatego, aby nie popełnić błędu ahistorycznego myślenia.

Modernizm był wielobarwną krainą dźwięków. W owym czasie wypracowano nowe koncepcje instrumentacji, wydatnie wzbogacając paletę brzmieniową. Wrażenie różnorodności uwydatniają nowe techniki kompozytorskie oraz niespotykany wcześniej nacisk na indywidualizację. Warto podkreślić nie tylko głębokość przeobrażeń, ale także niezwykłą dynamikę. W świecie nowych wartości estetycznych szybko krystalizowały się nowatorskie koncepcje muzyczne: wyzwolony dysonans, swobodna atonalność, sprechgesang, klangfarbenmelodie, aforystyczna narracja, dodekafonia. Wszystkie powyższe przykłady są związane z jednym nurtem muzycznym – II Szkołą Wiedeńską. Inne również generowały nowe idee, które wydatnie wzbogaciły krajobraz muzyczny epoki (np. impresjonizm, witalizm). Nie sposób byłoby wskazać w przeszłości formację estetyczną, która z równą siłą przeorałaby muzykę artystyczną, gruntownie zmieniając jej oblicze. Uwagę zwraca pokaźna ilość wybitnych twórców, różne kierunki, style i szkoły. Wszystkie, w mniejszym lub większym stopniu, wzbogaciły dorobek swojej epoki. Przypomnijmy pokrótce najważniejsze. Impresjonizm (Debussy, częściowo Ravel, de Falla, Roussel, Dukas). Różne oblicza przybrał ekspresjonizm: radykalny odłam wiedeński (Schönberg, Berg, Webern), który później kontynuował swoje eksploracje w obrębie nowej techniki kompozytorskiej – dodekafonii. Ekspresjonizm słowiański w wersji mistyczno-ekstatycznej reprezentował Skriabin, czasami ocierał się o niego Szymanowski (pod koniec pierwszego okresu twórczości). W pewnym momencie zagłębił się w niego również Richard Strauss („Salome”, „Elektra”). Na niemieckiej scenie muzycznej powiewem świeżości była Neue Sachlichkeit (Hindemith). Zróżnicowanym nurtem był witalizm, w którym pojawiały się różne tendencje: awangardowe, neoklasyczne, folklorystyczne (Strawiński, Prokofiew, Bartók). Wielu kompozytorów poruszało się w obrębie estetyki neoklasycznej, przy czym warto zaznaczyć, że był to ruch dość urozmaicony (Strawiński, Hindemith, Poulenc). Nową wartością był nurt muzyki artystycznej w Stanach Zjednoczonych. W tym kontekście kłaniają się przede wszystkim dwie wybitne postacie - wyrosły na gruncie amerykańskiego transcendentalizmu, Charles Ives oraz inny nowator, Edgard Varèse. Sporo kolorytu wnosił rozwój szkół narodowych. Wymieńmy najbardziej charakterystyczne i znaczące ośrodki: Rosja, Węgry, Włochy, Hiszpania, USA, Francja, Niemcy, Finlandia, Polska. To tylko szkicowe ujęcie tematu, bo przecież ciekawych zjawisk było znacznie więcej (np. awangarda radziecka z lat 20., włoski bruityzm, muzyka mikrotonowa). Można wspomnieć jeszcze o „Les Six” (m.in. Honegger, Milhaud), która powstała w opozycji wobec impresjonizmu i ekspresjonizmu.

Dobrym zwieńczeniem tego wątku będzie jeden z przełomowych utworów Nowej Muzyki. Jeśli ktoś chciałby zapoznać się z muzyką „poważną” XX wieku, to właśnie „Ognisty ptak” Igora Strawińskiego jest dobrą furtką do tej krainy. A propos dzieła Strawińskiego - mała ciekawostka związana z Robertem Frippem, którego muzyką poważną zainteresował nauczyciel w szkole średniej:

To on odkrył przede mną subtelności i wdzięk muzyki poważnej. Przedstawił nam wszystko, od „Ognistego ptaka” - Strawińskiego po symfonię „Z Nowego Świata” - Dvořáka. Dziś są to moje ulubione utwory, ale wtedy, słuchając „Ognistego ptaka” zwijałem się ze śmiechu.

Nie znalazłem na You Tube interpretacji, które chciałem umieścić. W pierwszej kolejności byłyby to wersje Bouleza i samego kompozytora, który często udzielał się jako dyrygent – kłania się potężne 22-płytowe wydawnictwo „Works Of Igor Stravinsky”. Warto do niego dotrzeć!

Niech będzie zatem:

Igor Strawiński - Ognisty ptak (1910) - Ernest Ansermet / New Philharmonia Orchestra:

https://www.youtube.com/watch?v=y55usKsULdw
_________________
RateYourMusic/mahavishnuu
AstralnaOdysejaMuzyczna
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
mahavishnuu
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 09 Wrz 2011
Posty: 4092
Skąd: Opole

PostWysłany: 08.06.2020, 17:21    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

ROZWÓJ MODERNIZMU – TWÓRCY, DZIEŁA, INNOWACJE (1900-1930)

CZĘŚĆ 4

MIĘDZY NEOROMANTYZMEM A IMPRESJONIZMEM – WARIANT HISZPAŃSKI

Enrique Granados - Goyescas (1909-1911)
Isaac Albéniz - Iberia (1905-1907)


W sztuce szalenie trudno jest wskazać konkretną cezurę oddzielającą dwie epoki. Z reguły jest to skomplikowany, wielowarstwowy proces o charakterze ewolucyjnym. Z perspektywy czasu łatwiej jest uszeregować różne zjawiska, postacie i wydarzenia, bowiem wykrystalizowały się już w osobny byt. Enrique Granados i Isaac Albéniz tak na dobrą sprawę należą do świata neoromantyzmu, jednak my jesteśmy jeszcze w pierwszej dekadzie XX wieku, kiedy nowe tendencje dopiero się wykluwają. Jako że w ich muzyce zauważalne są już przebłyski nowego myślenia, postanowiłem włączyć ich do tego cyklu. W przypadku Granadosa chodzi przede wszystkim o wzmożone zainteresowanie hiszpańską muzyką ludową, z kolei z Albénizem wiążą się dwa istotne zjawiska – wspomniany folklor z Półwyspu Iberyjskiego oraz rozwój faktury pianistycznej połączony z pierwiastkami kojarzącymi się z impresjonizmem.

Zacznijmy od Granadosa, który nieco mocniej związany był ze starą epoką romantyzmu. Być może osiągnąłby więcej, gdy jego życie nie zostało nagle przerwane. Wracając z amerykańskiego tournée do Europy, zginął razem z żoną na statku „Sussex”, storpedowanym przez niemiecką łódź podwodną w Kanale La Manche. Zdecydowanie najbardziej znanym utworem Granadosa jest cykl impresyjnych poematów fortepianowych „Goyescas”, noszący podtytuł „Los Majos Enamorados”. Obok „Iberii” Isaaca Albéniza jest zaliczany do największych arcydzieł hiszpańskiej muzyki fortepianowej. Przede wszystkim jest to dzieło na wskroś narodowe. Ujawnia się w nim nowe podejście do materiału o proweniencji ludowej. Autor nie cytuje dosłownie melodii, tworzy wyrafinowane stylizacje. Muzyka obfituje w różne nastroje, fragmenty niezwykle dynamiczne i ekspresyjne o wirtuozerskim charakterze są przeplatane spokojnymi, kojarzącymi się nieco z nokturnem.

Isaac Albéniz był jednym z najwybitniejszych wirtuozów swojej epoki, znany był również z tego, że był znakomitym improwizatorem. W ostatnim okresie swojej twórczości udatnie połączył tradycje muzyki neoromantycznej, hiszpańskiego folkloru i impresjonizmu. Różnorodne, nie pozbawione rysu indywidualizmu, nawiązania do kultury iberyjskiej sprawiły, że jego muzyka nabrała idiomatycznego charakteru. Albéniz lubował się w stylizacji melodii i tańców, takich jak: jota („Suita hiszpańska”), malagueña i rondeña („Iberia”), seguidilla („Chants d'Espagne”), zortzico („España”). Często sięgał po rodzimą rytmikę, na przykład tańców hiszpańskich, interesował się również flamenco, którego echa pobrzmiewają w niektórych kompozycjach. Wzmożone zainteresowanie folklorem własnego kraju rozbudził w nim poznany w Barcelonie Felipe Pedrell, który postulował odrodzenie muzyki narodowej. Uruchomiło to nową dynamikę rozwoju hiszpańskiej sceny muzycznej, bowiem podobne ideały przyświecały praktycznie wszystkim czołowym kompozytorom kraju Cervantesa (Granados, de Falla, Turina). „Iberia” to rozbudowany cykl czterech tryptyków fortepianowych. Bez wątpienia jest to magnum opus w dorobku Albéniza, jak dla mnie, całej muzyki hiszpańskiej tej epoki. Poszczególne części są de facto samodzielnymi poematami muzycznymi. Elementem wspólnym jest geografia, kultura i folklor różnych regionów państwa hiszpańskiego. „Iberia” jest dziełem jeszcze bardziej malarskim niż „Goyescas”. Albéniz twórczo wyzyskał zdobycze impresjonizmu i rozwinął fakturę fortepianową. Nie ma w tym nic dziwnego, zważywszy że sam był doskonałym pianistą. Wprawdzie czasami słychać, że nadal jest pod wpływem pianistyki Liszta, jednak potrafi przekuć to na bardziej indywidualny ton wypowiedzi. Chętnie sięga do skarbnicy hiszpańskiej kultury ludowej. Uwagę zwracają nietypowe efekty imitujące dźwięki gitary i kastanietów. W niemałym stopniu buduje to tożsamość tej niezwykłej muzyki. „Iberia” cieszy się wprawdzie wielką estymą w artystycznym świecie, jednak nie jest zbyt często wykonywana. Powody są dwa. Po pierwsze, jest to dzieło niezwykle rozbudowane – całość trwa circa 83 minuty. Po wtóre, stawia ogromne wymagania przez pianistami. „Goyescas” i „Iberię” nagrała wybitna pianistka hiszpańska Alicia de Larrocha. Obydwie interpretacje są wysoko cenione przez melomanów. Sam najchętniej wracam do jej nagrań. Polecam!

Enrique Granados – Goyescas (1909-1911) – Alicia de Larrocha:

https://www.youtube.com/watch?v=6Tg1MKyGTKs

Isaac Albéniz – Iberia (1905-1907) – Alicia de Larrocha:

https://www.youtube.com/watch?v=V87biDpMPt4
_________________
RateYourMusic/mahavishnuu
AstralnaOdysejaMuzyczna
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
mahavishnuu
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 09 Wrz 2011
Posty: 4092
Skąd: Opole

PostWysłany: 15.06.2020, 12:00    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

ROZWÓJ MODERNIZMU – TWÓRCY, DZIEŁA, INNOWACJE (1900-1930)

CZĘŚĆ 5

MIĘDZY NEOROMANTYZMEM A MODERNIZMEM

GUSTAW MAHLER – VIII SYMFONIA (1906)


Gustaw Mahler zazwyczaj kojarzy nam się z końcem neoromantyzmu, nie brak jednak opinii, że, po części, jego twórczość wpisuje się już w nową, dwudziestowieczną estetykę. Oddzielmy zatem „stare” od „nowego”. Do neoromantyzmu zaliczyć wypada mahlerowski świat dźwięków. Autor „VIII Symfonii” tkwił wszak mocno w systemie funkcyjnym dur-moll. W tym względzie eksploracje Straussa były na pewno bardziej radykalne – przede wszystkim kłaniają się opery „Salome”(1905) i „Elektra” (1908), choć i on odbijał się najczęściej od ściany i ostatecznie nie zdecydował się zrobić decydującego kroku do przodu (vide niespodziewany tradycjonalizm jego następnej opery „Kawaler Srebrnej Róży” i dalsze poczynania). Mahler nie był zainteresowany emancypacją dysonansu, przyznawał wprost, że nie rozumie radykalnych eksperymentów Schönberga. Do młodszego kolegi po fachu odnosił się jednak z szacunkiem, niejednokrotnie pomagając mu w różnych sytuacjach. Na gruncie techniki kompozytorskiej Mahler należy do „starego świata”. Gdzie mamy zatem szukać przesłanek myślenia modernistycznego? Objawia się ono najczęściej na dwóch obszarach. Pierwszy jest związany z nową organizacją materiału tematycznego, czy też szerzej, narracją. Austriacki kompozytor niezwykle świadomie kształtuje architektonikę swoich utworów. Właśnie ten typ myślenia o formie znajdzie swoich kontynuatorów w przyszłości. Nie inaczej będzie w przypadku innych wątków związanych z narracją – kłania się choćby specyficzne zderzenie idiomów bardzo odległych od siebie. Dobrym przykładem w tym względzie niech będzie III Symfonia, w której pojawiają się obok siebie: muzyka żałobna, marsze, muzyka cyrkowa. Mahler świadomie włącza do swojego arsenału stylistycznego muzykę popularną, co zresztą było różnie odbierane przez krytyków i słuchaczy. Z czasem dostrzeżono świeżość tego zabiegu i, co istotne, nierzadko podobnie robili to artyści z kolejnych generacji. Drugim modernistycznym tropem jest pewien specyficzny sposób myślenia o kompozycji. Absolutne przekonanie o autonomicznej wartości sztuki. Warto zwrócić szczególnie uwagę na jego podejście do jakże kontrowersyjnego tematu: Dzieło zamknięte, czy dzieło otwarte? W tym kontekście ważna byłaby wiedza związana z praktykami wykonawczymi - od średniowiecza do późnego romantyzmu. W czasach przedmahlerowskich w tradycji muzyki europejskiej nie było rozpowszechnionego zwyczaju ścisłego trzymania się zapisu. Wynikało to z wielu przyczyn (np. niedoskonała lub nieprecyzyjna notacja muzyczna, istotna rola tradycji oralnej). A propos wspomnianej praktyki wykonawczej, wskażmy kilka przykładów. Niech będą to znane dzieła z epoki baroku i klasycyzmu. Georg Friedrich Händel w formie szczątkowej zapisywał partie solowe organów w swoich słynnych Koncertach organowych – w dużej mierze zdawał się na improwizatorski zmysł wykonawcy. Mozart nigdy nie wymagał, aby śpiewak w jego operach trzymał się ściśle partytury. Ważnym punktem odniesienia miała być dla niego również wiedeńska tradycja śpiewu operowego. Nie inaczej było w przypadku mozartowskich koncertów fortepianowych. W partyturze zapisana była tylko partia prawej ręki (wykonawcy pozostawiono pewien zakres swobody interpretacji). Zapisu lewej ręki nie było wcale, bowiem zgodnie z duchem tamtych czasów, nie było to potrzebne – regulowały to praktyki oralne. Dopiero u Beethovena zaczyna krystalizować się typ myślenia, który w prostej linii doprowadzi nas do „dzieła zamkniętego”. Ostatecznie ów koncept zmaterializuje się w praktyce dyrygenckiej Mahlera. Bohater tego tekstu był zdecydowanym rzecznikiem zamkniętego, perfekcyjnego charakteru kompozycji. Kiedy przejął stery Opery wiedeńskiej, wprowadził rygorystyczny nakaz ścisłego trzymania się zapisów w partyturze. Istotne jest to, że mocą swojego autorytetu doprowadził do ugruntowania się koncepcji dzieła zamkniętego. Taki właśnie model zdominuje praktykę wykonawczą w XX wieku, choć warto pamiętać o zmianach, które postulowała po II wojnie światowej ówczesna awangarda (np. koncepcja dzieła ruchomego).

Jako wizytówkę postanowiłem wybrać VIII Symfonię. Z dwóch względów. Pierwszy jest banalny - to mój ulubiony utwór tego kompozytora. Po wtóre, jest ciekawym przykładem syntezy wielkich form muzycznych - symfonii, kantaty i oratorium. Po premierze znawcy tematu długo roztrząsali, czy mamy tu do czynienia z symfonią, potężną kantatą, a może oratorium? Tymczasem Mahler nazwał ją „swoją mszą”. Wręcz porażający jest monumentalizm tego dzieła. Do historii przeszła premiera VIII Symfonii, która miała miejsce w Monachium 12 września 1910 roku. W koncercie udział wzięło 858 śpiewaków i 171 instrumentalistów. Nic dziwnego, że wkrótce zyskała podtytuł „Symfonia Tysiąca”. Jeśli ktoś z Was jeszcze nie słyszał tego dzieła, serdecznie zachęcam. Niezapomniane wrażenie! Pozostaje pytanie - jaka wersja? Trudny to temat. Swego czasu dużo się na ten temat naczytałem. Nie sądziłem, że miłośnicy Mahlera są w tym względzie tak bardzo podzieleni. Ze swojej strony polecę jedną z ikonicznych interpretacji.

Gustaw Mahler – VIII Symfonia (1906) - Orchester der Bayerischen Rundfunks , Rafael Kubelik:

https://www.youtube.com/watch?v=Qx6Ol3iy9uA
_________________
RateYourMusic/mahavishnuu
AstralnaOdysejaMuzyczna
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
mahavishnuu
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 09 Wrz 2011
Posty: 4092
Skąd: Opole

PostWysłany: 21.06.2020, 20:09    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

ROZWÓJ MODERNIZMU – TWÓRCY, DZIEŁA, INNOWACJE (1900-1930)

CZĘŚĆ 6

Arnold Schönberg - Verklärte Nacht (1899)


Jeśli chcielibyśmy dowiedzieć się czegoś więcej na temat muzyki z pierwszej połowy XX wieku, to nie sposób pominąć Arnolda Schönberga. Jest to postać absolutnie fundamentalna, dlatego poświecę mu aż trzy wpisy w niniejszym cyklu. Pierwszy to „Schönberg z ludzką twarzą”, a więc jego wczesne, neoromantyczne oblicze, gdy fascynował się muzyką Brahmsa, Wagnera i Mahlera. W drugim przyjrzymy się bliżej jego wcieleniu ekspresjonistycznemu, gdy eksperymentował z tzw. swobodną atonalnością. Wreszcie w trzecim, dotrzemy do najbardziej ezoterycznego etapu jego twórczości, czasu, gdy stworzył podstawy nowej techniki kompozytorskiej.

Autor „Verklärte Nacht” przyznawał, że jest wychowany na tradycji muzyki niemieckiej. W swoim eseju „Moja ewolucja” przedstawił to następująco: Kiedy poznałem Zemlinskiego byłem „wyznawcą” Brahmsa. On ogarniał swą miłością zarówno Brahmsa, jak i Wagnera, a wkrótce i ja stałem się zapamiętałym ich miłośnikiem. Nic więc dziwnego, że muzyka, którą wówczas komponowałem, odzwierciedlała wpływy obu mistrzów z domieszką Liszta, Brücknera i być może Hugona Wolfa. Dlatego właśnie w „Verklärte Nacht” konstrukcja tematyczna oparta jest na wagnerowskim modelu i sekwencji poza niespokojną harmonią z jednej strony i brahmsowską techniką – jak to nazywam – rozwijających się wariacji – z drugej strony. Brahmsowi należy również przypisać nierówność taktów. Dla wielu osób może to być zaskoczenie – awangardysta odwołuje się do tradycjonalisty, rozmiłowanego w muzyce Beethovena. Ze wszystkich postaci, które wymienił, największy wpływ miał na niego właśnie Brahms. Przede wszystkim trzeba przywołać tzw. technikę nieustannej wariacji, bez której trudno wyobrazić sobie muzyczny świat Schönberga. Bodaj najbardziej rozwinął ją w okresie dodekafonicznym, co jest kolejnym paradoksem. W przypadku tej techniki trzeba również wspomnieć o Beethovenie, bowiem to jego charakterystyczna praca tematyczna była wielce instruktywna dla Brahmsa. W rezultacie mamy do czynienia z ciekawym, ewolucyjnym rozwojem techniki kompozytorskiej.

Schönberg od samego początku wzbudzał ogromne kontrowersje. Muzyczni konserwatyści do dzisiaj trzymają się od niego z daleka. W 1900 roku, w czasie pierwszego wykonania jego zbioru pieśni, doszło do walki na pieści. Z kolei w czasie premiery „Symfonii kameralnej” wielu słuchaczy opuściło salę jeszcze w trakcie trwania utworu. Znowu nie obeszło się bez awantur. Jedna z takich bójek skończyła się ostatecznie w sądzie. Obrona wezwała lekarza, który stwierdził, że wielu słuchaczy wykazywało objawy nerwicy po wysłuchaniu muzyki Schönberga. W przypadku „Verklärte Nacht” także nie obyło się bez kontrowersji. Dzisiaj może to dziwić, bo w gruncie rzeczy utwór jest jeszcze mocno związany z estetyką neoromantyzmu. Doświadczenia muzyczne ludzi na przełomie XIX i XX wieku były jednak inne niż nasze. My, znając dobrze dorobek muzyki XX wieku, patrzymy już na tę kompozycję z zupełnie innej perspektywy. Wtedy dla wielu problemem był mocno schromatyzowany język muzyczny Schönberga. Jego eksperymenty harmoniczne trafiały na spory opór materii społecznej. „Verklärte Nacht” to z założenia muzyka programowa. Opiera się na wierszu Richarda Dehmela. Jeśli ktoś nie przepada za muzyką atonalną, dodekafonią i innymi tego typu radykalizmami, może spokojnie spróbować posłuchać tego utworu. To piękna, nastrojowa muzyka, miejscami urzekająca melodyką. Tak, tak, Schönberg może być melodyjny - kłania się choćby pierwsza część – grave.

Arnold Schönberg - Verklärte Nacht (1899) - Membres de L'Ensemble Intercontemporain - Pierre Boulez:

https://www.youtube.com/watch?v=U-pVz2LTakM
_________________
RateYourMusic/mahavishnuu
AstralnaOdysejaMuzyczna
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Okechukwu
digipack


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 2911

PostWysłany: 24.06.2020, 09:00    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Kapitalne - syntetyczne ujęcie mahavishnuu, gratulacje za pomysł i realizację. Brakuje mi tylko w części dotyczącej XIX w. paru słów na temat Louisa Moreau Gotschalka - kompozytora, który wprowadził do muzyki klasycznej wyraźnie pre-jazzowe synkopy 40 lat przed Scottem Joplinem.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Leptir
zremasterowany digipack z bonusami


Dołączył: 04 Wrz 2010
Posty: 6808

PostWysłany: 24.06.2020, 09:38    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Absolutnie się zgadzam - świetna synteza korzeni powstania muzyki dwudziestowiecznej. Czytam z przyjemnością!
_________________
„Gdy słońce kultury chyli się ku zachodowi, to nawet karły rzucają długie cienie”.
Karl Kraus
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Muzyka Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group