Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna Muzyczne Dinozaury
i ich następcy
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Album roku 1968 (edycja 2020)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 17, 18, 19 ... 21, 22, 23  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Płyty
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Leptir
zremasterowany digipack z bonusami


Dołączył: 04 Wrz 2010
Posty: 7140

PostWysłany: 16.10.2020, 09:22    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

"Karyobin" też nie jest jakimś totalnym kotłem freejazzowym - owszem, to muzyka w dużym stopniu abstrakcyjna, wymagająca koncentracji i przestawienia się na odbiór tak otwartej formy, ale nie ma w niej agresji.

Monstrualny Talerz napisał:

Myślicie, że Meinhof i Baader nasłuchali się za młodu Broztmana? Wink

W filmie Monachium jest taka scena, gdzie ten główny bohater spotyka ludźmi z RAFu i siedzą gdzieś w nocy, palą papierosy i słuchają fajnej muzyki, ale teraz nie wiem czy mi się to tylko zmyśliło czy rzeczywiście tak było w tym filmie.


Powiedziałbym raczej, że (wtedy) i Brotzmann, i ludzie z późniejszej Frakcji Czerwonej Armii mieli wspólne ideały. A tytuł płyty "Machine Gun" nie był przypadkowy...
Co do tej sceny w "Monachium" - myślę, że była wiarygodna, zresztą Spielberg jest znany z drobiazgowego oddania realiów w swoich filmach, nie sądzę, żeby w tym przypadku było inaczej.
_________________
„Gdy słońce kultury chyli się ku zachodowi, to nawet karły rzucają długie cienie”.
Karl Kraus


Ostatnio zmieniony przez Leptir dnia 16.10.2020, 09:31, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
akond
szpula


Dołączył: 04 Wrz 2020
Posty: 97
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 16.10.2020, 09:27    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Jarman jest i na Spotify, to wydał Delmark.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
RoryGallagher
maxi-singel kompaktowy


Dołączył: 11 Cze 2017
Posty: 732
Skąd: Gdańsk

PostWysłany: 16.10.2020, 09:43    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Monstrualny Talerz napisał:
Ja bym określił MitS i FdK jako "wstępne do przełomowości" Wink


Wbrew indywidualnym przekonaniom, faktem pozostaje, że właśnie to były pierwsze albumy Davisa, na których pojawiło się zelektryfikowane instrumentarium. Był to niewątpliwie przełom i dla samego Milesa, i dla jazzu czy całej muzyki ogółem. Właśnie tutaj, ale też na "Baiyina (The Clear Evidence)" Pata Martino i pewnie jeszcze z kilku mniej udanych próbach innych twórców, o których mało kto pamięta, narodziło się fusion. Nie na "Bitches Brew" i nawet nie na "In a Silent Way", ale właśnie wtedy.
_________________
Recenzje | RYM
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Bednaar
zremasterowany digipack z bonusami


Dołączył: 11 Kwi 2007
Posty: 5155
Skąd: Łódź

PostWysłany: 16.10.2020, 09:51    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

RoryGallagher napisał:


Wbrew indywidualnym przekonaniom, faktem pozostaje, że właśnie to były pierwsze albumy Davisa, na których pojawiło się zelektryfikowane instrumentarium. Był to niewątpliwie przełom i dla samego Milesa, i dla jazzu czy całej muzyki ogółem. Właśnie tutaj, ale też na "Baiyina (The Clear Evidence)" Pata Martino i pewnie jeszcze z kilku mniej udanych próbach innych twórców, o których mało kto pamięta, narodziło się fusion. Nie na "Bitches Brew" i nawet nie na "In a Silent Way", ale właśnie wtedy.


Pierwsza płyta jazz-rockowa w historii to płyta kapeli w której grał Larry Coryell, The Free Spirits - Out of Sight and Sound (1967).
_________________
Jazz washes away the dust of every day life. Art Blakey
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
RoryGallagher
maxi-singel kompaktowy


Dołączył: 11 Cze 2017
Posty: 732
Skąd: Gdańsk

PostWysłany: 16.10.2020, 10:18    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

To raczej jazz rock, a nie fusion. A będąc bardziej precyzyjnym - rock psychodeliczny z wpływami jazzu.
_________________
Recenzje | RYM
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Bednaar
zremasterowany digipack z bonusami


Dołączył: 11 Kwi 2007
Posty: 5155
Skąd: Łódź

PostWysłany: 16.10.2020, 10:36    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

W zasadzie tak, ale myślę, że teraz z perpektywy czasu i później wydanych płyt tak dla nas brzmią te nagrania. Spotkałem się z wieloma opiniami, że z chronologicznego punktu widzenia Larry Coryell był prekursorem nurtu jazz-rock/fusion. Zresztą w swoim poprzednim poście użyłem właśnie określenia jazz-rock, a nie fusion Wink
_________________
Jazz washes away the dust of every day life. Art Blakey
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
RoryGallagher
maxi-singel kompaktowy


Dołączył: 11 Cze 2017
Posty: 732
Skąd: Gdańsk

PostWysłany: 16.10.2020, 10:59    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

A ja pisałem o fusion Wink Davis i Martino byli jednymi z pierwszych muzyków, którzy wychodząc od jazzu zaproponowali taką mieszankę. W przypadku Free Spirits punktem wyjścia był rock - utwory mają piosenkowe struktury, a nie charakter jazzowych improwizacji. Oczywiście nie przeczę, że "Out of Sight and Sound" też był przełomowym wydawnictwem dla łączenia rocka z jazzem. Jedynie nie uważam, że jego istnienie przeczy przełomowości wspomnianych wyżej albumów z 1968 roku, na których fuzja tych gatunków przybrała kompletnie inną formę. A swoją drogą, Miles także zaczął eksperymentować z łączeniem tych rzeczy już w 1967 roku, bo wtedy nagrał "Circle in the Round" i parę innych utworów, które niestety ukazały się wiele lat później.
_________________
Recenzje | RYM
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
gharvelt
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 14 Kwi 2014
Posty: 4600
Skąd: Kraków

PostWysłany: 16.10.2020, 11:07    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Leptir napisał:
"Karyobin" też nie jest jakimś totalnym kotłem freejazzowym - owszem, to muzyka w dużym stopniu abstrakcyjna, wymagająca koncentracji i przestawienia się na odbiór tak otwartej formy, ale nie ma w niej agresji.


Dobrze ujęte. Poznałem wczoraj, lecz niestety, zmęczyła mnie ta płyta. Chyba zbyt abstrakcyjna, zresztą do europejskiego free akurat mam stosunek pewnie zbliżony do podejścia Talerza. Z płyt, które wskazał akond, tak naprawdę przepadam tylko za:

akond napisał:
Jazz Composer's Orchestra, the - The Jazz Composer's Orchestra


Tymczasem jeszcze wczoraj wieczorem, sięgnąłem po inny krążek jazzowy:

Szabo, Gabor - Dreams

Też wykonawca pochodzący z Europy, choć wydawał w USA. Tutaj zupełnie inna stylistyka - delikatny, gitarowy jazz z wpływami folkowymi. Polecam Ferris Wheel. Album bywa też zaliczany do third stream ze względu na podjęte próby łączenia jazzu z klasyką. Szabo sięgnął do kompozycji Manuela de Falli, co słychać m.in. w kawałku Song of Injured Love.
_________________
Tego słucham | Moje TOP 300
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
mahavishnuu
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 09 Wrz 2011
Posty: 4170
Skąd: Opole

PostWysłany: 16.10.2020, 11:23    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

A propos ciemnej strony 1968 roku i Baader-Meinhof. Gwoli sprawiedliwości, pamiętajmy o genezie tego zjawiska. W latach 1967-1968 rozkręcono spiralę przemocy. W dużym stopniu była to wina opresyjnej polityki państwa zachodnioniemieckiego. Brutalne pobicia demonstrantów, zamordowanie Ohnesorga, próba tuszowania tej sprawy, uniewinnienie policjanta, który dokonał zbrodni, oszczercza kampania w mediach (wyjątkowo paskudnie zachowywał się szmatławiec „Bild”), zamach na Rudiego Dutschke. Zbrodniczy czyn prawicowego ekstremisty, Josefa Bachmanna, to w dużym stopniu „zasługa” Springera i jego mediów. Kolejne lata to już bezwzględna walka. Obydwie strony łamały prawo, miały krew na rękach. To dość skomplikowana i niejednoznaczna sytuacja. Zazwyczaj jednym tchem wymienia się obok siebie Andreasa Baadera i Ulrike Meinhof. Tymczasem to były zupełnie inne typy osobowości, mieli inną wizję walki, odmienne priorytety, przykłady można mnożyć. Baader był niezłym skurczybykiem, natomiast Meinhof to postać tragiczna.

Wracając do głównego tematu – jeśli chodzi o początki fusion, to pamiętajmy również o „Recorded Live at the Monterey Jazz Festival”, Johna Handy'ego. Album nagrany jesienią 1965 roku. Na nim również możemy wychwycić pierwociny estetyki fusion. W kontekście tego wątku, Miles kojarzy mi się trochę z King Crimson. Davis (fusion) i Karmazynowy Król (rock progresywny) nie byli prekursorami, jednak w dużym stopniu to dzięki nim wykrystalizowała się dojrzała formuła muzykowania w obrębie gatunku. Ich arcydzieła nagrane w 1969 roku („In The Court Of The Crimdon King”, In A Silent Way”, „Bitches Brew”) były ważnym punktem odniesienia dla muzyków, którzy chcieli uderzyć w podobnym kierunku.
_________________
RateYourMusic/mahavishnuu
AstralnaOdysejaMuzyczna
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
RoryGallagher
maxi-singel kompaktowy


Dołączył: 11 Cze 2017
Posty: 732
Skąd: Gdańsk

PostWysłany: 16.10.2020, 11:47    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Oczywiście, "Recorded Live at the Monterey Jazz Festival” to płyta bardzo wizjonerska, którą można uznać za prekursora fusion. Ale chyba jednak trudno uznać ją za inspirowaną rockiem, który de facto sam dopiero się kształtował. Co w sumie jeszcze lepiej świadczy o kreatywności grających tam muzyków - nie mając właściwie czym się inspirować, stworzyli muzykę, która momentami przypomina późniejsze dokonania Davisa, Mahavishnu Orchestra czy nawet King Crimson z okresu 72-74. Rzecz jednak w tym, że to raczej Miles był pierwszym jazzmanem, który faktycznie czerpał inspirację z rocka, przyznając się - nie tylko w wypowiedziach, ale i swoją muzyką - do fascynacji Hendrixem. Nawet tytuł "Miles in the Skies" jest parafrazą klasyka Beatlesów. I w tym kontekście wciąż można uznać go za prekursora, a nie jedynie kogoś, kto nadał temu nurtowi ostatecznego kształtu.
_________________
Recenzje | RYM
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Okechukwu
japońska edycja z bonusami


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 3336

PostWysłany: 16.10.2020, 12:19    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

To nie temat na dyskusję tutaj, ale czy nagrania Graham Bond Organisation z połowy lat 60, nie były najwcześniejszymi pierwocinami jazz-rocka? Z innej strony niż u Milesa - bo punktem wyjścia był rhythm'n'blues, a nie jazz, no i rock był jeszcze w powijakach, ale jednak jak słucham np. "Spanish Blues", to wg mnie jest to jazz-rock!
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
RoryGallagher
maxi-singel kompaktowy


Dołączył: 11 Cze 2017
Posty: 732
Skąd: Gdańsk

PostWysłany: 16.10.2020, 12:30    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Coś w tym jest, w końcu u Bonda grali John McLaughlin, Jack Bruce, Ginger Baker, Dick Heckstall-Smith i Jon Hiseman - muzycy, którzy w późniejszych latach grali jazz lub przynajmniej się nim inspirowali. Mam na myśli, ze skoro Bond otaczał się muzykami o takich aspiracjach, to ten jazz musiał i w jego twórczości się pojawić. Zresztą jak Hecstall-Smith i Hiseman dołączyli do Johna Mayalla na "Bare Wires", to też skierowali jego muzykę w nieco jazzowym kierunku. A Bruce i Baker wnieśli przecież inspirowane jazzem improwizacje do koncertów Cream.
_________________
Recenzje | RYM
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
mahavishnuu
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 09 Wrz 2011
Posty: 4170
Skąd: Opole

PostWysłany: 16.10.2020, 13:42    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

RoryGallagher napisał:
Oczywiście, "Recorded Live at the Monterey Jazz Festival” to płyta bardzo wizjonerska, którą można uznać za prekursora fusion. Ale chyba jednak trudno uznać ją za inspirowaną rockiem, który de facto sam dopiero się kształtował.

W przypadku Handy'ego pisałem o embrionalnej formie fusion, nie jazz rocka. Jak wiesz, rock nie musi być elementem składowym fusion.


RoryGallagher napisał:

Rzecz jednak w tym, że to raczej Miles był pierwszym jazzmanem, który faktycznie czerpał inspirację z rocka, przyznając się - nie tylko w wypowiedziach, ale i swoją muzyką - do fascynacji Hendrixem. Nawet tytuł "Miles in the Skies" jest parafrazą klasyka Beatlesów. I w tym kontekście wciąż można uznać go za prekursora, a nie jedynie kogoś, kto nadał temu nurtowi ostatecznego kształtu.

Przed Davisem rockiem mocno inspirował się Larry Coryell. W jego przypadku różnie to bywało. Czasami mocno grawitował w stronę jazz rocka, innym razem bardziej przypominało to fusion. Tak czy inaczej, jego formacja The Free Spirits to dobry przykład na wczesne koligacje jazzu z rockiem. Circa w 1967 roku w zalążkowej formie słychać to również w twórczości The Gary Burton Quartet (vide „Duster”). W tym samym czasie pojawił się Jeremy & The Satyrs, flecisty Jeremy'ego Steiga i kwartet The Fourth Way, pianisty Mike'a Nocka.
_________________
RateYourMusic/mahavishnuu
AstralnaOdysejaMuzyczna
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Monstrualny Talerz
remaster


Dołączył: 24 Maj 2017
Posty: 2211

PostWysłany: 16.10.2020, 15:07    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

W tamtych czasach Elektryfikacja szła jeszcze powoli...

Bardzo fajny jest Eddie Harris The Electrifying Eddie Harris - choć nazwa jest tu zwodnicza, prądu jak na lekarstwo, nie mniej pewien klimat "obyczajowej swobody" już jest, u mnie będzie wysoko.

Ciekawostką jest płyta Jean Luc Ponty More Than Meets the Ear - niby bop, ale w momentach gdzie wchodzą skrzypce już robi się ciekawie.

Donald Byrd - Slow Drag - pierwszy kawałek już mocno bujający i zdradzający co będzie się działo w przyszłości. Reszta płyty choć jeszcze bopowa to i tu już wyczuwa się "nowe". No i ta dziewczyna na okładce również ani trochę nie pasuje do poważnych panów w garniakach z okładek lat poprzednich.

Rory prosiłbym o dopisanie Ponty`ego i Byrda do listy, fenks.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Monstrualny Talerz
remaster


Dołączył: 24 Maj 2017
Posty: 2211

PostWysłany: 16.10.2020, 15:14    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

A w ogóle to fajnie sobie pogrzebać na listach Billboardu z 1968 r. co tam królowało na listach, o ile rozumiem wychodziło w soboty, więc wpisując odpowiednią datę ukazuje się to wydanie. Eddie Harris nieźle sobie radził! Ramsey Lewis również zestawieniu, Buddy Rich i tak dalej, wiele fajnych ciekawostek.



https://books.google.pl/books?id=_0QEAAAAMBAJ&pg=PA33&dq=billboard+1968+december+21&hl=pl&sa=X&ved=2ahUKEwi3qImrjLnsAhXPjKQKHYfdBdkQ6AEwAHoECAMQAg#v=onepage&q=billboard%201968%20december%2021&f=false
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Płyty Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 17, 18, 19 ... 21, 22, 23  Następny
Strona 18 z 23

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group