Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna Muzyczne Dinozaury
i ich następcy
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Album roku 1968 (edycja 2020)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 18, 19, 20, 21, 22, 23  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Płyty
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Monstrualny Talerz
remaster


Dołączył: 24 Maj 2017
Posty: 2211

PostWysłany: 16.10.2020, 15:18    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

I właśnie z tejże listy Sergio Mendes Fool On The Hill do naszej brazylijskiej kolekcji - doskonała piosenka, a dziewczyny w tym teledysku absolutnie urocze:

https://www.youtube.com/watch?v=qFe0sc8XW94

cała płyta również fajna i można dopisać (a nawet i posłuchać!)

Sergio Mendes & Brasil 66 - The Fool On The Hill
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Crazy
longplay


Dołączył: 19 Sie 2019
Posty: 1335

PostWysłany: 16.10.2020, 21:22    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

O jazzie z tego okresu nie mam nic mądrego do powiedzenia, więc mogę się chętnie pokłócić o mój ulubiony zespół Wink

Monstrualny Talerz napisał:
Ta sama sprawa z The Doors - przeboje rewelacja, ale reszta albumu do skipowania.

Niestety generalnie nie ma się co kłócić: to nie jest zbyt udany album i cierpi na tę sasa-do-lasowość, którą wytykałeś i innym klasykom (i z czym się generalnie zgadzam); przynajmniej nie jest za długi Wink
Natomiast skipowanie? Ja osobiście skipowałbym Five To One, bo po prostu nie lubię tego utworu, ale zakładam daleko idącą subiektywność tego antywyboru (znam fanów Doorsów, dla których to jest majstersztyk niemal numer jeden). Ja z pewnością od tej agresywnej doorsowskiej estetyki wolę tę bardziej muzykalną i "ładną", a na tej płycie są pod tym względem perełki: przede wszystkim oczywiście Yes, The River Knows - wspaniała kompozycja, aranżacyjnie pięknie rozegrana między gitarą a pianinem - utwór lepszy od wieelu hiciorów, wręcz umieściłbym go w doorsowej czołówce. Z drugiej (ale nie tak bardzo znowu drugiej) strony bardzo lubię My Wild Love, niby dzikie i szamańskie, a nie "ładne", ale jednak: wokal Morrisona jest tu przepiękny, a chórki zaskakująco jednak estetyczne, a przeszkadzajki wchodzą bardzo gładko, żadnej dźwiękowej szarpaniny.

Kłopot z tą płytą, że między tymi klimatami piosenkowymi (Love Street, River), teatralno-protestsongowymi (Soldier, Five), szamańskimi (Not To Touch, My Wild Love), klimatycznymi (Wintertime, Summer), etnicznymi (Spanish Caravan) i nie wiem jakimi jeszcze, nie zachodzi żadne istotne połączenie, w każdym razie ja tam "chemii" między elementami nie odnajduję. Stąd o ile nie ma tam utworów, które chciałbym skipować, o tyle najchętniej rozparcelowałbym je na rózne składanki, co zresztą zrobiłem (nie mam tej płyty, tylko przegrałem różne utwory na różne kasety).
Co nie przeszkodzi mi oddać godziwy na nią głos Wink
_________________
jeżeli nam zabraknie sił
zostaną jeszcze morze i wiatr
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Freefall
zremasterowany digipack z bonusami


Dołączył: 18 Lut 2012
Posty: 5558

PostWysłany: 16.10.2020, 21:35    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Crazy napisał:
Co nie przeszkodzi mi oddać godziwy na nią głos


I to chyba pierwsza płyta Doorsów, która dostanie ode mnie punkty w naszych plebiscytach Shocked.
Następne albumy nie są złe, wręcz przeciwnie, ale przy tak kosmicznej konkurencji musiały wylądować poza 40.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Crazy
longplay


Dołączył: 19 Sie 2019
Posty: 1335

PostWysłany: 16.10.2020, 21:37    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Yyyyyyyyyyyyyy? Shocked To, co piszesz, przekracza granice moich możliwości. Czyli że NA CO nie głosowałeś?
_________________
jeżeli nam zabraknie sił
zostaną jeszcze morze i wiatr
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Freefall
zremasterowany digipack z bonusami


Dołączył: 18 Lut 2012
Posty: 5558

PostWysłany: 16.10.2020, 21:50    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Nie znasz ich dyskografii? Wink

Na:
Soft Parade
Morrison Hotel
L.A. Woman


PS. No i oczywiście Other Voices i Full Circle Smile
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Crazy
longplay


Dołączył: 19 Sie 2019
Posty: 1335

PostWysłany: 16.10.2020, 22:09    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Pamiętam, że jak przed rokiem przeglądałem różne stare wątki, z tym plebiscyty rocznikowe przede wszystkim, to wyniki 1971 uznałem za swego rodzaju szczyt lokalnego ekscentryzmu. W tym pozycję L.A. Woman poza pierwszą dziesiątką nade wszystko. To, że L.A.Woman wygrywa taki plebiscyt z dużą i bezpieczną przewagą nad konkurencją wydawało mi się oczywistością Wink
_________________
jeżeli nam zabraknie sił
zostaną jeszcze morze i wiatr
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Freefall
zremasterowany digipack z bonusami


Dołączył: 18 Lut 2012
Posty: 5558

PostWysłany: 16.10.2020, 22:24    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Crazy napisał:
To, że L.A.Woman wygrywa taki plebiscyt z dużą i bezpieczną przewagą nad konkurencją wydawało mi się oczywistością


Żartowniś z ciebie Smile.

Ale chyba offtopujemy. W końcu wątek dotyczy 1968 r. Wink
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Crazy
longplay


Dołączył: 19 Sie 2019
Posty: 1335

PostWysłany: 16.10.2020, 22:37    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Racja Smile
(dlatego dodatek - na priwa)

Jeżeli chodzi o 1969, to mniej na razie poznałem rzeczy, których bym nie znał, a bardzo mi się spodobały, ale z tej puli najbardziej jestem wdzięczny za Gun. Zdecydowanie świetny materiał!
_________________
jeżeli nam zabraknie sił
zostaną jeszcze morze i wiatr
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Artur.O
kaseta "metalówka"


Dołączył: 11 Sie 2019
Posty: 300
Skąd: Szczecin

PostWysłany: 16.10.2020, 23:28    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

No to was zadziwię, bo ja po powrocie po latach do "tegorocznej" płyty The Doors mam bardzo pozytywne wrażenia. Owszem jest to dość różnorodna płyta, ale dla mnie nie ma tam ani jednej słabej, ani nawet średniej piosenki, zespół tryska pomysłami; takie "Not To Touch The Earth" to chyba najbardziej odjazdowe, co mają studyjnie, "My Wild Love" z samym Morrisonem i chórkiem i tak ma maksimum klimatu.. dla mnie jedyną wadą jest to, że pierwsze dwie płyty były jeszcze lepsze i równiejsze.

Natomiast L.A. Woman nigdy nie czułem, jakieś takie... aż zbyt spokojne granie. Wink

A co do jazzów to się nie wypowiadam, tylko edukuję. Machine Gun jeszcze przede mną, już się boję Laughing
_________________
https://rateyourmusic.com/~Szysza32
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Crazy
longplay


Dołączył: 19 Sie 2019
Posty: 1335

PostWysłany: 16.10.2020, 23:33    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Natomiast nie wiedzieć czemu, nie mogę się zachwycić płytą The Move. To akurat już dość stara znajomość... ale specyficznie zaczęta, bo piosenki The Move, te rewelacyjne doprawdy kompozycje Roya Wooda, które śmiało mogą iść w jednym rzędzie z piosenkami Beatlesów czy Syda Baretta z tego okresu, poznałem nie w oryginałach, lecz w wykonaniach The Soundrops, o którym to zespole pisałem w tym wątku. Wykonaniach, które wydobywały z tych piosenek serce kompozycji, a aranżacyjnie były bardzo proste, bo gitara i głosy, zwykle nakładające się, czasem jakiś bębenek itp.
Tymi piosenkami się zachwyciłem, za to mniej płytą samego The Move, gdy potem ją usłyszałem. I teraz mam to samo. Coś, nie wiem czemu, nie trybi... Gdybym był słuchaczem wyczulonym na kwestie brzmienia, pomyślałbym, że może o to chodzi. Ale jak by nie patrzeć - nie jestem. I nie wiem dlaczego, kiedy mi się te piosenki odtwarzają w głowie (a po słuchaniu się ciągle odtwarzają!), to czuję ich geniusz, a kiedy ich słucham, to jakoś nie chcą zażreć i mam wrażenie obcowania z typową i mało ekscytującą szeździesioną spod znaku garniturków i grzywek. I dopiero, kiedy pozostają w głowie same melodie...

Oczywiście punkty będą! Pewnie gdzieś w okolicach tych Doorsów. Chętnie jednak dam Gun wyżej Smile
_________________
jeżeli nam zabraknie sił
zostaną jeszcze morze i wiatr
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Okechukwu
japońska edycja z bonusami


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 3336

PostWysłany: 17.10.2020, 09:38    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Waiting... Doorsów jest super. Smile Nie stanowi stylistycznej całości jak debiut czy Morrison Hotel, tylko faktycznie jest to taki stylistyczny groch z kapustą, ale piosenki są świetne! (może z wyjątkiem głupawego "Hello I Love You").
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
greg66
japońska edycja z bonusami


Dołączył: 31 Sie 2008
Posty: 3777
Skąd: Opole

PostWysłany: 17.10.2020, 09:45    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

W latach młodzieńczych (czasy liceum) mocno utożsamiałem się z Królem Jaszczurów, potem w Studium nawet na dyplom zrobiłem widowisko sceniczne pt. "Waiting for the Sun" Wink z tekstami i muzyką Morrisona i The Doors.
Potem przez długi czas jak już słuchałem to "Morrison Hotel" bardzo ją lubię ale parę lat temu wróciłem do starej miłości.


Płyta „Waiting For The Sun” została nagrana w 1968 roku. Jedna stronę lp. miała wypełniać kompozycja „Celebration Of The Lizard” jednak Morrison zwlekał z jej wydaniem i w końcu zespół zdecydował się upublicznić tylko fragment większej całości. „Not to Touch the Earth” zaczyna się złowrogim pochodem klawiszy Manzarka odzwierciedlającym tekst Morrisona: „Żeby nie dotykać ziemi, nie widzieć słońca, Żeby nic nie zostało do roboty, nic tylko biec, biec i biec.” Utwór utrzymany jest w pewnej psychodelicznej barwie z kwasowymi wstawkami gitary Kriegera oraz szaloną jazdą Manzarka na organach aby na zakończenie przynieść nam trochę optymizmu: ”Obudź się dziewczyno, jesteśmy już prawie w domu.”
Album otwiera piosenka „Hello, I Love You”, która wydana na singlu osiągnęła pierwsze miejsce na listach. Pomimo popowego brzmienia żwawo zakręcone organy Manzarka sprawiają, że słucha się tego z przyjemnością. Tym bardziej, że już zaraz lądujemy na ulicy Miłości, swawolnej balladzie z ładnym refrenem i bardzo luźną melodią. Sentymentalne zakończenie tylko jeszcze bardziej ozdabia ten utwór.
„Ona mieszka na ulicy miłości, włóczy się długo po ulicy miłości. Ma dom i ogród, chciałbym zobaczyć co tam się dzieje.”
W ogóle większość utworów na płycie ma charakter psychodelicznej ballady.
Jakaż nostalgia panuje w utworze „Summer’s Almost Gone”- jednym z najpiękniejszych numerów na płycie. Pięknie współgra tekst z linią melodyczną.
„Lato już niemal odeszło, prawie odeszło. Przeżyliśmy piękny czas, ale on już przeminął.” Morrisom mający może dość już rewolty ucieka na inny kontynent aby znaleźć nowe horyzonty. Utrzymana w klimacie flamenco „Spanish Caravan” zabiera nas do Andaluzji. Wspaniała praca gitarzysty w utworze powoduje lot na polami dojrzewającej pszenicy a klawisze Manzarka nieśmiało pytają lub stwierdzają „Przecież wiem, że możecie mnie wziąć.” To miał być kolejny singiel. Szkoda.
Wykorzystanie instrumentów takich jak klawesyn w „Wintertime Love” czy nawet utwory zaśpiewane a cappela „My Wild Love” czynią muzykę jeszcze bardziej intrygującą. Właśnie słuchając „Waiting for the Sun” możemy z lubością wsłuchiwać się w grę muzyków, która jest naprawdę interesująca.
A Morrison? Nie byłby sobą gdyby nie ostrzegał i prowokował: ”Minęły dni twojego balowania dziewczyno, zapada już noc. A ty spacerujesz sobie z kwiatem w dłoni. Chcesz mi wmówić, że nikt cię nie rozumie, a oddasz swój czas za garść miedziaków.”

Natomiast debiut The Move jak i cała ich twórczość to dla mnie ekstraklasa.

W marcu 1968 roku nakładem wytwórni Regal Zonophone ujrzała światło dzienne pierwsza płyta grupy zatytułowana „The Move”. Niestety przed jej ukazaniem z powodu załamania nerwowego z zespołem pożegnał się Chris „Ace” Kefford /później nagrał solowy lp. z własnym zespołem w składzie którego m.in. był Cozy Powell/.
„The Move” dotarł do 15 miejsca brytyjskiej listy przebojów a muzyka zawarta na tym albumie to popowo psychodeliczna mieszanka podana w schizofreniczno-paranoicznym sosie.
Dla mnie większość utworów to w tej konwencji swoiste majstersztyki.
„Yellow Rainbow” , „(Here We Go Round) The Lemon Tree” , „Flowers In The Rain” czy „Fire Brigade” to perełki , które łatwo wpadają w ucho a także intrygują słuchacza jakby atmosferą lotu nad kukułczym gniazdem. Mamy tutaj również niezobowiązujące rockabilly, znany z wykonania E.Cochrana utwór „Weekend” zaśpiewany przez T.Burtona oraz hołd oddany rock’n’rollowi lat 50-tych. „Zing, Went the Strings of My Hart” nostalgiczny numer The Coasters w którym Keffordowi głównemu wokaliście towarzyszy ze swoim barytonem pan Bevan.
_________________
Summer Of Love'67
http://musicpsychedelic.blogspot.com
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Crazy
longplay


Dołączył: 19 Sie 2019
Posty: 1335

PostWysłany: 17.10.2020, 10:43    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Bo to są majstersztyki! Weźmy taki Mist On A Monday Morning - jedna rzecz to świetnie barokujące brzmienie z klawesynem, fletem i wiolonczelą, równie to dobre, jak wybitny jethrotullowy Velvet Green, ale o ile lat wcześniejsze! Ale ważniejsze może: jak to jest prześwietnie napisane! Ten fragment niby-refrenowy, od Where's my wife, has she gone? wręcz zapiera dech w piersiach i ściąga czapki z głów Smile

Tak sobie myślę, że jedna rzecz, która mi może nie grać w The Move, to wokal. Roy Wood jest wspaniałym kompozytorem, ale wolałbym, żeby jego piosenki zaśpiewał ktoś z głosem, który nadaje dodatkową jakość. Na płycie śpiewa kilka osób, z liderem na czele, ale żaden z tych głosów nie wnosi jak dla mnie nic więcej ponad to, że niesie melodię. A czasem nawet lekko uwiera, kiedy wydaje mi się, że panowie troszkę męczą się w górnych rejestrach, takiego np. (rewelacyjnego przecież) Fire Brigade. Muszę powiedzieć, że o ile pewnie nie wymieniłbym ani Lennona, ani McCartneya w topie moich ulubionych wokalistów, to jednak gdy sobie wyobrażę, że oni śpiewają te piosenki, to nagle wyobraźnia uruchomia mi nowe poziomy w tych piosenkach i jakby więcej powietrza w nich odnajduję. Może najczęściej wolę głosy bardziej wyraziste, o taki np. Eric Burdon czy David Clayton Thomas z bieżących; albo bardziej krystalicznie piękne, jak u Simona i Garfunkela czy Justina Haywarda - ale geniusz u Bitelsów objawiał się na wszelkich poziomach, w tym również wykonawczym. W The Move on mi się wydaje zatrzymywać na poziomie songwriterskim. To i tak bardzo dużo - ale może jest to jakaś diagnoza, dlaczego nie słucha mi się tego tak dobrze, jak by się zdawało, że powinno.

--

Bardzo mnie cieszą ciepłe słowa o Doorsach Very Happy Nawet jeżeli ja coś tam ponarzekałem, to takie tam narzekanie oddanego fana, który zespół kocha gorącą od lat miłością, która nic a nic nie chce ostygnąć Smile
_________________
jeżeli nam zabraknie sił
zostaną jeszcze morze i wiatr
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
RoryGallagher
maxi-singel kompaktowy


Dołączył: 11 Cze 2017
Posty: 732
Skąd: Gdańsk

PostWysłany: 17.10.2020, 11:04    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

"Waiting for the Sun" uważałem kiedyś za najlepszy album The Doors. Teraz tylko "Soft Parade" uznaję za słabszy z wiadomych sześciu studyjnych płyt zespołu. Cóż z tego, że poszczególne kawałki (na "WftS") są na ogół świetne, skoro one kompletnie ze sobą nie współgrają i nie słucha mi się tego albumu dobrze. Zmieścił mi się do Top 60 roku 1968, może byłby nawet w 50-ce, ale na listę nie wszedł.

Nie pamiętam, czy głosowałem na "Morrison Hotel" i "LA Woman", ale jak zrobimy kiedyś plebiscyt roku 1967 - a mam nadzieję, że tak będzie - to oba ówczesne albumy The Doors z pewnością trafią na moją listę. Wysoko powinien być zwłaszcza "Strange Days" - to jeden z zaledwie kilkudziesięciu longplayów, którym daję 10/10.


W puli nadal jest tylko 5 list. Czekam na kolejne Wink
_________________
Recenzje | RYM
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Okechukwu
japońska edycja z bonusami


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 3336

PostWysłany: 17.10.2020, 12:54    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Nie współgrają, ale czy każda płyta musi być przemyślanym, jednorodnym konceptem? Ja - odwrotnie niż Rory - kiedyś nie przepadałem za Waiting, właśnie ta jego eklektyczność mnie drażniła. Teraz traktuję go jak kolekcję świetnych piosenek - swego rodzaju Greatest Hits - i słucha mi się super.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Płyty Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 18, 19, 20, 21, 22, 23  Następny
Strona 19 z 23

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group