Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna Muzyczne Dinozaury
i ich następcy
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Rush
Idź do strony 1, 2, 3 ... 21, 22, 23  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Wykonawcy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Arnold Layne
remaster


Dołączył: 29 Kwi 2007
Posty: 2438

PostWysłany: 18.05.2007, 22:30    Temat postu: Rush Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

W muzykę Rush zagłębiłem się na dobre jesienią 1981. W listopadzie tego pamiętnego roku, udałem się z zapowiedzianą wizytą do mojego przyjaciela Wojtka W., na składkową (i kartkową) wódkę. Wojtek już w progu machnął mi przed nosem nowym nabytkiem, płytą, na okładce której było jakieś dziwne zdjęcie. Ponure gmaszysko, z którego tragarze wynoszą obrazy, obok kilka osób wyraźnie niezadowolonych z tego co się dzieje. Napis na okładce głosił: Rush. I tytuł: Moving Pictures. Nazwa zespołu była mi znana od lat kilku, niestety muzykę znałem dość wybiórczo, i nie bardzo do mnie trafiała. Wysłuchany na niezłym sprzęcie Moving od razu przypadł mi do serca, wzbudzając żywe zainteresowanie pozostałymi dokonaniami.
Tyle tytułem wstępu. Pora zająć się poszczególnymi płytami. Debiutancki album, zatytułowany po prostu

Rush - *** (1)

ukazał się w 1974 roku. Alex Lifeson (gitara) Geddy Lee (bas, wokal) i John Rutsey (bębny) nie stworzyli niczego wielkiego. Ot, typowy hardrockowy album, jakich w tamtym czasie wiele się ukazywało. Jest jednak na tej płycie kilka fajnych kompozycji. Otwierający ją Finding My Way, końcowy Working Man, a w środku In The Mood, oraz mój ulubiony utwór z tego albumu: piękna ballada Here Again. Widać na tej płycie wpływy wykonawców brytyjskich, jak choćby Led Zeppelin czy wczesny Queen.

Wydany w 1975 roku

Fly By Night - ****

przynosi zmianę personalną (pierwszą i ostatnią w dziejach tria) . Johna Rutseya zastąpił Neil Peart - dla mnie najlepszy rockowy bębniarz. Peart – oprócz gry na perkusji – przejął również obowiązki autora tekstów, które stały się bardziej poetyckie (inspiracją Anthem, było opowiadanie Hymn amerykańskiej pisarki Ayn Rand). Muzycznie "Lot" jest kontynuacją jedynki, ale z ukłonami w stronę rocka progresywnego (By-Tor &The Snow Dog).

Pochodzący również z 1975 roku

Caress Of Steel - ****1/2

to już w pełni ukształtowany Rush, mieszanka żywiołowego hardrocka (otwierający płytę Bastille Day) i progresywnych, rozbudowanych kompozycji (The Necromancer i The Fountain Of Lamneth),choć niektórzy fani Rush twierdzą, że płyta jest po prostu nudna.

Za to wydany w 1976 roku

2112 - *****

to sam miód, esencja Rushowego grania. Tytułowa suita, spięta dynamicznymi Overture i Grand Finale, to symfoniczny rozmach połączony z hardrockową siłą, ale także delikatne i liryczne fragmenty. Przed tekstem 2112 znalazła adnotacja: „Z wyrazami uznania dla geniuszu Ayn Rand”, sam zaś tekst jest wizją totalitarnego społeczeństwa w roku 2112, społeczeństwa w którym jednostka jest niczym, i może tylko tyle, na ile ma pozwolenie – czyli nic nie może. Obrazu płyty - doskonałego zresztą - dopełniają pozostałe kompozycje: A Passage To Bangkok, The Twilight Zone, Lessons, Tears i Something For Nothing.

Zwieńczeniem pierwszego okresu działalności Rush jest koncertowy album

All The World’s A Stage (1976)

Płyta jest dośc kontrowersyjna, jedni mieszają ją z błotem, inni wychwalają. Dla mnie osobiście to bardzo dobry koncert, muzyka nabrała jeszcze mocy i stała się cięższa. Jest tylko jeden mankament, panowie na scenie grają dokładnie tak jak w studio, co jest im często wypominane – nawet przez zaprzysięgłych fanów.

(1) – Skala od jednego do pięciu.

Koniec części pierwszej
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Arnold Layne
remaster


Dołączył: 29 Kwi 2007
Posty: 2438

PostWysłany: 18.05.2007, 22:57    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Koncert All The World’s A Stage podsumowuje pierwszy okres działalności zespołu. Drugi etap zaczyna się od mocnego uderzenia w postaci albumu

A Farewell To Kings - ***** (1977)

Jest na tej płycie wszystko, co zdecydowało o doskonałości 2112, przy czym AFTK jest znaczącym krokiem naprzód. W czasie, kiedy najwybitniejsi wykonawcy rocka symfonicznego najlepsze czasy mieli już za sobą, muzycy Rush osiągnęli maksimum swoich możliwości. Album jest równy i doskonały, niczym niemiecka autostrada Wink . Oprócz krótszych utworów (A Farewell To Kings, Closer To The Heart, Cinderella Man, Madrigal), szczególnie wybijają się – kończący płytę – Cygnus X-1(brzmi jak kontynuacja 2112) oraz Xanadu. Ten drugi, to jeden z moich trzech najbardziej ulubionych utworów wszechczasów (razem z Shine On You Crazy Diamond i Starless).
Xanadu kojarzy mi się z Orawskim Zamkiem (oba są równie wspaniałe i monumentalne).
Delikatny wstęp na klawiszach (niczym skrzyp otwieranej bramy), potem stukot kopyt na zamkowym dziedzińcu (wiem, że to kiczowata wizja, ale nic na to nie poradzę Wink ), i dalej…Dalej jest kawał znakomitego progresywnego rocka, grany z typową dla Rush siłą i elegancją. Równorzędnym (z muzyką) elementem Xanadu jest tekst inspirowany wierszem „Kubla Khan” Samuela Taylora Coleridge’a opowiadający o pułapce nieśmiertelności. Można to również odczytać nieco inaczej – po osiągnięciu jakiegoś upragnionego celu nic już nie będzie takie jak poprzednio. Dla mnie takim (muzycznym) przeżyciem było usłyszenie na żywo Xanadu we wrześniu 2004. I ten delikatny, zagrany na klawiszach barokowy ornament w końcowej części utworu…
Kontynuacją AFTK

Hemispheres - ***** (1978)

Płytę otwiera osiemnastominutowa suita Cygnus-X1 Book II, będąca kontynuacją (słabszą)utworu z poprzedniego albumu. Oprócz niej są tam jeszcze: żywiołowe Circumstances, piękne The Trees – znakomity wstęp, a ciąg dalszy na tym samym poziomie, plus zabawny i jednocześnie gorzki tekst Pearta; oraz instrumentalna La Villa Strangiato – kwintesencja progresywnego grania, z solówką Lifesona w środku (która przypomina mi klimat solówek Gilmoura). Alex czasem „ozdabia” ten utwór (na koncertach) swoimi wokalnymi „popisami”.
Muzycznie „Mózgi” brzmią niekiedy jak kopia poprzedniego albumu, ponoć nawet sami muzycy nie byli z nich zadowoleni. Ale co oni tam wiedzą – się słucha, się wie Wink . Nie chcąc przespać nowej dekady, Rush wydali następną płytę dokładnie 1-01-1980. Niemniej,

Permament Waves - ***3/4

mocno tkwi w latach siedemdziesiątych. Pewne zmiany jednak są. Brak tu kilkunastominutowych suit na całą stronę (analoga). Najbardziej lubię Spirit Of Radio(kiedyś mówiło się „spiryt” Wink ), z reggowatą końcówką. Płyta jest równa (nie przepadam za nią – o czym świadczy ocena), ale brak na niej tak porywających utworów jak 2112, Xanadu czy La Villa. Oprócz bardzo dobrych Spirit, Jacob’s Ladder, Different Strings (spokojny, a nawet liryczny), Natural Science (dobry, choć trochę zbyt długi – ponad dziewięć minut), są też średnie Free Will czy Entre Nous. Nieco słabszy – moim zdaniem – PW jest wstępem do – Panie i Panowie, uwaga –

Moving Pictures - *****(1981)

To jedyna płyta tria, która dotarła do pierwszego miejsca listy Billboardu. Album, który jest pomostem pomiędzy epoką rocka symfonicznego, a trudnymi (dla tego typu wykonawców) latami osiemdziesiątymi. Muzycznie płyta bez słabych punktów, bez żadnej zbędnej nuty. Moje ulubione utwory: Red Barchetta (stare i ciągle niespełnione marzenie: wsiąść do dobrego auta, i jechać tak szybko i daleko jak się da. Na razie wyżywam się na „gierkówce”, co raz skończyło się jak tytuł płyty The Police: „Zapłata Mandata” ), instrumentalny YYZ, minisuita The Camera Eye, czy finałowy Vital Signs. Zwieńczeniem lat siedemdziesiątych w muzyce Rush jest koncertowy

Exit Stage Left (1981)

Nie przepadam za tym albumem, i to ze względów czysto osobistych. Dwadzieścia parę lat temu wydawało mi się, że będę znakomitym bębniarzem. Ale w Hybrydach zobaczyłem (i przeżyłem) video ESL. Neil Peart wyleczył mnie z tych dziecinnych fantazji Very Happy .

Koniec części drugiej . .
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Arnold Layne
remaster


Dołączył: 29 Kwi 2007
Posty: 2438

PostWysłany: 18.05.2007, 23:06    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

W 1982 roku ukazał się następny album Rush, zatytułowany

Signals - *****

Moja ocena tej płyty zmieniła się na przestrzeni lat o 180 stopni. Po wybitnym MP Sygnały były dla mnie nie do przyjęcia. Nie lubiłem tego albumu, i słuchałem go niezwykle rzadko. Trza mi było dopiero usłyszeć na żywo Subdivisions, aby odkryć siłę i urok tego utworu (a chwilę później i całej płyty). Sygnałami Rush pewnie wkroczył w niełatwe dla dinozaurów lata osiemdziesiąte (choć płyta nie była sukcesem komercyjnym), w o niebo lepszym stylu niż konkurencja z Yes czy Genesis (o pierwszej „supergrupie lat osiemdziesiątych” litościwie nie wspomnę).
Od samego początku zaczyna się ostra jazda: Subdivisions, będący klasą dla siebie Analog Kid, który momentami brzmieniem zapowiadał następną płytę. Ukoronowaniem albumu są Losing It (cudowna ballada, najpiękniejszy utwór Rush), a także Countdown. Zresztą co tu dużo gadać – płyta doskonała. Następna,

Grace Under Pressure - *****

wydana w symbolicznym, „orwellowskim” roku 1984, była podtrzymaniem znakomitej passy. Osiem wspaniałych utworów (najbardziej lubię Red Sector A i The Enemy Within), kilkadziesiąt minut muzyki bez zbędnego dźwięku. Podobnie jak Sygnały, GUP ma dobrze wyważone współbrzmienie klawiszy i gitary, ma jednak dość zimne i posępne brzmienie.
W owym paskudnym roku, płyty takie jak Grace Under Pressure czy Stationary Traveller były mocno dołujące. Takie to były czasy…
Niestety, albumy

Power Windows - ***(1985)

oraz

Hold Your Fire - ***(1987)

to już krok w dół. Dominacja klawiszy (zwłaszcza na HYF), jest trudna do zniesienia. Nie brak na tych płytach dobrych kompozycji (The Big Money, Marathon, Mystic Rhythms, Time Stand Still czy Mission). Płyty mają znakomite, niezwykle przestrzenne brzmienie, niestety treści jakby w nich mniej. Gwoli sprawiedliwości dodam, że utwory z PW i HYF porywająco i soczyście brzmią na żywo. Można się o tym przekonać, słuchając koncertu

A Show Of Hands – 1989

który był pożegnaniem zespołu z wytwórnią Mercury. Zaś dla mnie, to koniec kolejnego odcinka .
_________________
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Jakuz
zremasterowany digipack z bonusami


Dołączył: 11 Kwi 2007
Posty: 6916
Skąd: Częstochowa

PostWysłany: 19.05.2007, 22:20    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Bardzo dobrze, Arnoldzie, że przeklejasz tu te swoje "impresje" na temat płyt Rush. W końcu co to za forum muzyki dinozaurowej, bez Tria z Kanady...
Tym bardziej, że ten Brontozaur z początku lat 70-tych, zamienił się z biegiem lat najpierw w króla Tyranozaura, a potem w całkiem sprytnego Velociraptora Wink
A propos zmian - trzeba by zaktualizować głosowanie w "PN" dotyczącego RUSH, bo Snakes & Arrows mogłoby chyba zastukać do 10-ki Wink
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Al
kaseta "chromówka"


Dołączył: 10 Lip 2007
Posty: 152
Skąd: Katowice k/Mikołowa

PostWysłany: 10.07.2007, 20:18    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Ach, Rush to kapitalny zespół! Moim ulubionym albumem bezsprzecznie jest Test For Echo. Jak słyszałem go po raz pierwszy to już otwierający akord powiedział mi "Uważaj stary, masz do czynienia z niezwykłym materiałem"Smile Podoba mi się wszystko - utwory (Driven, Resist, Limbo), brzmienie (mniej słodkie niż wcześniej, lekko "charczące") i okładka. Miodzik.

Nie oznacza to, że nie lubię wcześniejszych ich dokonań - Grace Under Pressure, Moving Pictures, Power Windows, Presto itd. W zasadzie jedynie ciężko mi się słucha płyt z początkowego okresu (tak do MP).

Przyznam się szczerze, że lubię również Vapor Trails. Za to, że jest taki surowy, brudny, a jednocześnie wciąż słychać, że to Rush.

Moim zdaniem jeden z najciekawszych zespołów na tej scenie.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Inkwizytor
remaster


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2131
Skąd: Monty Python`s Flying Circus

PostWysłany: 10.07.2007, 20:23    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Jeśli Rush to tylko La Villa Strangiato. Pamiętam jak nie mogłem pozbierać szczęki gdy usłyszałem ten kawałek po raz pierwszy. Naturalnie również mistrzostwo na koncertach. Był okres gdy słuchałem jak nienormalny Differnt Stages. Końska dawna wyśmienitego grania. Sądzę, że to nawet o wiele większa frajda słuchać Rush z koncertu niż z normalnej płyty studyjnej. Choć te również trzymają ultra-wysoki poziom. Może miejscami wydają mi się zbyt sterylne i wypolerowane.
_________________
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
WOJTEKK
box z pełną dyskografią i gadżetami


Dołączył: 12 Kwi 2007
Posty: 19630
Skąd: Lesko

PostWysłany: 10.07.2007, 20:37    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Jak koncert to DVD Rush in Rio - oj, moi sąsiedzi ciężko to przeżyli Very Happy
_________________
Nie ma ludzi niezastąpionych. Oprócz The Rolling Stones.

http://artrock.pl/
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Inkwizytor
remaster


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2131
Skąd: Monty Python`s Flying Circus

PostWysłany: 10.07.2007, 20:44    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

I moja rodzina również jak niemalże nauczyli się na pamięć solówki Neala Pearta , gdy oglądałem to wciąż na nowo. Twisted Evil
_________________
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Jakuz
zremasterowany digipack z bonusami


Dołączył: 11 Kwi 2007
Posty: 6916
Skąd: Częstochowa

PostWysłany: 10.07.2007, 21:55    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

WOJTEKK napisał:
Jak koncert to DVD Rush in Rio - oj, moi sąsiedzi ciężko to przeżyli Very Happy


Nie do końca, Wojtku, nie do końca... Smile
Moim zdaniem o wiele ciekawszy (i lepszy brzmieniowo) jest "R30" - polecam!
A wydane niedawno dvd "Exit...Stage Left", "GUP-Tour" czy też nawet "A Show of Hands" są dla wielu (w tym i dla mnie) sporo ciekawsze - w tym wypadku z różnych, innych względów Wink
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
buubi
singel analogowy


Dołączył: 12 Kwi 2007
Posty: 363
Skąd: Rzeszów

PostWysłany: 10.07.2007, 21:59    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

WOJTEKK napisał:
Jak koncert to DVD Rush in Rio - oj, moi sąsiedzi ciężko to przeżyli Very Happy


Moi wręcz polubieli wesołą ekipę Geddyego Lee Smile Jak zresztą kilka innych kapel. Siła indoktrynacji poprzez-sciennej jest wielka Wink A jeśli słuchać Rush to tylko głośno, jak kiedyś ktoś napisał Smile
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
buubi
singel analogowy


Dołączył: 12 Kwi 2007
Posty: 363
Skąd: Rzeszów

PostWysłany: 10.07.2007, 22:03    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

AI a co z jeszcze wczesniejszymi dokonaniami Rush, ktorych nie wymieniłeś. Moim zdaniem okres od 2112 do Permanent Waves (no i wymienione przez Ciebie Moving Pictures) to seria ich opus magnumów Wink
_________________
Gust to wróg twórczości...
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Jakuz
zremasterowany digipack z bonusami


Dołączył: 11 Kwi 2007
Posty: 6916
Skąd: Częstochowa

PostWysłany: 10.07.2007, 22:08    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

AI napisał jasno - ulubiona płyta : Test For Echo - a to chyba wiele wyjaśnia Smile
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
buubi
singel analogowy


Dołączył: 12 Kwi 2007
Posty: 363
Skąd: Rzeszów

PostWysłany: 10.07.2007, 22:10    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Może po prostu nie trafił (sięgnął) jeszcze po te najwieksze i stąd w/w opinia ? Wink
_________________
Gust to wróg twórczości...
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Jakuz
zremasterowany digipack z bonusami


Dołączył: 11 Kwi 2007
Posty: 6916
Skąd: Częstochowa

PostWysłany: 10.07.2007, 22:16    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Al napisał:
...W zasadzie jedynie ciężko mi się słucha płyt z początkowego okresu (tak do MP).

....


Wink
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Bart
epka analogowa


Dołączył: 11 Kwi 2007
Posty: 836
Skąd: CT

PostWysłany: 11.07.2007, 03:30    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Akurat slucham trzeciej pod rzad plyty Rush, to sie wtrace Smile
Porownujac DVD - R30 jest nie do pobicia.

Al, zachecam do polubienia wczesnego Rush, panowie daja rade.
_________________
Beatus vir qui suffert temptationem quia cum probatus fuerit accipiet coronam vitae.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Wykonawcy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3 ... 21, 22, 23  Następny
Strona 1 z 23

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group