Muzyczne Dinozaury Forum Index Muzyczne Dinozaury
i ich następcy
 
 FAQFAQ   SearchSearch   MemberlistMemberlist   UsergroupsUsergroups   RegisterRegister 
 ProfileProfile   Log in to check your private messagesLog in to check your private messages   Log inLog in 

Egzoderma- stary rock i prog folk z z egzotycznych krajów
Goto page 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
 
Post new topic   Reply to topic    Muzyczne Dinozaury Forum Index -> Muzyka
View previous topic :: View next topic  
Author Message
Okechukwu
digipack


Joined: 07 Jun 2007
Posts: 2844

PostPosted: 03.07.2007, 15:25    Post subject: Egzoderma- stary rock i prog folk z z egzotycznych krajów Quote selected Reply with quote

Chciałbym zacząć od najlepszej wg mnie progresywnej płyty z Izraela- Ktzat Acheret. Jest to fragment artykułu, który napisałem o izraelskim rocku wraz z zaprzyjaźnionym gitarzystą bluesowym Wieśkiem Pawłowskim dla pisma Żydów polskich- "Midrasz". Artykuł (ukaże się niebawem) nie jest adresowany do fanów starego rocka, więc siłą rzeczy znajdują się tam takie uwagi, jak ta, że "Gentle Giant jest grupą mało znaną", co oczywiście nie ma zastosowania w przypadku tego forum.


Płytę nagrano w 1974 roku, a na CD wznowił ją Israphon w 1994...

To nie-klasyczne trio (nie klasyczne, gdyż grali w zasadzie bez sekcji rytmicznej , dzieląc obowiązki basisty i perkusisty po równo między siebie) tworzyli nie kto inny, jak znany nam już dobrze Shlomo Gronich, jego imiennik- gitarzysta Shlomo Ydov i flecista – Shem Tov Levy- grający później w grupie Sheshet. Zespół wspomógł brat Gronicha- Ilan grający (re-we-la-cyj-nie !) na skrzypcach i kilku dodatkowych muzyków sesyjnych- między innymi fagocista i kwartet smyczkowy. Paradoksalnie żaden z trzech muzyków w swych dokonaniach solowych nie zbliżył się do poziomu Ktzata. Najbliżej był Gronich (o czy już była, i jeszcze będzie, mowa) , ale i jego płyty ustępują dziełu Ktzat Acheret dość wyraźnie. Oczywiście- Shlomo nagrał później mnóstwo muzyki orkiestrowej, baletowej, teatralnej i filmowej, między innymi: Koncert na flet i orkiestrę (Flute 3000), Paamey Tzipor na orkiestrę i chór, muzykę do sztuk Szekspira (Komedia Omyłek, Opowieść Zimowa) i muzykę do Kopciuszka dla teatru w Hajfie itd.., lecz my zajmujemy się tutaj tylko twórczością rockową i ją tylko poddajemy ocenie….

Dlaczego powstało zatem dzieło tak wyjątkowe? Można by wymienić wiele cech, które się na to złożyły, wszelako zadecydowało pięć poniższych:

Po pierwsze- oryginalność: Muzyka Ktzat Acheret, mimo pewnych odniesień do legendy jazz rocka Mahavishnu Orchestra , czy mało znanej, ale niezwykle w pewnych kręgach cenionej, można by rzec „kultowej”, angielskiej grupy Gentle Giant, nie budzi żadnych jednoznacznych skojarzeń. W ogromnej mierze przyczynił się do tego fakt, iż Gronich i spółka oparli swą twórczość na żydowskiej tradycji muzycznej z rozmaitych krain i epok, a nie, jak to było udziałem kilku innych grup z Izraela, na zawziętym i czasami skutecznym (jak w przypadku Jericho oraz Jericho Jones), bądź też cokolwiek nieudolnym kopiowaniu grup brytyjskich (Atmposhera, Tamouz). Muzykę Achereta powinno się prezentować, wszędzie, gdzie tylko jest to możliwe, jako modelowy przykład żydowskiego rocka progresywnego, chciałoby się rzec- jako jego platońską ideę. To żydowski rock progresywny w doskonałej, niemal archetypicznej formie. Co prawda parę utworów przypomina w warstwie brzmieniowej niektóre mało znane grupy włoskie z początku lat 70, zwłaszcza formację Quella Vecchia Locanda , ale to czysty przypadek, możliwość że muzycy Ktzat Acherat usłyszeliby choć jeden utwór tej grupy i vice versa, jest na 99% wykluczona- poszczególne sceny narodowe, z wyjątkiem niepodzielnie dominującej brytyjskiej i amerykańskiej były w owym okresie dość szczelnie zamkniętymi enklawami.

Po wtóre- bezpretensjonalność: Nie ma tu śladu patosu, megalomanii i czasami trudnej do zniesienia egocentrycznej pompy, charakteryzującej część czołowych brytyjskich zespołów tamtych lat np. Emerson Lake And Palmer. Nie ma też pustej wirtuozerii i efektownego, acz cokolwiek bezmyślnego, przebierania paluszkami po gamach. Nie ma prężenia muskułów : spójrzcie no tylko, jacy jesteśmy wspaniali- potrafimy zagrać Fugę i Toccatę- d moll Bacha na odwróconych organach hammonda (ulubiony trick Emersona w tamtych czasach). W przypadku Ktzat Acheret nawet w najbardziej wirtuozowskich, ekwilibrystycznych momentach (utwór zatytułowany 204) technika jest w służbie melodii i efektów wyrazowych.

Po trzecie- erudycja: Muzycy poruszają się tu swobodnie po niemal wszystkich stylach i gatunkach muzycznych: od dworskiej muzyki angielskiej doby baroku, przez niemal wszystkie nurty muzyki żydowskiej, aż po przeróżne odmiany rocka, jazz, a nawet awangardę.

Po czwarte- wdzięk i gracja: Wszystkie utwory zagrane są w cudowny, lekki i niewymuszony sposób- a większość z nich nasycono subtelnym humorem Oni po prostu bawią się swoją grą i bawią nią innych. Krytyk grafoman ze skłonnością do pseudo-poetyckich metafor rzekłby, iż ich muzyka jest lekka jak piórko i delikatna niczym skrzydła motyla. Miałby rację!

Po piąte i kto wie czy nie najważniejsze- niesamowita inwencja melodyczna: Każdy utwór wpada w ucho niemal od pierwszego przesłuchania. Rzecz niezwykła, zważywszy iż są to przecież melodie w żadnym razie niebanalne, a czasem sprawiające wrażenie niemal przerafinowanych.

Po tych uwagach natury ogólnej, dokonajmy bardziej detalicznego rozbioru na tak zwane czynniki pierwsze. Ktzat Acheret naprawdę na to zasługuje i jeśli poświęcaliśmy mu w tym artykule średnio 2-3 razy więcej miejsca niż pozostałym grupom- to nie jest kwestia przypadku. Na płycie mamy zatem 12 dość krótkich (a na standardy rocka progresywnego wręcz miniaturowych) 2-5 min utworów. Cztery z nich są instrumentalne (choć wszystkie z wokalizami). Z pozostałych ośmiu: 6 zaśpiewano po hebrajsku, a 2 po angielsku. Podzielmy je sobie zatem dla ułatwienia na cztery kategorie:

a) Grupa najliczniejsza- czyli ballady. Ballady to dość pojemne określenie i nie zawsze w 100 % trafnie charakteryzujące zaliczone do tej kategorii kompozycje, ale przyjmijmy, iż chodzi o tu o dość łagodne utwory z tekstem, oparte na schemacie canto-refren. Już pierwszy numer z tej grupy- otwierający płytę Travelling- zwiastuje niepowtarzalny charakter albumu: klasyczna gitara, jazzrockowe organy i orientalny flet w tle, linie melodyczne zwrotek zarysowane bardziej po europejsku, refreny osadzone w zdecydowanie hebrajskiej tradycji, wykonanie leciutkie i jakby od niechcenia. Następnie mamy kapitalne Guru z improwizowanym free-jazzowym wstępem, zmiennym, karkołomnym metrum (4/4, 6/8 i 9/Cool, charakterystycznymi pauzami, dyskretnym syntezatorem mooga w tle i krótkimi, lecz pełnymi wyrazu solówkami fletu, organów Hammonda i hendrixowskiej gitary z wah-wah. Utwór opiera się na latynoskich, rozkołysanych rytmach, ale skale (szczególnie w refrenach) są par excellance bliskowschodnie- ćwierćtonowe. Natomiast trzecia ballada- Little Prince – eteryczna miniaturka z toledańskim wstępem gitary klasycznej i fletu, zainspirowana zapewne Małym Księciem Antoina de Saint Exupery, urzeka jedną z najpiękniejszych melodii, jakie kiedykolwiek powstały. Utwór jest wręcz nieprzyzwoicie melancholijny z nostalgicznym wokalem i pięknie kontrapunktującymi go chórkami. Taka delikatna, wyrafinowana psychodelia lekko muśnięta stylem Żydów Sefardyjskich i kameralną muzyką klasyczną (smyczki i fortepian). Cacko przypominające delikatną figurkę z porcelany. Natomiast weselsze, quasi-kabaretowe The Echo brzmi bardzo musicalowo, można by rzec brodwayowsko, niemal jak wycięte ze Skrzypka na Dachu. Ilan Gronich gra tu na skrzypcach kapitalnie- z manierą charakterystyczną dla Itzhaka Perlmana. Wreszcie dwie pozostałe ballady- Pink Skies i Sweet Song- są jednymi utworami na płycie, jakie skomponował Ydov. Niestety, spójrzmy prawdzie w oczy, Ydov gra świetnie na gitarze, natomiast jego talent kompozytorski jest dość przeciętny. To zdecydowanie najsłabsze punkty tej genialnej płyty. Obie balladki są bardzo miłe i z pewnością byłyby ozdobą wielu innych albumów, ale to jest Ktzat Acheret , proszę państwa! Zwłaszcza Sweet Song- zgodnie z tytułem słodziutka, zaśpiewana po angielsku piosenka ze wstępem gitary hawajskiej, utrzymana w duchu wczesnego Cata Stevensa robi nie za specjalne wrażenie. Albo ściślej rzecz biorąc, robi niespecjalne wrażenie w porównaniu do fenomenalnych kompozycji Gronicha i Levyego. Lepsza, choć też daleka od rewelacji, jest sielska Pink Skies w wolnym tempie, z wielogłosowymi, bezsłownymi wokalizami miast refrenu, ładnymi arpeggiami fortepianu i krótkim solem fletu. O dziwo, był to największy (i w zasadzie jedyny) przebój zespołu.


b) Następną grupę tworzą trzy wyszukane pastisze: Spring- kunsztowna, aczkolwiek balansująca na granicy dobrodusznej parodii, stylizacja na barokową muzykę angielską, a konkretnie na twórczość Williama Byrda, z odpowiednim, teatralnym wstępem „Are You Ready Sir?”, zaaranżowana na flet, fagot, stylizowane na lutnię gitary akustyczne oraz imitujący klawesyn fortepian. Super! Następnym i chyba najlepszym pastiszowym utworem są „Dwaj Chińczycy (Two Chinese)”. Można by przekornie rzec, iż tutaj żarty się skończyły zanim na dobre zaczęły i odwrotnie- no bo jak określić utworek, w którym tradycyjna dziecięca wyliczanka została ukazana w 5 (podkreślmy- pięciu !) różnych wariacjach (a utwór trwa trzy i pół minuty!): począwszy od tematu głównego (wyliczanki) , poprzez wariację heterofoniczą ( trójgłosowy, wyluzowany kanon a capella) , psychodeliczno-orientalną, rockn’rollową-bluesową, aż po parodię chasydzkiego niggunu z odjazdowymi melizmatami w wokalu. Widać, że mieli mnóstwo zabawy, kiedy to nagrywali. Wreszcie mamy króciutkie, niespełna dwuminutowe Bissalad wieńczące płytę. To wiązanka przeróżnych cytatów: od Kołysanki Schuberta, poprzez Bacha, You Never Give Me Your Money Beatlesów, aż po parodię atonalnej awangardy.


c) I tak dobrnęliśmy do grupy c. Najwspanialszej i najbardziej podziwu godnej. Mimo iż w skład jej wchodzą tylko 2 utwory- Shemi’s Place oraz Quinta, to właśnie ona decyduje o ponadczasowej o wartości tego albumu. Bez Quinty i Shemi’s Place album Ktzat Acheret nie byłby dziełem niezwykłym, a jedynie, owszem, świetnym, ale zarazem jednym wielu… To tak jakby w Obrazkach z Wystawy Modesta Musorgskiego pominąć Gnoma oraz Wielką Bramę Kijowską, lub z Roku 1984 Orwella wyciąć sceny z towarzyszem O’ Brianem. Te dwie instrumentalne kompozycje z bezsłownymi wokalizami stanowią (odczytaną przez pryzmat rocka progresywnego) syntezę muzyki diaspory żydowskiej niemal ze wszystkich krain i epok- i to syntezę doskonałą. Mamy tu arabeskowe partie fletu w stylu Żydów Orientalnych, wirtuozowskie figuracje klasycyzującego fortepianu przechodzące znienacka w żwawy klezmerski taniec bądź w jazzrockową improwizację, rzewne kantyleny skrzypiec rodem jakby z Galicji, orientalną perkusję zaczerpniętą z folkloru Żydów Jemeńskich, hiszpańską gitarę klasyczną wzorowaną na muzyce Żydów Sefardyjskich i uwypuklone elementy chasydzkie- z niggunami, rikudimmami, charakterystycznym klaskaniem i aurą niemal religijnej ekstazy. A oba utwory trwają niewiele ponad 4 minuty! Na dodatek melodie o charakterystycznym kapryśnym rysunku, są niewypowiedzianej wprost urody- po prostu nie można się od nich oderwać! To wszystko upoważnia do wygłoszenia dość kontrowersyjnej, acz uzasadnionej tezy : Shemi’s Place oraz Quinta są kompozycjami, które mogą konkurować z największymi arcydziełami kameralnej muzyki klasycznej: mazurkami Chopina, kwartetami smyczkowymi Bartoka, czy tańcami węgierskimi Brahmsa i nie stoją na z góry straconej pozycji.


d) Wreszcie grupę czwartą tworzy tylko jedna kompozycja, ale za to jaka! 204- porywający jazz rock na 5/4 z orientalnym fletem i fragmentami nawiązującymi do dodekafonicznej awangardy oraz eksperymentalnej muzyki elektronicznej- wykonany z wirtuozowską swobodą graniczącą niemal z nonszalancją.










Back to top
View user's profile Send private message Send e-mail
Okechukwu
digipack


Joined: 07 Jun 2007
Posts: 2844

PostPosted: 03.07.2007, 16:28    Post subject: Quote selected Reply with quote

I następna grupa z Azji- tym razem z Turkmenistanu. Zespół nazywał się Firjuza i wydał tylko jeden album w 1979 roku dla sowieckiej Melodii, który do tej pory nie ukazał się na CD. Gdy pierwszy raz usłyszałem te nagrania, byłem zaskoczony, że w Turkmenistanie nagrywano tak świetną muzykę. Trzy długie, instrumentalne utwory (w tym 17 min. suita), które niekiedy brzmią jak łagodniejsza wersja Mahavishnu Orchestra zmieszana z turkmeńskim folkiem, a czasem jak orientalne Jethro Tull z albumu Passion Play. Improwizująca gitara elektryczna, jazzrockowa sekcja rytmiczna, sax, flet, skrzypce i fortepian- na tych wszystkich instrumentach grają absolutni profesjonaliści...
Back to top
View user's profile Send private message Send e-mail
Yer Blue
remaster


Joined: 17 Sep 2007
Posts: 2205
Location: Bielsk Podlaski

PostPosted: 16.04.2009, 14:22    Post subject: Quote selected Reply with quote

Od zawsze interesowało mnie muzyczne życie w bardziej egzotycznych miejscach Azji i Afryce.
A w Azji poza Japonia w zasadzie wszystko podchodzi pod egzotyke, a jest przecież mnóstwo bardzo ludnych krajów: Turcja, Indie, Iran, Irak, Korea Płd., Tajlandia, Indonezja... czy wiecie może coś o muzycznych scenach w tych krajach? Badz jeszcze bardziej egzotycznych?

Z Afryki chyba tylko RPA istnieje w mojej świadomosci, jako kraj w którym było jakieś muzyczne (rockowe) zycie. Reszta to jedna wielka niewiadoma. Podejrzewam, że w karajach śródziemnomorskich mogło sie coś dziać...
Posiada ktoś wiedze na temat muzyki tych dziwnych zakatków świata?
Back to top
View user's profile Send private message Send e-mail
Bernard
maxi-singel analogowy


Joined: 03 May 2007
Posts: 631
Location: Kujawy

PostPosted: 17.04.2009, 08:12    Post subject: Quote selected Reply with quote

Od lat uganiam się za płytami z egzotycznych krajów. I co mogę powiedzieć po zapoznaniu się pewnie już z setkami płyt z tych dziwnych rejonów... Tak naprawdę trzeba mieć ogromne szczęście, żeby znaleźć coś dobrego. Broni się może 10, no góra 20% wykonawców, reszta to po prostu beznadzieja.
Weźmy jako przykład taką Indonezję.
Najbardziej poszukiwaną przeze mnie płytą był od zawsze krążek grupy SHARK MOVE „Chede Chokra’s” z 1970 roku. Progresywno – symfoniczne klimaty, dużo organów, trochę ostrzejszej gitary, kiepski wokal, beznadziejna produkcja, fajna ballada „Bingung”. Płyta jakoś się broni, ale nie oszukujmy się – daleko jej do produkcji z Anglii czy USA. Długo szukałem też grupy ABBHAMA i płyty „Alam Raya”. A jak znalazłem to miałem ochotę wywalić przez okno. Miało być prog – symfonicznie, a jest nudnie, pseudo balladowo, beznadziejnie wokalnie. Na dobrą sprawę podoba mi się jedynie kończący całość „Ibu” nawiązujący do dobrych wzorców angielskich, spokojny, nieco folkowy i przede wszystkim instrumentalny kawałek. Mam też na półce zespół ARIESTA BIRAWA – takie psychodeliczno - bluesowe granie. Da się tego słuchać, klimaciki amerykańskie z drugiej połowy lat 60-tych. Inna rzecz to GURUH GIPSY – płyta „Guruh Gipsy” (1977). Gdzieś wyczytałem, że nawiązują do YES czy ELP. Ten co to napisał, chyba nigdy nie słyszał YES ani ELP. No może rozpoczynająca płytę 15-minutowa suita „Indonesia Maharddika” trochę przypomina Yes, ale w beznadziejnej formie. Posłuchać też możesz zespołu GANG PEGANGSAAN i kasety „Palestina”. To takie spokojne, nieco art rockowe granie. Stanowczo odradzam GOD BLESS, który ma być zespołem hardrockowo – progresywnym, a nie jest. Mam też dwie płyty zespołu KRAKATAU – kiepskie, pseudo jazz rockowe granie, z elementami muzyki etnicznej. Nie warto słuchać. Podobnie jak grającego dość zbliżone dźwięki zespołu KARIMATA. No i jeszcze mój ulubieniec – GIANT STEP. Polecam. Mam ich dwie pierwsze płyty „Giant On The Move!” (1976) i „Mark I” (1977). Progresywne, bardzo melodyjne granie. Tylko wokal obniża noty. A mówiąc szczerze, to nie znalazłem ani jednego fajnego wokalu na indonezyjskich płytach.
Trochę lepiej jest z nową muzyką, ale tu musiałbym posłuchać kilku płyt. Pojawiło się trochę neo – progresu, prog metalu. IMANISSIMO, VANTASMA, SMESTA, MIRACLE, trashowy DIVINE, black i death metalowe ABSOLUTE DEFIANCE, TOTAL RUSAK, IMPRECATORY, JASAD i kilka innych.
_________________
Nie każdy ma szczęście spotkać w swoim życiu JOWITĘ.
Back to top
View user's profile Send private message Send e-mail
Yer Blue
remaster


Joined: 17 Sep 2007
Posts: 2205
Location: Bielsk Podlaski

PostPosted: 17.04.2009, 11:48    Post subject: Quote selected Reply with quote

Bernard wrote:

Inna rzecz to GURUH GIPSY – płyta „Guruh Gipsy” (1977). Gdzieś wyczytałem, że nawiązują do YES czy ELP. Ten co to napisał, chyba nigdy nie słyszał YES ani ELP. No może rozpoczynająca płytę 15-minutowa suita „Indonesia Maharddika” trochę przypomina Yes, ale w beznadziejnej formie.



Ja bym porównał Guruh Gipsy do ELP Smile Akurat znam te plyte. Sporo tam odniesien do muzyki klasycznej, co może sie kojarzyć z ELP. A pierwszy - znakomity zresztą - utwór, bardzo przypomina mi wczesne Genesis i pewnie Yes także. Plyta jest nie równa ale moim zdaniem oryginalna (za sprawą egzotycznych instrumentów). Wynalazki na tym poziomie w pełni mnie zadowalają Smile I powiem nawet, że wiele wiecej tak dobrych sie nie spodziewam...

Bernard wrote:

Posłuchać też możesz zespołu GANG PEGANGSAAN i kasety „Palestina”. To takie spokojne, nieco art rockowe granie. No i jeszcze mój ulubieniec – GIANT STEP. Polecam. Mam ich dwie pierwsze płyty „Giant On The Move!” (1976) i „Mark I” (1977). Progresywne, bardzo melodyjne granie. Tylko wokal obniża noty. A mówiąc szczerze, to nie znalazłem ani jednego fajnego wokalu na indonezyjskich płytach.



A mi sie tam podoba wokal w Guruh Gipsy.
Wszystko co mi odradziłeś raczej mnie ominie, ale za tymi dwoma wyzej przytoczonymi nazwami sie z chęcia rozejrze.

Bernard wrote:

Trochę lepiej jest z nową muzyką, ale tu musiałbym posłuchać kilku płyt. Pojawiło się trochę neo – progresu, prog metalu. IMANISSIMO, VANTASMA, SMESTA, MIRACLE, trashowy DIVINE, black i death metalowe ABSOLUTE DEFIANCE, TOTAL RUSAK, IMPRECATORY, JASAD i kilka innych.



Niestety, wszelkich neo progów, blacków, deathów i innych współczesnych tworów nie trawie. Odbieram Muzyke na troche innych falach Smile

Dzieki za rekomendacje. Podziwiam takich niestrudzonych poszukiwaczy.


Last edited by Yer Blue on 07.05.2009, 15:33; edited 2 times in total
Back to top
View user's profile Send private message Send e-mail
Andy
japońska edycja z bonusami


Joined: 11 Apr 2007
Posts: 3885
Location: NJ

PostPosted: 17.04.2009, 16:12    Post subject: Quote selected Reply with quote

Yer Blue wrote:

Z Afryki chyba tylko RPA istnieje w mojej świadomosci, jako kraj w którym było jakieś muzyczne (rockowe) zycie. Reszta to jedna wielka niewiadoma.


W innych krajach afrykanskich tez dzialalo kilka niezlych zespolow. Problem w tym, ze dostepnoasc do tej muzyki jest prawie zadna.
Jednym z bardziej znanych i wartych uwagi zespolow jest kenijski Question Mark. Z ich plyta nie ma akurat wiekszego problemu, bo wznowil ja niemiecki Shadoks. Warto tez zapoznac sie z dwoma psychodelicznymi zespolami z Nigerii: Blo - Chapter One i Ofege - Try and Love. W Ghanie dzialal funk rockowy Ebo Taylor & The Pelikans oraz psychodeliczny Mack Sigis Porter - Peace On you, a w Zambii bardzo dobry Witch - Lazy Bones oraz Blackfoot - Millie

Kiedys po przesluchaniu 2 plyt filipinskiego Juan de la Cruz napalilem sie na muze z Azji, ale szybko zostalem sprowadzony na ziemie, gdy kupione po $100.00 kazda plyty filipinskich grup Maria Cafra i Judas okazaly sie odpowiednikami naszego Homo Homini Rolling Eyes
_________________
Never Turn Your Back On A Friend
Back to top
View user's profile Send private message Send e-mail
Yer Blue
remaster


Joined: 17 Sep 2007
Posts: 2205
Location: Bielsk Podlaski

PostPosted: 20.04.2009, 11:37    Post subject: Quote selected Reply with quote

Andy wrote:
Yer Blue wrote:

Z Afryki chyba tylko RPA istnieje w mojej świadomosci, jako kraj w którym było jakieś muzyczne (rockowe) zycie. Reszta to jedna wielka niewiadoma.


W innych krajach afrykanskich tez dzialalo kilka niezlych zespolow. Problem w tym, ze dostepnoasc do tej muzyki jest prawie zadna.
Jednym z bardziej znanych i wartych uwagi zespolow jest kenijski Question Mark. Z ich plyta nie ma akurat wiekszego problemu, bo wznowil ja niemiecki Shadoks. Warto tez zapoznac sie z dwoma psychodelicznymi zespolami z Nigerii: Blo - Chapter One i Ofege - Try and Love. W Ghanie dzialal funk rockowy Ebo Taylor & The Pelikans oraz psychodeliczny Mack Sigis Porter - Peace On you, a w Zambii bardzo dobry Witch - Lazy Bones oraz Blackfoot - Millie


Dzieki za te wszystkie egzotyczne nazwy, Andy Smile
W Ghanie działał jeszcze jazz rockowy zespół Osibisa z tego co sie zorientowałem w sieci.

Andy wrote:
Kiedys po przesluchaniu 2 plyt filipinskiego Juan de la Cruz napalilem sie na muze z Azji, ale szybko zostalem sprowadzony na ziemie, gdy kupione po $100.00 kazda plyty filipinskich grup Maria Cafra i Judas okazaly sie odpowiednikami naszego Homo Homini Rolling Eyes


Ciekawośc zwycieżyła nad rozsądkiem Smile

Czytałem właśnie w temacie NKRu jak Okechuwku palił sie do zakładania tego wątku zapowiadając omowienie kapel z Zambii, Korei czy Kambodży, ale skończyło sie niestety tylko na Izraelu i Turkmenistanie. Za mały był widac odzew. Ja chętnie bym poczytał... (tak na marginesie omawiany wyżej Ktzat Acheret z Izraelu niestety zupełnie nie trafił w mój gust)
Back to top
View user's profile Send private message Send e-mail
Yer Blue
remaster


Joined: 17 Sep 2007
Posts: 2205
Location: Bielsk Podlaski

PostPosted: 07.05.2009, 15:30    Post subject: Quote selected Reply with quote

Bernard wrote:
No i jeszcze mój ulubieniec – GIANT STEP. Polecam. Mam ich dwie pierwsze płyty „Giant On The Move!” (1976) i „Mark I” (1977). Progresywne, bardzo melodyjne granie. Tylko wokal obniża noty.


Przesłuchałem Giant Step „Giant On The Move!” i to z wielka uwaga.
Pierwsze wrazenie było całkiem dobre, bo muzyka faktycznie jest bardzo melodyjna ale i bogata w nastroje a w utworach az gęsto od motywów i zmian. Pierwszych kilka utworów słuchało sie dobrze ale po jakims czasie zabrakło mi tu czegoś...jakiejsc wyrazistości, oryginalności. Nie ma nic szczegolnego co by wyrózniało Giant Step tak żeby chciało sie do tego wracać... mnie najbardziej zawiodło zachowawcze instrumentarium (bardzo europejskie brzmienie, taka słabsza wersja włoskiego proga), żadnych egzotycznych dodatków czy jakiegokolwiek pierwiststka "inności". No chyba, że wokal - tu sie zgadzam - słaby. W jednym utworze jest z takim dziwnym pogłosem wyeksponowany, że aż razi... Niby to oryginalne ale ja juz wole tradycyjny.
Organy sa kiepsko i bez polotu zagrane moim zdaniem, gitara brzmi troche lepiej - czasem bywa ostro co jest plusem.
Same kompozycje, po któryms przesłuchaniu zaczynaja męczyć - dzieje sie sporo ale troche na siłe i bez zamysłu. Im wiecej tego słucham tym bardziej odpycha mnie poznawanie egzotyki niestety...

Tak wiec przeniosłem sie z Azji do Afryki.
Skusiło mnie okreslenie "bardzo dobry" przy Zambijskim Witch w poście Andy'ego. Wink
A muzyka Witch okazała sie byc brzmiąca jak z buszu albo w namiocie nagrywana chyba Wink Jak jakas koszmarna demówka - a co za brzmienie bebnow Shocked Same utworu krótkie i proste - taka buszmeńska psychdelia z hendrixowska gitara...no właśnie to jest jedyny plus całej plyty Zambijczykow - bardzo fajna, dość cieżkawa gitara. Tylko te brzmienie...do wokalu nawet sie nie czepiam (gdyby go było chociaz lepiej słychać Wink).

Ech... i w taki oto sposob odechciało mi sie na czas jakis tych egzotycznych poszukiwań. Z Afryka (poza RPA) to chyba juz zupełny koniec.

Ale dzieki Wam za propozycje - mimo wszystko ciekawe doświadczenie poznać te dziwolągi.

Po drodze zapoznałem sie też z dwoma mocno reklamowanymi przez Okechuwku zespołami z Turkmenistanu - Firyuzą i Genesh.
Pierwszy zespół (opisany w drugim poście tego tematu) zrobił na mnie bardzo pozytywne wraznienie ...jak na egzotyke Wink Bardzo bogata brzmieniowo, wolna od wszelakich schematów prawie czysta improwizacja czasem poparta jaką melodia. Momentami przypomina legendarne Bubu - bogactwo i wolnosć. Poznac warto ale pasji starcza na kilka przesłuchan zaledwie...ciekawoska.
Debiutańskiej plyty Gunesh nie dane mi było poznac w całości..i niech tak zostanie. W skrócie: katastrofa.


I tak sie zakończył moj romans z pozaeurpejską egzotyką Wink Przynajmiej na razie. (ale coś zaczynam teraz myślec o Kubie...na starym forum ktoś wynalazł jakies podobno cudo stamtad... ciekawośc pewnie kiedyś wygra, ale na razie STOP)
Back to top
View user's profile Send private message Send e-mail
afterc
remaster


Joined: 06 Dec 2008
Posts: 2257

PostPosted: 07.05.2009, 15:42    Post subject: Quote selected Reply with quote

Yer Blue wrote:
zabrakło mi tu czegoś...jakiejs wyrazistości, oryginalności.... taka słabsza wersja włoskiego proga, niby to oryginalne ale ja juz wole tradycyjny...same kompozycje, po któryms przesłuchaniu zaczynaja męczyć - dzieje sie sporo ale troche na siłe i bez zamysłu... im wiecej tego słucham tym bardziej odpycha mnie poznawanie egzotyki niestety... w skrócie: katastrofa.

I ja się pod tym podpisuję ( bez marudzenia, dziarsko i z pewną satysfakcją ).

Ps. Opisy Okechukwu czytam wciąż z ogromną przyjemnością i z wypiekami na twarzy. Po opisywaną muzykę już jednak nie sięgam ( powody opisał wprost znakomicie YB ).
Back to top
View user's profile Send private message Send e-mail
Yer Blue
remaster


Joined: 17 Sep 2007
Posts: 2205
Location: Bielsk Podlaski

PostPosted: 07.05.2009, 16:16    Post subject: Quote selected Reply with quote

Ale skondensowałes wszystko negatywne w jedno, że to nie brzmi jakbym ja to pisał Wink Bo przeciez plusy tez sie pojawiały, marne ale zawsze.

Poza tym nawet w tych odległych od cywilizacji zakamarkach czasem można odnaleźć plyty świetne - np. Guruh Gipsy, ale trzeba miec potworne szczęscie.

A jeszcze co innego europejska egzotyka - np. dla estońskiego Mess jestem gotów pominki wystawiać. Być może dla przciwwagi napisze tu kilka słow zachwytu nad cudowna plyta jaką nagrali...kiedys Wink

Ale egzotyce z konca swiata, głownie z tych podejrzanych krajow (bo co innego Austarlia, Argentyna czy Japonia) mówie NIE.
Wracam do cywilizacji Smile

Ale i tak mi sie kiedys odmieni... Wink

PS. Oke mimo wszystko i tak robi dobra robote, bo przezyc nawet dziesieć potężnych zawodów po to by trafic na choby jedna perełke (jak Mess czy Guruh Gipsy) sie jednak opłaca.
Back to top
View user's profile Send private message Send e-mail
MirekK
zremasterowany digipack z bonusami


Joined: 02 Mar 2008
Posts: 5521
Location: Nowy Jork

PostPosted: 10.05.2009, 03:39    Post subject: Quote selected Reply with quote

Yer Blue wrote:
przezyc nawet dziesieć potężnych zawodów po to by trafic na choby jedna perełke jak Mess


Yer Blue, tak apropos Mess, zerknij na ponizszy link. Cos co moze ciebie bardzo zainteresowac. Smile
http://www.youtube.com/watch?v=7c5G-JYSEzQ

Swietna muzyka, moje najwieksze "odkrycie" tego roku dzieki Twojej rekomendacji i dzieki Wlodkowi (za jego szczodrobliwosc Wink ).
Back to top
View user's profile Send private message
Yer Blue
remaster


Joined: 17 Sep 2007
Posts: 2205
Location: Bielsk Podlaski

PostPosted: 11.05.2009, 13:42    Post subject: Quote selected Reply with quote

Dzieki za linka Mirku!
Wolno sie u mnie ładuje ale jest obrazek - a wiec tak oni wygladaja Smile

Taki traf, że akurat dziś ich słuchałem Smile
Czyż nie graja pieknie...
Back to top
View user's profile Send private message Send e-mail
Janek
kaseta "żelazówka"


Joined: 14 Apr 2007
Posts: 124
Location: K-ów

PostPosted: 26.05.2009, 16:05    Post subject: Quote selected Reply with quote

myślę że ten zespół tutaj tez pasuje:

Mogollar - Mogollar
Back to top
View user's profile Send private message
Yer Blue
remaster


Joined: 17 Sep 2007
Posts: 2205
Location: Bielsk Podlaski

PostPosted: 12.06.2009, 14:06    Post subject: Quote selected Reply with quote

Po wielu rozczarowaniach egzotyką przyszedł moment, w ktorym odkrywanie dziwactw muzycznych przywróciło mi nadzieje w sensowność trudzenia z tą odległą od cywilizacji muzyka. Chociaz Turcja geograficznie lezy u stop Europy i jest licznie zamieszkana, wiec to taka egzotyka raczej połowiczna.
Wszystko za sprawą zespolu 21 PERON i płyty "21 Peron" z 1975 roku.
Polecam ją wszystkim miłośnikom a) MELODII, b) egzotycznych instrumentów jak na rocka, c) oraz psychodelii w klimacie Amon Duul 2.
Wielkim plusem płyty jest jej bogactwo w instrumenty, przesycenie wątków w obrębie zazwyczaj krótkich utworów oraz melodyczna finezja - bo niby czemu Turcy mieliby być z załóżenia gorsi od Angoli czy Niemców?
Jedynym minusem może być brzmienie, chociaz nie dla mnie. Początek o dziwo brzmi troche gorzej, ale tak od 5-6 utworu sytuacja sie troche poprawia - istrumenty brzmia pełniej i wyraźniej, a całośc jest głośniej nagrana. Druga częśc plyty (bardziej rockowa) nie powinna juz nikogo zawieść.

Tureckie dzieło rozpoczynają 2 najdłuższe, 7-minutowe utwory w sielskim, psychodelicznym nastroju. Anne czaruje partiami skrzypiec ,które grają bardzo piekne melodyczne wątki, innym razem są rozimprowizowane, nastrój przeciwważy co jakiś czas ostrzejasza gitara, głownie jednak również wtapiajaca sie w rozmarzony klimat nagarnia. Role motywu przewodniego (szalenie melodyjnego) odgrywa bardzo oryginalnie brzmiacy instrument, pewnie element tureckiego folkoloru - tak w skrócie można opisac wiekszość utworów z tej znakomitej płyty. 18400 Tl jest troche żwywszy od poprzednika - wiecej sfuzowanej gitary i bardziej zakręcone skrzypce przywodza na myśl Amon Duul 2. Pojawiają sie organy, czasem brzmia jakoś dziwnie, jakby po turecku.
F.M.O. jest dla odmiany bardzo delikatny za sprawa skrzypiec. Pojawia sie piekny melodyczny wątek - taka miniaturka właściwie. Kilka utworów dalej jest druga wersja tego utworu, troche żywsza, ale tez dużo lepiej brzmiaca -bo jak pisałem płyta ma duzo lepsze brzmienie w drugiej częsci.
Petruska to jeden z moich faworytów na płycie. Zaczyna sie żwawo instrumentem, którego ciezko mi zidentyfikować - ni to klawisz ni to gitara, dochodza skrzypce i razem brzmi to wyśmienicie. Pojawia sie duzo ostrej gitary, skrzypce zaczynają coraz bardziej szaleć. w drugiej minucie nastepuje zwrot o 180% - instrument smyczkowy serwuje bajkowy, delikatny temat, z kolei w trzeciej zaczyna znac o sobie znów przyciezkawa gitara grająca obłedny wprost motyw. W czwartej wracają tematy z początku nagrania niejako spinajac tę minisuite. Jak dla mnie te 5 i pól minuty jest wyczarowane potegą piękna.
Cocukluk Anilarim to jeden z bardziej oryginalnych momentów tego dzieła. Od początku "rzempoli" jakas ichniejsza gitarka, coś jakby mandolina; raz towarzyszą jej piekne jak zwykle skrzypce, raz wyczarowany temat organy. W drugiej minucie jest ostrzej - jest taki moment, w którym spotykaja sie i organy i skrzypce - fenomenalny! Szkoda, że trwa to tylko minutke...Powraca niby mandolinka z patentami, o których wspominałem na wstępie. Tym raze 4 minuty nieziemskiego piękna.
Ale moim cichym faworytem tej płyty jest trwająca ledwie 2:48 Inilti. Nawet nie wiedzaiłem, że usłysze jeszcze w moim życiu coś tak melodycznie elektryzujacego! Klimat jak w najbardziej wtajemniczonym nagraniu Pink Floyd, melodia jak Beatlesi u szczytu możliwości - tylko to przychodzi mi na myśl...proste tematy a nie pozwalają spokojnie zyć.
Ale nastrój nie opada ani na chwile. Bes to kawałek, o którym mógłbym znów wylewac bezgranicznie swoj zachwyt. Nagranko jest bardzo żywe za sprawą świetnej pracy gitarzystów, całkiem wesołe granie, tylko klawisze wprowadzają elementy rozmarzenia. Skrzypce jak zwykle w każdej postaci - raz z gitara - ostro i do przodu, innym razem czaruja z klawiszami.
Sarap Mahzeninde to chyba najbardziej przebojowa chwila tej super płyty. Tutaj rządzą klawisze brzmiace jakoś po turecku - motyw przwodni miążdzy! Gitary tez nie pozwalaja ziewac - im dalej w płyte tym ostrzej sobie poczynają. Wykonczenie jest wyborne. Ależ krótko...tylko 2:56...
Nastpeną perełka w skarbnicy jest wcześniej wspomniana druga część F.M.O. pod tytułem F.M.O. Li. Może to jakiś koncept album...ale bez wokalu - nie wspomniałem, że panuje tu wyłacznie krajobraz dzwiekowy, ale ani na chwile niczego mi tu nie brakuje.
I co, liczycie na spadek formy - nic z tego! Arap Bebegin Dansi to kolejna minisuita z licznymi wątkami. Panuje zdecydowanie rockowy klimat, to jest właściwie najostrzejszey moment płyty. Natarczywe gitary nie stopuja nawet skrzypce, które od drugiej minuty graja równiez żywiołowo, serwujac 2 rózne tematy na przemian - oczywiście klasa. Dokladaja do tego organy. 5 minut śmiga jak błyskawica...
I to już niestety koniec.
Na pocieszenie sa 2 bonusy. Pierwszy z nich, to jedyny raczej średni utwor na płycie - muzycznie żadnych fajerwerków, wszystko przecietne, nawet melodia, w nagode mamy wokal. Bonus drugi, Koy Dugunu na szczescie przywraca klimat właściwej płyty. Pierwsza minuta to szalejące skrzypce ale ogólnie tak sobie...w okolicach 1:20 pojawia sie syntezator a po chwili wyłania sie z tej magmy fascynujący, bardzo melodyjny temat skrzypiec i nie nadejdzie 3 minuta a wszystko milknie i z płytą trzeba sie definitywnie pożegnac...na szczęscie ktoś wpadł na pomysł, że mozna ją włączyc od nowa Smile

Płyta 21 Peron pozostawia po sobie bardzo dobre wrazenie, i to juz za pierwszym przesłuchaniem. Kolejne sprawiły, że jestem uzalezniony od tej muzyki - kocham ten stan i życze sobie takich przejawów w przyszłości jak najwiecej. Wszystkim życze.
Back to top
View user's profile Send private message Send e-mail
Dudia
epka analogowa


Joined: 21 Jul 2011
Posts: 842
Location: Cieszyn

PostPosted: 01.09.2011, 18:53    Post subject: Quote selected Reply with quote

http://www.youtube.com/watch?v=wxxtOdxLpv4
Ktoś wspominał o Kubie -powyższy link do tego nawiązuje
http://www.youtube.com/watch?v=WuPCaEy9JDQ
jeden z lepszych przedstawicieli prog rocka z Azji dokładnie z Bahrajnu
http://www.youtube.com/watch?v=guvfWc7cOvw
jeszcze staroć z Armenii
Back to top
View user's profile Send private message
Display posts from previous:   
Post new topic   Reply to topic    Muzyczne Dinozaury Forum Index -> Muzyka All times are GMT + 1 Hour
Goto page 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
Page 1 of 7

 
Jump to:  
You cannot post new topics in this forum
You cannot reply to topics in this forum
You cannot edit your posts in this forum
You cannot delete your posts in this forum
You cannot vote in polls in this forum


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group