Muzyczne Dinozaury Forum Index Muzyczne Dinozaury
i ich następcy
 
 FAQFAQ   SearchSearch   MemberlistMemberlist   UsergroupsUsergroups   RegisterRegister 
 ProfileProfile   Log in to check your private messagesLog in to check your private messages   Log inLog in 

Queen
Goto page 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
 
Post new topic   Reply to topic    Muzyczne Dinozaury Forum Index -> Wykonawcy
View previous topic :: View next topic  
Author Message
Radek
Guest





PostPosted: 11.04.2007, 22:06    Post subject: Queen Quote selected Reply with quote

Kiedy zakładałem ten temat w poprzednim miejscu funkcjonowania FD, mijała 14. rocznica śmierci Mercury'ego. Teraz będzie bez okazji, bo nadal myślę, że poświęcić nieco miejsca Queen - zespołowi, który:
- na swych pierwszych albumach z powodzeniem realizował własną, osobną odmianę art rocka,
- osiągnął, co wielu drażni, sukces komercyjny (bo później z jego muzyką bywało różnie),
- dał się poznać jako znakomita grupa koncertowa,
- nigdy nie zmienił składu, chociaż wielokrotnie się na to zanosiło,
- jest ulubionym chłopcem do bicia dla wielu osób.
Back to top
Radek
Guest





PostPosted: 11.04.2007, 22:07    Post subject: Quote selected Reply with quote

Bardzo ciekawą pozycją związaną z Queen jest płyta (bootleg) Queen In Nuce (1995; Milestone Records). Trafiło na nią 8 utworów.
2 pierwsze kawałki to klasyczne covery Goin’ Back i I Can Hear Music (z repertuaru Beach Boys) wydane pod szyldem Larry Lurex (będącym aluzją do Gary'ego Glittera) przez Freddiego Mercury’ego (przy udziale Maya i Taylora). Pierwszy z nich (fragment) został wykorzystany później na płycie Made In Heaven (1995).
Kolejny utwór to Mad The Swine, kompozycja Queen, która po latach w zremiksowanej wersji pojawiła się na singlu Headlong (1991).
Pozostałe utwory nagrane zostały przez zespół Smile, w którego składzie figurował śpiewający basista Tim Staffell. Był on także głównym twórcą repertuaru. Już w tych wczesnych utworach można usłyszeć zamiłowanie muzyków do harmonii wokalnych, które stały się potem jednym ze znaków firmowych Queen. W utworze Blag pojawiają się pierwsze motywy gitarowe, które trafiły potem do Brighton Rock.
1. Going Back [3:13]
2. I Can Hear Music [3:19]
3. Mad The Swine [3:18]
4. Earth [3:58]
5. April Lady [2:40]
6. Polar Bear [3:55]
7. Step On Me [3:08]
8. Blag [3:12]

Back to top
Radek
Guest





PostPosted: 11.04.2007, 22:09    Post subject: Quote selected Reply with quote

Live At The Rainbow oficjalnie wydano do tej pory jedynie na VHS, w dodatku w mono. Kaseta jest częścią boxu noszącego tytuł Box Of Tricks (1992), który wygląda tak:



Mój egzemplarz pozbawiony jest, niestety, koszulki i broszki Confused . Na szczęście zawiera te najcenniejsze elementy Smile .

Nie chciało mi się tego teraz sprawdzać, ale pamiętam, że lista utworów zawiera błędy. Na szczęście ktoś opisał to dokładniej niż wydawca:
1. Procession
2. Now I'm Here
3. Ogre Battle
4. White Queen
5. In The Lap Of The Gods
6. Killer Queen
7. The March Of The Black Queen
8. Bring Back That Leroy Brown
9. Son And Daughter
10. Guitar Solo
11. Father To Son
12. Drum Solo
13. Keep Yourself Alive
14. Liar
15. Son And Daughter (Reprise)
16. Stone Cold Crazy
17. In The Lap Of The Gods..... Revisited
18. Jailhouse Rock
19. God Save The Queen

Okładka kasety i dane dodatkowe:



W kilku miejscach słychać fragmenty dodane później w studiu. Dotyczy to ponoć jedynie miejsc, w których z jakością dźwięku nie było najlepiej.
Czas trwania: ok. 53 min.
Recorded at the Rainbow Theatre, London, 20 November 1974
Sound produced by Roy Thomas Baker and Mike Stone
Directed by Bruce Gowers
Produced by Arkadi De Rakoff

Istnieją co najmniej 2 wersje pirackie na DVD:

1. Tu nawet żaden geniusz nie wpadł na to, że zdjęcie z okładki pochodzi z okresu późniejszego.



2. Tu jest już bardzo fajnie – gdyby wreszcie wydano ten koncert na oficjalnym DVD, wcale nie pogniewałbym się, gdyby opatrzono całość taką właśnie okładką.

Back to top
Radek
Guest





PostPosted: 11.04.2007, 22:10    Post subject: Quote selected Reply with quote

QueenQueen (1973)

13 lipca 1973 (UK)
4 września 1973 (USA)
czerwiec 1991 (wersja Hollywood Records z okazji 20-lecia istnienia zespołu)



Strona A:
1. Keep Yourself Alive (May) [3:47]
2. Doing All Right (May/Staffel) [4:09]
3. Great King Rat (Mercury) [5:43]
4. My Fairy King (Mercury) [4:08]
Strona B:
5. Liar (Mercury) [6:25]
6. The Night Comes Down (May) [4:23]
7. Modern Times Rock 'n' Roll (Taylor) [1:48]
8. Son And Daughter (May) [3:20]
9. Jesus (Mercury) [3:44]
10. Seven Seas Of Rhye… (Instrumental) (Mercury) [1:15]
Dodatkowe utwory z jubieleuszowej edycji CD Hollywood Records:
11. Mad The Swine (Mercury) [3:22]
12. Keep Yourself Alive (long-lost retake) (May) [4:02]
13. Liar (1991 remix by John Luongo and Gary Hellman) (Mercury) [6:26]

Freddie Mercury: Vocals, Piano
Brian May: Guitar, Piano, Vocals
John Deacon: Bass, Acoustic Guitar
Roger “Meddows” Taylor: Drums, Percussion

John Anthony: Additional Vocals on “Modern Times Rock 'n' Roll”

O tym, że rok 1973 był ze wszech miar wyjątkowy nie trzeba chyba nikogo przekonywać Wink . Okazał się on również przełomowy dla Queen – zespół mógł wreszcie wydać swój pierwszy album.
Debiutancki longplay powstawał w dosyć trudnych warunkach, grupa miała bowiem prawo do korzystania ze studia tylko wtedy, kiedy nikt z „ważniejszych” artystów w nim nie pracował.
Na płycie, której tytuł jest po prostu nazwą zespołu, znalazło się 10 kompozycji. Otwierał ją singlowy Keep Yourself Alive, zamykała zaś instrumentalna wersja kolejnego singlowego kawałka (z singla wydanego w lutym następnego roku i promującego kolejny album) – Seven Seas Of Rhye. Wspominam już na wstępie o tych utworach, bo jakoś zawsze były one dla mnie tymi, które psuły nieco wrażenie, odstawały poziomem od pozostałych. Może „ukrycie” ich w środku byłoby lepszym wyjściem? W każdym razie klamra spinająca omawiany longplay odbiega nieco jakością, jak na mój gust, od reszty…
Jeśli miałbym wskazać to, co w Keep Yourself Alive najlepsze, wymieniłbym pewną „odpowiedniość” do tego, by stać się utworem otwierającym całość – wpływa na to jego dynamika (płyta rozpoczyna się dzięki temu mocnym wejściem – pierwsze wrażenie wszak nie powinno być odpychające). Na korzyść przemawia także dosyć ciekawy fragment z wyeksponowanymi bębnami, które jeszcze „podkręcają” moc, oraz to, że powtarzany wielokrotnie refrenowy motyw: Keep Yourself Alive jest wzbogacany na różne sposoby. Zastosowano tu także zabieg, który bardzo lubię: poszczególne fragmenty zwrotek śpiewane są tak, że sprawiają wrażenie dialogu – ledwie wybrzmiewa jedna fraza tekstu, już zaczyna się następna (niczym w montażu radiowym, gdzie właściwie brak pauz w wypowiedziach); bywa też, że zachodzą one na siebie. Ostatecznie jednak kawałek nie do końca mnie przekonuje. Akurat w tym wypadku – co zdarza się naprawdę rzadko, by nie rzec, że tylko tu – przeszkadza mi brzmienie gitary Maya. Nie wiem dlaczego Question , ale przymiotnik, którym bym je określił to drewniane.
Doing All Right to jedyna pamiątka po byłym koledze Maya i Taylora (jeszcze z zespołu Smile Smile ), Timie Staffelu, którego nazwisko, jako współautora, widnieje obok nazwiska Maya. Utwór ten przynosi wyciszenie, tworzone przez gitarę akustyczną, falset wokalisty, oraz ciepłe harmonie wokalne. Sygnał wysyłany do słuchacza brzmi: "potrafimy zagrać też inaczej: spokojnie i delikatnie" (przypominam, że chodzi o album nowej wtedy grupy – umiejętne zaskoczenie mogło przynieść same korzyści). Partie wokalne można by tu wykonać bez uciekania się do falsetu, bo nie są to dźwięki nieosiągalne dla Mercury’ego – ale wtedy pierzchłaby wspomniana delikatność. Była ona zresztą bardzo potrzebna dla wykazania kontrastu z pojawiającym się dość nieoczekiwanie, chociaż – w wyniku króciutkiego stopniowego przejścia, mocnym motywem gitarowym. Następnie mamy krótki powrót spokoju i ponowny – tym razem wściekły – atak gitary. To, że utwór kończy się jednak delikatną harmonią wokalną i gitarą akustyczną można uznać za swego rodzaju zdefiniowanie stylu zespołu. Styl ten – szczególnie na pierwszych płytach – opierał się bowiem głównie na wewnętrznym zróżnicowaniu utworów, jak i na eklektyzmie całych płyt.
Trzy kolejne utwory uważam za najlepsze na longplayu. Co ciekawe, wszystkie są kompozycjami Freddiego Mercury’ego, który, jeśli chodzi o podejście do tworzenia, w początkach kariery wykazywał chyba najwięcej odwagi spośród członków zespołu.
Great King Rat jest kawałkiem dynamicznym, a najbardziej zachwyca mnie w nim sposób gry gitarzysty. Pierwsza solówka skonstruowana została niczym „rozmowa” dwóch gitar (May z powodzeniem stosował taki sposób grania również w późniejszych utworach). Jak już wspomniałem – błyszczy tu przede wszystkim May, który naprawdę mógł sobie poszaleć, lecz całkiem intrygująco wypada też Taylor, kombinujący trochę z brzmieniami perkusji. Utworowi nie brakuje też pewnej podniosłości, która nie musi wkurzać, jeśli spojrzy się na królewską nazwę zespołu (a także obecność króla w tytule). Nomen omen? Wink
To, co dzieje się w My Fairy King (kolejny „królewski” utwór!) jest zapowiedzią przyszłego oblicza Queen, utworów takich jak Bohemian Rhapsody, The Prophet’s Song czy Somebody To Love. Przyznaję, że jest to kompozycja, do której przekonywałem się najdłużej (pewnie dlatego, że kiedy poznawałem dokonania tego zespołu, koledzy słuchali straszliwej kichy, a ja byłem pod silnym ich wpływem Wink ). Podobno Mercury w czasie jej nagrywania bardzo upierał się przy dokładaniu coraz to nowszych pomysłów. Dotyczyły one głównie podejścia do fragmentów śpiewanych (niektóre falsety – z pogranicza podejrzeń o kastrację Confused Wink ). Harmonie wokalne, które tu zastosowano uważam za majstersztyk. Kawałek jest zresztą naszpikowany interesującymi smaczkami: muzycy bawią się trochę stereofonią, co daje na przykład świetny efekt w miejscu, w którym wyraz someone za każdym razem rozpoczynany jest przez Mercury’ego i dobiega z lewego kanału, a kończony – przez Taylora, co słychać w kanale prawym. No i nawet John Deacon ma tu swoje 3 sekundy… Tekst utworu jest pierwszym z „baśniowych” tekstów Fredka. Rzadko przypisuję tekstom rolę równą tej, którą pełni muzyka, ale tu jest miejscami naprawdę nieźle… Od kiedy wiem, że wyraz fairy jest w jednym ze swych znaczeń slangowym określeniem homoseksualisty, zastanawia mnie ewentualny wątek autobiograficzny (podkreślam – to jedynie domniemanie) umieszczony przez Mercury’ego w tym całkiem zgrabnym fragmencie:
Someone,
Someone has drained the colour from my wings,
Broken my fairy circle ring
And shamed the king in all his pride,
Changed the winds and wronged the tides.
Mother Mercury (Mercury)
Look what they’ve done to me.
I cannot run I cannot hide.

Na marginesie: nieco zagadkowa jest ta Mother Mercury (Merkury też była kobietą? Shocked Wink ). Być może dowiem się czegoś więcej na ten temat, kiedy Ryou skończy pisać swoją pracę na konkurs gimnazjalistów-naukowców (w jej dziele ma się znaleźć analiza funkcji pełnionych przez nazwy własne w tekstach Queen).
Liar od razu był moim faworytem i trzyma mocno do dziś. Jego atutami są mozaikowość i płynność (dotycząca przechodzenia z tematu w temat, ale i sposobu grania – szczególne wyrazy uznania dla sekcji rytmicznej). Podobno Roger Taylor zżymał się na jakość brzmienia perkusji na całej płycie, ale mnie ono odpowiada – zwłaszcza w tym utworze.
The Night Comes Down to bardzo spokojny (i w sumie – jak na ten zespół – dosyć prosty) utwór, choć motyw początkowy wprowadza pewien niepokój, podobnie jak końcówka, będąca właściwie wstępem do pierwszej kompozycji Taylora – Modern Times Of Rock ’n’ Roll. Należy dodać, że perkusista podjął się również zaśpiewania tego króciutkiego, najżywszego na płycie utworu. Koniec wyznacza tu typowo „queenowska” (jak można by ją nazwać z perspektywy czasu) harmonia wokalna. Harmonie takie pojawiają się ponownie już na początku ciężkawo brzmiącego, osadzonego na mięsistym riffie Son And Daughter. Fredek śpiewa tu miejscami w sposób bardzo oddalony od stylu znanego z (późniejszych) przebojów zespołu, bardziej „rockowo”. W następnym utworze, inspirowanym historią biblijną – Jesus, można z kolei usłyszeć elementy melorecytacji. Wydaje się ona odpowiednim środkiem do przekazania tekstu, który, jak sądzę, Mercury uznał za ważny… Wszelkie kawałki rockowe zakorzenione w Piśmie św. do dziś zdarza mi się przyrównywać do tej właśnie kompozycji, która stanowi dla mnie coś na kształt odpowiednika wzorca metra z Sèvres w odniesieniu do utworów tej kategorii.
Seven Seas Of Rhye… jeszcze bardzo niepozorny…

…And nobody played synthesizer.

P.S. Do wydania jubileuszowego dołączony został jeden utwór premierowy – Mad The Swine (pokazujący bardziej popowe oblicze zespołu, aczkolwiek nie pozbawiony uroku) oraz 2 utwory w innych wersjach. W Keep Yourself Alive (long-lost retake) poprawiono brzmienie (ze wskazaniem na perkusję) oraz inaczej zmiksowano całość (przede wszystkim wokale). Liar (1991 remix by John Luongo and Gary Hellman), oprócz podobnych zabiegów, jakich dokonano w Keep… (chociaż tu owe ingerencje są nieco mniejsze), brzmi w nowej wersji bardziej „przestrzennie”.
Back to top
Qnrad
kaseta "chromówka"


Joined: 21 Jun 2007
Posts: 170
Location: Warszawa

PostPosted: 22.06.2007, 21:11    Post subject: Quote selected Reply with quote

1. Czy obowiązuje tu jakaś zasada dająca wyłączność na opisywanie płyt założycielowi tematu?
2. Jeśli nie, to czy muszę trzymać się chronologi?
Back to top
View user's profile Send private message
Radek
Guest





PostPosted: 22.06.2007, 21:29    Post subject: Quote selected Reply with quote

Przecież to forum dyskusyjne. Pisz, o czym chcesz. Chronologii Wink nie trzeba się trzymać, bo omówienia płyt nie są obowiązkowe.
Back to top
Qnrad
kaseta "chromówka"


Joined: 21 Jun 2007
Posts: 170
Location: Warszawa

PostPosted: 22.06.2007, 22:50    Post subject: Quote selected Reply with quote

A zatem...

Queen
- Innuendo

4 lutego 1991



Strona A:
1. Innuendo (Queen) - 6:29
2. I'm Going Slightly Mad (Queen) - 4:22
"I3. Headlong (Queen) - 4:39
4. I Can't Live with You (Queen) - 4:35
5. Don't Try So Hard (Queen) - 3:39
6. Ride the Wild Wind (Queen) - 4:41
Strona B:
7. All God's People (Mercury/Mike Moran) - 4:19
8. These Are the Days of Our Lives (Queen) - 4:12
9. Delilah (Queen) - 3:32
10. The Hitman (Queen) - 4:52
11. Bijou (Queen) - 3:36
12. The Show Must Go On (Queen) - 4:24

All lead vocals by Freddie Mercury except "Ride the Wild Wind" (Mercury & Roger Taylor)

All backing vocals by Freddie Mercury except:
"I'm Going Slightly Mad": Mercury & Brian May
"Headlong": Mercury, May & Taylor
"I Can't Live with You": May & Taylor
"The Hitman": May
"The Show Must Go On": May & Taylor

All drums and timpani by Taylor except:
Conga percussion in "These Are the Days of Our Lives" by David Richards
Synth-drum programming in "I Can't Live with You" by May
Drum machine on "Delilah" by Mercury

All bass guitars by John Deacon

All electric guitars by May
Spanish rhythm guitar in "Innuendo" by Steve Howe

All keyboards by Mercury except:
"All God's People": Mike Moran
"Innuendo": Mercury & Richards
"I Can't Live with You": May & Richards
"These are the Days of Our Lives": programmed by Queen
"The Show Must Go On": May

Tyle suchych faktów. Zanim opiszę muzykę zawartą na tym albumie skupmy się na okolicznościach, w jakich został stworzony. Minęły lata '80. Była to dekada, w której Queen łamał bariery popularności, królował na listach przebojów, ustanawiał kolejne kasowe rekordy. Jednak fani starego Q czuli się zawiedzeni. Ci, którzy kochali sięgający artystycznych wyżyn zespół z okresu pierwszych pięciu płyt byli rozczarowani banalnymi popowymi pioseneczkami typu "Radio GaGa", czy "I Want To Break Free". To nad czym do dziś wszyscy fani tej kapeli płaczą, to fakt, że właśnie z tym jest ona kojarzona (ew. WATC/WWRY). Plastikowe brzmienie i banalne teksty. Ale popularność rosła, tak samo jak zera na koncie...
Jedną z niewielu rzeczy, jakie zostały prawdziwie wielkie w Queen to koncerty. Oczywiście mroczne przedstawienia w czarnych strojach z piórami zostały zastąpione przez błyszczące kamizelki i adidasy, ale show dalej był niesamowity, zwłaszcza przy oszałamiającej oprawie wizualnej.

W roku 1987 następuje punkt zwrotny w historii Queen. Charyzmatyczny wokalista Freddie Mercury poznaje straszną prawdę - zaraził się wirusem HIV. Jak wszyscy wiemy, choroba ta jest tyleż straszna co nieobliczalna. Na szczęście dla Freddiego i nas, pozwoliła mu nagrać swe, moim zdaniem, największe dzieło... Zanim to nastąpiło wydał on wielce udaną solową płytę "Barcelona", na której wraz z hiszpańską divą operową Montserrat Caballe zrealizował swe operowe ciągoty - powstało niesamowite zderzenie muzyki rozrywkowej z operą... O tym, mam nadzieję, napiszę jeszcze kiedy indziej. W roku 1989 Queen wydało krążek "The Miracle", stanowiący powrót do solidnego, rockowego brzmienia, z dużą ilością hitów, utrzymanych jednak na bardzo wysokim poziomie. Do wszystkich pięciu singli nakręcono wspaniałe klipy. Jednak stan zdrowia Freddiego nie pozwolił już na odbycie trasy koncertowej... Szerzyły się plotki na temat jego choroby, które uparcie dementował. W końcu, wiedząc, że niewiele czasu już mu pozostało, nagrał właśnie ten niesamowity krążek...

Zaczyna się mocnym uderzeniem, kompozycją jak na Queen bardzo złożoną i rozbudowaną. Od pierwszych sekund czujemy ciężki, mroczny klimat - powrót do tych czasów, kiedy panowie czerpali z Led Zeppelin, jak sam Roger przyznał, pisząc tą kompozycję był zafascynowany Kashmirem... Zaskakuje mądry, egzystencjalny tekst - rzecz od której przez lata '80 można było odwyknąć... Do omawianego Innuendo nakręcono też widowiskowy teledysk. W środku tempo zwalnia, by zaraz porwać nam świetną akustyczną solówką nagraną przez Stevego Howiego z Yes - cudo! Potem następuje zwalający segment operowy z przecudnym śpiewem Mercury'ego... Zaś elektryczne solo to czysty geniusz... Pod koniec wracamy do ciężkich klimatów, utwór kończy się tajemniczym wyciszeniem. Co potem? Podobnie jak w najlepszych latach zespołu następuje całkowita zmiana nastroju. I'm Going Slighty Mad, w którym Freddie śpiewa barytonem. Utwór brzmi wręcz kabaretowo, znowu - koniecznie zobaczcie teledysk! Klimat wręcz psychodeliczny... Wspaniałe "skrzywione" solo Briana czyni tą kompozycję jeszcze bardziej udaną...
Chwilę później przychodzą prawdziwie rockowe klimaty, czyli napisany przez Briana Headlong. Freddie potrafił zaśpiewać wszystko... Tutaj mamy dużo riffowania, kilka solówek, zabawy. Bardzo lubię harmonie wokalne, aż proszące, aby się do nich dołączyć... Niezwykle udany rockowy numer. Zauważcie, że póki co każda piosenka to inny Queen! Mimo tego, album nie sprawia wrażenia zbioru nagranych w podobnym czasie piosenek - wszystko tworzy całość... I Can't Live With You wydaje się być słabszym punktem tej płyty i za taki uważany jest przez większość fanów, ale.. to ciągle porywająca kompozycja! Znowu harmonie wokalne, do których mam słabość... Najczęściej wśród krytyki tej piosenki przewija się argument nieciekawego brzmienia gitary, z czym muszę się zgodzić... To MOGŁO brzmieć cudownie... Jak mówił Wołodyjowski "Nic to!", przechodzimy dalej, a tam czeka na nas... Przewspaniała balladka Don't Try So Hard, z głębokim, choć syntezatorowym tłem, wysokim śpiewem mistrza Freddiego, mądrym tekstem i świeeeeeetynm solo... Gdy Mercury przedostatni raz śpiewa "Don't tryyyyyYYYYYYYyyy so hard..." w oczach pojawiają się łzy... Bardzo kontrastuje to z napisanym przez Rogera, rozpędzonym Ride The Wild Wind, które wspięło się na pierwsze miejsce listy przebojów w naszej Trójce. Twórca tej kompozycji nagrał tu wspaniałe chórki, ciekawie "ukryte" za śpiewem Mercury'ego. Zdecydowanie odradzam słuchania tego utworu w korku, aż chce się wtedy zadźgać z zazdrości, dla pędzącego samochodu, którego dźwięk słyszymy w kilku momentach, co brzmi niezwykle efektownie...
All God's People jest dowodem na operowe ciągoty Freddiego, demo tego utworu zostało ponoć nagrane kiedyś z Caballe jako Africa By Night. "Królewska" wersja jest powalająca - szczególnie harmonie wokalne... Zachwycają przejścia dźwięków z głośnika na głośnik, zachwyca solo... Kolejna perełka Queen, coś dla tych, którzy twierdzą, że jest to zespół mało ambitny... Następująca potem balladka była swego czasu niezwykle popularna, mowa o These Are the Days of Our Lives z kolejnym prześwietnym solo i dość jednoznaczną wymową - Freddie żegna się z nami... Wzruszający teledysk, ostatni z nagranym wokalistą doprowadza wiele osób do łez... "I still love you", szepcze umierający mężczyzna i znika z ekranu...
Cobyśmy się nie rozklejali, następne nagranie jest bardzo radosne. Wg. niektórych aż za bardzo, zarzucają mu brzmienie w stylu niemalże disco... No coż, mi bardzo się to podoba... Tytuł - Delilah wyjaśnia, że mowa tu o... kocie Freddiego. Nawiązuje do tego miauczenie wokalisty i, chwilę potem, naśladująca ten koci dźwięk gitara... Świetny moment!
Co dalej? Tak, zmiana klimatu! Tym razem Brianowe The Hitman, które brzmi prawie... metalowo... Jak na Queen to wielka rzadkość... Nie jest to może arcydzieło, ale kolejny solidne nagranie, z cudnym śpiewem. Tradycyjnie powalają mnie harmonie wokalne. Ale zaraz potem...
Bijou trzeba po prostu samemu posłuchać... EMOCJE, tylko to słowo tu pasuje, a ich stężenie jest niesamowite, mimo, że wywoływane jest... samą grą na gitarze... Tak, ten utwór to praktycznie sama solówka! Zniewalająca... Małą poetycką kwestię wrzucił do nagrania Freddie. Przegenialne nagranie, jedno z najlepszych w katalogu Queen....
Czy komukolwiek obcy jest wielki finał tej płyty? Każdy wie, że Show Must Go On... Znowu - harmonie wokalne, zniewalający wokal, genialna solówka... I emocje... A gdy pomyśli się, jakim problemem, jeśli nie bólem i ciężarem było dla wycieńczonego chorobą Freddiego, było nagrywanie w studiu, pozostaje nam tylko uznać jego wielkość i podziękować za to, co zdążył dokonać...

Polecam z czystym sumieniem każdemu, kto szuka w muzyce prawdziwych uczuć. Zapewniam - nie zawiedziesz się... Jeden z moich albumów wszechczasów. Ukazuje geniusz całej CZWÓRKI tworzącej to jedyne w swoim rodzaju i wyjątkowe w historii muzyki zjawisko nazwane "Queen"
Back to top
View user's profile Send private message
B.J.
box


Joined: 11 Apr 2007
Posts: 7705

PostPosted: 22.06.2007, 23:55    Post subject: Quote selected Reply with quote

Innuendo to bardzo fajna płyta. No i calkiem fajnie ją Miełodia wytloczyła. Smile
Tytułowy kawałek oraz Slighty Mad i Wild Wind to moje typy. O dziwo - nie mam żadnej płyty Queen, a znam prawie wszystkie. Taka muzyka po prostu zostaje w glowie! A Innuendo to takie Queen w pigułce - synteza stylu zespolu.
_________________
Teraz poznaję po części,
wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.
Back to top
View user's profile Send private message
Sheik Yerbouti
album CD


Joined: 11 Apr 2007
Posts: 1953

PostPosted: 24.06.2007, 11:47    Post subject: Quote selected Reply with quote

Onet podaje kilka informacji na temat nowej płyty Queen i Paula Rodgersa - podobno 9 utworów już powstało.
Back to top
View user's profile Send private message Send e-mail
Qnrad
kaseta "chromówka"


Joined: 21 Jun 2007
Posts: 170
Location: Warszawa

PostPosted: 24.06.2007, 14:41    Post subject: Quote selected Reply with quote

Słyszałem to już spokojnie miesiąc temu Wink

Premiera płyty zapowiadana była na jesień, potem Święta, teraz początek 2008. Ja się nie denerwuję - wierzę, że warto będzie trochę poczekać. Mam nadzieję, że panowie zaprezentują nagrania, że tak powiem, epickie. No i muszę zobaczyć ich na żywo...
Back to top
View user's profile Send private message
bt
singel analogowy


Joined: 03 Jul 2007
Posts: 349

PostPosted: 31.07.2007, 15:04    Post subject: Quote selected Reply with quote

Do Queen mam szczególny stosunek,bo to była pierwsza grupa jaką zainteresowąłem się w swoim dzieciństwie.Chyba jako dzieciak nie mogłem trafić lepiej,bo muzyka tej grupy jest bardzo eklektyczna,dzięki czemu zapoznając się z płytami tej grupy można zahaczyć jednocześnie o hardrock(White Man) jak i pop,partie chóralne rodem z opery czy operetki jak i o piosenki rodem z kabaretów(Lazy Afternoon),rockandroll a obok tego bardziej skompikowane utwory zbliżone do rocka progresywnego(cała płyta Queen II).
Do dzisaj mam ogromny szacunek do Freddiego,jego maniera wokalna jest nie do podrobienia,dlatego zniesmaczył mnie pomysł grania z innym wokalistą nawet jezeli tym wokalistą jest tak uzany muzyk jak Paul Rogers.
Myślę,że muzyka tej grupy była tak ciekawa bowiem w komponowanie zaangażowani byli wszyscy członkowie grupy co dawało bardzo zróźnicowane utwory;jeżeli dodać że niektóre utwory spiewali Brian May i Roger Taylor to wszsytko razem daje odpowiedź dlaczego muzyka tego zespołu była tak barwna i róźnorodna.
Jak to się dzieje jednak z wszystkimi dziecięcymi fascynacjami,muzyka mi sie osłuchała,dorastałem,znalałem sobie nowe zespoły,a muzyka Queen poszła do lamusa.
Back to top
View user's profile Send private message
Jakuz
zremasterowany digipack z bonusami


Joined: 11 Apr 2007
Posts: 6601
Location: Częstochowa

PostPosted: 14.10.2007, 00:51    Post subject: Quote selected Reply with quote

Year_Blue wrote:
"... ale powiem tylko, że Noc w Operze to oprócz 2 przegenialnych kawałków i 2 pięknych ballad dla mnie płyta prawie kiepska... Ogólnie jest strasznie nie równa, pełno pastiszowych dupereli, bądź konwencjonalnego rocka plus niby ambitny kawałek z przeciągającą się partią wokalną Mercurego do tego stopnia, że robię się nerwowy... Nawet utwór Taylora cieniutki... "


Pozwoliłem sobie przenieść i zacytować ten post, aby zmusić Wink użytkownika Yer_Blue do merytorycznej obrony takiego stanowiska. Bardzo bym prosił o wyważone (czytaj : przemyślane i poparte wielokrotnym przesłuchaniem) wpisy na ten temat.
Back to top
View user's profile Send private message
WOJTEKK
box z pełną dyskografią i gadżetami


Joined: 12 Apr 2007
Posts: 16788
Location: Lesko

PostPosted: 14.10.2007, 08:43    Post subject: Quote selected Reply with quote

Po prostu Yer Blue nie słyszał jej w całości...
_________________
Nie ma ludzi niezastąpionych. Oprócz The Rolling Stones.

http://artrock.pl/
Back to top
View user's profile Send private message
Yer Blue
album CD


Joined: 17 Sep 2007
Posts: 1928
Location: Bielsk Podlaski

PostPosted: 14.10.2007, 10:25    Post subject: Quote selected Reply with quote

Jakuz wrote:
Year_Blue wrote:
"... ale powiem tylko, że Noc w Operze to oprócz 2 przegenialnych kawałków i 2 pięknych ballad dla mnie płyta prawie kiepska... Ogólnie jest strasznie nie równa, pełno pastiszowych dupereli, bądź konwencjonalnego rocka plus niby ambitny kawałek z przeciągającą się partią wokalną Mercurego do tego stopnia, że robię się nerwowy... Nawet utwór Taylora cieniutki... "


Pozwoliłem sobie przenieść i zacytować ten post, aby zmusić Wink użytkownika Yer_Blue do merytorycznej obrony takiego stanowiska. Bardzo bym prosił o wyważone (czytaj : przemyślane i poparte wielokrotnym przesłuchaniem) wpisy na ten temat.


I dobrze zrobiłes Smile
Spokojnie panowie Noc w Operze słuchałem wielokrotnie. Póki co zabiore się dziś za Budgie a potem powiem Wam dokładniej popierając się tytułami co mi w Operze nie pasuje. Może jutro...

Specjalnie tak prowokacyjnie to napisałem i liczyłem na jakiś nie wybredny atak na moja opinie.
Jutro tu wróce.
Back to top
View user's profile Send private message Send e-mail
WOJTEKK
box z pełną dyskografią i gadżetami


Joined: 12 Apr 2007
Posts: 16788
Location: Lesko

PostPosted: 14.10.2007, 11:55    Post subject: Quote selected Reply with quote

Dla mnie na ANATO "skrzypi" "Seaside Rendezvous" , "Good Company", "Lazing..." . Dlatego osobiście wolę Dzień na wyścigach
_________________
Nie ma ludzi niezastąpionych. Oprócz The Rolling Stones.

http://artrock.pl/
Back to top
View user's profile Send private message
Display posts from previous:   
Post new topic   Reply to topic    Muzyczne Dinozaury Forum Index -> Wykonawcy All times are GMT + 2 Hours
Goto page 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
Page 1 of 8

 
Jump to:  
You cannot post new topics in this forum
You cannot reply to topics in this forum
You cannot edit your posts in this forum
You cannot delete your posts in this forum
You cannot vote in polls in this forum


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group