Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna Muzyczne Dinozaury
i ich następcy
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Jazz i okolice
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, ... 80, 81, 82  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Muzyka
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
B.J.
box z pełną dyskografią i gadżetami


Dołączył: 11 Kwi 2007
Posty: 10723

PostWysłany: 30.04.2007, 10:34    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

A w ogóle Coltrane zasługuje chyba na swój temat w dziale wykonawców. Z tym, że powinien go założyć ktoś, kto sie orientuje, bo przyznam się bez bicia, że Coltrane`a to znam głównie, hm... ze słyszenia :)
To co Janku, może zagaisz tamże i wrzucisz też tego posta o kosmicznej płycie?
I w ogóle przedyskutujmy to, czy poszerzać dział Wykonawcy o wielkich jazzmanów. Pojawił sie Davis, ja dorzuciłem Wesa (i obiecuję, że o jego kilku płytach na pewno tam napiszę), ale generalnie dotąd koncentrowaliśmy się na rocku, głównie progresywnym.
Co sądzita?
_________________
In pfecutione. extrema S.R.E. fedebit.


Ostatnio zmieniony przez B.J. dnia 30.04.2007, 11:39, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Janek
kaseta "żelazówka"


Dołączył: 14 Kwi 2007
Posty: 124
Skąd: K-ów

PostWysłany: 30.04.2007, 11:16    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Za poszerzeniem jestem nogami i ręcami...

...ale co do Coltrane'a to ja też nie wielki specjalista jestem...
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
druDru
kaseta "żelazówka"


Dołączył: 17 Kwi 2007
Posty: 122

PostWysłany: 03.05.2007, 17:02    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Krótka recenzja płyty najnowszej płyty Pink Freud
pt. „Punk Freud”

Wielu jest w naszym kraju muzykantów, wielu dmie w rury, szarpie druty, tłucze garki, łamie smyki… ale takich, co naprawdę Grają – ze świecą szukać. Na tej płycie znalazło się takich czterech. (Obok Mazolewskiego(b), Ziętka(tr) i Staruszkiewicza(dr), jest jeszcze gość –T. Duda na saksofonach) Rezultat zapowiadały już wcześniejsze ich dokonania, a „Punk Freud” jest kontynuacją tendencji wzrostowej.

Całość zaczyna się mocno i bezkompromisowo – „Dziwny jest ten kraj” – i utwór „dziwny”, z iskrzącą się linią basu (szybkie pasaże, coś jak na „ConstruKction of Light” Criosonów), z trąbką modyfikowaną elektronicznie, która przechodzi momentami w jazgot. Potem „Sex, przemoc, lęk i niemoc” - zostaje zapętlony basik, ale partie trąbki stają się spokojne, wodewilowe. Potem chwila na free jazzowe klimaty („Kupa piasku”) i oto nadchodzi najmocniejszy numer płyty – „Velvet” – lekki, ale i pełen dramaturgii, przywodzący na myśl na przemian dokonania zespołów progresywnych oraz pierwsze filmy z Bondem Wink

Druga część płyty nie wnosi już wiele nowego, ale ciągle trzyma w napięciu i przygotowuje niejako grunt pod najlepiej zagrany, ostatni kawałek (cover Mignusa), czyli „Kanon”. Spokojny początek – prosty pasaż grany w kanonie, ujawnia największy atut trójmiejskiego bandu – miłość, szacunek do dźwięku jako takiego. Zaczyna Duda na saksofonie basowym. Gra tak, jakby nie chciał kończyć żadnego z rozpoczętych dźwięków. Potem Ziętek na trąbce. Wejście basu jest oczywiście logiczne, ale mimo to zaskakujące. Wspaniale dopełnia dwa grające już instrumenty swoją niską delikatnością. Nastepnie do dialogu dołącza się Staruszkiewicz. Znacie to powiedzenie, że dobrego muzyka poznaje się po tym jak gra piano? Jego poznajemy po tym jak gra pianissimo, choć przypominam, że to perkusista Wink A niewielu perkusistów potrafi z kawałka blachy wyciągnąć tyle rejestrów co pałker Pink Freuda.

Spokojny kanon to oczywiście nie koniec, a jedynie cisza przed burzą – burza to kilka minut fenomenalnej improwizacji, soczysty finał – powrót do głównego motywu, zagranego przestrzennie i „na Maksa” – na finał.

Jak dla mnie – raczej niezagrożone pierwsze miejsce w 2007 roku, czołówka światowego nu jazzu.
_________________
"(...) co robi na mnie znacznie większe wrażenie, niż wysłanie kilku analfabetów na pustynny kamień Księżyca, co kosztowało miliardy dolarów, potrzebnych tysiącom ludzi." (Feyerabend o mistyce wschodniej)
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Two Moons
maxi-singel analogowy


Dołączył: 09 Maj 2007
Posty: 538

PostWysłany: 11.05.2007, 08:30    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Janek napisał:
...pomyślałem ze posłcuham sobie jeszcze raz Relayera. No i jego odsłuch ponowny, który jeszcze trwa spowodował następujące odkrycie.
Otóż gdy tak śledząc linię gitary w poszczególnych utworach (może nie tak dokładnie i w skupieniu ale jednak przykuła moją uwagę) pomyślałem, że można bybyło ją zastąpić linią np. saksofonu. Idąc dalej w moim rozumowaniu pomyślałem, że linię głosu i cały ten wyśpiewany tekst przez Andersona można by zamienić na linię np. trąbki. I łącząc te dwie myśli wyszło mi że wyszła by wspaniała płyta jazzowa...
A dlaczego tu zamieszczam moje myśli? Bo uważam tę płyte za naprawdę jazzowy album, choć jest to mutacja gatunków.
Odsłuchujmy na nowo starocie, bo można naprawdę odnaleźć coś czego kiedyś nie było słychać.

O kurniawa! Nie spodziewałem się kiedykolwiek spotkać z takim poglądem, który podzielam i od lat wyznaję (koledzy w liceum zawsze mnie za to "glanowali"). Moim zdaniem dotyczy to nie tylko Relayera, ale również w dużym stopniu Close i Tales, czyli największych dzieł Yes. Fakt, że Wakeman grał najmniej jazzowo, ale z kolei na swoim solowym de beście - Six Wives, było co nieco jazzowego feelingu. Ich wycieczki w stronę jazzu potwierdzają liczne jamy, a nawet nagrania (np. z amerykańskim saksofonistą Eddi Harrisem - E.H. IN THE U.K. - 1974). Co ciekawe, wg mnie w zespole najbardziej jazzował Steve Howe, który na solowych projektach bardziej zmierzał w stronę amerykańskiego folku, czy nawet country (brrrr!).
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Two Moons
maxi-singel analogowy


Dołączył: 09 Maj 2007
Posty: 538

PostWysłany: 11.05.2007, 09:22    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Janek napisał:
Międzygwiezdna przestrzeń...

Dotykamy ziemi...

Wita nas obszar innej planety. Saturn. Brak dzwonków, za to perkusja na powitanie. Sygnał do biegu. ...

Kapitalny post! Szczere gratulacje. Saturn to mój the best z tej płyty. Kiedyś też zapisywałem własne impresje na temat odsłuchiwanej muzyki, ale tamten kajet gdzieś wcięło. Może warto zacząć na nowo?
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Bednaar
zremasterowany digipack z bonusami


Dołączył: 11 Kwi 2007
Posty: 5356
Skąd: Łódź

PostWysłany: 11.05.2007, 13:59    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Przyznaję, że Międzygwiezdna Przestrzeń to - obok Ascension - chyba najtrudniejsza płyta Coltrane'a - po wysłuchaniu obu jestem niewymownie zmęczony, jednakże zawsze coś kusi, żeby kolejny raz sięgnąć po - nie ukrywając - tak bardzo ekstremalny free jazz. Przychylam się do umieszczenia Trane'a w dziale wykonawcy, ale nie wiem czy byłbym w stanie tego dokonać - nie zdążyłem jeszcze poznać znacznej części Jego twórczości. W tej chwili lepiej pod wzgledem merytorycznym czuję się - jesli chodzi o klimaty free - w temacie Art Ensemble Of Chicago, jednak chroniczny brak czasu nie pozwala mi na spłodzenie godnej notki wprowadzającej w temat Confused
_________________
Jazz washes away the dust of every day life. Art Blakey
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
mir
remaster


Dołączył: 11 Kwi 2007
Posty: 2409
Skąd: Krakus

PostWysłany: 13.05.2007, 23:43    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Bednaar napisał:
Przyznaję, że Międzygwiezdna Przestrzeń to - obok Ascension - chyba najtrudniejsza płyta Coltrane'a - po wysłuchaniu obu jestem niewymownie zmęczony, jednakże zawsze coś kusi, żeby kolejny raz sięgnąć po - nie ukrywając - tak bardzo ekstremalny free jazz.


U mnie podobnie. Obydwie plyty niezwykle trudne w odbiorze i Coltrane i s-ka musieli byc na niezlych prochach zeby to wytworzyc i zrozumiec o co wlasciwie chodzilo w tej muzyce (jesli wogile o cos mialo chodzic).

Co do kuszenia - siegam po te plyty raz na rok, by sie przekonac czy cos sie zmienilo, czy cos przegapilem i za kazdym razem jest tak samo, czyli potezny bol glowy i nic wiecej. Kiedys tak sie wkurzylem na te nagrania, ze plyty odnioslem do komisu, ale ze jestem niepoprawnym komplecista jesli chodzi o niektorych tworcow, nabylem je ponownie.

pzdr

mir
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Inkwizytor
remaster


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2438
Skąd: Monty Python`s Flying Circus

PostWysłany: 14.05.2007, 07:08    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Jeden muzyk jazzowych, chyba nasz krajowy pianista Michał Tokaj powiedział, iż bez znajomości tego co Coltrane robił wcześniej ta późniejsza muzyka jest zupełnie niezrozumiała. Może i tak, jednak sądzę, iż tu już udał się za daleko. Muzyka musi pozostać "muzyką". Samo odjeżdżanie i granie swobodne bez żadnych ram ani porządku - to już chyba tylko granie artysty dla samego siebie.
_________________
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
mir
remaster


Dołączył: 11 Kwi 2007
Posty: 2409
Skąd: Krakus

PostWysłany: 15.05.2007, 07:19    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Inkwizytor slusznie prawi, ze “muzyka musi pozostac muzyka”. Wydaje mi sie, ze znam tworczosc Coltrane’a dosc dobrze, zarowno od strony dzwiekowej jak i teoretyczno-historycznej, i mysle, ze znajomosc dokonan JC z lat 50tych czy poczatku lat 60tych nijak nie rozjasni agresywnego i ciezkiego free z (obydwoch) Interstellar czy Ascensions czy nawet Meditations.

Ciekawe, jak by brzmiala muzyka Coltrane, gdyby zyl i tworzyl jeszce 20-30 lat.

A propos “jakby brzmiala muzyka” mialem wielka frajde i przywilej uczestniczyc w ub. sobote w fenomenalnym koncercie (double bill) kwartetu Pharoah Sandersa oraz tria McCoy Tynera z Davem Liebmanem jako gosciem specjalnym. Tyner i Sanders, jak wiadomo, byli mocno z Coltrane'em zwiazani.

Obydwie czesci koncertu byly magiczne i nic dziwnego, ze publicznosc nie chciala wypuscic bohaterow ze sceny, a kiedy Ci juz zeszli, brawami wywolali ich na powrot na scene na dodatkowe bisy.

Zarowno Pharoah jak i Tyner byli w znakomitej formie, pomimo iz bylo widac ze sposobu poruszania sie obu panow, ze wiek powoli robi swoje.

Jako ze zbliza sie 40 rocznica smierci Coltrane’a (lipiec), obaj umiescili w swoim repertuarze pare utworow wielkiego saksofonisty i kompozytora. Ciekawym akcentem bylo tez zaproszenie do otwierajacego i zamykajacego (bis) koncert Sandersa numeru czlowieka grajacego na didgeridoo. Udzial tego wlasnie instrumentu nadal pierwszej czesci koncertu niesamowita aure. Sanders gral duzo ale czesto tez schodzil ze sceny dajac pograc swojej sekcji rytmicznej. Miedzy utworami rozmawial z publicznoscia, byl w swietnym humorze i nawet spiewal i tanczyl …. w przysiadzie (– balem sie ze nie wstanie- wiek Exclamation ), wciagajac publike w gre zaspiew-odzew.

Tyner byl bardziej skupiony. Ani slowa do publicznosci (choc nie do konca, bo zapowiedzial ze dwie kompozycje), a grupa skladajaca sie z duzo starszych muzykow niz “ludzie” Sandersa, miala bardziej soczyste i ciezsze brzmienie. Dwie ballady, jakie Tyner zagral solo to z kolei majstersztyki lirycyzmu w jazzie. Dave Liebman grajacy na sopranie i tenorze byl wrecz fenomenalny.

Szkoda, ze nie ma wiecej okazji by posluchac tych “dinozaurow” na zywo, szczegolnie ze Sanders bardzo rzadko koncertuje i jeszcze rzadziej nagrywa plyty.

Pzdr

mir
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Bednaar
zremasterowany digipack z bonusami


Dołączył: 11 Kwi 2007
Posty: 5356
Skąd: Łódź

PostWysłany: 15.05.2007, 07:53    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Są jednak ludzie, którzy tego słuchają. Przyznaję, że robię to bardzo nieczęsto i przeważnie kończy się to odłożeniem płyty na półkę po uczuciu przedawkowania, które występuje czasem po kilku minutach, jednak czasem i na taką muzykę mam zapotrzebowanie. Żeby znaleźć jakieś porównanie - fani metalu od czasu do czasu zapuszczają sobie jakiś ekstremalny death czy speed, gdzie ktoś nieoswojony z metalem słyszy tylko hałas i nic więcej, tak samo niektórzy fani jazzu dawkują sobie od czasu do czasu ekstremalne free, które dla większości ludzi będzie tylko chaotyczną kakofonią (kiedyś swojej siostrze, która nota bene lubi jazz, puściłem kawałek Ascension i stwierdziła, że to orkiestra się stroi przed koncertem Smile ).
_________________
Jazz washes away the dust of every day life. Art Blakey
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
mir
remaster


Dołączył: 11 Kwi 2007
Posty: 2409
Skąd: Krakus

PostWysłany: 15.05.2007, 07:58    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

..... oczywiscie, ze sluchaja (ja tez, czasem, ale jak pisalem, bez zapotrzebowania, ale po to, by sprawdzic, czy sie cos w mojej percepcji zmienilo), tyle, ze w mojej opinii, dzis "cos takiego" wlasciwie nic nie wnosi. Gdyby bylo inaczej to nasz wlasny Leszek Zadlo, czy wlasnie Sanders badz Shepp nadal by sie tym parali....

pzdr

mir
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Bednaar
zremasterowany digipack z bonusami


Dołączył: 11 Kwi 2007
Posty: 5356
Skąd: Łódź

PostWysłany: 15.05.2007, 08:11    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Ale np. taki Peter Brotzmann, czy nasz rodzimy Mazzoll nadal się tym parają. Widziałem kiedyś na TVP Kultura koncert w tym duchu - Peter Brotzmann (sax), Mazzoll (klarnet basowy), John Dobie (gitara) plus niesamowity japoński perkusista, którego nazwiska nie pamiętam, pamiętam jednak jego niezwykle intensywną grę przez niemal cały koncert i zastanawiałem się, skąd on czerpie tyle energii. Muzyka była ewidentnym rozwinięciem tego, co słyszymy na freejazzowych płytach Coltrane'a, tyle że brzmiała nieco inaczej - intensywnośc improwizacji była podobna, jednak całość była zgrana - można rzec nowocześniej - cokolwiek by to miało znaczyć (nie potrafię znaleźć innego określenia, stąd ten nieco kulawy epitet). I tak sobie myślę, że gdyby nie Coltrane, nie usłyszałbym tego świetnego koncertu z bodajże końca lat 90-ych. Więc może jednak coś wniosły płyty w rodzaju Interstellar Space czy Ascension?
_________________
Jazz washes away the dust of every day life. Art Blakey
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
mir
remaster


Dołączył: 11 Kwi 2007
Posty: 2409
Skąd: Krakus

PostWysłany: 15.05.2007, 10:53    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

... a czort go wie. Dla mnie osobiscie Brotzmann gra "jedna i ta sama plyte" od lat. Obojetnie w jakiej konfiguracji, czy to solo, duety czy cos innego. Zreszta nie tylko on czy Mazzoll. Posluchaj Bednaarze np. japonskiego ONJQ czyli Otomo Yoshide New Jazz Quintet (mam ich plyte Tails Out) badz niektore dokonania rosyjskiej wokalistki Valentiny Ponomarevej i AMA Jazz. Tylko ze wlasnie poza energia niewiele innego jest w tej muzyce. Dlatego moze prekursorzy tego nurtu, ludzie ktorzy jak Sanders czy Liebman dosc dlugo sie w to bawili, juz dawno z tego zrezygnowali, grajac dzis naprawde piekny i nadal zadziwiajaco mocny jazz.

pzdr

mir
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
boczeq
maxi-singel kompaktowy


Dołączył: 17 Kwi 2007
Posty: 794

PostWysłany: 15.05.2007, 11:12    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Joachim Berendt napisał w jednej ze swoich książek, że Brotzmann gra w stylu "teutońskim" Smile
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Jakuz
zremasterowany digipack z bonusami


Dołączył: 11 Kwi 2007
Posty: 6991
Skąd: Częstochowa

PostWysłany: 15.05.2007, 11:29    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

A ja ostatnio często wracam do koncertu DVD z "JazzBaltica'2002" - McCoy Tyner wraz z Bobby Hutchersonem grają utwory Trane'a. Z gościnnym udziałem Stefano di Battisty na alcie. Piękny koncert - polecam Smile Oto program występu :

1. Moment's Notice
2. Contemplation (for Ray Brown)
3. I Should Care
4. Impressions
5. Forgive Me Blues
6. Naima
7. African Village

I skład :
McCoy Tyner - p
Charnett Moffett - b
Eric Harland - dr
Bobby Hutcherson - vib
Stefano di Battista - as
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Muzyka Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, ... 80, 81, 82  Następny
Strona 2 z 82

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group