Muzyczne Dinozaury Forum Index Muzyczne Dinozaury
i ich następcy
 
 FAQFAQ   SearchSearch   MemberlistMemberlist   UsergroupsUsergroups   RegisterRegister 
 ProfileProfile   Log in to check your private messagesLog in to check your private messages   Log inLog in 

Klaus Schulze
Goto page 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next
 
Post new topic   Reply to topic    Muzyczne Dinozaury Forum Index -> Wykonawcy
View previous topic :: View next topic  
Author Message
Jos
Guest





PostPosted: 12.04.2007, 11:09    Post subject: Klaus Schulze Quote selected Reply with quote

Najwyższy czas zacząć przegląd studyjnych albumów Mistrza. Od razu zaznaczam, że nie będzie to przegląd chronologiczny, zacznę go pierwszą płytą w dorobku KS, ale później płyty będę dobierał wg mojego widzimisię.



IrrlichtQuadrophonische Symphonie fur Orchester und E-Maschine (1972). Płytowy debiut Klausa jest płytą bardzo trudną, długo docierającą do słuchacza. Album ten został nagrany przy użyciu organów (które Klaus kupił w second-handzie), zdezelowanego wzmacniacza i oscylatora (tak określił stan techniczny sam twórca), gitary i instrumentów perkusyjnych (nagroda dla tego kto odnajdzie ich ścieżki) oraz orkiestry symfonicznej. Najważniejszym czynnikiem jest oczywiście wspaniała wyobraźnia Klausa Schulze.
Muzyka zawarta na tym albumie to leniwie płynące dźwięki i dziwnie brzmiąca (jakby gdzieś w oddali) orkiestra. Muzyki tej na pewno nie można jednak nazwać muzyką ambient, czyli relaksacyjną muzyką tła. Mimo, że płyta jest w pewnym sensie minimalistyczna (posępne buczenia i rzężenia organów, długie, potężnie brzmiące akordy, niepokojące świsty i inne dziwne dźwięki) to robi ogromne wrażenie i wymaga ciągłego skupienia słuchacza. W tym chyba tkwi cała siła i piękno tej płyty. Z pozoru nie dzieje się na niej dużo, ale jednak w jakiś sposób hipnotyzuje słuchacza i nie pozwala obojętnie przejść obok siebie.
Muzyka na Irrlicht przeraża mnie, niepokoi, wręcz przepełnia lękiem, a to właśnie lubię w muzyce KS najbardziej. Ta muzyka na pewno ma jakiś ukryte oddziaływanie na psychikę i podświadomość. Mocno uzależnia i jest po prostu piękna i niebezpieczna zarazem.
Moja ocena: 9/10.
Back to top
Jos
Guest





PostPosted: 12.04.2007, 11:10    Post subject: Quote selected Reply with quote

Klaus Schulze Picture Music (1975)



Materiał na ten album został nagrany w roku 1973. Zatem jeszcze przed płytą Blackdance. Jednak w dyskografii, na stronie artysty figuruje jako 4 album a to dlatego, że przeleżał 2 lata na półce.
Na płycie znajdują się dwa utwory, każdy po ok. 24 minuty. Już pierwszy utwór w porównaniu do wcześniejszych albumów Klausa zwraca uwagę bogatszym brzmieniem, mnogością różnych syntezatorowych dźwięków. Bo to w istocie był pierwszy album, na którym Schulze wykorzystał syntezatory. I choć nie miał zbyt dużo sprzętu, to jednak dźwięki jakie wyczarował są bardzo różnorodne. W pierwszym utworze – Totem, uwagę zwraca rytm, który naprzemiennie pojawia się raz w lewej, raz w prawej słuchawce. Dźwięk ten to zasługa syntezatora ARP Odyssee oraz różnych fazerów, filtrów itp. Za różne plumkania i inne kosmiczne dźwięki odpowiada kultowy VCS 3, zaś partie solowe, nieco orientalizujące (choć to tylko moje zdanie) Klaus zagrał na ARP 2600. W tle również słychać ciepłe brzmienia tradycyjnych organów Farfisa. Totem robi gigantyczne wrażenie i chyba każdy przypadkowy słuchacz przyzna, że dźwięki te, jak na rok 73, brzmią cholernie nowocześnie. Ostatnie 3 – 4 minuty to już podniosła organowa gra, nieco ambientowa, przypominająca troszkę pierwsze płyty artysty. Drugi utwór na płycie – Mental Door (tytuł wspaniale oddaje klimat utworu), zaczyna się również nieco ambientowo, plamami ciepłych przyjemnych dźwięków, które przenoszą mnie w całkiem inne światy. Moje myśli dryfują gdzieś daleko i wysoko, a ja sam doświadczam półsnów w stanie półświadomości. Po kilku minutach (7-Cool utwór staje się bardziej dynamiczny, a to za sprawą gry Klausa na perkusji i instrumentach perkusyjnych (bongosy). Zaczyna się mocna jazda, hipnotyzująca swym rytmem. Klaus gra niezwykle długie partie solowe na syntezatorach, i mimo że nie są to solówki trudne z technicznego punktu widzenia, to są jednak bardzo pomysłowe i ani przez moment nie nużą. Chciałbym usłyszeć tak długie, i tak nieskażone wtórnością solówki jednego z wielkich klawiszowców rocka (niestety jakoś nie jestem sobie w stanie tego wyobrazić). Oczywiście temu wszystkiemu towarzyszą kosmiczne dźwięki, plumkania i bulgotania. Koniec utworu to powrót do wspaniałych, delikatnych syntezatorowo-organowych plam. Album ten to pierwsze z najwybitniejszych arcydzieł mistrza. Pokazujące w dużym stopniu przyszłą jego drogę.

Morly kiedyś powiedział, że słuchając Klausa ma wrażenie jakby sterował statkiem kosmicznym. I taki właśnie ma cel ta muzyka, wpływać na nasze emocje, pobudzać, uwalniać naszą wyobraźnię. Wiele osób, przy pobieżnym słuchaniu może stwierdzić, że w tej muzyce nie ma nic ciekawego, ale gdyby dali jej szanse, gdyby puścili sobie tę (lub inne płyty KS) późno w nocy, w całkowitej ciemności, na słuchawkach, to mogliby całkowicie zmienić zdanie. Ta muzyka generuje niesamowicie wielkie wrażenia i emocje we mnie. Ta muzyka uzależnia. Ja już wpadłem na dobre i niesamowicie z tego się cieszę.

Ocena:10/10

Pzdr
Jos
Back to top
Windmill
japońska edycja z bonusami


Joined: 11 Apr 2007
Posts: 3886
Location: Świętochłowice

PostPosted: 13.04.2007, 15:24    Post subject: Quote selected Reply with quote

Wypada wspomnieć, że Klaus Schlze zagrał na dwóch albumach zespołu Ash Ra Tempel:

"Ash Ra Tempel" (1971)


1. Amboss [19:40]
2. Traummaschine [25:24]


"Join Inn" (1973)


1. Freak'n'Roll [19:15]
2. Jenseits [24:18]
_________________
"Z układnością mi nie do twarzy. (...) Zresztą nie lubię zachowywać się układnie; nudzi mnie to."
Robert Walser "Małe poematy" [1914]

http://riversidebluesnr2.blogspot.com/
Back to top
View user's profile Send private message Send e-mail Visit poster's website
Jos
Guest





PostPosted: 13.04.2007, 15:36    Post subject: Quote selected Reply with quote

Windmill wrote:
Wypada wspomnieć, że Klaus Schlze zagrał na dwóch albumach zespołu Ash Ra Tempel:

"Ash Ra Tempel" (1971)
"Join Inn" (1973)


Zapomniałeś o Friendship i Gin Rose Smile

Pzdr
Jos
Back to top
Windmill
japońska edycja z bonusami


Joined: 11 Apr 2007
Posts: 3886
Location: Świętochłowice

PostPosted: 13.04.2007, 15:43    Post subject: Quote selected Reply with quote

Rzeczywiście Embarassed
Już naprawiam:

"Friendship" (2000)


1. Reunion [30:40]
2. Pikant [21:40]
3. Friendship [26:30]


"Gin Rosé at the Royal Festival Hall" (2000)


1. Gin Rosé [69:26] - jeden króciutki utworek Wink
_________________
"Z układnością mi nie do twarzy. (...) Zresztą nie lubię zachowywać się układnie; nudzi mnie to."
Robert Walser "Małe poematy" [1914]

http://riversidebluesnr2.blogspot.com/
Back to top
View user's profile Send private message Send e-mail Visit poster's website
Indi
epka analogowa


Joined: 11 Apr 2007
Posts: 944
Location: Sosnowiec

PostPosted: 13.04.2007, 19:05    Post subject: Quote selected Reply with quote

Klaus SchulzeDune (1979)



Płyta zaczyna się bardzo niepokojąco, już od pierwszych dźwięków słuchacz przenosi się w świat swoich lęków. Po chwili słuchania poczułam się tak, jakbym była bohaterką jednego z filmów Davida Lyncha ("Mulholland Drive" albo "Zagubionej autostrady")*, serce waliło mi jak oszalałe i miałam przeczucie, że zaraz stanie się coś strasznego. Ten niepokój obecny jest przez cały czas, chociaż chwilami Klaus pozwala nam odetchnąć spokojniej. Wówczas akcentowane są partie wiolonczeli, nie jest to jednak regułą. Często instrument ten gra niezwykle przejmująco, a słuchaczowi łzy napływają do oczu. Ostatnie minuty tytułowego utworu wciąż przesycone są lękiem, jednak innego rodzaju. O ile pierwszej części tego utworu towarzyszy klimat irracjonalnego niepokoju, o tyle w drugiej czuć ból. Jakby to obrazowo ująć... ja czułam się tak, jakbym przyglądała się komuś szlochającemu, moja bezradność została przeciwstawiona łzom, powodowanym wielkim bólem, nieważne, czy jego przyczyną była strata kogoś ukochanego, czy weltschmerz. Końcówka pierwszego utworu jest właśnie jak płacz – nasila się i słabnie, by w końcu zupełnie się uspokoić. Utwór drugi jest już bardziej w stylu Klausa. W przeciwieństwie do pierwszego jest „kosmiczny”. W „Shadows of Ignorance” początkowo słychać wiolonczelę, ale jej dźwięk stopniowo zanika ustępując miejsca syntezatorom. Po pewnym czasie wrażenia utworu „Dune” wydają się coraz mniej realne, coraz bardziej odległe. W końcu słuchacz całkowicie daje się ponieść temu nowemu klimatowi. „Shadows of Ignorance” jest bardzo przestrzenny, a dodane gdzieniegdzie smyczki dodają mu głębi i jednocześnie wyrazistości. Płyta zawiera tylko dwa utwory (w wersji CD dodany został trzeci - koncertowy „Le Mans”. Co prawda ładnie komponuje się z pozostałymi, nie razi, jednak dzieło jako zamknięta całość to „Dune” i „Shadows of Ignorance”), co nie przeszkadza jej budzić wielkich emocji. Generalnie muzyka z „Dune” jest bardzo dobra, według mnie lepsza od „Body Love”. Nie ma tu plumkania, są za to płynne dźwięki budujące muzyczne pejzaże („Shadows of Ignorance”) i mroczny klimat („Dune”). Minusy... nie wiem, nie zauważyłam, może następnym razem. Coś czuję, że ten krążek będzie często gościł w moim odtwarzaczu, a to przecież dopiero początek mojej przygody z Klausem.

*) filmu pod tytułem „Dune” nie oglądałam, ale z tego co wiem, Klaus nie skomponował do niego muzyki, chociaż zapewne jego inspiracją również była książka Franka Herberta.

(29.08.2006)
PS. Kopiuję moje stare recenzje Klausa na prośbę dwóch Panów. "Body Love" ominęłam, bo mi się nie podoba, napiszę kiedyś nową.
_________________
GAD Records | Kultowe Nagrania
Back to top
View user's profile Send private message Visit poster's website
Indi
epka analogowa


Joined: 11 Apr 2007
Posts: 944
Location: Sosnowiec

PostPosted: 15.04.2007, 08:28    Post subject: Quote selected Reply with quote

Klaus SchulzeEn=Trance (1988)

Przyznam się, że ciężko mi było sięgnąć po tę płytę z powodu... daty wydania. Wiadomo – lata 80. nie były najszczęśliwsze dla muzyki. Dziś mam jednak „dzień eksperymentów” (np. pierwszy raz od kilku lat piłam mleko – wspaniałe uczucie!) i postanowiłam spróbować. Jakież było moje zaskoczenie! Utwór pierwszy (tytułowy) zaczyna się przyjemnym szumem, po czym staje się niemal wesoły, a przynajmniej pogodny! Dla mnie to jest zupełna nowość, bo poznane do tej pory dzieła Klausa były albo przygnębiające i przeraźliwie smutne, albo po prostu zimne. Płyta „En=Trance” jest wprawdzie surowa, ale przypomina, że na Grenlandii też pojawia się wiosna. Drugi utwór początkowo jest mroczny, ale później również się „rozjaśnia”. Od około 10. minuty pojawiają się od czasu do czasu pojedyncze uderzenia perkusji – szczerze mówiąc są denerwujące, zupełnie mi się nie podobają. Pod koniec „A-Numerique” staje się wręcz pompatyczny, dobrze, że trwa to niecałą minutę, gdyby było dłuższe – Klaus popełniłby straszny błąd. „Fm Delight” to powrót do chłodnego, księżycowego klimatu, ale nie na długo – ok. 4. minuty powoli i nieśmiało przez rozleniwione pejzaże syntezatorów zaczynają przebijać cieplejsze dźwięki. Potem dochodzi do tego perkusja, tym razem jednak delikatna. Utwór ostatni („Velvet System”) byłby zupełnie w porządku, gdyby nie te „chóralne” wstawki, które w połączeniu z wyraźnym rytmem nadają mu lekko pop-owego klimatu. Podoba mi się ta odmiana – płyta Klausa, która mnie w żaden sposób nie przytłacza, jest w miarę... (tu brakuje mi słowa, bo „wesoła” to trochę za dużo powiedziane). Ma co prawda słabsze momenty (ta nieszczęsna perkusja w drugim utworze), ale biorąc pod uwagę datę powstania, jestem w stanie wybaczyć to Klausowi Wink

(7.09.2006)
_________________
GAD Records | Kultowe Nagrania
Back to top
View user's profile Send private message Visit poster's website
Indi
epka analogowa


Joined: 11 Apr 2007
Posts: 944
Location: Sosnowiec

PostPosted: 15.04.2007, 08:31    Post subject: Quote selected Reply with quote

Klaus SchulzeX

Może nie powinno się tak robić, że dwupłytowy album opisuje się osobno, ale jeśli są dwa krążki, to i tak słucham ich oddzielnie. Podobnie jest z „Children of Sanchez” – niby zwarta całość, ale jeszcze nie udało mi się przesłuchać za jednym zamachem obu płyt. Jak już wyżej wspomniałam dwójeczka „X” podoba mi się bardziej od jedynki, więc skupię się właśnie na CD2.

Zaczyna się od zmiany świata – żeby z naszej szarej rzeczywistości wejść w świat Klausa, potrzebna jest dziura w czasoprzestrzeni. Pierwsze dźwięki tej płyty (piszę o dwójeczce) to taki magiczny tunel, tuba, która wsysa słuchacza na drugą stronę. Kiedy już jestem w świecie Klasua, powoli otwieram oczy, a delikatne smyczki nęcą, by porzucić myśli o powrocie, kuszą, by oddalić się od czasoprzestrzennej dziury, ciągną mnie w głąb Klausowej rzeczywistości, rwą się do tego, by pokazać nowemu przybyszowi coraz to piękniejsze krajobrazy. Teraz to do mnie należy decyzja. Ostatni moment, by dokonać wyboru – albo całkowicie oddać się Muzyce, albo powiedzieć „STOP” i stracić tym samym coś bardzo cennego. Im dalej zagłębiam się z Muzykę Schulze, tym bardziej oddalam się od leżącej obok książki, od pokoju, od Zwolenia... Napięcie wzrasta, czuję się tak, jakbym wędrowała w półmroku do majaczącego gdzieś daleko na horyzoncie światła, z każdym krokiem rośnie moja ciekawość. W pewnym momencie jest jej we mnie tyle, że jeśli nie znajdzie ujścia – wybuchnę. Ale Klaus nie pozwala na łagodne rozwiązanie problemu, dodaje coraz więcej elementów, które powodują dalszy wzrost napięcia i gwałtowny spadek cierpliwości. Kiedy już zaczynam czuć, że tak dalej być nie może, kiedy domagam się od Schulze jakiegoś sensownego wyjścia z tej sytuacji, transowe smyczki zmieniają rytm. To tak, jakby nagle ktoś kazał mi chodzić na palcach. I czuję, że zbliżam się do celu... pojawia się perkusja, ale napięcie wcale nie opada. Wciąż idę, bo tak każe mi Klaus, ale to przypomina wędrówkę Orfeusza – co chwila gdzieś wokół mnie zapalają się i gasną jakieś tępe dźwięki, a mi nie wolno się odwrócić, nie wolno spojrzeć za siebie. Muzyka przenika mnie, obezwładnia umysł i ogarnia serce, teraz już nie ma przed nią żadnych tajemnic, a Mistrz czyta ze mnie jak z otwartej księgi. Ta uparta wędrówka staje się coraz trudniejsza i zarazem coraz bardziej wciągająca. Skoro Klaus wszedł w mój umysł, to wie już jaki powinien być kolejny dźwięk, by zmusić mnie do następnego kroku w jego świat.

I nagle wszystko znika... stoję na pustkowiu, zaczyna się utwór drugi. Tym razem dźwięki stają się znajome, teraz to ja rządzę Klausem – na tym polega nasz dialog, nigdy nie prowadzimy partnerskiej rozmowy, każde nasze spotkanie, to walka o duszę – moją lub jego, walka trudna, bo każde z nas chce rządzić. Kiedy wydaje mi się, że już zwyciężyłam, Schulze dodaje pojedyncze smyczki... On wie, jak poruszyć we mnie czułą strunę, takie drobiazgi pozwalają mu wygrać. Klaus pokazał mi swój tajemniczy świat, zwabił mnie do samego wnętrza swojej Muzyki i tak zostawił – samą na pustkowiu. Wiem, że stoi gdzieś obok, obserwuje mnie i śmieje się gorzko: „Zobacz, Muzyka też potrafi boleć...” Zmęczyłam się, mam już dość, denerwują mnie te świsty, jakby Lord Vader otwierał mi nad głową miecz świetlny. Trochę mi to przypomina klimat Diuny, pustynnej planety. Cała ta sytuacja zaczyna mnie irytować. Dźwięki rodem z koszmarów sennych natężają się, a mnie się robi coraz bardziej smutno. Kiedy już mam zamiar rzucić to wszystko w diabły i wrócić do znajomych czterech ścian, Klaus łagodnieje, pozwala mi odetchnąć. I w zasadzie tak już pozostaje – trzeci utwór to klimatyczny powrót do pierwszego. Cały Schulze - najpierw rozbudził ciekawość, następnie zmęczył, by na samym końcu uspokoić i odprężyć.

To, co napisałam, to nie tylko kilka słów o „X”. Ta płyta to wszystkie moje spotkania z Klausem zebrane w jednym miejscu. To kolejna przegrana walka, to następny krok w świat Schulze. Świat, z którego nie ma odwrotu...

(14.10.2006)
_________________
GAD Records | Kultowe Nagrania
Back to top
View user's profile Send private message Visit poster's website
Indi
epka analogowa


Joined: 11 Apr 2007
Posts: 944
Location: Sosnowiec

PostPosted: 15.04.2007, 08:32    Post subject: Quote selected Reply with quote

Klaus SchulzeBallett I



Poznałam tę płytę przez przypadek – przeczytałam, że to Klaus i w ciemno stwierdziłam, że muszę tego posłuchać. Pierwsze uczucie nie było najlepsze – to coś brzmi jak jakaś opera! Dopiero po chwili, kiedy przebrzmiał już początek Getting Near, a w tle usłyszałam znajome dźwięki, na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Tu od razu uwaga. Kiedy sięgnęłam po tę płytę drugi raz, okazało się, że pierwsze chwile wspomnianego utworu wcale nie są takie złe. Po prostu byłam nieco zaskoczona i zdezorientowana tym, co usłyszałam. Każde kolejne spotkanie z tą płytą uświadamia mi, że ten charakterystyczny wstęp jest niezwykle istotny, bowiem pozwala oderwać się od miejsca i czasu, w którym jestem i przenosi mnie tam, gdzie nikt oprócz mnie (i muzyki Klausa) nie ma dostępu. Od razu muszę się przyznać, że pierwszy utwór traktuję jako swego rodzaju „rozbiegówkę”, preludium do tego, co magik Schulze ukrył w samym sercu Ballett. Getting Near to utwór poprawny, ale nic specjalnego. Dopiero kolejna kompozycja – Slightly Touched – ma niezwykłą moc oczarowania słuchacza. Duża w tym zasługa Wolfganga Tiepolda, znanego ze współpracy z Klausem podczas nagrywania albumu X. Swoją wiolonczelą zmusza mnie do skupienia i powagi, tak jakby chciał mi udowodnić, że to, co mnie otacza, jest tak naprawdę bez znaczenia, że równie dobrze mogłoby tego nie być, że najważniejsze jest to, co czuję i to, co myślę. Ta muzyka sprawia, że muszę wejrzeć głęboko w siebie i stanąć oko w oko z tym, czego czasami boję się i nie chcę oglądać. Być może brzmi to bardzo patetycznie, ale w Slightly Touched jest coś, co usprawiedliwia ten patos. Kiedy około 10. minuty rytm staje się bardziej wyraźny, czuję się już zupełnie przesiąknięta tą muzyką, ona jest we mnie, a ja jestem jej częścią. Bardzo ciężko pisać mi te kilka słów – siedzę w ciemnym pokoju, jedynym światłem jest ekran komputera, Klaus gra dość głośno, a ja co chwilę odrywam się od pisania, zamykam oczy i płynę wraz z dźwiękiem. Bardzo łatwo szybować tak na skrzydłach zbudowanych przez Schulze, chociaż czasami nasz magik dba o to, żeby wiatr zadął w oczy i rzucił w nie piaskiem. Ale zaraz potem kolejny, tym razem łagodny i ciepły, powiew wiatru zdmuchuje ten piasek i pozwala mieć nadzieję. Pod koniec drugiego utworu jestem już w transie, wiolonczela pojawia się coraz rzadziej, niemal zupełnie oddając prowadzenie rytmowi, który zdaje się wirować wraz z moimi myślami. Jednak sytuacja dość szybko się zmienia na korzyść Tiepolda i jego instrumentu. A potem wszystko przycicha… Utwór trzeci – Agony – rozpoczyna się przenikliwą melodią graną przez Wolfganga. W tym miejscu zawsze stado mrówek przebiega mi po plecach i długo nie chce ich opuścić. Słuchałam tej płyty tyle razy, a mimo to za każdym razem daję się jej porwać i odnajduję w niej coś nowego, za każdym razem odbieram ją zupełnie inaczej. W tym tkwi jej wielkość. Już dawno powinna mi się znudzić, powinnam odstawić ją na półkę i zdmuchnąć z niej kurz dopiero za kilka miesięcy. Nie potrafię. Po każdym spotkaniu z Ballett jestem zmęczona psychicznie, ale jednocześnie odczuwam pewien niedosyt i już marzę o kolejnym wieczorze spędzonym z Klausem i Wolfgangiem. Starożytni Grecy powiedzieliby, że ta muzyka ma moc oczyszczającą. Ta muzyka to katharsis.

(24.12.2006)
_________________
GAD Records | Kultowe Nagrania
Back to top
View user's profile Send private message Visit poster's website
Indi
epka analogowa


Joined: 11 Apr 2007
Posts: 944
Location: Sosnowiec

PostPosted: 15.04.2007, 08:33    Post subject: Quote selected Reply with quote

Klaus Schulze - Dosburg Online

Nie mam czasu, żeby napisać porządną recenzję, sesja zbliża się wielkimi krokami, trzeba powoli zaglądać do podręczników... Ale muszę się podzielić kilkoma uwagami na temat Dosburg Online, bo doprawdy zadziwiająca to płyta… Już rzut okiem na okładkę wywołuje pewną konsternację. No bo jak to? 6:16…4:47…4:01…ba! nawet 3:38! Przyzwyczajona do dwudziestokilkuminutowych utworów, z niedowierzaniem czytałam informacje dotyczące czasu trwania poszczególnych kompozycji. Najdłuższa z nich trwa zaledwie 18:21. Rzecz jasna okazało się, że utwory są ze sobą zgrabnie połączone, stanowią pewną całość, co prawda bardzo różnorodną, ale nie są to (na szczęście) oderwane od siebie piosenki. Kolejne zaskoczenie przyszło podczas słuchania Requiem für’s Revier. Co prawda Jos wspominał, że na tej płycie pojawiają się elementy operowe, ale co innego przeczytać o tym, a co innego przekonać się na własne uszy. Kiedy słuchałam Requiem… pierwszy raz, głos Roelofa Oostwouda drażnił mnie. Dopiero gdy minęła fala osłupienia, zaczęłam doceniać tę fuzję opery z elektroniką. To tak jak z Wiedniem. Kiedy byłam tam pierwszy raz, najbardziej uderzyło mnie połączenie wręcz sterylnej nowoczesności z architekturą historyczną. Wiedeń olśnił mnie swoim urokiem dopiero podczas kolejnej wizyty. I tak jest z tymi operowymi wstawkami u Klausa. Z jednej strony to ciekawe doświadczenie, z drugiej zaś cieszy mnie to, że Oostwoud pojawia się tylko w dwóch kompozycjach – drugiej i dziewiątej (ostatniej). Dodać przy tym muszę, że kiedy zagłębiam się w trzeci, czwarty i kolejne utwory, zapominam o Roelofie. Klaus zadbał o to, by muzyka na tej płycie prowadziła słuchacza, by niemal naturalnie przechodził z jednego stanu w drugi. Szczerze powiedziawszy, On (prawie) zawsze o to dba. I za to Go lubię...

(8.01.2007)
_________________
GAD Records | Kultowe Nagrania
Back to top
View user's profile Send private message Visit poster's website
Indi
epka analogowa


Joined: 11 Apr 2007
Posts: 944
Location: Sosnowiec

PostPosted: 15.04.2007, 08:35    Post subject: Quote selected Reply with quote

Klaus Schulze - Ballett II

Utwory:
1. Atmosphère Concrète (7:35)
2. Kagi's Lament (30:12)
3. Wolf's Ponticelli (24:18 )
4. The Smile of Shadows (12:06)

Słucham tej płyty drugi raz z rzędu. Zaczęłam ok. 18.00 z poczuciem winy. Toż to profanacja, słuchać Klausa o tej porze i przy takich warunkach pogodowych. Tym bardziej, że oprócz Mistrza, na krążku pojawia się także Wolfgang Tiepold ze swoją niezrównaną wiolonczelą oraz Thomas Kagermann z fletem i skrzypcami (i z wokalem, na szczęście bardzo rzadko). Niemniej jednak nie mogłam się powstrzymać. Teraz jest już lepiej - słońce powoli zachodzi, jest przyjemny mrok. Taki też jest nastrój tej płyty. Kiedy Klaus spotyka się z Tiepoldem, to z góry wiadomo, że wyjdzie z tego arcydzieło. Potwierdza to X, Dune i Ballett I (Trancefer i Audentity jeszcze przede mną). Tym razem doszło do połączenia dość niezwykłego. Oprócz wiolonczeli - jak zwykle przejmującej do szpiku kości - pojawiły się również skrzypce i flet. Okazało się, że zaproszenie do współpracy Thomasa Kagermanna było doskonałym posunięciem. Wyszedł z tego album zachwycający swoim klimatem - mrocznym, ale jednocześnie delikatnym, przejmującym, ale i odprężającym. Kagermann swoim fletem wprowadził do muzyki Klausa trochę elementów orientalnych (to brzmienie jest jak przenikliwy wiatr ze wschodu). Dźwięki, które wydobywa ze swego instrumentu, bardzo wzbogacają nowoczesne brzmienie elektroniki, nadając jej lekko archaicznego charakteru - tak, jakby elektronikę Klausa wytrawić w sepii. Kagermann udowadnia, że tak ciepły instrument jak flet, może być równie przejmujący jak skrzypce czy wiolonczela.
Reasumując - muzyka z Ballett II jest niezrównanie piękna. Potwierdza tezę, że Klausa w połączeniu z Tiepoldem i Kagermannem nie można słuchać ot tak. Panom tym trzeba poświęcić nie tyle uszy, co umysł i serce. Bynajmniej nie jest to jakaś tam muzyka tła. Wręcz przeciwnie - systematycznie, z minuty na minutę mocniej, wybija się ona na pierwszy plan, opanowuje i omamia. Kiedy dochodzi do punktu kulminacyjnego, a według mnie jest to The Smile of Shadows - utwór, w którym główną partię gra flet, słuchacz duszą i ciałem podległy jest Muzyce.

PS. To już nowa recenzja, specjalnie napisana na nowe Forum Smile
_________________
GAD Records | Kultowe Nagrania
Back to top
View user's profile Send private message Visit poster's website
Jos
Guest





PostPosted: 19.04.2007, 18:35    Post subject: Quote selected Reply with quote

Jak podaje oficjalna strona Klausa Schulze, jego nowe solowe dzieło - Kontinuum, ma być wydane najwcześniej pod koniec maja. Już zacieram ręce:)

Pzdr
Jos
Back to top
Jos
Guest





PostPosted: 20.04.2007, 10:40    Post subject: Quote selected Reply with quote



Ależ wypaśne zdjęcie:)
Widać, że Klaus był nie tylko dobrym muzykiem, ale i elektrotechnikiem, a właściwie elektronikiem - co potwierdza tablica z prawej strony:).
Ja w widocznym układzie jestem w stanie wyróżnić regulator proporcjonalno-całkująco-różniczkujący, falownik, oscylator. Kurde, teraz żałuję, że nigdy nie przykładałem się do układów elektronicznych - ale zajęcia miałem ze strasznym fagasem:/

Pzdr
Jos
Back to top
Maciek
zremasterowany digipack z bonusami


Joined: 15 Apr 2007
Posts: 5262

PostPosted: 20.04.2007, 10:48    Post subject: Quote selected Reply with quote

Warto wspomnieć, że na stronie Klausa pojawiła się zapowiedź reedycji wszystkich kultowych i obecnie trudnodych do upolowania (w dobrej cenie) boxów: Silver Edition, Historic Edition i Jubilee Edition. Chociaż część tego materiału wyszła już na pojedynczych reedycjach, to nadal są one warte uwagi.
_________________
Adoptuj, adaptuj i ulepszaj.
Back to top
View user's profile Send private message
Indi
epka analogowa


Joined: 11 Apr 2007
Posts: 944
Location: Sosnowiec

PostPosted: 20.04.2007, 18:40    Post subject: Quote selected Reply with quote

Jos wrote:
regulator proporcjonalno-całkująco-różniczkujący, falownik, oscylator

Shocked Shocked Shocked

A poważnie - niech sobie Klaus wygląda jak chce, byle by tylko dopisywało mu zdrowie i nagrywał dobre płyty. Ciekawa jestem tej najnowszej - czy będzie podobna do En=Trance czy może do Ballett?
_________________
GAD Records | Kultowe Nagrania
Back to top
View user's profile Send private message Visit poster's website
Display posts from previous:   
Post new topic   Reply to topic    Muzyczne Dinozaury Forum Index -> Wykonawcy All times are GMT + 1 Hour
Goto page 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next
Page 1 of 9

 
Jump to:  
You cannot post new topics in this forum
You cannot reply to topics in this forum
You cannot edit your posts in this forum
You cannot delete your posts in this forum
You cannot vote in polls in this forum


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group