Muzyczne Dinozaury Forum Index Muzyczne Dinozaury
i ich następcy
 
 FAQFAQ   SearchSearch   MemberlistMemberlist   UsergroupsUsergroups   RegisterRegister 
 ProfileProfile   Log in to check your private messagesLog in to check your private messages   Log inLog in 

George Benson
Goto page 1, 2, 3, 4  Next
 
Post new topic   Reply to topic    Muzyczne Dinozaury Forum Index -> Wykonawcy
View previous topic :: View next topic  
Author Message
B.J.
box


Joined: 11 Apr 2007
Posts: 7710

PostPosted: 02.01.2008, 22:57    Post subject: George Benson Quote selected Reply with quote

George Benson
muzyk znakomity

George Benson przyszedł na świat 22 marca 1943r. w Pittsburgu (USA). Jako nastolatek nauczył się grać na gitarze i występował w zespole rhythm`n`bluesowym, w którym również śpiewal i tańczył. Jazzem zainteresował się po tym, jak usłyszał nagrania Charliego Parkera. Potem terminował m.in. u Jacka McDuffa, z którym też nagrał pierwszą płytę pod swym nazwiskiem w wieku lat 21. Od tej pory nagrywal już regularnie i dziś ma na koncie ponad 60 albumów.


Chodziłem wokół założenia tego tematu, jak pies koło jeża, bo niegdyś - jak zapewne niektórym z Was - Benson kojarzył mi się z gładkim pięknisiem wykonującym jakąś słodką radiową papkę. No cóż, to tylko jedno oblicze tego zawodnika. W rzeczy samej to świetny gitarzysta (i bardzo dobry śpiewak), który w latach `60,`70 a i później stworzył i zinterpretował mnóstwo świetnej muzyki. Moja przygoda z tą muzyką zaczęła sią od skladanki z serii This Is Jazz, z której to najmocniej utkwił mi w pamięci przebojowy Take Five z nie najgorszego albumu Bad Benson (1975). Od tego czasu trochę George`a posłuchałem i z czystym sumieniem polecam płyty It's Uptown (1965), The George Benson Cookbook (1966), Beyond The Blue Horizon (1971) i Body Talk (1974). Jak sądzę, inne jego płyty z lat `60/`70, rówież są godne uwagi, ale po prostu wszystkich nie znam (jeszcze).
Pod koniec lat `70 muzyk otworzył się znacznie bardziej prorynkowo i tego, niestety, już za bardzo nie mogę słuchać. Np. podwójny album Livin' Inside Your Love (1979), który odniósł wielki sukces, udało mi się jak dotąd dosłuchać do trzeciego kawałka - świetnej grze na gitarze towarzyszy bowiem popelinowy podkład rytmiczny, ktorego nie mogę zdzierżyć, ale może jeszcze się przełamię.
Warto jednak poświęcić nieco uwagi temu muzykowi, któremu ciągle zdarza się popełniać dobre nagrania. Zresztą po co to trucie - jeśli ktoś grał u Milesa to wiadomo, że jest namaszczony. Wink
_________________
Teraz poznaję po części,
wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.
Back to top
View user's profile Send private message
Jakuz
zremasterowany digipack z bonusami


Joined: 11 Apr 2007
Posts: 6601
Location: Częstochowa

PostPosted: 02.01.2008, 23:10    Post subject: Quote selected Reply with quote

B.J. - wreszcie! Wink
Podałbyś jeszcze, które płyty Benka są takie bardziej fusionowate - pozwoliłbym sobie od nich zacząć przygodę z jego muzyką.
Back to top
View user's profile Send private message
B.J.
box


Joined: 11 Apr 2007
Posts: 7710

PostPosted: 02.01.2008, 23:43    Post subject: Quote selected Reply with quote

Jakuz wrote:
(...)które płyty Benka są takie bardziej fusionowate(...)

tego Ci nie podam, bo nie znam się. Jeśli za jakiś wzorzec fusion uważamy Mahavishnu Orchestra, to na takie klimaty u George`a bym nie liczył. Jeśli przywołamy Bitches Brew, to z tego co znam najbardziej zbliżone jest wspomniane Beyond..., ale możliwe, że również Shape Of Things To Come (1969), którego niestety nie znam nausznie. Podstawą moich podejrzeń jest to, że Benson zagrał u Davisa na Miles In The Sky rok wcześniej.
Dla mnie Benson to taki bardziej pre-fusionowy Wes Montgomery. Gra podobnie czystym dźwiękiem, ze smakiem i fantazją, ale na bardziej ekspresyjnym tle rytmicznym.
_________________
Teraz poznaję po części,
wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.
Back to top
View user's profile Send private message
Maciek
limitowana edycja z bonusową płytą


Joined: 15 Apr 2007
Posts: 4953
Location: Dolný Kubín / Gliwice

PostPosted: 02.01.2008, 23:44    Post subject: Quote selected Reply with quote

Uwielbiam Bensona. Fajnie, że ktoś go jeszcze lubi.
Godne, według mnie, polecenia płyty:
Beyond the Blue Horizon (1971)
White Rabbit (1972)
Body Talk (1974)
Bad Benson (1975) - koniecznie wersja z bonusami (rewelacyjne, według mnie, wykonanie Serbian Blue)

Wszystkie wyżej wymenione albumy pochodzą ze stajni CTI i wpasowują się w jej "programowy manifest", co winno być dodatkową rekomendacją (przynajmniej dla Jakuza)

Inne płyty, które uważam za bardzo sympatyczne:
Gibley Gravy (1968)
The Other Side of Abbey Road (1970)

płyty popowo-śpiewane, do których mam słabość:
Breezin' (1976)
In Flight (1977)
Absolute Benson (2000)

Pozostałe albumy z lat 1978-2007 raczej bym omijał (starsze warto poznać) - przynajmniej kilkanaście z nich, pochodzących z tego okresu, zdaje się potwierdzać słuszność mojej koncepcji na ten temat.
_________________
Adoptuj, adaptuj i ulepszaj.
Back to top
View user's profile Send private message
B.J.
box


Joined: 11 Apr 2007
Posts: 7710

PostPosted: 02.01.2008, 23:50    Post subject: Quote selected Reply with quote

Maciek wrote:
(...) Godne, według mnie, polecenia płyty:
(...)
Bad Benson (1975) - koniecznie wersja z bonusami (rewelacyjne, według mnie, wykonanie Serbian Blue)
(...)

Nie jesteś sam. Ten 10minutowiec jest przepiękny i pozostawia dobre wrażenie po całości, która pięknie się zaczyna od Take Five, ale potem troszkę krzywa opada na tej płycie. Bonusy jednak przywracają blask.
_________________
Teraz poznaję po części,
wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.
Back to top
View user's profile Send private message
Jakuz
zremasterowany digipack z bonusami


Joined: 11 Apr 2007
Posts: 6601
Location: Częstochowa

PostPosted: 02.01.2008, 23:59    Post subject: Quote selected Reply with quote

Chwała Ci B.J., chwała... Wyciągnąłeś z nory takiego Zwierza jak Maciek. Niezwykłe dokonanie Very Happy
Back to top
View user's profile Send private message
B.J.
box


Joined: 11 Apr 2007
Posts: 7710

PostPosted: 03.01.2008, 00:02    Post subject: Quote selected Reply with quote

Jakuz wrote:
Chwała Ci B.J., chwała... Wyciągnąłeś z nory takiego Zwierza jak Maciek. Niezwykłe dokonanie :D

Bardzo mnie to cieszy, bo Jego eseje o Methenym są niezapomniane <koniec kadzenia> :)
_________________
Teraz poznaję po części,
wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.
Back to top
View user's profile Send private message
B.J.
box


Joined: 11 Apr 2007
Posts: 7710

PostPosted: 09.01.2008, 11:24    Post subject: Quote selected Reply with quote

Beyond The Blue Horizon (CTI 1971)



Utwory:
1. So What- (9:15)
2. The Gentle Rain (From the Gentle Rain)- (9:09)
3. All Clear-(5:32)
4. Ode to a Kudu- (3:49)
5. Somewhere in the East- (6:17)
6. All Clear (Alternate Take) -(5:48)
7. Ode to a Kudu (Alternate Take) -(4:41)
8. Somewhere in the East (Alternate Take)-(9:46)

Skład: George Benson (guitar); Clarence Palmer (organ); Ron Carter (bass guitar); Jack DeJohnette (drum); Albert Nicholson, Michael Cameron (percussion).

Jeżeli mielibyście w życiu posłuchać tylko jednej płyty Bensona, wybór nie byłby ani łatwy, ani reprezentatywny. Ja namawiałbym, żeby wybrać Beyond The Blue Horizon. Zapewne stoi za tym Luiz Floriano Bonfá, nie żyjący już brazylijski gitarzysta, który skomponował przepiękny The Gentle Rain. Ten utwór w wykonaniu Bensona i kolegów, nie jest może arcydziełem, ale bardzo niewiele mu brakuje (zespołowa improwizacja w środku nagrania nieco ustępuje melodyjnym sekwencjom gitary; te natomiast budzą zachwyt). Podobnie jest z otwierającym album klasykiem Davisa. Nie będę ukrywał, że wolę tę wersję od oryginału, mimo iż Kind Of Blue to moja ulubiona płyta Milesa. Przy okazji warto zauważyć, że współpracownicy Bensona na tej płycie, mający za sobą także nagrania ze wspomnianym gigantem jazzu, nie ograniczają się jedynie do akompaniamentu, ale stanowią filary prawdziwie zepołowej gry. Proporcje nieco ulegają zmianie w drugiej części płyty, która zawiera już utwory gitarzysty i ten instrument jest w nich wysunięty na pierwsze miejsce. Samym kompozycjom trudno jest rywalizować z dwoma pierwszymi klasykami, mamy tu jednak bardzo przyjemne, liryczne granie oraz dość ciekawe i miłe dla ucha rozwiązania melodyczne (wschodnie klimaty w Somewhere in the East). Bonusy na płycie pozwaląją pozostać w tym leniwym, dźwiękowym kokonie 20 minut dłużej. Bardzo dobra płyta z perłą (The Gentle Rain). Polecam!
_________________
Teraz poznaję po części,
wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.
Back to top
View user's profile Send private message
B.J.
box


Joined: 11 Apr 2007
Posts: 7710

PostPosted: 31.03.2008, 20:10    Post subject: Quote selected Reply with quote

Shape Of Things To Come (1968)



Utwory:
1. Footin' It (4:23)
2. Face It Boy, It's Over (4:05)
3. Shape of Things to Come (From Wild in the Streets) (5:15)
4. Chattanooga Choo Choo (3:34)
5. Don't Let Me Lose This Dream (4:42)
6. Shape of Things That Are and Were (5:48 )
7. Last Train to Clarksville (5:32)

Warto chyba skrobnąć parę słów o tej płycie, którą można teraz nabyć za niecałe dwie dychy. I za tę cenę warto. Natomiast należy wziąć pod uwagę, że mamy tu do czynienia z Bensonem w szponach Creeda Taylora, czego efektem jest muzyka zbliżona klimatem do ostatnich płyt Wesa Montgomery`ego, które z pewnością nie należały do specjalnych osiągnieć tego genialnego gitarzysty. Gdyby jednak odrzucić te kontrowersyjne dęto-rżnięte tusze, zostałoby trochę fajnego bopu, skręcającego raz ku funky (otwierający Footin` In), a trzy razy ku latino (Chattanooga Choo Choo, Don`t Let Me Loose This Dream i zamykający Last Train To Clarksville). Do wyrózniających się ciekawostkami utworów należy numer tytułowy z ciekawymi wysokimi zagrywkami gitarowymi (jakby już za przystawką) i miarowym, acz coraz dynamiczniejszym hi-hatem, a najbardziej klimatyczny jest dla mnie Shape Of Things That Are And Were. Wśród muzyków towarzyszących nie brak tuzów takich jak Herbie Hancock, Hank Jones czy Ron Carter, aczkolwiek specjalnych cudów tu nie wyczyniają, bardzo przyjemnie natomiast przygrywa na organach Charles Covington.
Reasumując płyta godna uwagi wielbicieli jazzowego mainstreamu oraz tym, którzy lubią klimaty smooth i latin. Gospodynie domowe też powinny być zadowolone. Smile
_________________
Teraz poznaję po części,
wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.
Back to top
View user's profile Send private message
greg66
japońska edycja z bonusami


Joined: 31 Aug 2008
Posts: 3097
Location: Opole

PostPosted: 08.02.2009, 19:30    Post subject: Quote selected Reply with quote

Hubert Laws - Crying Song
Tak sobie slucham teraz tej plyty i bardzo pozytywne wrazenia odnosze
Hubert Laws nagral ja w 1969r i zawiera ona same covery m.in. Cymbaline i Crying Song Floydow.
W trzech utworach Lawsowi pomagali Bob James, George Benson, Ron Carter i Grady Tate natomiast reszte utworów Laws nagrał z sekcja rytmiczna Elvisa Presleya.
Znajdują sie na tej plycie jeszcze m.in Feelin Alright,Let It Be czy How Long Will It Be.
W sumie ciekawa pozycja taka bardzo nostalgiczno refleksyjna.
_________________
joe's garage
http://musicpsychedelic.blogspot.com
Back to top
View user's profile Send private message Visit poster's website
Indi
epka analogowa


Joined: 11 Apr 2007
Posts: 944
Location: Sosnowiec

PostPosted: 16.02.2009, 16:16    Post subject: Quote selected Reply with quote

Po rekomendacji Maćka sięgnęłam po "White Rabbit" i rzeczywiście muszę przyznać, że bardzo mi ta wersja odpowiada. Podobnie "California Dreamin'", przyznaję się bez bicia, że przy pierwszym przesłuchaniu nie zwróciłam uwagi na ten utwór, dopiero po kolejnym razie dotarło do mnie, co to takiego i skąd to znam Wink
_________________
GAD Records | Kultowe Nagrania
Back to top
View user's profile Send private message Visit poster's website
Backside
limitowana edycja z bonusową płytą


Joined: 31 Dec 2007
Posts: 4138
Location: Warszawa

PostPosted: 28.07.2009, 17:20    Post subject: Quote selected Reply with quote



George Benson - Bad (1974)

Nie wiem czemu, początkowo omijałem tą płytę "bojąc się", że z krążka zaatakuje mnie rhythm'n'blues w stylu lat '60 za którym średnio przepadam, ze względu na (nieraz) powtarzalność form i na dłuższą metę monotonne aranżacje czy samo granie.

Ostatnio dotarło do mnie, przypadkiem, że "Bad Benson" to wydana w '1974 - czyli kilka lat po "Beyond The Blue Horizon", bardzo fajnej płycie ze stajni CTI, a na kilka lat przed "Breezin'" i "In Flight", na których Benson prezentuje swoją technikę w wyjątkowo dojrzałej (ale nie przejrzałej Wink) formie. Uświadamiając to sobie, wyrobiłem sobie całkiem spore oczekiwania - dobry rocznik, wytwórnia będąca klasą samą w sobie... efekt?
To bezsprzecznie jedna z najlepszych płyt Bensona, jakie miał okazję w ogóle nagrać.


Album zaczyna się od mocnego wejścia coverem "Take Five". Już od początku ujawniają się mocne i charakterystyczne strony tej płyty. Mocny bas Rona Cartera wspomagany równie wyrazistą perkusją i co jakiś czas przeszkadzajkami, które przeplatają się z pianem fendera i delikatną sekcją orkiestrową* - całość daje wyborne tło pod wirtuozowską grę Bensona i wspomagającego go "Phila Upchercha".

Płyta nie jest jednak spójna. Dla niektórych to wada, dla mnie niewątpliwa zaleta. Benson prezentuje zarówno nostalgiczne jak i latynosko-dekadenckie klimaty, a w każdym utworze zespół spisuje się świetnie. To co mnie najbardziej dziwi to brak chwili nudy. Na wydanym rok wcześniej "Body Talk" jest sporo "przegadanych" dialogów między gitarami. Tu Benson nadal jest zdecydowanym liderem, ale bogactwo tła, czasami funkujący podkład na gitarze i przeplatanie się z solówkami z klawiszem daje fantastyczny efekt szerokiego brzmienia. Brzmienia, które płynie cały czas do przodu.

Również składam hołd dla samej gry Bensona, który na tym albumie dosłownie szaleje. Improwizuje bardzo dynamicznie i wyjątkowo pomysłowo. Wisienką na tym torcie zdaje się być bonusowy utwór, a mianowiecie "Serbian Blue". Trwający przez 13 minut kawałek jest niezwykłym popisem wirtuozerii George'a, a aranżacja rozkręca utwór z minuty na minutę coraz bardziej. Końcowy efekt jest taki, że muzyka mogłaby płynąć równie dobrze przez godzinę i aż żal bierze, kiedy się kończy.

*tu chwila wyjaśnienie dla tych, co tak jak boczeq, nie przepadają za orkiestrowymi wtrętami. Pod tym względem, jest to jedna z najbardziej elegancko zaaranżowanych płyt. Brak tu "wypełniaczy", wcinania się trąbek i smyków w każde możliwie miejsce i odwracania głównej uwagi od solistów, jak to miało miejsce na albumie "White Rabbit".
_________________
https://www.facebook.com/theseventiesjazz
Back to top
View user's profile Send private message
B.J.
box


Joined: 11 Apr 2007
Posts: 7710

PostPosted: 28.07.2009, 20:52    Post subject: Quote selected Reply with quote

Świetna recenzja Exclamation
Osobiście kompozycje zawarte na cd pomiędzy Take Five a Serbian Blue są dla mnie trochę mało wyraziste, ale w takich ramach obraz całości musi dobrze wyglądać. Smile
_________________
Teraz poznaję po części,
wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.
Back to top
View user's profile Send private message
boczeq
maxi-singel kompaktowy


Joined: 17 Apr 2007
Posts: 758

PostPosted: 06.08.2009, 12:00    Post subject: Quote selected Reply with quote

Backside wrote:

*tu chwila wyjaśnienie dla tych, co tak jak boczeq, nie przepadają za orkiestrowymi wtrętami.

Skoro się na mnie ludziska powołują to chyba jestem już expertem Wink ? W temacie zaś - Bad Benson jest ok.
Back to top
View user's profile Send private message
B.J.
box


Joined: 11 Apr 2007
Posts: 7710

PostPosted: 24.09.2009, 12:50    Post subject: Quote selected Reply with quote

Backside wrote:
George Benson - Livin' Inside Your Love - bardzo przyjemna płyta z końca lat '70.

Czuć lekko komercyjnego ducha (drugi po "Weekend in L.A." dwupłytowy, balladowy album), niemniej jednak to jeszcze nie jest krok w kierunku stylistyki lat '80 i disco. Brzmienie jest bardzo, bardzo stylowe i eleganckie, nie ma ani zbędnych i nadmiernej ilości wokali, ani prostych kompozycji. Brakuje co prawda rozbudowanych solówek, ale świetnie się tego słucha... taki "młodszy brat "In Flight" Wink


Jak dla mnie, to już ostatni album w podstawowej dyskografii, gdzie jeszcze trochę jest jazzu, ale bardzo niewiele. I jest to pierwsza chronologicznie płyta w dyskografii Bensona, która bardzo mnie rozczarowała. Oczywiście jest to przyjemna muzyka - np. na spotkanie towarzyskie, ale na słuchanie szkoda czasu.
Back to top
View user's profile Send private message
Display posts from previous:   
Post new topic   Reply to topic    Muzyczne Dinozaury Forum Index -> Wykonawcy All times are GMT + 2 Hours
Goto page 1, 2, 3, 4  Next
Page 1 of 4

 
Jump to:  
You cannot post new topics in this forum
You cannot reply to topics in this forum
You cannot edit your posts in this forum
You cannot delete your posts in this forum
You cannot vote in polls in this forum


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group