Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna Muzyczne Dinozaury
i ich następcy
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Wokół Bitches Brew... czyli fusion
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Muzyka
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Backside
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 31 Gru 2007
Posty: 4160
Skąd: Warszawa

PostWysłany: 27.08.2008, 22:03    Temat postu: Wokół Bitches Brew... czyli fusion Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem



Zagłębiając się w świat bootlegów nietrudno natrafić na ciekawe czy wręcz zadziwiające koncerty lub utwory, gdzie czasami grają razem osoby, które nigdy wcześniej ani później ze sobą nie współpracowały. Herbie Hancock i Carlos Santana? Gitarowe trio McLaughlin-Di Meola-De Lucia ze Stevem Morsem? Jimi Hendrix z jazzowymi muzykami 0 Larrym Youngiem i Johnem McLaughlinem?

Z pewnością widniejący obok kwartet nie zaskakuje tak jeśli chodzi o członków zespołu, ale jest fantastyczną propozycją dla fanów badania początku nurtu fusion.

Jeszcze zanim zacznie się słuchać, już można podekscytować się co do oczekiwanej zawartości (i słusznie) . Wyobraźmy to sobie - mamy końcówkę lat '60, na amerykańskiej scenie muzycznej dosłownie wrze. Pojawiają się niemalże znikąd gwiazdy robiące ogromne kariery, pojawiają się kierunki, gatunki i same dźwięki, jakich nie było wcześniej.

Jest końcówka lat '60. Zaraz Miles Davis pozostawi na zawsze bardziej mainstreamowy nurt jazzu (choć pewnie obraziłby się, gdyby w połowie tej dekady powiedzieć, że gra mainstream) kierując się w stronę, na której zaledwie obrzeża docierali inni muzycy. Rozpocznie się wielka sesja In A Silent Way, a niedługo po niej jeszcze większa sesja - Bitches Brew, którą to nazwą krytycy muzyki tamują stare czasy i wyznaczają cezurę nowych. Wielkość tych sesji to przede wszystkim kunszt muzyków i swoboda kompozycji - zamiast obudowanych wokół tematu partii solowych, jesteśmy otoczeni pozornie chaotycznymi dźwiękami, które tworzą trudną do wyłapania w jednym momencie całość.

Ale jazz w tym czasie to nie tylko studyjne sesje. To też wspaniałe koncerty (jak chociażby Montreux wczesnym latem '69), gdzie grupa Milesa po raz ostatni w historii gra standardy w typie "Footprints" czy "Milestones", a jednocześnie jako jedna z pierwszych prezentuje nowe podejście do muzyki i niezwykle swobodną improwizację - zwłaszcza rękoma genialnego, młodego pianisty - Chicka Corei.

Miles na swoje sesje zebrał całą śmietankę najlepszych(!) muzyków - zarówno tych już doświadczonych, jak i jeszcze młodzików. I teraz wyobraźmy sobie, że Ci młodzi geniusze nie mogą ustać w miejscu, nie mogę czekać na wskazówki Mistrza, więc spędzają godziny na rozmowach i graniu. Na graniu nieskrępowanym i dalekim od tradycji, pelnym młodzieńczej, awangardowej ekspresji.

Na nowojorskiej sesji pojawił się pianista Milesa, który mógł w końcu wykazać się szerzej swoim ogromnym talentem niż na wodzy u lidera. Następnie wschodząca gwiazda perkusji - Jack DeJohnette, który szybko stał się ideałem wśród jazzowych bębniarzy i chyba do dziś nosi tytuł najlepszego czy jednego z najlepszych perkusistów jakich doczekał się jazz. Do nich dołączyli dwaj Anglicy - Dave Holland, który już wcześniej został zaproszony do Stanów i oczarował jazzową scenę, oraz jego kumpel - John McLaughlin, który po kontakcie z nowym środowiskiem dostał skrzydeł, dzięki którym wspiął się na najwyższy z możliwych szczytów.

Posluchajmy jak brzmi młodzieńcza energia...

http://pl.youtube.com/watch?v=SSc-YUubpFM
http://pl.youtube.com/watch?v=hryozY1sZJk
http://pl.youtube.com/watch?v=jRpuQ9iNEoI


Jeśli ktoś ma ochotę, zapraszam na PW po link do bootlegu (niestety, w przeciwieństwie do muzyków rockowych, jazzowi doczekują się dosyć skąpych wydawnictw rejestrujących ich pierwsze kroki w chmurach).
_________________
https://www.facebook.com/theseventiesjazz


Ostatnio zmieniony przez Backside dnia 29.08.2008, 08:32, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Jakuz
zremasterowany digipack z bonusami


Dołączył: 11 Kwi 2007
Posty: 6916
Skąd: Częstochowa

PostWysłany: 28.08.2008, 00:00    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Bardzo ciekawy temat, Backside. Ciągnij go koniecznie - będziesz miał wiernych czytaczy Wink
A i kto wie? Może coś dorzucimy?
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Backside
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 31 Gru 2007
Posty: 4160
Skąd: Warszawa

PostWysłany: 28.08.2008, 00:26    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

A jasne - mam zamiar dodać trochę fajnych, rzadkich materiałów z Davisa, zaprawię Nucleusem i co tam się jeszcze znajdzie pod uchem Smile.

Ale to, póki co, tylko jeden z tematów, które chciałbym bliżej przedstawić Wink.
_________________
https://www.facebook.com/theseventiesjazz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
B.J.
box


Dołączył: 11 Kwi 2007
Posty: 9013

PostWysłany: 28.08.2008, 07:06    Temat postu: Re: Wokół Bitches Brew... czyli wczesny jazzrock Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Odnośnie początków fusion:

W roku 1967 ukazał się Are You Experienced - debiut płytowy The Jimi Hendrix Experience. Na krążku tym znajduje się przykład wczesnego fusion - instrumentalny utwór Third Stone From The Sun. Był on później wielokrotnie kowerowany lub cytowany np. przez Pata Metheny, Jaco Pastoriousa czy Gov`t Mule.
Spotkałem się z informacjami, że szczątkową formę Third Stone From The Sun Hendrix wykonywał już w 1966 ze swoim nowojorskim zespołem Jimmy James And The Blue Flames.

W tymże samym 1966 roku gitarzyści Sabicas (Agustín Castellón Campos) i Joe Beck na płycie Rock Encounter zmieszali flamenco z jazz-rockiem.
_________________
Teraz poznaję po części,
wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
pershing
maxi-singel kompaktowy


Dołączył: 17 Maj 2007
Posty: 699

PostWysłany: 28.08.2008, 09:17    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Wysyp ciekawych tematów widzę. Będę śledził, postaram się też coś od siebie dorzucić.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Backside
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 31 Gru 2007
Posty: 4160
Skąd: Warszawa

PostWysłany: 28.08.2008, 11:21    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Właśnie dostałem wiadomość od Boczqa, który zasugerował, że ojcami fusion byli także (wg niektórych biografistów) Zappa, Soft Machine czy Tony Williams. To ciekawy temat, więc postaram się go rozwinąć też tutaj:


"Oczywiście Davis nie jest "najjedyńszy", ale - tak jak tam napisałem - on dotarł tam, gdzie inni docierali tylko na obrzeża.

Wszyscy z wymienionych byli niezwykle awangardowi... ale jednak jest spora różnica. Lifetime to podwaliny jazzrocka w samym tego słowa znaczeniu - i jazz i rock. Soft Maszyna i Zappa dali od siebie dużo ciekawych elementów, ale to mimo wszystko był trochę inny kaliber.

Jeśli masz pod ręką "Pharaoh's Dance" z Bitches Brew - włącz i posłuchaj, że to nie tylko zaskoczenie formą - elektryczne instrumenty, ale także totalnie nowatorskie podejście do treści. Tam całość tworzona jest przez grających wydawałoby się niezależnie od siebie muzyków, którzy w dodatku nie mieli nic rozpisane na nuty, poza drobnymi szkicami całego utworu.

To w zasadzie rozbicie treści - dotychczasowo solo podporządkowane było tematowi, teraz temat budowany jest m.in. przez szereg drobnych i dużych improwizacji/

Ale jest to jasne, że on nie jest jednym ojcem gatunku fusion. Przecież muzyczny boom w pierwszej połowie lat '70 to często nagrania bardzo dalekie od tego co robił Miles - co taka pierwsza płyta Mahavishnu ma wspólnego z Bitches Brew? A jednak to On zebrał wszystko do kupy i zagrał inaczej niż ktokolwiek i kiedykolwiek - zauważmy, że w tym samym '69 roku jazzmani tej samej daty co Davis nadal grają hard-bop, wzbogacony jedynie o nowych muzyków - np. współpracujący z Zappą i Pontym George Duke grał w '70 u Dextera Gordona i było to cały czas zachowawcze, tradycyjne.


Ale nie będę się, rzecz jasna, całkiem upierał przy swoim Wink. W najbliższym czasie posłucham więcej... niestety z braku muzycznego wykształcenia nie wiem jak wygląda nowatorskość tej muzyki od strony technicznej Smile.
_________________
https://www.facebook.com/theseventiesjazz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Inkwizytor
remaster


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2082
Skąd: Monty Python`s Flying Circus

PostWysłany: 28.08.2008, 16:20    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

No właśnie , widzę, że Backside mocno upiera się przy swoim. Davis zawsze miał lepszą prasę niż na to zasługiwał. Podobnie sprawa miała się z jego "nowatorstwem" i dokonywaniem przewrotów. Co tego, iż nikt nie grał jak on - zgoda. Tu nie może być jakichkolwiek dyskusji czy polemik. Ale czy wszystko ma swoje korzenie w Davisie ?. Tu już nie byłbym taki pewny. Fusion to złożona materia, gdzie wiele pojawiło się kłamstw i jeszcze więcej nadinterpretacji. W rocku panuje przekonanie, iż cała historia rocka to jedynie przypisy do The Beatles. Davis na pewno takich zasług nie ma.

On sam przyznawał się, że inteligentnie obserwował i czerpał z różnych źródeł. Miles jedynie w swoim gatunku, własnym oryginalnym stylu gry oraz kompozycji był znakomity. Co nie znaczy, że nie było równie dobrych lub, że cała reszta to jego epigoni lub uczniowie. Zappa już przed 1970 mieszał rocka z jazzem i awangardą ( może na albumach studyjnych nie jest to aż tak widoczne, jednak na koncertach grał takiej muzyki masę ). A kiedy ukazały się pierwsze albumy Nucleus ?. Czy oni wzorowali się tak mocno na Davisie jak pisali ignoranci krytycy ?. A co z zespołami sceny Cantenbury, a co z brytyjskimi kapelami jak Colosseum, Graham Bond Organisation ?. Moim zdaniem bez eksperymentów, na które odważyli się rockmani nie byłoby ani jazz-rocka ani fusion. Sami jazzmani nie mieli by odwagi pierwsi uczynić taki krok , czy raczej mezalians. A scena psychodeliczna ?, czy nie tu pojawiły się zaczątki takiej muzyki ?, gdzie utwory były oparte na prostych rockowych rytmach ( lub bardziej hipnotycznych, nieco afrykańskich ) a na ich tle muzycy mogli improwizować lub "odjeżdżać" ?. Nie należy zapominać o takich zespołach jak wczesny Santana, który na Davisie zrobił kolosalne wrażenie i od którego co nieco zapożyczył.
_________________
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Harold The Barrel
maxi-singel analogowy


Dołączył: 24 Kwi 2008
Posty: 508
Skąd: Dąbrowa Górnicza

PostWysłany: 28.08.2008, 17:08    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Inkwizytor napisał:
Sami jazzmani nie mieli by odwagi pierwsi uczynić taki krok , czy raczej mezalians.


Przypatruje się nowemu wątkowi i to, co napisałeś trafia w sedno sprawy jazzrocka, fenomenalnie. W pełni się z tym zgadzam i lepiej bym tego nie ujął Wink
_________________
[...]Na uwagę zasługuje utwór Echoes, który zaczyna się w XIX wieku, a kończy w XXII.
http://www.lastfm.pl/user/fleming08
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Backside
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 31 Gru 2007
Posty: 4160
Skąd: Warszawa

PostWysłany: 28.08.2008, 17:59    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Inkwizytorze, wydaje mi się, że trochę nieuważnie czytasz to co napisałem i znajdujesz między wierszami rzeczy których tam nie ma np. odejmowania zasług innym, i z tego powodu mówisz, że ja się przy czymkolwiek upieram.

Skupiłem się w tym krótkim tekście przede wszystkim na ewolucji jazzu w nową stronę. Nie muzyki w ogóle

Cytat:
Nie należy zapominać o takich zespołach jak wczesny Santana, który na Davisie zrobił kolosalne wrażenie i od którego co nieco zapożyczył.


To akurat szczegół, ale z tego co zapamiętałem z lektury jego autobiografii, to pierwsze inspiracje pochodziły od Browna, Hendrixa i Sly Stone'a, a z Santaną i jego muzyką poznał się bliżej dopiero w, bodajże, '71 roku.
Poza tym wymieniając inspiracje do np. In A Silent Way wspomina głównie grę Zawinula u Adderleya, a nie rockowców.

Ale tak naprawdę, to zamiast udowadniania kto na kogo miał wpływ, wolę żebyśmy rozmawiali o samej muzyce i po prostu opisywali wrażenia z przesłuchiwania płyt z tego magicznego okresu.
_________________
https://www.facebook.com/theseventiesjazz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
pershing
maxi-singel kompaktowy


Dołączył: 17 Maj 2007
Posty: 699

PostWysłany: 28.08.2008, 19:44    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Mogę powiedzieć, że jestem za a nawet przeciw zarówno temu co mówi Backside jak i temu co mówi Inkwizytor, który słusznie rozróżnił jazzmanów ruch w stronę jazz-rocka oraz takież działania ze strony muzyków rockowych. Kto był pierwszy? Nie wiem. Różnice między jazzmanami grającymi fusion a rockmanami robiącymi niby to samo słychać bardzo wyraźnie. Dla mnie to jak zupełnie różne gatunki i osobiście preferuję muzykę graną przez np. Milesa niż przez Colosseum. Wydaje mi się że w zamiarze Backside'a było właśnie dyskutowanie o jazzrocku w stylu Milesa abstrahując od tego co robiły inne wybitne postacie jak np. Zappa.

PS. na ten temat była doskonała dyskusja na starym forum.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sheik Yerbouti
album CD


Dołączył: 11 Kwi 2007
Posty: 1953

PostWysłany: 28.08.2008, 19:55    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

To się tak chyba nie da, pershingu, bo zwróć uwagę, jak trudno byłoby w ogóle zdefiniować ten "jazzrock w stylu Milesa" - przecież Bitches Brew i On The Corner sygnuje ten sam facet, a jak różna jest to muzyka.

Moim zdaniem właśnie fajnie byłoby wspominanie w kontekście jazzrocka (czy też fusion, dla mnie etykietka nie ma znaczenia) o wykonawcach, dla których była to raczej "działalność poboczna", bo można naprawdę fajne rzeczy odkryć i to u wykonawców, których wydawałoby się, że się zna...
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
pershing
maxi-singel kompaktowy


Dołączył: 17 Maj 2007
Posty: 699

PostWysłany: 28.08.2008, 20:18    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Sheiku, dla mnie, w muzyce najistotniejsze jest właśnie to co niedefiniowalne, coś co można nazwać duchem tej muzyki. W muzyce Milesa obecny jest ten sam duch, którego ciężko jest opisać, ale który powoduje, że mogę zarówno Bitches Brew jak i On the Corner wrzucić do jednego worka z napisem Miles. Kryterium te, nie jest obiektywne ani jasne bo nie jest to kryterium techniczne. Co innego od strony technicznej, tutaj można faktycznie rozróżniać kompozycje i szeregować je w różne kategorie, lecz dla mnie ma to znaczenia drugorzędne.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sheik Yerbouti
album CD


Dołączył: 11 Kwi 2007
Posty: 1953

PostWysłany: 28.08.2008, 20:24    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Gwarantuję Ci, że miłośnicy Zappy albo Colosseum też potrafiliby tego "ducha" wskazać... Wink

Dlatego nie ma co się ograniczać, tylko pisać o wszystkim, co wydaje się komuś ważne z "wczesno-jazzrockowego" punktu widzenia, a dyskusja rozwinie się sama Wink
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
pershing
maxi-singel kompaktowy


Dołączył: 17 Maj 2007
Posty: 699

PostWysłany: 28.08.2008, 21:00    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

W żadnym wypadku nie chciałbym niczego ograniczać. Jedynym ograniczeniem jest tu słowo "wczesny", które sprawia mi problem. Bo np. czy 1973 rok to wczesny czy już nie? Very HappyVery Happy
Dla mnie wczesny to nie nowoczesny (jakkolwiek brzmiałoby to idiotycznie w stosunku do nowatorskiej muzyki) więc z miłą chęcią władowałbym tu całe lata 70, ale nie wiem czy dobrze zrozumiałem Smile
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Backside
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 31 Gru 2007
Posty: 4160
Skąd: Warszawa

PostWysłany: 29.08.2008, 00:26    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Dziękuję pershingowi - chodziło mi przede wszystkim u fusion w duchu Milesa... ale nie tylko Smile. Najchętniej będę tu poruszał tematy związane najpierw z jazzem,potem z rockiem. Ale gatunki do których lepiej pasuje sformułowanie odwrotne (nomen omen adres naszego forum Wink) też z chęcią przywołam.


Co do sformułowania wczesny. Chodzi mi o naprawdę dziewicze początki, poszukiwania bez bardzo mocno wykrystalizowanych form ("Inner Mounting Flame" odpada "Extraplation" albo "My Goal's Beyond"-czemu nie). Głównie końcówka lat '60 i sam początek '70. Zresztą jak głosi tytuł tematu... - "wokół Bitches Brew" Wink.

Pozwolę sobie jeszcze zaznaczyć, że takie cezury nie są ujęciem ogólnego rozwoju muzyki czy moją żelazną wizją jakichś granic, tylko krótkim wycinkiem czasu o którym chciałbym tu pisać i rozmawiać Wink.
_________________
https://www.facebook.com/theseventiesjazz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Muzyka Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
Strona 1 z 7

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group