Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna Muzyczne Dinozaury
i ich następcy
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Wokół Bitches Brew... czyli fusion
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Muzyka
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
esflores1
kaseta FeCr


Dołączył: 12 Lip 2009
Posty: 220

PostWysłany: 05.09.2009, 14:00    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Jestem świeżo po kolejnym przeczytaniu biografii Davisa. A także z przyjemnością przeczytałem Wasze rozważania - dużo ciekawych rzeczy.
Ja z fusion generalnie zetknąłem sie bardzo pózno - wczesne lata 70-te(Mahavishnu, Nucleus, Chase, Blood Sweat and Tears, RTF, Weather Report, Urbaniak, Passport) - o Miles'ie w ogóle nie słyszałem.
Generalnie moje podejście do fusion pochodzi od progressive rocka.
Kilka uwag dotyczących tego okresu:
Miles po lekturze jawi się jako mocno zagubiony, zaburzony i podatny na wpływy człowiek. O słabej!!!! osobowości - do końca życia nie uwolnił sie od dragów - stąd też jego warsztat na przekroju całej kariery był naprawdę kiepski (poza wczesnym okresem) . Widać to szczególnie po okresach przerw np. początek lat 80-tych. Dosłownie aby móc cokolwiek sensownego przekazać - ćwiczył na nowo.
Zgadzam się z tezą, że jego rola w tworzeniu nowych kierunków jest mocno przeceniona - ale to wpływ sposobu bycia, ubierania sie, szastania forsą zwracał uwagę dziennikarzy właśnie na niego.
Zresztą z niczym się nigdy nie krył, chcąc się przypodobać hipisom i zgarnąć trochę kasy dał świetny set na festiwalu Isle of wight w 1970.Ot tak sobie - kaprys.
Jego zasługą jest bez wątpienia to, że potrafił sobie zjednać różne osobowości - to cud, że Ci goście w ogóle coś zagrali i nie pozabijali sie wcześniej.
Usiłował też okiełznać samego Hendrixa - plotki mówią,że Jimi zażądał 50 tys. baksów za uczestnictwo w sesji - oficjalnie Miles podaje, że wystosował zaproszenie już w lecie 1970 ale Jimi nie miał czasu i umówili się na jesień. Miles bardzo sie przejął śmiercią - nawet uczestniczył w pogrzebie Hendrixa.
Dziennikarze jednocześnie go nienawidzili (za odwagę)- jechali na nim jak po łysej kobyle. Słynne jest stwierdzenie wśród jazzmanów, że nagrał tylko jedna płytę - Kind of Blue. To ukute przez dziennikarzy przekonanie świadczy o tym, że bali się komentować jego twórczość.
Dla mnie - ta muzyka po latach jest ciągle świeża. Mam na myśli okres około Bitches Brew. Ten Ku'ewski wywar - można tak przetłumaczyć tytuł?ma cudowny klimat, nacechowany nieskrępowaną wolnością, przestrzenią i pachnie właśnie egzotycznymi podróżami.
Dzisiaj pojęcie fusion nabrało troszkę innego znaczenia - kojarzy raczej z popisami ekwilibrystycznych wirtuozerów, którzy zapodają milion nut z prędkością światła.
Autor wątku prosił o podejście do tematu od strony rocka - chetnie spróbuję.
Blues, Jazz , Rock to gatunki tożsame. właśnie w takiej kolejności.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Backside
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 31 Gru 2007
Posty: 4160
Skąd: Warszawa

PostWysłany: 05.09.2009, 18:08    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Nie rozumiem skąd po lekturze takie interpretacje, np. "słabej osobowości".
Dragi to nie ulubiony kolor, to silne uzależnienie na tle i psychicznym i fizycznym (organicznym). Kwestia osobowości nie ma tu nic do rzeczy, nie każdy organizm reaguje identycznie na różne środki i ocenianie na zasadzie "ja mogę rzucić - Ty też możesz" jest nie do końca fair.

Poza tym jak pogodzić stwierdzenie o podatności na wpływy z muzyką? Gdyby faktycznie tak było, nie stworzyłby nic wybitnego. Bitches Brew, Big Fun, JJ, On The Corner, Get Up With It to kosmos - byli ludzie, którzy wplatali w jazz nowe style, ale nikt nie grał tak jak on. Czy inspiracja jest tożsama z podatnością na wpływy?

Dla mnie Miles jest przykładem całkowitej odwrotności tego o czym mówisz - jednocześnie chciał być na czasie i tworzyć coś nietuzinkowego.


Nie rozumiem też jak można z tej książki wywnioskować, że "chcąc się przypodobać hipisom i zgarnąć trochę kasy dał świetny set na festiwalu Isle of wight w 1970.".

Od kiedy "dotarcie do kogoś z muzyką" jest równoznaczne "przypodobaniu się i zgarnianiu kasy"? To co grał w lat '69-'70 na koncertach wykraczało poza gusta bardziej tradycyjnych słuchaczy w małych klubikach, a najbardziej otwartymi na nowoczesne brzmienie ludźmi byli wówczas właśnie hipisi - Ci poszukujący w muzyce psychodelii, awangardy i długi form.
Wystąpienie na IOW było więc czymś oczywistym. Nie było to zresztą pierwszy kontakt z taką publicznością - tego samego roku kilkakrotnie koncertował na Fillmore West i East.


Nie przesadzajmy też z umniejszaniem jego warsztatu - osobiście o niebo bardziej preferuję jego solówki (z wiadomego okresu) niż wielu innych "topowych" trębaczy, ale słyszałem wielokrotne tezę jakoby nie był wcale wirtuozem tego instrumentu. Chciałem zwrócić uwagę na coś innego - popatrzmy chociażby do bookletów na to kto był autorem kompozycji.
O ile część z okresu fusion była bardziej swobodna i zasługę ma po równo każdy z uczestników i solistów, o tyle kompozycyjnie takim utworom jak "Great Expectations" (bez Orange Lady bo to Zawinula), Ife, He Loved Him Madly, Maiysha, Rated X, Go Ahead John czy Lonely Fire, a już zwłaszcza sesjom JJ, nie można odmówić... czegoś wielkiego? geniuszu?


Mam nadzieję, że nie powiedziałem nic za ostro, ale wolałbym aby "nie szastać" własnymi wnioskami jeśli nie mają one szerszego pokrycia.
_________________
https://www.facebook.com/theseventiesjazz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
esflores1
kaseta FeCr


Dołączył: 12 Lip 2009
Posty: 220

PostWysłany: 05.09.2009, 20:05    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Nie rozumiem skąd po lekturze takie interpretacje, np. "słabej osobowości".

Davis - nie kryje swoich słabości(mówię o autobiografii)
Narkotyki zawsze mają podłoże psychiczne, jasne jest to, jednemu jest łatwiej, innemu trudniej rzucić - teoretycznie każdy może przejśc detox. Ale osoby mąjace nierozwiązany problem czy to w relacjach z otoczeniem, czy innym, w wiekszości wracają do nałogu.
Davis wracał - czy miało to wpływ na muzykę? - pewnie tak ale nie sądzę by nagrywał lub nawet grał na haju. Artyści unikają takiej sytuacji. Janis Joplin będąc alkoholiczką piła rano duzo, popołudniu mniej przed koncertem w ogóle a po koncercie piła w trupa.

Cytat:
Dla mnie Miles jest przykładem całkowitej odwrotności tego o czym mówisz - jednocześnie chciał być na czasie i tworzyć coś nietuzinkowego.

Pewnie miał takie ambicje ale jego wyjątkowość polega na "czytaniu" ludzi -
w młodości specjalnie przyjechał z prowincji tylko po to aby znaleźć Gillespiego i Parkera - chciał z nimi być i nawet grać i grał niewiele umiejąc - opowiada Clark Terry.

Cytat:
Nie rozumiem też jak można z tej książki wywnioskować, że "chcąc się przypodobać hipisom i zgarnąć trochę kasy dał świetny set na festiwalu Isle of wight w 1970.".


Widziałes ten koncert? - bo ja sobie go kupiłem - publika szalała jak skończyli. To niezwykłe wydarzenie - chociaż wyczuwa sie duże napięcie

Poczytałem też troszkę innych biografii z tego okresu - oni naprawdę nie byli święci - byli ludźmi - każdy artysta tworzy dla ludzi, to podstawa - nie ma nic złego w przypodobywaniu sie publice dopóki nie przekroczy sie pewnych granic - Miles Davis nigdy ich nie przekroczył. Chociaz krytycy zarzucali mu, że schlebia publice grając Human Nature Jacksona czy Time after time Lauper - po prostu podobały mu sie te melodie - mnie również. I co z tego.
Jeśli chciał być jak mówisz na czasie czyli popularnym - to to jest coś złego?

Oczywiście są to moje osobiste wrażenia, jeśli ktoś ma inne, też dobrze.

Uwielbiam Davisa, bo to był "piękny" a czasami "groźny" facet - jak sam mawiał o ludziach, na których zwracał uwagę.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
esflores1
kaseta FeCr


Dołączył: 12 Lip 2009
Posty: 220

PostWysłany: 14.01.2010, 18:17    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Mówiłem o "podejściu" do jazzu od strony rocka. Fusion mnie się kojarzy raczej z bluesem, funky, groove czy muzyką "czarną" ogólnie. Czyli Davis, Williams, Cobham. Hankock, Corea itd. Może wyjątkami są tu Zavinul i Mclaughlin
(jeśli ktoś ma ochotę - proszę o uzupełnienie albo uścislenie.)

Ale był przecież taki zespół, który mógłby być "patronem " tego forum. Zespół, całkowicie biały.
Oczywiście myślę o Soft Machine i ich fenomenalnych czterech pierwszych płytach (doliczając dema nawet 5). Doliczając koncertówki i bootlegi - a zespół ten grał na każdym koncercie inaczej to będzie już conajmniej kilkanaście pozycji.

Zdumiewający śpiew i gra na bębnach Wyatta ma swoje korzenie w modalnych improwizacjach jazzowych. Wyatt (hehehe - ma naturę prześmiewcy i nawet z nazwiskiem zrobił mi psikus - sorry) bardzo bronił się przed naśladownictwem jazzowych gigantów i mocno naciskał na eksperyment. Gdy jednak zespół postanowił pójść jednak w stronę jego ulubionego gatunku, muzyk opowiedział sie za bardziej abstrakcyjnym i lużniejszym sposobem muzycznego myślenia.
A ci muzycy to między innymi :
klasycznie wykształcony Ratledge, pijany i psychodeliczno - popowy Ayers, którego duch długo "wisiał" nad zespołem, bracia Brian i Hugh Hopper'owie interesujący się różnymi stylami i cała ta jazzowa śmietanka wokół Tippett'owa, i Elton Dean.
To dosłownie cud, że ci ludzie tak różni cokolwiek nagrali razem. A jednak mamy kawał kapitalnej muzyki. A "Third" jest dzisiaj porównywany do Bitches Brew. Ta inność oparta na dużej swobodzie, zerwaniem z tempem 4/4, doskonałym wyważeniem popisów warsztatowych a utrzymaniem klimatu balansowania po różnych krawędziach stylistycznych.
Ta muzyka dosłownie wisi - między jazzem, popem, awangardą, psychodelią, rockiem i być może jeszcze innymi składnikami, których nie umiem nazwać.
Temat - Robert Wyatt i okolice byłby bardzo ciekawy bo facet miał zdolność przyciągania i znajdowania się w otoczeniu bardzo interesujących muzyków. Z tego co się zorientowałem uczestniczył w bardzo wielu interesujących projektach a wiele z nich doczekało się wydania.
Mówi się, że biali ciągle "kradli" od czarnych. Soft Machine jest dowodem na to, że nie jest to do końca prawda.



Ostatnio zmieniony przez esflores1 dnia 28.01.2010, 15:12, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Duch 1532
remaster


Dołączył: 18 Maj 2008
Posty: 2476
Skąd: Breslau, Schmiedefeld

PostWysłany: 14.01.2010, 20:47    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Wayatta (...) Wayatt
czyje? kto?
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Bednaar
zremasterowany digipack z bonusami


Dołączył: 11 Kwi 2007
Posty: 5036
Skąd: Łódź

PostWysłany: 07.11.2017, 10:59    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Odgrzebuję ten ciekawy wątek.
Sporo tu o amerykańskim fusion, ale my też mamy się czym pochwalić.
Ostatnio zakupiłem Inactin* Michała Urbaniaka i jestem zachwycony - mocno zakręcone fusion, w moim mniemaniu przebija wiele płyt, które uważam za kanon nurtu. Jak do tej pory - najlepsza płyta Urbaniaka, jaką słyszałem.
_________________
Jazz washes away the dust of every day life. Art Blakey
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
mahavishnuu
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 09 Wrz 2011
Posty: 4049
Skąd: Opole

PostWysłany: 07.11.2017, 12:48    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Bednaar napisał:
Inactin

Najbardziej lubię płyty Urbaniaka właśnie z tego okresu, czyli circa lata 1971-1973. Dokładnie te nagrane w Niemczech Zachodnich („Inactin'”, „Paratyphus B”) i Polsce („Constellation: In Concert”). To w sumie najambitniejsze i najoryginalniejsze jego wcielenie na polu jazzu elektrycznego. Pierwsze płyty nagrane w USA również są ciekawe, ale jednak słychać wyraźnie, że stopniowo ciążył w stronę tego „normalnego” fusion. Jego działalność na tym polu dobrze pokazuje zresztą jak kształtowały się ogólne trendy w obrębie fusion. Na początku „freakowate” brzmienia, eksperymentatorskie zacięcie, później postępujące uproszczenie muzyki, narastające wpływy funku, dzięki temu jego muzyka stawała się coraz „ładniejsza”, czyli bardziej przyjazna dla masowego słuchacza.
_________________
RateYourMusic/mahavishnuu
AstralnaOdysejaMuzyczna
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Monstrualny Talerz
longplay


Dołączył: 24 Maj 2017
Posty: 1413

PostWysłany: 07.11.2017, 13:20    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

mahavishnuu napisał:
Bednaar napisał:
Inactin

Najbardziej lubię płyty Urbaniaka właśnie z tego okresu....


No, a kto zagłosował na Inactin w TopJazz70, no kto? Wink
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Windmill
japońska edycja z bonusami


Dołączył: 11 Kwi 2007
Posty: 3927
Skąd: Świętochłowice

PostWysłany: 07.11.2017, 15:47    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Słucham teraz audiobooka "Ja, Urbanator", w którym Urbaniak przyznaje się, że wyprzedzał swoją muzykę czas. Wielka szkoda, że mało mów o muzyce, o inspiracjach ("skomponowałem kilka kawałków jazzowych" i tyle) i prawie wcale o płytach (ogólne: "Nagrałem 20 płyt").
_________________
"Z układnością mi nie do twarzy. (...) Zresztą nie lubię zachowywać się układnie; nudzi mnie to."
Robert Walser "Małe poematy" [1914]

http://riversidebluesnr2.blogspot.com/
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Maciek
zremasterowany digipack z bonusami


Dołączył: 15 Kwi 2007
Posty: 6396

PostWysłany: 07.11.2017, 19:21    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Fragment jednej z recenzji płyty Wojciecha Karolaka - Easy!:

Nie wiem, jak wyglądałoby top 3 albumów Milesa Davisa według Wojciecha Karolaka, ale sądzę, że w czasie, gdy powstawał album Easy, na szczycie takiego zestawienia znalazłoby się Bitches Brew.
.

Wiadomo, jedna z najfajniejszych polskich jazzowych płyt.
_________________
Adoptuj, adaptuj i ulepszaj.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Bednaar
zremasterowany digipack z bonusami


Dołączył: 11 Kwi 2007
Posty: 5036
Skąd: Łódź

PostWysłany: 08.11.2017, 08:57    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Ostatni wspomniano w tym wątku dwie wyśmienite polskie płyty: Inactin oraz Easy!, które w przypadku mojej kolekcji niestety łączy pewna denerwująca cecha. Oczywiście obie płyty wydane w nienajszczęśliwszej postaci: digipack, w obu przypadkach te wypustki plastiku, które mają teoretycznie trzymać płytę trochę się obluzowały/nadłamały i płyty potencjalnie mogą wypaść z opakowania (nie wypadają, bo pamiętam o tym i ostrożnie się z nimi obchodzę, gdy chcę włączyć). Czy ktoś ma jakiś sposób naprawy tego elementu trzymającego płytę CD w opakowaniu? Przepraszam za offtopic, ale wykorzystałem ten zbieg okoliczności Wink
_________________
Jazz washes away the dust of every day life. Art Blakey
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Koniu
epka analogowa


Dołączył: 23 Wrz 2013
Posty: 938
Skąd: Kraków

PostWysłany: 08.11.2017, 09:47    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Bednaar napisał:
(...)Sporo tu o amerykańskim fusion, ale my też mamy się czym pochwalić. (...)
Co prawda to prawda. Jest tego tyle, że można pomyśleć o polskim plebiscycie Laughing
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Monstrualny Talerz
longplay


Dołączył: 24 Maj 2017
Posty: 1413

PostWysłany: 08.11.2017, 09:50    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Bednaar napisał:
...Oczywiście obie płyty wydane w nienajszczęśliwszej postaci: digipack, w obu przypadkach te wypustki plastiku, które mają teoretycznie trzymać płytę trochę się obluzowały/nadłamały i płyty potencjalnie mogą wypaść z opakowania (nie wypadają, bo pamiętam o tym i ostrożnie się z nimi obchodzę, gdy chcę włączyć)...


Digipack to jeszcze pół biedy, najgorszym złem są digisleevy, czyli jak rozumiem po prostu kartonowe koperty. Mam w tym wydaniu Pata Methenego "Still Life" i mam nieraz ochotę przenieść go do zwykłego jewel case, a te koperte wyciąć i zrobić okładkę. Z tego samego powodu popsuło mi się "Starless And Bible Black". Obrzydlistwo. Część mojej docelowej dyskografii pozostaje z tego powodu nieuzupełniona (np. Pink Floyd), bo brzydzę się kupować te wszystkie kartoniki. Ale z drugiej strony pozytywną opinię mam o serii Polish Jazzu, która wydaje się dość solidna, choć zobaczymy jak zniesie upływ czasu.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Monstrualny Talerz
longplay


Dołączył: 24 Maj 2017
Posty: 1413

PostWysłany: 08.11.2017, 09:54    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Koniu napisał:
Bednaar napisał:
(...)Sporo tu o amerykańskim fusion, ale my też mamy się czym pochwalić. (...)
Co prawda to prawda. Jest tego tyle, że można pomyśleć o polskim plebiscycie Laughing


Podtrzymuję !!!
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Monstrualny Talerz
longplay


Dołączył: 24 Maj 2017
Posty: 1413

PostWysłany: 08.11.2017, 10:07    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Windmill napisał:
Słucham teraz audiobooka "Ja, Urbanator", w którym Urbaniak przyznaje się, że wyprzedzał swoją muzykę czas. Wielka szkoda, że mało mów o muzyce, o inspiracjach ("skomponowałem kilka kawałków jazzowych" i tyle) i prawie wcale o płytach (ogólne: "Nagrałem 20 płyt").


Czytałem tę książkę, dość ciekawa, ale raczej jako opowieść o życiu celebryty. Zawiodłem się małą ilością faktów dotyczących nagrywania płyt, szczegółów z dyskografii itp, zwłaszcza z najciekawszego okresu z początku lat 70. Odniosłem wrażenie, że książka ta jest napisana troszkę pod autobiografię Milesa, w której też niektóre najciekawsze momenty dotyczące najciekawszych dla nas płyt potraktowano pobieżnie, a duża część to pikantne historie z życia prywatnego.

Ponieważ wątek ten to "Bitches Brew i okolice", a na początku forumowicze rozpisywali się o realnych i rzekomych wpływach Davisa, a wczoraj z kolei Maciek wspomniał o "Easy" to łączę to wszystko bardzo zabawnym podsumowaniem, jak niektórzy bardzo na siłę chcą się pod tego Davisa podłączyć. To fragment z angielskiej wikipedii o W. Karolaku:
"He cooperated with famed violinist and future Miles Davis alum Michał Urbaniak in Europe and the U.S."

Urbaniak zagrał u schyłku kariery na jednym utworze na Tutu i to wszystko! A tu ktoś do tego Urbaniaka jeszcze i Karolaka podłącza! To się nazywa marketing!
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Muzyka Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
Strona 5 z 7

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group