Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna Muzyczne Dinozaury
i ich następcy
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Relacje z koncertów
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 104, 105, 106, 107  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Muzyka
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
WOJTEKK
box z pełną dyskografią i gadżetami


Dołączył: 12 Kwi 2007
Posty: 21112
Skąd: Lesko

PostWysłany: 07.10.2019, 09:25    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Thundermother - ośla łąko!!! Nawet nie wiesz na czyim koncercie byłeś! Very Happy
_________________
Nie ma ludzi niezastąpionych. Oprócz The Rolling Stones.

http://artrock.pl/
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Tarkus
box z pełną dyskografią i gadżetami


Dołączył: 11 Kwi 2007
Posty: 11406
Skąd: Wa-wa

PostWysłany: 07.10.2019, 09:38    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Jak już jesteśmy tak upierdliwie dokładni to Thunder[Piorun]Mother Razz Zresztą zarówno bilet jak i wszelkie gadżety rozprowadzane przez zespół miały jak wół "Thunder" i "Mother" osobno, więc ewentualne pretensje dotyczące nazwy proszę kierować bezpośrednio do Sztokholmu Smile
_________________
If you don’t love RoboCop, then you are a Nazi and support terrorism.
THIS IS NOT A LOVE SONG
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
gharvelt
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 14 Kwi 2014
Posty: 4598
Skąd: Kraków

PostWysłany: 14.10.2019, 16:43    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

King Gizzard & The Lizard Wizard, Berlin 12.10.2019, Columbiahalle

Czekałem od kilku miesięcy na ten weekend i w końcu się doczekałem: wybraliśmy się w sobotę do Berlina, żeby zobaczyć zupełnie niedinozaurowy pod względem metryki zespół (istnieje od ok. 10 lat), ale stylistycznie reprezentujący epokę 60s-80s. W przeciwieństwie do niektórych tutaj komentujących, nie stanowi dla mnie żadnego problemu fakt, iż tak grywało się już kiedyś - chciałem usłyszeć na żywo muzykę, którą lubię, i ten cel udało się osiągnąć Cool

Zaczynając jednak od początku: już przed wejściem do Columbiahalle zastaliśmy całkiem długą kolejkę, co potwierdziło, że grupa ma jednak trochę swoich fanów w tej części świata. Berlin to był najdalej wysunięty na wschód punkt ich europejskiej trasy koncertowej, stąd nic dziwnego, że nie byliśmy jedynymi Polakami obecnymi na tym wydarzeniu - kilkukrotnie słyszałem tu i tam ojczysty język. Po wejściu priorytetem było zajęcie odpowiedniego miejsca i muszę przyznać, ze w rogu tuż przy barierce wszystko, co działo się na scenie, było doskonale widać i słychać. Obiekt bardzo przypominał mi wielkością oraz układem warszawską Progresję, z upływem czasu zapełniał się coraz bardziej, aż całkiem zabrakło wolnych miejsc. Zanim rozpoczął się główny występ, na scenie zagrały dwie grupy supportujące. Obie formacje również z Australii, obie zaliczane do brzmień hard & heavy: dziewczęcy kwartet Stonefield i męskie trio Orb. Granie dziewczyn miało trochę więcej elementów psychodelicznych i solidniejszy wokal, dlatego wywarło na mnie lepsze wrażenie, występ drugiej formacji jakoś mnie nie wciągnął, choć końcowy utwór okazał się niemałym zaskoczeniem - na scenę wszedł bowiem Ambrose Kenny-Smith z harmonijką i nagle okazało się, że to już zupełnie inna, zdecydowanie ciekawsza muzyka. Żeby nie było tak, że tylko non stop ciężkie brzmienia, to w przerwach pomiędzy występami dobiegały dźwięki odtwarzanych utworów z zupełnie innych rodzajów muzyki, m.in. "Birdland" Weather Report czy jazz-funkowy "Chameleon" Hancocka Smile

Trzeba było czekać aż do 21.30 na inaugurację show gwiazdy wieczoru. Wówczas na scenie pojawili się muzycy King Gizzard & The Lizard Wizard, od razu wzbudzając ogromny aplauz publiczności. Zespół rozpoczął od mocnego uderzenia i zagrał najpierw dwa kawałki z najnowszego albumu Infest the Rats' Nest, co zachwyciło niemal wszystkich widzów. Mnie trochę mniej, bo jednak metal to nie to, czego obecnie najchętniej słucham, ale w niedługim czasie doczekałem się i swoich ulubionych momentów. Już jako trzeci utwór poszedł rewelacyjny "Crumbling Castle" z Polygondwanaland, następnie zespół odegrał jeszcze 3 świetne utwory z tej samej płyty, a później "Muddy Water". Pojawiły się kawałki m.in. z albumów I'm in Your Mind Fuzz, Nonagon Infinity czy Fishing for Fishies (w tym świetne "Plastic Boogie"!). Z mojego ulubionego wydawnictwa zespół zagrał tylko "Billabong Valley", pod koniec wracając jeszcze do fragmentów z ostatniego krążka. Występ zakończył się o godzinie 23.30, po pełnych dwóch godzinach bardzo intensywnego wysiłku ze strony wykonawców.

Tego wieczoru to gitary grały pierwsze skrzypce, zwłaszcza członkowie King Gizzard & The Lizard Wizard wykorzystywali je maksymalnie, parokrotnie wymieniali, a niekiedy odgrywali też pewne sceny z ich użyciem. Warto również podkreślić rolę perkusji, która - w przeciwieństwie do niektórych współczesnych płyt - tutaj była doskonale słyszalna Smile Stu Mackenzie, który wprawdzie w ogóle nie przypomina z wyglądu Iana Andersona, zagrał również trochę na flecie. Z pozytywów warto odnotować, że publiczność okazała się niesamowicie żywiołowa i świetnie dopingowała muzyków, a organizatorzy wykonali swoją robotę tak, jak należy. Czego natomiast zabrakło? Z pewnością bisu, tym bardziej, że długo trwające brawa oraz okrzyki nie zdołały przekonać muzyków. Ponadto ja liczyłem, a Ewa również, na liczniejszą reprezentację utworów z Flying Microtonal Banana, zwłaszcza na kawałki "Rattlesnake", "Nuclear Fusion" czy "Anoxia" - tego jednak nie było nam dane usłyszeć na żywo Sad Cóż, trzeba się pogodzić z faktem, że zespół, który ma na koncie 15 płyt zawierających ponad 150 utworów, nie jest w stanie zaprezentować całości repertuaru podczas jednego koncertu.

Poniżej niektóre z wykonanych przeze mnie zdjęć (można powiększyć klikając na obrazki).





Na koniec w ramach podsumowania dodam, że jestem zadowolony z tego wyjazdu - przeniosłem się nie tylko kilkaset kilometrów na zachód, ale równocześnie i kilkadziesiąt lat wstecz, w dodatku słuchając nie muzyków odcinających kupony od minionej sławy, a młodych i utalentowanych artystów, znajdujących się prawdopodobnie u szczytu swoich możliwości twórczych. To niesamowite doświadczenie. Szkoda tylko, że tak szybko wróciliśmy z Berlina, bo chętnie pozwiedzałbym miasto dłużej niż raptem 2 dni Wink
_________________
Tego słucham | Moje TOP 300
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Tarkus
box z pełną dyskografią i gadżetami


Dołączył: 11 Kwi 2007
Posty: 11406
Skąd: Wa-wa

PostWysłany: 28.10.2019, 09:58    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Widziałem McLaughlina i Jean-Luc Ponty'ego, a wy nie (pomijam tu Boczqa i Backside'a, bo ich spotkałem w kuluarach Stodoły). Jak to subtelnie ujął Adamiak w mowie wstępnej wieczoru - "może byli u nas już wiele razy, ale cieszmy się, póki są i chcą do nas przyjeżdżać". I zdecydowanie radości było dużo - Mahavishnu ładnie wymieszał repertuar stareńki z bardzo świeżym wszystko ładnie przearanżowując pod obecny zespół. W sumie może jedynie przyczepiłbym się do nadreprezentatywności perkusisty - to nie jest Cobham, żeby dawać mu cztery okienka na solówki, nawet jeśli fajnie przy okazji operował scatem. No, ale gdy do głosu dochodził lider i pozwalał sobie poszaleć, to miałem wrażenie, że młodnieje o 40 lat - te sprinty po gryfie, miliony nut na sekundę, ale w przeciwieństwie do różnych wajów czy satrjanich, każda nutka miała swój sens. Piękny koncert i zasłużona owacja na stojąco.

A potem wyszedł Ponty i stały się lata 70. - w końcu jego obecna trasa jest pod hasłem "The Atlantic Years", czyli dostaliśmy samo gęste z jego bogatego repertuaru. Zagrał w zasadzie cały "Enigmatic Ocean" wspomagając się wyjątkami z m.in. "Cosmic Messenger" i "Imaginary Voyage" i w zasadzie zabrzmiało to bezbłędnie - instrumentaliści towarzyszący postarali się nie zepsuć klimatu oryginalnych numerów, ale obyło się bez sztywnego odtwórstwa, czuło się klimacik improwizacji, luzu i generalnie całość bardzo cool. I owacja chyba nawet gorętsza, niż w przypadku McLaughlina.

Ogólnie piekny wieczór. Nostalgiczny, ale nie muzealny - po prostu koncert dwóch facetów, którzy swoje już w życiu osiągnęli, nic już nie muszą i po prostu bawią się graniem, póki jeszcze zdrowie na to pozwala.
_________________
If you don’t love RoboCop, then you are a Nazi and support terrorism.
THIS IS NOT A LOVE SONG
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Cure
digipack


Dołączył: 12 Lip 2008
Posty: 2942

PostWysłany: 28.10.2019, 11:49    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Tarkus napisał:
Widziałem McLaughlina i Jean-Luc Ponty'ego, a wy nie


O przepraszam, jednego i drugiego widziałem we Wrocławiu (widzenia te były oddzielone ok. rokiem), towarzyszył mi wtedy m.in. Maciek, który może to potwierdzić.
Nasz szanowny kolega wtedy zasnął na koncercie JLP, moja (wtedy) przyszła żona też przysypiała.
Przy okazji poruszenia tematu odzyskiwania sił na koncertach. To na Stańce zasnął Morly, a na Iron Maiden mój dobry kolega, który był na jakimś mega zmęczeniu po porządnym imprezowaniu wieczór wcześniej. Można? Można.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Duch 1532
digipack


Dołączył: 18 Maj 2008
Posty: 2762
Skąd: Breslau, Schmiedefeld

PostWysłany: 28.10.2019, 12:11    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Do dziś pamiętam festiwal, na którym ze względu na Iron Maiden byłem w 2005 r. na Stadionie Śląskim w Chorzowie. Jednym z supportów był Behemoth; i pewien sporo ode mnie wówczas starszy gentlemen położył się na czy to trawie, czy to jednej z płacht, które trawę pokrywały (nie pomnę, czy takie były), aby chrapać w najlepsze. Nie dziwiłem się znudzeniu, ale podziwiałem możności.

Wczoraj: The Plastic People i Świetliki. Czesi w porządku, ale chyba poniżej oczekiwań; Świetliki właśnie tacy, jacy być powinni.
_________________
Strzeżcie się przyjmowania do swego rzemiosła, wymagającego takiej czujności, jakiegokolwiek młodzieńca o ściągłej twarzy i zapadniętych oczach, skłonnego do niewczesnych rozmyślań, młodzieńca, który się zgłasza na okręt z „Fedonem”.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Monstrualny Talerz
remaster


Dołączył: 24 Maj 2017
Posty: 2208

PostWysłany: 28.10.2019, 13:25    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Tarkus napisał:
Widziałem McLaughlina i Jean-Luc Ponty'ego, ...
A potem wyszedł Ponty i stały się lata 70.


Hej, a nie wiecie, czy te występy w ramach "Atlantic Years" jeszcze gdzieś się odbędą? Widzę, ze Ponty jeszcze w listopadzie w Gliwicach, ale to chyba coś innego, jakiś kwartet akustyczny czy folkowy?
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Maciek
zremasterowany digipack z bonusami


Dołączył: 15 Kwi 2007
Posty: 7042

PostWysłany: 29.10.2019, 20:10    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Cure napisał:
Nasz szanowny kolega wtedy zasnął na koncercie JLP, moja (wtedy) przyszła żona też przysypiała.


Przysnął, nie zasnął. Wink Głównie za sprawą przenudnego supportu w postaci Barona, w trakcie którego pękło chyba 5 piw na zapleczu.


Cytat:
Do dziś pamiętam festiwal, na którym ze względu na Iron Maiden byłem w 2005 r. na Stadionie Śląskim w Chorzowie. Jednym z supportów był Behemoth; i pewien sporo ode mnie wówczas starszy gentlemen położył się na czy to trawie, czy to jednej z płacht, które trawę pokrywały (nie pomnę, czy takie były), aby chrapać w najlepsze. Nie dziwiłem się znudzeniu, ale podziwiałem możności.


Też tam byłem i też odsypiałem. Jak zobaczyłem tych diabelskich biedaków w tych długich, skórzanych płaszczach w tym upale, to sam padłem z wycieńczenia. Leżało się wygodnie, bo płyta stadionu śląskiego była przykryta mięciutkim gumolitem. I nie potwierdzam, że jakiś wpływ na to moją drzemkę miało owocowe wino spożyte przeze mnie przed wejściem. Gorąco było, człowiek się ratował płynami jak tylko to było możliwe. Wink

Plastikowych zazdroszczę, choć pocieszam się trochę tym, że to nie ten skład, za którym tak tęskniłem. Na Świetliki też zawsze z przyjemnością bym poszedł.

Ja z kolei byłem wczoraj na Baroness w Krakowie. Całe szczęście, że nowy materiał stanowił zdecydowaną mniejszość w repertuarze, bo nie ratowała go nawet ta niesamowita energia sceniczna lidera. Na minus wypadła też zmiana składu. Nowa gitarzysta jest bardzo sympatyczna i stara się jak może, ale nie daje z siebie nic ponad szkolne odgrywanie tematów i monotonnych solówek. Na szczęście to nie przeszkodziło w tym, żeby mrówki przeszły mi kilka razy po plecach - czy to na otwierających całość Konikach, rozbujanych Kościach czy kilku świetnych numerach z płyty fioletowej, która wyrosła już na ponadprzeciętny klasyk Baronów. Bardzo udany wyjazd
_________________
Adoptuj, adaptuj i ulepszaj.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Cure
digipack


Dołączył: 12 Lip 2008
Posty: 2942

PostWysłany: 30.10.2019, 09:25    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Maciek napisał:
Cure napisał:
Nasz szanowny kolega wtedy zasnął na koncercie JLP, moja (wtedy) przyszła żona też przysypiała.


Przysnął, nie zasnął. Wink Głównie za sprawą przenudnego supportu w postaci Barona, w trakcie którego pękło chyba 5 piw na zapleczu.



W sumie, że był to nudny występ to tylko możemy zakładać (ale zapewne był), bo zaplecza (baru) nie opuściliśmy ani na chwilę aż do JLP Cool
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Crazy
longplay


Dołączył: 19 Sie 2019
Posty: 1332

PostWysłany: 17.11.2019, 00:08    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Wróciłem z koncertu Armii! Ale było suuuupeeeer Very Happy Very Happy Very Happy
Wspaniały koncert, czego się tak naprawdę zupełnie nie spodziewałem.
Jak dam radę, napiszę więcej zaraz, jak nie dam, to napiszę potem, ale na pewno napiszę, jednak teraz szybko do obowiązków hop!

--

Dobra, co by tu napisać osobom, dla których Armia to są jakieś rubieże ich zainteresowań, dla których nie jest tak, że co drugi utwór ma życiowe znaczenie, które nie znają na pamięć wszystkich tekstów?...

Zacznę może tak: od wielu lat doczesne poczynania tego zespołu nie mieszczą się również i w centrum moich zainteresowań. Powiedzmy, że odkąd odeszła sekcja rytmiczna Krzyżyk-Kmieta i właściwie rozpadło się wszystko to, co w końcu poprzedniej dekady osiągnęło szczyt możliwości twórczych i wykonawczych, to jakoś mi się zdaje, że zespół istnieje z przyzwyczajenia. Ciągłe wolty w składzie, mało przekonujący muzycy (wiecie, kto teraz jest gitarzystą - i to jedynym - Armii? Niejaki Stanisław Budzyński, syn Tomasza!). Owszem, już w tych późniejszych składach zdarzyło mi się słyszeć Armię na koncertach w naprawdę dobrej formie (chociaż głównie to jednak Budzego w dobrej formie), nigdy nie przekonywało mnie to tak do końca.

Natomiast dzisiaj - tak! Nie wiem, czy z powodu miejsca koncertu (klub Remont, gdzie Armia regularnie grała w latach 90, ale potem miejsce podupadło), ale repertuar czerpał wyłącznie z rzeczy starych (najnowsze były trzy utwory z początku XXI wieku!), najwięcej z Legendy i z Ducha. To, że płytowo są to dla mnie niemal same arcydzieła to jedna rzecz. Ale w przeważającej części te rzeczy na koncercie naprawdę żarły! Stasiek Budzyński na gitarze i Darek Budkiewicz na basie stworzyli naprawdę dobry duet, który grał te dawne klasyki dawnych mistrzów naprawdę w sposób porywający. Forma wokalna Budzego jest nadal zadziwiająca, chociaż przed trzecim bisem wyszedł, ledwo mówiąc, i powiedział, że jest stary i chce do domu Wink Ale był ten trzeci bis!

I jeszcze jedna rzecz: publiczność. Od jakichś 10 lat mam wrażenie, że na koncertach Armii znowu się zaczęło robić pusto i bez ognia. Ostatnio to już w ogóle. Natomiast dzisiaj - tłum ludzi! I mnóstwo ludzi śpiewających, drących się, machających rękami, pogujących, skaczących, klaszczących, atmosfera SUPERRR!

Chyba jestem w stanie policzyć, który mój koncert Armii to był, ale w tej chwili nie wiem. Natomiast na pewno wiem, że od dawna żaden nie dał mi tyle radości Very Happy
_________________
jeżeli nam zabraknie sił
zostaną jeszcze morze i wiatr
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Crazy
longplay


Dołączył: 19 Sie 2019
Posty: 1332

PostWysłany: 17.11.2019, 17:46    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Doliczałem się z pamięci, bez pomocy źródeł pisanych i wyszło mi, że ten mógł być trzydziesty pierwszy. Każdy z tych koncertów mi się różnicuje, o każdym mogę powiedzieć coś indywidualnego.
_________________
jeżeli nam zabraknie sił
zostaną jeszcze morze i wiatr
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Paweł
maxi-singel kompaktowy


Dołączył: 02 Wrz 2019
Posty: 684

PostWysłany: 17.11.2019, 18:43    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Trzydziesty pierwszy? Shocked
Jestem pod wrażeniem! To się nazywa pasja.

Armia nigdy jakoś specjalnie nie znajdowała się w orbicie moich zainteresowań (aczkolwiek raz wybrałem się na pewien festiwal, żeby ich zobaczyć, ale wymiękłem przed ich występem - impreza była kiepska, a Armia miała grać jakoś w środku nocy), ale piszesz o nich z takim entuzjazmem, że chyba sobie sprawdzę tę "Legendę" (znam tylko "Ultima Thule").
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
gharvelt
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 14 Kwi 2014
Posty: 4598
Skąd: Kraków

PostWysłany: 17.11.2019, 19:42    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Crazy napisał:
Doliczałem się z pamięci, bez pomocy źródeł pisanych i wyszło mi, że ten mógł być trzydziesty pierwszy.


To mi się w głowie nie mieści Shocked Sporo mi brakuje do tej liczby koncertów uwzględniając wszystkich wykonawców, których widziałem na żywo Wink A tutaj 31 występów jednej grupie (której nie znam nawet jednego albumu...), to rzeczywiście imponujące osiągnięcie.
_________________
Tego słucham | Moje TOP 300
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Crazy
longplay


Dołączył: 19 Sie 2019
Posty: 1332

PostWysłany: 17.11.2019, 20:05    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Tak, ale naprawdę mogę o każdym z tych występów powiedzieć coś, co mógłbym powiedzieć tylko o nim, wiele z nich pamiętam bardzo dobrze. Pierwszy był latem 1994 a ostatni wczoraj... Smile

Myślę, że jak już się ujawniłem, to trzeba będzie założyć wątek i napisać tak, jak o płytach Kultu, i to już niebawem! A nuż się ktoś zainteresuje?

Paweł napisał:
(znam tylko "Ultima Thule")

Niezła płyta, ale jak dla mnie chyba druga-trzecia od tyłu, jeżeli chodzi o potencjalną strzelankę Wink
_________________
jeżeli nam zabraknie sił
zostaną jeszcze morze i wiatr
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Paweł
maxi-singel kompaktowy


Dołączył: 02 Wrz 2019
Posty: 684

PostWysłany: 17.11.2019, 20:14    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Crazy napisał:
Myślę, że jak już się ujawniłem, to trzeba będzie założyć wątek i napisać tak, jak o płytach Kultu, i to już niebawem! A nuż się ktoś zainteresuje?


Ja chętnie poczytam, bo ten wpis o dyskografii Kultu bardzo fajnie Ci wyszedł!
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Muzyka Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 104, 105, 106, 107  Następny
Strona 105 z 107

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group