Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna Muzyczne Dinozaury
i ich następcy
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Relacje z koncertów
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... , 105, 106, 107  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Muzyka
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Freefall
zremasterowany digipack z bonusami


Dołączył: 18 Lut 2012
Posty: 5287

PostWysłany: 17.11.2019, 20:55    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Crazy napisał:
Paweł napisał:
(znam tylko "Ultima Thule")

Niezła płyta, ale jak dla mnie chyba druga-trzecia od tyłu, jeżeli chodzi o potencjalną strzelankę Wink


No, bez przesady Very Happy
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
pereks
kaseta FeCr


Dołączył: 08 Mar 2013
Posty: 239

PostWysłany: 17.11.2019, 22:30    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Manfred Mann's Earth Band-14.11.2019 -Drezno-Alter Schlachthof

Manfred Mann,który całkiem niedawno skończył 79 lat nadal jest aktywny i koncertuje głównie w Niemczech ze swoim zespołem .W ramach późnojesiennej trasy odbył się występ min. w Dreźnie, na którym byłem. Koncert trwał około 1,5 godziny,gdzie zespół zagrał największe i najbardziej znane swoje utwory. Zresztą na to pewnie publiczność czekała, gdzie tutaj zespół jest dobrze znany i popularny.

A oto setlista z czwartkowego wieczoru:

1. Captain Bobby Stout
2. Spirit In The Night
3. Don't Kill It Carol
4. Martha's Madman
5. Stronger Than Me
6. You Angel You
7. Father of Day, Father of Night
8. For You
9. Blinded by the Light
10. Davy's on the Road Again
11. Do Wah Diddy Diddy
12. The Mighty Quinn)

Osobiście bardzo sobie cenię płyty Manfred Mann's Earth Band z pierwszego okresu działalności,czyli z Mickiem Rogersem,który na szczęście wrócił do zespołu i jest w aktualnym składzie.Nie było "Visionary Mountains",ale w żelaznym repertuarze nie zabrakło "Spirit In The Night" czy "Father of Day,Father of Night"...Przebojowe utwory MMEB "Don't Kill It Carol" ,"You Angel You" czy "For You" ,gdzie na wokalu głównie udzielał się aktualny wokalista Robert Hart wypadły równie dobrze. Ale to co najbardziej porwało publiczność to "Blinded by the Light" , "Davy's on the Road Again" i "The Mighty Quinn", zagrany na koniec.Było bardzo sympatycznie zarówno przed, w trakcie i po koncercie. Muzycy świetnie się bawili a sam lider co jakiś czas wychodził bliżej na scenę zza swoich organów.Przed koncertem mimo połowy listopada ,w oczekiwaniu na wejście do klubu można było przy zakupić dobry browar, w środku również.Dowiedziałem się od menagera przy stoisku z płytami,że zespół niestety nie wyjdzie po koncercie . Pojawił się jedynie wokalista.Były przygotowane natomiast płyty z kompletem autografów zespołu."Dlaczego nie przyjeżdżacie do Polski"- spytałem?...usłyszałem po chwili " są plany na jesień 2020 na koncerty w Czechach i być może u Nas też...rozmowy się toczą-i oby "wypaliły"-może na 80 -te urodziny Mann Nas, również odwiedzi ,kto wie?...
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Tarkus
box z pełną dyskografią i gadżetami


Dołączył: 11 Kwi 2007
Posty: 11338
Skąd: Wa-wa

PostWysłany: 18.11.2019, 10:17    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

GONG
STEVE HILLAGE BAND

Islington Assembly Hall, Londyn, sobota 16 listopada 2019
Bez przesady mogę powiedzieć, że byłem na jednym z koncertów mojego życia. Assembly Hall to wschodnia część Ratusza w Islington, sala z piękną historią i takąż architekturą i w takich okolicznościach tuż po 19:30 na scenie zmaterializował się obecny skład Gong. Zagrali godzinę, zagrali pięć numerów - po dwa z dwóch najnowszych płyt i "You Can't Kill Me" zgrabnie wsadzone w środek. Ten nowy skład ładnie daje radę - jest transowo, odlotowo, ale niechaotycznie. No i fajnie się podzielili między siebie gitarzyści - jeden jest riffowy, drugi bardziej "klymaty", glissanda. Dostali spore owacje, zwłaszcza od ludzi w gnomich czapeczkach. Grali krótko, bo tuż po 21 wyszli na scenę ponownie, jako część Steve Hillage Band. Po Stefanie i Miquette widać zewnętrzny upływ czasu, choć jak na swój wiek trzymają się świetnie, a ich niemal nieustannie uśmiechnięte twarze to coś pięknego. Miquette tradycyjnie obsługuje klawisze, ale też laptopa i różne elektroniczne ustrojstwa godne klubowego didżeja (zresztą didżejskie słuchawki to jej sceniczny atrybut od lat). Hillage, z krótkimi siwymi włosami i nieodłączną gitarą Steinbergera pokazuje natomiast, że w kosmiczno - psuchodelicznych lotach jest poza wszelką konkurencją. Wciąż ma to swoje niepotarzalne brzmienie i potrafi naprawdę zaczarować albo wpędzić w trans. Repertuarowo, zgodnie z zapowiedziami, skupiony był na latach 70. sięgając zarówno po materiał ze swojego solowego debiutu, jak i po piosenki z "Motivation Radio". A absolutnie genialnie wypadł "The Dervish Riff" zagrany z taką mocą i w takim tempie, że miałem wrażenie, że czas cofnął się o te 40-kilka lat - ten trans i surowa moc wbiła publiczność w parkiet, a jak po ostatnich dźwiękach ekstatycznie ryknęliśmy, to bałem się, że sufit spadnie. W ogóle klimat był genialny - publiczność głównie składająca się ze starych fanów pamiętających jeszcze wczesny Gong, ale też trochę młodzieży, sporo płci żeńskiej, rodziny z dziećmi - wszyscy bardzo aktywnie i gorąco reagujący na to, co działo się na scenie i chętnie wchodzący w interakcje czy to ze Stevem czy z Miquette, do tego psychodeliczno - hinduistyczne projekcje na ekranie za scenią, które pomagały zdecydowanie przejść w ten "bardziej" wymiar. A ten obecny Gong jako zespół wsparcia to idealna ekipa - pełen szacunek do mistrza, radość grania, otwarte głowy - dzięki temu zagrany jako ostatni (na drugi bis) "I Never Glid Before" wypadł wprost cudownie i był wisienką na tym blisko stuminutowym torcie. Hillage w fantastycznej formie, gra na pełnym luzie i z ogromną radością - jeśli rzeczywiście ziszczą się plany ściągnięcia go do Polski, obecność będzie obowiązkowa.

A dla ciekawych - setlista: https://www.setlist.fm/setlist/steve-hillage-band/2019/islington-assembly-hall-london-england-5b9aff14.html

Oraz udało mi się przemycić aparat i zrobić trochę zdjęć, przez co koncert udał mi się podwójnie.
_________________
If you don’t love RoboCop, then you are a Nazi and support terrorism.
THIS IS NOT A LOVE SONG
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Maciek
zremasterowany digipack z bonusami


Dołączył: 15 Kwi 2007
Posty: 6892

PostWysłany: 20.11.2019, 08:33    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Charles Lloyd presents: Wild Man Dance with NFM Wrocław Philharmonic
NFM, Wrocław, 15.11.2019.

Wieczór zaczął się dla mnie nieciekawie, bo straciłem 1,5 godziny na ostatnich 10 kilometrach autostrady z powodu jakiejś kolizji i do NFM dotarłem 3 kwadranse spóźniony. Na szczęście było mi dane wysłuchać jeszcze dobrej godziny koncertu i z tego co opowiadał Cure, ominęła mnie ta mniej ciekawsza część. Przed zakończeniem nie byłem tego taki pewien, bo parę minut po tym jak dotarłem na miejsce, muzycy wznieśli się na wyżyny i zagrali fantastyczną, niesamowicie żywiołową i bogatą kompozycję, z kapitalnym popisem cymbalisty. Był to zdecydowanie punkt kulminacyjny tego wieczoru, więc ciesze się, że akurat zdążyłem. Sam Lloyd (rocznik 1938!) jest w świetnej formie i porównując go do niedawno widzianego Sandersa (rocznik 1940) odniosłem wrażenie, że jest młodszy od swojego kolegi Faraona przynajmniej o 20 lat. W jego grze dominowały spokojne, bardzo liryczne i melodyjne partie i przyznam, że brakowało mi trochę więcej ognia, ale z drugiej strony takie było tez założenie repertuaru i składu (+ orkiestry). To wszystko pozwoliło się skupić nieco bardziej na pozostałych muzykach i ich mniej typowych instrumentach, szczególnie cymbałom czy dziwnym skrzypeczkom (z drugiego balkonu nie widziałem dokładnie, że to lira), które mocno podkolorowały ten występ. Końcówka części zasadniczej oraz długo i cierpliwie wyklaskany bis były znów bardzo mocnymi punktami tego wieczoru. Pojawił się tez chyba sam Michael Gibbs - a przynajmniej tak zidentyfikowałem sympatycznego, mocno siwego dżentelmena, który wszedł w trakcie braw na scenę. Co najmniej tyle samo przyjemności co część muzyczna dostarczył mi krótki, choć bardzo intensywny i pełen pozytywnych emocji wypad na lampkę wina i szybkie piwo 0% w pobliżu NMF, za co należą się ukłony Małżonce Cure'a i jemu samemu. Smile
No i samo NFM też bardzo przyjemnie mnie zaskoczyło. Może nie ma tego rozmachu i estetycznej ekstazy co NOSPR, ale robi bardzo dobre wrażenie, a nawet pod pewnymi względami (świetny dźwięk na środku drugiego balkonu) wypada lepiej niż sala w Katowicach.

Zespół zagra w składzie:
Charles Lloyd – saksofon, flet
Gerald Clayton – fortepian
Harish Raghavan – kontrabas
Eric Harland – perkusja
Sokratis Sinopoulos – lira
Miklós Lukács – cymbały

Radosław Labahua – dyrygent
NFM Filharmonia Wrocławska
Michael Gibbs – aranżacja na orkiestrę
_________________
Adoptuj, adaptuj i ulepszaj.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Crazy
epka analogowa


Dołączył: 19 Sie 2019
Posty: 923

PostWysłany: 23.11.2019, 09:52    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Z wielką przykrością muszę donieść, że wczorajszy koncert Bobby'ego McFerrina w Arenie Ursynów był moim koncertowym rozczarowaniem roku.

Może w tym miejscu sięgnę krótko pamięcią wstecz. Był to mój czwarty koncert McFerrina, a jeszcze wcześniej był koncert 'zero", na którym nie byłem, ale prawie byłem Wink 1985, pierwsze Jazz Jamboree, w którym uczestniczyłem, jeszcze za dzieciaka, pierwszy dzień festiwalu, koncert Bobby'ego McFerrina i Urszuli Dudziak. Pamiętam, jaka dziś, że ten koncert MIAŁ BYĆ, no ale w końcu na niego nie dotarłem. Od tamtej pory jednak dobrze kojarzę postać Bobby'ego (a swoją drogą jaki to był festiwal! czwartek - Bobby McFerrin, piątek- Wayne Shorter, sobota - Joe Zawinul. niedziela - Keith Jarrett, i to tylko mówię o głównych gwiazdach).

Na swój premierowy koncert dotarłem jakoś ok. roku 2000, może wcześniej. O dziwo nie mam konkretnych wspomnień, co tam się działo, ale pamiętam, że byłem zachwycony i wracałem do domu z wielkim uśmiechem na twarzy.

A potem ten najlepszy z najlepszych - 16 czerwca 2011, Sala Kongresowa, jedno z największych przeżyć koncertowych w życiu, totalna magia.

Rok później powtórka, ale pewne rozczarowanie już, bo po raz pierwszy na scenie z Bobbym na scenie pojawił się stały zespół (wokalny) i w efekcie ta magia się rozmydliła. Było fajnie, córkom, które zabrałem po raz pierwszy, podobało się, choć zupełnie nie gustują w takiej muzyce, ale mi momentami wydawało się zbyt jednostajnie.

Niestety wczoraj znowu był zespół, ale co gorsza instrumentalny. Nie żeby zespół był zły (choć część repertuaru bym tak nazwał - jakieś mdłe formy piosenkowate), ale formuła koncertu leżała zupełnie. Moim zdaniem nie było po prostu pomysłu na ten występ, w każdym razie ja zupełnie nie wiem, co artyści chcieli właściwie pokazać. Po prostu zaprezentować kilka czy kilkanaście utworów instrumentalno-wokalnych, jak na 'zwykłym' koncercie? W takim razie pudło, bo te utwory jako kompozycje były całkiem nijakie. Poimprowizować na kanwie tychże utworów? Może, ale bez efektu 'wow', jakieś bez jaja były te improwizacje. Pobawić się muzycznie z publicznością, czyli to, co jest Bobby'ego znakiem rozpoznawczym i najbardziej unikalnym talentem? Jeżeli tak, to znowu pudło, bo tej zabawy było stosunkowo mało (może jeżeli ktoś był pierwszy raz, to tego nie odczuł, ale sądząc nawet z opisu zeszłorocznego koncertu w tejże Arenie, to było tego zdecydowanie mniej), a co gorsza była jakaś zupełnie niezintegrowana z resztą występu. Nie trzymało się to kupy, słowem.

Miałem takie wrażenie, że może Bobby McFerrin był chory? Nawet jego wychodzenie na bis było jakieś anemiczne, a przecież koncert był bardzo krótki i wcale nie intensywny. Występ solowy ma to do siebie, że nawet 40 minut to może być naprawdę dużo (nie tylko dla artysty, ale i dla odbiorcy), ale kiedy występuje po prostu zespół i to jeszcze gra z jakimiś przerwami na brawa czy jakieś gadki, to sory, ale po godzinie i piętnastu minutach człowiek nie spodziewa się, że to już koniec. Tak więc Bobby wyszedł na bis, ale jakoś tak niemrawo coś tam zaśpiewał, coś tam kazał dośpiewać publice, ale jakby bez przekonania, powiedział "ok, good", machnął ręką i sobie poszedł.
Gdyby się okazało, że miał gorączkę czy coś, wcale bym się nie zdziwił.

Jakby jednak nie było, to biorąc pod uwagę repertuar, czas trwania koncertu, miejsce (beznadziejne), cenę i oczekiwania, był to chyba najgorszy mój koncert w tym roku Sad
_________________
jeżeli nam zabraknie sił
zostaną jeszcze morze i wiatr
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Maciek
zremasterowany digipack z bonusami


Dołączył: 15 Kwi 2007
Posty: 6892

PostWysłany: 25.11.2019, 19:29    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Nils Petter Molvaer Group

Nils Petter Molvaer – trąbka, elektronika
Geir Sundstol – gitara, banjo, steel guitar
Jo Berger Myhre – bas, klawisze
Erland Dahlen – perkusja

Choć samego Molvaera w studyjnej odsłonie nie słucham zbyt często w roli innej niż tło, to jednak zawsze chciałem zobaczyć i usłyszeć jak brzmi na żywo. Okazało się, że ta decyzja pozwoliła mi zaliczyć jeden z najlepszych koncertów tego roku. Niesamowity potencjał ma ten skład. Fantastyczny Sundstol, który przez większość czasu obsługiwał steel guitar, ale jak trzeba było dołożyć do pieca, to przesiadał się na tradycyjne wiosło, za pomocą którego przywoływał szczyty jazzrockowej psychodelii z początku lat 70. Momentami brzmiał, jakby Rypdal sprzed 45-50 lat, który dołożył trochę więcej przesteru i wziął jeden kwas więcej. Razem ze wspomnianą wcześniej, łkającą steel guitar tworzyło to przepiękny kontrast. Z kolei Erland Dahlen otworzył przede mną drzwi na kolejny, wyższy poziom sztuki perkusyjnej. Ogólnie wydawało mi się, że trochę już tych perkusistów w życiu widziałem, jednak jego podejście do instrumentu, budowania zestawu, aranżacji i ogólnej filozofii rytmu sprawiły, że czułem się tak, jakbym w ogóle pierwszy raz widział coś takiego jak perkusja. Z miejsca wskoczył u mnie do czołówki najciekawszych muzyków XXI wieku i odtąd bardzo uważnie będę śledził jego twórczość. Lider wypadł również bardzo dobrze, na pewno dodał dużo więcej ognia i życia swoim numerom, dosyć sprawnie operował elektroniką, która wyciskała z jego instrumentu sam miód, choć jeśli mam być szczery, to gdyby miał wystąpić drugi raz solo lub z innym składem, to nie wiem czy skusiłbym się na taki koncert, natomiast gdyby jego zespół miał zagrać kolejny koncert bez niego, to stałbym dziś od rana po bilet. Żeby nie było, niczego Nilsowi nie chcę ujmować, bo przecież zespół to zespół, wypada mu jednak pogratulować, że zbudował wokół siebie taką wspaniałą grupę, która rzuca całkowicie nowe światło na jego twórczość.
_________________
Adoptuj, adaptuj i ulepszaj.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
akukuuu
epka kompaktowa


Dołączył: 08 Lut 2009
Posty: 1199
Skąd: Miasto Świętej Wieży

PostWysłany: 25.11.2019, 19:38    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

,, i to chyba koncert w Gliwicach. Rolling Eyes Trochę zazdroszczę Wink
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Maciek
zremasterowany digipack z bonusami


Dołączył: 15 Kwi 2007
Posty: 6892

PostWysłany: 25.11.2019, 19:47    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Tak jest, bo Gliwice ogólnie są super. Wink
_________________
Adoptuj, adaptuj i ulepszaj.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Tarkus
box z pełną dyskografią i gadżetami


Dołączył: 11 Kwi 2007
Posty: 11338
Skąd: Wa-wa

PostWysłany: 02.12.2019, 13:55    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Gdyby ktoś chciał sobie popatrzeć, Steve Hillage na koncercie wygląda obecnie tak: https://photos.app.goo.gl/hc7RDCNNNyEU2vje8
_________________
If you don’t love RoboCop, then you are a Nazi and support terrorism.
THIS IS NOT A LOVE SONG
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
WOJTEKK
box z pełną dyskografią i gadżetami


Dołączył: 12 Kwi 2007
Posty: 20295
Skąd: Lesko

PostWysłany: 02.12.2019, 17:12    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Joj, to wiosło to ten kwadraciak z lat 80-tych
_________________
Nie ma ludzi niezastąpionych. Oprócz The Rolling Stones.

http://artrock.pl/
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Tarkus
box z pełną dyskografią i gadżetami


Dołączył: 11 Kwi 2007
Posty: 11338
Skąd: Wa-wa

PostWysłany: 04.12.2019, 11:14    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Tak, Hillage, podobnie jak Holdsworth, ukochał sobie gitary Steinbergera.
_________________
If you don’t love RoboCop, then you are a Nazi and support terrorism.
THIS IS NOT A LOVE SONG
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Tarkus
box z pełną dyskografią i gadżetami


Dołączył: 11 Kwi 2007
Posty: 11338
Skąd: Wa-wa

PostWysłany: 09.12.2019, 11:33    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Ostatni chyba tegoroczny koncert dla mnie - Lizard / Lebowski w Proximie. Lizardów widziałem pierwszy raz od 1996 roku i miło było stwierdzić, że wciąż na żywo potężnie dają radę, a Damian Bydliński mógł stracić włosy, ale nie charyzmę frotmana. A Lebowski tradycyjnie zaczarował. Piękny wieczór Smile
_________________
If you don’t love RoboCop, then you are a Nazi and support terrorism.
THIS IS NOT A LOVE SONG
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Crazy
epka analogowa


Dołączył: 19 Sie 2019
Posty: 923

PostWysłany: 30.12.2019, 00:02    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Tegoroczny sezon koncertowy stał u mnie pod znakiem dość niszowej sceny improwizowanej. Efektem jest to, że choć byłem na większej ilości koncertów, niż kiedykolwiek w życiu, to o większości muzyków, których słuchałem, nie słyszał nie tylko przeciętny zjadacz chleba Kowalski, ale nawet przeciętny słuchający muzyki Kowalski. Zacząłem od nieco freejazzującego koncertu duetu Jan Małkowski/ Paweł Szpura w klubie Chłodna 25 i każdego z tych panów - w różnych układach - słyszałem w tym roku po trzy razy na żywo. Pawła Szamburskiego pięć razy, więc jest to na pewno mój koncertowy Człowiek Roku Smile

Rok koncertowy skończyłem dziś, mogę powiedzieć, z wielkim hukiem! Oto -
- Warsaw Improvisers Orchestra. Na malutkiej scenie klubu Chmury zmieściło się jedenaścioro muzyków: czwórka wokalistów wydających z siebie dzikie, niesamowite dźwięki; trzech dęciaków (dwa saksofony i klarnet basowy); dwóch gitarzystów elektrycznych; z tyłu ukryty gość ze sprzętem elektronicznym; last but not least, brodaty pan z perkusjonaliami, w tym z metrowej średnicy gongiem.

Przed sceną - bo na niej by już się nie zmieścił - Ray Dickaty, dyrygent, mózg, człowiek, który pociąga za wszystkie sznurki. Serio, nikt tam nie grał w innym momencie, niż ten, który dyrygent mu wskazał. Dyktator, wizjoner i czarodziej. Na zmianę uruchamiał - włączał! - poszczególnych muzyków. Wskazywał tu-tu-i-tu, i wtedy tu-tu-i-tu odzywał się pożądany dźwięk. Pokazywał koniec, momentalnie dźwięk gasł. Pokazywał żeby grać dalej, albo ciszej, albo głośniej, albo w dialogu z tym i owym - tak się działo. Nie mam wątpliwości, że przez cały czas to on grał, ich palcami, rękami, gardłami. Ani, że miał tam takich muzyków, którym mógł bez reszty zaufać, że zagrają czy zaśpiewają to, co trzeba.

Charakter muzyki, którą na bieżąco tworzyli, był głęboko transowy. Często długimi minutami utrzymywali się właściwie na jednej nucie. Zwykle zaczynało się dość cicho, stopniowo dołączało coraz więcej osób i robiło się wręcz symfonicznie, ale co to za symfonia! Symfonia schizofreniczna mógłbym powiedzieć! Grali przez godzinę bez żadnej przerwy, ale jakby trzy części to miało, bo dwukrotnie po takim ostrym i długo rozwijającym się crescendo, następowało wyciszenie i zmiana stylistyki. Pierwsza część była stosunkowo może najbliższa jakiemuś tam jazzowi, ale tak naprawdę w życiu bym tego jazzem nie nazwał. Druga część miała najsilniejszą podbudowę elektroniczną. Trzecia część to było czyste szaleństwo z głównym akcentem w postaci regularnie powracającego czterogłosu wszystkim śpiewaków, który robił się coraz potężniejszy i coraz bardziej był obudowany wszystkimi innymi instrumentami. Jedenastoosobowa orkiestra symfonii improwizowanej!

Dla mnie rewelacyjny wieczór i jeden z koncertów roku!
_________________
jeżeli nam zabraknie sił
zostaną jeszcze morze i wiatr
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Crazy
epka analogowa


Dołączył: 19 Sie 2019
Posty: 923

PostWysłany: 08.01.2020, 00:20    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Niewątpliwie był to najbogatszy koncertowo rok w moim życiu. Czy przełożyło się to na jakość? I tak, i nie. Nie, bo nie byłem na żadnym koncercie, na którym bym odleciał i który by szturmem zdobył szczyty mych list. A tak, bo zobaczyłem na żywo mnóstwo rzeczy naprawdę znakomitych, które były dla mnie całkiem lub w znacznej mierze nowe - głównie ze współczesnej polskiej sceny improwizowanej.

Oto spis, wszystkie koncerty w Warszawie:

1. Paweł Szpura / Jan Małkowski - 10 I - klub Chłodna 25 (CH25) - koncert wyjątkowy nie ze względów czysto muzycznych, ale biograficznych, ale tak czy inaczej oglądanie z bliska, jak Szpura gra na perkusji, to przeżycie wręcz ekstatyczne Shocked

2. Ryby - 17 II - Klub DZiK - koncert z definicji familijny, fajne wydarzenie, ale muzycznie nie porwało mnie

3. Warsaw Improvisers Orchestra - 24 II - Klub Chmury - a to owszem, bardzo dobre pierwsze spotkanie z Improwizatorami

4. Szamburski / Szpura / Tokar - 21 III - Klubokawiarnia Młodsza Siostra - chyba najlepszy koncert roku!

5. Zakrocki / Łagodziński / Kasperek - 23 IV - klub CH25 - niewiele pamiętam, nie zrobiło na mnie większego wrażenia

6. Glen Hansard - 14 V - Palladium - niezwykła postać sceniczna; jak przyjedzie znowu, to od razu idę!

7. koncert muzyki dawnej, Orchestra of the Age of Enlightenment - 19 V - Filharmonia Narodowa - jak to często u mnie bywa z Filharmonią, bardzo pięknie, a potem nic nie pamiętam Wink

8. The D.N.Acid Rock - 15 VI - klub CH25

9. Bastarda - 20 VI - Ladomek - super koncert, super miejsce (dla mnie po raz pierwszy), a szczytem wszystkiego było, jak ludzie, którzy siedzieli tuż obok mnie na widowni nagle wstali i zaczęli śpiewać, bo okazali się chórem zaproszonym na ostatni utwór Very Happy

10. Robert Jaworski + Szamburski / Górczyński i różni inni ludzie - 10 VII - Ladomek - a tutaj to jednak za wysoki stopień eksperymentalności jak dla mnie

11. Paweł Szamburski - 27 VIII - Festiwal Singera - wspaniały prezent urodzinowy i jeden ze zdecydowanie najbardziej fascynujących koncertów roku dla mnie!

12. Medallion - 28 VIII - Ladomek - trochę bez wyrazu jak dla mnie

13. The Leszczer's i Dzieci opieki społecznej - 28 IX - ADA - lubię pankrok Very Happy

14. Marcin Masecki/ Wacław Zimpel
oraz Bastarda - 24 X - Studio Polskiego Radia - dwukoncert bez rewelacji, choć niby mogłaby być; bardziej nawet podobali mi się Masecki z Zimplem grający śpiew ptaków Wink - na żywo bardzo fajne, choć płytą nie byłbym zainteresowany; z kolei Bastarda nagrywała właśnie na żywo płytę i dla mnie brzmiało to nieco bez jaja, spodziewam się jednak, że płyta może pokazać duży potencjał tego materiału

15. Armia - 16 XI - Remont - wielka radość i prawdziwy czad; obok numeru 4 drugi najlepszy koncert roku

16. Bobby McFerrin - 22 XI - Arena Ursynów - niestety wychodzi, że mogło to być koncertowe rozczarowanie roku; nie sprawdziłem w końcu, czy była gdzies informacja, że Bobby był tego dnia chory, czy tak jakoś niemrawo wyszło...

17. Bastarda - 28 XI - Spatif, Warsaw Wind Festival - a to byłby najlepszy koncert roku, gdyby składał się z samej muzyki, ew. z minimalnymi wstępami; rozbudowane fragmenty gadane były jednak mało kompatybilne z muzyką, co osłabiało wymowę całości. Muzycznie jednak - wydarzenie roku!

18. Grigorij Sokołow - 1 XII - Filharmonia Narodowa - nie jestem ja wielkim znawcą pianistyki, ale że to jest prawdziwy Artysta to mogę powiedzieć z zamkniętymi oczyma; repertuarowo dla mnie tak sobie, wykonawczo przepięknie

19. Warsaw Improvisers Orchestra - 29 XII - Klub Chmury - doskonałe zwieńczenie roku; to była naprawdę improwizacyjno-schizofreniczna petarda!

Sześć razy Paweł Szamburski - zdecydowanie muzyczna postać roku, jeżeli chodzi o mnie!
_________________
jeżeli nam zabraknie sił
zostaną jeszcze morze i wiatr
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Tarkus
box z pełną dyskografią i gadżetami


Dołączył: 11 Kwi 2007
Posty: 11338
Skąd: Wa-wa

PostWysłany: 18.02.2020, 11:01    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

LEGENDARY PINK DOTS
Strange Clouds


Walentynki, klub "U Bazyla", Poznań.

Najlepiej spędzone walentynki ever Very Happy Kropek na żywo nie widziałem kilkanaście lat, ostatni koncert jaki pamiętam był jeszcze w składzie z Hornblowerem, a obecnie grają w trio Ka-Spel - Silverman - Eric Drost (i Raymond Steeg za konsoletą zawiadujący efektami dźwiękowymi). Brzmienie przeewoluowało w kierunku krautrockowej surowości z jednej strony, a undergroundowego techno z drugiej, czyli bazą jest rytm i trans. Zarówno po Proroku jak i po Silvermanie widać mocno upływ czasu, Ka-Spel dodatkowo się tu i ówdzie zaokrąglił, ale charyzmy nie stracił ani ani. Wyszedł na bosaka (pewne poświęcenie w klubie, który jest w zasadzie zaadaptowanym magazynem czy warsztatem), w luźnych szatkach i w legendarnym różowym szaliku i od pierwszego gestu zawładnął publicznością (jakieś 150-200 osób). Zabawna rzecz - w zasadzie większości numerów nie znałem, więc wnoszę, że promowali głównie ostatnie płyty. Ale jak sięgnęli po "Disturbance", "Just a Lifetime", "Andromedę" i zwłaszcza finałowe "Hellsville", następowała miazga. Bardzo fajny koncert, niby to trasa na 40-lecie działalności zespołu, ale nie kombatantują i nie grają greatest hits. Po prostu wychodzą, robią swoje i szybko się ewakuują do kulis zostawiając prawdopodobnie zamierzone poczucie niedosytu.

A ten Strange Clouds, no ujdzie. Jak wchodzili w psychodeliczne stonery, było nieźle. Jak zaczynali grać alternatywnego rocka, żałowałem, że nie jestem głuchy. Długa droga przed nimi.
_________________
If you don’t love RoboCop, then you are a Nazi and support terrorism.
THIS IS NOT A LOVE SONG
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Muzyka Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... , 105, 106, 107  Następny
Strona 106 z 107

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group