Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna Muzyczne Dinozaury
i ich następcy
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

The Kinks

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Wykonawcy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
B.J.
box z pełną dyskografią i gadżetami


Dołączył: 11 Kwi 2007
Posty: 11711

PostWysłany: 08.04.2009, 08:19    Temat postu: The Kinks Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

The Kinks
angielski zespół rockowy, który w latach `60 był jednym z motorów brytyjskiej inwazji
Więcej tu: http://en.wikipedia.org/wiki/The_Kinks



Ze zdziwieniem odnotowałem brak tego wątku. No, ale pomyliło mi się ze stara lokalizacją Forum. Tam był.

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *

BBC Sessions 1964-1977



Disc: 1
1. Interview
2. You Really Got Me
3. Interview
4. Cadillac
5. All Day and All of the Night
6. Tired of Waiting for You
7. Everybody's Gonna Be Happy
8. See My Friends
9. This Strange Effect
10. Milk Cow Blues
11. Wonder Where My Baby Is Tonight
12. Till the End of the Day
13. Where Have All the Good Times Gone?
14. Death of a Clown
15. Love Me 'Til the Sun Shines
16. Harry Rag
17. Good Luck Charm
18. Waterloo Sunset
19. Monica
20. Days
21. Village Green Preservation Society
Disc: 2
1. Mindless Child of Motherhood
2. Holiday
3. Demolition
4. Victoria
5. Here Comes Yet Another Day
6. Money Talks
7. Mirror of Love
8. Celluloid Heroes
9. Skin and Bone/Dry Bones
10. Get Back in the Line
11. Did You See His Name
12. When I Turn off the Living Room Lights
13. Skin and Bone
14. Money Talks

Obiecałem Mirowi parę zdań o tej płycie. Oto i one.
Płyta zawiera głównie radiowe nagrania w miksach monofonicznych. Wyjątkiem sa utwory 4-10 z drugiej płyty, które w większości pochodzą z występu z 14 lipca 1974 w Hippodrome Theatre, Golders Green w Londynie - te są w stereo. Gro materiału pochodzi z lat 1964-74, a z1977 jest tylko utwór 10 z płyty 2.
Nie jestem znawcą The Kinks i trudno mi tę płytę oceniać w odniesieniu do innych pozycji w dyskografii. Natomiast muzyka tu zawarta, to mieszanina rocka, rock`n`rolla z lekkimi domieszkami innych gatunków - ale to przeciez wszyscy wiedzą. Zresztą na The Kinks gatunki te wyrosły, bo to wszak jedna z najbardziej inspirujących kapel lat `60.
Dla mnie ważne, że mam tu utwory kultowe You Really Got Me i All Day and All of the Night - absolutne, ponadczasowe kilery, a poza nimi mnóstwo wielkich hitów (np. Tired of Waiting for You, Victoria) pomieszanych z ciekawostkami dla fanów.
Płyta jest trochę przegadana, tzn., często utwory mają wprowadzenia radiowego dj`a, są też fragmenty rozmów z zespołem w radiowym studio. Nie jest to jednak jakas szczególnie wkurzająca cecha wydawnictwa.
Reasumując - jestem z tego nabytku zadowolony, świetnie się sprawdza jako podkład do pracy, a i na świąteczne porządki jak znalazł.

Szczegółową analizę zawartości, zrobioną przez ludzi, którzy się znają, polecam na tej zacnej stronie:
http://www.kindakinks.net/discography/showrelease.php?release=645
_________________
In pfecutione. extrema S.R.E. fedebit.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
mir
remaster


Dołączył: 11 Kwi 2007
Posty: 2409
Skąd: Krakus

PostWysłany: 08.04.2009, 09:07    Temat postu: Re: The Kinks Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

B.J. napisał:
Obiecałem Mirowi parę zdań o tej płycie. Oto i one.


Slicznie dziekuje B.J.u Very Happy

pzdr

mir
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
abraxas
epka kompaktowa


Dołączył: 16 Gru 2009
Posty: 1062
Skąd: Szczecin

PostWysłany: 27.06.2010, 17:39    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Widzę, że wątek poświęcony The Kinks wyraźnie zaniedbany. Byc może jest to spowodowane, że grupa grała na ogół raczej łagodnie, krążąc stylistycznie pomiędzy Rolling Stones i Beatles,
Zespół jest znany na ogół z przebojów singlowych, napiszę więc kilka słów o znanych mi longplayach.


- Kinks Kontroversy (3/5) - przejściówka pomiędzy dwoma pierwszymi płytami zawierającymi głównie standardy rock'n'rollowe i rhytm'n'bluesowe, a klasycznym okresem twórczości Kinksów. Płyta ma stosunkowo rockowe brzmienie, jak na Kinks oczywiście. Standardowe instrumentarium. Można ją śmiało umieścić pomiedzy płytami Stones i Pretty Things. Z ostrzejszych kawałków godne polecenia utwory to rasowy, ostry rhytm'n'blues "Milk Cow Blues", równie dobry "Gotta Get The First Plane Home", a szczególnie "Till The End Of The Day" będący kolejnym i ostatnim, po "You really got me" i "All Day And All Of The Night", przykładem riffowego The Kinks.
Z ballad wyróżniają się: typowe dla Kinks melodyjne "Ring The Bells", stonsowskie "I am Free" i stonsowsko-dylanowskie "Where Have All The Good Times Gone".

W bonusach mamy przebój "Dedicated Follower Of the Fashion".


- Face to Face (5/5) - doskonała, klasyczna płyta Kinks, spora zmiana w brzmieniu, które jest bardzo bogate, takie "Aftermath" Stonesów. Główną siłą albumu (wg mnie oczywiście) są tu ballady, kunsztownie zaaranżowane, o bardzo bogatej melodyce. "Rosie Won't You Please Come Home", "Too Much On My Mind", "Rainy Day In June", psychodelizujące "Fancy" oraz genialny przebój "Sunny Afternoon", każda z nich to mała perełka.
Z reszty utworów wyróżniają się: później scoverowane, stonsowsko niechlujne "House In The Country", doskonałe, nieco bluesowate "Little Miss Queen Of Darkness" i "You're Lookin' Fine", wyjątkowy kawałek, na który zapatrzył się projekt Battered Ormanents.

Wyjątkowo silne bonusy: bardzo przeze mnie podziwiany, pełny pasji "I'm Not Like Everybody Else", który przepadł w zalewie innych hitów The Kinks, a zasługiwał na zostanie hymnem pokolenia, ponadto doskonałe "Dead End Street" i "Mister Pleasant" oraz bardzo udane przejściowe rhytm'n'bluesy "Big Black Smoke" i "Mr Reporter".


- Something Else (5/5) - kolejna rewelacyjna pozycja Kinksów, płyta jeszcze barwniejsza, jeszcze melodyjniejsza od poprzedniczki, dodatkowo w lekkich oparach psychodelii. Wyjątkowo równa płyta, jak na standardy Kinks.
Album zaczyna się od cholernie przebojowego "David Watts", by przejść do niepisanego hymnu pijaków "Death Of A Clown", żartobliwy i jednocześnie wzruszający numer, potem mamy cudowną, równie wzruszają balladę "Two Sisters". Czwarty kawałek "No Return", a jakże, nadal trzyma wysoki poziom, zaskakująca, senna ballada .... z elementami bossanovy. "Harry Rag" to kolejny przykład wodewilowego nurtu w twórczości Kinks, także bardzo udany numer. Bardziej rockowe oblicze ukazują "Situation Vacant" i "Love Me Till The Sun Shines". Kolejna perła to senna, lekko psychodeliczna kompozycja "Lazy Old Sun", za którą urocza, typowa dla Kinks piosenka "Afternoon Tea". Płyta kończy się także udanymi utworami "End Of The Season" i "Waterloo Sunset". Bardzo dobry, wyrównany album.

W bonusach m.in. "Autumn Almanac", "Susannah's Still Alive", "Wonderboy"


- Village Green Preservation Society (2/5) - dla mnie spory zawód, zbyt wygładzone brzmienie, zbyt popowe, piosenki bez siły, bez genialnych pomysłów. Nie mam już tej płyty.


- Arthur (Or the Decline and Fall of the British Empire) (3/5) - brzmienie nadal soft poprockowe, aczkolwiek więcej pomysłów, na wyróżnienie zasługuje długa "Australia" będąca unikalnym dla Kinks utwórem z improwizacją, bardzo melodyjna i pełna zmian "Shangri-La" i "Mr Churchill Says", "Drivin'" w starym stylu grupy, w miarę żywiołowy "Brainwashed". Przeboje "Victoria" i "Days".

Bonusów więcej niż oryginalna płyta, ale nic genialnego w nich nie ma.


- Lola Versus Powerman and the Moneygoround, Part One (5/5) - zwrot do bardziej rasowego, rockowego brzmienia, powrót na listy przebojów za sprawą "Loli", bardzo udana, stylowa płyta pozbawiona wcześniejszego, nadmiernie popowego podejścia .

Mamy tu czadowe "The Contenders", słynną "Lolę", riffowe "Top Of The Pops", hardrockowe "Rats" i "Powerman" (najlepszy numer na płycie) oraz dojrzałe ballady "Get Back In Line", "This Time Tomorrow" i stonsowskie "Long Way From Home" i wodewilowe "The Moneygoround".

W bonusach inna wersja "Loli" i demo "Powerman".
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
greg66
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 31 Sie 2008
Posty: 4056
Skąd: Opole

PostWysłany: 01.08.2021, 18:49    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

THE KINKS - The Kink Kontroversy /1965/

Miałem opisać inną płytę, miał to być „Something Else by The Kinks”. Gdy wrzuciłem do odtwarzacza płytkę, pierwszy numer wpieprzył kolano prosto w sufit. Przecież to pełen czadu, garażowy „Milk Cow Blues”. No tak. Pomyliłem krążki. Ale to nic. The Kinks uwielbiam, więc nie ma problemu.
Zmiana - to motyw, który towarzyszy zespołowi od początku kariery, pchając do przodu wielkie rzeczy i po drodze oferując kilka własnych odjazdów. Z perspektywy czasu wydaje się dziwne słyszeć, jak The Kinks opowiadają się za potrzebą zmian już na swoim trzecim albumie – wydanym zaledwie 13 miesięcy po debiucie, no ale to były lata 60-te, które zmieniały co tydzień oblicza muzyki.
„The Kink Kontroversy” postrzegany jest jako ostatni z wielkich albumów w stylu „Merseybeat” Kinksów, a ostatnie nagranie „You Can’t Win” odzwierciedla dźwięk i furię ich rhythm and bluesowych korzeni. Ta era widoczna jest jeszcze na okładce płyty. Zbliżenie Dave’a Daviesa w czerwonym swetrze wzmocnionym akordem mocy gitary granym tak szybko, że jego ręka wciąż jest plamą. Tak brzmiały dwie pierwsze płyty The Kinks, podobnie jak „Till The End Of The Day” z bliskim riffem „You Really Got Me”.
Jak już pisałem otwierający „Milk Cow Blues” to jeden z najlepszych numerów otwierających album w historii. Wspaniały wir agresywnej gitary Dave’a zajmuje tylko dziesięć sekund, aby wprowadzić cię w gniewną piosenkę. Przekazując całą tłumiona wściekłość, The Kinks przekształcają nawiedzony bluesowy oryginał Sleepy’ego Johna Estesa w krzykliwy atak skowronów w pełnym burzy gniewie. Rytmiczna gitara Raya brzmi jak dokuczliwa żona, doprowadzająca do irytacji niejednego męża. Szalona i zbuntowana piosenka prowadzi do zabójczego finału, który osiąga prawdziwy szczyt gniewu, gdy gościnnie Nicky Hopkins nagle pojawia się znikąd na pianinie i stopniowo lgnie ku delikatnej, wrzącej furii.
Jednak wszystko inne co następuje po tym numerze to The Kinks w nowym stylu. Stery przejmują bracia Davies i umiejętnie piszą wspaniałe piosenki. Szczególnie utwory Raya utrzymywały zespół na powierzchni i przyczyniły się do tego, gdzie The Kinks wylądowali. Melodie Raya mają dla mnie poczucie nostalgii i melancholii. Kiedy się nad tym zastanowić, może to mieć wiele wspólnego ze stylem pisania piosenek Briana Wilsona. Obaj panowie nie boją się wyobcować i zamiast śpiewać o seksie, narkotykach i rock’n’rollu, piszą oryginalne piosenki, które nie mają nic wspólnego z czasami, kiedy zostały nagrane i wyprodukowane. Raczej szukają schronienia w małej wiejskiej chacie lub na samotnej wyspie.
To dlatego dostajesz piosenki takie, jak „I’m on an Island”, utrzymana w formie calypso tworzy idylliczną scenerię izolacji i spokoju? Choć mam wątpliwości, nieszczęście czai się. Przełomem z pewnością są utwory „Where Have All The Good Times Gone” i „The World Keeps Going Round” w których Ray ujawnia się jako pisarz znużonych, zrezygnowanych piosenek, których nikt inny nie pisał i niewielu autorom udałoby się stworzyć tak ładne melodie. Zresztą „Where Have All The Good Times Gone” ma brzmienie, które wydaje się poprzedzać późniejszego Dylana, z brzęczącymi gitarami i jękliwym głosem.
A Dave i jego „I Am Free”. Tu dodaje imponującego, eklektycznego brzmienia i sprawia, że może wędrować wszędzie gdzie tylko ma ochotę. „The Kink Kontroversy” ukazuje nam jak w niewiele ponad rok, zespół przeszedł muzycznie i technicznie.
To można usłyszeć w „Till The End of the Day”, twardym garażowym wykopie wykorzystującym mocne akordy, chwytliwy refren i słodkie solo. Posłuchaj go do końca gdy zespół przyspieszy tempo! Bezcenny materiał.
Świetnie sprawdzający się jako „spokojny po burzy” jest numer „Ring the Bells”. Jej urok może początkowo umknąć ale po chwili delikatna linia gitary i gruchający wokal Raya sprawia, że ta głupiutka piosenka o miłości, daje marsz weselny?
I tak jak słuchasz tej płyty to z łatwością możesz ten przełomowy moment wypatrzeć. Wiele tego co tu jest już za chwilę znalazło się na światowym rynku. To nie byli naśladowcy. Po prostu muzyka się rozwijała i inni muzycy podążali tą samą drogą co The Kinks, ale każdy z nich miał też coś do dodania od siebie i dlatego powstało w tamtych latach wiele wspaniałej muzyki.
Zespół braci Davies oczywiście nie byłby taki gdyby nie świetna sekcja rytmiczna, która i tu jak na poprzednich albumach pokazała fajny drive’a i to specyficzne czucie, tak potrzebne braciom Davies.
Mick Avory i Pete Quaife pamiętałem o Was.
_________________
Summer Of Love'67
http://musicpsychedelic.blogspot.com
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Wykonawcy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group