Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna Muzyczne Dinozaury
i ich następcy
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Soft Machine - wydawnictwa i bootlegi.
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Wykonawcy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Inkwizytor
digipack


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2771
Skąd: Monty Python`s Flying Circus

PostWysłany: 13.08.2021, 06:15    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

https://www.facebook.com/sajukebox/videos/soft-machine-hibou-anemone-and-bear-live-on-french-tv/245829919463364/


Tu jest fajny fragmencik z septetem dla francuskiej tv - wcześniej chyba mieliśmy dyskusję "intelektualistów i literatów" Wink Niestety sytuacja jazzu nie tylko w Stanach pod koniec lat 60 ale i w Europie nie była zbyt wesoła - no może na starym kontynencie ciut lepsza. Minęły bezpowrotnie czasy gdy np we Francji z zapartym tchem czekano na nowinki na festiwalu w Antibes czy gwiazdy które zjeżdżały lub osiadały się na stałe w Paryżu - czyżby fala free zrobiła swoje i skutecznie zniechęciła szczególnie młodych - szukających np miłych melodii. Było co prawda pokolenie protestujące w 68 ale oni mieli swoich muzycznych bohaterów. Jakiś producent , manager czy szycha z wytwórni miał być pod kolosalnym wrażeniem 3 "młodzieńców" z Soft - zszokowany ich wyglądem potwierdził - że ci faceci godzinami z pasją i przekonująco potrafią dyskutować o wszystkim - o jazzie, literaturze, filozofii, historii, malarstwie - normalnie szok - i naprawdę się na tym znali Very Happy Mieli być pod wielkim wpływem francuskich egzystencjalistów.
_________________
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Paweł1979
krucha płyta jednostronna


Dołączył: 11 Wrz 2020
Posty: 27

PostWysłany: 13.08.2021, 07:53    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Dla mnie to była naturalna konsekwencja rozwoju tego gatunku. Tradycyjny jazz wyczerpywał możliwości eksploracji, dlatego free form stała się tak popularna, bo dawała wachlarz poszukiwań. Sofi świetnie to wykorzystali, oni zrobili w pewnym sensie to, co w Ameryce robił Miles Davis.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
akond
epka kompaktowa


Dołączył: 04 Wrz 2020
Posty: 1080
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 13.08.2021, 07:56    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Inkwizytor napisał:
Gorzko się przeliczyli - muzycy wspominają, że obok całkiem życzliwej postawy , niestety przeważali fani - którzy jedynie czekali na "rockowe" oblicze - wcześniej znane Soft - a w momencie wejścia sekcji dęciaków - potrafili ich bez litości chamsko wybuczeć.

Ciekawe jest, że mniej więcej w tym samym czasie inny band z ambicjami, nie znajdujący posłuchu w swojej ojczyźnie (w tym przypadku za Oceanem), idący pod prąd oczekiwaniom gawiedzi, również znalazł przystań we Francji. Z większym powodzeniem, ale chyba grali dla innej jednak publiczności. I może Soft Machine też powinno spróbować trafić do tej części widowni.

Chodzi oczywiście o Art Ensemble of Chicago.
.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Inkwizytor
digipack


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2771
Skąd: Monty Python`s Flying Circus

PostWysłany: 13.08.2021, 10:09    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Po wielu wielu ( niczym Komendant Lassard - "... many, many, many...." Very Happy ) latach Aynsley Dunbar miał identyczne odczucia ze współpracy z dęciakami - był cholernie wkurzony i sfrustrowany - bo liczył gorąco na inwencję i technikę jazzmanów ale uważał, że to oni rozwalili mu ówczesny band - mowa o Blue Whale - albo chcieli iść jak we free na żywioł, zaufać instynktowi , nie chciało im się uczyć nut, aranży - plus łapali rozmaite dobrze płatne fuchy i przysyłali kolesi w zastępstwie , którzy jeszcze bardziej chcieli grać wedle uznania i nie znali poszczególnych kawałków.


A wracając do Soft - mała korekta - od lat krążył w rozmaitych wersjach najpierw jako strzępy materiału dla radia ?..... belgijskiego ?.... francuskiego ?.... nie wiadomo z festiwalu w Amougies 28.10.69. Opinie i źródła są rozbieżne - jedni, że to był "debiut" septetu z dęciakami, inni że wcześniej już grali np na festiwalu w Plumpton ( razem z m.in King Crimson ) czy Liverpoolu - ale raczej na zasadach gościnnych. Sekcja "trąb" nadal była częścią dopiero anarchistycznego, bezkompromisowego i przekraczającego granice free / awangardy grupy Keitha Tippeta. Tu do posłuchania:


https://www.guitars101.com/threads/soft-machine-1969-10-28-amougies-festival-complete-3-source-composite.163517/


Wedle opinii obeznanych bootlegerów - najlepsza i chyba prawie kompletna wersja posklejana z 3 źródeł. Nie jest tragicznie ale większość audiofili skrzywi się z odrazą - że "niby co to za jazgot ?" Wink . Niestety ówcześni Sofci mocno a aranżach i brzmieniu opierali się na przesterach - fuzz bas, organy z wah-wah czy również fuzz - że aparatura nagłośnieniowa i rejestrująca nie dawała sobie rady ( kilka lat później u nas podobne problemy miał np SBB ). Słuchając można wychwycić momenty niezwykle udane i te pełne wahania - co podkreślał Mike - nie było zgodności jaką role mają pełnić dęciaki - czy zdyscyplinowanej jak w big bandzie sekcji - takiego "ornamentu", przyprawy, sosiku - czy puścić wszystko na żywioł co błyskawicznie mogło doprowadzić do chaosu i walki wszystkich ze wszystkimi. Z jednej strony - sztywna dyscyplina i przewidywalna nuda - z drugiej bajzel. Odpowiedzią było zredukowanie solistów - co wybornie się sprawdziło. Wyatt również utyskiwał, że w septecie nie miał za wiele okazji by "pośpiewać" i się powygłupiać co lubił na żywo - trochę później jego popisy zaczęły drażnić jak cholera bardziej powściągliwych kolegów.
_________________
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
mahavishnuu
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 09 Wrz 2011
Posty: 4345
Skąd: Opole

PostWysłany: 09.09.2021, 14:53    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

SOFT MACHINE – ARCHIWALIA KONCERTOWE (1967-1975)

CZĘŚĆ 4

NOISETTE (styczeń 1970 )


Jedziemy dalej chronologicznie z archiwalnym materiałem koncertowym. Tym razem czas na rozszerzoną wersję tekstu poświęconego „Noisette”. Na początku 1970 roku występy na żywo służyły przede wszystkim ogrywaniu nowego materiału, który miał trafić na płytę. Już pierwszy koncert w nowym roku w Croydon w „Fairfield Hall” był zarejestrowany na potrzeby nowej płyty, podobnie było w wypadku spektaklu w Mother's w Birmingham. Frapującym dokumentem tych czasów jest wydany w 2000 roku album „Noisette”, będący zapisem wspomnianego koncertu z 4 stycznia 1970 roku z „Fairfield Hall” w Londynie. Ponieważ nie wszystkie utwory z tego koncertu zachowały się w całości, dograno na nim także fragmenty występu z 10 stycznia 1970 roku z University College w Londynie. Wedle mojego przekonania to jeden z najciekawszych albumów koncertowych grupy, wydanych po latach przez wytwórnię Cuneiform. Jest bowiem fascynującym zapisem transformacji zespołu, który szybko zaczął grawitować w nowej konfiguracji personalnej w kierunku modern jazzu. Znajdziemy na nim kompozycje znane z „Volume Two”, poddane sporym zmianom aranżacyjnym, częstokroć znacznie rozbudowane, dzięki długim improwizacjom zespołowym. Znamiennym rysem przeobrażeń stylistycznych jest systematyczne rugowanie partii wokalnych Wyatta. Na „Noisette” w utworach pochodzących z „Volume Two” niejednokrotnie wokal zastępowały partie solowe instrumentów dętych lub, po prostu, przearanżowana kompozycja była grana w wersji instrumentalnej. Nie dotyczy to jeszcze wszystkich utworów. Wyatta można usłyszeć choćby w „Hibou, Anemone And Bear”. „Noisette” pochodzi z okresu, gdy Soft Machine występował jako kwintet razem z Lynem Dobsonem. Nowy członek zespołu to dzisiaj postać nieco zapomniana. Nigdy nie odniósł większego sukcesu komercyjnego. Jego zasługą było przede wszystkim to, iż w drugiej połowie lat 60. był jednym z tych, którzy wprowadzali brzmienia instrumentów dętych (w jego przypadku był to saksofon i flet) do instrumentarium rockowego, nadając mu, dzięki własnej erudycji i doświadczeniu, nowoczesny charakter. Dobson w czasie, gdy związał się z Soft Machine znacznie unowocześnił swój styl gry. W jego partiach solowych z „Facelift” bez trudu dostrzec można fascynację jazzem nowoczesnym, również tym bardziej awangardowym. Lyn był członkiem Soft Machine zaledwie kilka miesięcy, jednak ten okres współpracy był dla wszystkich bardzo instruktywny. Szczególnie dla Eltona Deana. Saksofonowe partie muzyków świetnie się uzupełniały. Dean grając na „Third” wyraźnie starał się przywołać ducha wspólnego muzykowania z Dobsonem. Objawiało się to choćby w tendencji do budowania podobnych struktur dźwiękowych instrumentów dętych. Ot, jeden przykład - jednocześnie pojawiały się partie dwóch instrumentów dętych dialogujących ze sobą lub grających unisono. Sprawiało to, że faktura kompozycji stawała się bogatsza i bardziej urozmaicona. Bardzo odpowiadało to Ratledge'owi, który miał predylekcje do tworzenia złożonych kompozycji w warstwie rytmiczno-harmonicznej. W latach 70. na oficjalnych płytach jedynym śladem działalności kwintetu była koncertowa wersja „Facelift” z „Third”. ,,Noisette” można uznać za znakomite uzupełnienie „Third”, który powstawał mniej więcej w tym samym czasie (styczeń-maj 1970). Artyści byli wtedy u szczytu swoich możliwości twórczych. Ich dokonania emanowały świeżością, ukazując jednocześnie nowe perspektywy rozwoju w obrębie różnych gatunków muzycznych. To świetny przykład twórczości par excellence progresywnej. W niektórych aspektach wręcz prekursorskiej, czego najlepszą egzemplifikacją będzie „Third”. Jako że grupa w owym czasie bazowała w dużym stopniu na improwizacji, otrzymaliśmy w rezultacie sporo nowej muzyki. Słychać to szczególnie na przykładzie poszczególnych partii solowych. Potwierdzeniem tego trendu niech będzie choćby temat z „Backwards” - na „Third” będący częścią „Slightly All The Time”. Na ich słynnym trzecim albumie główny temat był grany przez Deana na saxello. Z kolei na „Noisette” jest wykonywany przez Dobsona na flecie, ponadto pojawiają się jego krótkie wokalizy, co sprawia, że temat nabiera zgoła odmiennego charakteru. Warto wsłuchać się w wersję „Esther's Nose Job”. Niezwykle dynamiczną i ekspresyjną, zagraną jeszcze lepiej niż na płycie studyjnej, ponadto bardziej ujazzowioną. Partie wokalne są w niej już tylko śladowe, zostały bowiem zastąpione przez instrumenty dęte. W wyniku wspomnianych zmian aranżacyjnych „Esther's Nose Job” przybliżyła się stylistycznie do innych utworów z okresu „Third”. Bardziej rozbudowaną formę przybiera „Hibou, Anemone And Bear”, okraszony wybornymi improwizacjami Dobsona, Deana i Ratledge'a. „Moon In June” tym razem pojawia się w skróconej wersji, całkowicie instrumentalnej. Warto wspomnieć o nowych kompozycjach, których nie uświadczymy na „Volume Two” i „Third”. Pierwsza z nich to „Eamonn Andrews”, autorstwa Mike'a Ratledge'a. Moim zdaniem, to najsłabszy fragment wydawnictwa. Brakuje mu ciekawego tematu, improwizowane partie nie są szczególnie zajmujące, ponadto jest zbyt długi. W gruncie rzeczy nie dziwi fakt, iż zabrakło go na ówczesnych oficjalnych płytach studyjnych. Jest to jedyny słabszy punkt koncertu, później jest już tylko bardzo dobrze lub wręcz rewelacyjnie! Kolejnym nieznanym utworem jest „12/8” Hugh Hoppera, dobrze wpisujący się w ówczesną stylistykę grupy, z wyraźną przewagą ingrediencji o jazzowym charakterze. Jedynym utworem z „okresu ayersowskiego” jest „We Did It Again”, znany z eponimicznego debiutu. To bodaj jedyna kompozycja w tym zestawie, która jednoznacznie może kojarzyć się z psychodeliczną stylistyką lat 60. Co tu dużo pisać, „Noisette” to album wyborny. Prawdziwy klejnot kanterberyjskiego grania. Jakość dźwięku nie jest wprawdzie najwyższych lotów, bo jednak to „tylko” zapis monofoniczny. Generalnie nie ma jednak co narzekać. Jest na tyle dobry, że pozwala rozkoszować się pierwszorzędną muzyką. „Noisette” to zapis pewnego artystycznego zjawiska, którego pełnym ucieleśnieniem stał się już wkrótce „Third”. Soft Machine wypracował indywidualny wariant syntezy pierwiastków rockowych i jazzowych. Była to ciekawa alternatywa dla modelu amerykańskiego, personifikowanego przez takich artystów jak: Miles Davis, Joe Zawinul, Larry Coryell czy też Tony Williams, nie wspominając o formacjach ze świata rocka pokroju Blood, Sweat and Tears i Chicago.
_________________
RateYourMusic/mahavishnuu
AstralnaOdysejaMuzyczna
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
mahavishnuu
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 09 Wrz 2011
Posty: 4345
Skąd: Opole

PostWysłany: 17.09.2021, 18:02    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

SOFT MACHINE – ARCHIWALIA KONCERTOWE (1967-1975)

CZĘŚĆ 5

LIVE AT THE PROMS/LIVE 1970 (sierpień 1970)



Latem 1970 roku muzycy postanowili trochę odpocząć po intensywnych wojażach. W lipcu nie odbył się żaden koncert, w sierpniu, nie licząc prestiżowego występu w ramach „Proms”, grupa zagrała zaledwie dwa razy, natomiast w sierpniu nie pojawiła się na scenie ani razu. 13 sierpnia w londyńskim Royal Albert Hall Soft Machine dostąpił zaszczytu występu na jednej scenie obok Terry'ego Rileya w jednym z „Proms”, czyli koncertach promenadowych, oficjalnie zwanych ,,Henry Wood Promenade Concerts”. Szacowna impreza miała już wówczas swoją długą tradycję, jej początki sięgały bowiem 1895 roku. W 1927 roku jej głównym sponsorem stało się BBC, co jeszcze bardziej podniosło rangę przedsięwzięcia. Koncerty były transmitowane przez radio, co z czasem zapewniło „Proms” status najbardziej popularnego na świecie programu prezentującego w sposób nieortodoksyjny dorobek muzyki klasycznej. Od początku lat 60. zwiększono liczbę wykonawców, starano się także poszerzać paletę prezentowanych gatunków muzycznych. Prawdziwy przełom miał miejsce w 1970 roku, kiedy to wystąpili wykonawcy spoza świata muzyki klasycznej. Otwarto wówczas wrota dla współczesnej „poważnej” muzyki awangardowej oraz wykonawcy z kręgu muzyki popularnej, czyli Soft Machine. W 1970 roku wielu recenzentów piszących o tej imprezie przedstawiało Soft Machine jako reprezentanta muzyki pop, co dowodzi tylko, iż ich wiedza na temat zespołu była znikoma. Osobą odpowiedzialną za nowe trendy był Tim Souster, który zaprosił kontrowersyjnych w tym światku artystów, pomimo utyskiwań niektórych ortodoksyjnych konserwatystów. Występ w ramach „Proms” był z pewnością najbardziej nobilitującym koncertem w karierze zespołu. Na widowni zasiadło przede wszystkim nobliwe towarzystwo, które nie miało nic wspólnego z koncertami rockowymi. Grupa Wyatta była pierwszym zespołem ze świata rocka, który został dopuszczony w to szacowne miejsce. Sami muzycy byli z tego występu umiarkowanie zadowoleni. Po latach najbardziej krytycznie oceniał go Robert Wyatt. Wedle niego była to niepotrzebna próba fraternizacji z muzycznym establishmentem. Sam występ nie był niestety wolny od problemów natury technicznej. W czasie jego trwania Hugh Hopper zmagał się ze swoim fuzz boxem, który odmawiał posłuszeństwa. Muzycy byli też nieco zestresowani atmosferą panującą na widowni oraz specyficzną publiką. Na szczęście w Royal Albert Hall nie zabrakło fanów Soft Machine, którzy starali się nieco podgrzać atmosferę. Reakcja bardziej nobliwej części widowni była dość pozytywna. Po występie do Wyatta podchodziły starsze damy witając go słowami „Dzień dobry, Robercie, to było bardzo miłe”. Wyatt miał tuż przed występem zabawną sytuację. Postanowił wyjść na chwilę z hali, aby zapalić papierosa, jednak gdy wrócił z powrotem portier, który wcześniej nie zauważył jego wyjścia, uznał go za intruza i odmówił wstępu do hali. Skonfundowany Wyatt usłyszał tylko, że „jest to miejsce, gdzie jest grana porządna muzyka”. Robertowi w końcu udało się jakoś wejść do środka. Warto zaznaczyć, że w czasie koncertu nie zrezygnował ze swojego charakterystycznego scenicznego wizerunku. Na przełomie lat 60. i 70. często grywał rozebrany do pasa, na torsie i brzuchu miał starannie namalowany dystyngowany garnitur i krawat. Grając jeszcze w USA w czasie tournée z Hendrixem miał problemy z jednym z dziekanów uczelni, w murach której zespół koncertował. Dziekan zgorszony jego „strojem” stanowczo zażądał, aby przywdział coś bardziej przyzwoitego, ponieważ w innym wypadku w ciągu kilku minut przerwie koncert. W czasie blisko 40-minutowego koncertu w ramach „Proms” grupa wykonała trzy utwory: „Out-Bloody-Rageous”, „Facelift” i „Esther's Nose Job”. Impreza była transmitowana na żywo przez radio BBC, natomiast dziesięć dni później koncert można było zobaczyć w telewizji BBC w programie artystycznym ,,Omnibus”. Owocem tego występu była płyta wydana po latach – „Live At The Proms”(1988). Ten sam materiał trafił także na „Live 1970”, gdzie obok nagrań z koncertu promenadowego pojawiły się utwory zarejestrowane w lutym 1970 roku w czasie koncertów w Anglii. Warto nadmienić, że zremasterowana edycja „Third” z 2007 roku została poszerzona o jeden dysk, który zawiera właśnie nagrania z Royal Albert Hall. Nie jest to wprawdzie jeden z najlepszych „żywców” zespołu, niemniej na pewno warto po niego sięgnąć.
_________________
RateYourMusic/mahavishnuu
AstralnaOdysejaMuzyczna
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
mahavishnuu
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 09 Wrz 2011
Posty: 4345
Skąd: Opole

PostWysłany: 24.09.2021, 15:04    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

SOFT MACHINE – ARCHIWALIA KONCERTOWE (1967-1975)

CZĘŚĆ 6

GRIDES (październik 1970)


„Third” był przykładem zadowalającej fuzji rocka z modern jazzem. Ważnym elementem układanki były eksperymenty Ratledge'a z elektroniką. W tym czasie Soft Machine był w awangardzie przemian. Warto zauważyć, że już wtedy pojawiły się pierwsze pęknięcia w zespole. Z wolna zaczęły kształtować się dwie wizje rozwoju. „Frakcja jazzowa” (Ratledge, Hopper, Dean) dążyła do tego, aby grupa na szeroką skalę inkorporowała różne elementy modern jazzu. Docelowo Soft Machine de facto miał stać się grupą jazzową (za takim rozwiązaniem optował Elton Dean) lub okołojazzową (taki cel przyświecał pozostałej dwójce). Artyści, zamykając się w wieży z kości słoniowej, coraz bardziej oddalali się od słuchaczy rockowych, nawet tych, którym bliski był postępowy nurt tego gatunku. Wyatt opowiadał się za szeroką syntezą stylistyczną. Bliski był mu specyficzny kanterberyjski ekscentryzm, chciał nadal eksperymentować ze swoim głosem, nie odrzucał formy piosenkowej. Swoje pomysły na szerszą skalę wcielił dopiero w nowym zespole – Matching Mole. Na „Third” udało się jeszcze pogodzić odmienne żywioły, jednak, znając preferencje stylistyczne poszczególnych członków grupy, jej postępująca dekompozycja wydawała się czymś nieuchronnym. Dla Wyatta „Moon In June” był ostatnią poważną próbą walki z ,,frakcją jazzową”. Walki, którą niechybnie musiał przegrać. Dziennikarz „Melody Maker” Michael Watts, który w październiku 1970 roku towarzyszył Soft Machine w czasie trasy koncertowej po Holandii, był naocznym świadkiem wielu scysji między Wyattem a kolegami. Najlepiej zapamiętał ostrą kłótnię przed jednym z koncertów, kiedy to perkusista wpadł we wściekłość z powodu przygotowanej przez zespół setlisty. Zarzewiem konfliktu były wówczas dwie kwestie – systematyczne rugowanie partii wokalnych oraz coraz silniejsza tendencja do włączania elementów free jazzu.

Koncert amsterdamski w „Concergebouw”, który odbył się 25 października 1970 roku, to pozycja ze wszech miar godna uwagi. W 2006 roku wytwórnia Cuneiform Records wydała go na płycie kompaktowej, do której na drugim krążku dołączono materiał wizualny, pochodzący z występu w Bremie z 23 marca 1971 roku. Ten drugi w znacznie obszerniejszej formie ukazał się w wersji audio jako „Virtually”. ,,Grides'' to blisko 80 minut muzyki, podzielonej na dwa sety plus bis („Slightly All The Time”/,,Noisette''). Dominują kompozycje z „Third” i przygotowywanej do wydania „Fourth”. Nagrania znane z „Third” w niemałym stopniu różnią się od tych znanych z edycji płytowej. Przede wszystkim są w każdym wypadku znacznie krótsze, „Facelift” nie posiada słynnego wstępu organowego, natomiast „Out-Bloody-Rageous” pozbawione zostało swojego elektronicznego preludium i postludium z zapętlonymi dźwiękami organów i elektrycznego fortepianu. „Virtually” i „Teeth”, znane później z „Fourth”, także sporo różnią się od swoich studyjnych odpowiedników. Wynikało to przede wszystkim z tego, iż nie były jeszcze do końca ukończone. Ciągle podlegały różnorakim przekształceniom aranżacyjnym i formalnym. Nie można zapominać o tym, iż w tym okresie zespół mocno nastawał się na improwizację. „Grides” jest świadectwem tego, iż Soft Machine niemal zupełnie zerwał już pępowinę łączącą go ze światem rocka. Materiał znany z „Third” i „Volume Two” nabrał jeszcze bardziej jazzowego charakteru. Muzyka przybiera coraz bardziej intelektualny charakter, nie było już w niej miejsca na charakterystyczny wyattowski humor i ekscentryzm. Co istotne, w całości jest już instrumentalna. Nawet w „Esther's Nose Job” partie wokalne Wyatta zostały zastąpione przez saksofon lub solo na gitarze basowej Hoppera. Popisowa kompozycja z „Volume Two” została w tym okresie w ogromnej mierze wyprana z elementów psychodelicznego rocka, przybierając jednoznacznie jazzowy charakter. Jeśli chodzi o utwory, których nie zamieszczono w tamtych latach na żadnym krążku z premierowym materiałem, to na „Grides” pojawia się krótka wersja „Eamonn Andrew” oraz dziesięciominutowa ,,Neo-Caliban Grides'', który trafił ostatecznie na debiutancki album Eltona Deana. To mocno eksperymentalna rzecz, nawet jak na ówczesne standardy Soft Machine. W dużym stopniu jest oparta na graniu ad libitum, mocno wyeksponowano tkankę brzmieniową, w zasadzie pozbawioną tradycyjnego czynnika melodycznego. „Neo-Caliban Grides” zapowiada najbardziej radykalny okres w twórczości zespołu, który przypadł na 1971 rok, szczególnie jego drugą połowę. Jego apogeum to trasa koncertowa z Philem Howardem jesienią tegoż roku, do dnia dzisiejszego wzbudzająca sporo kontrowersji w gronie fanów. Występ w Amsterdamie był jednym z pierwszych, w trakcie których Elton Dean grał także na elektrycznym fortepianie Hohnera, co sprawiło, iż muzyka grupy nabrała nieco innego kolorytu.W czasie gdy Mike Ratledge grał solówki na organach Lowreya, Dean kontrapunktował je dźwiękami swojego nowego instrumentu, dzięki czemu faktura kompozycji stawała się gęstsza i bardziej urozmaicona. „Grides” to znakomity koncert, jednak trzeba podkreślić, że muzyka, która się na nim znalazła jest dość hermetyczna. Z pewnością bardziej niż ta zawarta kilka miesięcy wcześniej na „Third”. Warto nadmienić, iż jakość dźwięku jest wręcz rewelacyjna. „Grides” to jazda obowiązkowa dla każdego fana zespołu, jest bowiem znakomitym portretem koncertowym grupy z okresu jej artystycznej prosperity.
_________________
RateYourMusic/mahavishnuu
AstralnaOdysejaMuzyczna
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
mahavishnuu
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 09 Wrz 2011
Posty: 4345
Skąd: Opole

PostWysłany: 18.10.2021, 15:17    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

SOFT MACHINE – ARCHIWALIA KONCERTOWE (1967-1975)

CZĘŚĆ 7

LIVE AT HENIE ONSTAD ART CENTRE 1971 (luty 1971)


W lutym 1971 roku na koncertach muzyka grupy brzmiała już nieco inaczej. Było to związane z kilkoma sprawami. Systematycznie rugowane były partie wokalne Wyatta, zmieniał się zatem aranż kompozycji. Mike Ratledge wykazywał coraz większe zainteresowanie elektrycznym fortepianem Fender Rhodes. Organy Lowreya stopniowo schodzą na drugi plan. Ewolucji ulega gra na basie Hoppera. Nie operuje już tak często ekspansywnym i soczystym brzmieniem swojego basu z fuzz boxem, bardziej zaczyna skupiać się na nieco subtelniejszej ujazzowionej artykulacji. Zmianie ulega również faktura „klawiszowa”. Temu wątkowi warto przyjrzeć się nieco bliżej. Po wydaniu swojego opus magnum grupa bynajmniej nie miała zamiaru osiadać na laurach i zamknąć się w stylistyce, która przyniosła jej sukces artystyczny. Już w kwietniu 1970 roku Elton Dean postanowił powrócić do instrumentu, od którego zaczynał swoją muzyczną edukację, a mianowicie fortepianu. Tym razem był to jednak fortepian elektryczny Hohner Pianet N. Ponieważ Elton nie był do końca zadowolony z jego brzmienia szybko zamienił go na Fender Rhodes Stage Piano Mark I, który akurat w tym okresie wchodził na rynek. Z tego instrumentu był bardzo zadowolony, gdyż miał ekspresyjny dźwięk oraz bardzo dobrą dynamikę. Na scenie preferował jego mniejszy model, posiadający 73 klawisze. Sięgnięcie po fortepian było związane z kilkoma sprawami, które od pewnego czasu nie dawały mu spokoju. Dean nie specjalnie lubił brzmienie swojego saksofonu w wersji koncertowej, dlatego poszukiwał innych form ekspresji w czasie występu. Ponadto przeszkadzało mu to, że grupa grając w tym czasie niezwykle głośno, zatracała w pewnym stopniu możliwość znacznie głębszej interakcji. Dla niego była to niezwykle istotna kwestia. Występy często wyglądały tak, iż każdy w tej ścianie dźwięku skupiał się przede wszystkim na swoich partiach. W tym czasie muzycy niemal zawsze występowali z zatyczkami w uszach, co niewątpliwie utrudniało interakcję. Zdublowanie instrumentu było również związane z tym, iż drugi fortepian miał przynajmniej po części zastąpić brak szerszej sekcji dętej po odejściu Evansa, Chariga i Dobsona.

28 lutego 1971 roku grupa wystąpiła w Oslo w „Henie Onstad Art Centre”. Koncert został zarejestrowany i po wielu latach wydany jako „Live At Henie Onstad Art Centre 1971” (2009). Jest to bardzo cenna pozycja nie tylko dlatego, że pochodzi z najbardziej kreatywnego okresu Soft Machine, ale także za sprawą wręcz wyśmienitej jakości dźwięku. Warto zaznaczyć, że został zarejestrowany praktycznie cały występ. Jak było to wówczas w zwyczaju, artyści podzielili swój koncert na dwa sety. Między utworami nie ma żadnych przerw ani zapowiedzi, co także było typowe dla ich występów. Wersje utworów mocno różnią się od tych znanych z płyt studyjnych, co może być kolejnym bodźcem po sięgnięcie po to wydawnictwo. Na „Live At Henie Onstad Art Centre 1971” pojawiają się cztery kompozycje, których nie odnajdziemy na żadnym albumie studyjnym („And Sevens”, „At Sixes”, „Eamonn Andrews” i „Neo Caliban Grides”. W tym czasie pewnemu zawężeniu uległa synteza stylistyczna, co w niemałym stopniu było związane z ograniczaniem wpływu Roberta Wyatta. W orbicie zainteresowań muzyków znajdował się przede wszystkim jazz nowoczesny i współczesna awangarda. Ważnym elementem muzykowania były improwizacje. Forma utworów była coraz bardziej swobodna, czynnik melodyczny często zatracał się w skomplikowanej gmatwaninie dźwięków. Systematycznie rosły wpływy free, co szczególnie odpowiadało Eltonowi Deanowi. Tekstury kompozycji były coraz bardziej złożone, podobnie było w przypadku struktur rytmicznych. W warstwie harmonicznej grupa postawiła na nowoczesne rozwiązania. W rezultacie faktura kompozycji była mocno dysonansowa. Architektura kompozycji coraz bardziej zbliżała się do jazzu. Krótka ekspozycja głównego tematu zazwyczaj szybko przechodziła w zakręcone i rozwichrzone improwizacje. Nawet dla fanów ambitnego rocka progresywnego musiało to być sporym wyzwaniem, niejednokrotnie dość ciężkim do zdzierżenia. Norweski koncert to hermetyczna kraina dźwięków, jednak zdecydowanie warto zmierzyć się z tą muzyką!
_________________
RateYourMusic/mahavishnuu
AstralnaOdysejaMuzyczna
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Wykonawcy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9
Strona 9 z 9

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group