Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna Muzyczne Dinozaury
i ich następcy
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Yellowjackets - Osy Atakują !!!

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Wykonawcy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Inkwizytor
digipack


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2900
Skąd: Monty Python`s Flying Circus

PostWysłany: 05.12.2021, 10:52    Temat postu: Yellowjackets - Osy Atakują !!! Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

W tym roku mija równa 40 rocznica od ukazania się debiutanckiego krążka tej zasłużonej - jakże niedocenianej formacji - przez wiele lat zwyciężała we wszelkich ankietach na "zespół jazzu elektrycznego" i nie tylko. Tak się złożyło, że i w moim sercu ma zapewnione wyjątkowe miejsce a pierwszy album z wyprzedaży w Empiku ( gdy jeszcze zajmowali się na serio muzyką i oferowali "poważne" wydawnictwa - niezwykle wartościowe - niekiedy wręcz "wychowując" kolejne pokolenia słuchaczy a starzy wyjadacze mieli znakomita okazję by uzupełnić swoje zbiory i by kolekcja płyt nabrała właściwego sznytu) nabyłem właśnie w okolicy Barbórki i Mikołajek - a gdy w radiu usłyszałem Wildlife z genialnego Four Corners - a Jimmy Haslip oddał swoje struny na jakąś aukcję charytatywną w radiowej trójce (była kiedyś taka rozgłośnia) - było po mnie. Szkoda, że w Jazz Forum "osy" były niekiedy traktowane na zasadzie - "....aaa..... oni, wiemy, znamy, szanujemy ale to nudziarze....". Ciekawa jest geneza zespołu - pierwotnie jako zespół nijako "akompaniujący" wybornemu gitarzyście - Robbenowi Fordowi ( jeden z nielicznych, którzy dali "kosza" wielkiemu Milesowi - nie mógł odżałować, że ten odszedł by wziąć ślub - a cenił talent i feeling "białego" wioślarza ) - a potem poczuli na tyle mocni i zgrani oraz wewnętrznie zintegrowali - a rola Forda zaczęła "maleć" i panowie poszli każdy swoją drogą z artystycznym pożytkiem dla każdego. Polecam wszystkim debiut bo to kawał solidnego soczystego grania - potem panowie zafascynowani np skokowo rozwijającą elektroniką i techniką - niekiedy przesadnie "unowocześniali" brzmienie naiwnie wierząc że tworzą coś uniwersalnego i ponadczasowego. A debiut "os" - mimo, że brzmiał świeżo i z polotem - aranżacyjnie i mentalnie tkwił jeszcze w poprzedniej dekadzie.


Mi szczególnie bliski był zamykający - It`s Almost Gone: bardzo fajna koncertowa wersja - potem band poszedł z innym kierunku - mimo, że działa nadal - dla mnie zabrakło tej nieuchwytnej maggi, tego "czegoś extra" - może zabrakło tez takich zapadających w pamięć kompozycji - z wyczuwalnym smuteczkiem, pełnych nostalgii i przemijania :


https://www.youtube.com/watch?v=WGmAGeAzZSE
_________________
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Inkwizytor
digipack


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2900
Skąd: Monty Python`s Flying Circus

PostWysłany: 06.12.2021, 08:15    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

W przyszłym roku minie niemalże równo dziesięć lat - gdy zespół opuścił Jimmy Haslip - nie tylko wybitny i unikatowy muzyk, od samego początku siła napędowa i jeden z głównych kompozytorów obok Ferrante`a - ale postać charyzmatyczna o trudnej do pomylenia z kimś innym sylwetce. Jako muzyk leworęczny grał "na odwróconym" basie - najniższe strony miał na dole - inni instrumentaliści wprost nie mogli uwierzyć w jego technikę i to jak on to w ogóle robi Very Happy - mało kto lub prawie nikt nie był w stanie zagrać na jego 5 strunowych basach - w późniejszych latach wykonywanych za zamówienie. Zastąpił go nie byle kto bo sam Felix Pastorius - syn Jaco. Jednakże dla wielu niczego nowemu basiście nie ujmując czegoś zabrakło i pewna epoka dobiegła końca - mimo powrotu innej legendy zespołu - fenomenalnego perkusisty Williama Kennedy. Warto sięgnąć po chociażby - kto wie czy nie najlepszy - wypełniony prawie samymi "murowanymi hitami" - Four Corners - też album, który poznałem w okresie grudniowym i te specyficzne brzmienia i feeling zawsze będą mi się kojarzyć z okresem przygotowań do Wigilii - to tu jest absolutny killer - Wildlife - sporo w wersji brzmieniowej i aranżacyjnej wniósł Alex Acuna - że został dopisany jako współkompozytor - bas - jego moc i niskie rejestry są znakomite - nie inaczej jest w nastrojowym niezwykle zmysłowym Sightseeing - album jeszcze z wcześniejszym saksofonistą - może i mniej jazzowym ale bardziej melodykiem i nastawionym na snucie opowieści a nie improwizacji sensu stricte - Marciem Russo. To również na Four Corners zabłysł talent, rozmach będącego u szczytu formy drummera Williama Kennedy - chyba najwybitniejszy swojego pokolenia, który wniósł oryginalne soczyste brzmienie, mniej funkowe niż poprzednik Ricky Lawson - bardziej jazzowy a do tego oryginalny kompozytor.




https://uloz.to/file/9CwrQ4i1/yellowjackets-four-corners-1987-rar#!ZJRkMGR2ZGuyAmL4LJWvLzAzMGNkZGScASRmFGSBHF1mHwH1BD==
_________________
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Inkwizytor
digipack


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2900
Skąd: Monty Python`s Flying Circus

PostWysłany: 08.12.2021, 08:15    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

https://www.discogs.com/release/1043146-Yellowjackets-The-Spin


Kolejny niezwykle ważny - dla wielu przełomowy w karierze zespołu - wedle opinii - pierwszy "poważniejszy" album, mniej elektroniczny a śmielej podążający w konsekwentnie akustyczne rejony. Żartując można określić hasło , które być może przyświecało muzykom w tym czasie " pora wrócić do jazzu panowie" Very Happy . Co wcale nie znaczy, że nie było go wcześniej a od The Spin postanowili grać wyłącznie post coltrane`owski straight ahead - owszem, akustyczny fortepian dominował jako fundament w aranżacjach - znikały wcześniej obecne sekwencery czy samplery. Russell korzystał m.in z Rolnada D50 ale głównie do tworzenia tła w kluczowych momentach kompozycji, by niekiedy zagęścić brzmienie czy dodać kilka smaczków i niuansów tu-czy-tam, syntezatorowe solówki zniknęły niemalże całkowicie. Krytycy podkreślali "dojrzałość" muzyki, większy spokój, może to wynikało z pewnego zmęczenia wcześniejszą formułą, osiągnięcia stosownego wieku przez wszystkich muzyków - podkreślano - fascynację i chęć rozwijania pomysłów słynnego kwartetu Jarretta z czasów Belonging - choć to ostatnie wydaje ciut przesadnie naciągane. Czuć pewną zadumę, głębszą refleksję taki ECM`owski "chłód" - co nie znaczy, że muzyka stała zimna i wyzuta z emocji i pasji. Na pewno na brzmieniu - które jest rewelacyjne - kto wie czy najlepsze w całej historii bandu - zdecydowało renomowane studio - Rainbow Studios/Oslo, Norway z doskonałym inżynierem dźwięku na czele - Jan Erik Kongshaug, nie zapominając o otoczeniu studia, pejzażach i otaczającej przyrodzie. Gdybym miał komuś sprezentować czy polecić jedną jedyną płytę Os - z czystym sumieniem podsunął The Spin ( może na równi z Four Corners - która stanowiła zwieńczenie i podsumowanie wcześniejszych poszukiwań ). Spin ma również dla mnie osobisty wymiar bo poznałem ją w trakcie zimowego zakuwania i przygotowań do matury - zima była ostra i akurat znalazłem okienko by wyskoczyć do Empiku i skusić na ten krążek o którym wówczas nic nie wiedziałem. To na nim znajduje najpiękniejsza ballada nie tylko w historii zespołu ale być może całego jazzu elektrycznego czy szeroko pojętego - Geraldine:


https://www.youtube.com/watch?v=BmipBDGFeOM


Piękna melodia i ten "mroźny" klimat - brzmienie jest tak wyważone i pełne głębi - że płyta na luzie mogła być używana do demonstracji sprzętu najwyższej półki. Zachwyca to w/w ECM operowanie przestrzenią, każdy z instrumentalistów ma swoją płaszczyznę, na której bez śpiesznie operuje. Bass Haslipa również nabrał głębi - a perkusyjne smaczki Kennedy nadal mogą stanowić przedmiot studiów - znów aranżacyjnie udziela na tym polu niezrównany Alex Acuna. Nawet sax Marca - dla którego to było pożegnanie z zespołem zaprezentował się o wiele luźniej, swobodniej - ale nadal nie odżegnując od dawnej melodyjności i snucia opowieści. Jest lekko zgodnie z tytułem zakręcony tytułowy The Spin, panowie kłaniają dawnej tradycji bopu, ale i tu pojawia w środkowej części melodyjny wtręt. Innym utworem na długo zostającym w pamięci jest Prayer for El Salvador - niezwykle uduchowiony, pełny smakowitych aranżacji, smaczków i delikatnych kadencji. Żaden album nie oddaje w pełni fenomenu istoty zespołu. To o wiele wiele wiele więcej niż fusion czy jazz elektryczny - panowie i sięgają z szacunkiem do tradycji ale nie wyważają otwartych drzwi - grają nowocześnie, patrząc w przyszłość jazzu - są i melancholijni kiedy trzeba, grają rasowy bop kiedy indziej, wiedzą jak ważny jest nastrój, dobre melodie, tworzenie nastroju i nie wygrywanie na wyścigi na złamanie karku tysiąca nut czy jak inne bandy młodszego pokolenia jak mawiał Davis - "... katowali te same patenty co my z Birdem w latach 50....". Spin nieźle obrazuje postrzeganie Yellowjackets - trochę jak naszych narodowych wieszczy czy encykliki papieskie - może i kojarzą, szanują, coś liznęli - ale nigdy nie zanurkowali by zgłębić i zrozumieć ten fenomen. Polecam - idealna płyta na aurę za oknem.


https://uloz.to/file/MVWC1LYB6tLP/yellowjackets-1989-the-spin-zip#!ZGRmZwR2AGDjBJZmAGOyMGOxBQp2A1OZqQMPJGA3HJSmJQWzMD==
_________________
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Inkwizytor
digipack


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2900
Skąd: Monty Python`s Flying Circus

PostWysłany: 11.12.2021, 08:08    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

https://www.youtube.com/watch?v=fbtMicT61rY


Nie wszyscy może wiedzą lub pamiętają - ale o sile ataku Os w połowie lat 80 i ich mocnej, coraz mocniejszej pozycji może świadczyć, że zaproszono ich do ścieżki / soundtracku IV części filmu Star Trek - o silnie ekologicznym przesłaniu ( m.in chrońmy ginące wieloryby ).
_________________
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Inkwizytor
digipack


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2900
Skąd: Monty Python`s Flying Circus

PostWysłany: 02.01.2022, 09:13    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

https://www.discogs.com/release/4778149-Yellowjackets-Samurai-Samba


We wspomnieniach Alex Acuna tak odebrał grę Jaco gdy zetknął się z nim w Report po raz pierwszy - że wyobraź sobie, że długi czas spędziłeś na pustyni, zero wody, palące słońce ( trochę jak na obrazkach Lutczyna - pustynia, zasypany po brzegi piachem były basen - wystają tylko kontury i drabinka a nieszczęśnik umiera z pragnienia ) - konasz z pragnienia a tu nagle ktoś ci wręcza szklankę zimnej orzeźwiającej lemoniady z lodem - takie wrażenie zrobiła na mnie gra Jaco - orzeźwiająca i odświeżająca. Tak sam odbieram Sambę Samuraja Os Very Happy .

Album również ma sentymentalny rodowód - lata temu byłem z kumplem na ciężkim egzaminie - koniec czerwca, żar lał z nieba - mieliśmy wpaść po nim na coś by ugasić pragnienie - a uparłem by przedtem jeszcze zahaczyć o sklep płytowy , który był wtedy jeszcze na dworcu w Katowicach - jakoś wtedy miałem taki instynkt , że w danym dniu czeka na mnie jakaś fana płyta za śmieszne pieniądze i tak było i tym razem - wertowałem przecenione i patrzę i jest - Yellowkacjets - Samurai Samba. Podskakując szturchałem go że kurcze - jest Yellowkacjets - a on że niby co ?..... eeee ?.... Very Happy


O ile pierwsze dwa krążki - debiut i Mirage - zawierały muzykę dobrą, solidną, momentami o wielkim potencjale - trochę zespołowi brakowało ostatecznego szlifu, wykrystalizowanej osobowości muzycznej, wizerunku, tego doszlifowanego stylu i zdefiniowanego oblicza - niekiedy grali jak setki innych solidnych grup fusion czy pop-funk i niestety ze świetnym Robbenem Fordem niebezpiecznie blisko znajdywali się do takiego autostrady donikąd.


Od 85 z pojawieniem Marca Russo wszystko wskoczyło na właściwe miejsce a zespół nabrał właściwego stylu i oblicza. Wcześniej saksofonista związany z Tower of Power - musiało coś być na rzeczy bo mniej więcej w tym czasie odszedł inny "filar" grupy - klawiszowiec Chester Thompson do Santany - argumentując, że w Tower nie działo nic ciekawego - podobne wrażenie musiał mieć Marc i jego przejście do Os okazało strzałem w dziesiątkę a jego alt nadał grupie dodatkowe lub te brakujące "żądło".


Słuchać to już w otwierającym niezwykle pogodnym i rytmicznym Homecoming - chyba pierwszy "hit i przebój" zespołu. Główny motyw jest niezwykle zaraźliwy - już w trakcie pierwszego przesłuchania mamy wrażenie, że znamy go od zawsze - aż trudno go wyrzucić z głowy - idealna muzyka na daleką trasę i też oddaje radość , spełnienie poczucie bezgranicznego szczęścia gdy wraca na łono domu rodzinnego - gdy wszyscy sobie wpadają w ramiona, po tęsknocie i wszyscy mają tysiące pytań i historii do opowiedzenia. Może niektórych lekko męczyć - elektroniczny podkład a Ricky Lawson udowadnia dalej, że ma groove, wyczucie, feeling, cios i wspomagacze nie są potrzebne. Pamiętam, że w licznych recenzjach Sambę traktowano jak "produkt epoki" - a zespół ganiono za naiwną wiarę w wszechmoc ówczesnej elektroniki - a jej wartości i urok szybko blaknął i dziś może wydać niekiedy ciut śmieszny. Album jest niekiedy nierówny - mamy silnie "skomputeryzowany" i niestety zbyt zimny - Dead Beat - dobre riffowanie ale podkład, akompaniament, elektroniczna perkusja sprawiają wrażenie jakby całość wykonywały automaty a nie żywi ludzie. Utwór bardziej kojarzy z projektami Jacksona lub całej rodziny Jacksonów, Janet, choć w późniejszych latach wczesny Electric Band powieli pewne patenty. Swobodna i pełna zaciętości partia saxu Russo nieco ją ratuje. Podobny charakter ma Sylvania - tu bryluje i ognia dodaje gitara Carlosa Riosa. Mamy zapowiedź w jakim kierunku Osy polecą dalej z mniejszą dawką elektroniki - w bardzo urokliwym, pulsującym Silverlake - wspaniałe, melodyjne aż do przesady unisona basu Haslipa i saxu Russo - tu również mamy to uczucie raczenia orzeźwiającą zimną lemoniadą - obok Homecoming czy tytułowego chyba najbardziej udany i zapadający w pamięć utwór. Sam Haslip w połowie popisuje nawet wyważoną w każdym detalu solówką - udowadnia, że wtedy dołączył do czołówki mistrzów tego instrumentu.


Płyty fusion z połowy czy drugiej połowy lat 80 często ostro krytykowano czy mieszano z błotem za zbyt daleko idące kompromisy artystyczne czy taki groch z kapustą - wynik nacisków ze strony wytwórni - ok - może być jazz, ale i funky ma być, jakiś utwór wokalny - Samba nie jest wyjątkiem - jest Lonely Weekend z gościnnym udziałem Bobby Caldwela - jednej z ówczesnych "gwiazd" pop-jazzu czy łagodniejszego pop-fusion. Owszem - tu tego jazzu jest jak na lekarstwo - pachnie to odrobinę taką próbą zrobienia "przeboju na silę". Początek - do złudzenia przypomina późniejszy nasz A Complaint Walk Away - słuchać kim nasi się inspirowali - podobieństwo wręcz uderzające :


https://www.youtube.com/watch?v=x_8QDhFDzJQ


https://www.youtube.com/watch?v=YVvDHE8uxME


Na szczęście po tej dawce słodyczy Żółte Kamizelki zabierają nas w etniczne klimaty world music - jest rytmiczny kojarzący ciut z estetyką the Police - Los Mambos - z gościnnym wokalem i arsenałem instrumentów perkusyjnych Paulinho Da Costy. Fajna partia saxu Marca a wokalizy zamykające całość powodują, że całość nabiera formy troszkę żartu muzycznego. Na koniec mamy kapitalne zespołowe granie - bez wspomagaczy i innych komputerowych bajerów - tytułowa Samba Samuraja - to jeden z tych samograjów i evegreenów fusion - że zgodnie z okładką z butem - trudno usiedzieć w miejscu a nogi same rwą do tańca - nóżka chodzi nawet gdy się siedzi w wygodnym fotelu. Sekcja - Lawson / Haslip brzmi naturalnie, soczyście i z wykopem - jest ta odpowiednia głębia - mamy pewne wyobrażenie jak ci panowie brzmieli na koncertach - szkoda, że prawie nie ma bootlegów z tego roku, nawet lider Ferrante porzucił syntezatory - z Yamahą DX7 na czele - od której brzmień roi na całym albumie i zasiada do akustycznego fortepianu i pokazuje wcale nie małe umiejętności - że stylistyka latino nie jest mu obca. Tu mamy pewną zapowiedź całej serii z muzyką jaka stała specjalnością wytwórni GRP - Ritenour, Elektric Band czy David Benoit. Russo co rusz wrzuca raz melodyjne a raz rwące się solówki.


Album, który był zwiastunem kolejnych jeszcze bardziej udanych krążków "Kamizelek" , popularności i sukcesów - w postaci chociażby 2 nagród Grammy np za Shades i Politics - oraz licznych nominacji. Okres 85 / 93 był chyba najbardziej udanym i owocnym. Osy stanowiły klasę sami dla siebie ale i podobnie jak Elektric Band - źródło inspiracji i wzór dla mnóstwa młodszych muzyków i bandów - na naszym krajowym rynku też sporo osób i to z dorobkiem przyznawało do słabości do Yellowjackets - np Lewandowski czy Rusek.
_________________
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Wykonawcy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group