Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna Muzyczne Dinozaury
i ich następcy
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Rock'n'rollowy cowboy - Neil Young
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Wykonawcy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
akond
epka kompaktowa


Dołączył: 04 Wrz 2020
Posty: 1128
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 29.01.2021, 18:10    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Czyli za chwilę zabierasz się za lata 90-te?

To idąc chronologicznie, zaraz po Ragged Glory czeka Cię jeden z moich ukochanych albumów koncertowych w ogóle - czyli Weld. Warto poświęcić też chwilę uwagi jego eksperymentalnemu odpryskowi w postaci Arc.
.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
esforty
digipack


Dołączył: 26 Sty 2010
Posty: 2759
Skąd: Łódź

PostWysłany: 30.01.2021, 22:53    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Oleeks napisał:
Z początkiem roku naszła mnie ochota na Neila Younga...

Obecnie przesłuchałem wszystko co nagrał do albumu Freedom włącznie. Myślę, że to dobry moment, aby zrobić małe podsumowanie i może zachęcić do małej dyskusji Wink
...


Everybody Rockin'- to nie jest wybitne wydawnictwo(prawda!) ale... trzymając się jednej stylistyki coś uświadamia... że nasz bohater potrafi się zdystansować do swego pomnikowego wizerunku i odnaleźć w innej stylistyce;

This Note's For You- pełna zgoda i fajnie, że Ty też, bo ta płyta nie zdobyła sobie tu należytego uznania, ale Maciek, ........., .......... i ja lubimy ją (!), także za odmienność;

After the Gold Rush- hmm... pewnie już umrę i nie dotrę do jądra geniuszu tu pomieszczonego Embarassed ;

... no i zapomniałeś(??) o Everybody Knows This Is Nowhere

Lata 90-te, to generalnie dla Janga, bardzo dobry okres: wspomniana Ragged Glory czy Sleeps with Angels (moja ulubiona), choćby;
_________________
Nie ma takiego naleśnika, który nie wyszedłby na dobre. H. Murakami
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Oleeks
kaseta "metalówka"


Dołączył: 05 Kwi 2015
Posty: 289
Skąd: Szczecin

PostWysłany: 01.02.2021, 12:16    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

akond napisał:
Czyli za chwilę zabierasz się za lata 90-te?

To idąc chronologicznie, zaraz po Ragged Glory czeka Cię jeden z moich ukochanych albumów koncertowych w ogóle - czyli Weld. Warto poświęcić też chwilę uwagi jego eksperymentalnemu odpryskowi w postaci Arc.
.


Słucham albumów chronologicznie, więc przede mną (a w zasadzie pisząc ten post - już za mną) Ragged Glory. Ostrzę sobie zęby na te koncerty, szczególnie na "Arc" bo wygląda to na coś ciekawego.

Esforty, cieszę się, że zgadzamy się co do This Note's for You. Kolejny klub do którego w obrębie forum dołączam. Już jestem w fanbazie A Passion Play Jethro, Grateful Dead i Kendricka Lamara Cool

After the Gold Rush było natomiast moim pierwszym zetknięciem z Neilem Youngiem, w zasadzie na początku liceum, więc żywię ogromny sentyment do tego albumu. Poza tym uwielbiam w nim wszystko - od świetnych proporcji między folkiem, a rockiem, aż po rewelacyjne teksty.

A o Everybody Knows This is Nowhere nie zapomniałem. To płyta bez słabego punktu. Do innych, tj. wspomnianego wyżej "After...", On The Beach, Rust Never Sleeps czy Tonight the Night mam emocjonalny stosunek i grają mi na czułych strunach. "Everybody..." do tych płyt nie należy.

Co się tyczy Sleeps with Angels - głównie dzięki twojej agitacji zabrałem się za ten album poza kolejnością i jest faktycznie świetny. Co do Ragged Glory, to przeleciało przeze mnie dwa razy i nic nie zostawiło.
_________________
Last.fm | RYM
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Crowley
japońska edycja z bonusami


Dołączył: 13 Maj 2008
Posty: 3075
Skąd: Wyszków/Gdańsk

PostWysłany: 05.02.2021, 21:49    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Oleeks napisał:
Dobrze mi tez się słuchało nowofalowego Re-Ac-Tor, które nie cieszy się na forum sympatią. To całkiem niezły album i całkiem rozsądny kompromis w poszukiwaniach Neila.


W końcu ktoś to napisał. Całkiem przyzwoita płyta.

Oleeks napisał:
Czołówka ulubionych albumów się nie zmieniła. Nadal jest to After the Gold Rush i On the Beach.

Ta pierwsza może niekoniecznie - w sensie nie ulubiona, bo mam kilka ulubieńszych, chociaż to dobry album - a co do On the Beach to pełna zgoda. Poznałem ją stosunkowo późno, chyba dwa lata temu robiłem sobie podobny maraton z Neilem i wbiła mnie w ziemię.


Cytat:
... no i zapomniałeś(??) o Everybody Knows This Is Nowhere

O to to.

Cytat:
Co się tyczy Sleeps with Angels - głównie dzięki twojej agitacji zabrałem się za ten album poza kolejnością i jest faktycznie świetny. Co do Ragged Glory, to przeleciało przeze mnie dwa razy i nic nie zostawiło.

I znowu potwierdzę. Ragged Glory mnie nie rusza, ale Sleeps with Angels to zupełnie inna para kaloszy.
_________________
Futbolozaurus Rex a.d. 2020(1)
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
akond
epka kompaktowa


Dołączył: 04 Wrz 2020
Posty: 1128
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 13.04.2021, 16:09    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Neil Young & Crazy Horse - Way down in the Rust Bucket [Reprise, 2021]

Świeżynka z serii koncertowych archiwaliów Neila. Nagranie z The Catalyst, Santa Cruz, California, USA, 13.11.1990.

Teoretycznie występ rozgrzewkowy przed wielką trasą 1991, w ramach której zarejestrowano fantastyczne albumy Weld i Arc. W praktyce koncert dla "krewnych i znajomych królika", niemalże domowy, i pełen cymeliów granych niezwykle rzadko albo wręcz po raz pierwszy na żywo. Inna, ale równie atrakcyjna para kaloszy.

Na forach rzucane są gnieniegdzie opinie, że to najlepszy koncert Neila z CH ever - ja bym aż takich sądów nie wydawał, ale trzeba przyznać, że jest się czym cieszyć. Czad, drive, nastominutowe odjazdy, a równocześnie gra na wielkim luzie - no i ta setlista... popatrzcie sami:

1. Country Home
2. Surfer Joe And Moe The Sleaze
3. Love To Burn
4. Days That Used To Be
5. Bite The Bullet
6. Cinnamon Girl
---
7. Farmer John
8. Cowgirl In The Sand
9. Over And Over
10. Danger Bird*
11. Don't Cry No Tears
12. Sedan Delivery
13. Roll Another Number (For The Road)
14. F*!#in' Up
---
15. T-Bone**
16. Homegrown
17. Mansion On The Hill
18. Like A Hurricane
19. Love And Only Love
---
20. Cortez The Killer

* - debiut
** - drugie i ostatnie wykonanie live

No i dźwięk - świetny!

Łyżka dziegciu: Cowgirl jest dostępna tylko w wersji DVD - na podwójnym CD wycięta, bo nie zachowała się na taśmie wykorzystanej jako źródło (na DVD dźwięk dosztukowany z bootlegu).

Polecam, nie tylko fanom, również tym, którzy zastanawiają się, czy nie zostać fanami.

I jeszcze - szperając za czymś przy okazji tego albumu, trafiłem na taką kapitalną witrynę:
http://sugarmtn.org/sm_show.php?show=199011130&flag=1

Kopalnia informacji i referencji - czapki z głów.
.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Oleeks
kaseta "metalówka"


Dołączył: 05 Kwi 2015
Posty: 289
Skąd: Szczecin

PostWysłany: 17.04.2021, 08:22    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Dziękuję za ten wpis, Akondzie. Tak się składa, że nadal kontynuuje moją chronologiczną przygodę z Youngiem i jeszcze do dwóch nowych wydawnictw z tego roku nie dotarłem. Jednym z nich jest rzeczowo opisany przez Ciebie Way down in the Rust Bucket, a kolejnym koncert z 1971 - Young Shakespeare. Wchodzą one w skład serii Neil Young Archives Performance Series. Kiedyś postaram się je opisać, ale najpierw trzeba się ze wszystkimi z nich zapoznać, bo trochę się ich przez lata uzbierało Smile

No a w tym roku ma wyjść jeszcze jedno wydawnictwo. Road of Plenty, bo tak się będzie ono nazywać, ma zawierać materiał z drugiej połowy lat '80, oscylujący jednak wokół albumu Freedom. To wydawnictwo z pewnością ma kilku sympatyków na forum, więc może ich to zainteresuje. Nie ulega jednak wątpliwości, że będzie to pozycja dla zagorzałych fanów Kanadyjczyka.
_________________
Last.fm | RYM
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
greg66
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 31 Sie 2008
Posty: 4075
Skąd: Opole

PostWysłany: 17.04.2021, 11:15    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

akond masz rację koncert bardzo energetyczny w klimacie "Weld" ale set lista inna i to bardzo dobrze. Gdy na pocz. lat 90tych byłem na jego koncercie też grał dłużyzny a towarzyszyli mu Booker T. & The Mgs.

Strona jaką podałeś to faktycznie skarbnica wiedzy oraz przewodnik. Przy tylu koncertach nie jest się w stanie wyłapać te najlepsze lub ciekawe z różnych względów więc taka strona jest bardzo pomocna.

A ostatnio wyszła limitowana edycja Rolling Stone'a (dzięki dżejdżej)


m.in 100 najlepszych numerów, 15 bootlegów wartych mieć, pare płyt najgorszych i dużo historii.
_________________
Summer Of Love'67
http://musicpsychedelic.blogspot.com
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
greg66
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 31 Sie 2008
Posty: 4075
Skąd: Opole

PostWysłany: 25.04.2021, 11:29    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Neil Young - Harvest /1972/



Jeśli oczekujesz kolekcji radosnych, beztroskich piosenek, będziesz smutno zawiedziony. Jałowość odludzia, którą przenosi dźwięk tego albumu, jest dokładnie odwzorowywana w obrazach. A przecież żniwa („Harvest”) to powinien być czas radości. W końcu cała ciężka praca wreszcie ma przynieść efekt. Dojrzewające ziarno rzucone przez farmera parę miesięcy wcześniej wychodzi z ziemi i pnie się w górę.
A co jeśli:
„Tutaj kraina nieżywa, kraina kaktusowa, Tu hodują kamienie Obrazy, ich łaski wzywa, Dłoń umarłego błagalnie wzniesiona, Pod migotem gwiazdy blednącej. Czy tak samo jest tam, W drugim królestwie śmierci, Czy budzimy się zupełnie sami, W godzinę kiedy wszystko w nas, Jest czułością i czystymi łzami, Usta chcą pocałunku, A modlą się do złamanego kamienia” (T.S. Elliot).
„Harvest” zawiera piosenki, które traktują o samotności, eskapizmie, niepewności i śmierci, ale to nie jest przygnębiający album. To jest prawdziwy album. Wiesz mam na myśli, że Young stworzył muzykę obrazującą wysiłek człowieka, który nie zawsze przynosi oczekiwany efekt. Ale ziarno zostało zasiane i siłą rzeczy kolejnym krokiem są żniwa. To jedna z tych płyt Artysty, którą pod względem muzycznym możemy nazwać „farmerską”. Nie ukrywam, że ten styl jest moim ulubionym w twórczości Younga. Prosty rytm „Out On The Weekend” chwyta Cię od samego początku. Ta delikatna ballada, zestawiona z łagodnym brzdąkaniem gitary akustycznej, przekazuje krnąbrną, złamaną duszę podtrzymującą optymistyczną gitarą basową i gitarą stalową Bena Keitha. Tytułowa pieśń przenosi nas na farmę ze wspaniałą melodią Younga w formie country walca. Tekst podnosi na duchu przedstawiając obraz wrażliwości i szczerości. To właśnie tą szczerą prostotą toczy się życie na wsi. Rytm wyznacza porę dnia i tak już jest.
Neil Young nagrywając „Harvest” zrezygnował z grupy, która mu towarzyszyła na poprzednim albumie a powołał do życia efemerydę The Stray Gators. Niewątpliwie tym co pozwala piosenkom z „Harvest” zabłysnąć, jest szeroki wachlarz muzyków, którzy przynoszą nam brzmienie stalowych gitar, fortepianów, banjo i szybującej orkiestry. Właśnie „A Man Needs a Maid” wyprodukowany przez Jacka Nitzsche brzmi wystarczająco autentycznie, z samym fortepianem i wokalem, ale wkrótce przekształca się w sekcję orkiestrową ukazującą życie w samotności bez żadnej pomocy.
Piosenka „Heart of Gold” została wydana miesiąc wcześniej na singlu i trafiła na szczyty list przebojów. To czysty pop z nutą country i wszechobecną harmonijką. Otwarte przestrzenie wiejskiego odludzia pasują do długich solówek na harmonijce, które poprzedzają te wspaniałe wersy: „Chcę żyć/Chcę dawać/Jestem poszukiwaczem serca ze złota/To te emocje, których nigdy nie okazuję/To sprawia, że wciąż szukam serca ze złota i się starzeję/Sprawia, że wciąż szukam serca ze złota i się starzeję…”.
To jest przesłanie, które większość z nas już odczuwała: jestem samotny, szukam pokrewnej duszy ale możliwe, że szukając serca ze złota szybciej się zestarzeję. Lekkim momentem płyty jest „Are You Ready for the Country?”, prowadzące nas za sprawą sekwencji fortepianowej do małego miasteczka na Dzikim Zachodzie. Gitara Nitzsche’a przebija teraz z dodatkową ostrością i nadaje muzyce bardziej prowokacyjną jakość. Young odtwarza stereotypowe postacie, które pojawiają się w starym westernie. Toczący się fortepian jest większy i bardziej perkusyjny, a kiedy pod koniec utworu śpiewają Crosby i Nash ich głosy są pełniejsze a harmonie wyrazistsze. Podobnie jak „Old Man”, który zawiera również umiejętności wokalne Jamesa Taylora i Lindy Ronstadt. Melodia grana na banjo przez Taylora dodaje nowy wymiar temu numerowi. Nie bez kozery jest to najbardziej filozoficzna i muzycznie głęboka piosenka na płycie. Young napisał ją o starzejącej się opiekunce rancza, które nabył we wczesnych latach siedemdziesiątych. Jest to numer zarówno nawiedzający jak i przejmujący, ponieważ 24-latek dostrzega, że ma te same potrzeby i pragnienia jak ktoś stary. „Stary człowieku spójrz na moje życie/ Jestem taki jak ty byłeś/ Stary człowieku spójrz na moje życie/ Jestem taki jak ty byłeś”. Aranżacją smyczków wzbogacono „There’s a World” co brzmi bardzo imponująco. Refren brzmi apokaliptycznie a napędzany jest przez instrumenty dęte drewniane co dodaje fantastycznej dynamiki, podobnie jak szczery głos Younga: „Jest świat, w którym żyjesz/ Nikt inny nie ma twojej roli/ Wszystkie dzieci Boże na wietrze/ Weź to i dmuchnij mocno/ Aby dać miłość, ty musisz żyć miłością/ Aby żyć miłością, musisz być jej częścią”. I mamy na płycie jednorazowego rockera. „Alabama” zniekształcona przez linie gitary i ciężkie dźgnięcia akordów, które wcinają się głęboko w tłoczenie Reprise Records gdzie partie rytmiczne, przenoszą namacalne ciepło i brzęczenie wzmacniacza lampowego.
Następny utwór to list otwarty Younga do wszystkich użytkowników heroiny, ale także opowiada o niezliczonych muzykach, którzy padli ofiarą tego śmiertelnego nałogu. Tylko Neil i jego gitara to chwila z k l a s ą.
I potężny finisz, „Words (Between The Lines Of Age)”, doskonale podsumowuje temat całej płyty. Musisz marzyć o czymś lepszym pośród harówki dnia, czy to o sercu ze złota, czy nowym życiu na tej jałowej ziemi.


https://www.youtube.com/watch?v=rAtDrFdomN4
_________________
Summer Of Love'67
http://musicpsychedelic.blogspot.com
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
SafeMan
maxi-singel analogowy


Dołączył: 29 Paź 2019
Posty: 640
Skąd: Gdańsk

PostWysłany: 25.04.2021, 12:16    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Szkoda tylko tych niepasujących do całości orkiestracji. Zawsze omijam te dwa kawałki.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Oleeks
kaseta "metalówka"


Dołączył: 05 Kwi 2015
Posty: 289
Skąd: Szczecin

PostWysłany: 26.04.2021, 08:09    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Będąc szczerym nigdy nie byłem oddanym fanem tej płyty. Ma ona momenty absolutne (Old Man, Heart of Gold, Alabama), ale tak jak wspomniał SafeMan dwa utwory całkowicie zepsute przez orkiestrację. A Man Needs a Maid to świetny utwór, ale moment tej patetycznej wzniosłości za każdym razem odbiera mi przyjemność z odsłuchu. To samo się tyczy There's a World.
_________________
Last.fm | RYM
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
akond
epka kompaktowa


Dołączył: 04 Wrz 2020
Posty: 1128
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 26.04.2021, 09:12    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

To może warto podpowiedzieć jako wartościową alternatywę dla Harvest (albo uzupełnienie, zależnie od perspektywy) inne koncertowe archiwalium Neila, wydane stosunkowo niedawno:

Neil Young + Stray Gators - Tuscaloosa [NYA Performance Series 04, 2019]

Nagranie z 5.02.1973, występ w Memorial Auditorium, University Of Alabama, Tuscaloosa.
Efemeryczne Stray Gators w składzie i w stylu "farmerskim" (wedle nomenklatury gregga66) - oprócz lidera grają:
Ben Keith - gitary (pedal steel, slide), śpiew
Jack Nitzsche - fortepian, śpiew
Tim Drummond - bas
Kenny Buttrey - bębny

Bez kontrowersyjnej orkiestracji, nagrane w ramach trasy, z której pochodzi Time fade away, ale więcej ma wspólnego właśnie z Harvest - choćby z racji setlisty (aż pięć kawałków z tego albumu). Do tego jeszcze m.in. bardzo dobra wersja After The Gold Rush (jednego z moich ulubionych utworów Neila) i znakomicie wieńczące całość Don't Be Denied.

Koincydencja nam wyszła, bo akurat w sobotę sobie zapuszczałem. Jeśli ktoś nie zna, to mocno polecam:
http://sugarmtn.org/sm_album.php?album_key=434&flag=core
.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
greg66
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 31 Sie 2008
Posty: 4075
Skąd: Opole

PostWysłany: 27.04.2021, 16:09    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

akond bardzo dobrze że przypomniałeś o tym koncercie. Faktycznie jest to mój ulubiony czas Younga, No i cóż tylko mogę się z Tobą zgodzić. After the Gold Rush jest rewelacyjna, Neil z towarzyszenie fortepianu, Heart Of Gold jest znakomicie zaśpiewana, Lookout Joe o chłopakach wracających do domu z Wietnamu, wiemy, że nie było z nimi najlepiej. Okropności wojny wielu z nich siadły na psychikę, wielu się zatraciło, Alabama w stylu Southern Man i końcowe Don't Be Denied ponad osiem minut. Rewelacja.
_________________
Summer Of Love'67
http://musicpsychedelic.blogspot.com
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
greg66
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 31 Sie 2008
Posty: 4075
Skąd: Opole

PostWysłany: 25.10.2021, 17:53    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Neil Young - Time Fades Away /73/

Nie lubię długich recenzji o jakiejś płycie. One zniechęcają mnie i raczej czytam je pobieżnie. Dlatego umówny się, że to co teraz opiszę jest historią.

Mamy 1972 rok.

Neil Young wciąż leżał na swoim ranczu Broken Arrow, na południe od San Francisco, dochodząc do siebie po operacji kręgosłupa, kiedy „Harvest” uczynił go najlepiej sprzedającym się artystą solowym na świecie. Podczas długich miesięcy rekonwalescencji, pojawiły się głosy domagające się trasy koncertowej. Young sam wiedział, że po fenomenalnym sukcesie albumu można zarobić duże pieniądze jadąc w Stany. Jego wytwórnia płytowa była tak głodna kontynuacji, że w listopadzie 1972 roku wydała ścieżkę dźwiękową z filmu „Journey Through The Past”. Był to worek starych utworów, studyjnych odrzutów, kilka kawałków z koncertów, fragmenty „Mesjasza” Haendla, cover The Beach Boys i tylko jedna nowa piosenka „Soldier”. Young nie chciał jej wydawać, ale szefowie Warner Bros powiedzieli mu, że będą dystrybuować film, jeśli da im tą ścieżkę. Później próbowali zrobić z tego nowy album artysty a projekcję filmu zaniechali. Wściekły na dwulicowość wytwórni Young zaczął gromadzić na swoim ranczu dużą ekipę techników, aby przygotować się do trzymiesięcznej trasy, najdłuższej z dotychczasowych, podczas której miał grać co noc dla publiczności liczącej do 20 000 osób na stadionach sportowych, arenach koszykarskich i lodowiskach hokejowych. W Broken Arrow zjawili się też muzycy The Stary Gators, zespołu, który zagrał na „Harvest”, perkusista Kenny Buttrey, basista Tim Drummond, Ben Keith grający na pedal steel guitar oraz Jack Nitzsche, producent i aranżer, który po raz pierwszy współpracował z Youngiem przy jego epopei Buffalo Springfield „Expecting To Fly”. To właśnie oni mieli być jego zespołem wspierającym podczas nadchodzącej trasy.

Ale najpierw w studio A&M w Los Angeles Young nagrał cztery akustyczne dema: „Letter From Nam”, „Last Dance”, „Come Along And Say You Will” i „The Bridge”. W Broken Arrow pracował nad kolejnymi utworami, które miały trafić na album. W miarę jak trwały nagrania i próby oraz świadomość rozpoczęcia trasy koncertowej muzyk coraz bardziej martwił się o swoją kondycję fizyczną. Nie grał na gitarze elektrycznej na scenie od czasu koncertu CSN&Y w Minneapolis 9 lipca 1970 roku. Przez większość ostatnich dwunastu miesięcy, z powodu wyniszczającego go schorzenia kręgosłupa, musiał nosić ortezę na plecy, która sprawiała, że gra na gitarze była bolesna. Kiedy trasa się zbliżała zaczął obawiać się, że nie będzie w stanie sam udźwignąć całego występu. Zadzwonił do Danny’ego Whittena, gitarzysty Crazy Horse, których Young z dumą określał jako „amerykańskich Rolling Stones” i którzy przez całą jego karierę byli najbardziej spektakularnymi muzycznymi sparingpartnerami. Jednak z powodu uzależnienia Whittena od heroiny, Neil zwolnił cały zespół. Danny miał problem z którym nie mógł sobie poradzić. Jego życie wkrótce stało się jedną długą narkotykową popijawą. Jego heroinowy nałóg pogłębił się do tego stopnia, że Crazy Horse nie mogąc dłużej z nim współpracować, zwolnili go podczas trasy promującej ich tytułowy debiut. Whitten pogrążał się coraz głębiej w narkotycznym zapomnieniu. Kiedy nie ćpał, ostro pił. Odpowiadając na wezwanie Younga, by dołączył do niego, Whitten powiedział, że jest czysty, że w końcu odstawił heroinę. Był jednak w rozsypce, nie potrafił nauczyć się swoich partii i nadal brał, jak twierdzi Nitzsche. Neil zaoferował swojemu przyjacielowi koło ratunkowe, drogę wyjścia z narkotyków i powrotu do muzyki. Ale Whitten był już za daleko posunięty. W listopadzie 1972 roku Young podjął bolesną decyzję i zwolnił go z pracy. Dał Whittenowi 50 dolarów i bilet lotniczy z powrotem do Los Angeles. Jeszcze tej samej nocy Whitten śmiertelnie przedawkował mieszaninę alkoholu i valium. Young był zdruzgotany. Obwiniał się o śmierć Whittena, popadł w depresyjny nastrój, który towarzyszył mu podczas trasy koncertowej. Ben Keith mówił, że śmierć Danny’ego położyła się cieniem na wszystkim. Już pierwsze koncerty były napięte a Young opisał je później jako najgorsze w swojej karierze. Pokłócony z zespołem, z powodu ich żądań większych pieniędzy iż te, na które pierwotnie się umówili, trzymał się od nich z daleka. Mieszkał na oddzielnych piętrach w hotelach, a po większości występów wracał do swojego pokoju, by upić się tequilą i naćpać trawką. Po kilku występach Young stał się sfrustrowany sposobem, w jaki grał zespół oraz zachowaniem publiczności. Rozproszeni i hałaśliwi podczas akustycznych fragmentów, niespokojni i nieuważni w innych miejscach. Większość z nich przyszła posłuchać piosenek z „Harvest”, a ich obojętność w trakcie grania nieznanych utworów doprowadzała Younga do szału. Beształ publikę i wdawał się z nimi w pyskówki. Niejednokrotnie, rozwścieczony schodził ze sceny i zabierał ze sobą zaskoczony zespół z którym zresztą też miał na pieńku. Kenny Buttrey jako muzyk sesyjny miał niewielu równych sobie, jednak nic, co grał na trasie nie zadowalało Neila, nie było wystarczająco głośne, mimo że używał coraz większych pałek i uderzał w bębny tak mocno, że krwawiły mu ręce. Po 33 koncertach zastąpił go Johnny Barbata.

Był jeszcze jeden punkt zapalny. 31 marca trasa Time Fades Away zagościła w Oakland Coliseum, gdzie podczas wersji „Southern Man” Young zobaczył policjanta, który rzucił się na jakąś dziewczynę. „Nie mogę, kurwa, śpiewać, gdy to się dzieje” – oznajmił odwracając się do wyjścia, podczas gdy rozwścieczony tłum obrzucił scenę butelkami.

„To była dziwna noc”, wspomina Barbata. „Miał już za sobą swój akustyczny set, a my weszliśmy i wykonaliśmy jedną piosenkę. Policjant zaczepiał jakąś dziewczynę w pierwszym rzędzie i to wkurzyło Neila. Nie mógł się skupić, więc po prostu kazał zespołowi zejść ze sceny. Musiał mi to powiedzieć dwa razy, byłem w szoku – „Barbata, idziemy, Barbata, idziemy””.

Trzy noce później, 3 kwietnia w Salt Lake City, po dokładnie 90 dniach, trasa Time Fades Away wreszcie, ku uldze wszystkich dobiegła końca.

Po powrocie do Broken Arrow nastrój Younga był ponury. Nadal rozmyślał nad śmiercią Whittena, która nabrała symbolicznego znaczenia.

Young: „Wydawało mi się, że to naprawdę symbolizowało wiele z tego co się działo. To była wolność lat 60-tych, wolna miłość, narkotyki i wszystko… To była cena. To jest twój rachunek. Przyjaciele, młodzi faceci umierający, dzieciaki, które nawet nie wiedziały co robią. Uderzyło mnie to mocno”.

Na początku 1971 roku Warner Bros zapowiedziało wydanie podwójnego koncertowego albumu. Jednak nie został on nigdy wydany. Teraz Young ponownie zaczął rozważać wydanie takiej płyty. Szukał czegoś innego.

Pomimo ogromnego kontrastu w stosunku do „Harvest”, „Time Fades Away” nie jest złą płytą. Po prostu ma ona złą reputację. Muzyka Younga była w tym czasie mroczna, rozpaczliwa i momentami przygnębiająca, ale wciąż tak silna jak zawsze.

Album rozpoczyna utwór tytułowy, szybki, brzmiący jak country rocker. To gorączkowa narracja o ćpunach, politykach i wojsku, przeplatana dialogiem pomiędzy krnąbrnym synem a słabym, błagającym ojcem. Szaleńczy fortepian napędza całość a gitara już zaczyna smażyć jak na Younga przystało. „Yonder Stands The Sinner” jest nie mniej pokrzepiający. Obłąkany 12-taktowy wykop dodatkowo nasilony jest zniekształconym wokalem, gdy śpiewa: „Grzeszniku, za czym musisz uciekać?/ Dzwony kościelne zadzwoniły, gdy wypowiedział to imię/ Oto stoi grzesznik/ Woła moje imię bez dźwięku”. „LA” idzie jeszcze głębiej. Przenosi elementarne poczucie dobra i zła do nowych, gniewnych granic. „Kiedy przedmieścia zostaną zbombardowane, a autostrady zatłoczone/ I góry wybuchają, a dolina jest wessana/ w pęknięcia w ziemi/ czy w końcu zostanę przez Ciebie wysłuchany?”. Bud Scoppa z „Uncut” pisząc o tym numerze porównał Younga do „neo-izraelskiego proroka, ostrzegającego niesłuchające masy przed nieuchronną apokalipsą”. „LA” brzmi trochę jak „Cowgirl in the Sand”, który również łączy ciężkie, tłuste riffy z chytrymi tekstami i czystymi gitarowymi naleciałościami. I to działa.

Trzy ballady na płycie – „Journey Through The Past”, przedstawiona jako „piosenka bez domu”, „The Bridge” i przepiękna „Love in Mind” – oferują nieco wytchnienia. Pierwsza jest solowym numerem fortepianowym, z rozpaczliwym wokalem opowiadającym o pragnieniu powrotu Neila do przeszłości i wszystkich dobrych czasów.

Jednak nadszarpnięty stan psychiczny Younga najdobitniej reprezentują dwa długie utwory, otwierające i zamykające drugą stronę. „Don’t Be Denied”, napisany dzień po śmierci Whittena, jest graficznie autobiograficzny, wywodzący się bezpośrednio z „Helpless”. Jego cztery zwrotki dotyczą dzieciństwa Younga, rozwodu rodziców, trudnego dorastania, rozczarowania młodzieńczym optymizmem i odkupienia, jakie daje muzyka. Pojawia się tu gitara slide Bena Keith, a Graham Nash i David Crosby wspierają kolegę wokalnie i gitarowo. Refren jest chwytliwy a utwór jako całość ma coś w rodzaju hymnu. „Time Fades Away” kończy „Last Dance” (pasuje, co?). To ośmiominutowy epicki numer, ciężki jak poprzednie i bardzo groźnie brzmiący. Tekst piosenki to krytyka „prostego” stylu życia, trwającego od dziewiątej do piątej. Ale Young nie jest przekonany, że alternatywny sposób na życie, który proponuje jest bardziej satysfakcjonujący niż to, co teoretycznie krytykuje. Jego nagłe przyznanie się do tego jest zaskakujące. Utwór pod wieloma względami zmierza ku przewidywalnemu końcowi, a zespół jest na skraju spakowania walizek, gdy Young dostaje skądś drugi wiatr. „Nie, nie, nie, nie” zaczyna śpiewać, chrypiąc, najwyraźniej odrzucając przesłanie piosenki. „Nie, nie, nie, nie”, dochodzą sprzężone dźwięki gitary a całość jest blisko bycia poza kontrolą. „Sing with us, c’mon!” krzyczy Nash do publiczności, która siedząc w dużej mierze bardziej jest przerażona niż zadowolona. Utwór kończy się w swego rodzaju wyczerpanym chaosie, pozostawiając za sobą złowieszczą ciszę.
_________________
Summer Of Love'67
http://musicpsychedelic.blogspot.com
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Oleeks
kaseta "metalówka"


Dołączył: 05 Kwi 2015
Posty: 289
Skąd: Szczecin

PostWysłany: 11.12.2021, 16:39    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Jak wrażenia po odsłuchu nowego Neila Younga z Crazy Horse? Muszę powiedzieć, że to chyba jeden z najlepszych nowych materiałów od lat, ale muszę dać temu krążkowi więcej niż jedną szansę Smile
_________________
Last.fm | RYM
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
greg66
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 31 Sie 2008
Posty: 4075
Skąd: Opole

PostWysłany: 11.12.2021, 20:45    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Jestem po paru przesłuchaniach, takiego Younga lubię. Typowy Youngowski stoner ale i też trochę country.
_________________
Summer Of Love'67
http://musicpsychedelic.blogspot.com
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Wykonawcy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4
Strona 4 z 4

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group