Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna Muzyczne Dinozaury
i ich następcy
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Rozwój modernizmu - twórcy, dzieła, innowacje (1900-1930)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... , 10, 11, 12  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Muzyka
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
mahavishnuu
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 09 Wrz 2011
Posty: 4375
Skąd: Opole

PostWysłany: 06.07.2021, 17:52    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

ROZWÓJ MODERNIZMU – TWÓRCY, DZIEŁA, INNOWACJE (1900-1930)

CZĘŚĆ 48

PERCEPCJA NOWEJ MUZYKI – PRZEŁOM W OKRESIE MODERNIZMU 1/2

Arnold Schönberg – Pierrot Lunaire (1912)


Tym razem pochylimy się nad problemem postępującej marginalizacji współczesnej muzyki artystycznej. Ponieważ ów proces swój początek miał właśnie w okresie modernizmu, spróbujemy przyjrzeć mu się bliżej. Problem jest szeroki i dość skomplikowany, dlatego powrócimy do niego w innym ujęciu w kolejnych częściach tego cyklu. Najpierw w telegraficznym skrócie należałoby przypomnieć podstawowe fakty, aby uchwycić istotę problemu. Przemkniemy szybko od średniowiecza do późnego romantyzmu. Jak wyglądała sytuacja Nowej Muzyki w wiekach średnich? W dobie rozwoju chrześcijaństwa niechętnie odnoszono się do tradycji muzyki antycznej, którą kojarzono z pogaństwem. Niechęć nie dotyczyła jednak całej kultury starożytnej. To dość skomplikowany i niejednoznaczny wątek. Wspomnijmy choćby tylko filozofów greckich (m.in. Platon, Arystoteles, Pitagoras). Człowiek wieków średnich był ukierunkowany na słuchanie muzyki współczesnej. Po pewnym czasie z wolna odwracano się od starannie wypracowanych wzorców. Bardzo wyraźnie było to widać w okresie ars nova (XIV wiek). Przemożna potrzeba nowości była motorem wielu dokonań. To, co było wielkim osiągnięciem w jednej epoce, w kolejnej wydawało się już zużyte, zwietrzałe, hamujące postęp. Nie jest kwestią przypadku, że nowy kierunek nazwano ars nova (nowa sztuka), niejako w opozycji wobec wcześniejszego ars antiqua (stara sztuka). W okresie działalności pierwszej generacji twórców z kręgu ars nova popularne było hasło: „Śmierć sztuce dawnej, niech żyje sztuka nowa”. Renesans nie przyniósł przełomu w tym względzie. W 1474 roku wybitny teoretyk muzyki, Johannes Tinctoris, w traktacie „Proportionale musices” nazwał muzykę ostatnich 40 lat „całkowicie nową sztuką, jedyną godną słuchania, bo wcześniejsza rani ucho, miast je radować”. Opinia Tinctorisa ewidentnie świadczyła o tym, że ludzie w drugiej połowie XV wieku zdecydowanie woleli twórczość współczesną, natomiast estetyka z okresu ars nova była im z gruntu obca. W okresie baroku i klasycyzmu obowiązywał podobny trend. Co kilkadziesiąt lat pojawiała się, mniej lub bardziej ostentacyjna, negacja starych prądów. Nowy tendencje były artykulacją potrzeby odświeżenia formuły. W XIX wieku muzyka współczesna nadal była trendy. Wielu artystów z poprzedniej epoki marginalizowano, niektórzy byli zupełnie zapomniani. Tak było w przypadku wielu mistrzów renesansu i baroku. Najczęściej w tym kontekście przywołuje się Jana Sebastiana Bacha. Rzecz jasna autor Wielkiej mszy h-moll nie był postacią zupełnie nieznaną. W kręgach kompozytorskich czy też muzykologicznych nie brakowało osób, które stawiały go na piedestale. Dopiero Felix Mendelssohn-Bartholdy przyczynił się do tego, że dzieła kantora z Lipska triumfalnie powróciły do sal koncertowych. W 1829 roku wielkim sukcesem okazało się wykonanie „Pasji według św. Mateusza”. Było to pierwsze wykonanie tego utworu od śmierci kompozytora. Przypomnijmy, od tego czasu minęło 79 lat!

Sytuacja zaczęła się zmieniać na przełomie XIX i XX wieku. W okresie modernizmu publiczność z wolna zaczęła odwracać się od muzyki czasów współczesnych. Na szczególny opór materii społecznej natrafiły różne wywrotowe nurty, które kontestowały stary ład romantyczny. Większość publiczności była bardzo przywiązana do klasycznych ideałów piękna. Nowe idee coraz częściej były odbierane z rezerwą, czasami niechęcią, nie brakowało aktów agresji. Skandale w czasie premier nowych dzieł zdarzały się znacznie częściej niż przed laty. Na przełomie XIX i XX wieku mur niezrozumienia nie był jeszcze wysoki. Niemało twórców z kręgów konserwatywnych i umiarkowanie postępowych mogło jeszcze liczyć na względy publiki. Co ciekawe, sytuacja muzyki na tle innych dziedzin sztuki była szczególnie mało komfortowa. Już w 1887 roku jeden z pionierów modernizmu, Claude Debussy zauważył: Zabawne, że publiczność znosi doskonale ruch literacki, nowe formy lansowane przez pisarzy rosyjskich [...] natomiast co do muzyki, to chcieliby, żeby ona pozostała w spokoju, i zrobiliby niemal rewolucję z powodu trochę dysonansowego akordu. Artystów coraz bardziej niepokoił pospolity gust publiczności. Często nie artykułowano tego publicznie, jednak w środowisku kompozytorów tzw. muzyki poważnej coraz bardziej rozpowszechniał się pogląd, że słuchacze wykazują zainteresowanie głównie muzyką mocno zalatującą naftaliną lub komercyjną (kabaret, operetka). Tymczasem muzyka w dobie modernizmu stawała się coraz bardziej skomplikowana. Radykalne eksperymenty, często niezrozumiałe dla przeciętnego konsumenta kultury, nieuchronnie uruchomiły proces alienacji. Eksponenci awangardy bynajmniej nie zamierzali schlebiać masowemu słuchaczowi. Pojawiały się elitarne dążenia, czego dobrym przykładem była postawa twórcza i filozofia Arnolda Schönberga. Autor „Verklärte Nacht” przedstawił to dobitnie, z typową dla siebie bezkompromisowością: Jeśli sztuka, to nie dla wszystkich, jeśli zaś dla wszystkich – to nie jest to sztuka. Nie dziwi zatem fakt, że Nowa Muzyka artystyczna coraz częściej nie była pożądanym gościem w salach koncertowych.

„Pierrot Lunaire”, czyli jedno z reprezentatywnych dzieł schönbergowskich, również nigdy nie trafiło pod strzechy. Warto je poznać, bowiem dobrze pokazuje rozwój języka muzycznego. W tym przypadku szczególnie godna uwagi jest nowatorska sztuka wokalna (kłania się sprechgesang, czyli śpiewomowa).

Arnold Schönberg – Pierrot Lunaire - Ensemble InterContemporain – Silja - Boulez:

https://www.youtube.com/watch?v=N-zW10__i4M
_________________
RateYourMusic/mahavishnuu
AstralnaOdysejaMuzyczna
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
mahavishnuu
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 09 Wrz 2011
Posty: 4375
Skąd: Opole

PostWysłany: 14.07.2021, 11:32    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

ROZWÓJ MODERNIZMU – TWÓRCY, DZIEŁA, INNOWACJE (1900-1930)

CZĘŚĆ 49

PERCEPCJA NOWEJ MUZYKI – PRZEŁOM W OKRESIE MODERNIZMU 2/2

SIERGIEJ PROKOFIEW – SUITA SCYTYJSKA, OP. 20 (1914-1915)


Pierwsze dekady XX wieku to czas wielu, mniej lub bardziej znanych, skandali w czasie premier nowych kompozycji. Chyba najbardziej spektakularny i najczęściej przywoływany jest ten związany z premierą baletu Igora Strawińskiego „Święto wiosny” (1913). Warto przypomnieć również szereg innych. Kontrowersje wywołała opera Debussy'ego „Pelleas i Melisanda”. Charakterystycznym zarzutem było określenie „muzyka mózgowa”. Richard Strauss w czasie, gdy tworzył swoje najbardziej eksperymentalne dzieła („Salome”, „Elektra”) również spotykał się z bardzo zróżnicowanymi opiniami – słowa zachwytu mieszały się ze zdecydowaną dezaprobatą środowisk konserwatywnych. Na początku XX wieku z podobnymi problemami borykał się Aleksander Skriabin. Luigi Russolo protestował przeciwko nadmiernej komplikacji języka muzycznego, tymczasem występ jego Gran Concerto Futuristico (1917), ujmijmy to łagodnie, nie wzbudził zachwytu publiki. W latach 20. burzliwe polemiki wzbudzała twórczość Paula Hindemitha. Wielki skandal wywołały jego dwie jednoaktowe opery: „Morderca, nadzieja kobiet” i „Święta Zuzanna”. Pierwsza – z powodu obfitości erotyki i brutalności, drugą oskarżano o świętokradztwo. Bez protestów nie obeszło się również w przypadku premier kompozycji instrumentalnych. W 1923 roku w Monachium wykonanie I Kammermusik na zespół z syreną w obsadzie zakończyło się awanturą. Najmniej radykalny przedstawiciel II Szkoły Wiedeńskiej, Alban Berg, spotykał się z bardzo zróżnicowanymi reakcjami publiczności. W czasie premiery 5 Orchesterlieder (1913) zachowanie słuchaczy było tak nieprzychylne, że zaprzestano prezentacji muzyki. Jego opus magnum, czyli opera „Wozzeck” również była skrajnie różnie odbierana, choć zaskakująco często, nawet dla samego autora, mogła liczyć na względy zgromadzonej publiki. Odrębny tekst można by napisać na temat recepcji muzyki Arnolda Schönberga. Wielu melomanów do dzisiaj trzyma się od niego z daleka. Kompozytor od samego początku polaryzował opinie na swój temat. Już „Verklärte Nacht” (1899), które dzisiaj brzmi dość tradycyjnie, wzbudziło głęboką niechęć tradycjonalistów. W 1900 roku, w czasie pierwszego wykonania jego zbioru pieśni, doszło do walki na pieści. Z kolei w czasie premiery „Symfonii kameralnej” (1908) wielu słuchaczy opuściło salę jeszcze w trakcie trwania utworu. Znowu nie obeszło się bez awantur. Jedna z takich bójek skończyła się ostatecznie w sądzie. Obrona wezwała lekarza, który stwierdził, że wielu słuchaczy wykazywało objawy nerwicy po wysłuchaniu muzyki. Do historii przeszedł jego koncert z 31 marca 1913 roku, który odbył się w sali wiedeńskiej „Musikverein”. Schönberg dyrygował swoją „Symfonią kameralną”. Po raz kolejny, tym razem w wyjątkowo ostrej formie, spotkał się z negatywnym odbiorem słuchaczy. Już przed pierwszą wojną światową niektórzy krytycy nie bawili się w subtelności, określając jego utwory „kocią muzyką”. Tymczasem inni tworzyli w osamotnieniu, często zupełnie nieznani. Tak było w przypadku dwóch najwybitniejszych kompozytorów amerykańskich pierwszej połowy XX wieku. Zarówno Charles Ives, jak i Edgard Varèse dopiero pod koniec swojego długiego życia zaczęli zyskiwać uznanie. W Polsce z tradycjonalistami często zmagał się Karol Szymanowski. Nie tylko w sferze czysto muzycznej, ale także dydaktycznej (w czasie gdy był rektorem Warszawskiego Konserwatorium Muzycznego). To właśnie intrygi i permanentne problemy, zazwyczaj z muzyczną „konserwą”, sprawiły że postanowił zrezygnować ze stanowiska, pomimo tego, że był gorący popierany przez studentów.

W II połowie XX wieku proces alienacji twórców muzyki współczesnej jeszcze bardziej się pogłębił. Nowa Muzyka w znacznym stopniu została zmarginalizowana. Obecnie funkcjonuje na peryferiach życia muzycznego. Na względy nieco szerszego grona słuchaczy zazwyczaj mogą liczyć jedynie różnej maści konserwatyści, ewentualnie przedstawiciele nowej prostoty. Gdy w 2013 roku przypadała setna rocznica urodzin Lutosławskiego, jego utwory na pewien czas pojawiły się w filharmoniach. Oczywiście tylko w największych miastach w naszym kraju, bo w innych nadal piłowano po raz tysięczny „Piątą” Beethovena, „Jowiszową” Mozarta lub koncert fortepianowy b-moll Czajkowskiego. Ci, którzy łudzili się, że nastąpi jakaś zmiana, szybko zrozumieli, że nie ma na to najmniejszej szansy. Wszystko pozostało po staremu. Włodarze filharmonii nie chcą grać Lutosławskiego oraz innych kompozytorów muzyki współczesnej, ponieważ, po prostu, nie ma na to zapotrzebowania. Kapitalizm i prawa rynku wkroczyły również do sal koncertowych, gdzie prezentuje się muzykę artystyczną. Program kreują gusta masowej publiczności, która, czy nam się to podoba, czy nie, woli po raz kolejny posłuchać „Obrazków z wystawy” czy też „Dziewiątej” Beethovena. W filharmoniach de facto nie ma czegoś takiego, jak popularyzacja muzyki współczesnej. Obowiązuje tam „muzealna” atmosfera celebrowania muzyki z odległych epok. Czy Schönberg, Webern, Berg, Varèse zagoszczą w szerszym wymiarze w naszych filharmoniach? Jestem pesymistą. Napiszę nawet więcej - mam przeświadczenie graniczące z pewnością, że jeszcze długo to nie nastąpi, może nawet nigdy. Doświadczenie ponad stu lat pokazuje jednoznacznie – wszelkie wywrotowe czy postępowe nurty, które odchodziły wyraźnie od systemu funkcyjnego dur-moll nie mogły liczyć na przychylność słuchaczy, nawet w gronie przeciętnych melomanów. Natrafiały bowiem na ścianę niezrozumienia, nierzadko agresji. Wprawdzie w przypadku wczesnej moderny jest pewna ilość utworów, które, w ograniczonym stopniu, pojawiają się w repertuarze filharmonii, gdzież im tam jednak do klasyków czy romantyków. A co z wieloma innymi znaczącymi kompozycjami tamtych czasów? Jaka jest szansa na to, że zagoszczą na abonamentowym koncercie w Toruniu, Lublinie, Opolu, Szczecinie czy Białymstoku?

Tym razem wybrałem jedno z wybitnych dzieł modernizmu, które, delikatnie rzecz ujmując, nie zyskało uznania sił konserwatywnych. W 1916 roku pierwsze wykonanie „Suity scytyjskiej” wywołało wzburzenie na widowni. Część osób wyszła z sali zanim utwór wybrzmiał do końca, w tym prominentne postacie rosyjskiego życia muzycznego (np. znany kompozytor Aleksander Głazunow). Prokofiew już w czasie prób użerał się z muzykami orkiestry, po koncercie dworowali sobie z niego niektórzy recenzenci. Ot, jeszcze jeden przykład na to, że w XX wieku muzyczni nowatorzy nie mieli łatwego życia.

Siergiej Prokofiew – Suita scytyjska - Chicago Symphony Orchestra - Claudio Abbado:

https://www.youtube.com/watch?v=HtVgWzXGvj4
_________________
RateYourMusic/mahavishnuu
AstralnaOdysejaMuzyczna
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
mahavishnuu
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 09 Wrz 2011
Posty: 4375
Skąd: Opole

PostWysłany: 23.07.2021, 14:27    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

ROZWÓJ MODERNIZMU – TWÓRCY, DZIEŁA, INNOWACJE (1900-1930)

CZĘŚĆ 50

DLACZEGO W DOBIE WCZESNEGO MODERNIZMU
SŁUCHACZE ODWRACALI SIĘ OD MUZYKI WSPÓŁCZESNEJ?

CHARLES KOECHLIN – LA COURSE DE PRINTEMPS (1911-1927)


W poprzednich szkicach pisałem o postępującej alienacji twórców Nowej Muzyki. Warto pokrótce pokusić się o przedstawienie najważniejszych przyczyn tego zjawiska. Nie było w tym żadnego przypadku, ba!, z perspektywy czasu można skonstatować, że taka reakcja publiczności była zupełnie zrozumiała. W okresie modernizmu dokonała się rewolucja estetyczna, która, mówiąc językiem Nietzschego, przewartościowała wszystkie wartości. Różne wywrotowe nurty muzyki XX wieku, w mniejszym lub większym stopniu, zakwestionowały obowiązujący ideał piękna i harmonii. Pitagorejsko-platońska oraz biblijna wizja świata i człowieka, które do tej pory były głównym punktem odniesienia dla świata kultury, w coraz mniejszym stopniu oddziaływały na twórców moderny. Zmienia się podejście do najbardziej podstawowych kwestii, choćby do pojęcia „muzyka”. W dobie modernizmu muzykę zaczęto wiązać z emocjonalnym i umysłowym nieuporządkowaniem, eksponowano takie jej cechy, jak: nieokreśloność, niezrozumiałość i mglistość. Radykalizm oraz bezkompromisowość wielu nowych koncepcji artystycznych sprawiły, że coraz bardziej zaczęły się rozchodzić ścieżki, którymi podążali progresywni artyści i publiczność. Narastał mur niezrozumienia. Co szczególnie mogło się nie podobać przeciętnemu bywalcowi filharmonii w pierwszych dekadach XX wieku? Jedną z fundamentalnych kwestii była ewolucja języka harmonicznego. Słuchacze byli przyzwyczajeni do systemu funkcyjnego dur-moll, tymczasem na przełomie XIX i XX wieku już wyraźnie zaczął dokonywać się jego rozkład. Debussy zaproponował skalę całotonową. Inni twórcy starali się maksymalnie rozszerzać tonalność, eksperymentowali z harmonią (rozszczepione płaszczyzny dźwiękowe, bitonalność, politonalność, mikrotonowość). Postępująca chromatyzacja materiału dźwiękowego w wydaniu schönbergowskim doprowadziła do tzw. swobodnej atonalności. Wkrótce pojawił się nowy sposób organizacji materiału dźwiękowego, czyli dodekafonia. Nie ma się co czarować, zarówno swobodna atonalność, jak i dodekafonia nie mogły trafić pod strzechy. Mocno dysonansowa faktura kompozycji z pewnością skutecznie odstręczała liczne grono melomanów. Była to hermetyczna kraina dźwięków, dlatego siłą rzeczy natrafiła na silny opór materii społecznej. Jak wiadomo, dla większości słuchaczy najważniejszy jest czynnik melodyczny, tymczasem w Nowej Muzyce jej rola niejednokrotnie została mocno ograniczona. Impresjoniści wyeksponowali walory brzmieniowe. W muzyce Debussy'ego melodia schodzi na drugi plan, nierzadko zupełnie się rozmywa. Trudno jest znaleźć konwencjonalne melodie w utworach przedstawicieli II Szkoły Wiedeńskiej. Tkanka dźwiękowa jest mocno poszarpana i skomplikowana, nierzadko wręcz amelodyczna. Generalnie, komplikacja materiału u wielu twórców (np. Skriabin, Bartók, Ives) sprawia, że trudno jest odnaleźć w ich muzyce chwytliwe tematy, które kojarzymy z poprzedniki epokami. Powyższe problemy są związane również z odmienną narracją kompozycji. Konceptów jest coraz więcej, niektóre, ze względu na swój radykalizm i nowatorstwo, są trudno przyswajalne. Pojawia się podział na mniejsze segmenty muzyczne, mocno skontrastowane względem siebie, większa nieprzewidywalność, brak ciągłości zdarzeń (Varèse, Webern, Schönberg). Wcześniej narracja była bardziej konwencjonalna, nie była najeżona tyloma wygibasami, dzięki temu mogła być uchwytna nawet dla przeciętnego słuchacza. Komplikacji ulega również rytm. Synonimem rewolucji jest „Święto wiosny”. Zanika tradycyjny puls, kreska taktowa traci swoje tradycyjne znaczenie – wynika to z tego, że takty są częstokroć niejednakowej długości, poza tym opierają się na zmiennym metrum. Jakby tego było mało, co rusz pojawiają się nieregularne pauzy i akcenty. Dzięki tym wszystkim wyszukanym zabiegom rytmika nie jest już schematyczną strukturą. Przybiera kształt kapryśnej tkanki, nieustannie zaskakującej słuchacza swoją złożonością i nieregularnością. Powyższe elementy na pewno nie sprawiają, że muzyka jest łatwiejsza w odbiorze. W kontekście naszych rozważań szalenie ważna jest zmiana hierarchii podstawowych elementów muzycznych. Do tej pory najważniejsza była harmonia i melodia, dalej rytm, tempo, kolorystyka, dynamika i artykulacja. W pierwszych dekadach XX wieka powyższa hierarchia została zakwestionowana, choć jeszcze w nie tak radykalny i fundamentalny sposób. Debussy wyeksponował czynnik brzmieniowy, z kolei Strawiński i Bartók rytm. W muzyce Weberna dokonały się rewolucyjne zmiany. W zdecydowanej większości jego kompozycji wszystkie elementy muzyczne są de facto równorzędne. Nie dziwi zatem fakt, że w rezultacie powstała muzyka z gruntu nowa, radykalnie różniąca się nie tylko od tej z epoki neoromantyzmu, ale także innych nurtów modernistycznych w pierwszych dekadach XX wieku. Wspomniane w poprzednim odcinku skandale w czasie premier, narastająca krytyka Nowej Muzyki, to efekt naszkicowanych powyżej przeobrażeń materii muzycznej. W poprzednich epokach słuchano chętnie nowej muzyki artystycznej, tymczasem w dobie modernizmu został uruchomiony nowy proces. Coraz bardziej dojmujący był zanik więzi między współczesnym kompozytorem a publicznością.

Charles Koechlin - La Course De Printemps (1911-1927)

Muzyka francuska z pierwszych dekad XX wieku to nie tylko Debussy, Ravel, Roussel, Satie i Dukas. Odrębny temat to francuski odłam neoklasycyzmu, ponadto warto wspomnieć choćby o takich postaciach, jak przedwcześnie zmarła Lili Boulanger i Charles Koechlin. Ten ostatni był muzykiem niezwykle płodnym i pracowitym, poza tym długowiecznym, toteż nic dziwnego, że natrzaskał sporo kompozycji. Szczególnie godna uwagi jest muzyka zainspirowana literaturą Rudyarda Kiplinga (rzecz jasna, chodzi o słynną „Księgę dżungli”). Koechlin świetnie opanował sztukę orkiestracji. Można wręcz rozkoszować się niezwykłą feerią barw. Bardzo przyjemna muzyka. Oto reprezentatywny przykład:

Charles Koechlin - La course de printemps - Radio-Sinfonieorchester Stuttgart des SWR

https://www.youtube.com/watch?v=ii38IjOtOtI
_________________
RateYourMusic/mahavishnuu
AstralnaOdysejaMuzyczna
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
mahavishnuu
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 09 Wrz 2011
Posty: 4375
Skąd: Opole

PostWysłany: 03.08.2021, 13:04    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

ROZWÓJ MODERNIZMU – TWÓRCY, DZIEŁA, INNOWACJE (1900-1930)

CZĘŚĆ 51

STOSUNEK DO MUZYCZNEJ PRZESZŁOŚCI - WCZESNY MODERNIZM A AWANGARDA POWOJENNA 1/2

Maurice Ravel – Dafnis i Chloe (1909-1912)


Stosunek czołowych przedstawicieli modernizmu do muzyki z poprzednich epok nie był jednoznaczny. Najlepiej operować konkretnymi przykładami. Generalnie, zauważalny jest krytycyzm w stosunku do romantyzmu. W tym nie ma nic dziwnego, wszak w każdej epoce eksponenci opcji postępowej budowali swoją tożsamość na krytyce poprzedników. Nie było jednak tak, że romantyzm potępiano w czambuł. To dość skomplikowana kwestia, dlatego najlepiej przedstawiać ją na przykładzie poglądów konkretnego artysty lub krytyka muzycznego. Jak wyglądało to w przypadku najwybitniejszych kompozytorów modernizmu? Oto wybrane przykłady. Claude Debussy był krytycznie nastawiony do romantyzmu, aczkolwiek z dużą atencją odnosił się do dokonań „Potężnej Gromadki”. Bliska była mu szkoła muzyki francuskiej, jej estetyka i poczucie smaku. Wyraźną niechęcią darzył szkołę germańską, której ucieleśnieniem w ostatnich dekadach XIX wieku był wagneryzm. Autor „La Mer” w młodzieńczym okresie był apologetą sztuki Ryszarda Wagnera, jednak z czasem radykalnie zmienił zapatrywania. Maurice Ravel z dużym szacunkiem odnosił się do świata przeszłości, wcześniejszych kompozytorów i nurtów muzycznych. Był prawdziwym przeciwieństwem apostołów powojennej awangardy, którzy starali się burzyć wszystkie mosty, łączące ich z tradycją. Jest to godne podkreślenia, bo przecież autor „Bolera” nie był muzycznym konserwatystą. Aleksander Skriabin, szczególnie w pierwszym okresie swojej twórczości, był mocno zapatrzony w Chopina i Liszta. Był to przykład nowatora, który na drodze ewolucji buduje mocno zindywidualizowany świat dźwięków, coraz bardziej oddalając się od estetyki neoromantycznej. Béla Bartók szybko zerwał pępowinę łączącą go z neoromantyzmem. Jego witalistyczno-folklorystyczne eksploracje są przykładem tego, że wybitni twórcy obdarzeni dużą kreatywnością potrafią szybko się wyemancypować, tworząc w rezultacie odrębną stylistykę. Strawiński już w „okresie rosyjskim” szybko zaznaczył swoją odrębność od poprzedniej epoki. Doskonale słychać to w balecie „Pietruszka”. Po mocno eksperymentalnych początkach niespodziewanie otworzył się na wpływy z odległych epok, przede wszystkim klasycyzmu i baroku. Strawiński był wielkim erudytą muzycznym. Jego stosunek do muzyki przeszłości mocno odbiegał od poglądów awangardy powojennej. Niektórymi kompozytorami potrafił się zachwycać (Bach, Gesualdo, Czajkowski), cenił sobie Händla, Pergolesiego, potrafił jednak także nie pozostawić suchej nitki na Vivaldim. Wedle niego autor „Czterech pór roku” zajmował się głównie multiplikacją koncertów skrzypcowych, które trudno było odróżnić od siebie. Najciekawszym przypadkiem jest tzw. II Szkoła Wiedeńska. Bodaj najbardziej radykalny nurt awangardy bynajmniej nie miał zamiaru podążać drogą negacji. Ekspresjonizm na pierwszy rzut ucha może wydać się mocno odległy od romantyzmu, jednak jego powinowactwa z poprzednią epoką, na różnych poziomach muzycznego przekazu, są ewidentne. W istocie ekspresjonizm był „zmaksymalizowanym romantyzmem”. Schönberg jest zresztą wzorcowym przykładem rewolucyjnego konserwatysty. Autor „Verklärte Nacht” przyznawał, że jest wychowany na tradycji muzyki niemieckiej i austriackiej. Ogromny wpływ wywarła na niego twórczość Brahmsa, cenił sobie bardzo Wagnera, Brücknera, Mahlera, Wolfa – widać zatem, że wspólnym mianownikiem tych fascynacji jest romantyzm. Idiom romantyczny był bardzo bliski również Albanowi Bergowi. Kto wie, czy w szkole schönbergowskiej właśnie nie on był najbardziej zanurzony w tej estetyce. Jak zatem widać trudno o jednoznaczne wnioski. Z pewnością dominującym czynnikiem nie było dogmatyczne zacietrzewienie i uprzedzenia. Każdy ze znaczących kompozytorów poszukiwał nowych idei, próbował zredefiniować swoje podejście do procesu twórczego. Zauważalna była przemożna chęć odświeżenia języka muzycznego. Nowe czasy to także nowa muzyka. Wczesny modernizm pokazał to z całą mocą. Po II wojnie światowej najbardziej radykalni eksponenci Nowej Muzyki będą znacznie bardziej krytyczni wobec muzyki przeszłości, ale o tym już w kolejnym szkicu.

Oto reprezentatywny przykład muzyki kompozytora, który ceniąc przeszłość, potrafił skutecznie odświeżyć język muzyczny. „Dafnis i Chloe” to jedno z największych arcydzieł impresjonizmu.

Maurice Ravel – Dafnis i Chloe - Montreál Symphony Orchestra and Chorus Charles Dutoit

https://www.youtube.com/watch?v=YHrstmOPKBQ
_________________
RateYourMusic/mahavishnuu
AstralnaOdysejaMuzyczna
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
mahavishnuu
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 09 Wrz 2011
Posty: 4375
Skąd: Opole

PostWysłany: 11.08.2021, 20:45    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

ROZWÓJ MODERNIZMU – TWÓRCY, DZIEŁA, INNOWACJE (1900-1930)

CZĘŚĆ 52

STOSUNEK DO MUZYCZNEJ PRZESZŁOŚCI - WCZESNY MODERNIZM A AWANGARDA POWOJENNA 2/2


Igor Strawiński – Symfonia psalmów (1930)


Niemała część powojennej awangardy ostro kontestowała zastany porządek. Krytyce poddano nie tylko różnej maści konserwatystów, ale także twórców progresywnych, ba!, nawet tych, którzy w I połowie XX wieku zaliczani byli do największych radykałów i odnowicieli języka muzycznego (vide przypadek Arnolda Schönberga). Eksponenci awangardy darmsztadzkiej sprawiali czasami wrażenie, jakby chcieli wyzerować przeszłość. Z różnych względów było to jednak niemożliwe. Zawsze będą bowiem występować większe lub mniejsze powiązania estetyczne ze światem przeszłości. Dobrym przykładem mogą być próby podejmowane przez przedstawicieli powojennej awangardy. Ot, choćby jeden z najważniejszych apostołów Nowej Muzyki – Karlheinz Stockhausen. Jego punktualistyczne kompozycje (np. Klavierstücke) były niejako dalszym ciągiem eksploracji, które szczególnie w latach 30. i 40. uskuteczniał Anton Webern, ważnym drogowskazem był również messiaenowski „Mode de valeurs et d'intensités” (1949). Totalny serializm nie powstał więc z niczego - instruktywne są szczególnie „Wariacje fortepianowe” (1936) wspomnianego Weberna. Innym przykładem może być tzw. muzyka przestrzenna. Gdy przed laty usłyszałem stockhausenowskie „Gruppen” myślałem, że niemiecki twórca jako pierwszy pokusił się o stworzenie tego typu kompozycji. Później poznałem jednak twórczość artystów z kręgu „szkoły weneckiej” (II połowa XVI wieku i początek następnego stulecia) i musiałem zrewidować swoje poglądy w tej materii. Ciekawe wątki pojawiają się również w przypadku twórczości Iannisa Xenakisa i jego muzyki stochastycznej. Przypomnijmy – chodzi o związki matematyki i muzyki w trakcie procesu twórczego. W okresie średniowiecza pojawiały się silne tendencje do tego, aby tworzyć konstrukty formalne, w mniejszym lub większym stopniu, oparte na wiedzy matematycznej. Z całą mocą widać to na gruncie polifonii (organum, motet izorytmiczny). A propos wieków średnich, można jeszcze wspomnieć o partyturach. Dla wielu współczesnych zapisy utworów przedstawicieli powojennej awangardy są dość dziwaczne, czasami wręcz szokujące. W tym kontekście warto przywołać zamiłowanie twórców z kręgu ars subtilior do tworzenia nietypowej notacji muzycznej. Czasami były to wizualne cacka, rzeczy bardzo niekonwencjonalne – zapis w kształcie serca (Baude Cordier) czy harfy (Jacob Senleches). Klastery, które kojarzymy z dwudziestowieczną awangardą, po raz pierwszy pojawiły się znacznie wcześniej. Wielodźwiękowe współbrzmienia nieodparcie kojarzące się właśnie z klasterami pojawiają się już w muzyce epoki baroku. Dobrymi przykładami mogą być fragmenty „Battalia à 10” (1673), Heinricha Ignaza Franza Bibera oraz początek baletu „Les Élémens”, Jean-Féry Rebela. Wspomniany Biber w twórczy sposób eksperymentował z instrumentami smyczkowymi. Jego poszukiwania i rozwiązania były prefiguracją procesu, który z całą mocą objawił się w XX wieku - chodzi rzecz jasna o preparowanie instrumentów. Stworzone przez Athanasiusa Kirchera urządzenie, znane jako The Arca Musarithmica, już w połowie XVII wieku, dzięki różnym systemom kombinatorycznym, umożliwiało tworzenie muzyki, która w prostej linii prowadziła do aleatoryzmu. Iannis Xenakis twierdził, że korzenie awangardy sięgają czasów antyku. W tym kontekście wymieniał choćby dwunastotonowość. Im głębiej będziemy wnikać w historię sztuki dźwięku, tym więcej znajdziemy mniej lub bardziej oczywistych związków „starego” z „nowym”. Całkowite zerwanie pępowiny ze światem przeszłości było dla ówczesnych radykałów pociągające. Z perspektywy czasu, gdy dorobek odnowicieli języka muzycznego jest już dobrze znany, możemy w bardziej pogłębiony sposób dokonać rachunku zysków i strat. Burzliwe losy modernizmu są świadectwem tego, że tak, jak nie ma końca historii, jak prognozował swego czasu Francis Fukuyama, tak nie ma również końca muzyki, jak sądzą niektórzy konserwatyści, mentalnie mocno zakorzenieni w świecie przeszłości.

Jednym z najwybitniejszych twórców modernistycznych, który bynajmniej nie odcinał się od tradycji, był Igor Strawiński. W 1920 roku autor „Święta wiosny” zaskoczył muzyczny świat niespodziewaną woltą stylistyczną. Jego balet „Pulcinella”, oparty na motywach z Pergolesiego, niedwuznacznie nawiązywał do włoskiego baroku. Był to dopiero początek jego polistylistycznych peregrynacji, które trwały ponad trzydzieści lat. W owym czasie niejednokrotnie dawał wyraz fascynacji muzyką baroku, przede wszystkim Jana Sebastiana Bacha (vide „Dumbarton Oaks Concerto”), intuicyjnie wskrzeszał świat antyku („Król Edyp”), nieobca była mu estetyka jazzu („Koncert hebanowy”), z kolei balet „Pocałunek wieszczki” był świadectwem uwielbienia Piotra Czajkowskiego. Zdaniem wielu „uczonych w piśmie”, jego najwybitniejszym utworem neoklasycznym jest „Symfonia psalmów” (1930). Podzielam ten pogląd. To niezwykła muzyka o ogromnej sile wyrazu. Tym razem autor „Święta wiosny” próbuje budować mosty łączące odległe epoki (średniowiecze, renesans) i czasy współczesne.

Igor Strawiński – Symfonia psalmów (1930) - Rundfunkchor Berlin - Berliner Philharmoniker - Pierre Boulez:

https://www.youtube.com/watch?v=wQJ9jJQEIEA
_________________
RateYourMusic/mahavishnuu
AstralnaOdysejaMuzyczna
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
akond
epka kompaktowa


Dołączył: 04 Wrz 2020
Posty: 1128
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 12.08.2021, 07:47    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

mahavishnuu napisał:
Niemała część powojennej awangardy ostro kontestowała zastany porządek. (...) Całkowite zerwanie pępowiny ze światem przeszłości było dla ówczesnych radykałów pociągające. (...)

Przyznam, mahavishnuu, że nie przepadam za tego rodzaju wywodami - raz, że jest to dorabianie muzycznej awangardzie "gęby" i wkładanie jej w usta słów, które niekoniecznie zostały wypowiedziane w taki sposób i w podobnym kontekście; dwa, że poprzez odpowiedni dobór przykładów stają się nazbyt upraszczające, by nie rzec tendencyjne. To, co zostaje, sprowadza się koniec końców do oczywistości (że w muzyce istnieje rozwój, ale głównie ewolucyjny, i że między epokami zawsze da się wskazać - takie czy inne - związki i analogie).

Ale w szczegółach - paralela z Xenakisem jest naciągana, bo wrzuca całą matematykę do jednego worka. Tymczasem metody statystyczne (i mechaniki statystycznej), które stosował w niektórych kompozycjach, w czasach średniowiecza i renesansu zwyczajnie nie istniały - więc porównanie dla mnie jest kulawe. Tu już prędzej można by podciągać np. Nørgårda i jego infinity series, bo jego zabawy liczbami były ideowo bliższe pomysłom z dawnych stuleci.

Co do Stockhausena - to jeżeli weźmiemy zamiast kompozycji punktualistycznych takie np. Aus den sieben Tagen, to już dużo trudniej będzie wskazać historycznych prekursorów.

A co ze sztuką konceptualną Johna Cage'a i przynajmniej niektórymi z jego rewolucyjnych idei? Co ze spektralizmem? Muzyką elektroniczną? A instrumenty i skale Partcha? Czy nawet - cofając się bardziej w czasie - druga część Czwartej Symfonii Ivesa?

Jeżeli odpowiednio poszukać, to znajdziemy w historii muzyki przykłady nowego, które było czymś naprawdę jakościowo nowym - i sądzę, że jeszcze niejedna rewolucja w sztuce przyszłości nas czeka, nawet jeżeli nie dostrzegamy niczego na dzisiejszym horyzoncie.

A odcinanie się od, bądź przyznawanie do zwiazków z przeszłością, to bardziej kwestia publicystyki niż merytoryki. Twierdzenia w stylu późnego Pendereckiego (to nie ja odwróciłem się od awangardy, to awangarda zdradziła muzykę) są dla mnie puste i właściwie bez wartości.

PS. Żeby zakończyc pozytywną nutą - za Symfonią Psalmów przepadam! I polecam wspaniałe nagranie Ančerla z Czeskimi Filharmonikami!
.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
mahavishnuu
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 09 Wrz 2011
Posty: 4375
Skąd: Opole

PostWysłany: 12.08.2021, 09:40    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

akond napisał:

Przyznam, mahavishnuu, że nie przepadam za tego rodzaju wywodami - raz, że jest to dorabianie muzycznej awangardzie "gęby" i wkładanie jej w usta słów, które niekoniecznie zostały wypowiedziane w taki sposób i w podobnym kontekście; dwa, że poprzez odpowiedni dobór przykładów stają się nazbyt upraszczające, by nie rzec tendencyjne.

Chyba nie do końca się zrozumieliśmy. Przykłady z tego szkicu żadną miarą nie miały prowadzić do tego, aby komukolwiek dorabiać „gębę”. Choćby z tego względu, że mój stosunek do powojennej awangardy jest, generalnie rzecz biorąc, pozytywny. Sam od lat chętnie słucham tej muzyki, dlatego nie chciałbym być wrzucony do worka krytykantów tego nurtu. I tak jest ich wystarczająco dużo. Chodziło tylko o to, aby w ogólnym zarysie nakreślić, jakie były różnice między tymi generacjami w kwestii stosunku do przeszłości. Podane przykłady miały tylko pokazać, że w przeszłości pojawiały się rozmaite koncepty, które, w mniejszym lub większym stopniu, mogą kojarzyć się z różnymi pomysłami rozwijanymi przez powojenną awangardę.


akond napisał:

To, co zostaje, sprowadza się koniec końców do oczywistości (że w muzyce istnieje rozwój, ale głównie ewolucyjny, i że między epokami zawsze da się wskazać - takie czy inne - związki i analogie).

Co do „ewolucjonizmu”, to dość skomplikowana sprawa. Na przestrzeni dziejów „postęp” w muzyce był nierównomierny. Przytrafiło się nam kilka rewolucji, które mocno przeorały zastany porządek (np. rewolucja barokowa z przełomu XVI i XVII wieku, wczesna modernistyczna z początku XX wieku, czy też wspomniana awangarda po II wojnie światowej).
_________________
RateYourMusic/mahavishnuu
AstralnaOdysejaMuzyczna
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
akond
epka kompaktowa


Dołączył: 04 Wrz 2020
Posty: 1128
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 12.08.2021, 09:49    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

mahavishnuu napisał:
Choćby z tego względu, że mój stosunek do powojennej awangardy jest, generalnie rzecz biorąc, pozytywny. Sam od lat chętnie słucham tej muzyki, dlatego nie chciałbym być wrzucony do worka krytykantów tego nurtu.

Takie mam wrażenie, ale właśnie dlatego trochę się skrzywiłem na te akapity - bo ich wydźwięk jest raczej niezbyt przychylny, a dodatkowo mając pewną znajomość rzeczy dostrzega się, nazwijmy to umownie, delikatne niedoskonałości argumentacji*. Ale może to tylko ja tak odbieram.

I żeby nie było, robisz tu świetną robotę - nie chciałbym z kolei, żebyś moje uwagi odczytywał jako krytykanctwo.

*) to i tak nic w zestawieniu z głośną książką Alexa Rossa Reszta jest hałasem, która na mniej więcej co trzeciej stronie wkurzała mnie niemiłosiernie.
.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
mahavishnuu
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 09 Wrz 2011
Posty: 4375
Skąd: Opole

PostWysłany: 12.08.2021, 15:06    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

akond napisał:

Takie mam wrażenie, ale właśnie dlatego trochę się skrzywiłem na te akapity - bo ich wydźwięk jest raczej niezbyt przychylny, a dodatkowo mając pewną znajomość rzeczy dostrzega się, nazwijmy to umownie, delikatne niedoskonałości argumentacji*. Ale może to tylko ja tak odbieram..

Przeczytałem sobie ten szkic jeszcze raz i faktycznie niektóre fragmenty można odebrać, jako krytyczne. Tak to jest, gdy piszemy w internecie i musimy operować skrótami, maksymalnie kondensując treść. Miały to być raczej ciekawostki, pokazujące, że można znaleźć pewne powiązania, analogie z muzyką z odległych epok.



akond napisał:

*) to i tak nic w zestawieniu z głośną książką Alexa Rossa Reszta jest hałasem, która na mniej więcej co trzeciej stronie wkurzała mnie niemiłosiernie.
.

Jeśli chodzi o książkę Rossa to faktycznie nie brakuje w niej kontrowersji. Nie chcę pisać o jego stosunku do awangardy, bo każdy ma swoje preferencje. Nasi muzykolodzy, pisząc bardziej syntetyczne opracowania o muzyce XX wieku, niejednokrotnie mocno różnili się w swoich zapatrywaniach estetycznych, jednak ich prace, z mojej perspektywy, bronią się lepiej. Podam kilka przykładów, które od razu przychodzą mi na myśl. „Muzyczna moderna XX wieku”, Macieja Gołąba - jeśli chodzi o język, to prawdziwe przeciwieństwo Rossa, niektórych może to irytować. Pod względem merytorycznym trzyma wysoki poziom. Inne podejście znajdziemy u Alicji Jarzębskiej w jej „Sporze o piękno muzyki”. Bardziej konserwatywne, mocno zdystansowane w stosunku do powojennej awangardy. Książka Rossa była ponoć hitem, jednak moim zdaniem, na głowę bije go popularny u nas „Gwiazdozbiór muzyczny” Stefana Kisielewskiego. Kisiel jest bardziej treściwy, jeśli chodzi o kwestie stricte muzyczne. Podobnie jest w przypadku „Style, kierunki i twórcy muzyki XX wieku”, Tadeusza A. Zielińskiego.
_________________
RateYourMusic/mahavishnuu
AstralnaOdysejaMuzyczna
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
akond
epka kompaktowa


Dołączył: 04 Wrz 2020
Posty: 1128
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 12.08.2021, 15:36    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Moi ulubieni autorzy, jeśli chodzi o literaturę dot. muzyki współczesnej, to z kolei Bogusław Schaeffer i Andrzej Chłopecki. Obaj też kontrowersyjni w sądach, ale w zdrowym tego słowa znaczeniu.
.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
mahavishnuu
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 09 Wrz 2011
Posty: 4375
Skąd: Opole

PostWysłany: 12.08.2021, 16:11    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Lubię obydwu. Schaeffer wprowadził mnie do świata muzyki współczesnej. Przeczytałem wszystkie jego książki, niektóre po kilka razy. Gdybym miał się czepiać, wspomniałbym tylko o jednej sprawie. Na początku swojej drogi, jako „młody gniewny”, lubiłem, gdy niemiłosiernie chlastał różnej maści konserwatystów. Był ostry jak brzytwa i bezkompromisowy. Z perspektywy czasu, uważam, że z niektórymi tradycjonalistami obszedł się zbyt surowo. Tak czy inaczej, jego dorobek jest trudny do przecenienia.
_________________
RateYourMusic/mahavishnuu
AstralnaOdysejaMuzyczna
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
akond
epka kompaktowa


Dołączył: 04 Wrz 2020
Posty: 1128
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 12.08.2021, 16:25    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Sam był kompozytorem, i to z tych bardziej kontestujących. To zaważyło choćby na jego doborze nazwisk do dwutomowego słownika kompozytorów XX wieku (i na ocenach wystawionych różnym Rachmaninowom, Sibeliusom czy nawet Szostakowiczom). Ale fachowości i jasności wywodów nie sposób mu odmówić.
.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
mahavishnuu
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 09 Wrz 2011
Posty: 4375
Skąd: Opole

PostWysłany: 01.09.2021, 16:53    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

ROZWÓJ MODERNIZMU – TWÓRCY, DZIEŁA, INNOWACJE (1900-1930)

CZĘŚĆ 53


MOŻLIWE PRZESZŁOŚCI, CZYLI WIELKIE TALENTY MODERNIZMU, KTÓRYM NIE BYŁO DANE ROZBŁYSNĄĆ PEŁNYM BLASKIEM

JULIAN SKRIABIN, LILI BOULANGER



Wszystko ma swój koniec, nawet najdłuższy serial. Podobnie jest w przypadku tego cyklu. Pomyślałem sobie, że może dobrze byłoby poszerzyć trochę zakres tematyczny naszego forum – stąd ten nietypowy cykl szkiców. Wprawdzie tzw. muzyka poważna nie często pojawiała się w różnych wątkach, to jednak jej związki z gatunkami muzycznymi, które tak lubimy na naszym forum są oczywiste (np. rock progresywny, rockowa awangarda, niektóre nurty elektroniki). Mam nadzieję, że coś fajnego udało się Wam wyłowić. „Poważny” diabeł nie jest taki straszny.


Watersowski „Your Possible Pasts” z niezapomnianego „The Final Cut” (1983) może być świetnym wstępem do tego, o czym chciałbym na koniec napisać w tym cyklu. Utwór jest świadectwem tego, że jego autor często zastanawiał się nad tym, jak mogłyby potoczyć się losy głównego bohatera płyty, gdyby nie zawierucha wojenna. Rozważał różne scenariusze wydarzeń. Zarówno tych zwykłych śmiertelników, jak i osobników z samego szczytu drabiny społecznej. Tym razem skupimy się na kompozytorach. Jak mogła wyglądać ich możliwa przeszłość? Zapewne każdy z Was nieraz zastanawiał się, jak potoczyłyby się losy przedwcześnie zmarłego muzyka, którego darzycie szacunkiem i sympatią. Zwolennicy szeroko pojętej muzyki rozrywkowej rozpamiętują różne przypadki – Jimi Hendrix, Jim Morrison, Janis Joplin, Brian Jones, Kurt Kobain, Brian Jones, Robert Johnson, Tim Buckley, Nick Drake. To tylko przykłady pierwsze z brzegu, które od razu przyszły mi na myśl. Nie inaczej jest w obrębie tzw. muzyki poważnej. Słuchacze lubujący się w dźwiękach z epoki baroku żałują, iż tak szybko odeszli z tego świata Purcell i Pergolesi. Okres klasycyzmu to rzecz jasna Mozart. Miłośnicy dziewiętnastowiecznej opery zastanawiają się zapewne, jak rozwinąłby się talent Belliniego i Bizeta. Cóż jeszcze mogliby dokonać giganci romantyzmu – Chopin, Schubert, Mendelssohn i Schumann? A przecież jest jeszcze tworzący na styku klasycyzmu i romantyzmu Carl Maria von Weber. Wszystkie wymienione postacie ze świata muzyki „poważnej”nie dożyły czterdziestego roku życia (nie licząc Schumanna). Jako że w tym cyklu skupiłem się na wczesnym modernizmie, postanowiłem przybliżyć pokrótce dwie postacie z tej epoki. Im również nie było dane pokazać pełni swojego talentu.



JULIAN SKRIABIN (1908-1919)

PRELUDIA (1918 - 1919)


Syn Aleksandra Skriabina był bardzo utalentowanym pianistą i początkującym kompozytorem. Tak można przynajmniej mniemać po wysłuchaniu jego młodzieńczych preludiów. W dużym stopniu przypominają muzykę jego ojca. Nie brakuje głosów, że być może nie są to jego dzieła. Jeśli faktycznie wyszły spod jego ręki, są niezwykle dojrzałe. W porównaniu z młodzieńczymi kompozycjami ojca, brzmią wręcz imponująco. Wielka szkoda, że nie było nam dane przekonać się, jaka była skala jego talentu. Podobnie jak ojciec, zmarł przedwcześnie. Jego śmierć jest dość tajemnicza. Wiemy tylko, że utonął w wieku 11 lat w wodach Dniepru (wypadł z łodzi). Często zastanawiam się, jak wyglądałaby dalej ewolucja muzyki Aleksandra Skriabina. Jego kompozycje ze środkowego i późnego okresu są frapujące. Przygotowywane przez lata „Misterium” miało być summą jego kompozytorskiego talentu, opus magnum dotychczasowej twórczości. A przecież wciąż był jeszcze relatywnie młodym człowiekiem. Wielka strata dla muzyki. Być może podobnie było w przypadku jego syna. Tego jednak nigdy się nie dowiemy. Możemy tylko posłuchać muzyki, którą po sobie pozostawił.

https://www.youtube.com/watch?v=PbCsHTonpUg



LILI BOULANGER (1893-1918)

PSALM 130 (1917)

Lamoureux Orchestra - Elisabeth Brasseur Choir - Igor Markevitch

Muzyka francuska z pierwszej połowy XX wieku to wdzięczny obiekt eksploracji. Można znaleźć naprawdę sporo muzycznych perełek. Lili Boulanger to jedna z tych postaci, której nie było dane w pełni rozwinąć skrzydeł. Zmarła w wielu 24 lat. Pozostawiła po sobie niewiele muzyki. Na pewno warto sięgnąć po jej twórczość chóralną. Szczególnie poleciłbym psalmy. Bodaj największym osiągnięciem jest Psalm 130 – wymowny przykład głębokiej wiary. W pewnej mierze jest również reakcją na okropności Wojny Światowej, która trwała wówczas już trzy lata. Warto podkreślić, że Boulanger była pierwszą kobietą, która została laureatką prestiżowej Prix de Rome za kantatę Faust et Hélène (1913). Jaki był profil stylistyczny jej muzyki? Niewątpliwie najbliżej jej do estetyki impresjonistycznej, szczególnie tej w wydaniu Claude'a Debussy'ego. Warto zanurzyć się w te dźwięki. Nazwisko kompozytorki wywołuje skojarzenia. Tak, to ta Boulanger! Bardziej znana jest jej starsza siostra – kompozytorka i nade wszystko słynna nauczycielka. Losy ludzi układają się różnie. Nadia Boulanger dożyła sędziwego wieku (91 lat).

https://www.youtube.com/watch?v=Sp0Yjn9Lef8


KONIEC
_________________
RateYourMusic/mahavishnuu
AstralnaOdysejaMuzyczna
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Okechukwu
limitowana edycja z bonusową płytą


Dołączył: 07 Cze 2007
Posty: 4186

PostWysłany: 01.09.2021, 17:25    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Tak, preludia przypisywane Skriabinowi- juniorowi są tak zaawansowane, że wydaje mi się niemożliwością, aby skomponował je 11-latek. Można w tym wieku osiągnąć bardzo wysoki poziom wykonawczy, ale komponować na tym poziomie chyba nie sposób. Nie są wcale gorsze od Preludiów ojca - ba, znalazłyby się wśród najlepszych (zwłaszcza pierwsze jest NIESAMOWITE). To byłby talent większy i od Chopina i nawet chyba od Mozarta (oczywiście przyjmując tylko kryterium wieku). Może po prostu wykorzystał jakieś szkice, które zostawił jego ojciec? W każdym razie tajemnicza i ciekawa sprawa.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Crazy
digipack


Dołączył: 19 Sie 2019
Posty: 2709

PostWysłany: 01.09.2021, 22:16    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

mahavishnuu napisał:
KONIEC




Jakbym dostał rok wolnego, to w sam raz - prawie po jednym odcinku na tydzień, razem ze skrupulatnym odsłuchiwaniem i słuchaniem dla urozmaicenia przeróżnych innych rzeczy. Oby do emerytury!

Wielkie dzięki!
_________________
jeżeli nam zabraknie sił
zostaną jeszcze morze i wiatr
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Muzyka Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... , 10, 11, 12  Następny
Strona 11 z 12

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group